Archiwum na February, 2018

Po godz. 18.00 na ul. Rynek w Brwinowie doszło do napadu. Dwóch nieznanych sprawców ukradło walizkę, w której były pieniądze. Informacje o zdarzeniu otrzymaliśmy na numer kontaktowy redakcji. – W Brwinowie doszło do napadu i kradzieży. Sprawcy są poszukiwani przez policje w całym powiecie – czytamy w nadesłanej wiadomości SMS.

Policja potwierdza doniesienia o napadzie. – Po godz. 18.00 na ul. Rynek w Brwinowie mężczyzna wysiadł ze swojego auta i wyciągał teczkę z samochodu. Podbiegło do niego dwóch nieznanych sprawców i doprowadziło poszkodowanego do stanu bezwładności, prawdopodobnie używając gazu. Napastnicy zabrali teczkę, w której znajdowały się pieniądze – mówi nam podkom. Karolina Kańka, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie.

Jak przekazała rzeczniczka pruszkowskiej komendy poszkodowany złożył już zawiadomienie o rozboju. Policjanci poszukują napastników. – Funkcjonariusze pracują w terenie i poszukują sprawców napadu – zaznacza podkom. Kańka.

Policjanci nie zdradzają jaka suma pieniędzy znajdowała się w skradzionej teczce.
Źródło info i foto: wiadomosci.wpr24.pl

Comments Brak komentarzy »

Mark Rawley, zastępca komisarza londyńskiej policji zaproponował, by osoby oskarżone o terroryzm traktować tak, jak pedofilów – i odbierać im ich dzieci – informuje serwis ibtimes.co.uk. Rawley uważa, że dzieci terrorystów, podobnie jak dzieci pedofilów, są narażone na wpływ “złego otoczenia” swoich rodziców – w związku z czym państwo powinno im zagwarantować ochronę przed takimi wpływami.

Przemawiając na spotkaniu zorganizowanym przez think-tank Policy Exchange Rawley stwierdził, że dla niego “rodzice, którzy chcą uprawiać seks z dziećmi są równie groźni dla swoich dzieci, jak rodzice, którzy uważają, że osoby wyznające ich wiarę lub ich przekonania powinny nienawidzić wszystkich innych i zabijać ich”.

Serwis International Business Times przypomina, że w listopadzie 2017 roku matka pięciorga dzieci została uznana za winną rozpowszechniania propagandy terrorystycznej w mediach społecznościowych, ale nie trafiła do więzienia, ponieważ sąd uznał, że musi mieć warunki do zajmowania się dziećmi.

40-letnia Farhana Ahmed umieszczała w sieci materiały propagandowe Daesh. Kobieta otwarcie cieszyła się z zamachów terrorystycznych, do których doszło w Paryżu w listopadzie 2015 roku i udostępniała materiały pokazujące jak zadawać rany kłute w czasie ataku terrorystycznego.

W 2015 roku kobieta zamieściła w sieci łącznie 19 wpisów, które “bezpośrednio lub pośrednio zachęcały do dokonywania zamachów terrorystycznych w Wielkiej Brytanii lub poza jej granicami” – wynikało z aktu oskarżenia.

Sędzia zdecydował się jednak na wymierzenie kobiecie kary dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu ze względu na fakt, że jest ona matką pięciorga dzieci w wieku od 6 do 16 lat. Zdaniem sędziego fakt iż kobieta w oczekiwaniu na proces przebywała w areszcie odbił się negatywnie na jej dzieciach dlatego uznał on, iż należy umożliwić jej jak najszybszy powrót do rodziny.

Zdaniem Rawleya brytyjskie państwo musi zacząć radzić sobie z takimi rodzicami, którzy stwarzają dla dzieci podobne zagrożenie jak rodzice-pedofile.
Źródło info i foto: rp.pl

Comments Brak komentarzy »

Duńska i brytyjska prasa donosi, że członkowie rodziny prezydenta Rosji Władimira Putina oraz Federalnej Służby Bezpieczeństwa rzekomo wykorzystywali estońską filię duńskiego Danske Bank do prania pieniędzy, o czym zarząd banku wiedział z raportu sygnalistów.

Dostęp do wewnętrznego raportu sygnalistów uzyskał duński dziennik “Berlingske”. Gazeta podaje, że po ostrzeżeniach o możliwym wykorzystaniu estońskiej filii banku do nielegalnej działalności w 2013 roku Danske Bank zamknął 20 kont należących do rosyjskich klientów.

Ta sama filia Danske Bank znalazła się we wrześniu 2017 roku w centrum tajnej operacji lobbingowej, w ramach której około 2,9 mld USD w większości pochodzących z Azerbejdżanu przepuszczono przez nieprzejrzyste spółki brytyjskie – przypomina “Guardian”, z którym “Berlingske” podzielił się raportem.

Brytyjski dziennik pisze, że ostatnie rewelacje dotyczą “innej grupy firm, w większości zarejestrowanych w Londynie”, a jedna z nich – Lantana Trade LLP – twierdziła fałszywie, że jej działalność jest uśpiona, podczas gdy faktycznie obracała milionami euro dziennie.

Raport sporządzony przez sygnalistów wskazuje też, że ostatecznymi właścicielami Lantany okazali się Rosjanie; Danske Bank nie był w stanie ustalić ich tożsamości, ale “rzekomo odkryto, że byli wśród nich członkowie rodziny Putina oraz FSB”.

Informacje przekazano estońskiemu wywiadowi finansowemu i zarządowi Danske Bank, ale ten ostatni rozpoczął właściwe dochodzenie dopiero w 2017 roku, nie informując przy tym Wielkiej Brytanii czy brytyjskiego urzędu rejestracji firm (Companies House) – pisze “Guardian”.

W oświadczeniu dla AP Danske Bank poinformował, że przeprowadził “dokładne dochodzenie, by dotrzeć do sedna ówczesnych wydarzeń w naszym estońskim oddziale”, a “dopóki dochodzenie nie zostanie ukończone”, nie udzieli żadnego komentarza. Bank nie jest też w stanie udzielić informacji o konkretnych klientach, ale “cały portfel, którego dotyczy sprawa, został zlikwidowany”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura chce warunkowo umorzyć postępowanie w sprawie wypadku samochodowego Beaty Szydło – dowiedzieli się nieoficjalnie reporterzy śledczy RMF FM. Z naszych ustaleń wynika, że śledztwo zostało już zakończone i planowany jest wniosek do sądu dotyczący umorzenia sprawy wobec 21-letniego Sebastiana K., który – zdaniem śledczych – spowodował ten groźny wypadek. Te informacje przynoszą Krzysztof Zasada i Marek Balawajder.

Powodem tej decyzji jest to, że młody mieszkaniec Oświęcimia nie był dotąd karany, miał dobrą opinię, a także – jak usłyszeliśmy – współpracował z w zakończonym postępowaniu ze śledczymi. Z naszych ustaleń wynika, że prokuratorzy zwrócą się do sądu o umorzenie śledztwa, proponując maksymalnie 2-letnią próbę dla Sebastiana K. Nie zapadła jeszcze decyzja, o wysokości nawiązki, którą miałby wpłacić na konto fundacji wspierającej ofiary wypadków, ale ta kwota ma być niewielka.

Według prokuratury za wypadek odpowiada Sebastian K., który doprowadził do zderzenia, nie zachowując należytej ostrożności na drodze. Kolumna – jak twierdzą śledczy – jechała z prędkością 58 km/h. Miała włączone sygnały świetlne, natomiast nie ma jednoznacznych ustaleń, czy działały sygnały dźwiękowe. Prokuratura nie zdobyła innych dowodów w tej sprawie niż zeznania świadków, a te są rozbieżne. Uznano jednak, że nie ma to znaczenia dla odpowiedzialności młodego kierowcy za wypadek.

Biegli zrekonstruowali przebieg wypadku w Oświęcimiu
Do wypadku pani premier doszło 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu. Po zderzeniu samochodu, którym podróżowała Beata Szydło, z fiatem, a potem z drzewem, ranna została szefowa rządu oraz dwaj funkcjonariusze BOR.

Biegli zrekonstruowali przebieg wypadku z udziałem limuzyny Beaty Szydło

Przypomnijmy, w połowie stycznia reporterzy śledczy RMF FM ujawnili opinię biegłych, którzy zrekonstruowali zeszłoroczny wypadek ówczesnej premier Beaty Szydło. Według nich niezachowanie należytej ostrożności przez młodego kierowcę Fiata Seicento było przyczyną wypadku z udziałem samochodu BOR-u.

Z ustaleń biegłych wynika, że kierowca fiata na widok uprzywilejowanego samochodu zjechał do prawego krawężnika i zatrzymał się. Gdy ten samochód go minął, włączył się do ruchu i wtedy uderzyła w niego limuzyna Beaty Szydło.

Przy tym manewrze wymagane jest upewnienie się, czy droga jest wolna i nie ma znaczenia, czy nadjeżdżający pojazd jest uprzywilejowany. To zdaniem biegłych wynika wprost z przepisów o ruchu drogowym.

Limuzyna jechała mniej więcej 55 kilometrów na godzinę. Jej kierowca zaczął hamowanie, trafił na studzienkę w jezdni – co utrudniło manewr.

Biegli wyliczyli, że funkcjonariusz na reakcję miał sekundę.

Po uderzeniu w fiata, wjechał w drzewo z prędkością 30 kilometrów na godzinę.

Główne ustalenia udało się wykonać na podstawie zapisu monitoringu. W rządowej limuzynie – ze względów bezpieczeństwa – lokalizator GPS by wyłączony.

Opinia biegłych, którzy zrekonstruowali lutowy wypadek premier Beaty Szydło budzi szereg wątpliwości – mówił Władysław Pociej, adwokat Sebastiana K. Mecenas Pociej kończy zapoznawać się ze szczegółami rekonstrukcji. Nie chce komentować konkretów, jedynie powiedział, że w najbliższych dniach podejmie decyzję, co dalej. Jak dodał Władysław Pociej, szczegółowa analiza wciąż nasuwa wiele pytań.

Będą oczywiście wymagały wyjaśnienia. Pytanie, czy nastąpi to na etapie postępowania przygotowawczego, czy będę to rozbił dopiero w postępowaniu przed sądem – oświadczył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Policjanci CBŚP, pod nadzorem Prokuratury Krajowej ustalili, że podejrzani mogli zarobić na sprzedaży narkotyków co najmniej 2,5 miliona złotych. Dotychczas w sprawie zatrzymano, a następnie aresztowano 12 osób. Podczas działań policjanci CBŚP z Lublina zlikwidowali plantację konopi, zabezpieczyli 30 litrów płynnej amfetaminy oraz 4 kilogramy marihuany. Nielegalna substancja trafiła do Polski z Holandii w specjalnej skrytce samochodowej. Śledztwo jest nadal rozwojowe.

Policjanci z Zarządu w Lublinie Centralnego Biura Śledczego Policji prowadzą śledztwo dotyczące rozbicia zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie zajmowali się przemytem znacznych ilości substancji psychotropowych, wytwarzaniem amfetaminy oraz udziałem w obrocie znacznymi ilościami amfetaminy, kokainy, tabletek ekstazy, MDMA oraz uprawą marihuany. Według ustaleń śledczych grupa działała od 2016 roku na terenie województw: dolnośląskiego, podkarpackiego i małopolskiego, a nawet poza granicami kraju tj.: w Holandii, Niemczech i Słowacji.

Pierwszą realizację mającą na celu rozbicie grupy policjanci CBŚP przeprowadzili w czerwcu 2017 roku, kiedy to zatrzymano dwóch jej członków. Wówczas funkcjonariusze odkryli specjalnie zamontowaną skrytkę w samochodzie, która była ukryta w zbiorniku paliwa. Jak się okazało podejrzani przewozili w niej 30 litrów płynnej amfetaminy z Holandii do Polski.

Kolejne działania doprowadziły do zlikwidowania nielegalnej uprawy konopi indyjskich oraz zatrzymania prowadzących ją czterech osób. W trakcie tej realizacji zabezpieczono specjalistyczny sprzęt do uprawy konopi oraz 4 kilogramy gotowego narkotyku.

W trakcie następnych realizacji policjanci CBŚP z Lublina zatrzymali kolejnych sześciu mężczyzn, którzy są podejrzani o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wprowadzenie do obrotu znacznych ilości narkotyków.

Łącznie w sprawie policjanci zabezpieczyli 30 litrów oleju amfetaminowego i 4 kilogramy marihuany. W trakcie śledztwa zatrzymano 12 osób wobec, których sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Grozi im odpowiedzialność za udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przemyt, produkcję i wprowadzenie do obrotu znacznych ilości narkotyków.

Z ustaleń śledczych wynika, że członkowie grupy wprowadzili do obrotu narkotyki w ilości nie mniejszej niż 120 litrów substancji, z którego można było wyprodukować 360 kilogramów amfetaminy oraz wprowadzili na rynek 9 kilogramów kokainy, kilogram MDMA i kilogram marihuany. Ze sprzedaży takiej ilości środków mogli uzyskać co najmniej 2,5 mln złotych.

Śledztwo jest prowadzone pod nadzorem Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Sprawa jest rozwojowa i policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Młoda studentka z Wielkiej Brytanii padła ofiarą dwóch mężczyzn. Napastnicy mieli na nią napaść, brutalnie pobić i zamknąć w jednym z pokojów baru. Wszystko działo się na zorganizowanej przez uczelnię wycieczce. Tragedia wydarzyła się w centrum Berlina. 18-letnia Brytyjka z niewyjaśnionych dotąd powodów została sama w barze z sziszą, w którym wcześniej przebywała ze znajomymi. Zgwałcono ją w okolicach Placu Poczdamskiego – jednego z największych i najruchliwszych placów w centralnym Berlinie.

Wszyscy jesteśmy w szoku. Mamy nadzieję, że niemiecka policja złapie te bestie – skomentował anonimowo jeden z uczestników wycieczki w rozmowie z “The Sun”.

Ciężko pobita nastolatka trafiła na dwa dni do szpitala. Dopiero po tym czasie do Berlina przylecieli jej rodzice i zabrali ofiarę do domu. O sprawie poinformowali też brytyjską i niemiecką policję. Śledczy z Berlina nie chcą komentować zajścia. Na wycieczce było ponad 100 studentów. Nie jest jasne, czy nocna wycieczka po mieście była nadzorowana przez opiekunów. Śledczy z Wielkiej Brytanii mają wyjaśnić, dlaczego studentka została w barze sama.
Źródło info i foto: o2.pl

Comments Brak komentarzy »

W sprawie przemytu kilkuset kilogramów kokainy, znalezionej na terenie ambasady Rosji w Argentynie, pojawił się wątek samolotu, którego numery są zbieżne z rosyjskim samolotem rządowym Ił-96 – podał we wtorek dziennik “RBK”. Narkotyki miały trafić do Moskwy.

Numer samolotu – 96023 – widoczny na fotografiach opublikowanych przez żandarmerię argentyńską (Rosja kwestionuje ich autentyczność) jest zbieżny z numerem Iła-96, należącego do służb obsługujących podróże najważniejszych przedstawicieli władz Rosji – podała rosyjska gazeta. Maszyna o numerze 96023 wykonała swój pierwszy lot w sierpniu 2016 roku.

“Bagaż dyplomatyczny”

Powołując się na stronę internetową russianplanes, “RBK” podał, że 6 grudnia zeszłego roku samolot ten znajdował się na lotnisku w Buenos Aires, a 7 grudnia – w Republice Zielonego Przylądka, skąd odleciał do Moskwy. Po tych informacjach dziennika portal russianplanes przestał we wtorek działać. Przejściowo pojawiła się na nim informacja, że został zlikwidowany. Brytyjska gazeta “Daily Telegraph” podawała wcześniej, że kokaina trafiła do Rosji na pokładzie samolotu sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Nikołaja Patruszewa, który przebywał w Buenos Aires z roboczą wizytą. Źródła w Radzie dementowały te doniesienia. 22 lutego na konferencji prasowej w Buenos Aires minister bezpieczeństwa Argentyny Patricia Bullrich powiedziała, że w grudniu 2017 roku kokaina miała była nadana “jako bagaż dyplomatyczny rosyjskim samolotem rządowym”.

Organizator przemytu poszukiwany przez Interpol

O odkryciu kanału przemytu narkotyków, które miały trafić z Argentyny do Europy i pojawiły się na terenie ambasady Rosji w Argentynie poinformowano w zeszłym tygodniu. Strona argentyńska przekazała, że przechwycono 385 kg kokainy. Natomiast rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) podała niższą liczbę – 362 kg. Jak powiadomiła Patricia Bullrich, w grudniu 2016 roku kokainę odkryto w 12 walizkach, które były schowane na terenie szkoły przy ambasadzie Rosji w Buenos Aires. Ambasador poinformował władze o tym znalezisku, co dało początek trwającej 14 miesięcy wspólnej operacji argentyńskich i rosyjskich śledczych. Aby prześledzić kanał przemytu, śledczy zastąpili kokainę zwykłą mąką i zainstalowali w walizkach nadajniki GPS. MSZ Rosji podało, że walizki należały do pracownika personelu technicznego ambasady. Media rosyjskie twierdzą, iż nosił on nazwisko Abjanow.

Po przybyciu bagażu do Moskwy zatrzymano trzech mężczyzn, w Argentynie tamtejsze służby zatrzymały dwóch innych domniemanych członków szajki przemycającej narkotyki – obywateli argentyńskich. Organizator przemytu jest poszukiwany przez Interpol. Według mediów ukrywa się w Niemczech.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

11 żołnierzy piechoty morskiej trafiło na obserwację medyczną, po tym jak otwarto kopertę z nieznaną substancją. Przesyłka trafiła do bazy wojskowej Fort Myer niedaleko Pentagonu w stanie Wirginia na wschodzie USA. Przesyłka dotarła do bazy wojskowej Fort Myer we wtorek – podała stacja ABC News.

Lokalne jednostki straży pożarnej zajmujące się zagrożeniami związanymi z niebezpiecznymi substancjami pojawiły się w bazie w ciągu kilku minut od otwarcia koperty.

FBI oraz kryminalne jednostki śledcze sił morskich również zostały wezwane na miejsce zdarzenia. Trzech żołnierzy z niezagrażającymi życiu obrażeniami przetransportowano do szpitala. Pozostałych ośmiu odczuwa swędzenie i podrażnienie nosa i jest poddawanych dalszym badaniom.

Po otwarciu koperty zawierającej podejrzaną substancję personel natychmiast ewakuował budynek. Przesyłka została zabrana przez FBI do laboratoriów w bazie Quantico i tam zostanie przebadana. Wszczęto w tej sprawie śledztwo.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Jared Kushner, bliski doradca prezydenta Donalda Trumpa oraz mąż Ivanki Trump, stracił dostęp do “ściśle tajnych” dokumentów – poinformowały we wtorek amerykańskie media. Kushner zachował jeszcze uprawnienia do dostępu i korzystania z “tajnych” dokumentów.

Według mediów klasyfikacja certyfikatu bezpieczeństwa Jareda Kushnera została obniżona z poziomu “ściśle tajnego” (Top Secret/SCI) do “tajnego” (Secret), co oznacza, że stracił on dostęp do ściśle tajnych dokumentów.

Kushner był jednym z wielu pracowników Białego Domu pracujących na podstawie tymczasowych certyfikatów bezpieczeństwa. Według stacji CNN i portalu Politico osoby te miały otrzymać w ubiegły piątek memo informujące ich, że posiadane aktualnie dostępy do informacji niejawnych zostaną ograniczone. Ruch ten pozbawił te osoby dostępu do danych zaklasyfikowanych jako wyselekcjonowane informacje wrażliwe – SCI (sensitive compartmentalized information).

“Pan Kushner zrobił więcej niż od niego wymagano”

Rzecznik prasowy zięcia prezydenta nie potwierdził informacji dotyczących zmiany klasyfikacji jego certyfikatu bezpieczeństwa, ale potwierdził wprowadzenie przez szefa kancelarii Białego Domu Johna Kelly’ego “nowych zasad” ich przydzielania. Według rzecznika regulacje te nie będą miały wpływu na “możliwość kontynuowania wykonywania przez niego bardzo ważnej pracy, którą powierzył mu prezydent”.

- Jeśli chodzi o jego certyfikat bezpieczeństwa, to pan Kushner zrobił w tym procesie więcej niż od niego wymagano. Osoby zaangażowane w ten proces ponownie potwierdziły, że dostępy wielu osób posiadających certyfikaty tego samego stopnia zostały opóźnione i normalne jest, że ich przegląd zabiera sporo czasu nowej administracji rządzącej, a zaległości w ich wydawaniu są aktualnie rozpatrywane. Nie zgłoszono żadnych uwag do aplikacji pana Kushnera – oświadczył rzecznik.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Zmasowane uderzenie służb w tzw. dziuple samochodowe. Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z policjantami z Niemiec weszli do magazynów i warsztatów w różnych częściach Gorzowa Wielkopolskiego. Akcja cały czas trwa. Policja od kilku godzin wywozi samochody oraz części samochodowe.

Około południa polscy i niemieccy policjanci pojawili się na terenie warsztatu przy ul. Waryńskiego. W tym samym czasie inna grupa mundurowych zjawiła się na terenie dużego warsztatów przy ul. Ryskiej oraz przy ul. Marcinkowskiego. Po południu, pod hale po jednostce wojskowej przy ul. Myśliborskiej podjechały nieoznakowane policyjne furgonetki, z których wysiedli policjanci w kominiarkach. Pojawiły się również niemieckie oznakowane radiowozy i umundurowani policjanci. Bardzo szybko weszli na teren powojskowych hal – miejsca, w którym działają rożne firmy; głównie warsztaty samochodowe. Po pewnym czasie wjechały tam lawety. Wszystko było częścią większej akcji.

- Swoje działania prowadzą funkcjonariusze CBŚP – mówił sierżant sztabowy Maciej Kimet z zespołu prasowego lubuskiej policji. Akcja objęta jest tajemnicą, ale udało nam się ustalić, że na terenie Gorzowa pracuje kilkudziesięciu policjantów. Uderzyli oni jednocześnie w kilka dziupli samochodowych. Akcja została tak skoordynowana, by zachować element zaskoczenia.

Od kilku godzin zabezpieczane są części z setek samochodów. Policja nakazała również zabezpieczyć kilkadziesiąt pojazdów. Pod budynki co chwilę podjeżdżają kolejne lawety pomocy drogowych. Części i auta są wywożone, a następnie trafiają na policyjny parking. Z nieoficjalnych informacji wynika, że podczas akcji zatrzymano przynajmniej kilka osób; cześć z nich na terenie warsztatów. Akcja wciąż trwa i może potrwać jeszcze kilka godzin.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »