Szczątki ofiar przestępczych porachunków znaleźli w podwarszawskich Szamotach stołeczni policjanci. To trzy osoby, powiązane prawdopodobnie z przestępcami ze “starego Pruszkowa”, a później z gangiem “Mutantów”. Według policjantów z Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw, te osoby zginęły pod koniec lat 90. ubiegłego wieku. Ciała były zakopane na jednej z posesji koło Nadarzyna, na głębokości mniej więcej pół metra. Śledztwo w tej sprawie wszczęła pruszkowska prokuratura. Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem usłyszeli dwaj mieszkańcy powiatu wejherowskiego. Według śledczych, pijani mężczyźni mieli brutalnie pobić 57-latka dla butelki piwa. – “Widać jak katują tego człowieka na zabezpieczonym monitoringu” – mówi prokurator. Prokuratura i policja wyjaśnia okoliczności śmierci 57-letniego mieszkańca Wejherowa, którego ciało znaleziono w zaroślach, w okolicach jednego z przystanków. Jak informują śledczy z przeprowadzonej sekcji zwłok wynika, że mężczyzna zmarł w wyniku pobicia.

Połamane żebra i czaszka
– “Miał połamane wszystkie żebra, wgnieciony gardziel, połamaną czaszkę, ale to tylko część jego obrażeń. Sprawcy bili go i kopali bardzo długo” – mówi Dariusz Witek-Pogorzelski, szef wejherowskiej prokuratury. Jak wyjaśnia podczas śledztwa ustalono, że sprawcami przestępstwa byli 19- i 20-letni mieszkańcy powiatu wejherowskiego. – “Policja zabezpieczyła monitoring, na którym widać ich, jak podchodzą do tego śpiącego mężczyzny i go atakują. Chodziło im o butelkę piwa, którą miał w siatce ten mężczyzna. Dostaliśmy również zgłoszenia, które wskazywały na nich jako na sprawców zbrodni” – wyjaśnił.

Obaj zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy i doprowadzeni do policyjnej celi. Zostali już przesłuchani oraz usłyszeli zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Aresztowani na 3 miesiące
- “Mężczyźni przyznają się jedynie do pobicia. O ich dalszym losie zadecyduje sąd. Obaj sprawcy w piątek zostali tymczasowo aresztowani na okres 3 miesięcy” – dodaje prokurator. Za popełnione przestępstwo mężczyznom grozi kara od 12 do 25 lat wiezienia albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Przemyscy policjanci wkroczyli do prywatnego mieszkania, zażądali wydania komputerów, potem przeszukali lokal… na podstawie postanowienia prokuratury, dotyczącego osoby nieznanej jego właścicielowi – pisze portal nowiny24.pl.

– “Przyszli w czwartek, ok. godz. 6.00. Czterech policjantów. Przedstawili prokuratorskie postanowienie o żądaniu wydania rzeczy i przeszukaniu. Mówię, że osoba, na którą wystawiono ten dokument to nie ja i nikt taki tutaj nie mieszka. Nie przekonało to policjantów, chociaż mnie wylegitymowali i przekonali się, że jestem inną osobą niż wymieniona w nakazie” – powiedział nowinom24 Paweł T. z Przemyśla.

Kryminalni zażądali – opowiadał – wydania komputerów, tabletów, telefonów komórkowych i wszelkich urządzeń, którymi można się połączyć z internetem. – “Sam im podałem laptop mojej partnerki, tablet córki i nasze dwa telefony komórkowe. Nie zadowoliło ich to, przeszukali mieszkanie. Nic więcej nie znaleźli” – relacjonował zdziwiony mężczyzna. Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Słaniała się na nogach, a mimo to otworzyła swój gabinet i przyjmowała pacjentów. Kiedy jeden z nich zobaczył wstawioną, bełkoczącą panią doktor, nie wytrzymał i wezwał policję. To nie pierwszy jej alkoholowy wyskok. Pracowała już po pijaku, straciła prawo jazdy za jazdę autem na gazie, rozbiła pod wpływem alkoholu samochód w imieniny i chciała uciec z miejsca kolizji! Czuje się jednak zupełnie bezkarna i nadal pracuje w przychodni!

Maria N. (55 l.) to znana laryngolog w Nowej Dębie na Podkarpaciu. Lekarka zasłynęła tym, że przychodziła do pracy pod wpływem alkoholu. Pijana w gabinecie została już nakryta dwa razy. Niedawno zdemaskował ją jeden z pacjentów. Mimo że była dopiero godz. 11 i pani doktor zaczęła dyżur, zionęło od niej wódką na odległość. Chory zawiadomił policję. Funkcjonariusze przebadali ją alkomatem i okazało się, że ma 2 promile alkoholu. Tarnobrzeska prokuratura wszczęła przeciwko niej postępowanie. – “Czekamy jeszcze na opinie biegłych, którzy określą, czy jej zachowanie mogło narazić pacjentów na niebezpieczeństwo. To zadecyduje, jakie usłyszy zarzuty. Samo picie w pracy jest wykroczeniem” – stwierdza prokurator Marcin Kurdziel.

Wcześniejsze, podobne postępowanie zakończyło się fiaskiem. Lekarka podczas pierwszej wpadki miała 3 promile. Przyjęła kilku pacjentów, ale – w ocenie biegłych – postawiła wówczas właściwe diagnozy i wypisała dobre recepty. Sprawę umorzono, bo nikt bardziej się nie rozchorował, ani nie zginął! Kobieta ma więcej problemów przez alkohol. Straciła prawo jazdy, rozbiła samochód w imieniny, chciała uciec z miejsca kolizji. Pani doktor nie przejmuje się zamieszaniem wokół swojej osoby. Przychodzi normalnie do pracy. Ale może jednak ponieść konsekwencje. – “Rozważamy zerwanie kontraktu z panią doktor, ale na razie nie wpłynęła do nas żadna skarga pacjenta, ani pisma z policji czy Okręgowej Izby Lekarskiej” – mówi Marek Jakubowicz, rzecznik podkarpackiego NFZ.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Ten zboczeniec dostał to, na co zasługiwał. Raymond Frolander (18 l.) z Florydy udawał przyjaciela swoich sąsiadów i odwiedzał ich w domu. Nikt nie podejrzewał, że interesuje go tylko 11-letni syn mieszkańców Dayton Beach.
Parę dni temu 35-letni ojciec dziecka usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z jednego z pokoi. Otworzył drzwi i zobaczył 18-latka ze spuszczonymi spodniami, a obok niego swojego syna, przytrzymywanego przez zboczeńca i zmuszanego do seksu. Parę minut później pedofil leżał nieprzytomny w kałuży krwi, pobity na miazgę. Ojciec, który skatował zboczeńca, sam zadzwonił na policję i pogotowie. Nie postawiono mu żadnych zarzutów, a pedofila zamknięto za kratami. Chłopiec wyznał, że 18-latek molestował go i zastraszał już od trzech lat.
Żródło info i foto: se.pl

Comments Brak komentarzy »

Co najmniej kilkadziesiąt instytucji i urzędów państwowych otrzymało e-mail z informacją o podłożeniu bomby. Część administratorów budynków zarządziła ewakuację. – “Mail najprawdopodobniej został wysłany z jednego adresu. Aktualnie próbujemy namierzyć nadawcę” – mówi w rozmowie z Gazeta.pl Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Z informacji spływających z miast w całej Polsce wynika, że nadawca e-maila z informacją o bombie szczególnie upodobał sobie urzędy skarbowe. To w nich dzisiaj służby przeprowadzają najwięcej przeszukań. Poza tym wiadomość trafiła także m.in. do prokuratur, urzędów marszałkowskich, muzeów czy centrów handlowych. Od samego rana policja w całym kraju ma w związku z tym pełne ręce roboty.

Sparaliżowany ruch w mieście, ewakuacje…

W Częstochowie informacje o podłożonych ładunkach wybuchowych dotyczą m.in. urzędów skarbowych, Wojskowej Komendy Uzupełnień, sądów i prokuratur. Alarmy częściowo sparaliżowały ruch w mieście – na niektórych ulicach ruch jest utrudniony, a autobusy jeżdżą objazdami.

W Katowicach od rana do straży pożarnej dotarło ponad 40 zgłoszeń o ładunkach podłożonych m.in. w urzędach skarbowych, prokuraturach i Wojskowych Komendach Uzupełnień. W woj. świętokrzyskim e-maila z informacją o bombie dostały zaś wszystkie urzędy skarbowe oraz kilka innych instytucji.

Na Pomorzu wiadomość o bombie również trafiła głównie do siedzib skarbówki. Z urzędów m.in. w Sopocie, Gdyni, Człuchowie i Słupsku ewakuowano pracowników i petentów.

Policja nie zaleca ewakuacji

Mimo że sytuacja wygląda poważnie, policja uspokaja. To nie pierwszy raz, kiedy ktoś masowo śle e-mail z informacją o bombie do urzędów w całej Polsce. Podobnie jak w przeszłości, wszystko wskazuje na to, że jest to głupi żart. – E-mail najprawdopodobniej został wysłany z jednego adresu. Aktualnie próbujemy namierzyć nadawcę – mówi nam Mariusz Sokołowski, rzecznik KGP.

Sokołowski przyznaje, że alarmów bombowych do tej pory było co najmniej kilkadziesiąt w całym kraju. Policja, podejrzewając głupi żart, nie zaleca administratorom budynków zarządzania ewakuacji. Żródło info i foto: plotek.pl

Comments Brak komentarzy »

Aż 8 tys. kredytów, na kwotę zbliżoną do pół miliarda złotych, próbowano wyłudzić w ciągu ostatnich 12 miesięcy przy pomocy skradzionych dokumentów. Rekordzista ubiegał się o 24 mln zł. Z raportu InfoDOK, opublikowanego przez Związek Banków Polskich wynika, że w II kwartale zastrzeżono prawie 33 tysiące dokumentów. – “To 15 proc. więcej niż w tym samym czasie roku ubiegłego, co jest trzecim wynikiem od początku badania, czyli od 2008″ – mówi Grzegorz Kondek, koordynator kampanii informacyjnej Systemu Dokumenty Zastrzeżone.

W ostatnim kwartale największa kwota, którą próbowano wyłudzić, to 24 mln złotych. Do tej pory najwyższa kwota to z kolei 25 mln złotych. Średnio złodzieje próbowali wyłudzić 23 tys. złotych. ZBP przypomina, że każde utracone prawo jazdy, dowód, paszport powinniśmy jak najszybciej zastrzec w banku. Informacja o skradzionym bądź zagubionym dokumencie zastrzeżonym w jednej placówce, dzięki systemowi DZ, natychmiast trafia do wszystkich innych banków oraz firm i instytucji uczestniczących w programie.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

50-letni Jaworznianin podejrzany o morderstwo 61-latka został zatrzymany przez policję. Wiadomo, że działał pod wpływem alkoholu, motywy zbrodni nie są jeszcze znane. Podejrzanemu grozi dożywocie. W Jaworznie na Osiedlu Górniczym doszło do zabójstwa. 61-letni mężczyzna został zamordowany w mieszkaniu przy ul. Zacisze. Bezpośrednim powodem śmierci były obrażenia głowy. – “Wciąż badamy, czy w zabójstwie brała udział tylko jedna osoba, czy też więcej” – mówi w rozmowie z WP.PL komisarz Tomasz Obarski, oficer prasowy KMP Jaworzno.
- “Na razie znamy tylko przyczynę śmierci, a okoliczności i motywy są sprawdzane”. Dzięki szybkiej interwencji policji, podejrzany o zabójstwo 50-latek został natychmiast aresztowany. W momencie zatrzymania miał blisko 3 promile alkohole w organizmie. Śledczy wyjaśniają okoliczności całego zdarzenia i motywy, którymi kierował się morderca. 50-letni Jaworznianin usłyszał już zarzut zabójstwa. Grozi mu dożywotni pobyt w więzieniu. Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Jak informuje TVP Info przyczyną śmierci Adriana z Zawiercia (woj. śląskie) nie było pobicie, jak wcześniej sądzono. Wyniki sekcji zwłok 21-latka wykazały, że zgon nastąpił z powodu zadławienia się wymiocinami. Na ciele zmarłego były liczne otarcia i rany – obrażenia nie stanowiły jednak poważnego zagrożenia dla życia chłopaka.

Adrian zmarł w niedzielę rano. W poniedziałek przed komendą policji w Zawierciu pojawił się tłum ludzi, którzy domagali się wyjaśnienia śmierci 21-latka. Według mieszkańców Zawiercia chłopak miał zostać brutalnie pobity przez policję. Wiadomo, że trafił do szpitala z rozciętym kolanem i wieloma otarciami na ciele. Był pijany. Lekarzom powiedział, że się przewrócił. Po opatrzeniu wyszedł ze szpitala ze swoją znajomą. Zmarł przed jej domem. Wyniki sekcji zwłok wykazały, że chłopak zadławił się wymiocinami.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Dowódcy pomylili malezyjski samolot z maszyną transportową ukraińskiego wojska – tak stwierdził jeden z prorosyjskich separatystów, z którym rozmawiał wysłannik włoskiego dziennika “Corriere della Sera”. “Trafiliśmy w samolot Kijowa, tak powiedzieli nam nasi dowódcy. Myśleliśmy, że zobaczymy ukraińskich pilotów lądujących na spadochronach, a tymczasem natknęliśmy się na zwłoki cywilów” – stwierdził mężczyzna.

W czwartek po południu nasi dowódcy wydali nam rozkaz, by wsiąść do ciężarówki z dużą ilością broni i amunicji – opowiadał separatysta. Kilka minut wcześniej, może dziesięć, usłyszeliśmy ogromny wybuch na niebie. “Trafiliśmy właśnie w samolot faszystów z Kijowa” powiedzieli nam. Polecili nam ostrożność, ponieważ, były informacje, że przynajmniej część załogi wyskoczyła na spadochronach – relacjonował.

Widać było białe przedmioty wśród chmur. Może mieliśmy walczyć z nimi, żeby ich schwytać – dodał świadek. Nie ujawnił swego imienia i stopnia. Razem z moimi żołnierzami szukałem spadochronów na ziemi i na drzewach. W pewnym momencie zobaczyłem strzępy materiału na polanie. Podniosłem je i ujrzałem ciało dziewczynki, która nie miała pięciu lat. To było straszne – mówił separatysta. Wtedy zrozumiałem, że to był cywilny samolot, a nie wojskowy. I że to byli zabici cywile. Stos otwartych walizek potwierdził to odkrycie – dodał.

Towarzyszący mu podczas tego wywiadu inni prorosyjscy bojownicy przedstawili dziennikarzowi jedynie oficjalną wersję: Oczywiście to nie my zestrzeliliśmy samolot. Nie dysponujemy pociskami, które można wystrzelić tak wysoko – mówili.
To zbrodnia popełniona przez bandytów posłusznych Kijowowi – podkreślali inni separatyści, cytowani przez “Corriere della Sera”.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »