Sprawa 5-latki, która wczoraj zaginęła w Rumi na Pomorzu, może trafić do prokuratury – dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM Kuba Kaługa. Policja sprawdza, czy dziecko nie zostało narażone na niebezpieczeństwo. Wczorajsze zaginięcie było wprawdzie pierwszym oficjalnie zgłoszonym na policję, ale są sygnały, że był to już kolejny raz, gdy 5-latka zniknęła. Chodzić może nawet o cztery inne tego typu incydenty. Z informacji naszego reportera wynika, że dziewczynka, przez nikogo niezauważona, kilka razy samodzielnie opuszczała przydomowe podwórko. Niekiedy miała wracać do domu sama, czasem zaś mieli ją przyprowadzać sąsiedzi.

Policja weryfikuje obecnie wszystkie te informacje.

5-latka zaginęła wczoraj rano, wcześniej bawiła się sama na podwórku przy domu. Kiedy zniknęła, przez ponad 5 godzin szukało jej kilkudziesięciu policjantów. Tuż po godzinie 15 przekazano informację, że dziecko odnalazło się dwa kilometry od domu, na dworcu w Rumi. Wszystko wskazuje na to, że 5-latka sama pokonała ten dystans. Samotnym dzieckiem zainteresowała się kobieta, która przechodziła akurat przez dworzec. Najpierw próbowała rozmawiać z dziewczynką, a po chwili zadzwoniła na policję. Patrol przyjechał na miejsce razem z matką 5-latki.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

To pracodawca miał zabić zaginionego w marcu 44-latka z powiatu bartoszyckiego w województwie warmińsko-mazurskim. 52-latek, właściciel garbarni w Bisztynku, usłyszał już zarzut w tej sprawie, grozi mu dożywocie. O sprawie informuje RMF24. Zaginięcie 44-letniego mieszkańca powiatu bartoszyckiego zgłosił w kwietniu jego przyjaciel, policjant, zaznaczając, że mężczyźnie nigdy dotąd takie zniknięcia się nie zdarzały. Po sprawdzeniu najbliższego otoczenia mężczyzny natrafiono na ślad wskazujący, że 44-latek był w marcu na imprezie firmowej w Bisztynku. Tam miało dojść do kłótni, podczas której 52-letni właściciel firmy miał uderzyć swojego pracownika metalowym prętem.

Gdy ten nie dawał oznak życia, Eugeniusz B. poćwiartował ciało nożem kuchennym, zapakował w skrzynię, przykrył skórami i wywiózł do zakładu utylizującego produkty odzwierzęce, gdzie zwłoki zostały spalone.

W zbrodnię zamieszane były jeszcze dwie osoby: 41-letnia konkubina właściciela garbarni i jego 39-letni pracownik. Prokuratura oskarżyła ich o zacieranie śladów, za co grozi im pięć lat więzienia. Obydwoje przyznali się do winy.
Wczoraj do późnych godzin nocnych w miejscu zbrodni trwały oględziny biegłych z laboratorium kryminalistycznego. Dzięki użyciu luminolu i lamp ze światłem ultrafioletowym udało się znaleźć ślady krwi. Posesja, na której miało dojść do zabójstwa, jest pilnie strzeżona przez policję.
Żródło info i foto: interiap.pl

Comments Brak komentarzy »

Jest wyrok w głośnej sprawie Dominika B. – skatowanego prawie dwa lata temu za to tylko, że żądał zaległej wypłaty: tysiąca złotych. Sąd w Radomiu skazał szefa firmy, która zatrudniała mężczyznę i jego współpracownika – odpowiednio – na 12 i 10 lat więzienia. 23-letni poszkodowany ma też dostać 150 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Prokurator chciał dla obydwu oskarżonych 25 lat więzienia i 500 tysięcy dla Dominika B.

Obrońca oskarżonego pracodawcy dowodził, że żadne dowody nie wskazują na związek Szymona F. ze sprawą i wnosił o jego uniewinnienie. Według adwokata oskarżonego Mateusza R., nie miał on zamiaru zabójstwa, a jedynie chciał dokonać obrażeń ciała u swojej ofiary. Dlatego m.in. obrońca wnioskował o zmianę kwalifikacji czynu z usiłowania zabójstwa na spowodowanie ciężkich obrażeń ciała, co wiązałoby się z łagodniejszą karą dla Mateusza R. Obrońca domagał się też niższego zadośćuczynienia – w wysokości 50 tys. zł.

24-letni obecnie mieszkaniec Katowic Dominik B. pracował na czarno w firmie budowlano-remontowej na Mazowszu. Gdy nie mógł wyegzekwować wypłaty od pracodawcy, zagroził, że doniesie do Państwowej Inspekcji Pracy, iż szef zatrudnia pracowników na czarno. Wówczas pracodawca wraz z innym pracownikiem wywiózł go do lasu w okolicach Grójca. Tam – zgodnie z ustaleniami prokuratury – brutalnie go pobili i okaleczyli, przysypali ziemią i uciekli, myśląc, że nie żyje.

Poszkodowany resztką sił dotarł do krajowej “siódemki”, gdzie znaleźli go kierowcy. Mężczyzna miał liczne rany cięte głowy i karku oraz połamane i pokaleczone cztery palce.

Właściciel firmy budowlanej Szymon F. nie przyznał się do winy. Powiedział śledczym, że nie ma nic wspólnego z brutalnym pobiciem Dominika B. Według niego to Mateusz R. miał zrobić krzywdę 23-latkowi. Szymon F. zeznał, że był świadkiem ich kłótni w aucie. 22-letni Mateusz R. przyznał się w sądzie do winy i przeprosił Dominika B. za doznane szkody. Według Mateusza R. to Szymon F. zaplanował zemstę i kazał Szymonowi R. zadać pokrzywdzonemu ciosy przygotowanym wcześniej tasakiem.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Pentagon podał, że w połowie czerwca, w ataku lotniczym sił międzynarodowej koalicji pod wodzą USA, zginął w Syrii jeden z liderów Państwa Islamskiego (IS), odpowiedzialny za pozyskiwanie funduszy, werbowanie nowych bojowników i dostawy broni. Rzecznik Departamentu Obrony Jeff Davis poinformował, że Tunezyjczyk Tarik bin Tahar al-Awni al-Harzi zginął 16 czerwca na północnym wschodzie Syrii, w pobliżu granicy z Irakiem.

- Jego śmierć znacznie ograniczy dżihadystom możliwości werbowania zagranicznych bojowników – podkreślił Davis. Według Departamentu Stanu USA tunezyjski ekstremista pomagał w przerzucaniu ochotników do walki w szeregach IS z Europy, przez Turcję, do Syrii.

Al-Harzi zajmował się również zakupami broni dla IS, głównie w Libii. Zaopatrywał także zamachowców samobójców, przede wszystkim w Iraku, w materiały wybuchowe.

Pragnący zachować anonimowość urzędnik administracji waszyngtońskiej poinformował, że Tarik bin Tahar al-Awni al-Harzi zginął w ataku amerykańskiego drona. Już wcześniej Pentagon podał, że w połowie czerwca, także w wyniku amerykańskiej operacji, zginął w północnym Iraku jego brat, który również był jednym z przywódców Państwa Islamskiego. Według władz USA był on odpowiedzialny m.in. za atak na amerykański konsulat w Bengazi w Libii w 2012 roku. W ataku tym życie straciło czterech amerykańskich dyplomatów, w tym ambasador.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

W pierwszą rocznicę swego istnienia samozwańczy kalifat Państwa Islamskiego ogłosił Kaukaz swoim nowym wilajetem (prowincją), formalnie przyjmując składany od jesieni 2014 przez wielu tamtejszych rebeliantów hołd. Główna dotychczas islamistyczna organizacja w tamtym regionie, walczący z Rosją Emirat Kaukaski, traci na znaczeniu, a Moskwa obawia się nowej fali terroryzmu. Zwłaszcza, jeśli z Syrii i Iraku wrócą tysiące Czeczenów i przedstawicieli innych narodów Kaukazu Północnego, walczący pod sztandarami IS.

Kaukascy mudżahedini od przeszło roku opuszczają swoje kryjówki w górach i przez Turcję przeprawiają się do Syrii, by zaciągnąć się do armii Państwa Islamskiego (IS), które początkowo ogłosiło kalifat na zajętych obszarach Iraku i Syrii. Szacuje się, że w szeregach IS walczy ok. 5 tys. ochotników z Kaukazu, a drugie tyle kaukaskich emigrantów z Europy Zachodniej.

Odpływ kaukaskich partyzantów na Bliski Wschód wynikał z wojennych sukcesów IS, a także z jego oddziaływania na radykalnie nastrojoną muzułmańską młodzież, a także z niepowodzeń, jakie spotykały w ostatnich latach powstańców na rosyjskim Kaukazie. Zbrojna rebelia, która jeszcze w latach 90. wybuchła jako walka o niepodległość Czeczenii, w XXI wieku przerodziła się w dżihadystyczną partyzantkę, szukającą inspiracji i sojuszników w Al-Kaidzie, a ostatnio – w IS.

Zmierzch Emiratu

Przełomem, który przyspieszył upadek kaukaskiego emiratu była śmierć jego ostatniego czeczeńskiego przywódcy Doku Umarowa jesienią 2013 roku. Na jego następcę wybrany został dagestański Awar, Ali Aschab Kebekow, szanowany na całym Kaukazie imam, znawca islamskiej teologii i prawa, ale nie mający żadnego doświadczenia partyzanckiego.

Jako emir Ali Abu Muhammad opowiedział się po stronie Al-Kaidy i potępiał IS i okrucieństwa jego wojsk. Nakazał swoim partyzantom, by atakowali wyłącznie cele wojskowe i zabronił im zamachów terrorystycznych, w których mogliby zginąć cywile. Tłumaczył też, że dżihad oznacza raczej samodoskonalenie niż walkę zbrojną.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Kobieta z amnezją, którą znaleziono na ulicy, została zidentyfikowana przez rodzinę. Okazało się, że jest Amerykanką i pochodzi z Kalifornii. Ta historia poruszyła media społecznościowe na całym świecie. Bez ich pomocy nie miałaby szansy na tak szybki i szczęśliwy finał. Około pięć miesięcy temu została znaleziona w miejscowości Carlsbad, w południowej Kalifornii. Jej stan był zły i nie miała pojęcia kim jest, dlatego została zabrana do szpitala. Tam zyskała tymczasowe imię „Sam”.

Po przeprowadzonych badaniach lekarze znaleźli u niej gigantycznego raka jajników. Nowotwór odpowiedzialny jest także za jej kłopoty z pamięcią. – Lekarze powiedzieli mi, że nowotwór rośnie od 5 lat powodując kłopoty z pamięcią – napisała Sam na Facebooku, gdzie zwróciła się do internautów o pomoc w znalezieniu rodziny.

Rozpoznana dzięki telewizji

Osobą, która rozpoznała ją za pośrednictwem telewizji NBC konto na Facebooku był jej siostrzeniec. Zawiadomił on następnie swoją matkę, która skontaktowała się z odpowiednimi służbami. Okazało się, że kobieta nazywa się Ashley Menatt, a urodziła się w Pensylwanii, ale mieszkała w mieście Flagstaff w stanie Arizona. Kilka lat temu przeprowadziła się do Południowej Kalifornii. Nigdy nie była zamężna, a jej siostry, zamieszkałe w stanach Kolorado i Maryland straciły z nią kontakt już w 2013 roku.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Policjanci z Puław (woj. lubelskie) zatrzymali mężczyznę, który ma na koncie zabójstwo prostytutki. Drugą usiłował zabić, ale ofiara cudem uniknęła śmierci. W okolicach Puław, przy trasie do Warszawy od wielu lat stoją kobiety trudniące się najstarszym zawodem świata. Pod koniec ubiegłego roku, jedna z nich obywatelka Bułgarii została napadnięta, brutalnie pobita i okradziona. Kilka tygodni później znów ją zaatakowano. Tym razem bandyta zabił ją, a nagie ciało Elzy M. wyrzucił do Wisły.

Policja zaczęła szukać mordercy, podejrzewając że może nim być jeden z klientów tirówki. Przez wiele tygodni nie było żadnych efektów. Przełom nastąpił kilka dni temu. W ubiegłą niedzielę lubelski “Kuba Rozpruwacz” zaatakował znów. W lesie pomiędzy miejscowościami Jawor i Żyrzyn udając klienta napadł na kolejną Bułgarkę. Zaczął ją dusić. Ale tym razem nie miał szczęścia. Dziewczyna uciekła.

Bandzior zabrał 170 złotych z jej dziennego utargu i zniknął. Poszkodowana natychmiast zawiadomiła policję. Dzięki jej zeznaniom niedługo potem udało się namierzyć ślusarza Rafała O.

- Mężczyzna został zatrzymany w pracy. Był bardzo zaskoczony. Nie stawiał oporu – mówi Renata Laszczka-Rusek, rzeczniczka KWP w Lublinie. Mordercy prostytutki grozi dożywocie.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Międzynarodowe porachunki w centrum! W niedzielę około godz. 14 do hotelu Metropol przyjechali obywatel Chin i Ukrainiec. Umówili się tam, żeby dobić targu przy sprzedaży bursztynu. Najwyraźniej jednak mieszkaniec bliższego Wschodu nie miał uczciwych zamiarów, bo gdy tylko drzwi hotelowego pokoju zamknęły się, dotkliwie pobił 33-letniego kontrahenta, a na koniec okradł.

- Pokrzywdzony stracił walizkę z gotówką w postaci dolarów, euro i złotówek. Była w niej równowartość 600 tysięcy złotych – mówi kom. Robert Szumiata z Komendy Rejonowej Policji w Śródmieściu. Poturbowany Chińczyk trafił do szpitala, a funkcjonariusze szukają sprawcy. – Każdy, kto rozpoznaje mężczyznę ze zdjęcia, proszony jest o kontakt – dodaje Szumiata. Informacje można przekazać w komisariacie przy ul. Wilczej, pod nr. 22 603-60-02 lub adresem krp1warszawa@policja.waw.pl.
Żródło info i foto: se.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku wszczęła śledztwo w sprawie porwania dla okupu 32-letniego adwokata z Gdańska. Mężczyzna został wypuszczony po kilkunastu godzinach, ale sprawcy nadal są na wolności i domagają się od mecenasa zapłaty miliona złotych. Do uprowadzenia Krzysztofa K. doszło w poniedziałek po południu przed jego kancelarią na ul. Pniewskiego w Gdańsku Wrzeszczu. Bandyci grozili mu bronią i siłą zaciągnęli do samochodu. Prokuratura ani policja nie udzielają jednak żadnych informacji na ten temat.

Czekają na pieniądze

Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku poinformował w czwartek jedynie o tym, że śledztwo wszczął i nadzoruje prokurator z Wydziału do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji P.A., a czynności w tej sprawie prowadzą funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. W komunikacie rozesłanym do dziennikarzy Marciniak napisał również, że adwokat został wypuszczony przez sprawców porwania po kilkunastu godzinach.

Jak udało się nam ustalić nieoficjalnie, przez cały ten czas był przewożony w samochodzie porywaczy. – Jeździli z nim po całej Polsce Północnej. Najprawdopodobniej chodziło o utrudnienie zlokalizowania miejsca pobytu – mówi nasz informator. Nie wiadomo jednak, czy Krzysztof K. był skrępowany oraz czy jeździł w bagażniku, czy na fotelu pasażera.

Również z nieoficjalnych informacji wynika, że sprawcy domagali się od adwokata zapłaty okupu w wysokości miliona złotych. Ponieważ nie miał takiej sumy, zdecydowali się go wypuścić i dali mu czas na zgromadzenie gotówki. Nie wiadomo, ile dostał na to czasu i czy ma zamiar zapłacić bandytom. Nie wiadomo także, gdzie Krzysztof K. obecnie przebywa oraz czy ma stałą ochronę policji, bo CBŚP również odmawia jakichkolwiek informacji w tej sprawie.

Dziwna sytuacja

Uprowadzenie adwokata bardzo zaniepokoiło całe środowisko prawnicze w Trójmieście. Niektórzy adwokaci sugerują, że może mieć to bezpośredni związek z wykonywanym przez Krzysztofa K. zawodem.

- Nie jest on może znaną w naszym środowisku osobą, chyba nie miał dotąd głośnych spraw, ale w ciągu czterech lat bronił już różnych gangsterów i mógł się któremuś narazić – komentuje jeden z mecenasów. Dariusz Strzelecki, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku mówi, że pierwszy raz słyszy o czymś takim.

- To wyjątkowe i dziwne zdarzenie. Nie przypominam sobie, żeby na Pomorzu wcześniej doszło do uprowadzenia adwokata i domagano się od niego zapłaty okupu. Reprezentujemy w sądzie ludzi, którzy trudnią się takimi porwaniami, ale pierwszy raz słyszę, żebyśmy sami padali ich ofiarą – mówi “Wyborczej” Strzelecki i dodaje, że Krzysztof K. może liczyć na pomoc ORA. – Na razie nie udało mi się jednak z nim skontaktować, bo nie odbiera telefonu. Nie wiem gdzie przebywa, ale słyszałem, że nie odniósł fizycznych obrażeń nic mu nie dolega – dodaje Strzelecki.

Za uprowadzenie człowieka grozi od trzech do 15 lat więzienia.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Biegli psychiatrzy orzekli, że kobieta, która w styczniu w Turku udusiła zaraz po urodzeniu swojego synka i porzuciła w krzakach, w chwili popełnienia zabójstwa była poczytalna. Prokuratura postawiła jej zarzut morderstwa, za co grozi jej kara dożywotniego pozbawienia wolności.

24 stycznia przy ul. Lutosławskiego w Turku (woj. wielkopolskie) odnaleziono ciało martwego noworodka. Zwłoki były zawinięte w pościel, zamknięte w materiałowej torbie porzuconej w okolicy cmentarza. Przeprowadzona sekcja zwłok wskazała, że dziecko zostało uduszone.

Policja i prokuratura rozpoczęła poszukiwanie matki, która dokonała tego strasznego czynu, ale śledztwo okazało się bardzo trudne. Komendant policji w Turku ufundował nawet 5 tys. zł nagrody dla osoby, która pomoże w ustaleniu sprawczyni. Kobietę zatrzymano po dwóch miesiącach. Badania DNA potwierdziły, że to 26-letnia Agnieszka N. jest matką zabitego dziecka.

- Kobieta przyznała się do winy, wzięła też udział w wizji lokalnej, w której szczegółowo opisała to, co zrobiła – relacjonował wtedy w rozmowie z Wirtualną Polską Krzysztof Szczesiak, naczelnik Wydziału Śledczego Prokuratury Okręgowej w Koninie.

Do tak dramatycznego czynu kobietę miała zmusić trudna sytuacja materialna. – W jej mieszkaniu krótko mówiąc, bieda aż piszczała, ale to nie jest usprawiedliwienie, ponieważ kobieta mogła oddać dziecko do adopcji – wyjaśniał Szczesiak.

Prokuratura od początku uważała, że kobieta była poczytalna i świadoma tego, co robi. Potwierdzili to biegli psychiatrzy. Do sądu w Koninie właśnie wpłynął akt oskarżenia w tej sprawie. Agnieszka N. będzie odpowiadać za zabójstwo, za co grozi jej kara dożywotniego więzienia. Pierwsza rozprawa ma się odbyć po wakacjach.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »