Archiwum na April, 2015

Prezydent Francji zapowiedział surowe kary dla żołnierzy zamieszanych w skandal w Republice Środkowoafrykańskiej. Hollande powiedział, że kara dla tych, którym zostanie udowodnione, że podczas misji pokojowej wykorzystywali seksualnie nieletnich, powinna odpowiadać wadze przestępstwa i “stanowić przykład”.

Francuska prokuratura i wojsko prowadzą śledztwo w sprawie doniesień, że francuscy żołnierze wysłani do Republiki Środkowoafrykańskiej dopuszczali się przestępstw seksualnych na chłopcach z ośrodka dla uchodźców w Bangi, między grudniem 2013 r. a czerwcem 2014 r. Wstępnie ustalono, że chodzi o 14 żołnierzy. Tożsamość części z nich już ustalono.

Śledztwo trwa od ubiegłego roku, ale opinia publiczna dowiedziała się o nim dopiero w ostatnich dniach, po artykule w brytyjskim dzienniku The Guardian. Gazeta napisała, że wysoki rangą pracownik ONZ przekazał prokuraturze we Francji tajny raport o francuskich żołnierzach z misji pokojowej ONZ, którzy wykorzystywali seksualnie nieletnich chłopców w RŚA.

Anders Kompass miał przekazać dokument stronie francuskiej, ponieważ ONZ nie podjęła działań, by zapobiegać kolejnym takim przestępstwom i ukarać winnych. W ubiegłym tygodniu został zawieszony na stanowisku dyrektora ds. operacji terenowych, a dział nadzoru wewnętrznego ONZ wszczął wobec niego dochodzenie, zarzucając mu złamanie procedur.

Najmłodsza ofiara miała 9 lat

W raporcie, do którego dotarł The Guardian, udokumentowano przypadki seksualnego wykorzystywania nieletnich chłopców przez francuskich żołnierzy w RŚA, gdy organizowana była tam misja pokojowa ONZ. W rozmowach przeprowadzonych przez przedstawicieli ONZ ofiary, z których najmłodsza miała 9 lat, opowiadały, że były wykorzystywane seksualnie w zamian za jedzenie i pieniądze.

ONZ w środę potwierdziła, że jej pracownik w lipcu ubiegłego roku przekazał niezredagowaną wersję wewnętrznego raportu o domniemanych przestępstwach w RŚA władzom w Paryżu. Podkreślono, że naruszył on wewnętrzne procedury ONZ, ponieważ wcześniej nie zwrócił się ze sprawą do Urzędu Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (UNHCHR) i przekazał raport Francji przed usunięciem z niego informacji, mogących narazić ofiary, świadków i śledczych na niebezpieczeństwo.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Sprawa kierowcy, który 1 stycznia 2014 roku zabił sześć osób w Kamieniu Pomorskim, została skierowana do ponownego rozpatrzenia. Sąd sprawdzi, czy Mateusz S. mógł celowo doprowadzić do tragedii. Za nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu drogowym mężczyzna został skazany na 12,5 rok więzienia.

Sąd apelacyjny uchylił wyrok pierwszej instancji, skazujący Mateusza S. na 12,5 roku więzienia za nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu drogowym pod wpływem alkoholu. Zginęło wtedy 6 osób. Według sądu drugiej instancji trzeba jeszcze raz zbadać, czy Mateusz S. do tragedii nie doprowadził specjalnie.

Sąd apelacyjny przyznał rację oskarżycielom posiłkowym, którzy dowodzili, że nie można ignorować zeznań mówiących o tym, że Mateusz S. mógł celowo doprowadzić do wypadku. Mógł chcieć zrobić krzywdę dziewczynie, z którą chwilę wcześniej się pokłócił.

Pasażerka tuż po tragicznym zdarzeniu relacjonowała, że oskarżony nagle wykonał skręt kierownicą skręcił w prawo, wjechał na chodnik i uderzył w pieszych. Sąd drugiej instancji uznał, że zastanawiająca jest też opinia biegłego. Ten ocenił, że skręt kierownicą nie był przypadkowy. Według sądu trzeba rozważyć, czy mężczyzna powinien być sądzony za usiłowanie zabójstwa.

W aktualnym stanie sprawy nie można wykluczyć, że mogłaby ona zostać zakwalifikowana surowiej, nawet jako zabójstwo – powiedział rzecznik sądu Janusz Jaromin. Te wszystkie okoliczności muszą być – zdaniem sądu – rozpoznane ponownie i to w poszerzonym składzie – dwóch sędziów i trzech ławników, w którym rozpoznaje się sprawy zagrożone karą dożywocia.

Zginęło pięcioro dorosłych i dziecko

W Nowy Rok 2014 kierowany przez Mateusza S. samochód wypadł z drogi i wjechał w grupę ludzi. Zginęło pięć dorosłych osób i dziecko. Dwoje kolejnych dzieci trafiło do szpitala. Chłopiec, który w wypadku stracił rodziców, był w stanie ciężkim i wymagał opieki na oddziale intensywnej terapii, stan zdrowia dziewczynki był lepszy. Dzieci opuściły szpital na przełomie stycznia i lutego. Zdaniem biegłych, w chwili spowodowania wypadku S. był po użyciu środków psychoaktywnych – marihuany i amfetaminy. Mężczyzna był też pijany – według aktu oskarżenia, miał we krwi 2,15 promila alkoholu.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Znany polski prawnik Krzysztof O. został w sądzie w Soedertoern pod Sztokholmem oskarżony o dwukrotny gwałt na jednej z kobiet. O. nie przyznaje się do winy. Wcześniej prokuratura postawiła mu zarzut organizowania prostytucji. Według prokuratora Larsa Agrena oskarżony przebywając w Szwecji miał pod koniec lipca 2014 roku dwukrotnie zgwałcić jedną z kobiet. Poszkodowana, której tożsamości nie ujawniono, a szczegóły jej zeznań utajniono, wniosła o zasądzenie od Krzysztofa O. odszkodowania. Za ból, cierpienie oraz poniesione straty moralne kobieta domaga się łącznie w przeliczeniu ponad 93 tys. zł wraz z odsetkami.

Krzysztofowi O. grozi do 6 lat więzienia.

Obrończyni Krzysztofa O. Miriam Engstroem powiedziała w sądzie, że jej klient odrzuca oskarżenia o dokonanie gwałtów. Według niego tego rodzaju zdarzenia nie miały miejsca. Krzysztof O., prezes Stowarzyszenia Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej oraz były Rzecznik Praw Ofiar, od jesieni 2014 roku przebywa w szwedzkim areszcie. Został zatrzymany w związku z podejrzeniem organizowania prostytucji, a potem został o ten czyn oskarżony. Od początku marca w sądzie w Soedertoern trwa proces w tej sprawie.

Na trop przestępstwa szwedzka policja wpadła po tym, gdy jedna z kobiet w lipcu ubiegłego roku doniosła, że jest wykorzystywana. Początkowo twierdziła, że została zwerbowana z Polski do pracy w Szwecji jako sprzątaczka, później zmieniła zeznanie, uściślając, że chodziło o “osobę do towarzystwa”. Donos pozwolił na założenie podsłuchu i monitoring rozmów telefonicznych. Początkowo szwedzka prokuratura nie zdawała sobie sprawy, czym wcześniej w Polsce zajmował się Krzysztof O.

Według odczytanego w sądzie na początku marca aktu oskarżenia Krzysztof O. miał zajmować się stręczycielstwem w Polsce od lutego do grudnia 2013 roku. Proceder ten dotyczył co najmniej ośmiu kobiet. Następnie prawnik, działając wspólnie z Weroniką I. oraz Jakubem G., przeniósł działalność do Szwecji. Zorganizowana grupa miała pomóc, między styczniem a sierpniem 2014 roku, 15 kobietom sprzedawać seks w rejonie Sztokholmu. Pochodziły one niemal z całej Polski.

Na pierwszej rozprawie adwokaci Krzysztofa O. dowodzili, że ich klient jedynie pomagał kobietom w kontaktach z klientami, na prostytucję miały one decydować się z własnej woli. Za stręczycielstwo grozi w Szwecji do 8 lat pozbawienia wolności. Proces Krzysztofa O. ma zakończyć się w pierwszej połowie maja.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Krakowscy policjanci zatrzymali złodzieja, który w ubiegłym miesiącu napadł na bank przy ul. Królewskiej; mężczyzna usłyszał już zarzut rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Sprawa znana jest m. in. w związku z publikacją wizerunku sprawcy.

Mężczyznę zatrzymano w środę wcześnie rano. Specjaliści techniki kryminalistycznej podczas przeszukania mieszkania, w którym się ukrywał, znaleźli replikę broni, którą sprawca groził pracownikom banku. Zatrzymany 31-latek podczas przesłuchania przyznał się do popełnionego przestępstwa. Zadeklarował również, że chce dobrowolnie poddać się karze. Mężczyźnie podczas przesłuchania udowodniono jeszcze jeden napad na bank w Krakowie, do którego doszło rok temu. Teraz o losie mężczyzny zdecyduje sąd oraz prokurator. Przestępcy grozi kara 12 lat więzienia.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Bojownicy Państwa Islamskiego (IS) zabili dwóch tunezyjskich dziennikarzy, którzy zostali uprowadzeni we wrześniu ub. r. w Libii – poinformowały libijskie władze. Tunezyjski rząd ma natychmiast wysłać delegację do Libii w celu omówienia tej sprawy – poinformował przedstawiciel tunezyjskich władz. Nie chciał potwierdzić informacji o śmierci dwóch zaginionych dziennikarzy, Sofiena Szurabiego i Nadira Ktari.

Rzecznik oficjalnego libijskiego rządu z siedzibą w Tobruku na północnym wschodzie kraju powiedział, że jeden z aresztowanych bojowników IS przyznał, iż jego ugrupowanie zabiło reporterów. Rzecznik dodał, że ta sama grupa IS zabiła również pięciu innych dziennikarzy – Egipcjanina i czterech Libijczyków – pracujących dla telewizji Libya Barqa TV. Ich ciała w poderżniętymi gardłami zostały znalezione na wschodzie Libii. Zaginęli w sierpniu ub. r. Nie wiadomo, kiedy zostali zabici.

O zabiciu Tunezyjczyków informował libijski odłam IS już na początku stycznia br. Do komunikatu o egzekucji dołączono wtedy zdjęcia dwóch zaginionych dziennikarzy. Wówczas agencja AFP zastrzegała, że nie udało jej się potwierdzić tej informacji, ani autentyczności zdjęć.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Miliona złotych zadośćuczynienia i 2,5 tys. zł comiesięcznej renty domaga się dla jednego z byłych wychowanków ośrodka opiekuńczego sióstr boromeuszek w Zabrzu jego pełnomocnik. Pozew w tej sprawie trafił do warszawskiego sądu okręgowego. Agnieszka F., czyli siostra Bernadetta – która kierowała ośrodkiem – w procesie karnym została kilka lat temu prawomocnie skazana na dwa lata więzienia za znęcanie się nad wychowankami. Paweł był jedną z ofiar.

“Żądanie adekwatne do krzywd”

Adwokat Przemysław Rosati, który reprezentuje Pawła, powiedział w środę, że za cierpienia wychowanka domaga się solidarnej zapłaty od Kongregacji Sióstr Miłosierdzia Św. Karola Boromeusza, Agnieszki F. oraz PZU, czyli ubezpieczyciela Kongregacji. – W dalszym ciągu jesteśmy otwarci na ugodę, choć druga strona dotychczas nie wykazywała takiej woli. Żądania finansowe w pozwie naszym zdaniem są adekwatne do krzywd wyrządzonych Pawłowi. Nie można deprecjonować takich wartości jak zdrowie, życie czy godność. Wychowankowie ośrodka mieli w nim znaleźć ciepło i spokój, spotkało ich molestowanie, przemoc fizyczna i psychiczna – powiedział mec. Rosati.

Przypomniał, że okrutne traktowane w ośrodku było praktykowane przez wiele lat i nikt na to nie reagował. Adwokat reprezentuje Pawła nie pobierając wynagrodzenia. Zdecydował się zająć sprawą po informacjach w mediach na ten temat i lekturze akt.

Bity i gwałcony

Paweł trafił do ośrodka boromeuszek, gdy miał dwa lata. Był bity i gwałcony przez starszych wychowanków, z którymi siostry zamykały go w pokoju. Dyrektorka nie reagowała na jego skargi. Ośrodek opuścił dopiero w wieku 14 lat, gdy o wszystkim opowiedział nauczycielce.

W 2011 r. gliwicki sąd okręgowy skazał s. Bernadettę na bezwzględną karę dwóch lat więzienia. Zaostrzył wyrok sądu rejonowego, który wymierzył karę w zawieszeniu. Mimo prawomocnego wyroku Agnieszka F. przez lata nie trafiała jednak do więzienia. Sąd odraczał jej karę po wnioskach, w których skazana powoływała się na stan zdrowia i wiek. Trafiła do niego dopiero po orzeczeniu sądu w Zabrzu z kwietnia 2014 r., który nie zgodził się na warunkowe zawieszenie kary.

Siostra Bernadetta, która zaskarżyła tę decyzję, w ostatniej chwili – gdy miało być rozpoznawane jej zażalenie – cofnęła swój wniosek. Przesłała do sądu pismo, w którym przeprosiła za swoje czyny i poprosiła o wybaczenie tych, których z jej powodu dotknęło cierpienie, ból czy poczucie zgorszenia. “Głęboki ból” wyraziły też, pod koniec kwietnia ub.r., siostry boromeuszki. Przeprosiły za cierpienie podopiecznych ośrodka. Przeprosiny wystosowała też przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek, s. Claret Król.

Łącznie 20 zarzutów

Prokuratura oskarżyła s. Bernadettę m.in. o bicie podopiecznych i przyzwalanie na przemoc, także seksualną, między wychowankami. Druga odpowiadająca w procesie zakonnica została skazana na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu. Według prokuratury b. dyrektorka i jej podwładna zlecały wykonanie kar fizycznych na dzieciach innym wychowankom oraz same stosowały wobec podopiecznych przemoc fizyczną i psychiczną. Sprawa obejmowała łącznie 20 zarzutów dotyczących okresu od stycznia 2005 do stycznia 2006 r.

Jeden z zarzutów dotyczył gwałtu na chłopcu, którego Agnieszka F. zamknęła na noc w pokoju z dwoma innymi wychowankami. Zdaniem prokuratury okoliczności wskazują, że zakonnica zaniedbała wówczas swe obowiązki, pomagając w ten sposób w tzw. doprowadzeniu do poddania się czynności seksualnej osoby poniżej 15. roku życia.

Prokuratorskie śledztwo w sprawie przemocy w ośrodku boromeuszek było konsekwencją innego postępowania prowadzonego przez gliwicką prokuraturę – w sprawie zabójstwa w lutym 2006 r. ośmioletniego Mateusza z Rybnika. Ciała chłopca dotąd nie odnaleziono. Jeden z oskarżonych o dokonanie tej zbrodni, Tomasz Z., był wychowankiem ośrodka boromeuszek. Oskarżony tłumaczył, że jego postawę ukształtował fakt bycia świadkiem, a później także uczestnikiem gwałtów, do których dochodziło w ośrodku.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Na pięć lat więzienia i zakaz kontaktowania się z ofiarą przez pięć lat został skazany 36-letni Piotr G., który odpowiadał przed sądem za zgwałcenie dwuletniej córeczki. Wyrok w tej sprawie zapadł w środę przed Sądem Okręgowym w Elblągu. Proces był błyskawiczny, trwał niespełna… dwie godziny. Ofiara Piotra G. mieszka w niewielkiej wsi koło Działdowa. Wieczorem 29 lipca ub. roku matka zauważyła, że leżąca w łóżku dziewczynka jest zakrwawiona.

- Poza tym była blada i wymiotowała. Natychmiast wezwałam karetkę. W szpitalu okazało się, że Nikola ma rozerwane krocze. Jej stan był bardzo ciężki, straciła dużo krwi. Po operacji spędziła w szpitalu prawie tydzień – opowiada matka, 32-letnia Monika G.

Policję zawiadomił jeden z lekarzy, bo obrażenia wskazywały, że dwulatka została zgwałcona. Piotr G. został zatrzymany przez policję następnego dnia rano. Trafił do aresztu, w którym przebywa do teraz. Podczas postępowania przygotowawczego nie przyznał się do winy. Śledczy nie mieli jednak wątpliwości, że to on jest sprawcą. W tym czasie gdy doszło do zgwałcenia, jako jedyny przebywał w tym samym pokoju co jego córka. Matka kąpała wtedy dwóch synów (mają 7 i 8 lat), a babcia z dziadkiem byli na podwórku. Z aktu oskarżenia wynika, że w chwili popełnienia przestępstwa Piotr G. był pijany.

Nie będzie apelacji

Proces przed elbląskim sądem był błyskawiczny. Wyrok zapadł niespełna dwie godziny od odczytania przez prokuratora aktu oskarżenia. Przed zamknięciem przewodu wyjaśnienia złożył oskarżony oraz przesłuchano matkę Nikoli. Nie wiadomo, co powiedzieli, bo – z uwagi na charakter sprawy – sędzia Rafał Matysiak wyłączył jawność i dziennikarze musieli opuścić salę rozpraw. Niejawne było także uzasadnienia wyroku.

Od rzeczniczki sądu dowiedzieliśmy się, że Piotr G. przyznał się do winy i złożył takie wyjaśnienia, które były wystarczające do wydania orzeczenia bez przesłuchiwania biegłych i kolejnych świadków.

- Wyrok mógł zapaść tak szybko, bo sędzia ograniczył postępowanie dowodowe – mówi sędzia Dorota Zientara

Tak błyskawiczne procesy, w tak poważnych sprawach karnych, zdarzają się w Polsce niezwykle rzadko. Wyrok jest nieprawomocny, ale nie należy spodziewać się apelacji. Prokurator Beata Dziewiątkowska z Prokuratury Okręgowej w Elblągu w mowie końcowej domagała się właśnie kary pięciu lat więzienia.

- Dlaczego akurat tylu? Za ten czyn grozi od trzech do 15 lat więzienia – pytali ją dziennikarze na korytarzu po rozprawie.

- Pięć lat to sprawiedliwa kara, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Nic więcej nie mam do dodania – odpowiedziała prokuratorka.

Był już karany

Z wyroku nie jest zadowolona matka Nikoli. – Za to, co zrobił własnej córce powinien siedzieć dłużej. Nie interesują mnie jego przeprosiny i wkrótce złożę pozew o rozwód – skomentowała Monika G.

Piotra G. czeka jeszcze proces o psychiczne i fizyczne znęcanie się nad rodziną. – Wiele razy używał pięści. W dni zgwałcenia Nikoli wrócił pijany do domu i też mnie uderzył w twarz, zrobił to bez powodu – opowiada pani Monika. Mężczyzna był już wcześniej karany za oszustwa. Wyszedł z więzienia w listopadzie 2013 roku. Nigdzie nie pracował i jak twierdzą mieszkańcy wsi, na co dzień nadużywał alkoholu. Po gwałcie cała rodzina została objęta pomocą psychologiczną.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Obie młode i obie mają krew na rękach. Zuzanna M. (19 l.) i Katarzyna W. (24 l.) – matka Madzi (†6 mies.) to psychopatki, które nie mają wyrzutów sumienia i świetnie manipulują ludźmi. Jeśli tylko zechcą, potrafią skłonić kogoś, by dopuścił się najpotworniejszej zbrodni. Lub same zabić własne niemowlę i upozorować porwanie dziecka. Obie to zbrodniarki. Są do siebie podobne, bo niemal identycznie zachowują się wobec innych i nic sobie nie robią z wymiaru sprawiedliwości

Zuzanna M. (19 l.) stanęła na początku tego tygodnia przed sądem. Na razie nie za to, że w grudniu 2014 r. razem ze swoim chłopakiem bestialsko zabiła jego rodziców. Tłumaczy się teraz z wcześniejszych grzechów. Poetka uwiodła nieletnią i dawała jej narkotyki. Jak zachowywała się poetka w sądzie? Wypisz wymaluj jak jej poprzedniczka w mordowaniu z zimną krwią, Katarzyna W. Była niewzruszona, z kamienną twarzą wsłuchiwała się w słowa prokuratora. Widać też, że podobnie jak Katarzyna W. lubi błyszczeć!

Najwyraźniej sprawiało jej przyjemność, że na nią skierowane są obiektywy fotoreporterów. W opinii dr. Jerzego Pobochy, biegłego psychiatry ze Szczecina, Zuzanna M. ma osobowość narcystyczną, czego nie dało się zaobserwować u matki Madzi.

– Ludzie z taką osobowością potrafią świetnie manipulować innymi i doprowadzić ich nawet do popełnienia najgorszej zbrodni. Zuzanna M. nakłoniła swojego chłopaka, aby zabił własnych rodziców! Tacy ludzie nie mają empatii, dosłownie po trupach dążą do celu. Katarzyna W. też potrafiła manipulować innymi, ale nie była w tym aż tak dobra jak Zuzanna – tłumaczy Jerzy Pobocha. Czy Katarzyna była idolką Zuzanny? – Raczej nie. Osoby narcystyczne najbardziej wielbią siebie. Dlatego nie mają ani idoli, ani autorytetów – dodaje psychiatra.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Kilka tysięcy osób protestowało wieczorem w Baltimore, Nowym Jorku i innych miastach USA przeciwko brutalności policji i domagając się sprawiedliwości dla winnych śmierci Afroamerykanina Freddiego Graya, który zmarł po zatrzymaniu przez policję. Demonstracja w Baltimore zakończyła się w sposób pokojowy w przeciwieństwie do poprzednich, kiedy doszło tam do starć demonstrantów z policją i zamieszek. Bilans poniedziałkowych niepokojów w Baltimore to prawie 200 zatrzymanych osób, podpalonych 19 budynków i 144 samochody; obrabowane zostały sklepy.

Tymczasem w Nowym Jorku policja aresztowała ponad 60 osób, gdy protestujący zaczęli na Manhattanie rozchodzić się w grupy, blokując ruch uliczny w kilku kierunkach – pisze agencja Reutera.

Mniejsze protesty miały miejsce w Bostonie, Houston, Ferguson, w Waszyngtonie czy Seattle. Kilku protestujących aresztowano w Denver, w stanie Kolorado. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że 12 kwietnia Gray doznał uszkodzenia rdzenia kręgowego, gdy po aresztowaniu wepchnięto go do policyjnej furgonetki. Według zeznań świadków policjanci ruszyli za nim w pościg i aresztowali go, gdy zaczął uciekać na ich widok. Mieli postępować niezwykle brutalnie, powalając go na ziemię i skuwając mu ręce i nogi. Gray miał wielokrotnie prosić o pomoc lekarską, ale lekarza wezwano dopiero po 30 minutach. Tydzień później mężczyzna zmarł w szpitalu. Wszczęto śledztwo w celu ustalenia wszystkich okoliczności incydentu. Sześciu policjantów, którzy uczestniczyli w aresztowaniu Graya, zawieszono.

Śmierć Graya podsyciła na nowo oburzenie znacznej części opinii publicznej w USA ujawnianymi co pewien czas przez media przypadkami brutalnego traktowania przez policję Afroamerykanów.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

– Pamiętam, że jak przeczytałem wszystkie dokumenty, to zdałem sobie sprawę, że wszystkie wcześniejsze wątpliwości, związane z Bankiem Watykańskim, są prawdziwe – powiedział w programie „Po prostu”, w TVP1 Gianluigi Nuzzi, dziennikarz śledczy, który ujawnił wiele watykańskich sekretów. To właśnie jemu kamerdyner Benedykta XVI przekazał niegdyś sekretną papieską korespondencję. Teraz włoski redaktor bada tajemnice Banku Watykańskiego, który – jak się okazuje – mógł być pralnią brudnych pieniędzy.

Podczas swoich reporterskich podróży Tomasz Sekielski trafił tym razem za Spiżową Bramę w Rzymie. Dziennikarz postanowił poznać sekrety Watykanu. Okazuje się, że pieniądze, władza i seks to pokusy, którym nie każdy potrafi się tam oprzeć. Walka o władzę, podejrzane operacje finansowe, skandale obyczajowe – to problemy, z którymi od dwóch lat pontyfikatu zmaga się papież Franciszek.

„Bałem się”

Na co dzień poznaje je redaktor Nuzzi. – Wiele razy bałem się o swoje bezpieczeństwo, to chyba normalne – mówił w TVP1. To dzięki niemu poznajemy kolejne watykańskie tajemnice. Dziennikarz trafił m.in. na dokumenty, dotyczące Banku Watykańskiego. – To były dokumenty, już nie jakieś tam plotki. Po tym pomyślałem, że skończy się zmowa milczenia, a kiedy się ją przerywa, kiedy zdradza się sekret, to nie można już zrobić kroku w tył – dodaje.

Bank Watykański to w zasadzie Instytut Dzieł Religijnych, założony w 1942 roku przez Piusa XII. Miał to być swego rodzaju bank, który obsługuje instytucje kościelne w ich działalności dobroczynnej. Przez lata instytut mocno jednak ewoluował. Dziś Bank Watykański ma 17 tysięcy klientów, a na rachunkach 6 mld euro. Kolejne afery i podejrzenia sprawiły, że trafił na listę organizacji podejrzanych o pranie brudnych pieniędzy.

Księża na sex party

Porządki w instytucji rozpoczął Benedykt XVI, a kontynuuje Franciszek. Ale liczne tajemnice kryje nie tylko Instytut Dzieł Religijnych. Okazuje się, że za watykańskimi murami odbywają się też seksualne orgie z udziałem księży. Cztery lata temu po raz pierwszy opisał je redaktor Carmelo Abbate z tygodnika „Panorama”. Udając byłego chłopaka swojego homoseksualnego przyjaciela dostał się na jedną z orgii. – Na tej imprezie było mnóstwo księży, wszystko odbywało się otwarcie, bez ukrywania, a ja to nagrywałem ukrytą kamerą – wspomina. – To, co mnie uderzyło wydarzyło się o świcie dzień po imprezie, podczas której wszyscy księża uprawiali seks. Jeden z nich wyszedł do auta po walizkę i przyniósł w niej szaty sakralne. Włożył je i jakby nigdy nic odprawił mszę. W domu, gdzie przez całą noc uprawiał seks – dodaje dziennikarz.

Jakie jeszcze tajemnice kryją mury Banku Watykańskiego? Co już odkryto? Kto uczestniczył w seksualnych orgiach? I co egzorcysta mówił o diable w Watykanie? Zobaczcie program „Po prostu” w TVP1.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »