Norbert Basiura na ławie oskarżonych ws. zgwałcenia i zabójstwa Małgorzaty K. W tej sprawie uniewinniono Tomasza Komendę

Tomasz Komenda odsiedział 18 lat w więzieniu za zgwałcenie i zabójstwo 15-letniej Małgorzaty K. Sąd go jednak uniewinnił. Teraz na ławie oskarżonych zasiada Norbert Basiura. Zgodził się na rozmowę z Wirtualną Polską na kilka dni przed tym, jak sąd orzeknie, czy to on zabił nastolatkę.

Magda Mieśnik: Zabił pan 15-letnią Małgorzatę K.?

Norbert Basiura: Nie, nie zabiłem.

Ma pan cokolwiek wspólnego z gwałtem i jej śmiercią?

Nie, nie mam. Nie znałem tej dziewczyny. Nie odprowadzałem jej. Nigdy nie byłem na podwórku, gdzie została znaleziona. Nie zgwałciłem jej i jej nie zabiłem.

Skąd w takim razie pana DNA na miejscu zbrodni?

To pytanie nie powinno być do mnie skierowane. Przypominam, iż przed laty biegli wykluczyli moje DNA. Teraz inny biegły mówi coś innego. Nie rozumiem tego, zwłaszcza że dokumentacja, którą dostarczył biegły na żądanie obrońcy, wskazuje na wiele błędów i niejasności. To badanie jest nierzetelne. To, co przedstawia prokuratura, jest straszne i nie ma poparcia w materiale dowodowym.

Podobnie mówił przed laty Tomasz Komenda, gdy był oskarżany o to, za co pan teraz odpowiada przed sądem.

Nie chcę się porównywać do Tomasza Komendy. Współczuję mu. Ta sprawa i ten proces są dla mnie i osób mi bliskich bolesne. Jestem niewinny, co powtarzam od samego początku i szokiem jest dla mnie to, co się dzieje od kilku miesięcy. Chciałbym, aby znaleziono prawdziwych sprawców.

Prokuratura ma jednak mocne dowody na to, że był pan tam, gdzie znaleziono ciało Małgorzaty K. Jak pan to wytłumaczy?

To stanowisko prokuratury. Prawda jest inna. Nie było mnie na tym podwórku. Nie zgwałciłem ani nie zabiłem Małgorzaty K. Wiem, że oskarżenie mocno akcentowało znaczenie opinii biegłych z zakresu DNA. Jednakże z treści tych dokumentów nie wynika, abym brał udział w zabójstwie Małgorzaty K. Te opinie są nierzetelne, nieczytelne i zawierają wiele błędów. Nie można im przypisać waloru prawdziwości.

Chciałbym wskazać kilka anomalii i wątpliwości: raz ta sama próbka mogła być przebadana, a raz nie. Na rajstopach DNA ofiary zdegradowało, a znaleziono zbieżne z moim i to zachowane w czystej postaci. – jak to możliwe? Po 20 latach DNA jest lepsze niż to pobrane z policzka w 2018 roku? Zresztą sam biegły wykazał zdziwienie na rozprawie co do takiej czystej postaci zachowanego materiału. Od samego początku prosiłem, aby mnie poddać badaniu na wariografie. Nie chciała tego zrobić ani prokuratura, ani sąd.

Po 22 latach nagle w drodze do pracy został pan zatrzymany przez policję. Jak do tego doszło?

Jestem strażakiem. Po służbie jechałem autobusem, bo dorabiałem jako kierowca. Policja nas zatrzymała i chciała sprawdzić, czy jestem pod wpływem alkoholu. Nie podejrzewałem wtedy, że za tym kryje się coś więcej. Tyle że nagle założyli mi kajdanki. Zobaczyłem funkcjonariusza, który kilka tygodni wcześniej mnie przesłuchiwał w sprawie zabójstwa w Miłoszycach. Wtedy, gdy już wychodziłem z komisariatu, powiedział: „Dla nas najlepiej, jak to byś był ty”. Wtedy domyśliłem się, o co chodzi.

Kiedy dowiedział się pan, że chodzi o zarzut zabójstwa Małgorzaty K.?

Na samym końcu przesłuchania. Wcześniej, gdy zadawali mi pytania, myślałem, że za kilka godzin wrócę do domu. Wtedy zaczęli mnie straszyć, że już nigdy nie wyjdę na wolność i nigdy nie zobaczę rodziny. To był koszmar. Po pięciu minutach takiego przesłuchania człowiek nawet nie wie, jak się nazywa. Nakłaniali mnie do tego, żebym się przyznał. Sugerowali mi różne scenariusze odpowiedzi.

Jak zareagowali pana bliscy i znajomi, gdy dowiedzieli się o zarzutach?

Mam ogromne wsparcie rodziny i kolegów strażaków. Nigdy nikt z moich najbliższych nie zwątpił w moją niewinność.

Pamięta pan imprezę sylwestrową z przełomu 1996 i 1997 roku?

Pamiętam tę noc.

Był pan ochroniarzem na tej imprezie. Pamięta pan Małgorzatę K.?

Tam było tak dużo osób, że jej nie pamiętam. Moja praca polegała na sprzedawaniu biletów przy wejściu. Jeśli wchodziła na dyskotekę, to musiała mnie minąć. Kupiła bilet u mnie lub u mojego kolegi. Tam było jednak około 200 osób. Nie kojarzę jej.

W czasie imprezy zorientował się pan, że wydarzyło się coś złego?

Nie było żadnych sygnałów. Młodzież się bawiła. Był tłum, ale wszyscy zachowywali się raczej normalnie.

Kiedy dowiedział się pan, że nie żyje młoda dziewczyna, która była na ochranianej przez pana dyskotece?

Następnego dnia. To był szok. Ludzie mówili, że znaleziono ciało. Początkowo nie było wiadomo, że ta dziewczyna wcześniej była na imprezie, gdzie pracowałem. Znaleziono ją w innym miejscu.

Znał pan wcześniej Małgorzatę K.?

Nie, nie znałem.

Kilka razy zmieniał pan jednak zdanie w tej kwestii.

Nie zmieniłem zdania. Nie znałem jej. Policjant, który pisał notatkę, źle zinterpretował moje słowa. Mieszkałem na tym samym osiedlu, co Małgorzata K., ale nigdy nie miałem z nią do czynienia. Moja żona jest z jej rocznika i też jej nie kojarzyła.

Znał pan jednak jej ojca.

Odbywałem u niego szkolenie przy specjalistycznej maszynie. Trwało może dwa dni.

Na ławie oskarżonych w sprawie śmierci Małgorzaty K. obok pana siedzi Ireneusz M. Kiedy się poznaliście?

Poznałem go w sądzie, na ławie oskarżonych.

Nie pamięta go pan z imprezy sylwestrowej?

Tam było mnóstwo osób. Pamiętam moich kolegów ochroniarzy i kilka osób, które znałem. Większość to były obce mi osoby. Nie jestem w stanie ich pamiętać.

Ale jednak sprzedawał pan bilety, potem pracował w szatni i na sali. Miał pan kontakt z wieloma osobami.

To był bardzo krótki kontakt. Nie jestem w stanie pamiętać 200 osób. Gdyby ktoś mi pokazał zdjęcie i zapytał, czy ta osoba była na imprezie, odpowiedziałbym, że nie wiem. Tym bardziej, że część osób wchodziła bez biletów.

Rodzice Małgorzaty K. uważają, że Ireneusz M. jest trzecim sprawcą zbrodni w Miłoszycach. Jak pan to ocenia?

Nie chcę się wypowiadać na jego temat. Chłopak swoje w życiu przeszedł. Boję się, że podzielę jego los. Strach jest we mnie każdego dnia, od momentu zatrzymania przez policję. Wiem, że jestem niewinny i wierzę, że sąd wyda wyrok uniewinniający. Wierzę w prawdę.

A co będzie, gdy usłyszy pan wkrótce: „sąd uznaje Norberta Basiurę za winnego…”?

Boję się tak myśleć. Gdybym dopuszczał takie myśli, to znaczy, że zwątpiłbym w prawdę, a ja wierzę, że nie można skazać osoby niewinnej. Staram się być dobrych myśli. Liczę, że to się dobrze skończy dla mnie i moich bliskich. Przecież nawet głębokie przekonanie oskarżenia o mojej winie nie zastąpi dowodów, których w tej sprawie nie ma i nie może być.
Źródło info i foto: wp.pl

USA: Strzelanina w Rochester. Są ofiary

Policja w amerykańskim mieście Rochester (stan Nowy Jork), gdzie odbywają się protesty, poinformowała o śmiertelnym postrzeleniu kilku osób.

„Dokładniej mówiąc, mamy 16 potwierdzonych ofiar strzelaniny i z przykrością informuję, że dwóch z tych 16 zostało śmiertelnie rannych” – powiedział szef policji miejskiej Mark Simmons na konferencji prasowej, którą transmitował lokalny kanał telewizyjny 13 WHAM.

Według telewizji 13 WHAM na miejscu zdarzenia jest wielu policjantów, kilka ulic zostało zamkniętych.

„Funkcjonariusze z Wydziału ds. Zwalczania Ciężkich Przestępstw przybyli na miejsce, gdzie doszło do masowej strzelaniny (…). Są ofiary śmiertelne” – wcześniej poinformowała na Twitterze policja.

Dzień wcześniej w Rochester odbyła się kolejna akcja zwolenników ruchu Black Lives Matter. Protesty w mieście rozpoczęły się po śmierci Afroamerykanina Daniel Prude. Mężczyzna przestał oddychać podczas zatrzymania przez policjantów. Został przewieziony do szpitala, gdzie po tygodniu zmarł. Na nagraniu z kamerki przyczepionej do policyjnego munduru widać, jak funkcjonariusze zarzucili Prude’owi na głowę worek, powalili na ziemię i przyciskali przez 2 minuty.
Źródło info i foto: pl.sputniknews.com

W lesie odnaleziono ciało zaginionego 71-latka. To były piłkarz Lechii Gdańsk

W piątek, 18 września, w miejscowości Koszwały w woj. pomorskim znaleziono ciało mężczyzny. Okazało się, że to poszukiwany 71-letni Henryk Kliszewicz, były piłkarz Lechii Gdańsk. Henryk Kliszewicz wyszedł z domu w niedzielę, 13 września. Od tamtej pory nie było z nim kontaktu, wobec czego rozpoczęto poszukiwania. Jak poinformował „Dziennik Bałtycki”, ich finał był tragiczny.

– W piątek w godzinach popołudniowych zostaliśmy powiadomieni przez mężczyznę, który przy drodze serwisowej S-7 w miejscowości Koszwały zatrzymał się na odpoczynek w miejscu tzw. MOP. Powiedział, że najprawdopodobniej w zaroślach jest ciało osoby – przekazał sierż. szt. Jakub Radziwilski z Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim.

Na miejscu pojawili się prokurator i technik kryminalistyki. Wstępnie wykluczone zostały działania osób trzecich.

Henryk Kliszewicz w przeszłości był zawodnikiem Lechii Gdańsk. W zespole zadebiutował 3 sierpnia 1975 roku, w meczu o Puchar Polski z Jagiellonią Białystok. Barw gdańskiego klubu bronił do 11 listopada 1979. Jak wyliczył serwis lechia.net, rozegrał 116 meczów, w których strzelił 16 bramek. Miał 71 lat.
Źródło info i foto: interia.pl

Harvey Weinstein został pozbawiony Orderu Imperium Brytyjskiego. Nakaz królowej

Harvey Weinstein, były amerykański producent filmowy, który obecnie odsiaduje wyrok 23 lat więzienia za gwałt i napaść seksualną, został pozbawiony przyznanego mu w 2004 r. przez królową Elżbietę II Orderu Imperium Brytyjskiego.

„Królowa nakazała anulowanie i unieważnienie nominacji Harveya Weinsteina na Honorowego Komandora Wielce Wspaniałego Orderu Imperium Brytyjskiego kategorii cywilnej z dnia 29 stycznia 2004 r. oraz wykreślenie jego nazwiska z rejestru wspomnianego Orderu” – napisano w „The London Gazette”, biuletynie, w którym publikowane są ogłoszenia królewskie i rządowe.

Decyzja została podjęta po posiedzeniu niezależnego od rządu komitetu ds. utraty tytułów, który rekomenduje Elżbiecie II odebranie przyznanych tytułów bądź odznaczeń, jeśli uznaje, że zachowanie danej osoby jest ich niegodne. Weinstein otrzymał honorowy Order Imperium Brytyjskiego w 2004 r. za zasługi dla brytyjskiego przemysłu filmowego. Był to jednak order honorowy, bo Weinstein nie jest obywatelem Wielkiej Brytanii ani żadnego z krajów Wspólnoty Narodów.

Lata nadużyć seksualnych

W marcu tego roku 68-letni Weinstein został skazany na 23 lata więzienia za wymuszenie w 2006 r. aktu seksualnego na asystentce Mimi Haleyi i gwałt w 2013 r. na początkującej wówczas aktorce Jessice Mann. Ponad 100 kobiet, w tym słynne aktorki, takie jak Gwyneth Paltrow, Salma Hayek i Uma Thurman, oskarżyło Weinsteina o to, że od wielu lat dopuszczał się nadużyć seksualnych.

Po pojawieniu się zarzutów wobec Weinsteina i po jego skazaniu został on już pozbawiony szeregu innych nagród i tytułów, które otrzymał w przeszłości, m.in. francuskiej Legii Honorowej, a także członkostwa w Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej oraz w Brytyjskim Instytucie Filmowym.

Wyprodukowane przez niego bądź przez należące do niego studio filmy otrzymały 341 nominacji do Oscarów, z czego 81 razy zdobyły to trofeum.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Cyberatak na niemiecki szpital. Placówka nie przyjęła pacjentki, która później zmarła. Jest śledztwo

Niemiecki szpital nie był w stanie przyjąć pacjentki, ponieważ jego system padł ofiarą cyberataku. Kobieta zmarła – w związku z tym niemieccy prokuratorzy wszczęli śledztwo w sprawie zabójstwa pacjentki.

Klinika uniwersytecka w Duesseldorfie została zaatakowana 10 września przez oprogramowanie ransomware, które przeniknęło do jej systemów poprzez usterkę w systemie VPN Citrix. Pacjentki cierpiącej na chorobę zagrażającą życiu nie przyjęto do szpitala w nocy 11 września. Kobieta zmarła po tym, jak wioząca ją karetka została skierowana do oddalonego o 30 kilometrów Wuppertalu.

Jeśli dochodzenie niemieckich śledczych doprowadzi do wniesienia oskarżenia, będzie to pierwszy potwierdzony przypadek, w którym osoba zmarła w bezpośredniej konsekwencji cyberataku. Prokurator Christoph Hebbecker, szef wydziału ds. cyberprzestępczości w Kolonii, powiedział, że wszczął dochodzenie w sprawie zabójstwa w wyniku zaniedbania – podał dziennik „Koelner Stadt-Anzeiger”.

„Ten incydent po raz kolejny pokazuje, jak poważnie należy traktować to niebezpieczeństwo”

Systemy IT szpitala wciąż nie działają prawidłowo i placówka nadal nie jest w stanie przyjmować pacjentów przywiezionych przez karetkę – poinformowano w piątek. Arne Schoenbohm, szef Federalnego Urzędu Bezpieczeństwa Techniki Informatycznej (BSI), powiedział, że wada Citrix była znana od grudnia 2019 roku. Wezwał placówki opieki zdrowotnej do aktualizacji zabezpieczeń.

– Mogę tylko zachęcić, abyście nie ignorowali ani nie odkładali takich ostrzeżeń, ale abyście natychmiast podjęli odpowiednie działania – stwierdził Schoenbohm w oświadczeniu. – Ten incydent po raz kolejny pokazuje, jak poważnie należy traktować to niebezpieczeństwo – dodał.

Ciaran Martin, który w tym miesiącu ustąpił ze stanowiska szefa brytyjskiego Narodowego Centrum ds. Cyberbezpieczeństwa (NCSC), powiedział, że incydent może okazać się pierwszą śmiercią spowodowaną cyberatakiem. – Jeśli zostanie to potwierdzone, ta tragedia byłaby pierwszym znanym mi przypadkiem na całym świecie, w którym śmierć człowieka można w jakikolwiek sposób powiązać z cyberatakiem – powiedział w Londynie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rosja: Policja ściga 41-latka. Zgwałcił, zamordował i poćwiartował zwłoki 8- i 13-latki

41-latek zgwałcił dwie dziewczynki w wieku 8 oraz 13 lat, a następnie je zabił i poćwiartował zwłoki. Do tej makabry doszło w Rybińsku. Trwa obława policji po ucieczce mordercy. Do tej zbrodni doszło w Rybińsku w Rosji. 41-letni mężczyzna, Witalij Molczanow jest podejrzany o zgwałcenie oraz zamordowanie córek swojej partnerki. Molczanow w 2010 roku opuścił więzienie. Wcześniej został ukarany za gwałt oraz zabójstwo dzieci.

Makabra w Rosji. 41-latek zgwałcił i zamordował dwie dziewczynki

Walentyna Saprunowa, matka zamordowanych dziewczynek Witalija Molczanowa poznała przez aplikację randkową. Po miesiącu znajomości przeprowadziła się razem z córkami do Rybińska, by zamieszkać wspólnie z 41-latkiem. Jak donosi „The Sun”, kobieta nie wiedziała o kryminalnej przeszłości swojego partnera. Gdy Saprunowa wróciła we wtorek z pracy do domu, zobaczyła poćwiartowane zwłoki swoich córek. 

Rosyjscy śledczy potwierdzili, że obie córki Saprunowej zostały przed śmiercią zgwałcone. Rosyjski Komitet Śledczy wszczął śledztwo przeciwko Witalijowi Moczalnowi w sprawie podwójnego morderstwa dzieci ze szczególnym okrucieństwem. 

Aktualnie 41-latek jest poszukiwany przez władze rosyjskie. Gubernator obwodu jarosławskiego,

Dmitrij Mironow wyznaczył nagrodę za pomoc w ujęciu Molczanowa – 500 tys. rubli (około 25 tys. złotych). Sprawcę ostatni raz widziano, gdy opuszczał miejsce zbrodni. Poruszał się wtedy na białym rowerze. Według ustaleń śledczych podejrzany wypłacił znaczną sumę pieniędzy ze swojego konta bankowego. Policja udostępniła także w mediach społecznościowych nagranie, na którym widać uciekającego Molczanowa.  Sprawa jest rozwojowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Afera GetBack. Prokuratura domaga się aresztowania Leszka Czarneckiego

Przełom w śledztwie w sprawie afery GetBack. Prokuratura chce aresztowania Leszka Czarneckiego. Jak dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM, w sądzie jest już wniosek prokuratury regionalnej w Warszawie w sprawie znanego biznesmena.

Śledczy prowadzący postępowanie dotyczące afery GetBack znaleźli powód, by postawić zarzuty w sprawie także byłemu właścicielowi GetBack, a także banków, które oferowały obligacje tej instytucji finansowej Leszkowi Czarneckiemu. Jest już postanowienie o postawieniu mu zrzutów. Zatrzymanie Leszka Czarneckiego, twórcy Getin Banku, nie jest jednak możliwe, bo biznesmen przebywa za granicą.

Jeśli jednak sąd zgodziłby się na tymczasowy areszt dla niego, byłaby możliwość wystawienia za biznesmenem listu gończego.

Śledczy na tym etapie nie ujawniają zarzutów. Natomiast według poszkodowanych, były właściciel GetBacku, a później banków, które oferowały obligacje instytucji działającej jak piramida finansowa, także powinien odpowiadać za oszustwo.

NIK zarzuca Komisji Nadzoru Finansowego, że nie wykryła zagrożeń dla rynku i klientów płynących z działania spółki GetBack. Przez pięć lat od jej powstania nie przeprowadziła żadnej kontroli w celu weryfikacji sytuacji finansowej GetBack, a także sprawdzenia, czy prawidłowo wypełnia warunki zezwolenia na działalność. Komisja nie podejmowała żadnych kroków wobec spółki mimo sygnałów o nieprawidłowościach, które otrzymywała. Ostatecznie zdecydowała o kontroli, gdy było już za późno.

„Instytucje państwowe nie zapewniły skutecznej ochrony konsumentów przez niezgodną z prawem działalnością spółki GetBack oraz podmiotów, które oferowały i dystrybuowały jej papiery wartościowe” – ocenił szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś.

Historia afery GetBack

Spółka GetBack powstała w 2012 roku i zajmuje się zarządzaniem wierzytelnościami. W lipcu 2017 jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

W kwietniu 2018 roku GPW, na wniosek Komisja Nadzoru Finansowego, zawiesiła obrót akcjami GetBacku. Stało się to po tym, jak firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju ws. finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln złotych. Z komunikatu spółki wynikało, że informację uzgodniono „ze wszystkimi zaangażowanymi stronami” – PKO BP i PFR zdementowały jednak informacje o tym, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF.

W efekcie rada nadzorcza GetBack odwołała ze skutkiem natychmiastowym Konrada K. ze stanowiska prezesa spółki.

Aresztowanie prezesa GetBack

Konrada K. aresztowano. Zarzucono mu popełnienie ośmiu przestępstw, m.in. usiłowanie oszustwa na kwotę 250 mln złotych, wyrządzenie spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – sięgających co najmniej ponad 185 mln złotych – i podejmowanie działań zmierzających do utrudnienia postępowania karnego i uniknięcia odpowiedzialności karnej.

Zdaniem prokuratury, w aferze GetBack poszkodowanych może być ponad 10 tysięcy osób fizycznych i blisko 200 firm. Stowarzyszenie poszkodowanych szacuje zaś, że w skali kraju straty poniesione przez obligatariuszy sięgają ponad 2,5 mld złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Łukasz K. odpowie za gwałt na 13-miesięcznej dziewczynce. Jest akt oskarżenia

Łukasz K. to były żołnierz, który oskarżony został o zgwałcenie 13-miesięcznej córeczki swoich sąsiadów. Sprawą oficjalnie zajmie się teraz wymiar sprawiedliwości. Mężczyzna dopuścił się czynu ponad rok temu. W Szczecinku 10 września 2019 roku doszło do przerażającego zdarzenia, któremu poświęcono całe odcinki programów „Interwencja” czy „Alarm!”. Były żołnierz, Łukasz K., zgwałcił niemowlę – 13-miesięczną córeczkę sąsiadów.

Sąsiedzi powierzyli pod opiekę Łukaszowi K. swoje dziecko, sądząc, że mogą zaufać mężczyźnie i jego żonie – Kindze K. Kiedy jednak kobieta wyszła z domu, były żołnierz, jak podają wspomniane źródła, rzucił się na dziewczynkę, a następnie zgwałcił ją, dotkliwie raniąc jej intymne miejsca.

Sąsiedzi, rodzice dziecka, zorientowali się o wszystkim, gdy odebrali je, a następnie, już w domu, zauważyli na ubrankach krew. Zawieźli dziewczynkę do szpitala, skąd przetransportowano ją do kliniki ginekologicznej w Szczecinie. Tam stwierdzono, że została zgwałcona.

Akt oskarżenia oficjalnie trafił już do sądu

Łukasz K., jak podaje Wirtualna Polska, pierwotnie przyznał się do winy. Potem jednak, w toku śledztwa i podczas kolejnych przesłuchań stwierdził, że dziewczynka doznała tak poważnych obrażeń w zupełnie inny sposób. Portal Szczecinek – Nasze Miasto poinformował właśnie, że do sądu wpłynął akt oskarżenia, dotyczący sprawy Łukasza K. Wkrótce odbędą się rozprawy sądowe, które zakończyć się mogą orzeczeniem winy oskarżonego i skazaniem go za ten czyn na nawet 15 lat pozbawienia wolności, o czym poinformował prok. Ryszard Gąsiorowski w rozmowie z portalem.
Źródło info i foto: o2.pl

„Król dopalaczy” Jan S. niebawem przed sądem. Akt oskarżenia jest już gotowy

„Król dopalaczy” Jan S. wkrótce zasiądzie na ławie oskarżonych. Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Północ oskarżyła go o kierowanie gangiem handlującym dopalaczami, narażanie życia i zdrowia ponad 16 tys. osób, z czego pięć osób zmarło. Jego sklep przez ponad rok wygenerował 17 mln zł zysku.

Jak poinformował w piątek (18 września) Dział Prasowy Prokuratury Krajowej, akt oskarżenia przeciwko Janowi S. został skierowany do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w środę (16 września). Śledztwo dotyczyło nie tylko „króla dopalaczy”, ale również jego ojca, partnerki i człowieka, który prał dla gangu pieniądze za granicą.

Prokurator zarzucił Janowi S. popełnienie 17 przestępstw, w tym kierowanie w latach 2014-2020 zorganizowaną grupą przestępczą produkującą dopalacze, udzielającą środków psychoaktywnych i handlującą nimi, głównie przez internet.

„Jan S. odpowie za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ponad 16 tys. osób poprzez wprowadzenie do obrotu ponad 350 kg dopalaczy” – podał Dział Prasowy PK. „Królowi dopalaczy” zarzuca się także pranie brudnych pieniędzy, werbowanie ludzi do obrotu dopalaczami, a także zmuszanie do posługiwania się fałszywymi dokumentami tożsamości.

Bliscy zaangażowani

Według Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Północ życiowa partnerka Jana S. przez cztery lata brała udział w procederze handlu dopalaczami i praniu pieniędzy. 28-latka była w stałym kontakcie z partnerem, nawet gdy ukrywał się przed organami ścigania.

W legalizowanie zysków ze sprzedaży dopalaczy miał być zaangażowany także ojciec „króla dopalaczy”, z zawodu adwokat. Ostatnim z oskarżonych jest mężczyzna, który udostępniał gangowi swoje rachunki bankowe. „Oskarżony utworzył także w Słowacji spółkę handlową, której operacje finansowe miały ukryć stwierdzenie przestępczego pochodzenia środków pieniężnych” – wyjaśnia prokuratura.

Przesłuchiwany w prokuraturze Jan S., podobnie jak pozostali oskarżeni, nie przyznał się do popełnienia żadnego z zarzucanych mu czynów i przedstawiał wersje zdarzeń odbiegającą od zgromadzonych w śledztwie dowodów. Z ustaleń śledztwa wynika, że dopalacze były importowane zagranicy.

„Tylko przez 14 miesięcy sklep ten wygenerował przychód w wysokości blisko 17 mln zł” – podała prokuratura. Do marca 2018 roku dopalaczowy gang sprowadził z Holandii ponad 800 kg niebezpiecznych substancji, a z Chin każdego miesiąca zamawiano 100 kg prekursorów do tworzenia dopalaczy.
Źródło info i foto: interia.pl

Napad na Viki Gabor i jej ojca. Mężczyzna odniósł obrażenia

Policjanci z warszawskiego Mokotowa zatrzymali dwóch podejrzanych o usiłowanie rozboju na 49-letnim mężczyźnie oraz jego córce – powiedział rzecznik mokotowskiej policji podkom. Robert Koniuszy. W zdarzeniu pokrzywdzonym został ojciec znanej nastoletniej piosenkarki Viki Gabor, która m.in. zwyciężyła w 17. konkursie piosenki Eurowizji dla Dzieci.

Do incydentu doszło na warszawskim Mokotowie w piątek wieczorem. 13-letnia Wiktoria (Vika Gabor) razem z ojcem Dariuszem i matką Eweliną wybrali się do jednego ze sklepów przy ul. Konstruktorskiej. Do sklepu wszedł tylko ojciec nastoletniej piosenkarki. Natomiast Viki miała zostać z mamą przed budynkiem.

W tym samym momencie przed sklepem stała grupka mężczyzn, wśród których był Kamil T. (17 l.) i o rok starszy Dominik P. Młodzi mężczyźni na widok 13-letniej piosenkarki użyli wobec niej wulgaryzmów, kazali jej oddać pieniądze.

Gdy piosenkarka z matką odeszły na bok, ze sklepu wyszedł ojciec 13-latki i zwrócił uwagę agresorom. Ci rzucili się na 49-latka, powalili go na ziemię i zaczęli kopać. Całe zdarzenie zauważył pracownik ochrony, który pobiegł pomóc bitemu mężczyźnie. Ochroniarz o zdarzeniu poinformował też policję. Kamil T. i Dominik P. zdążyli uciec.

Jak przekazał rzecznik mokotowskiej policji podkom. Robert Koniuszy, policjanci pojawili się na miejscu kilka minut po zgłoszeniu. – Ustalili okoliczności zajścia oraz rysopisy podejrzanych – powiedział policjant.

– Pobitemu mężczyźnie została udzielona pomoc medyczna przez ratowników medycznych. Nie wymagał on hospitalizacji – dodał. Rzecznik wskazał, że po kilku minutach funkcjonariusze zatrzymali 17-latka oraz jego o rok starszego wspólnika. – Obaj byli pod działaniem alkoholu – poinformował.

– Rozpoznani przez pokrzywdzonego napastnicy trafili do policyjnych cel. Obaj usłyszeli zarzuty usiłowania rozboju. Prokurator zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci policyjnego dozoru oraz zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego oraz jego rodziny – podkreślił.
Źródło info i foto: TVP.info