Jeffrey Epstein znaleziony martwy w celi. Był oskarżony o molestowanie i nakłanianie do prostytucji nieletnich dziewcząt

Dwóch strażników więziennych, którzy pilnowali przebywającego w areszcie miliardera Jeffreya Epsteina, usłyszało we wtorek zarzuty zaniedbania obowiązków i fałszowania dokumentów, by zatuszować nieprawidłowości. W sierpniu amerykański finansista, oskarżany o molestowanie i nakłanianie do prostytucji nieletnich dziewcząt, został znaleziony martwy w swojej celi. Powiesił się.

Strażnicy nie sprawdzali co pół godziny, w jakim stanie jest Epstein, chociaż wymagał tego rygor specjalnego oddziału o podniesionym poziomie bezpieczeństwa, na którym przebywał finansista, a ponadto, aby ukryć swoje zaniedbania, sfałszowali dokumentację aresztu. Prokurator generalny William Barr uznał, że w nowojorskim Metropolitan Correctional Center, gdzie przetrzymywano Epsteina w oczekiwaniu na proces, doszło do „poważnych zaniedbań”. Epsteina pozostawiono samego w celi, podczas gdy zawsze miały w niej być przynajmniej dwie osoby, nie przestrzegano też zarządzonych kontroli.

Śmierć w celi

Epstein, oskarżony o nakłanianie do prostytucji i wykorzystywanie seksualne nieletnich dziewcząt, zmarł w sobotę 10 sierpnia. W sprawie śmierci miliardera toczą się dwa śledztwa – inspektora generalnego ministerstwa sprawiedliwości oraz Federalnego Biura Śledczego (FBI). Wyjaśnień w tej sprawie zażądali członkowie komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów USA. 66-letniemu Epsteinowi, który utrzymywał, że jest niewinny, groziło do 45 lat pozbawienia wolności. Jego proces miał rozpocząć się w czerwcu 2020 roku. Sędzia nie zgodził się na wypuszczenie go za kaucją – choć adwokat Epsteina proponował 100 mln dolarów – nie tylko z obawy, że miliarder z łatwością zorganizuje sobie ucieczkę, ale również dlatego, że według ustaleń śledczych w ostatnich miesiącach Epstein usiłował przekupić świadków, którzy mogliby zeznawać w jego sprawie.

Miliarder seksualnym predatorem

Oprócz dowodów na próby uciszenia świadków śledczy odkryli w rezydencjach Epsteina obsceniczne fotografie nieletniej dziewczyny, określanej jako „seksualna niewolnica” miliardera. Amerykańskie kanały telewizyjne obiegło odnalezione niedawno nagranie początku przyjęcia w 1992 roku, w którym udział wzięło 28 młodych kobiet i tylko dwóch mężczyzn: obecny prezydent USA Donald Trump i Epstein. Trump nazwał sprowadzone na przyjęcie kobiety „dziewczętami z kalendarza”.

Zgodnie z aktem oskarżenia Epstein miał w latach 2002-2005 ściągać nieletnie dziewczyny do swych rezydencji, m.in. na Manhattanie oraz w Palm Beach na Florydzie, płacić niektórym dziewczynom i swoim współpracownikom za werbowanie kolejnych ofiar i zmuszać je do kontaktów seksualnych ze swymi znajomymi.

W 2007 roku Epstein został oskarżony na Florydzie o namawianie nieletnich do prostytucji, ale udało mu się zawrzeć ugodę pozasądową, dzięki której zamiast na dożywocie skazano go tylko na 13 miesięcy więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Malta: Znany biznesmen podejrzany o zabójstwo dziennikarki

Maltańska policja zatrzymała w środę Yorgena Fenecha, jednego z czołowych biznesmenów w kraju, w związku z dochodzeniem w sprawie zabójstwa znanej dziennikarki śledczej Daphne Caruany Galizii – poinformował Reuters, powołując się na dwa źródła.

Zanim policja ujęła Fenecha, przed świtem w środę, ok. 8 km na północ od stołecznej Valetty, zatrzymano jego luksusowy jacht. Policja weszła na pokład i wymusiła skierowanie jachtu do portu. Fenech jest dyrektorem i współwłaścicielem grupy przedsiębiorstw, która wygrała państwowy przetarg w 2013 r. na budowę elektrowni gazowej – pisze Reuters. Portal Times of Malta przekazał, że jest on szefem przedsiębiorstwa 17 Black.

Dzień wcześniej poinformowano o zatrzymaniu mężczyzny podejrzanego o to, że pośredniczył w zleceniu zabójstwa dziennikarki.

Będzie ułaskawienie?

Caruana Galizia, która pisała o korupcji wśród maltańskich polityków, zginęła w zamachu bombowym przed swoim domem w pobliżu Valetty w październiku 2017 roku. Gazeta „Times of Malta” podała we wtorek, że rząd rozważa ułaskawienie, jeśli podejrzany pośrednik doprowadzi śledczych do organizatora całej operacji. Trzech mężczyzn podejrzanych o dokonanie zabójstwa zatrzymano w grudniu 2017 r. Mieli oni podłożyć bombę w samochodzie dziennikarki i odpalić ją zdalnie. Twierdzą, że są niewinni.

Śmierć Galizii, którą czasami nazywano „jednoosobową Wikileaks”, wywołała ogromne poruszenie nie tylko na Malcie, ale także poza jej granicami. Reuters wskazuje, że zabójstwo Galizii zszokowało europejską opinię publiczną i podało w wątpliwość rządy prawa na Malcie.

Pisała o niewygodnych faktach

53-letnia autorka popularnego bloga ujawniała najciemniejsze aspekty maltańskiej polityki, koncentrując się na przypadkach korupcji wśród miejscowych polityków. Atakowała premiera Josepha Muscata, a także szefa opozycji Adriana Delię. Pisała o maltańskich gangsterach i handlarzach narkotyków. Prowadziła też dochodzenie w sprawie Panama Papers i obnażyła powiązania między głównymi politykami i spółkami-krzakami. Opublikowała tysiące artykułów potępiających nadużycia władzy, przypadki korupcji i niewłaściwego administrowania.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy: Aresztowano islamistę podejrzanego o planowanie zamachu

Niemiecka policja aresztowała 37-letniego Syryjczyka podejrzanego o planowanie ataku. Prokuratura poinformowała, że mężczyzna, którego mieszkanie w Berlinie zostało już przeszukane, zaczął gromadzić materiały potrzebne do budowy bomby. Prokuratura nie ujawniła tożsamości aresztowanego Syryjczyka. Opisała go jako „radykalnego islamistę”, który w Niemczech planował „zabić i ranić jak najwięcej ludzi”.

Jak podaje dpa, powołując się na berlińskich śledczych, podejrzany szukał w sieci informacji o budowie bomb, a na internetowych czatach pisał o planowaniu zamachu. Materiały potrzebne do skonstruowania ładunku wybuchowego, m.in. aceton i nadtlenek wodoru, zaczął zdobywać w styczniu.

Agencja AP pisze, że nie jest jasne, gdzie i kiedy dokładnie chciał zaatakować. W ubiegły wtorek niemiecka policja zatrzymała w Offenbach na zachodzie kraju trzy osoby podejrzewane o planowanie ataku w imieniu Państwa Islamskiego.
Źródło info i foto: interia.pl

Bossowie „Pruszkowa” wyjdą na wolność za kaucje od 150 do 400 tys. zł

Bossowie mafii pruszkowskiej: Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka oraz Janusz P. Parasol, oskarżeni m.in. o udział w wyłudzeniach VAT, rozboje czy handel narkotykami mogą opuścić areszty po wpłaceniu poręczeń majątkowych – dowiedział się portal tvp.info. „Słowik” musi zapłacić – 400 tys. zł, „Wańka” – 200 tys. zł, a „Parasol” – 120 tys. zł. Przed stołecznym sądem okręgowym ma się toczyć proces 50 osób oskarżonych w sprawie wyłudzeń VAT na fikcyjnym eksporcie produktów spożywczych, przez co Skarb Państwa stracił blisko 193 mln zł.

Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że na specjalnym posiedzeniu sądu 8 listopada, rozpoznawano wnioski oskarżonych m.in. o uchylenie aresztu. – Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił tymczasowe aresztowanie wobec oskarżonych: Jerzego W., Sławomira F. i Filipa F. Sąd wydał również postanowienia o możliwości zmiany środka zapobiegawczego z tymczasowego aresztowania na poręczenie majątkowe – po uiszczeniu określonej kwoty poręczenia wobec następujących oskarżonych: Janusza P., Andrzeja Z., Leszka D., Krzysztofa O. i Sebastiana W. Do chwili obecnej poręczenia majątkowe nie zostały wpłacone – poinformował we wtorek zespół prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak ustalił portal tvp.info Andrzej Z. ps. Słowik musi wpłacić 400 tys. zł, Leszek D. ps. Wańka – 200 tys. zł, Janusz P. ps. Parasol – 120 tys. zł, Krzysztof O. ps. Kręcony – 150 tys. zł, a domniemany szef „vatsterów” – Sławomir W. – 400 tys. zł. Można zakładać, że rodziny, a przede wszystkim kompanii gangsterów zrobią wszystko, aby odzyskali oni wolność.

Trzej bossowie zostali zatrzymani razem z 11 znanymi gangsterami „Pruszkowa” pod koniec stycznia 2017 r. przez funkcjonariuszy CBŚP. Okazało się, że po opuszczeniu więzień nie przeszli na emeryturę, ale poszerzyli działalności o wyłudzenia VAT i nie inne oszustwa gospodarcze. „Pruszków” miał chronić także gang Sebastiana W., specjalizujący się w fikcyjnym eksporcie towarów spożywczych. Na działalności tej grupy Skarb Państwa stracił blisko 193 mln zł. Sprawa miała być początkowo osądzona we Szczecinie, później w Świdnicy, ale w końcu trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Pod „pruszkowskim” parasolem

Liczący 2222 strony akt oskarżenia autorstwa śledczego Prokuratury Regionalnej w Szczecinie objął 50 oskarżonych, w tym wspomnianych wcześniej członków tzw. zarządu mafii pruszkowskiej. Materiał dowodowy w sprawie to ponad 300 tomów akt głównych oraz ponad 400 tomów załączników.

Śledczy ze Szczecina uznali, że sprawa dotyczy dwóch grup przestępczych. Pierwsza, kierowana przez Sławomira W. działała od lutego 2012 r. do 30 stycznia 2017 r. Zajmowała się wyłudzaniem podatku VAT na fikcyjnej sprzedaży artykułów spożywczych, w tym kawy, oraz praniem nielegalnie zarobionych pieniędzy. Skarb Państwa stracił na działalności gangu blisko 193 mln zł.

Z grupą tą, zdaniem śledczych, związali się w 2013 r. „Słowik” i „Wańka”. – Ich rola polegała na zapewnianiu inwestowania środków pieniężnych w funkcjonowanie tej grupy, zapewnianiu ochrony interesów majątkowych grupy, w tym związanych z rozliczeniami na tle konfliktów z innymi grupami przestępczymi. Jak ustalono, w trakcie działalności tej grupy, w zamiarze wyegzekwowania kwoty 1,5 mln zł pochodzących z działalności prowadzonej przez konkurencyjnej grupy przestępczej doszło do wymuszenia rozbójniczego, w wyniku którego przejęto dwa transporty kremu Nutella o wartości ok. 600 tys. zł – poinformowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie po skierowaniu akt oskarżenia w listopadzie 2018 r.

Powrót do przeszłości

Druga grupa przestępcza, rozpracowana przez szczecińskich śledczych, to już typowa gangsterska ekipa, na czele której miał stać Andrzej Z. ps. Słowik. W skład grupy kierowanej przez Andrzeja Z. wchodzili m.in. Leszek D. ps. Wańka, Janusz P. ps. Parasol, Krzysztof K. ps. Kręcony, Artur R. ps. Pinokio, Adam K. ps. Młody Wańka czy Sebastian F. ps. Farba. Do ekipy tej należeli byli członkowie kilku stołecznych gangów poza „Pruszkowem”, m.in. grupy ożarowskiej i „mokotowskiej”.

Według prokuratury nowy gang „Słowika” działał od września 2014 r. do września 2018 r. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy boss kierował nim zza krat. M.in. pryz pomocy swojej konkubiny. Gang miał zajmować się przestępstwami gospodarczymi, oszustwami podatkowymi, rozbojami, handlem narkotykami czy podrabianiem dokumentów. W 2016 r. grupa ta zrabowała kilkadziesiąt kilogramów bursztynu o wartości 440 tys. zł, ukradła także dwóm kolekcjonerom zegarki o łącznej wartości ponad miliona złotych (w tym Patek Philippe ref. 530 wart 700 tys. zł). Śledczy zarzucają także gangsterom usiłowanie wymuszenia milionowego haraczu i handel kokainą o wartości 190 tys. zł.

Andrzej Z. i jego kompani zajmowali się także rozstrzyganiem sporów między gangami ze Szczecina.

Najsłabsze ogniwo

Na trop pruszkowskich gangsterów, wpadli funkcjonariusze CBŚP i prokuratorzy ze Szczecina, rozpracowując grupę, która wyłudzała podatek VAT. W lipcu 2016 r. policjanci CBŚP ze Szczecina wraz z lokalnym Urzędem Kontroli Skarbowej zatrzymali 15 osób. Śledczy z zachodniopomorskiej prokuratury regionalnej ustalili, że grupa działała co najmniej od dwóch lat. Jej organizatorzy kontrolowali kilkanaście spółek w Polsce i krajach Unii Europejskiej. Przedsiębiorstwa te uczestniczyły w fikcyjnych transakcjach, w tym dostawach wewnątrz Wspólnoty, które umożliwiały grupie przestępczej przejęcie bądź wyłudzenie zwrotu podatku VAT. Wówczas to straty skarbu państwa szacowano na ok. 20 mln zł.

W trakcie śledztwa okazało się, że na ternie Szczecina i Wrocławia działa konkurencyjna grupa przestępcza do tej rozbitej w lipcu. Na jej czele miał stać Sebastian W., który porozumiał się z gangiem pruszkowskim w sprawie ochrony swoich interesów. Okazało się, że w latach 2013-2017 grupa wyłudziła dziesiątki milionów zł na fikcyjnym eksporcie produktów spożywczych, głównie kawy mielonej.

Według niepotwierdzonych informacji „pruszkowiaków” pogrążył jeden z młodszych gangsterów, zajmujący się m.in., wyłudzeniami pieniędzy z kart kredytowych i oszustwami gospodarczymi. Grupa miała zacząć działać z pełnym rozmachem, w 2013 r., gdy więzienie opuścił Andrzej Z. ps. Słowik. Gangster twierdził wówczas, że chce się skoncentrować na życiu rodzinnym i zerwać z kryminalną przeszłością.

Konsorcjum zbrodni

Gang pruszkowski powstał pod koniec lat 80. i przez dekadę był największą polską zorganizowaną grupą przestępczą. Zarabiał miliony na handlu narkotykami, napadach oraz na zbieraniu haraczy oraz „opłat licencyjnych” od innych grup przestępczych w całej Polsce. W latach 1994-1998 „Pruszków” toczył krwawą wojnę z gangiem ząbkowsko-praskim (zwanym mylnie „Wołominem) o prymat w półświatku. W porachunkach zginęło lub zniknęło bez śladu kilkadziesiąt osób. Przestępcy dokonywali egzekucji w biały dzień, nierzadko sięgali po materiały wybuchowe.

Gang stworzony był na wzór amerykańskiej mafii. Zarządzał nim sześcioosobowy zarząd: Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka, Mirosława D. ps. Malizna, Ryszard Sz. ps. Kajtek, Zygmunt R. ps. Bolo oraz Janusz P. ps. Parasol. Podlegali im kapitanowie, tacy jak Jarosław S. ps. Masa czy Marcin B. ps. Bryndziak, Sławomir F. ps. Fabian. Ci z kolei mając swoje grupy kierowali licznymi podgrupami. W sumie w skład bandy wchodziło kilkaset osób w całej Polsce.

Początkiem końca grupy było zabójstwo, w grudniu 1999 r., Andrzeja Kolikowskiego ps. Pershing, jednego z bossów „Pruszkowa”. W 2000 r., Jarosław Sokołowski ps. Masa został świadkiem koronnym i w wakacje tego roku policja uderzyła w gang, zatrzymując większość kierownictwa grupy. Od tego momentu „Pruszków” nie odbudował już swojej potęgi z lat 90. Większość młodszych, byłych pruszkowskich gangsterów związała się z innymi grupami przestępczymi. Przed warszawskim sądem okręgowym toczy się od 2006 r. (po osądzeniu i apelacji, sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia) proces tzw. małego „Pruszkowa”, w której oskarżonymi się tzw. kapitanowie podwarszawskiej mafii.
Źródło info i foto:TVP.info

Arkansas: Dwóch profesorów chemii produkowało metamfetaminę

Dwóch profesorów chemii z uniwersytetu w Arkansas (USA) zostało zatrzymanych pod zarzutem produkcji metamfetaminy. Jeden z zatrzymanych kilka lat temu otwarcie chwalił popularny serial „Breaking Bad” opowiadający historię nauczyciela Waltera White’a, który zaczyna produkować narkotyki. Profesor po wywiadzie zyskał przydomek „Heisenberg” – taki sam, który nosi bohater serii.

Zatrzymani to Terry David Bateman i Bradley Allen Rowland. Na co dzień wykładali na Uniwersytecie Stanowym w Henderson.

Zapach narkotyków z sali ćwiczeń

Rzeczniczka uniwersytetu poinformowała, że obydwaj nauczyciele przebywali na urlopie administracyjnym od 11 października. Trzy dni wcześniej na kampus została wezwana policja, gdy z jednej z sal do prowadzenia zajęć chemicznych zaczął wydobywać się zapach narkotyków. Budynek trzeba było zamknąć i wywietrzyć. Otworzono go po ponad dwóch tygodniach – 29 października.

W wywiadzie z 2014 r. dla uniwersyteckiego portalu „Oracle Online” Bradley Rowland przyznał, że jest fanem serialu „Breaking Bad”. Główny bohater produkcji Walter White (grany przez Bryana Cranstona) to nauczyciel chemii. Gdy White dowiaduje się, że choruje na nowotwór i zostało mu kilka miesięcy życia, zaczyna produkować i sprzedawać metamfetaminę, aby zapewnić byt swojej rodzinie.

„Heisenberg” z Henderson

W kolejnych odcinkach Walter White zaczyna przedstawiać się jako „Heisenberg” na cześć niemieckiego fizyka Wernera Heisenberga.

– Myślę, że to był świetny serial. Jeśli chodzi o sprawy chemiczne, to wszystko było poparte naukowo. Serial zainteresował młodych ludzi chemią – myślę, że stał się doskonałym narzędziem rekrutacyjnym – mówił Rowland w wywiadzie. Artykuł z sylwetką profesora zatytułowano „Heisenberg z Henderson”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Fritz von Weizsaecker śmiertelnie dźgnięty nożem

Fritz von Weizsaecker nie żyje. Syn byłego prezydenta Niemiec Richarda von Weizsaeckera, został śmiertelnie dźgnięty nożem we wtorek podczas wykładu, który wygłaszał w szpitalu w Berlinie. Miał 59 lat. Fritz von Weizsaecker wygłaszał wykład o chorobach nerek w prywatnym szpitalu Schlosspark-Klinik w Charlottenburgu w zachodniej części Berlina. Syn byłego prezydenta Niemiec był tam ordynatorem oddziału chorób wewnętrznych.

Fritz von Weizsaecker nie żyje. Zmarł syn byłego prezydenta Niemiec

Według niemieckich mediów, wystąpienia Weizsaeckera słuchało 20 osób. W audytorium znajdował się też napastnik, który nagle dźgnął Weizsaeckera nożem. Mimo starań lekarzy, syn byłego prezydenta zmarł w nocy z wtorku na środę.

W ataku została też poważnie ranna jedna osoba, która próbowała pomóc w schwytaniu sprawcy. Media podają, że ranny jest policjantem. Napastnik, którego motywy nie są znane, został ujęty przez policję – informuje portal Deutsche Welle. W sprawie zabójstwa wszczęto dochodzenie. Na miejscu pracują śledczy, którzy zbierają od świadków zeznania.

Fritz von Weizsaecker był jednym z czworga dzieci Richarda von Weizsaeckera, polityka CDU, który sprawował najwyższy urząd w państwie – najpierw w RFN, potem w zjednoczonych Niemczech – przez dwie kadencje w latach 1984-1994. Wcześniej był m.in. burmistrzem Berlina Zachodniego. Były szef państwa zmarł w 2015 roku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

27-latek uciekł ze szpitala psychiatrycznego i zadał ojcu kilka ciosów nożem. Jest zarzut zabójstwa

Zarzut zabójstwa ojca przedstawiła prokuratura 27-letniemu mieszkańcowi powiatu staszowskiego. Dawidowi K. grozi dożywocie.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz, z zebranego dotychczas materiału dowodowego wynika, że 27-letni Dawid K. w sobotę oddalił się ze szpitala psychiatrycznego. W miejscowości Szczebrzusz w powiecie staszowskim uwięził swoją babcię, grożąc jej m.in. przy użyciu noża. Kobiecie udało się jednak oswobodzić i uciec.

W tym czasie na miejscu pojawił się 51-letni ojciec sprawcy, który przyjechał samochodem i doszło pomiędzy nimi do awantury, w trakcie której Dawid K. zadał ojcu kilka ciosów nożem, a następnie wciągnął go do samochodu. W następstwie zadanych obrażeń pokrzywdzony zmarł – relacjonował przebieg wypadków Prokopowicz.

W poszukiwaniach obu mężczyzn brali udział policjanci z oddziału prewencji KWP w Kielcach i przewodnicy z psami tropiącymi.

Jak wynika z prowadzonego postępowania Dawid K. ciało zamordowanego ojca porzucił i podpalił w lesie na terenie gminy Kije w powiecie pińczowskim. Porzucony samochód znaleziono w Rembieszycach w powiecie jędrzejowskim. W poniedziałek w godzinach rannych 27-latek został zatrzymany w centrum Jędrzejowa, nie stawiał oporu.

Prokurator przedstawił we wtorek Dawidowi K. dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy pozbawienia wolności i kierowania gróźb wobec swojej babci, a drugi zabójstwa ojca ze szczególnym udręczeniem, połączonego z pozbawieniem go wolności i w celu dokonania zaboru mienia w postaci pieniędzy oraz dokumentów – zaznaczył prokurator.

Dodał, że przesłuchany dwukrotnie w charakterze podejrzanego Dawid K. najpierw przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i złożył wyjaśnienia”. „Dla dobra śledztwa nie możemy podać ich do publicznej wiadomości. Następnie mężczyzna zaprzeczył sprawstwu i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień, ale równocześnie podtrzymał pierwsze swoje wyjaśnienia – powiedział Prokopowicz.

Prokuratora wystąpiła do Sądu Rejonowego w Staszowie z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Podejrzanemu grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Podwójny zabójca zatrzymany na polsko-ukraińskim przejściu granicznym

Na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Korczowej na Podkarpaciu zatrzymano 32-letniego Ukraińca. Mężczyznę w całej Europie poszukiwano pilnym nakazem aresztowania. Jest podejrzany o dwa zabójstwa na terenie Czech.

Ścigany Ukrainiec od dłuższego czasu przebywał w Czechach i tam dokonał zbrodni. Według portalu Novinky.cz, doszło do niej 17 listopada w internacie, przerobionym na hostel w Opatovicach nad Łabą. Pokoje wynajmowali tu głównie sezonowi pracownicy ze Wschodu.

Wieczorem doszło do awantury. Dwóch mężczyzn znaleziono w kałuży krwi. Ktoś wezwał karetkę. Ofiary próbowano reanimować, ale bezskutecznie. Zginęły od ciosów zadanych nożem.

Nożownik ulotnił się przed przyjazdem policji. Postanowił natychmiast uciec z kraju. W Pradze wsiadł do autobusu, jadącego do Kijowa. Sądził, że śledczy nie zdążą wpaść na jego trop.

Ale sygnał o poszukiwaniach błyskawicznie dotarł do polskich służb granicznych. Kiedy w Korczowej mundurowi kontrolowali pasażerów i sprawdzali ich paszporty w bazach danych, od razu zorientowali się z kim mają do czynienia.

– W stosunku do Ukraińca zachodziła uzasadniona obawa, że może być niebezpieczny i uzbrojony. W czasie zatrzymania mężczyzna był zaskoczony i nie stawiał żadnego oporu – relacjonują funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

Ukrainiec na razie pozostaje w dyspozycji przemyskiej prokuratury i oczekuje na rozpoczęcie procedury ekstradycyjnej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Są prokuratorskie zarzuty dla osób, które wywołały zamieszki pod komisariatem w Koninie

Trzy osoby usłyszały zarzuty prokuratorskie po zamieszkach do jakich doszło pod komisariatem w Koninie. To wszystko ma związek ze śmiertelnym postrzeleniem 21-latka, do którego doszło w ubiegły czwartek.

W niedzielę w Koninie było bardzo nerwowo. Do tego stopnia, że pod komisariatem policji doszło do zamieszek. Funkcjonariusze zatrzymali łącznie siedem osób (w tym czterech nieletnich). Trzy osoby usłyszały zarzuty prokuratorskie.

PAP poinformowała, że dwóch zatrzymanych usłyszało zarzuty czynnej napaści na policjanta. Mieli oni bowiem kopać i znieważać funkcjonariuszy. Przyznali się do popełnionego czynu i tłumaczyli, że działali pod wpływem wzburzenia. – Mówili też o tym, że częściowo ich działanie spowodowane było tym, że byli pod wpływem alkoholu – powiedziała prokurator Małgorzata Kudła.

Śledczy wystąpili do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec podejrzanych tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy, m. in. w związku z grożącą im wysoką karą. Tej dwójce grozi nawet 10 lat więzienia.

Trzeci z zatrzymanych mężczyzn będzie odpowiadać za szarpanie policjanta za kamizelkę taktyczną. Grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

25 osób znalezionych w kontenerze chłodniczym na pokładzie promu do Anglii

Co najmniej 25 osób znaleziono w holenderskim porcie w kontenerze chłodniczym na pokładzie promu, który miał płynąć do Wielkiej Brytanii – donosi brytyjski „Independent”. Z danych na temat kursu statku wynika, że wrócił on do portu w mieście Vlaardingen wkrótce po wypłynięciu. Policja nie poinformowała o stanie znalezionych osób. Do portu przybyło kilka karetek pogotowia. Według zapewnień personelu statku, żadna z osób przebywających w kontenerze nie straciła życia.

Nielegalna emigracja do Wielkiej Brytanii

Niecały miesiąc wcześniej, w ciężarówce w Essex, znaleziono ciała 39 Wietnamczyków. Po makabrycznym odkryciu brytyjskie władze postawiły zarzuty dwóm osobom: 25-letniemu kierowcy ciężarówki i 23-letniemu mężczyźnie zatrzymanemu w Irlandii. Usłyszeli zarzuty zabójstwa, uczestnictwa w przemycie ludźmi oraz pomocy w nielegalnym przedostaniu się na terytorium Wielkiej Brytanii. Poszukiwane są kolejne osoby związane ze sprawą
Źródło info i foto: Gazeta.pl