Archiwum na November, 2016

Na 20 lat pozbawienia wolności skazał sąd w Los Angeles byłą gwiazdę National Football League (NFL) Darrena Sharpera. Mężczyzna został uznany winnym seryjnych gwałtów. Na poczet zasądzonej kary zaliczono mu dwa lata, które spędził w więzieniu do chwili ogłoszenia ostatecznego wyroku.

Sharper był jedną z największych gwiazd zawodowej ligi futbolu amerykańskiego. Bronił barw Green Bay Packers, Minnesota Vikings i New Orleans Saints, a co najważniejsze, dwukrotnie wygrał Super Bowl, co zapewniło mu miejsce w historii. W 2010 roku ogłosił zakończenie kariery. Cztery lata później ponownie zrobiło się o nim głośno.

W 2014 roku Sharper został zatrzymany pod zarzutem wykorzystania seksualnego kobiet. Okazało się, że były sportowiec – wspólnie z dwoma kolegami – dopuścił się aż szesnastu gwałtów w czterech stanach. Ich metody działania zawsze były takie same: szli do klubu, zdobywali zaufanie swoich ofiar, dosypywali im środki odurzające do drinków, po czym prowadzili do hotelu.

W trakcie procesu 41-latek przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wyrok przyjął ze stoickim spokojem.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Prostytucja na ulicach Aten to proceder, w którym coraz częściej uczestniczą chłopcy, którzy przybyli do Europy z Bliskiego Wschodu – alarmuje CNN. Stacja przytacza historię jednego z chłopców, który oferuje swoje ciało za pieniądze. Ali (jego imię zostało zmienione) ma 17 lat, przybył do Grecji z Afganistanu. Chłopiec opowiedział stacji, że przybył do Europy w poszukiwaniu lepszego życia, z nadzieją, że w przyszłości uda mu się ściągnąć do siebie także matkę, która pozostała w Afganistanie.

CNN wskazuje, że chłopiec utrzymuje się z prostytucji, nie ma bowiem ani gdzie mieszkać, ani za co żyć. Stacja wskazuje, że w centrum Aten jest wielu młodych imigrantów, którzy podobnie jak Ali oferują usługi seksualne za pieniądze.

Jak podaje CNN, młodzi chłopcy są zachęcani przez handlarzy ludźmi do prostytucji, by w ten sposób zarobić pieniądze na opłacenie przemytników, którzy pomogą im dotrzeć do innego europejskiego kraju, w którym będą mogli ubiegać się o azyl. Stacja wskazuje, że problem prostytucji wśród młodych imigrantów jest niezauważany przez greckie władze. Według danych greckich urzędów, w Grecji przebywa ok. 1200 migrantów, oczekujących na schronienie. Jak jednak wskazuje CNN, takich osób może być znacznie więcej.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

5 milionów papierosów, 7 ton tytoniu zabezpieczyli policjanci CBŚP podczas likwidacji fabryki papierosów i dwóch krajalni w województwach: wielkopolskim i pomorskim. W sumie funkcjonariusze zatrzymali 16 osób, które trudniły się przestępczym procederem. Funkcjonariusze CBŚP współpracowali przy likwidacji z celnikami i strażą graniczną oraz służbą skarbową. To kolejne uderzenie w przestępczość tytoniową w tym roku. Działalność zorganizowanych grup przestępczych naraziła Skarb Państwa na 146 mln złotych strat.

Fabryka papierosów w Wielkopolsce

Funkcjonariusze CBŚP z Poznania od kilu miesięcy rozpracowywali nielegalną fabrykę papierosów. Uzyskali informację, że w powiecie kępińskim w magazynach trwa nielegalna produkcja. Wraz z policjantami z KPP Kępno i funkcjonariuszami Izby Celnej z Poznania weszli na jedną z posesji. Na gorącym uczynku zostało zatrzymanych 6 osób. Mężczyźni byli całkowicie zaskoczeni i nie mieli czasy na jakąkolwiek reakcję. W hali magazynowej policjanci ujawnili maszynę do produkcji papierosów, jak również maszynę do pakowania gotowych wyrobów o wartości 1,1 mln złotych.

Na miejscy funkcjonariusze zabezpieczyli 5 mln gotowych papierosów, ponad 3 tony krajanki i półprodukty takie jak: gilzy, filtry, kleje, opakowania. Uszczuplenia Skarbu Państwa z tytułu akcyzy oszacowano na ponad 6,5 mln złotych, a podatku VAT na ponad 2,7 mln. Szacunkowa wartość zabezpieczonego gotowego towaru to blisko 5,5 mln złotych.

Krajalnia tytoniu na Pomorzu

W tym czasie funkcjonariusze CBŚP ze Słupska wraz z funkcjonariuszami SG wkroczyli na jedną z posesji w powiecie bytowskim. W hali magazynowej policjanci ujawnili profesjonalną linię do krojenia tytoniu.

Funkcjonariusze zabezpieczyli 3 tony tytoniu o wartości 1,7 mln zł. Wartość akcyzy zabezpieczonego towaru to ponad 2 mln zł. Ponadto funkcjonariusze zabezpieczyli dwie maszyny do cięcia tytoniu, maszynę do suszenia, maszynę do nasączania i aromatyzowania, wagę oraz dwa elektryczne wózki widłowe o szacunkowej wartości około 400 tys. zł. Straty Skarbu Państwa oszacowano na ponad 2,2 mln złotych.

W hali zatrzymanych zostało dwóch mężczyzn. Jednym z nich okazał się Waldemar M. (56 l.) powiązany z grupą pruszkowską, u którego wcześniej ukrywał się “Słowik” przywódca tego gangu. Obaj usłyszeli za Prokuraturze Okręgowej w Słupsku zarzuty dotyczące przestępstw karno-skarbowych. Wobec Waldemara M. sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu. Drugi z mężczyzn będzie podpisywał dozór policji.

Krajalnia tytoniu w powiecie starogardzkim

Funkcjonariusze CBŚP z Białegostoku zlikwidowali kolejną krajalnię tytoniu zlokalizowaną w małej miejscowości w powiecie starogardzkim. Na miejscu zabezpieczono maszynę do cięcia tytoniu, jak również sam tytoń i nielegalne papierosy. Jednocześnie policjanci w czterech województwach (pomorskie, kujawsko-pomorskie, łódzkie, warmińsko-mazurskie) zatrzymali 8 osób, powiązanych ze zorganizowaną grupą przestępczą trudniącą się przestępstwami akcyzowymi. W sumie podczas tej akcji zabezpieczono ponad tonę tytoniu i 200 tys. papierosów.

Była to kontynuacja sprawy z połowy 2015 roku, podczas której w całej Polsce zlikwidowano w jednym dniu 8 krajalni tytoniu i zatrzymano w sumie 12 osób. Obecnie w tej sprawie jest 36 podejrzanych, którzy dopuścili się przestępstw narażając Skarb Państwa na straty wysokości ponad 135 mln złotych.

W tym roku funkcjonariusze CBŚP zlikwidowali 26 fabryk papierosów i 46 krajalni tytoniu.
Żródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

25-letni mężczyzna zatrzymany w związku z zabójstwem taksówkarza w Słupsku. Jeszcze w środę zostanie przesłuchany. To mieszkaniec jednej z podsłupskich miejscowości – informuje Radio Gdańsk. W czwartek mają być ujawnione bardziej szczegółowe informacje. Zatrzymanie 25-latka potwierdził rzecznik policji w Słupsku komisarz Robert Czerwiński.

Sekcja zwłok wykazała, że mężczyzna zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia. Ciało mężczyzny znaleziono w ubiegłym tygodniu we wtorek. Mężczyzna siedział skulony na fotelu pasażera w swojej taksówce pozostawionej pod Słupskiem.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Poważny wyciek danych unijnej agencji policyjnej Europol. Dane z około 50 śledztw dotyczących grup terrorystycznych zostały przypadkowo umieszczone na stronie internetowej, niezabezpieczonej żadnym hasłem. Choć na razie Europol nie potwierdził tych informacji, dziennikarze holenderskiej telewizji zacytowali zastępcę dyrektora agencji Wila van Gemerta, który przyznał, że doszło do wycieku danych. Jak informowano w programie Zembla, były pracownik unijnej agencji wbrew panującym w Europolu zasadom zabrał materiały do domu i umieścił je na podłączonym do internetu twardym dysku. Nie był świadomy, że do danych mógł dotrzeć każdy.

Ujawnione dokumenty zawierały informacje z ponad 50 różnych policyjnych dochodzeń, w tym nazwiska i numery telefonów podejrzanych. Cytowany van Gemert mówił, iż wydaje się, że materiałów nie widział nikt oprócz osób pracujących przy holenderskim programie telewizyjnym, jednak nie wykluczył takiej możliwości.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Nie było polecenia, by objąć nadzorem sprawę Amber Gold, prowadzoną w Prokuratorze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz – powiedziała przed komisją śledczą ds. Amber Gold prok. Hanna Borkowska z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

O wydaniu ustnie takiego polecenia mówił kilkanaście dni temu przed komisją śledczą prok. Dariusz Różycki, który od 2008 r. do wiosny 2016 był szefem gdańskiej prokuratury okręgowej. Również on mówił o tym, że prok. Borkowska sprawowała nadzór nad Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz. Prokuratura rejonowa we Wrzeszczu prowadziła sprawę Amber Gold od grudnia 2009 r. – gdy zawiadomienie ws. prowadzenia przez Amer Gold działalności bankowej bez zezwolenia złożyła Komisja Nadzoru Finansowego – do czerwca 2012 r.

We wtorek podczas przesłuchania przed komisją śledczą prok. Hanna Borkowska powiedziała, że o sprawie Amber Gold dowiedziała się pod koniec grudnia 2011 r., gdy po świętach otrzymała polecenie pozyskania akt sprawy.

W listopadzie 2011 r. do Prokuratury Generalnej trafiło pismo szefa KNF z krytycznymi uwagami pod adresem postępowania Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz ws. Amber Gold – chodziło m.in. o zawieszenie tego postępowania na początku 2011 r. Za pośrednictwem gdańskiej prokuratury apelacyjnej trafiło ono pod koniec 2011 r. do gdańskiej prokuratury okręgowej.

Szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) spytała Borkowską, kto nakazał jej analizę akt Amber Gold. Wydaje mi się, że bezpośrednio pozyskać te akta kazała mi naczelnik wydziału Małgorzata Syguła – odparła Borkowska. Joanna Kopcińska (PiS) dopytywała natomiast, kto polecił objąć tę sprawę nadzorem.”Nikt. Nie było polecenia objęcia tej sprawy nadzorem – powiedziała prok. Borkowska.

Posłowie pytali w związku z tym o wypowiedź prok. Różyckiego, który w tamtym czasie był szefem prokuratury okręgowej i przełożonym Borkowskiej. Przed komisją śledczą Różycki powiedział, że wydaje mu się, iż polecenie objęcia sprawy nadzorem wydał ustnie, bo nie ma jego zapisu o objęciu sprawy nadzorem. Z kolei na pytanie, kogo wyznaczył do nadzoru, odpowiedział, że nie pamięta. Następnie stwierdził, że wydaje mu się, iż prok. Borkowską, bo ona nadzorowała prokuraturę rejonową we Wrzeszczu.

Nigdy nie spotkałam się z sytuacją ustnego wydania polecenia objęcia nadzorem – powiedziała Borkowska. Dodała, że zawsze takie polecenie wydaje się na piśmie. Dopytywana, czy w takim razie prok. Różycki kłamał, nie potrafiła odpowiedzieć.

Borkowska tłumaczyła, że po wpłynięciu do niej akt sprawy Amber Gold zapoznała się z nimi i, w związku z treścią znajdującego się w nich pisma przewodniczącego KNF, przygotowała odpowiedź na nie, która została podpisana przez prokuratora okręgowego i wysłana do KNF 5 stycznia 2012 r.

W piśmie Prokuratura Okręgowa w Gdańsku przyznała, że zawieszenie postępowania przez prokuraturę rejonową na początku 2011 r. było niezasadne. Napisano też m.in. że okoliczności sprawy “skutkowały skierowaniem” do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz pisma wskazującego na potrzebę odwieszenia postępowania oraz że po wznowieniu postępowania zostanie ono objęte nadzorem prokuratury okręgowej. Jednak, jak wynika z materiałów przedstawianych już na posiedzeniach komisji śledczej, pismo z prokuratury okręgowej do rejonowej ws. konieczności wznowienia postępowania dot. Amber Gold oraz zwrócone akta sprawy trafiły do prokuratury we Wrzeszczu 4 kwietnia 2012 r., tego też dnia postępowanie zostało wznowione.

Jarosław Krajewski (PiS) pytał w związku z tym Borkowską, czy miała świadomość, że w piśmie z 5 stycznia jest nieprawdziwa informacja o skierowaniu już pisma do prokuratury rejonowej. To jest jedno z wielu zdań. To sformułowanie jest mocno nieszczęśliwe, dlatego że powinno było brzmieć: +skutkowało będzie+ – przyznała Borkowska. Dodała, że nie przygotowywała projektu pisma z poleceniem wznowieniem postępowania.

Krajewski pytał też Borkowską, dlaczego wprowadziła w błąd swego ówczesnego szefa, prok. Różyckiego, który przygotowaną przez nią odpowiedź na pismo KNF podpisał i przesłał dalej. “Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jak powiedziałam, jest to sformułowanie mocno nieszczęśliwe. Na tamten czas, kiedy przygotowywałam to pismo, to zdanie nie powinno było tak brzmieć – odpowiedziała.

Z kolei na pytanie, czy ma świadomość, czy jej przełożony przesyłając przygotowane przez nią pismo wprowadził w błąd KNF oraz prokuraturę apelacyjną i generalną, Borkowska odpowiedziała, że czytając to pismo, można wyciągnąć taki wniosek. Dopytywana zaznaczyła, że nie ujęłaby tego w ten sposób, że uczyniła to świadomie.

Prok. Borkowska powiedziała też, że akta sprawy Amber Gold miała do 15 lutego 2012 – tego dnia wystąpiła do prokuratury Gdańsk-Wrzeszcz o podjęcie zawieszonego postępowania w sprawie Amber Gold. Kopcińska pytała ją w związku z tym, co się zatem działo przez ten miesiąc od 5 stycznia do 15 lutego. Nie potrafię tego wytłumaczyć – odparła Borkowska. Dodała, że pismo do prokuratury rejonowej oraz zwracane akta sprawy przekazała 15 lutego za pośrednictwem któregoś z kierowców prokuratury rejonowej w Gdańsku.

Prokurator nie potrafiła wskazać konkretnego kierowcy. Podkreśliła, że działo się to kilka lat temu. Krzysztof Brejza (PO) powiedział, że w aktach sprawy jest notatka, z której wynika, że pismo z 15 lutego 2012 r. do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz nie zostało zarejestrowane w wykazie pism wysyłanych z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Pracownice biura podawczego tej prokuratury oświadczyły także, że między 5 stycznia a 4 kwietnia 2012 r. nie odnaleziono ani wpłynięcia akt sprawy Amber Gold z prokuratury rejonowej, ani ich odesłania.

Ile razy w pani życiu wydarzyło się przekazanie tego typu akt bezpośrednio kierowcy? – pytał Brejza. 28 lat pracuję i nie potrafię powiedzieć, czy to było dwa, pięć czy 15 razy. To jest po prostu za długi czas mojej pracy – odpowiedziała prokurator.

Szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) powiedziała, że każdy z kierowców w postępowaniu dyscyplinarnym dot. Borkowskiej (które miało miejsce w 2014 r.) zeznał, że nigdy od nikogo nie wziął akt bez pokwitowania. Posłanka spytała, czy podczas postępowania dyscyplinarnego ktoś zabezpieczył komputer, drukarkę i sprawdził, kiedy powstało pismo. Borkowska odpowiedziała, że nie. Dopytywana, czy kiedykolwiek w swej karierze mogła wydać dokumenty bez pokwitowania, nie wykluczyła, że mogła się zdarzyć taka sytuacja.

Brejza pytał też o samo pismo datowane na 15 lutego 2012 r. ws. wznowienia postępowania. Przytoczył przy tym wypowiedź prok. Mirosława Andryskowskiego z postępowania dyscyplinarnego Borkowskiej – prokurator mówił wówczas, że o ile pamięta, podpisał to pismo piórem, zaś data została wpisana “innym środkiem kryjącym”.

Nie mogę wykluczyć, że podpisałem pismo, na którym nie było daty. Mogło być też tak, że podpisałem pismo, nie wstawiając daty, choć z reguły ją wstawiałem, a potem ktoś inny tę datę uzupełnił. (…) Raczej wykluczam taką sytuację, abym podpisał pismo z kwietnia z datą z lutego – cytował Andryskowskiego Brejza. Spytam wprost: czy pani antydatowała to pismo – zapytał Brejza. Odmawiam odpowiedzi na to pytanie – odpowiedziała Borkowska.

Z kolei Andżelika Możdżanowska (PSL) pytała, jak to się stało, że o skierowaniu pisma do prokuratury rejonowej ws konieczności wznowienia postępowania mowa jest w piśmie z 5 stycznia, Borkowska pismo tego dotyczące i akta sprawy kieruje do prokuratury rejonowej 15 lutego, a de facto pismo to znalazło się Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz dopiero 4 kwietnia 2012 r. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem – odpowiedziała Borkowska.

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) stwierdził, że poza faktem zapoznania się Borkowskiej z aktami sprawy Amber Gold i “przetrzymywania ich przez długie tygodnie” nie podjęła ona jakichkolwiek czynności wobec prokuratury rejonowej. “Dziś widać, że takie działania można było podjąć” – stwierdził Zembaczyński.

Dziś jesteśmy bogatsi o wiedzę, która zafunkcjonowała później. W tej chwili jest to mówienie co by było, gdyby było. Daruje pan panie pośle, ale nawet w kwietniu i maju (2012 r.) lista pokrzywdzonych nie wydłużyła się ani o jotę; poszkodowani zaczęli się zgłaszać dopiero po artykułach w tej sprawie – odpowiedziała Borkowska.

Wpłaty cały czas postępowały – ripostował poseł Zembaczyński. Z kolei Brejza zwrócił uwagę, że przez cały 2012 r. otwierały się kolejne oddziały Amber Gold. Natomiast według Krajewskiego od stycznia do marca 2012 r. do Amber Gold wpłynęło 160 mln zł “od nieświadomych zagrożenia klientów”. Borkowska podkreślała, że skupiła się na tym, czy istniały podstawy do zawieszenia postępowania w prokuraturze rejonowej, czy ta decyzja była właściwa bądź przedwczesna. Doszłam do wniosku, że ponieważ była przedwczesna, była niezasadna – powiedziała.

Wassermann pytała prok. Borkowską, czy pamięta, że sąd dwukrotnie przychylał się do zażaleń KNF i uchylał postanowienia prokuratury rejonowej – najpierw o odmowie wszczęcia śledztwa (postanowienie wydane w styczniu 2010 r.) a następnie o umorzeniu postępowania ws Amber Gold (wydane w sierpniu 2010 r.). Czy wedle pani to jest sytuacja nadzwyczajna, wskazująca na to, że takim postepowaniem trzeba się zainteresować? – pytała szefowa komisji śledczej.

Odpowiadając, Borkowska stwierdziła: nie jest to sytuacja nadzwyczajna. Pani prokurator ja pani powiem, że to nie jest sytuacja specjalnie częsta. To jest sytuacja, która w normalnej jednostce prokuratury wywołuje dużą konsternację – odparła szefowa komisji.

Kontynuując kwestię weryfikacji postępowania prowadzonego przez prokuraturę rejonową ws. Amber Gold Wassermann pytała Borkowską, czy nie zauważyła, że w tym postępowaniu przez dwa lata nie wydarzyło się kompletnie nic. Znalazła pani gdziekolwiek weryfikację 465 umów, które były załączone? Znalazła pani gdziekolwiek ustalenie kondycji finansowej spółki? Znalazła pani gdziekolwiek ustalenie faktu, czy umowy są wykonywane? Znalazła pani moment weryfikacji, czy pieniądze klientów są ubezpieczone? To nie są wiadomości specjalistyczne – pytała szefowa komisji śledczej.

Zwróciła przy tym uwagę, że w aktach była informacja, że BGŻ, który był wskazywany w umowach zawieranych przez Amber Gold z klientami, nie ma usługi przechowywania metali szlachetnych; ponadto w aktach znajdowała się informacja, iż Ministerstwo Gospodarki cofnęło zezwolenie dla Amber Gold na prowadzenie domu składowego, w związku z tym, że szef Amber Gold Marcin P. był w przeszłości karany. Stwierdziła jednocześnie, że jedyną rzeczą jaką Borkowska zauważyła po dwóch latach jest fakt, że doszło do niesłusznego zawieszenia postepowania. Ja się skupiłam na tym elemencie – odparła jej Borkowska.

Poseł Krajewski pytał prok. Borkowską, czy ma wrażenie, że sprawa Amber Gold na jakimkolwiek etapie została zlekceważona przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, dlatego że to jest naprawdę znaczny przedział czasowy. Teraz posiadam znacznie głębszą wiedzę o tej sprawie niż miałam ją wtedy. Dysponując tą wiedzą, którą mam dzisiaj, mogę powiedzieć, że tak – powiedziała Borkowska.

Poseł Zembaczyński spytał, czy Borkowska nadal, tak jak w podczas postępowania dyscyplinarnego, pozytywnie ocenia pracę gdańskiej prokuratury. Tę sprawę (Amber Gold – PAP) w swoim czasie ocenili już wszyscy. Oceniły media, ocenił ówczesny prokurator generalny stając przed Sejmem i składając sprawozdanie. Nie uważam, żeby można było na podstawie tego jednego postępowania, być może przeprowadzonego nieprawidłowo (…), w którym mamy bardzo dużą liczbę osób pokrzywdzonych, można było formułować wnioski natury ogólnej – powiedziała Borkowska.

Uważam za wielce krzywdzące stwierdzenie, że prokuratura w Gdańsku jest niepotrzebna, że nie wiadomo po co jest – dodała, stwierdzając, że padały takie sfomułowania. Posłanka Wassermann stwierdziła wtedy, że bardzo wielu prokuratorów w Polsce cierpi przez to, jak gdańscy prokuratorzy prowadzili postępowanie w sprawie Amber Gold.

Chcę pani powiedzieć od prokuratorów z całej Polski, że oni dzisiaj wiedzą, dlaczego pomimo swojej ciężkiej pracy są tak negatywnie oceniani przez społeczeństwo; przez pryzmat tego co tutaj jest pokazywane, a to się w głowie nie mieści prawnikom-praktykom – powiedziała posłanka PiS. Może pani to dzisiaj bagatelizować, może pani mówić, że pani nie pamięta, że pani nie zna regulaminów. Proszę jednak pamiętać, że poza opinią publiczną, pokrzywdzonymi, oglądają panią również prokuratorzy różnego szczebla w całej Polsce – dodała.

Oni są na was bardzo źli, i to jest delikatnie powiedziane. Oni noszą na sobie to, co państwo żeście tam zrobili. Bo tak jest oceniana prokuratura w Polsce, przez pryzmat takich postepowań, które było u was prowadzone – powiedziała Wassermann. Stwierdziła ponadto, że sprawa Amber Gold nie była jedyną, z którą gdańscy śledczy sobie nie poradzili, w tym kontekście mówiła m.in. o sprawie Polskiej Korporacji Finansowej Skarbiec czy sprawie Michała Tuska. Z żadną żeście sobie nie poradzili – powiedziała Wassermann.

Być może jesteśmy postrzegani tak jak pani twierdzi, ale uważam, że jest to opinia bardzo krzywdząca dla moich kolegów. W prokuraturze w okręgu gdańskim pracują naprawdę świetni prokuratorzy – odpowiedziała Borkowska. Dodała jednocześnie, że należy oceniać prokuratorów występujących przed komisją śledczą, a nie “prokuraturę jako całość”.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Waldemar M. ps. Micho, uważany za ojca chrzestnego słupskiej mafii i rezydenta „Pruszkowa” na Pomorze, został zatrzymany podczas wielkiej akcji CBŚP przeciwko producentom nielegalnych papierosów – dowiedział się portal tvp.info. W jednej fabryce i dwóch krajalniach znaleźli ponad 5 mln papierosów i 7 ton tytoniu. W tym roku policjanci CBŚP zlikwidowali już 26 fabryk papierosów i 46 krajalni tytoniu, co oznacza gwałtowny wzrost tego rodzaju przestępczości w porównaniu do lat ubiegłych.

– Zatrzymanie Waldemara M. w krajalni papierosów było dla nas zaskoczeniem. Ale z drugiej strony znaleźli potwierdzenie naszych informacji, że na czarnym rynku tytoniowym aktywnie działają już bossowie półświatka, którzy wcześniej zajmowali się głównie handlem narkotykami czy haraczami. A o zaangażowaniu M. świadczy fakt, że doglądał interesu, choć formalnie jest zameldowany w jednym z hiszpańskich miast, gdzie spędza większość czasu – mówi tvp.info śledczy.

O Waldemarze M. stało się głośno w połowie lat 90, za sprawą jego kontaktów z silną wówczas mafią pruszkowską. Miał pomagać ukrywającym się na jego terenie członkom podwarszawskiej bandy. Jednak gangster, nazywany „ojcem chrzestnym słupskiej mafii” stał się szerzej znany, gdy 23 października 2001 roku w miejscowości Casa Gaudia, w okolicach Walencji w Hiszpanii w jego towarzystwie zatrzymano Andrzeja Z. ps. Słowik i Zbigniewa Ś. ps. Pyza. Ponoć „Micho” odpowiadał za logistykę dla ukrywających się bossów.

Rewizor z Hiszpanii

„Micho” znany był funkcjonariuszom CBŚP przede wszystkim z handlu narkotykami. Dlatego byli zaskoczeni, gdy razem z pogranicznikami wkroczyli do magazynu we wsi Szlachta pod Bytowem i w nielegalnej krajalni tytoniu natrafili na 56-letniego Waldemara M. W budynku działała profesjonalna linia produkcyjna w skład, której wchodziły m.in. dwie maszyny do cięcia, jedną o nasączania i aromatyzowania używki i jedna do suszenia gotowego towaru. Susz rozwożono elektrycznymi wózkami widłowymi. Cały sprzęt przepadnie, jako środki wykorzystywane do popełnienia przestępstw.

Na miejscu zabezpieczono 3 tony tytoniu o wartości 1,7 mln zł. – Waldemar M. i drugi mężczyzna zatrzymany w budynku usłyszeli zarzuty dotyczące przestępstw karno-skarbowych. M. został decyzją sądu aresztowany – mówi tvp.info kom. Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP. Co ciekawe M. oficjalnie jest zameldowany w jednym z hiszpańskich miast. Półwysep iberyjski to od kilku lat, ulubiona miejsce „emigracji” gangsterów ze starej gwardii półświatka.

Na gorącym uczynku

W tym samym czasie policjanci poznańskiego CBŚP razem z funkcjonariuszami Izby Celnej wkroczyli do nielegalnej fabryki papierosów w okolicach Kępna. Poszukiwali jej od kilku miesięcy, a gdy wreszcie namierzyli chcieli zatrzymać związane z nią osoby na gorącym uczynku.

I rzeczywiście w hali magazynowej natrafili na maszyny do wytwarzania i pakowania papierosów i sześć osób pilnujących produkcji. Sam sprzęt wart był ponad milion zł. W ręce stróżów prawa wpadło 5 mln gotowych papierosów, ponad 3 tony krajanki i półprodukty takie jak: gilzy, filtry, kleje, opakowania. Szacunkowa wartość zabezpieczonego towaru to blisko 5,5 mln złotych.

Przestępcza „sieciówka”

Niejako na deser, funkcjonariusze białostockiego CBŚP uderzyli w „tytoniarzy”, których gang rozpracowują od ponad roku. Wtedy w jednym dniu zlikwidowali 8 krajalni tytoniu i zatrzymali 12 osób. Tym razem nie mogli się pochwalić tak imponującym wynikiem, bo natrafili tylko na jedną krajalnię, w której zgromadzono tonę tytoniu i 200 tys. gotowych papierosów.

Jednak w czasie obławy na ternie czterech województw zatrzymano ośmiu członków gangu „tytoniarzy”. Tym samym liczba podejrzanych w tej sprawie wzrosła do 36, a straty Skarbu Państwa szacuje się na ponad 135 mln zł.

– Nie jest tajemnicą, że sprawdzamy czy przypadkiem w naszym kraju czarny rynek papierosów nie jest podzielony na kilka grup lub osób, które nie wchodzą sobie w drogę, a nawet czasem ze sobą współpracują. Jednak to zbyt dochodowy biznes, aby ktoś mógł go zmonopolizować – mówi jeden ze śledczych.

Śrubowanie rekordu

W tym roku funkcjonariusze CBŚP zlikwidowali już 26 fabryk papierosów i 46 krajalni tytoniu. Z dostępnych statystyk wynika, że policjanci „polskiego FBI” coraz dotkliwiej uderzają w te grupy przestępcze, specjalizujące się w obrocie podrobionymi papierosami, a także organizujących nielegalne fabryki papierosów i wytwórnie krajanki.

W 2015 r. policjanci CBŚP zlikwidowali 59 wytwórni krajanki tytoniowej (w 2014 – 24) oraz 9 fabryk papierosów (w 2014 r. – 4). Rok temu zabezpieczono też prawie 187 mln nielegalnych papierosów (w 2014 r. – prawie 89 mln) i ponad 437 ton krajanki tytoniowej (w 2014 r. – ponad 239 ton). Według nieoficjalnych informacji, Polska zajmuje w krajach Unii Europejskiej czołowe miejsce wśród producentów nielegalnych papierosów.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Policja francuska przy współudziale marokańskich, holenderskich i belgijskich służb specjalnych zlikwidowała międzynarodową szajkę zajmującą się praniem brudnych pieniędzy. Pochodziły one z handlu narkotykami. W Europie aresztowano pięćdziesiąt osób, mózg operacji został zatrzymany w Maroku.

Wytropienie sposobu organizowania całego procederu zajęło policjom czterech krajów rok. Dzięki specjalnej metodzie w sumie, w ciągu czterech lat przesłano do Francji niemal pół miliarda euro. W czasie przeszukań, policja poza gotówką znalazła siedem kilogramów w sztabkach złota, dziesięć kilogramów kokainy i siedemset kilogramów marihuany. Francuzów, Belgów, Holendrów i Marokańczyków prowadzących dochodzenie wspierał w tym Europol – policja europejska, której wysokiej rangi przedstawiciel stwierdził, że w swojej karierze nie miał do czynienia z praniem brudnych pieniędzy na taką skalę.

Pieniądze uzyskane ze sprzedaży narkotyków były przekazywane oficjalnie zarejestrowanej firmie, która przekazywała je na konto przedsiębiorstwa zarejestrowanego w innym państwie. Policja wpadła na trop po tym jak celnicy w Vaucluse znaleźli w czasie kontroli samochodu 300 tysięcy euro.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Za zabójstwem 28-letniej tancerki erotycznej Moniki T. może stać 39-letni Zbigniew H. – ustalił portal Tvnwarszawa.pl. Ma o tym świadczyć dowód znaleziony w samochodzie mężczyzny. Kobieta zaginęła w styczniu ub. r. Jej szczątki znaleziono trzy miesiące później na warszawskiej Kępie Tarchomińskiej. Doniesień portalu nie potwierdzają na razie oficjalnie śledczy. Zbigniew H. czeka obecnie na wyrok we Francji – jest oskarżony o zgwałcenie i zabójstwo 9-letniej Chloe, do którego doszło w kwietniu 2015 r. w Calais.

Jakie były okoliczności zaginięcia Moniki T.?

28-latka ostatni raz była widziana w centrum Warszawy 9 stycznia 2015 r. Zajmowała się tańcem erotycznym, pracowała w nocnych klubach. W marcu na działce na Białołęce znaleziono fragmenty kości kobiety, a także m.in. ubrania.

W jakich okolicznościach doszło do zamordowania 9-letniej Chloe?

Brutalne zabójstwo małej Chloe, porwanej w kwietniu 2015 r. z placu zabaw w Calais, wywołało poruszenie we Francji. Według świadków mężczyzna w czerwonym samochodzie na oczach matki wciągnął dziewczynkę do środka i odjechał. Policja po dwóch godzinach poszukiwań odnalazła nagie ciało dziecka w pobliskim lasku. Aresztowała znajdującego się w pobliżu Polaka. Samochód z polską rejestracją znaleziono później. Zbigniew H. przyznał się do winy.

Kim jest Zbigniew H.?

Zbigniew H. był już we Francji skazany za napaści. Kilka lat temu napadł między innymi na emerytkę, przykładając jej nóż do gardła, żądając pieniędzy i grożąc jej śmiercią. Został za to skazany na 6 lat więzienia. W 2014 r. został skazany przez polski sąd na rok więzienia za dwie kradzieże samochodów. Nie został wtedy aresztowany, w marcu 2015 r. odbyła się rozprawa odwoławcza, podczas której sąd utrzymał wyrok. Potem mężczyzna uciekł do Francji.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Państwo Islamskie wzięło na siebie odpowiedzialność za poniedziałkowy atak w kampusie uniwersyteckim w Columbus w Ohio na wschodzie USA. Pochodzący z Somalii student staranował ludzi samochodem i zaatakował ich nożem rzeźnickim. 11 osób zostało rannych. Propagandowa agencja prasowa dżihadystów z IS, Amak, podała, że sprawca ataku był “żołnierzem Państwa Islamskiego”. W komunikacie powołując się na anonimowe źródło dodano, że “przeprowadził on operację w odpowiedzi na apele o ataki na obywateli krajów koalicji międzynarodowej” pod wodzą USA zwalczającej dżihadystów w Iraku i Syrii.

Sprawca został zastrzelony przez funkcjonariusza policji uniwersyteckiej na miejscu zdarzenia. Był to 18-letni Abdul Razak Ali Artan przebywający w USA legalnie. Jako uchodźca i zarazem student zapisany na uniwersytecie stanowym Ohio uzyskał zezwolenie na pobyt tymczasowy. W stolicy stanu Ohio, mieście Columbus, znajduje się duże skupisko somalijskiej diaspory.

Służby badają powiązania zamachowca

Policja od początku badała ewentualny motyw terrorystyczny czynu, ale służby są bardzo ostrożne, gdy chodzi o ocenę ewentualnych powiązań organizacyjnych Somalijczyka z komórkami terrorystycznymi. Dotychczas nie ma informacji, by złożył on przysięgę na wierność przywódcy IS Abu Bakrowi al-Bagdadiemu albo kontaktował się z dżihadystami z Syrii lub Iraku. Do ataku doszło w poniedziałek przed południem czasu lokalnego. Sprawca z dużą prędkością nadjechał samochodem na krawężnik jednej z ulic kampusu w pobliżu budynku Watts Hall, uderzając w pieszych. Następnie wysiadł z pojazdu i zaczął nożem rzeźnickim ranić przypadkowych ludzi.

W połowie września doszło w Minnesocie na północy USA do podobnego ataku: zradykalizowany Amerykanin o somalijskich korzeniach ranił nożem dziesięć osób w centrum handlowym, zanim został zastrzelony przez policję. Do tamtego zamachu również przyznało się Państwo Islamskie. Uniwersytet stanowy Ohio należy do największych uczelni w USA; w kampusie głównym w Columbus studiuje blisko 60 tys. studentów.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »