Atak terrorystyczny na chiński konsulat w Pakistanie. Są zabici i ranni

Co najmniej dwóch policjantów zginęło, a jeden strażnik został ranny w ataku terrorystycznym na chiński konsulat w pakistańskim mieście Karaczi – w piątek poinformowała agencja Reutera powołująca się na źródła medyczne. Do przeprowadzenia zamachu przyznała się lokalna grupa separatystyczna. Do ataku na chiński konsulat w położonym na południu Pakistanu mieście Karaczi doszło w piątek rano. W okolicznych dzielnicach słychać było eksplozję i wymianę ognia, a na pierwszych zdjęciach z miejsca zdarzenia widać wznoszący się nad budynkiem słup dymu. Lokalna policja poinformowała, że napastnicy użyli samochodu wypełnionego materiałami wybuchowymi oraz pasów szahida.

Zginęli policjanci

Według nieoficjalnych informacji, w ataku zginęły co najmniej dwie osoby. – Dwóch policjantów przywieziono martwych, a jednego strażnika z obrażeniami spowodowanymi eksplozją – poinformował lekarz z jednego ze szpitali w Karaczi, Seemin Jamali. Szef policji w Karaczi oświadczył, że zabito wszystkich trzech napastników i że nie udało im się dostać do wnętrza placówki. Wcześniej lokalna telewizja Geo TV informowała, że napastnicy zostali otoczeni przez policję wewnątrz chińskiej placówki. Z kolei agencja Reutera, cytująca niewymienionego z nazwiska oficera policji twierdzi, że dwóch napastników dostało się do wydziału wizowego konsulatu, ale dyplomatom nie zagrażało niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Lublin: Okropna zbrodnia. 15-latka zasztyletowana

Jan W. przyszedł na spotkanie ze swoją dziewczyna z dwoma nożami. Kobieta próbowała się bronić, ale nie dała rady. 21-latek wzbudził litość sądu i został skazany na 15 lat więzienia. Na wolność może wyjść już po połowie kary.

Marlenę i Jana W. połączyła miłość do horrorów. Poznali się, kiedy 21-latek powtarzał klasę maturalną. Popołudniami często spotykali się w piwnicach jednego z lokali w centrum Lublina. Na ostatnią randkę mężczyzna przyszedł z dwoma nożami, co mogło świadczyć o tym, że planował zbrodnię. Kobieta próbowała się bronić, ale nie dała rady swojemu chłopakowi – podaje „Fakt”.

Jan uciekł, a na policję zgłosił się dopiero po trzech dniach. Przyznał się do winy i obiecał zapłacić rodzicom zamordowanej 150 tys. zł. Sąd podczas utajnionej rozprawy spojrzał na niego przychylnym okiem i skazał go na 15 lat więzienia. Na wolność może wyjść już po połowie kary. Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura czeka na jego uzasadnienie i nie wyklucza możliwości złożenia odwołania.
Źródło info i foto: wp.pl

Kraków: Środowisko krakowskich pseudokibiców powiązane z przemytem imigrantów

Ze środowiskiem krakowskich pseudokibiców, powiązani byli członkowie międzynarodowej grupy przestępczej, zajmującej się przemytem do Polski i Niemiec nielegalnych imigrantów. Pochodzili oni z Syrii, Afganistanu oraz Jemenu. Jak na razie straż graniczna zatrzymała cztery osoby. Stoją one za zorganizowaniem przemytu – tak zwanym szlakiem bałkańskim – na teren Polski i Niemiec 93 nielegalnych imigrantów, którzy pochodzili z Syrii, Afganistanu oraz Jemenu.

Zatrzymanym postawiono zarzut udziału w międzynarodowej organizacji przestępczej, skupiającej przemytników ludzi działających na terytorium państw bałkańskich, Węgier, Polski oraz Niemiec.

Samochodami przerzucali nielegalnych imigrantów między innymi do Polski i Niemiec z największego na Węgrzech obozu dla uchodźców mieszczącego się w miejscowości Bicske w pobliżu Budapesztu. Jak ustalono w trakcie śledztwa, zarobili na tym procederze co najmniej 50 tysięcy euro.

Według służb „podejrzani są znanymi postaciami środowiska krakowskich pseudokibiców”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Słupsk: Koszmar rodziny trwał 18 lat. Przez 18 lat mężczyzna znęcał się nad żoną i dziećmi

Szokujące ustalenia śledczych ze Słupcy w województwie wielkopolskim. Przez 18 lat trwała gehenna w jednej z rodzin, w której 55-latek brutalnie znęcał się nad żoną i dwójką niepełnosprawnych dzieci. Jak podał serwis Gniezno112.pl, bulwersująca sprawa wyszła na jaw w ubiegły piątek. Sąsiedzi zaalarmowali policję o awanturze domowej na terenie jednej z posesji w gminie Witkowo. Według zgłoszenia mężczyzna skatował swoją żonę. 

Funkcjonariusze, którzy podjęli interwencję, przesłuchali kobietę oraz dwójkę dzieci mężczyzny. Śledczy ujawnili, że dramat rodzinny trwał od dłuższego czasu. 55-latek dopuszczał się przemocy domowej już w momencie, kiedy jego żona była w ciąży z ich 18-letnią dziś córką. 

Pokrzywdzeni zeznali o szokujących wydarzeniach sprzed około 2 lata temu. Mężczyzna znęcał się nad psem przy nieletnim niepełnosprawnym synu. Następnie odciął zwierzęciu głowę. W momencie, kiedy do domu wróciła żona z córką 55-latek próbował zmusić ich do zlizywania krwi psa z podłogi. Zdaniem śledczych podobnych przypadków przemocy było znacznie więcej. 

Przez te wszystkie lata rodzina ani razi nie zgłosiła żadnym organom gehenny, jaką przeżywali każdego dnia w swoim domu.

– To typowe zachowanie ofiar przemocy domowej. Osoby takie są zastraszone, żyją w przekonaniu, iż złożenie zawiadomienia o przestępstwie tylko pogorszy ich sytuację. Często utwierdzają ich w tym sami sprawcy przemocy. Powinniśmy być tego świadomi i reagować. Nie można takich sytuacji sprowadzać do zwykłych konfliktów małżeńskich. Nasza odpowiednia reakcja może zapobiec ludzkim tragediom – powiedziała Ewa Woźniak z Prokuratury Rejonowej w Słupcy, cytowana przez Gniezno112.pl.

Sprawca usłyszał zarzut z art. 207 ust. 2 Kodeksu karnego, pod którym znajduje się znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźnie grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Zatrzymany ma także odpowiadać za znęcanie się nad zwierzęciem.

Poszkodowani przez 55-latka są już bezpieczna. 

– Po tym jak sprawca przemocy został aresztowany, kobieta z dwójką niepełnosprawnych dzieci dostała pomoc od gminy – powiedział Łukasz Scheffs, zastępca burmistrza Witkowa, w wypowiedzi dla Radia Poznań. Mogą liczyć również na pomoc psychologiczną i prawniczą.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

20-letni Żyd skazany na 10 lat więzienia. Setki alarmów bombowych i gróźb

20-letni Żyd z podwójnym obywatelstwem izraelskim i amerykańskim został w czwartek skazany na 10 lat więzienia za setki alarmów bombowych i gróźb, w tym antysemickich, wobec różnych instytucji na świecie, w tym w USA – orzekł w czwartek sąd w Tel Awiwie. Sprawa została ujawniona w zeszłym roku w następstwie śledztwa FBI i wielu agencji wywiadowczych w innych krajach na świecie.

Między 15 kwietnia 2015 r. a 8 marca 2017 r., około dwa tygodnie przez zatrzymaniem w Izraelu, wówczas 19-letni Żyd „zadzwonił do około 2000 instytucji, szkół, centrów handlowych, komisariatów policji, szpitali, instytucji żydowskich i publicznych itd., grożąc im zbliżającym się aktem terroru” – oświadczył w swoim orzeczeniu sąd dla nieletnich.

Oskarżony „oświadczał, że na miejscu pojawiła się bomba, i powodował ewakuację ludzi” – dodano. 19-latek wysyłał również groźby pocztą elektroniczną.

Jednocześnie w kilku krajach wszczęto śledztwo w sprawie anonimowych telefonów z informacjami o bombach. Pogróżki wywołały panikę w miejscach publicznych lub zakłóciły przebieg zgromadzeń, działanie synagog czy ośrodków żydowskich. Jeden z telefonów doprowadził do awaryjnego lądowania samolotu.

Władze twierdzą, że skazany, którego tożsamości nie ujawniono, wykorzystywał zaawansowane technologie, żeby zatrzeć ślady połączeń i innej komunikacji.

Skazany pochodzi z miasta Aszkelon na południu Izraela i cierpi na autyzm. Jego obrońcy argumentowali, że ma autyzm i guza mózgu i mógł nie być świadomy powagi swoich działań.

Sąd uznał autyzm oskarżonego, ale wskazał, że „ma on wysoki iloraz inteligencji i bardzo dobrze rozumie zakres swoich działań”.

Aresztowanie 19-latka przyciągnęło uwagę mediów i opinii publicznej. Jego groźby podsycały spekulacje na temat wzrostu antysemityzmu w Stanach Zjednoczonych po wyborach prezydenta Donalda Trumpa – zwraca uwagę agencja AFP.

Ówczesny prokurator generalny USA Jeff Sessions oświadczył, że zatrzymanie podejrzanego w związku z pogróżkami wobec ośrodków żydowskich w Stanach Zjednoczonych odzwierciedla determinację władz, by nie tolerować przestępstw motywowanych nienawiścią rasową.
Źródło info i foto: interia.pl

Donald Trump: CIA nie znalazła dowodów udziału saudyjskiego księcia w zabójstwie dziennikarza

Prezydent Donald Trump oświadczył, że CIA nie znalazła bezpośrednich dowodów wiążących saudyjskiego następcę tronu, księcia Muhammada bin Salmana, z zabójstwem dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego.

Podczas spotkania z dziennikarzami na Florydzie amerykański prezydent powiedział, że według raportu amerykańskiej agencji wywiadu specjaliści nie doszli do takiego wniosku. Donald Trump podkreślił, że choć specjaliści z CIA „mieli różne podejrzenia, nie byli w stanie znaleźć konkretnych dowodów, by następca tronu to zrobił”.

Podczas spotkania amerykański przywódca ponownie podkreślił znaczenie Arabii Saudyjskiej dla regionu Bliskiego Wschodu, a także dla Stanów Zjednoczonych. Wcześniej kongresmeni i senatorowie zarówno z partii republikańskiej, jak i demokratycznej, wzywali prezydenta, aby wycofał poparcie dla saudyjskiego następcy tronu.

Donald Trump odrzucał te sugestie. We wtorek oświadczył, że przedstawiciele rodziny królewskiej „zdecydowanie zaprzeczali, by mieli jakąkolwiek wiedzę o planowaniu bądź dokonaniu morderstwa”. Podkreślił także, że Arabia Saudyjska jest poważnym producentem ropy naftowej, ważnym partnerem gospodarczym oraz sojusznikiem USA przeciw Iranowi.

Do zabójstwa doszło 2 października w saudyjskim konsulacie w Turcji. Królestwo wielokrotnie zaprzeczało, że do takiego zdarzenia w ogóle doszło, by po dwóch tygodniach przyznać, że rzeczywiście publicysta został zamordowany. W sprawie prowadzone jest śledztwo, a ciała dziennikarza nadal nie znaleziono.
Źródło info i foto: TVP.info

Podejrzenie korupcji w instytucji wojskowej. Zarzuty dla 6 osób

Żandarmeria Wojskowa zatrzymała czterech przedsiębiorców i dwoje pracowników Stołecznego Zarządu Infrastruktury. Są podejrzani o zlecanie prac remontowych konkretnym firmom za łapówki, w tym za alkohol i zagraniczne wjazdy. Usłyszeli zarzuty.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Wydział Wojskowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie i Mazowiecki Oddział Żandarmerii Wojskowej. Dotyczy ono udzielania i przyjmowania w latach 2016-2017 łapówek w zamian za zlecanie prac remontowych i budowlanych konkretnym przedsiębiorcom. Jak poinformował rzecznik prokuratury prok. Łukasz Łapczyński, do zatrzymań doszło 20 listopada rano.

Zatrzymana została Dorota D., starszy inspektor Wydziału Eksploatacji Nieruchomości, odpowiedzialna za przeglądy i odbiory techniczne budynków, których budowę lub remont zlecał jej kolega z wydziału, a prywatnie także partner – Dariusz J. Kobieta akceptowała przeprowadzone przez niego odbiory techniczne, co natychmiast uruchamiało wypłatę pieniędzy dla przedsiębiorców. Dariusz J. również został we wtorek ujęty przez funkcjonariuszy żandarmerii.

– Oboje usłyszeli zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych w postaci pokrycia kosztów pobytów w ośrodku narciarskim w Austrii oraz imprez z nimi związanych. W zamian za to z pominięciem procedur udzielili zamówienia publicznego polegającego na pracach remontowych na terenie 10 Pułku Samochodowego w Warszawie – powiedział prok. Łapczyński.

Dodał, że zarzuty obejmują także obietnicę dalszych zamówień publicznych na roboty remontowe i budowlane w kompleksach wojskowych, którymi zarządza Stołeczny Zarząd Infrastruktury.

4 tys. zł i urlop w Wiedniu

Dariusz J. (emeryt wojskowy) ma także zarzut przyjęcia 1100 złotych łapówki i alkoholu w zamian za zlecenie prac budowlanych konkretnej firmie. Miał także pomóc swojej partnerce, biorąc w jej imieniu 3 tysiące złotych łapówki. Według prokuratury J. zgodził się także przyjąć od jednego z budowlańców tzw. korzyść osobistą, w formie pokrycia wyjazdu na urlop w Wiedniu.

58-letniemu J. zarzucono również poświadczanie nieprawdy w protokołach przeglądu technicznego, a także w protokołach odbioru remontowanych budynków wojskowych w Radomiu i w Warszawie. Śledczy ustalili, że podpisywał takie dokumenty, nie będąc na miejscu i przed faktycznym zakończeniem inwestycji.

Zarzuty udzielania łapówek usłyszeli czterej pracownicy firm z Warszawy, Legionowa i z Zamościa. Prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie Dariusza J. W czwartek sąd przychylił się do wniosku. Prokuratura obawiała się, że główny podejrzany i – jak wynika ze wstępnych ustaleń – inicjator przestępstw, będzie próbował mataczyć w śledztwie, nakłaniając inne osoby do zmiany zeznań.

„Ustalanie rzeczywistej skali procederu”

Jak powiedział prok. Łapczyński, postępowanie jest w początkowej fazie i „trwa ustalanie rzeczywistej skali procederu”. Pozostałych podejrzanych prokurator objął policyjnym dozorem. Musieli też wpłacić poręczenia majątkowe w kwotach od 10 do 20 tysięcy złotych. Ponadto Dorota D. została zawieszona w czynnościach służbowych.

Stołeczny Zarząd Infrastruktury jest „stacjonarną jednostką wykonawczą Szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, powołaną do zarządzania nieruchomościami Skarbu Państwa, będącymi w trwałym zarządzie lub znajdującymi się we władaniu MON”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CIA ma nagranie ws. zlecenia zabójstwa Dżamala Chaszodżdżiego?

CIA ma nagranie rozmowy telefonicznej, podczas której saudyjski następca tronu Muhammad ibn Salman daje instrukcje, aby „uciszyć Dżamala Chaszodżdżiego tak szybko, jak to możliwe” – podał dziś turecki dziennik „Hurriyet Daily News”.

Jak twierdzi znany dziennikarz „Hurriyet” Abdulkadir Selvi, dyrektor CIA Gina Haspel podczas wizyty w Ankarze w październiku „zasygnalizowała”, że Agencja jest w posiadaniu podsłuchanej rozmowy telefonicznej między księciem Muhammedem a jego bratem Chalidem ibn Salmanem, który jest ambasadorem Arabii Saudyjskiej w USA. Według źródeł, na które powołuje się Selvi, bracia mieli mówić o „dyskomforcie”, spowodowanym publicznym krytykowaniem przez Chaszodżdżiego saudyjskich władz.

Dziennikarz Dżamal Chaszodżdżi, który publikował m.in. na łamach „The Washington Post” i miał krytyczny stosunek do działań następcy tronu, został zabity 2 października na terenie saudyjskiego konsulatu w Stambule.

Po prawie trzech tygodniach zaprzeczania, by miała cokolwiek wspólnego z zabójstwem, Arabia Saudyjska ostatecznie przyznała, że Chaszodżdżi został zabity na terenie konsulatu, jednak dalej utrzymuje, że rodzina królewska nie wiedziała nic o planie pozbycia się dziennikarza.

„Zostało powiedziane, że następca tronu wydał instrukcję, by uciszyć Dżamala Chaszodżdżiego tak szybko jak to możliwe i ta instrukcja została przechwycona przez podsłuch CIA. Późniejsze zabójstwo jest ostatecznym potwierdzeniem tej instrukcji” – napisał Salvi, dodając, że jeśli otwarte zostanie międzynarodowe śledztwo w tej sprawie „może ujawnić więcej szokujących dowodów, gdyż CIA ma w ręku więcej podsłuchanych rozmów, niż wie o tym opinia publiczna”.

Salvi, powołując się na najnowsze ustalenia tureckiego śledztwa, napisał w poniedziałek, że późniejsi zabójcy kazali wysłać Chaszodżdżiemu wiadomość do przebywającego w Arabii Saudyjskiej syna, a ponieważ ten odmówił, doszło do sprzeczki, w wyniku której dziennikarz został uduszony albo przy użyciu sznura, albo plastikowej torby. Oficjalnie ciało dziennikarza nie zostało jeszcze odnalezione. Jednak pod koniec października Sky News informował, że części ciała Dżamala Chaszodżdżiego znaleziono w ogródku konsula generalnego Arabii Saudyjskiej.

15 listopada saudyjska prokuratura postawiła zarzuty wszystkim 11 osobom bezpośrednio uczestniczącym w zabójstwie, z czego dla pięciu z nich zażądała kary śmierci.

We wtorek prezydent USA Donald Trump dał do zrozumienia, że nie będzie nakładał sankcji na Arabię Saudyjską nawet, gdyby się okazało, że następca tronu miał związek z zabójstwem, bo utrzymanie dobrych relacji z tym państwem jest z punktu widzenia Waszyngtonu ważniejsze.
Źródło info i foto: onet.pl

Pustelnik, który wykorzystał seksualnie 14-latka został skazany

– Dla naszego syna wyrządził wielką krzywdę. To jest jak lej po bombie atomowej w jego psychice – mówiła dziennikarzom w sądzie rodzina skrzywdzonego 14-latka. Teraz pustelnik z Dębowca na Podkarpaciu, który molestował chłopca usłyszał prawomocny wyrok. Został skazany na 3 lata więzienia.

Wojciech P. (50 l.) był osobą świecką, ale ludzie postrzegali go jako zakonnika. Chodził w habicie i otworzył własny dom modlitewny, który nazwał pustelnią. Mężczyzna pomagał ludziom, którzy zwracali się do niego o duchową pomoc. Wśród nich była mama 14-latka, która chciała, żeby porozmawiał z synem. Ona sama przeżywała kłopoty osobiste, a mąż rzadko bywał w domu, bo pracował za granicą.

„Zakonnik” zaprosił chłopca do siebie i zaczął go molestować. Zszokowany nastolatek długo trzymał wszystko w tajemnicy, aż w końcu zdecydował się opowiedzieć matce, jak został skrzywdzony. Prokurator udowodnił, że pustelnik obmacywał chłopca i prezentował mu film pornograficzny.

Proces Wojciecha P. toczył się najpierw przez rok w Jaśle, gdzie został uznany za winnego zarzucanych mu czynów. Oskarżony jednak się odwołał. Teraz Sąd Okręgowy w Krośnie utrzymał w mocy wcześniejszy wyrok.

Mężczyzna oprócz kary 3 lat więzienia otrzymał zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego na odległość mniejszą niż 100 metrów. Ma też 10-letni zakaz pracy z małoletnimi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe fakty ws. morderstwa Pauliny D. Zginęła w hostelu, sprawca nie próbował jej odurzyć

Łódzka prokuratura ustaliła, że zamordowana pod koniec października mieszkanka Łodzi, nie była odurzona w chwili, kiedy doszło do zbrodni. Kobieta zginęła od ciosów nożem w hostelu w centrum miasta.

Okoliczności śmierci Pauliny D. z Łodzi bada miejscowa prokuratura. Śledczy chcieli dowiedzieć się, czy to możliwe, że 28-latka została odurzona, co znacznie wpłynęłoby na jej zdolność podejmowania decyzji. Z tego powodu podczas sekcji zwłok zostały pobrane próbki, które następnie poddano analizie. Jak jednak wykazały badania toksykologiczne, kobieta nie była w chwili śmierci pod wpływem żadnych substancji psychoaktywnych. 

– Ekspertyza obejmowała szerokie spektrum środków odurzających i psychotropowych. Wyniki nie potwierdzają hipotezy, by kobiecie przed śmiercią podano tego typu substancje – powiedział dla TVN 24 Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Kobieta zginęła w hostelu przy ulicy Żeromskiego, dokąd zaprowadził ją podejrzany o dokonanie zabójstwa Gruzin Mamuka K. W hostelu nie było już większości jego znajomych, którzy pracowali na pobliskiej budowie. Z ustaleń prokuratury wynika, że – działając z motywów seksualnych – sprawca pobił Paulinę D. i godził ją nożem w szyję. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl