W Hiszpanii kolejna akcja przeciwko dżihadystom. Aresztowano czteroosobową rodzinę: małżeństwo i ich 16-letnich bliźniaków. Synowie, prawdopodobnie za namową matki, chcieli walczyć na froncie w Syrii, w szeregach Państwa Islamskiego. Do aresztowania doszło w Badalonie, mieście sąsiadującym z Barceloną.

Nieletni bliźniacy mieli dzisiaj odlecieć do Turcji, a stamtąd przedostać się do Syrii. Liczyli, że w ciągu Wielkiego Tygodnia, podczas którego panuje duży ruch na lotniskach, nie zwrócą na siebie uwagi. Policja podejrzewa, że za ich radykalizację odpowiada matka. To ona miała namówić na wyjazd do Syrii ich starszego brata, który zginął przed rokiem na froncie. Należał do Harakat Szam al-Islam – Islamskiego Ruchu Lewantu – organizacji terrorystycznej, która zrzesza przede wszystkim Marokańczyków.

Zdaniem sąsiadów aresztowanej rodziny, bliźniacy zmienili się od powrotu z wakacji. Rzucili naukę i wyjechali do szkoły Koranu do Maroka, z której niedawno wrócili. Jest to czwarta w tym roku akcja hiszpańskiej policji przeciwko dżihadystom. Zdaniem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, na frontach w Syrii i Iraku walczy stu obywateli Hiszpanii.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Trzymiesięczny areszt tymczasowy dla 37-letniego Jarosława K., podejrzanego o pobicie i usiłowanie zabójstwa kilkudniowej córki. Sąd zdecydował, że mężczyzna z uwagi na grożące mu dożywocie powinien czas do procesu spędzić w areszcie. Jarosław K. usłyszał w sumie 3 zarzuty: usiłowania zabójstwa i naruszenia nietykalności cielesnej – zarówno swojej żony, jak i policjantów, którzy go zatrzymali. Grozi mu nawet dożywocie.

Mężczyzna z Lipian w Zachodniopomorskiem, który w czasie domowej awantury rzucił swoją siedmiodniową córką o ziemię, na razie spędzi w areszcie 3 miesiące. Dziewczynka ma pękniętą czaszkę. Jest w szpitalu. Wiadomo, że mężczyzna w czasie ubiegłotygodniowej awantury był pod wpływem narkotyków. Prokuratura czeka teraz na wyniki badań jego krwi, które wykażą, jakie narkotyki zażył.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Śląscy antykorupcyjni zatrzymali byłego już instruktora nauki jazdy. Powołując się na swoje znajomości, obiecywał pozytywne załatwienie egzaminu na prawo jazdy. Grozi mu za to do 8 lat więzienia. Policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Katowicach prowadzą śledztwo dotyczące powoływania się na wpływy w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Katowicach. Osoby podejrzane w tym postępowaniu podejmowały się pośrednictwa w „załatwieniu” pozytywnego wyniku egzaminu na prawo jazdy.

W ostatnim tygodniu policjanci przeprowadzili tzw. częściową realizację w tej sprawie, zatrzymując byłego instruktora nauki jazdy z terenu Śląska. 72-letni mężczyzna stanął przed prokuratorem i usłyszał łącznie 12 zarzutów popełnienia przestępstw korupcyjnych, za które grozi mu do 8 lat więzienia. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono mienie podejrzanego. Zatrzymany mieszkaniec Pyskowic to kolejna, ósma już osoba, która usłyszała zarzuty w tej sprawie. U podejrzanych stróże prawa zabezpieczyli także mienie, którego wartość przekracza 100 tys. zł.

Postępowanie to nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Śledczy określają sprawę jako rozwojową i przewidują kolejne zatrzymania.
Żródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Pięciu podejrzanym, których aresztowano po zabójstwie rosyjskiego opozycjonisty Borysa Niemcowa, postawiono zarzuty “zabójstwa na zlecenie” – poinformował sąd miejski w Moskwie. W komunikacie napisano, że pięciu mężczyzn zostało oskarżonych na postawie artykułu 105 kodeksu karnego dotyczącego “zabójstw popełnionych przez grupę ludzi działających w celu wzbogacenia się lub na zlecenie”.

Pięciu mężczyzn, pochodzących z Kaukazu Północnego, zostało zatrzymanych przez rosyjskie władze w tygodniu bezpośrednio po zabójstwie Niemcowa. Główny podejrzany to Zaur Dadajew, były zastępca dowódcy batalionu w elitarnym pułku sił specjalnych “Północ”, wchodzącym w skład stacjonującej na terytorium Czeczenii 46. samodzielnej brygady specnazu Wojsk Wewnętrznych MSW Federacji Rosyjskiej. Dadajew początkowo przyznał się do popełnienia zbrodni, ale później odwołał zeznania złożone po zatrzymaniu. Oświadczył, że był torturowany. Czterej pozostali podejrzani nie przyznali się do winy.

Zaraz po zabójstwie opozycjonisty prezydent Władimir Putin oświadczył, że było ono “prowokacją”, i zapowiedział, że wszyscy zleceniodawcy i wykonawcy zostaną odnalezieni i ukarani. W poniedziałek rosyjski dziennik “Kommiersant” napisał, powołując się na “poinformowane” źródło, że rosyjski Komitet Śledczy zidentyfikował mężczyznę, który dostarczył zabójcom broń i samochód, wykorzystane do popełnienia przestępstwa. Według gazety, podejrzany, którego tożsamości nie podano do wiadomości publicznej, zaoferował każdemu z uczestników 5 mln rubli (około 330 tys. złotych). Borys Niemcow, jeden z przywódców Republikańskiej Partii Rosji – Partii Wolności Narodowej (Parnas), został zastrzelony 27 lutego wieczorem w centrum Moskwy.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Czterech mężczyzn zostało zatrzymanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku z korupcją wyborczą podczas ostatnich wyborów samorządowych – poinformował rzecznik CBA Jacek Dobrzyński. W tej sprawie zarzuty usłyszało już w sumie 13 osób. – Zatrzymaliśmy czterech mężczyzn w wieku od 20 do 55 lat, wszyscy są mieszkańcami Sędziszowa Małopolskiego (woj. podkarpackie). W Prokuraturze Apelacyjnej w Rzeszowie usłyszeli już zarzuty korupcji wyborczej związane z przebiegiem ostatnich wyborów samorządowych – powiedział Dobrzyński.

Jak dodał, mężczyźni mieli oddać głosy na wskazanych kandydatów, w zamian za korzyść majątkową – alkohol. – Prokuratura zastosowała wobec nich dozór policji – dodał rzecznik CBA.

To kontynuacja śledztwa. W ubiegłym tygodniu Prokuratura Apelacyjna w Rzeszowie poinformowała o przedstawieniu zarzutów dziewięciu osobom. Dwie z nich miały korumpować, a siedem – przyjąć korzyści majątkowe w zamian za głosowanie na konkretnego kandydata. Wręczane łapówki to głównie alkohol, ale kilkakrotnie wręczano też pieniądze. To kontynuacja śledztwa. W ubiegłym tygodniu Prokuratura Apelacyjna w Rzeszowie poinformowała o przedstawieniu zarzutów dziewięciu osobom. Dwie z nich miały korumpować, a siedem – przyjąć korzyści majątkowe w zamian za głosowanie na konkretnego kandydata. Wręczane łapówki to głównie alkohol, ale kilkakrotnie wręczano też pieniądze.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Łódzka prokuratura skierowała we wtorek do sądu wniosek o przedłużenie o trzy miesiące aresztu dla żony b. prezesa Amber Gold Katarzyny P., podejrzanej m.in. o oszustwa znacznej wartości. Akt oskarżenia w tej sprawie – według prokuratury – powinien trafić do sądu w czerwcu.

Według łódzkiej prokuratury okręgowej śledztwo w tej sprawie zmierza ku końcowi, ale – jak zaznaczył jej rzecznik Krzysztof Kopania – dalsze aresztowanie podejrzanej jest konieczne z uwagi na zachodzącą obawę matactwa z jej strony oraz grożącą jej surową karę – do 15 lat więzienia. Prokurator zaznaczył, że dotąd – ze względu na obszerność i zawiłość śledztwa oraz konieczność wykonania czynności za granicą, niemożliwe było zakończenia tego postępowania.

Kopania zaznaczył, że według informacji, które posiada prokuratura, stan zdrowia Katarzyny P. nie uniemożliwia jej przebywania w warunkach pozbawienia wolności. Rzecznik prokuratury nie odniósł się do informacji medialnych o ciąży Katarzyny P. Kobieta przebywa w areszcie od dwóch lat; obecnie okres aresztowania upływa 14 kwietnia.

Łódzka prokuratura wszczęła w poniedziałek śledztwo w sprawie funkcjonariuszy służby więziennej w Zakładzie Karnym nr 1 w Łodzi, gdzie przebywa kobieta. Bada czy popełnili przestępstwo przekroczenia uprawień lub niedopełnienia obowiązków, dopuszczając – według informacji medialnych – do kontaktów intymnych więziennego wychowawcy z aresztowaną. Czynności wyjaśniające prowadzi równolegle SW.

Stanowisko stracił niedawno dyrektor tej placówki.

W poniedziałek – według prokuratury – przesłuchana w tej sprawie została “kobieta, która jest osadzona w Zakładzie Karnym nr 1 w Łodzi”. Kopania nie chciał potwierdzić, że była to Katarzyna P. Nikt oficjalnie nie potwierdza doniesień dotyczących jej ciąży.

B. prezes Amber Gold Marcin P., który jest aresztowany od końca sierpnia 2012 r. i przebywa w areszcie w Piotrkowie Trybunalskim, ma w nim pozostać co najmniej do końca maja. Grozi mu także kara do 15 lat więzienia. Śledztwo w tej sprawie jest przedłużone do końca sierpnia, ale prokuratura chce w czerwcu skierować akt oskarżenia do gdańskiego sądu. – Został już zebrany niemal kompletny materiał dowodowy, do przesłuchania zostali już nieliczni świadkowie – dodał Kopania.

Według prokuratury Marcin P. i Katarzyna P. – działając wspólnie i w porozumieniu – w ramach tzw. piramidy finansowej doprowadzili w sumie ok. 18 tys. osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie prawie 851 mln zł. Przyjęto, że oboje działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Marcin P. jest podejrzany obecnie w sumie o 24 przestępstwa, jego żonie zarzucono ich 17. Obok oszustwa znacznej wartości zarzuca się im m.in. poświadczenie nieprawdy w oświadczeniach o podwyższeniu kapitału zakładowego kilku spółek, naruszenie ustawy o rachunkowości oraz kodeksu spółek handlowych.

Podejrzani – według prokuratury – nie przyznają się do zarzutów i odmawiają składania wyjaśnień. Katarzyna P. zapoznała się z częścią akt, które – według niej – były dla niej interesujące. Marcin P. nadal zapoznaje się z materiałami zgromadzonymi przez śledczych, które liczą ponad 15 tys. tomów i składa wnioski dowodowe. W postępowaniu przesłuchano dotąd niemal 19 tys. świadków, głównie pokrzywdzonych, ale także pracowników centrali Amber Gold i oddziałów parabanku oraz przedstawicieli m.in. Komisji Nadzoru Finansowego, NBP, banków oraz pośredników.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 nawet do 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Zdaniem prokuratury, Amber Gold od początku była tzw. piramidą finansową i z takim zamiarem powstała. Nie ma zaś dowodów, że spółka była finansowana z nielegalnych źródeł np. przez grupy przestępcze, ani, że dochodziło w niej do prania brudnych pieniędzy. Spółka pozyskała z lokat 851 mln zł, z czego zaledwie ponad 10 mln zł zainwestowała w złoto, które miało być ich zabezpieczeniem.

Pieniądze z lokat były wydawane na różne cele m.in. prawie 300 mln zł przeznaczono na finansowanie linii OLT Express. Z bilansu spółki wynika, że jej prezes Marcin P. i jego żona wypłacili sobie z tytułu wynagrodzenia za pracę oraz zleceń w sumie 18,8 mln zł “pensji”. Ostatecznie zainwestowane pieniądze przed upadkiem spółki odzyskało zaledwie ok. 3 tys. z ok. 18 tys. jej klientów – są oni obecnie pokrzywdzonymi w sprawie.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Dwaj mężczyźni usiłowali w poniedziałek staranować samochodem bramę wjazdową do siedziby amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) w wielkim obiekcie wojskowym Fort Meade w stanie Maryland. Padły strzały. Jest co najmniej jedna ofiara śmiertelna. Reuters informuje, powołując się na amerykańskie media, że strażnicy zastrzelili jednego z mężczyzn w samochodzie i ciężko ranili drugiego. Według telewizji NBC, powołującej się na nieokreślone bliżej źródła, mężczyźni byli przebrani za kobiety, a samochód był kradziony. Rzeczniczka FBI powiedziała, że nie przypuszcza się, by incydent ten miał związek z terroryzmem. Nie ma na razie żadnych informacji na temat motywów napastników.

Agencja Asociated Press informuje, powołując się na dwie osobistości, które zastrzegły sobie anonimowość, że co najmniej jedna z osób w samochodzie zginęła, kiedy doszło do wymiany strzałów. Rzeczniczka FBI Amy J. Thoreson poinformowała, że miejsce, w którym doszło do wymiany strzałów jest pod kontrolą. Dodała, że FBI przesłuchuje świadków zajścia. Jedna z lokalnych stacji telewizyjnych pokazała dwa uszkodzone pojazdy, w tym jeden policyjny, w pobliżu bramy i personel wnoszący do karetki pogotowia rannego mężczyznę w mundurze.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Praga – od lat cieszy się złą sławą jako najniebezpieczniejsza dzielnica Warszawy. Tu można stracić portfel, samochód, a także… zęby. „Weź grubą lagę i jedź na Pragę…”- śpiewał warszawski bard, Stanisław Grzesiuk. Ale każde miasto ma swoją niebezpieczną dzielnicę. Potwierdza to nie tylko opinia mieszkańców, ale także policyjne statystyki. Przyjrzyjmy się więc jak to wygląda w największych polskich miastach.

Poznań. W tym mieście złą sławą owiany jest Dębiec i Jeżyce, gdzie kradną najwięcej samochodów. Także Wilda, zwłaszcza w weekendy nie jest najbezpieczniejszym miejscem.

Lublin. Najniebezpieczniejszy rejon zdaniem mieszkańców to słynny Trójkąt Bemudzki – ulice: Tysiąclecia, Ruska i Lubartowska. Policjanci jednak twierdzą, że najwięcej bójek i pobić jest jednak w Centrum.

Łódź. Bezapelacyjnie pierwsze miejsce w rankingu przestępczości zajmują Bałuty, a zwłaszcza ulice Limanowskiego i Abramowskiego. Także Górna ciszy się złą sławą – tu policja notuje najwięcej zabójstw. Po zmroku lepiej się tam nie zapuszczać, bo można stracić dobytek i zdrowie. Ale także w Śródmieściu bywa niebezpiecznie, zwłaszcza na Wschodniej, Włókienniczej i Kilińskiego.

Szczecin – z racji bliskości granicy i rozmiaru przestępczości uznawany jest za najniebezpieczniejsze miasto w Polsce. W 2012 roku popełniono tu prawie 18 tys. przestępstw – informuje rmf24. Złą sławę w tym mieście zyskało Niebuszewo, nazywane przez miejscowych Bronxem.To skupisko wszelkiej patologii i zapuszczając się tam turysta, a nawet mieszkaniec innej części miasta wiele ryzykuje – najwięcej tu pobić, kradzieży i włamań do samochodów

Olsztyn. Tutaj najbardziej trzeba uważać na Zatorzu – najwięcej tu bójek i rozbojów. Ale także na osiedla Kormoran i Pojezierze lepiej się w nocy nie zapuszczać. O tej porze niebezpiecznie jest także w Śródmieściu.

Katowice. Tutaj najniebezpieczniejsze są peryferie – w Szopienicach, Nikiszowcu i Janowie najłatwiej stracić samochód, a Bogucice i Koszutka przodują w ilości bójek i rozbojów. Policja jednajk twierdzi, że Katowice stają coraz bezpieczniejszym miastem.

Gdańsk. Najwięcej przestępstw notuje się w Oruni. W opinii gdańszczan to przestępcze zagłębie, ale wiele przestępstw notuje się na trenie nowych osiedli, czy blokowisk – w Oruni Górnej, Suchaninie i Przymorzu. Także w Nowym Porcie i Dolnym mieście lepiej mieć się na baczności.

Wrocław. Tutaj przoduje Przedmieście Oławskie owiane złą sławą jeszcze z czasów PRL-u, znane jako wylęgarnia przestępców, ale także Fabryczną po zmroku lepiej omijać.

Kraków. Nowa Huta, która od lat niechlubnie przodowała w policyjnych statystykach traci swoje pierwsze miejsce na rzecz Kazimierza, zagłębia rozrywki, gdzie zwłaszcza w weekendy dochodzi do wielu bójek i awantur ulicznych. A na złodziei trzeba najbardziej uważać w centrum miasta w okolicach Rynku Głównego.

Warszawa. Najniebezpieczniejsze rejony to Praga Południe, Wola i Śródmieście. Tutaj najwięcej jest kradzieży, rozbojów, włamań i zabójstw. Na Pradze najwięcej jest włamań i napadów z bronią, zaś w Śródmieściu, zagłębiu pubów i restauracji i klubów, najłatwiej zostać napadniętym, a także stracić samochód.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Przestępcy robili własne kody kreskowe z odpowiednio niższymi cenami i w marketach w całej Polsce naklejali je na upatrzony sprzęt elektroniczny, za który potem płacili z “obniżką”. Mózgiem grupy był tokarz z Lublina. W poniedziałek Prokuratura Okręgowa wysłała do sądu okręgowego akt oskarżenia przeciwko 32-letniemu Krzysztofowi D. (mieszkańcowi Lublina, z zawodu tokarzowi), który miał założyć i kierować gangiem. Oprócz D. działało w nim jeszcze dwóch Ukraińców: Dmytro M. i Pavlo B. oraz rolnik spod Łęcznej Artur K.

20 oszustw

Grupa w latach 2012-2014 w Lublinie, Zamościu, Krakowie, Warszawie, Łodzi, Gdańsku, Gdyni i w innych miejscowościach oszukiwała samoobsługowe sklepy elektroniczne. Jak dowiedziała się “Wyborcza”, chodzi m.in. o Media Markt i Saturny. Przestępczy “patent” sprawdził się 20 razy. Był dość wyrafinowany. Śledczy twierdzą, że mężczyźni, korzystając ze specjalistycznego programu komputerowego, przygotowywali kody kreskowe zawierającego m.in. informacje o marce, typie, numerze seryjnym oraz cenie wybranego towaru. Oczywiście podana kwota była znacznie niższa od tej ustalonej przez markety.

Odwrócić uwagę ochroniarza

Oszuści celowali w markę Samsung: tablety, smartfony itp., choć podobały im się też produkty innych firm, np. aparaty fotograficzne i wideodomofony. – Dla odwrócenia uwagi pracowników ochrony oraz dania sobie czasu na przyklejenie fałszywego kodu sprawcy po wybraniu drogiego sprzętu lub innego wartościowego przedmiotu spacerowali jeszcze kilka minut po sklepie, niejednokrotnie dobierając kolejne drobne artykuły. Często również jedna osoba umieszczała podrobiony kod paskowy, po czym wychodziła, a po kilku minutach kolejny z członków grupy tak przygotowany produkt kupował za oszukańczo zaniżoną cenę – wyjaśnia Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka lubelskiej prokuratury okręgowej.

Według śledczych wspomniany Krzysztof D. osobiście drukował lewe kody i dawał swojego mercedesa kombi do przewożenia kupionych rzeczy. Oskarżeni Ukraińcy i rolnik wielokrotnie dzwonili do Krzysztofa D. To on też decydował, co ma wpaść do koszyka podczas akcji i w jakiej wartości.

Tokarz recydywistą

D. zbierał towary w Lublinie i sam je potem sprzedawał. Artur K. za swoje usługi dostał 700 zł, Dmytro M. otrzymał 1000 zł, a Pavlo B. nie zarobił nic, ale D. obiecał mu wypłatę. Wszyscy oskarżeni są od roku tymczasowo aresztowani. Początkowo przyznali się do winy i złożyli wyjaśnienia. Pod koniec śledztwa Krzysztof D. zmienił zdanie i zaprzeczył, by dopuścił się przestępstw. 32-latek jest recydywistą. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Jego koledzy chcą zostać skazani bez procesu. Proponują dla siebie kary od 17 miesięcy do dwóch lat bezwzględnego więzienia, po trzy tysiące złotych grzywny. Deklarują, że naprawią szkody sklepom i oddadzą to, co zarobili na oszustwach. Decyzję w ich sprawie podejmie sąd.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

W największym w Europie więzieniu dla przestępców seksualnych kary odbywa niemal 900 skazanych. – To ludzie, nie zwierzęta – przekonuje Lynn Saunders, naczelniczka placówki. I stara się przywrócić gwałcicieli i pedofilów społeczeństwu. Za pomocą dobroci. BBC po raz pierwszy dostało pozwolenie na wejście do więzienia i rozmowy z osadzonymi.

Za Nigelem Berringtonem więzienna krata opuściła się, kiedy miał 17 lat. Wtrącono go do aresztu w Whatton, oddalonego od Londynu o 170 kilometrów małego miasteczka, którego populacja wynosi niewiele ponad 700 mieszkańców. Za włamanie do cudzego domu spędził w tym areszcie sześć miesięcy.

“Są tu wszyscy”

Dziś Berrington ma 61 lat. W czerwonej koszulce, z resztkami rzadkich włosów na głowie przekonywał w styczniu dziennikarzy BBC, że pół roku spędzone w Whatton było dla niego piekłem. Twierdził, że ówczesny zastępca dyrektora aresztu Keith Innes wielokrotnie molestował go seksualnie, torturował i upokarzał. – Bałem się. Był sadystyczny. Częstował mnie papierosami, które sam odpalał. Wkładał mi je do ust, a potem krzyczał, że złamałem przepisy – opowiadał.

Dodawał, że za karę Innes ciskał nim o podłogę i zmuszał do “czynności seksualnych”. Na początku nikt nie chciał mu wierzyć. Ale to się zmieniło, kiedy do reprezentującej go firmy prawniczej Jordnas Solicitors zaczęli zgłaszać się byli więźniowie z podobnymi doświadczeniami. Minęło jednak tak wiele czasu, że Innes nigdy już nie zostanie ukarany. Nie dlatego, że sprawa się przedawniła, ale dlatego, że umarł.

Ale od lat 70. w Whatton wiele się zmieniło. Nie ma tam już aresztu, który przekształcony został w więzienie Jej Królewskiej Mości. Kary odbywa w nim niemal 900 osadzonych i każdy z nich jest przestępcą seksualnym. A więzienie w Whatton jest największą tego typu placówką nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale też w całej Europie. – Duchowni, nauczyciele, piloci samolotów, strażnicy więzienni, lekarze – wymienia Lynn Saunders, naczelniczka więzienia, krótko ostrzyżona kobieta po czterdziestce, z okularami na nosie. – Mamy tu wszystkich. Osadzeni są tu również przestępcy upośledzeni umysłowo i chorzy psychicznie – tłumaczy dziennikarzowi BBC.

Jednym z tych “wszystkich” jest Jonathan, nauczyciel, który w 2002 r. pewnego pochmurnego, grudniowego dnia chciał zabrać jedną ze swych klas na spacer. W drzwiach sali stanął wtedy dyrektor szkoły. I powiedział Jonathanowi, że czeka na niego dwóch policjantów. Wiedział, dlaczego przyszli po niego policjanci. Na jaw wyszło jego sekretne życie, odwiedzał w internecie strony poświęcone dziecięcej pornografii.

“Każdego dnia przechodzę piekło”

Mike spędził w więzieniach większą część swojego dorosłego życia. Ponad 28 lat temu został skazany za gwałt na 38-letniej kobiecie. Zaatakował ją w jej własnym domu. Przyznaje, że zanim siedem lat temu znalazł się za murami Whatton, na pedofilów patrzył z góry jak na gorszy rodzaj przestępców. Takich, którzy przez innych więźniów są upokarzani, izolowani od nich i poddawani ostracyzmowi. – Nigdy ich nie lubiłem. Myślałem, że ich zbrodnia to najpodlejsza, jaką można popełnić. Ale teraz myślę inaczej. Wiem, że to, co zrobiłem, w niczym nie było lepsze. Nieważne, czy ucierpiało dziecko, czy dorosły. Mój proces myślowy był dokładnie taki sam jak ten pedofila, który skrzywdził dziecko – przekonuje. I dodaje, że w Whatton nie czuje się osądzany przez nikogo, nawet przez personel. – Nikt nie traktuje mnie tu jak szumowiny. A to robi ogromną różnicę.

Skazani tacy jak on, czyli przestępcy seksualni, regularnie biorą udział w zajęciach terapeutycznych. Czasami spotykają się w grupach 9-osobowych, czasami indywidualnie. Tam starają się zrozumieć, dlaczego popełnili przestępstwo. I co muszą zrobić, aby nigdy więcej nikogo nie skrzywdzili.

Steve nie jest weteranem Whatton tak jak Mike. Wtrącony do niego został niedawno, za molestowanie seksualne pasierbicy. Kiedy rozmawia z BBC, płacze. – Każdego dnia przechodzę piekło. Rozmawiam tu z terapeutami o mojej winie, wyrzutach sumienia. Zaczynam rozumieć, że skrzywdziłem nie tylko moją ofiarę, ale też rodzinę i całe społeczeństwo. Nie mam już nic, poczucie straty mnie przytłacza. Każdego dnia.

“Tu nie ma hierarchii”

Steve jest typowym osadzonym. Takich jak on w Whatton są setki. To mężczyźni, którzy znali swoje ofiary, byli członkami ich rodzin, bliskimi znajomymi. Dziennikarz BBC w swej relacji z więzienia podkreśla, że słuchając płaczącego mężczyzny, czuł się niezręcznie. Był zakłopotany tym, że współczuje skazańcowi, który przecież skrzywdził swoją pasierbicę. Ale, jak podkreślają terapeuci, taka jest właśnie misja Whatton.

Dave Potter jest jednym z najbardziej doświadczonych mediatorów w tej placówce. Opracowuje programy terapeutyczne, tłumaczy, że pedofile, gwałciciele i inni przestępcy seksualni są traktowani równo, nikt nie grupuje ich bowiem według popełnionych przestępstw. – U nas gwałciciele nie są lepsi od pedofilów, nie wyróżniamy też tych, którzy “tylko” przeglądali dziecięcą pornografię w internecie. Tu wszyscy są tacy sami, każde z tych przestępstw pociągnęło za sobą ofiarę ze złamanym życiem. U nas nie ma żadnej hierarchii – przekonuje terapeuta.

Saunders dodaje, że trudno jest wydobyć z więźniów jakiekolwiek pozytywne emocje. Wstyd i poczucie winy, które zawładnęły Steve’em, sprawiają, że jego terapia jest o wiele trudniejsza. Personel więzienia stara się więc skupić na jego zaletach i mocnych stronach. Wierzą, że to może zmniejszyć ryzyko popełniania przez więźniów przestępstw seksualnych w przyszłości.

Słaba samoocena prowadzi do gwałtu

Jest w tym jednak pewien paradoks. Z jednej strony społeczeństwo chce tego, aby więźniowie żałowali swoich występków, chce, by pragnęli odkupić swoje winy. Z drugiej strony terapeuci zachęcają, aby wyzbyli się wyrzutów sumienia. Potter dodaje, że terapeuci nie starają się odbudować samooceny więźniów bez powodu: – Wiele z przestępstw popełnianych na tle seksualnym jest wynikiem słabej samooceny.

Ale ryzyko popełnienia kolejnego przestępstwa przez więźniów opuszczających więzienne mury spędza sen z powiek opinii publicznej. Potter zdaje sobie sprawę, że nie ma żadnej gwarancji, że ci nie zaatakują ponownie. – My dajemy im narzędzie, aby mogli to ryzyko zniwelować. Jestem cholernie pewny, że jeśli w ogóle nie będziemy z nimi pracować, nie będzie szansy, że kiedykolwiek przestaną atakować. Ale jeśli wyjdą na wolność z napisem “przestępca seksualny” na czole, to na pewno nie pomoże. Wyjdą z założenia, że nie mają nic do stracenia.

Opracowana przez niego terapia najwyraźniej działa. Według danych Whatton tylko 6 proc. byłych więźniów wraca za kratki. – Staramy się tu zrozumieć tych ludzi. I sprawić, że oni sami zrozumieją, że skrzywdzili nie tylko swoje ofiary, ale też siebie. Uczymy ich też, jak rozpoznawać na wolności znaki, które mówią, że mogą zaatakować ponownie.

To są czyiś ojcowie, wujkowie, bracia

Saunders przypomina, że osadzeni nie są zwierzętami. I że misją Whatton jest traktowanie po ludzku tych, którym nikt nigdy nie współczuje. – To są czyiś ojcowie, synowie, bracia, sąsiedzi, wujkowie. Dodaje, że społeczeństwo wcale nie chce więźniów zlinczować. – Jesteśmy zaskoczeni, kiedy okazuje się, że ludzie zwyczajnie im współczują.

Jak podaje BBC, więzienie Whatton zostało zbudowane w latach 60. XX wieku. Jest w nim miejsce dla 841 osadzonych. Ok. 70 proc. z nich popełniło przestępstwa seksualne wymierzone w dzieci, pozostali – dorosłych. Lokalni mieszkańcy mówią na więzienie “Paedo Palace”, czyli “Pałac Pedofilów”.

Niemal połowa tamtejszych więźniów odsiaduje dożywotnie wyroki. Reszta zna daty swego wyjścia na wolność. Skazani odbywają kary za niemal wszystkie znane przestępstwa na tle seksualnym: dotykanie, gwałt, kazirodztwo, przemoc seksualną i morderstwa. Są też wśród nich przestępcy skazani za ściąganie z internetu filmów i zdjęć z pornografią dziecięcą.

Od chwili, gdy Wielką Brytanią wstrząsnęły przestępstwa seksualne Jimmy’ego Savile’a, słynnego prezentera BBC, który miał zgwałcić i molestować seksualnie ponad 400 osób, w tym pacjentów szpitali, na których rzecz działał charytatywnie, w Whatton przybyło więźniów. To na skutek śledztwa policyjnego, w czasie którego dokładnie sprawdzono otoczenie Savile’a i zdemaskowano kolejnych przestępców seksualnych.

Na początku marca pisaliśmy o wiosce Miracle Park na Florydzie . Jest to więzienie bez krat, w którym swoje kary odsiadują przestępcy seksualni. Opuszczający je więźniowie mają jednak o wiele mniejsze szanse na powrót do społeczeństwa niż ci z Whatton. Na Florydzie bowiem prawo zabrania skazanym za przestępstwa seksualne zbliżać się na odległość 300 metrów do szkół, przedszkoli, placów zabaw i innych miejsc, w których mogą gromadzić się dzieci.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Comments Brak komentarzy »