W szpitalu zmarł 73-letni mężczyzna, jedna z trzech osób poszkodowanych przez kierowcę, który w sobotę wjechał samochodem w przechodniów w Heidelbergu, w zachodnich Niemczech. Sprawca został postrzelony podczas aresztowania i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Do zdarzenia doszło w sobotę po południu na placu Bismarcka w Heidelbergu, w ruchliwym miejscu – przed piekarnią i w pobliżu przystanków. Jak pisze agencja dpa, ten fragment miasta był zamknięty dla ruchu. Kierowca zdołał uciec około 150 metrów.

Według policji mężczyzna był uzbrojony w nóż, a funkcjonariusze otworzyli ogień podczas próby jego aresztowania. W mediach pojawiły się informacje, że przedtem kilkakrotnie kazali mu rzucić broń. Ciężko ranny sprawca incydentu, jak się okazało 35-letni Niemiec, trafił do szpitala.

Motywy jego działania nie są znane. Według mediów, które powołują się na Norberta Schätzle, rzecznika policji w Heildelbergu, samochód napastnika, z hamburską rejestracją, był wypożyczony. Pojazd badają funkcjonariusze służb bezpieczeństwa. Zdaniem policji na razie nic nie wskazuje na terrorystyczne podłoże incydentu. 19 grudnia zeszłego roku doszło do zamachu w Berlinie. Kierowca ukradzioną ciężarówką należącą do polskiego przewoźnika wjechał w bożonarodzeniowy jarmark. Zginęło wówczas 12 osób, w tym polski kierowca ciężarówki.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Pikap wjechał w sobotę w tłum podczas karnawałowej parady w Nowym Orleanie, w stanie Luizjana. Rannych zostało 28 osób. Sprawca, który najpewniej był pod wpływem alkoholu lub innych substancji, został zatrzymany – poinformowała lokalna policja. Do incydentu doszło w sobotę o godz. 19 czasu lokalnego (godz. 2 czasu polskiego w niedzielę).

Pikap jechał otwartą dla ruchu ulicą wzdłuż trasy parady Krewe of Endymion, największej i najpopularniejszej imprezy kończącej karnawał w Nowym Orleanie. Kierowca staranował trzy pojazdy, w tym śmieciarkę, po czym skręcił i wjechał w tłum, oglądający paradę. Szef lokalnej policji Michael Harrison nie odpowiedział na pytanie, czy sprawa może mieć związek z terroryzmem, mimo podobieństwa do zamachów z grudnia 2016 roku w Berlinie czy z Nicei z lipca 2016 roku.

Harrison powiedział tylko, że wydaje się, iż kierowca był pijany. Mężczyzna jest obecnie przesłuchiwany. Kobieta, która była świadkiem incydentu, 21-letnia Kourtney McKinnis, powiedziała mediom, że kierowca sprawiał wrażenie, jakby nie był świadomy tego, co zrobił. “Wydawało się, że nie wie, gdzie jest” – relacjonowała.

Do szpitala trafiło 21 osób, a siedem odmówiło hospitalizacji. Wśród rannych są dzieci w wieku 3 i 4 lat; najstarsi ranni mają ok. 40 lat. Obrażenia odniosła m.in. policjantka. Przypomnijmy, że raptem kilkanaście godzin wcześniej w niemieckim Heidelbergu doszło do podobnego incydentu.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

W sobotę wieczorem nieznany mężczyzna wjechał w pieszych zgromadzonych na deptaku przy Placu Bismarcka w miejscowości Heidelberg na zachodzie Niemiec. W wyniku ataku ranne zostały trzy osoby, w tym jedna ciężko. Napastnik uzbrojony był również w nóż. A gdy próbował zbiec z miejsca zdarzenia został postrzelony przez funkcjonariuszy policji i ciężko ranny trafił do szpitala.

Rzecznik miejscowej policji Norbert Schätzle powiedział, że mężczyzna wjechał samochodem w grupę ludzi, stojących przed piekarnią. Według wstępnych ustaleń, mężczyzna działał sam – powiedział Schätzle. I dodał, że jak dotąd nie są znane motywy sprawcy. Policja nie potwierdza doniesień lokalnych mediów o zaburzeniach psychicznych kierowcy.

Jedna z trzech rannych osób jest w stanie ciężkim.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Edinho, syn legendarnego brazylijskiego piłkarza Pelego, został skazany na 12 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności za handel narkotykami i pranie brudnych pieniędzy. Sąd apelacyjny w Sao Paulo zmniejszył w piątek karę z 33 lat więzienia, orzeczoną blisko dwa lata temu w sądzie pierwszej instancji. Adwokat oskarżonego Eugenio Malavasi oświadczył, że jego klient ma zamiar pójść do zakładu karnego “jak tylko decyzja trafi do systemu”.

To nie są pierwsze problemy z prawem syna słynnego piłkarza. W 1999 roku został skazany na sześć lat więzienia, za to, że jadąc z nadmierną szybkością po ulicach Santosu zabił motocyklistę. Wypadek zakwalifikowano jako nieumyślne zabójstwo. Po apelacji został uniewinniony od tego zarzutu.

Za kratki ponownie trafił w 2005 roku, kiedy policja rozpracowała gang handlarzy narkotyków. Ostatecznie Edinho uniknął surowej kary i spędził w więzieniu tylko sześć miesięcy. Przyznał się jedynie do zażywania narkotyków i zgodził się poddać leczeniu.

45-letni Edinho był w przeszłości bramkarzem Santosu, klubu, w którym przez prawie całą karierę grał jego słynny ojciec. W 2015 roku krótko pełnił funkcję trenera drugoligowego wówczas klubu Mogi Mirim.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Policja zatrzymała 24-letniego Rafała A., który w czwartek uciekł policjantom sprzed Aresztu Śledczego przy ulicy Kaszubskiej w Szczecinie. Mimo tego, że był skuty i pilnowali go dwaj policjanci udało mu się zbiec. Po 11 godzinach szczecińscy policjanci ujęli zbiega. W trakcie zatrzymania policjanci musieli oddać kilka strzałów. – Nikt nie ucierpiał – mówi kom. Przemysław Kimon.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Policjanci z Zespołu ds. Poszukiwań i Identyfikacji Osób rybnickiej komendy rozwiązali zagadkę zaginięcia sprzed 7 lat. Na jednej z posesji odnaleźli zakopane szczątki ludzkie. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że należą do mężczyzny, który w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął wtedy w Rybniku. Zatrzymanemu w tej sprawie 41-latkowi przedstawiono zarzut zabójstwa. Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu.

Policjanci z Zespołu ds. Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego rybnickiej komendy pracowali nad sprawą zaginięcia mieszkańca Rybnika. Mężczyzna zaginął w 2010 roku. Z zebranych wówczas materiałów wynikało, że 61-latek mógł wyjechać za granicę lub na północ Polski. Przez wiele lat nie udało się tej wersji wykluczyć. Kryminalni przypuszczali jednak, że los zaginionego mógł być zupełnie inny. Powtórnie bardzo wnikliwie przeanalizowali zgromadzone w tej sprawie informacje i zapisy. Śledczy podejrzewali, że w sprawę tajemniczego zaginięcia jest zamieszany bliski znajomy zaginionego, z którym policjanci w najbliższych dniach zaplanowali czynności służbowe. W środę, na kilka dni przed tymi czynnościami, 41-letni mieszkaniec Rybnika sam zgłosił się do komendy i przyznał się do zabójstwa 61-latka. Opowiedział policjantom co wydarzyło się w połowie 2010 roku i wskazał miejsce, w którym zakopał ciało.

Przedwczoraj, 23.02.br., na wskazanej posesji w Rybniku przeprowadzono oględziny, w których brał udział prokurator, rybniccy śledczy i technik kryminalistyki oraz policjanci z Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Katowicach. Policjanci w wskazanym przez 41-latka miejscu znaleźli szczątki ludzkie, które zabezpieczono do badań specjalistycznych, niezbędnych przy identyfikacji danych osoby, do której należały i ewentualnego potwierdzenia, że był to zaginiony w 2010 roku 61-letni mieszkaniec Rybnika.

41-letni rybniczanin został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Wczoraj prokurator przedstawił mu zarzut zabójstwa. Podejrzany przyznał się do zarzucanego czynu i złożył obszerne wyjaśnienia w tej sprawie. Dzisiaj, 24.02.br., policjanci z wydziału kryminalnego rybnickiej komendy wraz z prokuratorem przeprowadzili wizję lokalną z udziałem 41-latka. Podejrzany pokazał co dokładnie wydarzyło się przed laty. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura wysłała sądowi apelacyjnemu zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu o zwolnieniu z aresztu Adama Z., oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Sąd uchylił areszt w poniedziałek, tego samego dnia mężczyzna wyszedł na wolność. Zdaniem prokuratury w toczącej się przed sądem sprawie nie zdarzyło się nic takiego, co uzasadniałoby zmianę środków zapobiegawczych na wolnościowe. Oskarżonemu o zabójstwo Adamowi Z. grozi wysoka kara, zdaniem śledczych istnieje też realna obawa matactwa – wyjaśnia rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur-Prus.

- Uważamy, że nic nie uległo zmianie, jeśli chodzi o ustalony stan faktyczny; wcześniej sąd decydował o areszcie dla Adama Z., dysponując tymi samymi materiałami. Sąd stwierdził, że przesłuchano najbardziej istotnych świadków, ale ci świadkowie powiedzieli przed sądem dokładnie to samo, co w postępowaniu przygotowawczym. Nie powiedzieli niczego takiego, co mogłoby radykalnie zmienić przebieg procesu – powiedziała Mazur-Prus. Jak dodała, zdaniem prokuratury sąd nie przesłuchał wciąż wszystkich istotnych świadków, zaś Adam Z., przebywając na wolności, może dopuścić się matactwa procesowego.

Sąd decydując w poniedziałek o uchyleniu aresztu wobec Adama Z., uprzedził strony procesu, że możliwa jest zmiana kwalifikacji prawnej czynu zarzucanego oskarżonemu i oceny go nie w kategoriach zabójstwa, lecz nieudzielenia pomocy – za co sankcja jest łagodniejsza. W zamian za areszt sąd zastosował wobec Adama Z. dozór policji dwa razy w tygodniu i zakazał mu opuszczania kraju. Mężczyzna przebywał za kratami od grudnia 2015 r.

Uznając, że oskarżony nie musi przebywać w areszcie, sąd uzasadnił to m.in. tym, że skoro przeprowadzono już najistotniejsze dowody (…) “należy uznać, że dalsze stosowanie wobec niego najsurowszego środka zapobiegawczego nie jest już celowe i konieczne”. – Z uwagi na możliwość przypisania oskarżonemu przestępstwa zagrożonego karą do trzech lat pozbawienia wolności (nieudzielenia pomocy – red.), obawa wymierzenia mu surowej kary (…) nie jest już tak realna jak dotychczas – podkreślił w poniedziałek sąd.

Proces Adama Z. rozpoczął się 3 stycznia

Prokuratura zarzuciła Adamowi Z., że 23 listopada 2015 r., przewidując możliwość pozbawienia życia Ewy Tylman, zepchnął ją ze skarpy, a potem nieprzytomną – do wody. Według biegłych, w chwili popełnienia przestępstwa Adam Z. był poczytalny. Za taki czyn grozi mu kara do 25 lat więzienia lub nawet dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Dwóch kolejnych biznesmenów podejrzanych w sprawie dotyczącej korupcji w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie zostało w piątek – decyzją rzeszowskiego sądu rejonowego – aresztowanych na trzy miesiące – poinformowała PAP sędzia Alicja Kuroń z tego sądu. Postanowienia sądu w sprawie aresztów zapadły na posiedzeniach niejawnych. Sąd zastosował wobec podejrzanych areszty na trzymiesięczny okres – o co wnosiła prokuratura. Postanowienia są wykonalne, ale można się od nich odwołać do sądu okręgowego.

Przestępczy proceder

Aresztowani to przedsiębiorcy Michał Ch. i Dariusz H. zaangażowani – według prokuratury – w przestępczy proceder polegający na przywłaszczeniu na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie przeszło 17 milionów złotych. Prokuratura Regionalna w Rzeszowie, prowadząca śledztwo w tej sprawie, zarzuca im udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przywłaszczenie pieniędzy na szkodę SA w Krakowie. Według prokuratury, Dariusz H. miał przywłaszczyć prawie 7,2 mln zł, a Michał Ch. – ponad 6,5 miliona złotych. Grozi im za to od roku do 10 lat więzienia.

W ostatnich dniach PR w Rzeszowie przedstawiła zarzuty jeszcze jednemu przedsiębiorcy – Tomaszowi D. Jemu, obok udziału w tej samej grupie przestępczej, zarzucono przywłaszczenie na szkodę SA w Krakowie co najmniej 460 tysięcy złotych. Wobec niego prokuratura zastosowała poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł i zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu.

Naczelnik Wydziału ds. Przestępczości Gospodarczej PR w Rzeszowie prok. Grzegorz Zarański informował PAP, że dwóch podejrzanych w tej sprawie biznesmenów jest z Krakowa, jeden z okolic Warszawy.

Ustalenia śledczych

Według ustaleń śledztwa, grupa działała co najmniej od stycznia 2013 r. do listopada 2016 r. w Krakowie oraz w innych miejscowościach. Na jej czele stał inny podejrzany w tej sprawie – Andrzej P., dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

W skład grupy mieli wchodzić również główna księgowa tego sądu – Marta K., dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa – Marcin B. oraz przedsiębiorcy, którzy wystawiali na rzecz sądu fikcyjne faktury VAT i inne dokumenty poświadczające rzekome wykonanie zleceń na rzecz SA w Krakowie, w celu uzyskania nienależnych środków pieniężnych: Katarzyna N. i Jarosław T.

Wszystkim postawiono zarzuty przywłaszczenia na szkodę SA w Krakowie kwot sięgających nawet przeszło 17 mln zł. Zarzuty dotyczą również czynów o charakterze korupcyjnym. Wszyscy ci podejrzani przebywają w aresztach. Ustalenia ze śledztwa mają też wskazywać, że w ostatnich kilku latach wokół sądu stworzono sieć wielu firm powiązanych kapitałowo, towarzysko i rodzinnie z dyrektorem Sądu Apelacyjnego w Krakowie oraz dyrektorem Centrum Zakupów dla Sądownictwa, realizujących głównie fikcyjne zamówienia na świadczenie usług, analizy i opracowania.

“Nie ma dowodów, że analizy i opracowania w ogóle powstały. W Sądzie Apelacyjnym w Krakowie brak jakichkolwiek dokumentów, które potwierdzałyby realizację zawartych umów” – podawało w ubiegłym roku CBA.

Według ustaleń, SA w Krakowie zawierał z zewnętrznymi firmami liczne umowy o świadczenie fikcyjnych usług. Firmy te zlecały następnie zamówione przez SA usługi pracownikom tego sądu, w tym jego ówczesnemu prezesowi. Miało się to dziać w latach 2013-16. Według PK, z pozyskanych dowodów wynika, że również w sądach, w których przeprowadzono przeszukania pod koniec grudnia, mogły mieć miejsce nieprawidłowości w zakresie zlecania usług podmiotom zewnętrznym, występującym jako kontrahenci krakowskiego SA.

“Poważne wątpliwości budzą opiewające na kilkaset tysięcy złotych umowy o dzieło zawierane przez Prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie z zewnętrznymi kontrahentami tegoż sądu” – informowała 28 grudnia PK.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Ktoś próbował ukraść z prosektorium ciało zamordowanego przyrodniego brata przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una – informuje “Times”. Kim Dzong Nam został ponad tydzień temu zaatakowany i otruty na lotnisku w Kuala Lumpur tuż przed wejściem na pokład samolotu do Makau.

Brytyjski dziennik cytuje Khalida Abu Bakara z malezyjskiej policji, który potwierdza nieudaną próbę włamania do pomieszczeń szpitala, w którym znajdują się zwłoki Kim Dzong Nama. – Wiemy, kto to był, ale nie będziemy tych informacji teraz ujawniać – stwierdził inspektor Abu Bakar.

“Times” podaje, że po tym incydencie wokół prosektorium w Kuala Lumpur rozmieszczono silnie uzbrojonych funkcjonariuszy ze specjalnej jednostki policji.

Gazeta, powołując się na nieoficjalne źródła w służbach Malezji, informuje, że za próbą kradzieży stoi wywiad Korei Północnej. W tej sprawie w zainteresowaniu malezyjskich służb pozostają wysoki rangą urzędnik w ambasadzie Korei Północnej w Kuala Lumpur oraz pracownik północnokoreańskiego przewoźnika lotniczego Air Koryo.

Korea nie chciała sekcji

W ubiegłym tygodniu północnokoreańscy dyplomaci przez wiele godzin próbowali namówić Malezyjczyków, by nie przeprowadzali sekcji zwłok Kim Dzong Nama. Mimo to lekarze rozpoczęli autopsję. Pierwsza sekcja zwłok w szpitalu w Kuala Lumpur nie przyniosła “niejednoznaczne rezultaty” więc zarządzono drugą. Nadal się ona nie zakończyła.

Wcześniej ambasador Korei Północnej w Malezji Kang Hol wezwał Malezję do natychmiastowego zwrotu ciała zamordowanego, ostrzegając, że nie chodzi o prostą sprawę, lecz o “polityczny spisek” wrogich wobec Pjongjangu sił.

Poszukiwania sprawców

Łącznie policja zidentyfikowała ośmiu obywateli Korei Północnej, Wietnamkę i Indonezyjkę, którzy mogli mieć związek z zabójstwem. Co najmniej czterech podejrzanych uciekło już z Malezji.

Południowokoreańskie i amerykańskie władze są przekonane, że zabójstwa dokonały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Służby poinformowały deputowanych południowokoreańskich, że rozkaz zabicia swego przyrodniego brata wydał Kim Dzong Un. Taką próbę podjęto już w 2012 roku.

Do zabójstwa Kim Dzong Nama doszło w czasie, gdy Kim Dzong Un próbuje umocnić swoją władzę, którą sprawuje od śmierci swego ojca Kim Dzong Ila w 2011 roku oraz gdy na Pjongjang wywierana jest coraz większa presja międzynarodowa w związku z jego programami – nuklearnym i rakietowym.

Kim Dzong Nam, najstarszy syn poprzedniego przywódcy Korei Północnej, Kim Dzong Ila, był niegdyś postrzegany jako jego następca. Wyrażał sprzeciw wobec przekazania władzy Kim Dzong Unowi i dynastycznej kontroli odizolowanego państwa przez swoją rodzinę. Od wielu lat mieszkał za granicą, krążąc między Makau, Pekinem i Hongkongiem.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Trwają poszukiwania mężczyzny, który wczoraj wieczorem strzelał do policjantów na warszawskim Żoliborzu. Funkcjonariusze również użyli broni. Nikt nie ucierpiał. Do strzelaniny doszło na ulicy Popiełuszki. Policjanci byli w drodze do jednego z mieszkań, ale już na klatce schodowej zobaczyli mężczyznę, którego chcieli wylegitymować. Ten na ich widok zaczął uciekać. Chwilę później wyjął broń i oddał w stronę policjantów kilka strzałów. Funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem.

Mężczyźnie udało się uciec, jest poszukiwany. Policja nie ujawnia na razie, kim jest zbieg ani dlaczego mundurowi udali się do jego mieszkania. Jak dowiedział się reporter RMF FM Michał Dobrołowicz, sprawę strzelaniny przejął Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »