Prokurator domaga się wyroku więzienia i grzywny dla Marka M. w sprawie reprywatyzacyjnej

Półtora roku pozbawienia wolności i 50 tys. zł grzywny domaga się prokurator dla Marka M., znanego handlarza roszczeń do stołecznych nieruchomości, oskarżonego o usiłowanie oszustwa w związku z reprywatyzacją kamienicy w Warszawie.

W czwartek przed warszawskim sądem okręgowym odbyła się druga rozprawa w tym procesie. Marek M. jest oskarżony o usiłowanie wyłudzenia prawa do zarządzania nieruchomością przy ul. Targowej 66 i wprowadzenie w błąd sądu poprzez „zatajenie informacji o śmierci współwłaścicielki (Fanny Ajzensztadt – PAP) tej nieruchomości oraz złożenie nieprawdziwego oświadczenia o jej bezskutecznym poszukiwaniu”.

Prokurator Anna Szumowska podczas mowy końcowej złożyła wniosek o uznanie oskarżonego za winnego, skazanie go na półtora roku pozbawienia wolności i 50 tys. zł grzywny.

„Nie ma wątpliwości, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu. Składając wnioski o rozszerzenie kurateli, celem reprezentowania nieznanej z miejscu pobytu spadkobierczyni, jako kurator miał on wiedzę i świadomość tego, że osoba ta nie żyje” – powiedziała prokurator.

Jak mówiła – Marek M., składając wniosek o ustanowienie kurateli, wprowadził organy wymiaru sprawiedliwośco w błąd poprzez zatajenie informacji o śmierci spadkobierczyni.

Przed sądem mowę końcową wygłosił również oskarżyciel posiłkowy mec. Bartosz Przeciechowski. Podkreślił, że M. był kuratorem osoby, której nie można było znaleźć, i nie podjął żadnych czynności, aby wyjaśnić, co się z tą osobą dzieje.

Mecenas dodał, że oskarżony posiadał wiedzę, iż spadkobierczyni, której był kuratorem, może nie żyć nie, i „nie uczynił nic, aby to zweryfikować”.

Obrońca oskarżonego mec. Anna Jarosz wniosła o jego uniewinnienie. Zdaniem Jarosz oskarżony nie kierował się złą wolą przy działaniach, które podejmował jako kurator.

„Tam, gdzie pojawia się temat reprywatyzacji, odzyskiwania nieruchomości i pojawia się nazwisko M., to z urzędu przypisywana jest mu zła wola i wina” – powiedziała. Dodała, że gdy M. dowiedział się, że w aktach Biura Gospodarki Nieruchomościami (BGN) „zalega akt agonu rzekomo pani Ajzensztadt, od razu przystąpił do wyjaśniania tego”.

Jarosz powiedziała, że oskarżony nie działał w celu przejęcia w zarząd i administrowania kamienicą, aby czerpać z niej zyski. „Jak słusznie wskazywał (podczas rozprawy – PAP) M., nie miał tytułu do pobierania ewentualnych zysków po Fanny Ajzensztadt” – zaznaczyła Jarosz.
Źródło info i foto: interia.pl

Zatrzymani za pranie brudnych pieniędzy

Policjanci wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie rozbili grupę przestępczą, której członkowie podejrzani są o pranie pieniędzy. Obecnie zatrzymano kolejną, ósmą osobę podejrzaną o udział w tym procederze.

Policjanci wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Krakowie od 2017 r. prowadzą śledztwo w sprawie wyłudzania podatku VAT oraz prania pieniędzy przez grupę przestępczą z Małopolski oraz z województwa pomorskiego. Do tej pory zatrzymano 8 osób w wieku od 20 do 45 lat. Wszyscy usłyszeli zarzuty prania pieniędzy (art. 299 KK ) i decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani.

Z wiedzy zgromadzonej przez śledczych w prowadzonym postępowaniu wynikało, że grupa prowadziła przestępczy proceder polegający na wyłudzaniu zwrotów naliczonego podatku VAT w związku z pozornymi transakcjami wewnątrzwspólnotowego nabycia i dostawy różnego rodzaju towarów. Przestępcy wyszukiwali „słupy”, na które zakładano firmy mające tylko z nazwy zajmować się handlem w branży spożywczej. Firmy te wystawiały fikcyjne faktury, a towar w postaci cukierków, kawy czy środków kosmetycznych był przewożony (sprawcy posiadali firmę transportową) po kilkanaście razy do poszczególnych jednostek prowadzących działalność handlową i tym samym wyłudzano nienależny podatek VAT. Członkowie grupy posiadali internetowy dostęp do rachunków bankowych tych firm i realizowali transfery finansowe pieniędzy pomiędzy poszczególnymi podmiotami gospodarczymi. Należności z wyłudzonego VAT-u wypłacali natomiast kartą w bankomacie. Straty Skarbu Państwa z tytułu nienależnie wypłaconego podatku VAT są obecnie liczone, ale mogą sięgać nawet 100 mln złotych.

Pieniądze pochodzące z przestępstwa lokowane były w nieruchomościach, luksusowych rezydencjach, jachtach, samochodach czy quadach.

16 listopada br. w wyniku realizacji materiałów procesowych w tym śledztwie policjanci zatrzymali poszukiwanego przez prokuraturę regionalną 44-letniego mężczyznę, mieszkańca województwa pomorskiego, który był kolejnym członkiem grupy. Sprawca poszukiwany zarządzeniem prokuratorskim ukrywał się od maja br. poza granicami kraju. 16 listopada br. został zatrzymany na stacji paliw przy autostradzie A2 w województwie wielkopolskim, gdy zmierzał w kierunku przejścia granicznego.

On również, jak pozostali podejrzani, usłyszał zarzuty prania pieniędzy ( art.299 KK ) i został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.
Źródło info i foto: Policja.pl

Wpadł poszukiwany listem gończym Jaromir M.O. ps. „Jurgen”

Poszukiwany listem gończym „Jurgen”, członek zorganizowanej grupy przestępczej, którą z kolei kierował „Kadafi”, wpadł pod Bydgoszczą. Został zatrzymany na działce. 50-letni Jaromir M.O. był poszukiwany od 2 sierpnia. Sąd wystawił za „Jurgenem” oraz za jego kolegami, listy gończe. Mężczyzna został skazany na siedem lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym.

Przestępcy handlowali narkotykami, czerpali korzyści z prostytucji, zajmowali się wymuszeniami rozbójniczymi oraz kradzieżami. Policja wciąż poszukuje Tomasza Berdycha ps. Kadafi, który usłyszał wyrok 15 lat więzienia za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym, oraz Adama Plutę, który został skazany na 12 lat więzienia.

Grupa została rozbita w 2011 roku. Handlowała narkotykami na dużą skalę.

Członkowie tej grupy zajmowali się również czerpaniem korzyści z prostytucji, wymuszeniami rozbójniczymi, a jeden z nich usłyszał nieprawomocny jeszcze wyrok za zabójstwo. Do ścisłego kierownictwa grupy należało około 20 osób. Przez 10 lat jej „działalności” różne funkcje w gangu pełniło w sumie około 130 osób.

Członkowie grupy mogli wprowadzić do obrotu ponad tonę różnego rodzaju narkotyków.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Indie: Amerykanin zabity przez odciętych od świata tubylców

Tragiczne skutki próby skontaktowania się z plemieniem Sentinelczyków. Amerykanin został zabity przez odciętych od cywilizacji mieszkańców archipelagu Andamany i Nikobary na Oceanie Indyjskim. 27-latek wraz z grupą miejscowych rybaków nielegalnie pojechał na jedną z indyjskich wysp, gdzie zostali zaatakowani przez strzały. 

Jak podało BBC News, ofiara została zidentyfikowana John Allen Chau z amerykańskiego stanu Alabama. W sprawie jego śmierci aresztowano siedmiu miejscowych rybaków, którzy nielegalnie wraz z Amerykaninem chcieli dostać się do plemienia Sentinelczyków.

To mieszkańcy wyspy Sentinel Północny, która jest częścią należącego do Indii archipelagu Andamany i Nikobary. Grupa licząca od 50 do 150 osób jest całkowicie odcięta od cywilizacji – badacze nie mają na temat tubylców praktycznie żadnych informacji. Ponadto kontakt z zewnątrz powoduje, że zamknięte społeczeństwo jest narażone na nieznane dla siebie choroby, jak odra czy grypa.

Władze Indii w ubiegłym roku wprowadziły zakaz fotografowania i nagrywania wideo z tajemniczej wysypy pod groźbą kary 3-letniego pozbawieni wolności.

Według indyjskich mediów Chau chciał spróbować nawrócić mieszkańców wyspy na chrześcijaństwo. To nie była pierwsza jego próba dopięcia do archipelagu. Zdaniem policji 27-latek co najmniej cztery lub pięć razy podjął próbę skontaktowania się z tubylcami. 

Ostatnim razem udało mu się ta sztuka 16 listopada. Według relacji rybaków mężczyzna został zaatakowany strzałami, ale mimo to nie przerwał drogi w kierunku Sentineli Północnych. Miejscowi z oddali widzieli, jak tubylcy wiążą ciało 27-latka i wciągają je w głąb wyspy i ze strachu uciekli z miejsca tragedii.

Według „Hindustan Times” zwłoki Chau zostały zauważone 20 listopada, ale ich odzyskanie wydaje się praktycznie niemożliwe. Dla indyjskiej policji to trudna sprawa, bo mają spore trudności ze zwrotem zwłok oraz nie mogą aresztować Sentinelczyków i postawić im zarzutów.

W 2004 roku po silnym trzęsieniu ziemi i falach tsunami w Azji Południowo-Wschodniej helikopter indyjskiej straży przybrzeżnej chciał ewakuować tubylców z wyspy, ale maszyna została ostrzelana z łuków. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ogromna akcja CBA. Zatrzymano 14 celników

CBA ustaliło, że funkcjonariusze celni w zamian za łapówki potwierdzali rzekomy wywóz towarów poza obszar Unii Europejskiej. Agenci CBA z Rzeszowa zatrzymali 14 obecnych i byłych funkcjonariuszy Podkarpackiego Urzędu Celno-Skarbowego – poinformował Piotr Kaczorek z biura prasowego CBA.

Działający na terenie województwa podkarpackiego przedsiębiorcy wystawiali dokumenty zwrotu VAT dla podróżnych (Tax Free), w których poświadczali nieprawdę co do faktu sprzedaży towarów – albo w ogóle jej nie było, albo były to ilości znacznie mniejsze niż wpisane w deklaracje – informuje CBA.

Fikcyjne dokumenty Tax Free trafiały do odprawy celnej. Funkcjonariusze celni w zamian za łapówki potwierdzali rzekomy wywóz towarów poza obszar Unii Europejskiej.

Jak wskazuje Piotr Kaczorek, jednorazowo mieli brać od obywateli Ukrainy za taką nielegalną przysługę do kilku tysięcy złotych. Obowiązywała tu niepisana stawka od 2 proc. do 3 proc. wartości wpisanej na deklaracji Tax Free.
Źródło info i foto: Money.pl

Agenci CBA zatrzymali na gorącym uczynku naczelnika Urzędu Skarbowego i komornika

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało na gorącym uczynku naczelnika Urzędu Skarbowego w Ostrowi Mazowieckiej i komornika, którzy przyjęli 150 tys. zł łapówki od przedsiębiorcy. Zatrzymano ich przy dzieleniu się łapówką. Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej Biura potwierdził, że agenci z warszawskiej delegatury CBA zatrzymali obu mężczyzn, przeszukali miejsca ich pracy i zamieszkania.

– Zatrzymaliśmy ich w urzędzie, gdy dzielili się łapówką od biznesmena – pieniędzmi uzyskanymi wcześniej przez jednego z nich w restauracji niedaleko Ostrowi – powiedział Kaczorek. Zaznaczył, że żaden z nich nie spodziewał się zatrzymania i akcji CBA. – Czynności trwają, badane będą kolejne wątki – dodał.

Według agentów prowadzących sprawę i operację CBA, w zamian za łapówkę biznesmenowi miała być znacznie zmniejszona nałożona na niego wysoka kara finansowa – domiar finansowy. Zapewniali też biznesmena – wiedząc, że jego przewinienia skarbowe mogą być większe – że roztoczą nad nim parasol ochronny w US – wynika z ustaleń CBA.

Obaj zostaną przewiezieni do Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, gdzie mają usłyszeć zarzuty korupcyjne – podał Kaczorek.
Źródło info i foto: TVP.info

Sąd w Gwatemali skazał byłego żołnierza na 5160 lat więzienia

Sąd w Gwatemali skazał w środę byłego żołnierza na 5160 lat więzienia za udział w masakrze 171 osób, co jest uznawane za jedną z największych zbrodni popełnionych w czasie 36-letniej wojny domowej (1960-96) w tym kraju.

Prokuratorzy poinformowali, że Santos Lopez uczestniczył w 1982 roku w masowych mordach prawie wszystkich mieszkańców, mężczyzn, kobiet i dzieci, w wiosce Dos Erres w departamencie Peten na północy Gwatemali.

Masakra w Dos Erres jest jedną z ponad 660 udokumentowanych przez gwatemalską komisję prawdy.

Lopez został oskarżony o to, że był członkiem elitarnej formacji armii Kaibiles, wysłanej do Dos Erres w celu odnalezienia członków grupy partyzanckiej, która dokonała zasadzki na konwój wojskowy. Kiedy patrol nie znalazł partyzantów ani broni, wyciągnął wieśniaków z domów; żołnierze zgwałcili wiele młodych dziewcząt. Aby ukryć gwałty, wojskowi zabili prawie wszystkich mieszkańców wsi.

Nie jest w pełni władz umysłowych

Do masakry doszło za prezydentury Efraina Riosa Montta (od marca 1982 do sierpnia 1983), jednego z najbardziej krwawych dyktatorów w Ameryce Środkowej. Montt, który był oskarżany o zbrodnie ludobójstwa wobec Indian, zmarł w kwietniu br. w wieku 91 lat. W maju 2013 r. został skazany na 80 lat więzienia za zbrodnie wojenne i zbrodnie ludobójstwa. Uznano go wówczas za sprawcę śmierci 1771 Majów z plemienia Ixil.

Proces został jednak po 10 dniach unieważniony przez Trybunał Konstytucyjny z powodu „błędów proceduralnych”. Ponowny proces miał rozpocząć się w 2015 r., jednak eksperci z państwowego instytutu medycyny sądowej orzekli, że były dyktator nie jest w pełni władz umysłowych i jego stan uniemożliwiał postawienie go przed sądem.

Według szacunków ONZ ofiarą wojny domowej padło 200 tysięcy Gwatemalczyków, głównie Majów. Siły rządowe i sprzymierzone z nimi jednostki paramilitarne stosowały taktykę spalonej ziemi: wkraczały do zamieszkanych przez Majów wsi, dokonywały tortur i gwałtów, mordowały bezbronną ludność, którą podejrzewały o pomaganie lewicowej partyzantce. Tylko w latach 1980-1983 wojsko zrównało z ziemią 626 wsi indiańskich zamieszkanych przez „buntowników” i zabiło 138 tysięcy chłopów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zbliża się proces Edwarda D. Próbował zabić żonę i dzieci

W 2017 roku w Rogalach (województwo warmińsko-mazurskie) nieomal doszło do tragedii. 39-letnia kobieta i jej dwaj synowie zostali zaatakowani siekierą, a 5-letnią córkę podduszano. Od początku głównym podejrzanym był 60-letni Edward D. mąż kobiety i ojciec dzieci. Mężczyzna nie przyznaje się do usiłowania morderstw, choć mówi, że mu wtedy „odwaliło”. Właśnie zakończył się proces w tej sprawie. Wyrok zapadnie 3 grudnia – prokuratura żąda kary 25 lat więzienia.

Wydarzenia z czerwca ubiegłego roku wstrząsnęły lokalną społecznością. W jednym z domów w Rogalach sąsiadka natknęła się na nieprzytomnych domowników. Troje z nich miało rany cięte głowy, jak szybko się okazało – od siekiery. Sąsiadka wezwała pomoc, a gdy ta dotarła na miejsce, do domu przyjechał pijany Edward D.. To właśnie on z miejsc stał się głównym podejrzanym w sprawie.

Zgodnie z ustaleniami prokuratury, pijany 60-latek kilkakrotnie uderzył siekierą w głowę 39-letnią żonę i dwóch nastoletnich synów. Wszyscy poszkodowani mieli pęknięte czaszki. Mężczyzna miał też dusić 5-letnią córkę, po czym wsiadł do samochodu z zamiarem popełnienia samobójstwa. Rannych domowników uratowało to, że odnalazła ich sąsiadka, która przyszła z odwiedzinami.

Edward D. został aresztowany – powiedział policjantom, że „mu odwaliło”, ale nie przyznał się do zarzutów. Również przed sądem twierdził, że nie pamięta zdarzenia. Prokuratura żąda dla niego 25 lat więzienia. – Sprawca za usiłowanie przestępstwa ponosi taką samą winę jak za czyn dokonany. Członkowie tej rodziny nie zmarli tylko dzięki szybkiej interwencji sąsiadki i służb medycznych”- mówił w sądzie prokurator Adam Szczytko.

Z kolei broniąca 60-latka Agnieszka Sołtys wnioskowała o uniewinnienie. Uzasadniała to mówiąc, że nie ma bezpośredniego dowodu na to, iż oskarżony chciał zabić rodzinę. Jak powiedziała, nie ma świadków zdarzenia, a na siekierze nie znaleziono odcisków palców oskarżonego. Wyrok zostanie ogłoszony 3 grudnia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policjanci znaleźli dwie bomby w jednym z mieszkań w Londynie

Londyńska policja metropolitalna poinformowała o tym, że w pustym mieszkaniu w dzielnicy Harlesden na północnym-zachodzie miasta odkryła dwa zaimprowizowane ładunki wybuchowe. Śledztwo tej sprawie prowadzi jednostka ds. zwalczania terroryzmu. Funkcjonariusze zostali wezwani na miejsce wczoraj rano, gdy w trakcie remontu mieszkania znaleziono dwa podejrzane przedmioty.

W ramach środków ostrożności przeprowadzono ewakuację budynku oraz zamknięto pobliską ulicę na czas kontroli dokonanej przez policyjnych pirotechników, którzy potwierdzili, że są to dwa zaimprowizowane ładunki wybuchowe.

W oświadczeniu policji podkreślono, że prowadzenie śledztwa zostało zlecone jednostce ds. zwalczania terroryzmu, która ma zbadać, w jaki sposób bomby znalazły się w opuszczonym mieszkaniu, kto odpowiada za ich stworzenie i w jakim celu miały być użyte.

Stopień zagrożenia terrorystycznego w Wielkiej Brytanii utrzymuje się na czwartym poziomie w pięciostopniowej skali, co oznacza, że zamach uważany jest za „bardzo prawdopodobny”.
Źródło info i foto: onet.pl

Dubaj: Brytyjski student skazany na dożywocie za szpiegostwo

Brytyjski student Matthew Hedges został skazany przez sąd w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na dożywocie za szpiegostwo. Brytyjczyk przyjechał do Emiratów, by uzupełnić materiały do swojej pracy doktorskiej.

31-letni student Uniwersytetu w Durham zbierał materiały dotyczące bezpieczeństwa wewnętrznego w Zjednoczonych Emiratach Arabskiej podczas Arabskiej Wiosny w 2011 roku. W maju został zatrzymany na lotnisku w Dubaju i aresztowany pod zarzutem szpiegostwa. Dzisiejsza rozprawa – według relacji żony skazanego – trwała pięć minut i odbyła się bez udziału obrońcy.

Brytyjska premier Teresa May podkreśliła, że sprawa po raz kolejny poruszona zostanie na najwyższych szczeblach „Jesteśmy bardzo zaniepokojeni i rozczarowani dzisiejszym wyrokiem” – oświadczyła premier w parlamencie.

W mediach społecznościowych przypadek brytyjskiego doktoranta skomentował także emiracki minister spraw zagranicznych „Sprawa ta była kompleksowo dyskutowana z przedstawicielami Wielkiej Brytanii” – napisał Anwar Gargash.

Wcześniej list w obronie studenta podpisało ponad 100 brytyjskich, amerykańskich i hiszpańskich naukowców. Matthew Hedges ma 30 dni na odwołanie się od wyroku sądu w Abu Zabi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl