Pierwszy stopień zagrożenia terrorystycznego w Krakowie i na Śląsku

O północy z 25 na 26 listopada w Krakowie i w woj. śląskim zacznie obowiązywać będzie pierwszy stopień zagrożenia antyterrorystycznego ALFA. Wszystkie niepokojące sygnały należy zgłaszać policji za pośrednictwem numeru 112 lub 997.

Stopień ALFA jest najniższym z czterech stopni alarmowych określonych w ustawie o działaniach antyterrorystycznych. Jest on przede wszystkim sygnałem dla służb dbających o bezpieczeństwo i całej administracji publicznej do zachowania szczególnej czujności.

Decyzją premiera, ze względu na zapewnienie bezpieczeństwa w czasie obrad 24. Sesji Konferencji Stron Ramowej Konwencji ONZ w sprawie zmian klimatu (COP 24), w woj. śląskim oraz Krakowie obowiązywać będzie pierwszy stopień zagrożenia terrorystycznego ALFA.

„Bezpieczeństwo w czasie obowiązywania stopnia uzależnione jest nie tylko od działania właściwych służb, ale też od przygotowania administratorów obiektów użyteczności publicznej, którzy zobowiązani są do prowadzenia ich wzmożonej kontroli” – informuje na swojej stronie internetowej MSWiA.

Pierwszy stopień alarmowy ALFA będzie obowiązywał przez okres trwania COP 24 – od 26 listopada do 15 grudnia.
Źródło info i foto: onet.pl

Organizacja UISG wzywa zakonnice do zgłaszania przypadków wykorzystywania seksualnego w Kościele

Globalna organizacja zakonnic potępiła „kulturę ciszy i tajemnicy” wokół wykorzystywania seksualnego w Kościele i wzywa siostry, które były ofiarami nadużyć do zgłaszania zbrodni policji i przełożonym.

Organizacja The International Union of Superiors General, która reprezentuje ponad 500 tysięcy sióstr zakonnych na całym świecie, obiecuje pomóc zakonnicom, które padły ofiarom nadużyć. Zachęca do zgłaszania tych przestępstw i szukania sprawiedliwości.

Oświadczenie w tej sprawie wydane zostało w przeddzień Międzynarodowego Dnia Walki z Przemocą wobec Kobiet. To pierwszy komunikat organizacji z siedzibą w Rzymie od czasu ujawnienia seksualnego skandalu na początku tego roku. Agencja Associated Press donosiła wówczas, że Watykan zna problem wykorzystywania seksualnego zakonnic przez księży i biskupów od dziesięcioleci, jednak nie zrobił niemal nic, aby temu zapobiec. Dochodzenie AP wykazało, że przypadki wykorzystywania zakonnic przez księży zdarzały się w Europie, Afryce, Ameryce Południowej i Azji.

W wydanym oświadczeniu grupa nie określiła kleru jako agresora. Potępiono to, co nazwano „wzorcem nadużyć, który obecnie panuje w Kościele i społeczeństwie”, pisząc o nadużyciach seksualnych, werbalnym i emocjonalnym znęcaniu się, nierównym traktowaniu i poniżaniu ofiar. „Potępiamy tych, którzy popierają kulturę ciszy i tajemnicy, często pod przykrywką ochrony reputacji instytucji” – czytamy. „Opowiadamy się za notyfikacją nadużyć zarówno w zborze, na szczeblu parafialnym, diecezjalnym, jak i na każdej publicznej arenie” – podkreślono w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Kokaina ukryta w kartonach z bananami. Kolejne przypadki w dwóch województwach

W dwóch kolejnych województwach – na Dolnym Śląsku i w woj. łódzkim – znaleziono kokainę ukrytą w kartonach z bananami. W sobotę informowaliśmy o tym, że narkotyki schowane wśród owoców odkryli pracownicy sklepu spożywczego w Sokołowie Podlaskim na Mazowszu.

Do sklepów w ten sposób mogło trafić co najmniej 100 kilogramów narkotyków. Na spodzie kartonów z owocami odkryto w sumie ponad sto paczek ze środkami odurzającymi. Każda z nich waży około kilograma. Wszystkie trafiły do sklepów jednej z popularnych sieci.

W tej sprawie wszczęto już śledztwo. Policjanci ustalają, kto był dostawcą i odbiorcą towaru. Sklepy nie są bezpośrednim importerem bananów z zagranicy.

Możemy potwierdzić, że w popularnych sklepach sieciowych na terenie trzech województw: mazowieckiego, łódzkiego i dolnośląskiego pracownicy tych sklepów ujawnili w kartonach z bananami prawdopodobnie środki odurzające – mówi w rozmowie z RMF FM młodszy aspirant Antoni Rzeczkowski z Komendy Głównej Policji. Dla dobra śledztwa nie możemy ujawniać więcej informacji – dodaje.
Źródło info i foto: RMF24.pl

WB: 36-letni pedofil uciekł z więzienia, następnie próbował porwać uczennicę ze szkoły

Skazany za pedofilię 36-letni John Harris uciekł z więzienia Leyhill, położonego w brytyjskim hrabstwie Gloucestershire. Następnie poszedł do pobliskiej szkoły i próbował porwać uczennicę. Nauczycielowi udało się jednak obezwładnić napastnika i wezwać policję – informuje portal Bristol Post.

Harris był skazany na osiem lat więzienia, m.in. za próbę porwania dzieci ze szpitala – raz w 2005 i drugi raz w 2008 roku. Niedawno mężczyzna uciekł z więzienia, po czym udał się do pobliskiej szkoły podstawowej i zapukał do losowo wybranej sali. Jedna z uczennic wstała, aby otworzyć drzwi. Wtedy Harris wszedł do pomieszczenia i zapytał czy trafił do recepcji. Gdy dziewczynka zaprzeczyła, mężczyzna zaczął wychodzić, po czym złapał uczennicę za szyję, mówiąc do nauczyciela: „po prostu wezmę to dziecko, dobrze?”. Opiekun szybko jednak zareagował, obezwładnił napastnika i wezwał policję. Harris przyznał się funkcjonariuszom, że uciekł z więzienia i że chciał zabrać dziecko.

Przesłuchiwani świadkowie zauważyli, że Harris poruszał się po terenie szkoły, zaglądając przez okna i dwa razy próbując otworzyć drzwi do klasy. Kiedy wezwani na miejsce policjanci zbliżali się do Harrisa, nie sprzeciwiał się aresztowaniu – czytamy na portalu Bristol Post.

„To było bolesne, kiedy zadzwoniłem do rodziców dziecka i próbowałem wytłumaczyć tę sytuację i pocieszyć ich. Oddali swoje cenne dziecko pod naszą opiekę, a tymczasem system ich zawiódł” – napisał w oświadczeniu dyrektor.

Podczas rozprawy, która odbyła się w piątek 23 listopada, sędzia Michael Cullum stwierdził, że Harris jest „przerażającym i niebezpiecznym człowiekiem, koszmarem każdego rodzica”. Harris powiedział na rozprawie, że „jest tym, kim jest, ale nie jest tym, kim chce być”. – Wszystko to dzieje się w mojej głowie, jestem głęboko zaniepokojony, byłem przez całe życie – powiedział Harris w sądzie.

Sędzie skazał Harrisa na kolejny pobyt w więzieniu. Jego całkowity wyrok wynosi teraz 11 lat i sześć miesięcy. W ubiegłym roku z zakładu Leyhill uciekło aż dziewięciu więźniów.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowe informacje w sprawie Iwony Wieczorek. Dziennikarz twierdzi, że trafił na nazwisko mordercy

Iwona Wieczorek zaginęła ponad osiem lat temu. W tej sprawie nadal więcej jest pytań niż odpowiedzi. Dziennikarz śledczy Janusz Szostak próbuje znaleźć rozwiązanie tej zagadki i – jak twierdzi – w pierwszym rozdziale książki ujawnia nazwisko mordercy Iwony.

Janusz Szostak we wstępie książki „Co się stało z Iwoną Wieczorek” pisze: „Mówi się, że sprawca zwykle pojawia się w pierwszym tomie akt. W przypadku tej książki – jest w pierwszym jej rozdziale”. My publikujemy rozdział trzeci książki, która ukaże się 28 listopada nakładem Wydawnictwa Harde.

Analizując sprawę zniknięcia Iwony Wieczorek, Marek Siewert (analityk Komendy Głównej Policji – red.) stwierdził: „Nadal uwzględniać należy zaistnienie takiego zdarzenia bezpośrednio w sąsiedztwie domu”. Moim zdaniem jest to bardzo prawdopodobna hipoteza, gdyż pod domem na nastolatkę mógł czekać jej morderca. Osoba, którą znała i której się nie obawiała. Mało prawdopodobne, by porywaczem i zabójcą Iwony Wieczorek była przypadkowa osoba.

Także atak na nadmorskim bulwarze, a nawet w alejkach parkowych wydaje się nierealny. Przypomnijmy, że Piotr Kinda, ojczym Iwony, zeznał, że obudził się około 4.00 i usłyszał przez otwarte okno głos Adrii. Pomyślał, że rozmawia ona z Iwoną i razem wracają do jej domu, gdzie miały nocować.

Tak to wspomina Iwona Kinda w rozmowie ze mną: – Było wtedy bardzo ciepło. Mieliśmy w sypialni otwarte okno. Około godziny 3.00-4.00 słychać było jakieś głosy. Piotr zawsze wstawał w tym czasie. Usłyszał głos Adrii: „Iwona, Iwona, Iwona…”. Pomyślał, że znowu się kłócą. Ja wtedy mocno spałam, bo miałam ciężki dzień i musiałam rano iść do pracy. Więc tak na wpół śpiąca, w letargu, przytaknęłam mu, że pewnie się kłócą i Iwona zaraz przyjdzie do domu. Odwróciłam się na drugi bok i spałam dalej. Rano patrzę – Iwony nie ma. Zauważyłam też, że nie ma moich nowych butów. Zabrała mi buty, takie nowe szpilki. Wkurzyłam się wtedy na nią, od razu wzięłam telefon i zadzwoniłam, bo zezłościłam się o te buty. Wie pan, jak to jest, to normalne. Ale wówczas Iwona miała już wyłączony telefon. Słysząc rozmowę dziewczyn pod blokiem, myśleliśmy, że one są na osiedlu we dwie. Później okazało się, że była to rozmowa telefoniczna Adrii z Iwoną.

Rozmawiając o godzinie 3.36, dziewczyny ustaliły, że Adria wystawi rzeczy Iwony na balkon, żeby swobodnie mogła je stamtąd zabrać. Adria mieszkała na parterze. Dziewczyny kłóciły się jeszcze chwilę, gdy Adria była już pod klatką schodową swojego bloku. W czasie tej rozmowy Iwona zarzucała jej, że zostawiła ją samą w Sopocie. Z analiz billingów dziewczyn wynika, że ostatnia rozmowa oraz ostatnie esemesy, jakie wymieniły, miały miejsce o 3.42-3.43. O 4.00 Adria wysłała jeszcze koleżance esemesa z potwierdzeniem, że rzeczy są na balkonie. Ale ten komunikat nie dotarł już do Iwony. Ponieważ jednak uprzedzała, że rozładowuje jej się telefon, koleżanka nie była zdziwiona, że kontakt się urwał.

Zapewne właśnie tę rozmowę telefoniczną słyszał Piotr Kinda. Ale czy Iwona nie mogła dotrzeć pod swój dom? W aktach sprawy znajdują się zeznania Mai Ż., która twierdzi, że jej znajoma z pracy opowiadała, iż brat jej męża rzekomo widział, jak tej nocy ktoś siłą wciągał Iwonę Wieczorek do czarnego samochodu: „W nocy, kiedy zaginęła Iwona Wieczorek, jej szwagra, który mieszka na tym samym osiedlu, miał obudzić pisk opon samochodu, (…) miał wstać z łóżka i widzieć z balkonu, czy też z tarasu mieszkania, jak Iwona Wieczorek jest siłą wciągana do samochodu koloru czarnego, marki nie podał. (…) Zapytałam ją, czy zgłosił to policji. A ona odburknęła ‚Policja jest od tego, by szukać’ i dodała, że Iwona Wieczorek sobie na to zasłużyła, gdyż jej szwagier często ją widział, jak siedziała na chodniku w krótkiej sukience i piła z chłopakami alkohol. On mieszka na tym samym osiedlu, co Iwona Wieczorek – zeznała Maja Ż., dodając: – Z tego, co mi powiedziała znajoma, jej szwagier miał już być przesłuchany w tej sprawie. Ale on nic nie powiedział, ponieważ Iwona nie szanowała się, ubierając tak, że jej prawie było tyłek widać. Ona takich słów użyła, mówiąc o tym”.

Policja rzeczywiście przesłuchała mężczyznę, który rzekomo miał widzieć uprowadzenie nastolatki. Zeznał, że mieszka w tym samym bloku, co Adria S., a Iwona mieszkała w bloku obok: „Często je razem widywałem. Pamiętam nawet ten dzień, jak wychodziły na imprezę razem, ładnie ubrane, szły pod rękę chodnikiem w stronę Biedronki. Nie pamiętam dokładnie godziny, ale tej nocy Iwona zaginęła. O tym jednak dowiedziałem się dopiero kilka dni później z plakatów na osiedlu i z mediów. Ja o tej sprawie jednak nic więcej nie wiem. Widziałem tylko, jak Iwona z Adrią często imprezowały między blokami. Nie widziałem, aby ktoś ją wciągał do samochodu. Gdybym widział, jak ktoś porywa Iwonę Wieczorek, to powiadomiłbym natychmiast policję. Pamiętam tylko, jak Adria stała pod blokiem i płakała, to było wtedy, jak już wszyscy szukali tej Iwony. Wokół niej było kilka osób. Iwona była spokojną dziewczyną, całe to towarzystwo było pod wpływem Adrii – stwierdził, odżegnując się od opowieści znajomej swojej szwagierki: – Nic nie wiadomo mi o tym, jak Iwona zaginęła. Nic nie widziałem, by wsiadała do jakiegoś ciemnego auta czy też została do niego wciągnięta. Nie mam pojęcia, jak zaginęła – zastrzegał sąsiad nastolatki. – Wykluczone, bym widział, jak ktoś ją porywa. Na pewno powiedziałbym o tym i zgłosił się na policję. To tak, jakby mi dziecko porwali. Z całą pewnością zgłosiłbym się na policję”.
Źródło info i foto: wp.pl

Brazylia: Ogromna afera korupcyjna i 56. odsłona wielkiej operacji policyjnej

Brazylijska policja rozpoczęła w piątek 56. etap wielkiej operacji. Ma ona związek z aferami łapówkarskimi i nadużyciami, do jakich doszło w ostatnich latach przy budowie nowej siedziby państwowego giganta naftowego Petrobras w mieście Salvador, stolicy stanu Bahia. Agenci policji federalnej prowadzą dochodzenie w tej sprawie od 2014 roku. W obecnej fazie operacji mają dokonać 22 aresztowań i przeprowadzić 68 rewizji w prywatnych domach, między innymi w stanach Sao Paulo, Minas Gerais, Rio de Janeiro i Bahia.

W aferę ma być zamieszanych wielu polityków i przedsiębiorców.

„Przekręt” z zawyżaniem kosztów robót

Jak stwierdza policja federalna w wydanym w piątek komunikacie, wyniki dotychczasowych dochodzeń potwierdzają, że „przekręt” polegał głównie na zawyżeniu kosztów wszystkich robót przy budowie siedziby państwowego koncernu. Wyroki dla niektórych uczestników „afery Petrobrasu”, jakich według przewidywań piątkowych brazylijskich mediów zażąda prokurator, mają sięgać 50 lat więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Mocne zdjęcia z zamieszek w Paryżu

W Paryżu oraz innych miastach Francji trwają protesty ruchu tzw. „żółtych kamizelek” przeciwko zapowiedzianym przez francuski rząd kolejnym podwyżkom akcyzy na paliwo. W stolicy kraju na ulice wyszło prawie 81 tysięcy osób. W trakcie protestów doszło do starć z policją, która użyła broni gładkolufowej, armatek wodnych i granatów z gazem łzawiącym by rozproszyć tłum protestujących. W naszej galerii prezentujemy dramatyczne obrazy z ulic Paryża.
Źródło info i foto: TVP.info

Rosja: Zniszczył bankomat i ukradł gotówkę. Banknoty były fałszywe

Rosyjska policja opublikował film przedstawiający wyjątkowo pechowego włamywacza. Mężczyzna wszedł do sali bankomatowej w Samarze na południowym zachodzie kraju. Przez kilkadziesiąt minut usiłował dostać się do wnętrza urządzenia, które zniszczył niemal doszczętnie. W końcu udało mu się wyrwać skrzynkę z pieniędzmi. Okazało się jednak, że zabrał pojemnik z fałszywymi banknotami.

Prawdziwe banknoty były ukryte głębiej w bankomacie, ale złodziej o tym nie wiedział. Mężczyzna został już aresztowany. Grozi mu kilka lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl