Kusili ludzi ofertami pracy w Szwecji. Trzy osoby z Pomorza z zarzutami handlu ludźmi

Mężczyzna i dwie kobiety z Pomorza z zarzutami w sprawie handlu ludźmi i prania brudnych pieniędzy. Chodzi o co najmniej 4,5 mln złotych i nawet pół tysiąca pracowników, którzy zmuszani byli do niewolniczej pracy.

Zatrzymany w tej sprawie mężczyzna od 2016 roku werbować miał do pracy w Szwecji i Polsce obywateli Gruzji, Mołdawii, Ukrainy i Białorusi. Ogłoszenie umieszczane były na polskich oraz ukraińskich serwisach, dotyczyły głównie branży budowlanej.

Po sprowadzeniu do Polski zwerbowane osoby były kierowane do prac budowlanych. Części z nich zabierano paszporty. Zarówno na terenie Polski, jak i Szwecji nie miały zapewnionych godnych warunków zamieszkania. Pracowały bez formalnych warunków zatrudnienia. Wynagrodzenie nie było wypłacane, a jeżeli było to w kwotach nie wystarczających na zaspokojenie potrzeb życiowych. Pracownikom potrącano za mieszkanie, rzekome ubezpieczenie, odzież roboczą. W celu zmuszenia do wykonywania poleceń, stosowano groźby kar finansowych, wydaleniem z kraju, a w razie ucieczki, odnalezieniem ich oraz ich rodzin – informuje Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która nadzorowała śledztwo prowadzone w tej sprawie przez Morski Oddział Straży Granicznej.

To właśnie pogranicznicy w październiku ubiegłego roku wpadli na trop tej grupy. W firmie należącej do zatrzymanego mężczyzny, działającej w okolicy Wejherowa, prowadzili wtedy kontrolę związaną z zatrudnianiem cudzoziemców.

Z pracownikami nie podpisywano umów lub sporządzano je w języku dla nich niezrozumiałym, zabierano im paszporty, umowy, oświadczenia o pracy. Gdy upominali się o zapłatę, grożono im deportacją lub fałszywie oskarżano o kradzież, wysyłając zawiadomienia do organów ścigania. Z ustaleń śledczych wynika, że 42-latek organizował obowiązkowe odprawy pracownicze, na których zastraszał pracowników, poniżał ich, ubliżał, a nawet bił. Często wykorzystywał też krytyczne położenie przyjezdnych, którzy nie mieli już własnych środków do życia i musieli polegać wyłącznie na wynagrodzeniu, jakie miała wypłacać firma 42-latka. Wstępnie szacuje się, że sprawcy mogli wykorzystać do pracy przymusowej przeszło 540 osób – opisuje proceder Andrzej Juźwiak, rzecznik prasowy Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku.

Pieniądze za pracę wykorzystywanych ludzi zatrzymany mężczyzna dostawał od wielu firm. W trakcie śledztwa ustalono, że były one przelewane na konta dwóch kobiet, a potem wielokrotnie transferowane między różnymi rachunkami. Według prokuratury w ten sposób wyprano co najmniej 4,5 miliona złotych.

Mężczyźnie prokurator zarzucił popełnienie przestępstwa handlu ludźmi. Przestępstwo to jest zbrodnią, zagrożoną karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata. Zatrzymanym kobietom prokurator zarzucił popełnienie przestępstwa prania brudnych pieniędzy. To przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności od roku do lat 10. Wobec kobiet prokurator zastosował środki wolnościowe w postaci poręczenia majątkowego w kwotach 200000 oraz 100000 złotych, dozoru policji połączonego z zakazem kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zakazem opuszczania kraju – mówi Grażyna Wawryniuk. Śledczy w tej sprawie chcieli także tymczasowego aresztowania mężczyzny podejrzanego o handlu ludźmi. Sąd zgodził się na takie rozwiązanie i na trzy miesiące aresztował 42-latka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

CBA: 80 zarzutów dla pracownicy ratusza w Inowrocławiu

CBA prowadzi śledztwo dotyczące wyłudzania pieniędzy z Urzędu Miasta Inowrocław na podstawie fikcyjnych faktur.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w proceder trwający w latach 2015-2017, byli zaangażowani pracownicy Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej urzędu i prywatni przedsiębiorcy. Śledztwo jest prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe. Cała sprawa rozpoczęła się równo rok temu, 11 października 2017 r. kontrolą, a w jej efekcie zawiadomieniem CBA do prokuratury i zabezpieczeniem dowodów

Teraz zarzuty usłyszała była naczelnik Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia – Agnieszka Ch. Urzędniczka pełniła także funkcję rzecznika prasowego Prezydenta Miasta Inowrocławia. Przedstawiono jej 80 zarzutów związanych z wyłudzeniem pieniędzy na łączną kwotę 253 tys. złotych.

Jak wskazują ustalenia bydgoskich agentów CBA, w tym procederze w celu ukrycia wyłudzenia posługiwano się fałszywymi fakturami, którymi tuszowano zabór mienia. Poświadczające nieprawdę faktury opisywano jako prawdziwe, potwierdzając wykonanie fikcyjnych prac, celem wypłaty pieniędzy za rzekomo wykonane usługi lub celem przedłożenia w kasie urzędu, aby rozliczyć wcześniej pobraną i wyłudzoną zaliczkę gotówkową.

Początkowo w celu zagarnięcia mienia posługiwano się fałszywymi fakturami, a w miarę upływu czasu wchodzono w porozumienie z przedsiębiorcami z Inowrocławia i okolic, którzy za udział w nielegalnych zyskach godzili się wystawiać fikcyjne faktury i rachunki za niewykonane usługi i dostawy na rzecz Urzędu Miasta Inowrocławia. W proceder byli zaangażowani przedsiębiorcy z różnych branż: hotelarka, która miała dostarczać catering na imprezy na wydarzenia kulturalne; fryzjerka, która fikcyjnie roznosiła ulotki, czy elektryk na niby naprawiający instalacje.

W sumie w śledztwie 16 osobom – 4 urzędnikom i 12 przedsiębiorcom – przedstawiono 187 zarzutów oszustwa i posługiwania się fałszywymi lub poświadczającymi nieprawdę fakturami, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.

Śledztwo nadal jest w toku, niewykluczone poszerzenie listy zarzutów. Kolejne osoby mogą uzyskać status podejrzanego. Badane są nowe wątki związane z ewentualnym przywłaszczeniem przez urzędników składników majątkowych inowrocławskiego ratusza, takich jak sprzęt biurowy, czy nagród rzeczowych, które powinny trafić do młodych mieszkańców Inowrocławia.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Ogromna akcja niemieckiej policji przeciw przemytnikom ludzi

Cztery zatrzymania i 47 przeszukanych mieszkań – to bilans policyjnej akcji przeprowadzonej we wtorek w Berlinie i dwóch innych krajach związkowych Niemiec, wymierzonej w szajkę przemytników ludzi – poinformowała rzeczniczka policji. Zatrzymanym zarzuca się, że brali udział w zaaranżowaniu co najmniej około 200 fikcyjnych małżeństw. Niemieckie służby śledztwo w tej sprawie prowadzą od października 2017 r. We wtorkowej operacji udział wzięło ponad 570 policjantów. Przeszukano mieszkania w Berlinie oraz w Brandenburgii na wschodzie kraju i w Nadrenii Północnej-Westfalii na zachodzie.

„Liczymy na to, że dzięki przeszukaniom uda nam się zabezpieczyć rozległy materiał dowodowy” – podkreśliła rzeczniczka policji.
Źródło info i foto: interia.pl

Wielkopolska: Nastolatkowie wywieźli kolegę go do lasu i kazali kopać grób

Dawid D. i Patryk T. mieli wywieźć do lasu, grozić bronią, a następnie zmuszać do kopania własnego grobu 17-letniego Mikołaja. Na wniosek prokuratury, Sąd Rejonowy w Wągrowcu (woj. wielkopolskie) aresztował podejrzanych.

Nadzór nad śledztwem w sprawie przeciwko Dawidowi D. oraz Patrykowi T. objęła Prokuratura Rejonowa w Wągrowcu.

Według ustaleń śledczych, „późnym wieczorem 30 października 2018 roku do Mikołaja D., 17-letniego mieszkańca miejscowości Łęgowo, przyjechał jego znajomy, 19-letni Dawid D. Zawiózł go w ustronne miejsce na teren pobliskiej budowy. Po chwili doszedł do nich 19-letni Patryk T., który wycelował do pokrzywdzonego z przedmiotu przypominającego broń i zaczął mu grozić pozbawieniem życia”.

– Następnie kazał pokrzywdzonemu, by ten kopał sobie grób. Po chwili odłożył broń i przyłożył do czoła Mikołaja D. nóż, cały czas wypowiadając groźby. W tym czasie Dawid D. przeglądał telefon pokrzywdzonego. W momencie, gdy Patryk T. odepchnął Mikołaja D., temu udało się uciec. Pokrzywdzony powiadomił policję, która zatrzymała obu podejrzanych – poinformowała we wtorek Prokuratura Krajowa.

Zatrzymanym Dawidowi D. i Patrykowi T. prokuratura w Wągrowcu przedstawiła zarzuty „pozbawienia wolności małoletniego pokrzywdzonego, gróźb karalnych i zmuszania go do określonego zachowania”. Za czyny zarzucane podejrzanym grozi do pięciu lat więzienia.

– Z uwagi na konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Sąd Rejonowy w Wągrowcu w pełni podzielił argumentację prokuratora i zastosował wobec obu podejrzanych areszt tymczasowy na okres 3 miesięcy – podała PK.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

75-letni pedofil molestował 6-letnią córkę znajomych. Twierdzi, że dziecko go uwiodło

75-letni pedofil molestował córeczkę znajomych. Całą winą obarczył dziecko i uważa, że jest „dobrym chrześcijaninem”.

Pedofil molestował córkę znajomych

75-latek pochodzący z południowej Afryki – Cornelus Bezuidenhout – molestował 6-letnią córkę znajomych. Mężczyzna nie widzi swojej winy tłumacząc, że jest przykładnym chrześcijaninem, a dziecko świadomie go uwiodło. Należy podkreślić, iż Bezuidenhout również jest ojcem pięciorga dzieci. Fakt ten nie powstrzymał go jednak przed notorycznym molestowaniem córki nowych znajomych, którą się opiekował.

Okoliczności przestępstwa

Do zdarzenia doszło w Melbourne, w Australii, gdzie obecnie mieszka Cornelus. Mężczyzna zajmował się wówczas 6-letnią córeczką nowopoznanych znajomych. Podczas nieświadomości rodziców wielokrotnie molestował dziewczynkę po odebraniu z przedszkola, podczas wspólnych wycieczek do parku i zabaw lalkami. Sytuacja wyszła na jaw dopiero, gdy przerażone dziecko zaczęło błagać rodziców, by zabronili 75-latkowi zbliżać się do ich domu. Z początku próbowała wyjaśnić, iż opiekun „nie jest tak miły, jak się wydaje”. Dopiero później przyznała, że Cornelus Bezuidenhout dotykał ją w niewłaściwy sposób.

Pedofil nie widział swojej winy

75-latek z początku nie przyznawał się do winy. Dopiero z czasem potwierdził, że dopuścił się napaści seksualnej na dziecku w wieku poniżej 16 lat. Pedofil próbował przekonywać policjantów, że jest „dobry chrześcijaninem”, całe zdarzenie były zabawą, a dziewczynka „dobrze wiedziała, co robi”. Według informacji podanych przez „Daily Mail” mężczyzna został skazany na 22 miesiące więzienia. O warunkowe zwolnienie może się ubiegać po 10 miesiącach, jednak wcześniej (za ok 7 miesięcy) ma zostać deportowany do RPA. Żona Bezuidenhouta złożyła już papiery rozwodowe.
Źródło info i foto: wp.pl

Arizona: 11-latek zastrzelił swoją babcię. Następnie popełnił samobójstwo

Jedenastoletni chłopak w USA zabił swoją babcię, a następnie siebie samego. Przed tragedią dziadkowie kilkakrotnie nakazywali chłopcu, by zrobił porządek w swoim pokoju – jak donoszą amerykańskie media, powołując się na biuro szeryfa w miasteczku Litchfield Park w Arizonie.

Do tragedii doszło w sobotę po południu. Chłopak mieszkał u swoich dziadków. Do oglądających telewizję dziadków przyszedł wnuczek, który od tyłu strzelił 65-letniej babci w głowę. Strzał padł z broni dziadka. Ten poderwał się, by złapać chłopca, ale po chwili zajął się żoną i wezwał policję. W tym czasie chłopiec popełnił samobójstwo.

Wstępne dochodzenie wykazało, że przed tym incydentem nic nie wskazywało na to, żeby chłopiec chciał sobie czy komuś innemu wyrządzić krzywdę. Policja prowadzi śledztwo.

W ubiegły weekend głośną sprawą w USA było zabójstwo z rąk 15-letniego sprawcy w miasteczku DeBary na Florydzie. Jak poinformowała policja, chłopak udusił swoją śpiąca matkę. Następnie zakopał jej zwłoki w pobliżu kościoła, by zatuszować zbrodnię. Prawdopodobnym motywem zabójstwa była kłótnia z matką o jego złe wyniki w szkole.
Źródło info i foto: onet.pl

Mąż uderzył żonę na oczach sąsiada. Agresywny mąż dostał cios nożem w bark. Nie przeżył.

Mąż uderzył żonę na oczach sąsiada. A ten chciał jasno dać do zrozumienia, że przemoc mu nie odpowiada. Pomiędzy mężczyznami doszło do sprzeczki, a potem agresywny mąż dostał cios nożem w bark. Nie przeżył. Podejrzanemu 27-latkowi grozi dożywocie. Prokuratura ustaliła, że w minioną sobotę do jego mieszkania przyszła sąsiadka.

– Chciała oddać ładowarkę do telefonu. Gdy wychodziła, na korytarzu podszedł do niej mąż i bez powodu uderzył ją ręką w głowę – mówi Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

27-latek zwrócił uwagę agresywnemu sąsiadowi.

– Między mężczyznami doszło do wymiany zdań. W trakcie sprzeczki młodszy z mężczyzn niespodziewanie ugodził drugiego nożem w okolicę barkową po lewej stronie – informuje prokurator Kopania.

Dożywocie

Raniony sąsiad silnie krwawił. Próbował wrócić do domu, ale po zrobieniu kilku kroków upadł. W tym czasie 27-letni sąsiad wrzucił nóż do zlewozmywaka.

– Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe. Niestety, mimo podjętej reanimacji, 49-latka nie udało się uratować – mówi Kopania.

Oględziny zwłok wykazały, że ostrze noża spowodowało krwotok, który skończył się gwałtowną śmiercią. Okazało się, że nożownik był pijany.

– Podczas przesłuchania nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale potwierdził fakt ugodzenia nożem 49-latka. Wyjaśnił, że nie chciał go zabić, był to – jego zdaniem – odruch spowodowany nadmiernym spożyciem alkoholu – mówi Kopania.

Prokuratura wystąpiła o tymczasowe aresztowanie 27-latka.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nieznani sprawcy wtargnęli do szkoły w Kamerunie i porwali ponad 80 osób

Około 80 osób, w większości uczniów, zostało uprowadzonych w poniedziałek w mieście Bamenda na północnym zachodzie Kamerunu – podał Reuters, powołując się na źródła we władzach i wojsku. Uzbrojeni sprawcy mieli zabrać uczniów i kilku pracowników szkoły do lasu.

Uzbrojeni sprawcy wdarli się do prezbiteriańskiej szkoły, a następnie uprowadzili uczniów w nieznane miejsce. Porwano również dyrektora placówki, kierowcę oraz nauczyciela. – Łącznie uprowadzono ponad 81 osób, w tym dyrektora. Zabrano ich do lasu – powiedziało agencji Reutera źródło w wojsku.

Jak podaje portal Journal du Cameroun, do zdarzenia doszło w niedzielę. Według agencji Reutera uczniów porwano w poniedziałek rano. Władze Regionu Północno-Zachodniego poinformowały, że służby bezpieczeństwa wszczęły działania w tej sprawie. Zaapelowano do mieszkańców o zachowanie spokoju.

Mieszkańcy już wcześniej uciekali z niespokojnych regionów

Na razie nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie grupy. Jak zaznacza Reuters, w anglojęzycznym regionie, w którym doszło do zdarzenia, separatyści walczą o stworzenie odrębnego państwa. Separatyści w przeszłości zamykali szkoły i wprowadzali godziny policyjne w ramach protestu wobec francuskojęzycznego rządu. Pod koniec października rządzący od 36 lat w Kamerunie 85-letni prezydent Paul Biya został wybrany na siódmą kadencję.

Wielu mieszkańców niespokojnych anglojęzycznych regionów – Południowo-Zachodniego i Północno-Zachodniego – opuściło swoje domy w obawie przed separatystami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

3-letni Marcel udusił się w pralce. Śledztwo umorzone

Tragiczny finał miała zabawa 3-letniego Marcelka i jego o dwa lata starszej siostry. Chłopczyk zatrzasnął się w pralce i – pomimo zaciekłej walki o życie – zmarł w wyniku niedotlenienia. Sprawę śmierci 3-latka ze Słupska badała tamtejsza Prokuratura Rejonowa, która pod koniec października umorzyła śledztwo.

Do tragedii doszło 18 czerwca w mieszkaniu w jednym z bloków przy ulicy Romera w Słupsku. Wówczas zabawa 3-letniego Marcelka i jego o dwa lata starszej siostry przybrała dramatyczny obrót. Chłopczyk zatrzasnął się w pralce, która miała być świetną kryjówką. W tym czasie rodzice maluchów ucięli sobie popołudniową drzemkę, gdy zauważyli, że coś jest nie w porządku, rozpoczęły się gorące poszukiwania.

Ojciec znalazł ledwo żywego 3-latka i rozpoczął reanimację, którą kontynuowali ratownicy medyczni. Dziecko w krytycznym stanie trafiło do słupskiego szpitala. Zaciekła walka o życie Marcelka zakończyła się niepowodzeniem. W nocy z 18 na 19 czerwca jego serce przestało bić. Sekcja zwłok chłopczyka wykazała, że przyczyną śmierci malucha było niedotlenienie.

Sprawą śmierci 3-latka zajęła się Prokuratura Rejonowa w Słupsku. Śledztwo prowadzone w kierunku narażenia zdrowia i życia dziecka na niebezpieczeństwo oraz nieumyślnego spowodowania jego śmierci zostało umorzone z końcem października – poinformował w poniedziałek Polską Agencję Prasową prokurator rejonowy Piotr Nierebiński.

– Trzeba było dokładnie sprawdzić okoliczności tego zdarzenia. To oczywiste. Natomiast nie stwierdzono przestępnego działania osób trzecich. Nikt nie usłyszał zarzutów. To był wypadek losowy i śledztwo zostało umorzone – powiedział prok. Nierebiński.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Włochy: Napastnik wziął zakładników na poczcie

Mężczyzna, który dziś rano wziął zakładników w urzędzie pocztowym w Reggio Emilia, w północnych Włoszech, zwolnił ich i oddał się w ręce policji. Napastnik został 5 dni temu skazany w mafijnym procesie na 19 lat więzienia.

Dramat zakończył się po 7 godzinach. Kierujący działaniami sił bezpieczeństwa generał karabinierów Claudio Domizi podkreślił, że akcja zakończyła się w najlepszy z możliwych sposobów: „To była, bardzo trudna, delikatna operacja. Nasi specjaliści prowadzili żmudne negocjacje. Udało się uniknąć użycia siły”.

Napastnik, to 55-letni Francesco Amato, który ukrywał się od 5 dni, dziś o 9 rano wkroczył do urzędu pocztowego z nożem kuchennym. Był oskarżony o szereg przestępstw i związki z kalabryjską organizacją mafijną ‘Ndragheta.

W tym samym procesie skazano dalszych 120 osób. O 9.00 rano Amato wkroczył do urzędu pocztowego z nożem kuchennym. Zatrzymał pięcioro pracowników grożąc im śmiercią. Domagał się spotkania z ministrem spraw wewnętrznych Matteo Salvinim. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl