Archiwum na January, 2018

Na zlecenie rodziny Piotra Kijanki trwają ponowne poszukiwania w rejonie krakowskiego stopnia wodnego Dąbie. Mężczyznę widziano w tym miejscu ostatni raz 6 stycznia. Od tego czasu nie wiadomo, co się z nim dzieje.

W rejonie zapory wodnej pracują płetwonurkowie. Koryto rzeki sprawdzono już wcześniej na odcinku 25 km. Rejon bulwarów przeszukiwały kilka dni temu przywiezione z Niemiec psy specjalnie przeszkolone w poszukiwaniu ludzi. Nie odnaleziono jednak ani ciała, ani żadnych przedmiotów mogących mieć związek z zaginionym.

Na podstawie kamer monitoringu odtworzono trasę, którą zaginiony Piotr Kijanka szedł do domu. Ostatnie nagranie pokazuje mężczyznę idącego bulwarami wiślanymi. W poszukiwania włączyli się internauci.

- Skala zaangażowania jest niesamowita – opowiada Piotr Gędziorowski, współtwórca strony “Poszukujemy Piotra Kijanki” – Obcy sobie ludzie zjednoczyli się w jednym celu: odnaleźć Piotra. Internauci wytypowali miejsca, w których potencjalnie mógł znajdować się Piotr i wspólnie je przeszukali – dodaje.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura w Holandii ogłosiła, że śmierć polskiego kierowcy wstępnie uznana za śmierć z przyczyn naturalnych mogła być w istocie zabójstwem.

Policja regionu Zeeland-West-Brabant na wniosek prokuratury uruchomiła śledztwo ws. tajemniczej śmierci Polaka. 47-letni mężczyzna został zaatakowany pomiędzy godz. 21.00 w sobotę 27 stycznia a godz. 14.00 w niedzielę 28 stycznia. Przebywał wówczas na terenie centrum dystrybucyjnego w Moerdijk. Człowiek, który go znalazł nieprzytomnego w kabinie, uznał, że kierowca źle się czuje i wezwał karetkę.

Badania pokazały, że jego śmierć mogła nastąpić na skutek działania innych osób – wyjaśnia w komunikacie holenderska policja.

Po przewiezieniu do szpitala Polak zmarł tego samego dnia. Śledczy proszą o pomoc wszystkich, którzy mogli zauważyć coś podejrzanego. Także kierowców, którzy w tamtych godzinach mijali parking i kamery w ich autach mogły coś zarejestrować.
Źródło info i foto: o2.pl

Comments Brak komentarzy »

Policjanci zatrzymali na stoku w Szczyrku pijanego instruktora narciarskiego. Mężczyzna uczył 5-latka mając we krwi 3.6 prom. alkoholu – poinformowała w środę rzecznik bielskiej policji Elwira Jurasz.

“Mężczyzna odpowie prawdopodobnie za narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi za to do 3 lat więzienia” – powiedziała Jurasz. Z relacji świadków wynika, że instruktor uczył dziecko przez ponad dwie godziny; w czasie szkolenia wyrzucał do lasu puste butelki. Mały kursant jechał za nim. Dziwnym zachowaniem mężczyzny zainteresowali się narciarze; gdy jedna z narciarek zwróciła mu uwagę, zaczął uciekać.

“Kobieta przekazała dziecko pod opiekę matki. Powiadomiono policję. W pościg za instruktorem ruszył snowboardzista. Ujął mężczyznę i przekazał go w ręce wezwanego na miejsce policyjnego patrolu na nartach” – dodała rzecznik.

Instruktor podczas interwencji zachowywał się agresywnie i wulgarnie wobec stróżów prawa. Został zakuty w kajdanki. Trafił do izby wytrzeźwień.

30-latek dpowie za narażenie dziecka na niebezpieczeństwo, a także za naruszenie zapisów ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach oraz zorganizowanych terenach narciarskich, która zabrania jazdy na nartach i snowboardzie w stanie nietrzeźwości. Złamał też obowiązek zachowania trzeźwości w pracy.

W obecnym sezonie w garnizonie śląskim służbę na stokach pełni blisko 50 policjantów.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Na karę 25 lat więzienia został skazany w środę 40-letni Remigiusz L., który we wrześniu 2016 roku w podpoznańskim Luboniu zabił matkę swojej partnerki. Według oskarżenia mężczyzna miał przyjechać do domu 71-letniej matki swojej partnerki, skatować ją i ugodzić nożem, w wyniku czego kobieta zmarła. Następnie ukradł samochód ofiary i pojechał nim do swojej rodziny do Jastrowia (wielkopolskie). Tam, następnego dnia po dokonaniu zbrodni, został zatrzymany.

W trakcie procesu obrona utrzymywała, że Remigiusz L. przyszedł do domu ofiary, ale nie miał zamiaru jej zabić. Prokurator wniósł o karę dożywotniego pozbawienia wolności, podnosząc, że “oskarżony jest osobą zdemoralizowaną, a takie należy na stałe odizolować od społeczeństwa”.

“Kara wyjątkowa, o charakterze eliminacyjnym”

Poznański Sąd Okręgowy wymierzył w środę oskarżonemu karę 25 lat pozbawienia wolności za dokonanie tego brutalnego zabójstwa. Uznał go także winnym kierowania gróźb w stosunku do swojej byłej partnerki Agnieszki K., oraz kradzieży. Sędzia Joanna Rucińska uzasadniając wyrok podkreśliła, że 40-letni obecnie Remigiusz L. nie tylko dokonał zbrodni w okresie recydywy, ale i już wcześniej był agresywny. Jak podkreśliła, kara 25 lat pozbawienia wolności “jest karą wyjątkową i ma charakter eliminacyjny”.

Wyrok nie jest prawomocny. Po rozprawie zarówno obrona, jak i prokurator nie wykluczyli złożenia apelacji.

Przebieg zbrodni

Sędzia tłumaczyła, że w dniu dokonania zbrodni, Remigiusz najpierw groził swojej konkubinie, a później udał się do domu jej matki.

- Oskarżony chciał, aby pokrzywdzona pożyczyła mu swój samochód, którym jak mówił, zamierzał jechać do swojej rodziny zamieszkałej w Jastrowiu. Irena B. odmówiła mu i pomiędzy nią a Remigiuszem L. wywiązała się szarpanina; oskarżony dusił kobietę, uderzał ją rękami po głowie, a w końcu zadał cios nożem w brzuch – podkreśliła sędzia.

Jak mówiła, oskarżony miał nad swoją ofiarą znaczną przewagę fizyczną; zbrodnia dokonana została z zamiarem bezpośrednim, a działanie oskarżonego nacechowane było “okrucieństwem i nieustępliwością”. Sędzia wskazała jednak, że “Remigiusz L. nie planował długotrwale popełniania przestępstwa z art. 148 kk (zabójstwa – PAP), a do jego dokonania doszło na skutek przypadkowej – w gruncie rzeczy – kłótni z pokrzywdzoną i konfliktu z jej córką”.

Mocne słowa konkubiny

Córka zamordowanej kobiety i była konkubina Remigiusza L. powiedziała mediom w sądzie, że ze względu na brutalność zbrodni liczyła na wyrok dożywotniego pozbawienia wolności dla oskarżonego. – Tak naprawdę mamy nadzieję, że mama nie cierpiała długo – mówiła.

- Ja sama byłam przez niego pobita, okaleczona, ale tego, że dopuści się zabójstwa, nigdy bym się nie spodziewała. Szczególnie, że dopuści się zabójstwa mojej mamy, dlatego, że nie było między nimi żadnych konfliktów – dodała Agnieszka K. Kobieta zaznaczyła też, że nie tylko ona, ale i cała jej rodzina obawia się, że kiedy Remigiusz L. wyjdzie z więzienia, to pierwsze kroki skieruje właśnie do nich.

- Obojętnie, co się działo, co zrobił, jakie były okoliczności, on nigdy nie okazywał żadnej skruchy, zawsze szukał winnych. Bardzo się boimy, tym bardziej, że chciał mi też zabrać dziecko. Córka ma teraz 5 lat, i choć gdy Remigiusz wyjdzie z więzienia będzie kobietą, to będę się poważnie obawiać o jej bezpieczeństwo” – podkreśliła Agnieszka K.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

​Brutalnie pobicie na krakowskim Prokocimiu. We wtorek wieczorem grupa pseudokibiców zaatakowała 18-letniego chłopaka na ulicy Teligi. Stan nastolatka jest bardzo ciężki, ma obrażenia wielonarządowe i niemal stracił rękę. Wczoraj wieczorem grupa około 10 zamaskowanych osób urządziła na nastolatka zasadzkę. 18-latek zaczął uciekać. Gdy napastnicy byli blisko, nastolatek schował się za przechodzącą kobietą. Sprawcy odepchnęli ją i zaczęli zadawać mężczyźnie ciosy nożami, maczetami i siekierą.

Policja zatrzymała w tej sprawie cztery osoby – to trzech mężczyzn i kobieta. Funkcjonariusz wciąż poszukują reszty napastników. Karetkę wezwali przechodnie. 18-latek był reanimowany, nie wiadomo czy przeżyje. Jego stan jest krytyczny.

Jak dowiedział się nasz dziennikarz, to prawdopodobnie porachunki pseudokibiców. Zaatakowany to sympatyk jednego z krakowskich klubów piłkarskich. Był wcześnie notowany przez policję. Z kolei napastnicy mieli na sobie emblematy przeciwnej drużyny.

Problemem dla śledczych jest brak monitoringu – mimo zapowiedzi władz Krakowa na terenie tej jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Krakowa wciąż nie zainstalowano kamer.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Policjanci z referatu dw. z przestępczością gospodarczą komendy w Grójcu zabezpieczyli prawie 90 tysięcy sztuk papierosów, 10 kilogramów krajanki tytoniowej oraz prawie 13 litrów alkoholu pochodzącego z przemytu. Do sprawy zatrzymano dwóch mężczyzn (27 i 52 lata), którym grozi teraz do trzech lat więzienia oraz wysoka grzywna. Gdyby zarekwirowany towar trafił na rynek, to straty skarbu państwa wyniosłyby ponad 100 tys. zł.

Policjanci z referatu dw. z przestępczością gospodarczą KPP w Grójcu uzyskali informację, że na terenie powiatu grójeckiego, na dwóch posesjach, może być przechowywany nielegalny tytoń. Mundurowi sprawdzili posesje. Podczas przeszukania jednej z nich, u 27-letniego mężczyzny odnaleziono prawie 32 tysiące sztuk papierosów bez znaków polskiej akcyzy skarbowej. A u 52-latka znaleziono 54 tysiące sztuk papierosów różnych marek, 20 kilogramów krajanki tytoniowej oraz 13 litrów alkoholu etylowego pochodzącego z przemytu.

Funkcjonariusze osadzili obu mężczyzn w policyjnym areszcie. Dalsze postępowanie w sprawie będą prowadzić policjanci z grójeckiej KPP. Będą między innymi ustalać, gdzie trafiał alkohol oraz papierosy z przemytu. Zatrzymanym grozi kara do trzech lat więzienia oraz wysoka grzywna. Gdyby zarekwirowany towar trafił na rynek, to straty skarbu państwa wyniosłyby ponad 100 tys. zł.
Źródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

“Ten samochód dostaliśmy od bezdomnego. Przyjechał bezdomny i dał nam dwa samochody” – stwierdził przed kamerą o. Tadeusz Rydzyk. Słowom redemptorysty nie daje wiary Adam Szłapka, poseł i sekretarz Nowoczesnej. Parlamentarzysta chce, by sprawą zajęły się Centralne Biuro Antykorupcyjne i Urząd Skarbowy w Toruniu.

Redemptorysta Tadeusz Rydzyk pewnie chciałby cofnąć czas i nie chwalić się przed kamerą samochodami, które miał dostać od bezdomnego Stanisława z Warszawy. A całej historii nie pozwala przeminąć poseł Nowoczesnej Adam Szłapka.

- Znany przedsiębiorca, ojciec Tadeusz Rydzyk, będący właścicielem prywatnej telewizji, mający bardzo silnie powiązania z władzą, korzystający z dofinansowania z pieniędzy publicznych z konkretnych ministerstw, nagle ujawnia, że dostał z niewiadomego źródła dwa luksusowe samochody, i mówi, że dostał te samochody od bezdomnego, czyli nie ma żadnego uzasadnienia. Takie rzeczy tylko w “państwie PiS” – napisał Szłapka na swoim profilu na Facebooku.

Przypomnijmy: założyciel Radia Maryja ujawnił niedawno, skąd ma auta. Stwierdził, że bezdomny Stanisław z Warszawy miał ufundować samochody za pieniądze wygrane w lotto. Ofiarodawca zmarł.

- Musimy się dowiedzieć, kim był ten człowiek i czy rzeczywiście istniał. Czy został odprowadzony podatek od darowizny? – pyta poseł Szłapka. Parlamentarzysta poprosił już Centralne Biuro Antykorupcyjne i Urząd Skarbowy w Toruniu o zbadanie całej sprawy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Raptem kilka godzin mogli się cieszyć trzej mężczyźni z Kędzierzyna-Koźla udanym przemytem marihuany z Holandii do Polski. Zaparkowany w hermetyczne worki narkotyk ukryty był w specjalnych skrytkach materaca z „zakupionego po okazyjnej cenie” łóżka. Przemytnicy zostali złapani. Wiele wskazuje, że w ten sposób przemycali marihuanę i haszysz już wiele razy.

Dzięki informacjom operacyjnym funkcjonariusze opolskiego CBŚP ustalili, że w Kędzierzynie-Koźlu może działać niewielka grupa zajmująca się przemytem narkotyków z Holandii. Grupa miała przerzucać do Polski głównie marihuanę, która była potem sprzedawana w woj. opolskim i śląskim.

Przed kilkoma dniami policjanci ustalili, że trzech mężczyzn z rozpracowywanej przez nich grupy pojechało po towar. Postanowili poczekać, aż przemytnicy wrócą i złapać ich na gorącym uczynku. Śledzeni przestępcy bez kłopotów dowieźli marihuanę do swojego rodzinnego miasta.

Wyrośli jak spod ziemi

Nieświadomi, że zostali rozpracowani, przemytnicy wyszli na ulicę niosąc karton z kilkoma pakietami próżniowo zapakowanej marihuany. Nagle wokół nich zaroiło się od policjantów.

Zwolennicy łatwego zarobku przeżyli kolejny szok, gdy funkcjonariusze przeszukali ich tajną kryjówkę. Znaleziono kolejne paczki z marihuaną a także niewielkie ilości amfetaminy i haszyszu. Ponoć te ostatnie miały służyć na własny użytek przemytników. Nie można jednak wykluczyć, że były to tzw. próbki oferowane klientom zainteresowanych kupnem większej ilości danego narkotyku.

Łącznie zabezpieczono 2,5 kg marihuany. Śledczy są pewni, że zatrzymani mężczyźni przemycali narkotyki od dłuższego czasu. Możliwe, że tak skromny łup wynikał z faktu przetestowania nowego kanału przerzutowego. W Prokuraturze Okręgowej w Opolu podejrzanym przedstawiono zarzuty wewnątrzwspólnotowego nabycia znacznej ilości środków odurzających. Grozi im do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Legnicka prokuratura postawiła zarzut podwójnego zabójstwa 32-letniej Natalii W. Tydzień temu kobieta zadała śmiertelne ciosy nożem dwóm córkom, a następnie sama próbowała odebrać sobie życie.

- 32-letniej kobiecie prokurator przedstawił zarzut podwójnego zabójstwa – mówi Onetowi Lidia Tkaczyszyn, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy. Wiadomo, że Natalia W. przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. Ze względu na dobro śledztwo, prokuratura nie chce ujawniań, jakie było tłumaczenie 32-latki. Wyjaśnienia kobiety będą weryfikowane.

Decyzją sądu najbliższe trzy miesiące kobieta spędzi na obserwacji na szpitalnym oddziale psychiatrycznym. Za zabicie córek grozi jej dożywocie. Jeśli jednak 32-latka zostanie uznana za niepoczytalną, może uniknąć kary.

Przypomnijmy, do tragedii doszło tydzień temu w mieszkaniu przy ul. Cedrowej w Lubinie. Wiadomo, że policję wezwał zaniepokojony ojciec rodziny, który po powrocie z pracy, nie mógł dostać się do domu.

Gdy policjanci wyważyli drzwi, znaleźli w mieszkaniu zwłoki 13-miesięcznej Laury. Jej starsza siostra, 12-letnia Emilia w ciężkim stanie została przewieziona do szpitala. Niestety, lekarzom nie udało się uratować jej życia. Do szpitala w ciężkim stanie trafiła też matka dziewczynek.

Dzień po tragedii na specjalnej konferencji prasowej śledczy przyznali, że wszystko wskazuje na to, że to matka zadała śmiertelne ciosy dwóm córkom, a następnie sama próbowała popełnić samobójstwo. Prawdopodobnie przyczyną zachowania 32-letniej kobiety było załamanie psychiczne.

– Przyczyną zgonu 13-miesięcznej dziewczynki były zadane jej rany kłute i cięte. Podobne obrażenia miała starsza jej siostra – mówiła wówczas Lidia Tkaczyszyn. – Matka dziewczynek także miała na ciele rany kłute – dodała.

Z ustaleń śledczych wynika, że kobieta nie leczyła się wcześniej psychiatrycznie. Miała jednak skierowanie do poradni psychiatrycznej.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Ciało 35-latka znaleziono we wtorek w pobliżu jego domu w Sunland w Kalifornii. Sallingowi groziła kara siedmiu lat pozbawienia wolności za posiadanie zdjęć i filmów przedstawiających dzieci wykorzystywane seksualnie. Aktor przyznał się do winy. “Mark był troskliwą osobą, bardzo kreatywną. Robił wszystko, co mógł, żeby zadośćuczynić za swoje poważne błędy” – powiedział prawnik aktora, potwierdzając informację o jego śmierci.

Według amerykańskich mediów Salling odebrał sobie życie. Aktor został zatrzymany w 2015 r. po tym, jak pokazał swojej dziewczynie kilka zdjęć z dziecięcą pornografią. Kobieta zgłosiła ten fakt policji. Śledczy znaleźli ponad 50 tys. plików o takiej treści na jego komputerze i pendrive’ach.

Ostateczny wyrok w jego sprawie miał zapaść 7 marca tego roku. Na mocy ugody Salling uniknął kary 20 lat pozbawienia wolności. Miał trafić do więzienia na okres od 4 do 7 lat i figurować w rejestrze przestępców seksualnych. Mark Salling był aktorem i muzykiem najbardziej znanym z roli w musicalowym serialu telewizyjnym “Glee”. Wcielił się w nim w Noah “Puck” Puckermana. Wydał dwie płyty studyjne, grał na pianinie, gitarze i perksuji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »