Seria alarmów bombowych w Moskwie. Ewakuowano Dworzec Kijowski i 12 centrów handlowych

Służby ratunkowe w Moskwie ewakuowały 12 centrów handlowych i dworzec kolejowy po serii anonimowych telefonów o podłożonych w tych miejscach ładunkach wybuchowych – informuje rosyjska agencja prasowa RIA Nowosti. W ubiegłym roku Rosję dotknęła fala fałszywych alarmów o takim zagrożeniu.

Nad ranem informowano o ewakuacji siedmiu moskiewskich centrów handlowych. Teraz liczba budynków, z których wyprowadzani są klienci, wzrosła do 12. Wszystkie przeczesują teraz funkcjonariusze z psami.

Jak podaje rosyjska agencja prasowa RIA Nowosti, ewakuację przeprowadzono także na stacji kolejowej Moskwa-Passażyrskaja-Kijewskaja, zwanej także Dworcem Kijowskim. To jedna z największych stacji w Moskwie, obsługująca połączenia dalekobieżne i podmiejskie. Przez dworzec przejeżdżają pociągi m.in. z Kijowa, Lwowa, Budapesztu i Wiednia.

RIA Nowosti przypomina, że fala anonimowych doniesień o bombach pojawiła się w Rosji także jesienią ubiegłego roku. W sumie z tysięcy centrów handlowych, dworców i innych obiektów ewakuowano wówczas około 350 tysięcy ludzi. W żadnym wypadku nie potwierdzono zagrożenia wybuchem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były szef KNF Marek Ch. z zarzutem przekroczenia uprawnień

Zatrzymany przez CBA b. szef Komisji Nadzoru Finansowego Marek Ch. usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści osobistej przez inną osobę – powiedział obrońca Ch. mec. Marcin Kondracki. Z kolei drugi z obrońców, Radosław Baszuk stwierdził, że jego klient nie przyznaje się do stawianego mu zarzutu.

We wtorek prokuratura przedstawiła mu zarzut przekroczenia uprawnień. Przesłuchanie zostało przerwane ze względu na późną porę. W środę będzie kontynuowane. Nie przyznał się do postawionego mu zarzutu – powiedział dziennikarzom mec. Baszuk wchodząc na środowe przesłuchanie. Pytany, czy spodziewa się wniosku o aresztowanie Marka Ch., odpowiedział: Mamy nadzieję, że nie zostaną wobec niego zastosowane środki zapobiegawcze.

Prokuratura przed zakończeniem przesłuchania nie chciała ujawnić, jaki zarzut zostanie postawiony Ch.

Wcześniej Ch. wprowadzany do prokuratury przez funkcjonariuszy CBA nie odpowiadał na pytania zadawane przez dziennikarzy.

Nie wiadomo, jak długo potrwa przesłuchanie Ch.; będzie to zależało od tego, jak obszerne będą jego wyjaśnienia. Prokuratura zapowiedziała, że po zakończeniu czynności z zatrzymanym przez CBA b. szefem Komisji podejmie decyzję, czy wnieść do sądu o zgodę na areszt.

„Gazeta Wyborcza” napisała 13 listopada, że w marcu 2018 roku ówczesny przewodniczący KNF zaoferował właścicielowi m.in. Getin Noble Banku Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Czarnecki nagrał rozmowę, jednak w nagraniu nie znalazła się wypowiedź Ch. o tej kwocie. Według biznesmena, Ch. miał mu pokazać kartkę, na której zapisał 1 proc., co według „Wyborczej” miało stanowić część wartości Getin Noble Banku „powiązaną z wynikiem banku”.

Adwokat miliardera mec. Roman Giertych przyznał, że słynnej kartki z jednym procentem nie ma, ale – jak przekonywał – jest inny sposób na udowodnienie tego, że istniała. – Pan Czarnecki jest gotowy poddać się badaniu wariograficznemu – powiedział RMF FM Giertych.

Śledztwo nadzoruje śląski wydział PK, który przekazał je do prowadzenia CBA. Postępowanie rozpoczęło się po doniesieniu złożonym przez Czarneckiego na początku listopada. 19 listopada biznesmen przez 12 godzin składał w katowickiej prokuraturze zeznania. Składając zawiadomienie i w dniu przesłuchania dostarczył też śledczym m.in. nośniki z nagranymi rozmowami – są to zarówno nagrania audio i wideo. Poza Czarneckim w śledztwie przesłuchano także innych świadków.

W komunikacie po porannym zatrzymaniu b. szefa KNF przez agentów warszawskiej delegatury CBA wydział komunikacji społecznej Biura przypomniał kalendarium sprawy. Po informacjach „GW” o tym, że mogło dojść ze strony Ch. do propozycji korupcyjnej wobec szefa Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego prokuratura podjęła śledztwo; 14 listopada powierzono je do prowadzenia CBA.

Tego dnia o godz. 12.35 CBA otrzymało od prokuratury nakaz przeszukania siedziby KNF i miejsca zamieszkania b. przewodniczącego KNF. Agenci CBA weszli do siedzib KNF w Warszawie i zabezpieczyli materiały dowodowe – protokoły i nagrania posiedzeń KNF dotyczące postępowania naprawczego Getin Banku, aktualizacji tego programu naprawczego, ochrony kapitału Getin Banku oraz posiedzeń KNF dotyczących sytuacji w Idea Bank SA, a w szczególności nabycia udziałów w GetBack SA oraz sprzedaży obligacji GetBack SA.

Jak podaje CBA, agenci zabezpieczyli wszystkie wymagane materiały dowodowe, które były objęte postanowieniem prokuratury. Te dokumenty i nagrania nie znajdowały się w samym gabinecie przewodniczącego, lecz w innych jednostkach organizacyjnych KNF. W siedzibie KNF oraz mieszkaniu Ch. zabezpieczono dokumentację, a także sprzęt elektroniczny i nośniki elektroniczne, których używał b. przewodniczący KNF.

Podczas tych działań agenci CBA ustalili, jakie czynności b. przewodniczący wykonywał tego dnia rano w siedzibie KNF – przebywał w KNF w asyście pracownika Urzędu KNF i jego wizyta nie miała wpływu na efektywność realizowanych przez CBA czynności – podkreśliło Biuro w komunikacie.

W ciągu kilku kolejnych dni CBA przesłuchało jedenaście osób, w tym mec. Grzegorza Kowalczyka, który był wskazywanym przez Ch. polecanym Czarneckiemu pracownikiem, pracowników UKNF, a także pracowników podmiotów powiązanych z Czarneckim. CBA wraz z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeprowadziły eksperyment w gabinecie szefa KNF w Warszawie, dotyczący działania urządzeń „antypodsłuchowych” – „szumideł”, o których mówił Ch. w nagranej rozmowie z Czarneckim.

Biuro Badań Kryminalistycznych ABW przeprowadziło ekspertyzę nagrań i nośników pamięci przekazanych przez Czarneckiego prokuraturze 19 listopada – dyktafonu, długopisu z kamerą, pendrive’a. Szybkie zakończenie tej ekspertyzy i jej wyniki pozwoliły na wtorkowe poranne zatrzymanie b. szefa KNF – zaznaczyło CBA.

W trakcie swoich działań w ostatnich dniach CBA zabezpieczyło zapisy monitoringu w siedzibie KNF, a departament postępowań kontrolnych Biura 16 listopada wszczął analizę przedkontrolną oświadczeń majątkowych b. przewodniczącego. Agenci CBA badają prawdziwość składanych oświadczeń, ich prawidłowość – sprawy formalne, związane ze składaniem tych dokumentów. Po zakończeniu analizy zapadną rekomendacje dla dalszych działań Biura w tym zakresie.

We wtorek rano Ch. został zatrzymany przez CBA na podstawie wydanego wieczorem dzień wcześniej postanowienia prokuratorskiego.

Dworczyk: Zatrzymanie Chrzanowskiego to dowód, że państwo działa sprawnie

Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera, komentując w Polskim Radiu zatrzymanie Chrzanowskiego, ocenił, że jest to dowód na to, iż „państwo sprawnie działa”. – Radzi sobie nawet w takich kryzysowych sytuacjach – podkreślił szef KPRM.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Oszuści wystawiali „puste” faktury. Będą sądzeni według nowych zasad

Zarzuty związane z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej i wystawieniem kilkuset „pustych” faktur VAT, opiewających na ponad 10 mln zł, postawiono Dawidowi S. i Robertowi O. Mężczyźni zostali aresztowani na trzy miesiące. Proceder wystawiania fałszywych faktur trwał od lutego 2017 r. do listopada 2018 tego roku – poinformował w środę Piotr Marko, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie, która nadzoruje sprawę.

Według ustaleń śledczych, na początku 2017 r. członkowie grupy przestępczej kupili spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością mającą siedzibę w Warszawie. Spółka była zgłoszona jako podatnik VAT, ale nie prowadziła żadnej działalności gospodarczej.

Dawid S. i Robert O. wykorzystali spółkę i jako osoby ją reprezentujące wystawili kilkunastu podmiotom gospodarczym z terenu całego kraju, co najmniej kilkaset „pustych” faktur VAT. Dokumenty wskazywały na rzekomą sprzedaż części samochodowych i usług budowlanych, o łącznej wartości ogółem ponad 10 mln zł. W rzeczywistości takich transakcji nie było.

22 listopada tego roku, na polecenie prokuratora, prowadzący tę sprawę funkcjonariusze Świętokrzyskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Kielcach zatrzymali Dawida S. i Roberta O. Obydwaj mężczyźni usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a także poświadczenia nieprawdy w wystawionych fakturach VAT.

Prokurator po przesłuchaniu podejrzanych skierował do sądu wnioski o ich aresztowanie, z uwagi na grożącą im surową karę, a także obawę matactwa. Sąd przychylił się do argumentacji prokuratora i zastosował wobec nich areszt na trzy miesiące.

Wobec obydwu podejrzanych zastosowanie mają nowe, surowsze przepisy karne dotyczące wystawiania „pustych” faktur VAT obowiązujące od 1 marca 2017 r. Za wystawienie nierzetelnych faktur VAT o wartości ogółem ponad 10 mln zł, przewidują one karę od pięciu lat, a nawet 25 lat pozbawienia wolności.

Śledczy określają sprawę jako rozwojową, prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań. Fałszywe faktury prawdopodobnie służyły do wyłudzania podatku VAT. Śledczy będą to ustalać i pociągać winnych do odpowiedzialności.
Źródło info i foto: interia.pl

Gwałcili bezdomną całą noc. Ruszył proces

Ruszył proces ws. brutalnego zgwałcenia bezdomnej kobiety w Lublinie. Sąd utajnił postępowanie, aby „nie obrażać dobrych obyczajów”. Wiadomo jednak, że oskarżeni odmówili wyjaśnień. Łukaszowi A. i Radosławowi P. grozi kara do 12 lat więzienia.

Oskarżeni stanęli przed sądem niemal rok po nocy, podczas której zaatakowali kobietę i jej męża. Sąd niemal natychmiast zdecydował o wyłączeniu jawności rozprawy. – Z uwagi na to, że ujawniane treści mogłyby obrażać dobre obyczaje – wyjaśnia Wirtualnej Polsce sędzia Barbara Markowska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.

Dodaje, że oskarżeni skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Zdecydowano też o przedłużeniu tymczasowego aresztu wobec Łukasza A.. W przypadku drugiego z mężczyzn taka decyzja zapadła przed rozpoczęciem procesu.

– Kolejną rozprawę zaplanowano za miesiąc, tuż przed świętami. To wtedy zeznawać będą świadkowie – dodaje sędzia.

Śledczy nie mają wątpliwości, że obaj mężczyźni w listopadzie 2017 r. napadli na bezdomne małżeństwo, które nocowało w jednym z wagonów przy ul. Krochmalnej w Lublinie. Mężczyznę mieli pobić i wyrzucić za drzwi, a kobietę przez wiele godzin gwałcić. Ofiara twierdzi, że zdołała uciec dopiero nad ranem, kiedy napastnicy poszli do sklepu, bo zabrakło im alkoholu.

Łukasz A. i Radosław P. podczas śledztwa nie przyznali się do winy.
Źródło info i foto: wp.pl

Zielona Góra: Potrącił 17-latkę i uciekł. Został już zatrzymany

Zielonogórscy kryminalni bardzo szybko ustalili podejrzanego o potrącenie 17-latki na przejściu dla pieszych, do którego doszło w poniedziałek /26.11/ ok. godz. 21. Tak szybkie jego namierzenie było możliwe m.in. dzięki monitoringowi miejskiemu, który zarejestrował całe zdarzenie. 22-letni mężczyzna uciekł, nie udzielając pomocy rannej nastolatce. Trwa ustalanie wszystkich okoliczności zdarzenia.

Do potrącenia nastolatki doszło na przejściu dla pieszych przy ul. Wyspiańskiego. Rozpędzony volkswagen uderzył 17-latkę, która upadła na jezdnię. Kierujący nie tylko nie udzielił poszkodowanej pomocy, ale uciekł z miejsca zdarzenia nie powiadamiające nawet służb ratunkowych. Pomocy rannej nastolatce udzielili dopiero przechodnie i kierowcy innych pojazdów, którzy wezwali pogotowie. Dziewczyna z poważnymi obrażeniami została zabrana do szpitala.

Informację o zdarzeniu otrzymał dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze, który natychmiast skierował na miejsce patrole, aby ustalić okoliczności zdarzenia. Wtedy okazało się, że miejsce to jest objęte monitoringiem. Po obejrzeniu nagrania do działań ruszyli kryminalni, którzy ustalili jakim pojazdem poruszał się kierujący, a wkrótce także kim najprawdopodobniej jest. Jednak zatrzymanie mężczyzny jeszcze tego samego dnia okazało się niemożliwe, bo wyjechał z miasta, żeby ukryć się przed policjantami.

Kryminalni podjęli działania operacyjne i w ich wyniku, w kilka godzin po zdarzeniu we wtorek /27.11/ rano – zatrzymali podejrzanego, którym okazał się 22-letni mężczyzna. Wraz z nim zatrzymali także kobietę, 21-latkę. Mężczyzna został przewieziony do komendy i przebadany na obecność środków odurzających w organizmie. Badanie wykazało, że był pod wpływem amfetaminy. Ponadto policjanci znaleźli także amfetaminę w jego mieszkaniu.

22-latek będzie odpowiadał za spowodowanie wypadku drogowego i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Ponadto usłyszy też zarzut naruszenia sądowego zakazu kierowania pojazdami i posiadania narkotyków. O ostatecznym wymiarze kary dla 22-latka zdecyduje sąd, który podejmie decyzję w sprawie ewentualnego aresztowania mężczyzny.
Źródło info i foto: Policja.pl

Polska: Kokaina w bananach. Przejęto rekordową kontrabandę

Już w czwartym kolejnym województwie znaleziono kokainę ukrytą w kartonach z bananami. Tym razem na paczki z narkotykami natrafili pracownicy sklepu w Sosnowcu – poinformowało radio RMF FM. Kilka dni temu kokainę wykryto w pudełkach z bananami przeznaczonymi dla jednej sieci sklepów na Mazowszu, Dolnym Śląsku i w Łódzkiem. Łącznie zabezpieczono już 220 kg tego narkotyku.

– Możemy potwierdzić, że w popularnych sklepach sieciowych na terenie trzech województw: mazowieckiego, łódzkiego i dolnośląskiego pracownicy tych sklepów ujawnili w kartonach z bananami prawdopodobnie środki odurzające – potwierdził mł. asp. Antoni Rzeczkowski z Komendy Głównej Policji. – Dla dobra śledztwa nie możemy ujawniać więcej informacji – zaznaczył.

Wszczęto śledztwo. Funkcjonariusze starają się ustalić, jaką dokładnie trasę pokonały owoce i kto odpowiadał za ich transport z Ameryki Południowej. Przesłuchiwani są też pracownicy sklepów, do których trafiła kokaina.
Źródło info i foto: TVP.info

Węgry odmówiły ekstradycji do Stanów dwóch obywateli Rosji podejrzanych o handel bronią

Węgry odmówiły Stanom Zjednoczonym ekstradycji do USA dwóch Rosjan podejrzanych o handel bronią i odesłały ich do Rosji – poinformowała we wtorek rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert.

„Stany Zjednoczone są rozczarowane decyzją rządu Węgier o wydaleniu Lubiszynów do Rosji” – oznajmiła Nauert w oświadczeniu.

Nauert podkreśliła, że Stany Zjednoczone miały mocne dowody przeciwko Władimirowi Lubiszynowi juniorowi i seniorowi, a po wysłaniu ich do Rosji nie wiadomo, czy w ogóle staną przed sądem.

Amerykańskie dokumenty sądowe wskazują, że mężczyznom stawiano zarzuty dotyczące narkotyków i broni, w tym zmowę w celu sprzedaży rosyjskiej broni, m.in. rakiet przeciwlotniczych.

Ta decyzja rodzi pytanie o zaangażowanie Węgier

– Węgry są partnerem i przyjacielem Stanów Zjednoczonych, ale ta decyzja rodzi pytanie o zaangażowanie Węgier we współpracę organów ścigania – oznajmiła rzeczniczka Departamentu Stanu. Dodała, że nie wiadomo, czy podejrzani staną w Rosji przed sądem, a decyzja Węgier sprawi, że mieszkańcy USA, Węgier i świata będą mniej bezpieczni.

Rzecznik węgierskiego rządu powiedział agencji Reutera, że minister sprawiedliwości podjął decyzję w sprawie Lubiszynów, opierając się na międzynarodowych porozumieniach. – Prawo na Węgrzech dotyczy każdego – wskazał. I dodał, że Stany Zjednoczone odrzuciły w ciągu ostatnich pięciu lat osiem z dziewięciu wniosków o ekstradycję.

Według władz amerykańskich Lubiszynowie konspirowali w celu dostarczenia do Stanów Zjednoczonych narkotyków oraz broni mającej służyć do ochrony ładunku. W pozwie z 2016 r. napisano, że prawdopodobnie zawierali w niezidentyfikowanym kraju europejskim transakcje z meksykańskimi wspólnikami, którzy w rzeczywistości byli informatorami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe fakty w sprawie tragedii na sali zabaw. Ojciec otruł syna i siebie

Czy Tomasz M. otruł malutkiego Arturka, a później siebie? Na to pytanie muszą odpowiedzieć śledczy. Nieprzytomnego ojca i synka odnaleziono w toalecie sali zabaw na warszawskim Bemowie. Pogotowie zabrało ich do szpitala, gdzie zmarli. Prokuratura zleciła sekcje zwłok ofiar. Są już wstępnie wyniki badań. Co z nich wynika?

Tragedia rozegrała się w niedzielę, 25 listopada w sali zabaw na warszawskim Bemowie. Tomasz M. spotkał się tam z 4-letnim synkiem. Spotkanie nadzorował wyznaczony przez sąd kurator. W pewnej chwili ojciec poszedł z Arturkiem do toalety. Gdy długo nie wracali, kurator wszczął alarm.

35-latka i chłopca odnaleziono w toalecie. Byli nieprzytomni. Tomasza M. długo reanimowano. Nie udało się go jednak uratować. Mężczyzna zmarł. Dziecko trafiło do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie. Mimo ich wysiłków, 4-letni Artur także zmarł. – Jesteśmy wstrząśnięci tym, co się stało. To ogromna tragedia. Z całego serca współczuję matce chłopca. Nic nie wskazywało na to, że ten mężczyzna to człowiek z takimi zaburzeniami, nikt z nas nie sprawdza wchodzących rodziców – powiedziała Mariola Prandecka, właścicielka sali.

Wyjaśnianiem okoliczności tragedii zajęła się policja i prokuratura. – Jeszcze w niedzielę, czyli w dniu powzięcia informacji o zdarzeniu został przesłuchany kurator. Został przesłuchany w charakterze świadka, ponieważ postępowanie toczy się obecnie w sprawie. Na razie nie ma podstaw, by komukolwiek przedstawiać zarzuty – powiedziała Fakt24 Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

W sprawie wszczęto śledztwo. Dotyczy ono trzech wątków. – Pierwszy wątek to zabójstwo dziecka poprzez podanie substancji toksycznej. Drugi dotyczy doprowadzenia Tomasza M. do targnięcia się na własne życie. Trzeci zaś niedopełnienia obowiązków służbowych przez kuratora społecznego, wyznaczonego przez sąd, który był obecny podczas widzenia Tomasza M. z Arturem. Prokuratura zdecydowała się podejść do sprawy wszechstronnie i uwzględnić kontekst życiowy, rodzinny – wyjaśniła nam prokurator Mirosława Chyr.

Czy Tomasz M. otruł syna, a później siebie? W odpowiedzi na to pytanie mają pomóc sekcje zwłok zmarłych. Przeprowadzono je we wtorek, 27 listopada. Są już wstępne wyniki. – Sekcje zwłok Tomasza M. i Artura M. zostały zakończone. Biegły z zakresu medycyny sądowej wskazał, że do zgonu osób doszło na skutek niewydolności krążeniowo – oddechowej – poinformowała Mirosława Chyr. Pozostaje jednak pytanie, co ją spowodowało? – W toku sekcji został pobrany materiał do szczegółowych badań toksykologicznych w celu ustalenia przyczyny zgonu Tomasza M. i Artura M. – dodała prokurator.

Śledczy zlecili badania toksykologiczne. Na ich wyniki trzeba będzie jednak poczekać. Być może nawet kilka tygodni. – Zakres tych badań toksykologicznych będzie szeroki – powiedziała prokurator Mirosława Chyr. Dlaczego? – Są tak zwane standardowe badania, gdzie prokurator zleca ustalenie obecności takich substancji jak alkohol, czy środki odurzające. Tutaj mamy szersze spektrum – dodała.

Kilka dni temu magazyn UWAGA! TVN wyemitował reportaż dotyczący rodziny. Wynika z niego, że mężczyzna miał prokuratorskie zarzuty, dotyczące m.in. uporczywego nękania małżonki i dzieci oraz uprowadzeń rodzicielskich synka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Afera KNF. Przerwano przesłuchanie Marka Ch. Będzie kontynuowane jutro

Przesłuchanie byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Ch. w katowickiej prokuraturze zostało przerwane. Będzie kontynuowane w środę. Prokurator Tomasz Tadla poinformował, że wszelkie decyzje, w tym ta dotycząca ewentualnego aresztu dla byłego szefa KNF Marka Ch., zapadną w środę.

Drugi dzień przesłuchania Marka Ch. przez prokuraturę w środę

Śledczy powiedział, że wyjaśnienia podejrzanego na ten moment liczą 35 stron. Zaznaczył, że prokuratura chce przedstawić podejrzanemu jeszcze „ogromną liczbę dowodów”, a przesłuchanie Marka Ch. przerwano we wtorek przed godziną 23 ze względu na późną porę. Przesłuchanie Marka Ch. trwało od godziny 13.

Prokurator potwierdził, że Marek Ch. usłyszał jeden zarzut. Nie udzielił informacji, czy podejrzany przyznał się do winy.

Jak informowało Polskie Radio Katowice, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego usłyszał zarzut przekroczenia uprawnienia celem osiągnięcia korzyści osobistej przez osobę trzecią. O postawionym przez śledczych zarzucie poinformował wcześniej, w przerwie przesłuchania obrońca byłego szefa KNF mecenas Marcin Kondracki.

We wtorek rano Marek Ch. został zatrzymany przez agentów CBA. Podstawą zatrzymania miały być materiały dowodowe dostarczone przez biznesmena Leszka Czarneckiego. Sprawę jako pierwsza opisała „Gazeta Wyborcza”. Za zarzucane oskarżonemu czyny grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl