Szczecin: Z kasy rady rodziców zniknęło 40 tys. złotych. Jest list gończy za jedną z matek

Szczecińska prokuratura wystosowała list gończy za kobietą, która z kasy rady rodziców Szkoły Podstawowej nr 35 w Szczecinie miała przywłaszczyć sobie 40 tysięcy złotych przeznaczonych między innymi na nagrody dla dzieci. Prokuratura ze Szczecina szuka kobiety, którą podejrzewa się o to, że w 2017 roku przywłaszczyła 40 tysięcy złotych z kasy rady rodziców Szkoły Podstawowej nr 35 w Szczecinie, a następnie wyjechała w nieznanym kierunku.

– Kobiecie zarzuca się przywłaszczenie powierzonego mienia. Jest to przestępstwo z artykułu 284 paragraf 2 kodeksu karnego zagrożone karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 – relacjonuje Agnieszka Lorenc z Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód. Za podejrzaną niedawno wystosowano list gończy, ponieważ śledczym nie udało się ustalić jej obecnego miejsca pobytu.

Na nagrody dla dzieci

Poszukiwana była członkiem rady rodziców i miała dostęp do konta, na którym gromadzono dobrowolnie przekazywane środki na cele związane z organizacją imprez dla uczniów szkoły czy fundowania nagród dla nich. – Rodzice byli bardzo przejęci całą sytuacją i włożyli ogrom pracy, aby zadanie, które miała założone, zostały zrealizowane. Dzieci otrzymały więc nagrody. Pewnie były one tańsze, nie takie, jakie sobie pierwotnie założono, niemniej jednak nie było sytuacji, że nie ma środków – przekonuje Iwona Sobczyńska, dyrektor Szkoły. Jak wyjaśnia dyrektor, członkowie rady postanowili także wprowadzić zmiany w swoim regulaminie, by wyeliminować możliwość wystąpienia podobnej sytuacji w przyszłości.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Dzięki CBŚP zlikwidowano nielegalną fabrykę papierosów w Irlandii

CBŚP ustaliło, że na terenie Irlandii działa nielegalna fabryka papierosów. Natychmiast przekazano te informacje Angielskiej Służbie Celnej. W efekcie zlikwidowano fabrykę, zabezpieczając 10 ton krajanki tytoniowej i ponad 400 tys. sztuk papierosów zapakowanych w pudełka z logo znanego producenta. Zabezpieczono także maszyny, które mogły wyprodukować nawet 2 tysiące sztuk papierosów na minutę.

Policjanci zajmujący się zwalczaniem zorganizowanej przestępczości ekonomicznej z Zarządu w Krakowie Centralnego Biura Śledczego Policji, precyzyjnie ustalili lokalizację nielegalnej fabryki papierosów działającej na terenie przygranicznym pomiędzy Irlandią i Irlandią Północną. Informacja ta została niezwłocznie przekazana, za pośrednictwem międzynarodowych kanałów kontaktowych Angielskiej Służbie Celnej, która na terytorium Wielkiej Brytanii zajmuje się zwalczaniem tego typu przestępczości. Przekazane informacje zostały potwierdzone w trakcie działań strony angielskiej i w listopadzie, przy wykorzystaniu śmigłowców oraz techniki termowizyjnej, funkcjonariusze weszli na teren kompleksu przemysłowego w Irlandii Północnej.

Na miejscu ujawniono kompletną linię służącą do produkcji i paczkowania papierosów. Z wstępnych ustaleń śledczych wynika, że maszyny mogły wyprodukować nawet 2 tysiące sztuk papierosów na minutę. Na terenie fabryki znajdowało się około 10 ton krajanki tytoniowej przeznaczonej do produkcji podrabianych papierosów. Zabezpieczono również ponad 400 tys. sztuk papierosów zapakowanych w pudełka z logo znanego producenta. Ostrzeżenia zdrowotne na opakowaniach były sformułowane w języku polskim, co może świadczyć o potencjalnym przeznaczeniu wyrobu dla Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. Oprócz tego ujawniono wszystkie pozostałe komponenty służące do produkcji papierosów, a w szczególności folie, opakowania, kleje itp.

Na terenie hali znajdowała się również znaczna ilość odpadów poprodukcyjnych, co biorąc pod uwagę ich ilość może świadczyć o działaniu nielegalnej fabryki od około pół roku. W tym okresie czasu, tak zaawansowany technologicznie ciąg maszyn mógł wyprodukować wiele milionów sztuk papierosów, czyniąc tym samym ogromne straty dla systemu fiskalnego z tytułu nieopłaconych podatków.

Warte podkreślenia jest, że tego rodzaju przestępczość przynosi grupom przestępczym kolosalne zyski, szczególnie biorąc pod uwagę realne koszty wyprodukowania paczki papierosów w zestawieniu z ceną legalnego wyrobu na terenie Wielkiej Brytanii.

Likwidacja nielegalnej fabryki papierosów jest kolejnym przykładem szybkiej i efektywnej współpracy międzynarodowej pomiędzy organami ścigania, co jest tym ważniejsze, że obecnie działające w tym rodzaju przestępczości zorganizowane grupy mają w większości charakter transgraniczny.

W tej sprawie prowadzone są przez Centralne Biuro Śledcze Policji dalsze intensywne czynności, w celu wyjaśnienia całokształtu przestępczego procederu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zaginęło dwóch 11-latków z Nowego Targu. Trwają poszukiwania

Policja w Nowym Targu szuka dwóch 11-latków. Chłopcy zaginęli wczoraj. Ivan Magnuski i Mariusz Gajda wczoraj rano wyszli z domów do szkoły w Nowym Targu. Byli tam do południa. Około godziny 12:00 wyszli ze szkoły w czasie przerwy. Do tej pory nie wrócili do domów. Nie nawiązali też kontaktu z rodziną.

Ivan i Mariusz mogą przebywać na terenie Krakowa.

Ivan Magnuski/Policja

Ivan Magnuski ma 152 cm wzrostu, jest szczupły, ma kasztanowe włosy z krótką grzywką. Ma brązowe oczy i prosty nos. Pod prawym łukiem brwiowym ma bliznę.

W dniu zaginięcia ubrany był w kurtkę zimową koloru pomarańczowo-niebieskiego, szarą czapkę, szare dresowe spodnie, wiązane pomarańczowe buty sportowe. Posiadał przy sobie czarny plecak. Mariusz Gajda ma 170 cm wzrostu, jest średniej budowy ciała, ma brązowe, krótkie włosy i prosty nos.

W dniu zaginięcia ubrany był w czarna kurtkę zimową z kapturem, czarne buty.

Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o miejscu pobytu chłopców lub inne informacje, które mogą pomóc w ich odnalezieniu proszone są o kontakt z policją pod numerem telefonu: 18 26 10 400 lub 112.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atak talibów na siedzibę brytyjskiej firmy ochroniarskiej w stolicy Afganistanu

– Co najmniej 15 osób zginęło, a 29 zostało rannych w zakończonym w czwartek nad ranem, po około 10 godzinach, ataku talibów na siedzibę brytyjskiej firmy ochroniarskiej G4S w stolicy Afganistanu, Kabulu – poinformował rzecznik afgańskiego MSW Nadżib Danisz.

Według niego atak rozpoczął się przed godz. 19 (godz. 15.30 w Polsce), gdy jeden z napastników zdetonował zaparkowany przed biurem G4S samochód-pułapkę. Następnie czterech napastników wtargnęło na teren firmy.

Do przeprowadzenia zamachu przyznali się na Twitterze talibowie.

Około godz. 4.30 w czwartek afgańskie siły bezpieczeństwa ogłosiły koniec operacji. Jak przekazał Danisz, zabici zostali wszyscy napastnicy, a wśród rannych są obcokrajowcy.

W środę wieczorem rzecznik MSW informował o co najmniej 10 zabitych i 19 rannych.

G4S to prywatna firma ochroniarska, która według informacji zamieszczonych na jej stronie internetowej, świadczy usługi dla ministerstwa spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii i dyplomatów w Afganistanie. Rzecznik szefa kabulskiej policji Basir Mudżahid mówił w środę, że firma zajmuje się szkoleniem afgańskich sił bezpieczeństwa.

Był to już 21. duży zamach w stolicy Afganistanu od początku roku – zauważa agencja dpa. W tym i poprzednich atakach zginęło łącznie ponad 500 osób, a ok. 970 odniosło obrażenia. Odpowiedzialność za większość tych aktów terroru wzięła na siebie afgańska filia Państwa Islamskiego (IS). Ostatni duży atak, do którego przyznali się talibowie, miał miejsce w lipcu; islamiści zabili wówczas pięciu członków konwoju afgańskiego wywiadu NDS.

W ubiegłym tygodniu zamachowiec-samobójca wysadził się w powietrze w sali weselnej w Kabulu, zabijając co najmniej 55 osób.

Niemal połowa terytorium Afganistanu znajduje się obecnie w rękach talibów, którzy chcą obalić wspierany przez Zachód rząd w Kabulu, by przejąć władzę i wprowadzić w kraju prawo szariatu.
Źródło info i foto: interia.pl

Lublin: 25-latek wyrzucił partnerkę przez okno z czwartego piętra

25-latek z Lublina miał wypchnąć z okna swoją partnerkę, która nie chciała uprawiać z nim seksu. Jarosław B. odpowie za usiłowanie zabójstwa.

Do Sądu Okręgowego w Lublinie trafił właśnie akt oskarżenia w sprawie tragicznego zdarzenia, do którego doszło na początku lipca na osiedlu Kruczkowskiego. Jarosław B. oraz jego partnerka wynajmowali mieszkanie w tej części miasta. Jak podaje Dziennik Wschodni, para była ze sobą od siedmiu lat, a ich związek był bardzo burzliwy. Wyboru partnera nie akceptowała matka kobiety. Jarosław B. miał się wielokrotnie zachowywać agresywnie wobec swojej wybranki. Z akt śledztwa wynika, że podczas jednej z wycieczek rowerowych zrzucił kobietę z roweru. Między partnerami wielokrotnie dochodziło także do awantur oraz zdrad. Z ustaleń funkcjonariuszy pracujących nad sprawą wynika, że zarówno Jarosław B. jak i jego partnerka nadużywali amfetaminy i alkoholu.

Feralnego dnia para miała spotkać się na stacji benzynowej i wypić po piwie, a potem udać się do mieszkania. Według Dziennika Wschodniego 25-latek nabrał ochoty na seks, a partnerka nie chciała się na to zgodzić. Doszło do awantury, mężczyzna mimo protestów zaczął rozbierać partnerkę. Kiedy ta broniła się, Jarosław B. miał ją chwycić za biodra i wyrzucić przez okno z czwartego piętra. Kobieta upadła na chodnik. Policję wezwali przechodnie, którzy widzieli jak partnerka Jarosława B. wypada przez okno. Kobieta powiedziała policji, że była na imprezie, podczas której piła alkohol i brała narkotyki. Została przewieziona do szpitala, gdzie przeszła poważną operację. Miała połamane żebra i kręgosłup, a także pękniętą nerkę i wątrobę. Przeżyła, ale nie wiadomo, kiedy wróci do pełni zdrowia.

Jarosław B. twierdzi, że uprawiał seks z dziewczyną, po czym zasnął, a gdy się obudził kobiety nie było już w domu. 25-latkowi grozi kara do 25 lat więzienia lub dożywocie za usiłowanie zabójstwa.
Źródło info i foto: Wprost.pl

500 zarzutów dla dentystki spod Pszczyny

Prawie 500 zarzutów usłyszała lekarz stomatolog z powiatu pszczyńskiego. Chodzi o wyłudzanie dofinansowań z NFZ za zabiegi już opłacone przez pacjentów. Dentystka miała zarobić na tym łącznie 36 tys. zł. Pierwsze sygnały o dentystce-oszustce policjanci otrzymali w styczniu 2015 roku. Szybko ustalili, że świadcząca usługi może manipulować rozliczeniami z pacjentami i Narodowym Funduszem Zdrowia.

Śledztwo trwa tak długo ze względu na liczbę pokrzywdzonych. Policjanci musieli jednak zweryfikowali tysiące dokumentów oraz przesłuchać 496 świadków i 87 pokrzywdzonych. Większość zarzutów dotyczyło sytuacji, kiedy w rzeczywistości leczenie odbywało się w ramach wizyt prywatnych i pełnopłatnych, a dentystka w przekazanych dokumentach wnioskowała o refundację. W ten sposób za jedną usługę miała płacone dwukrotnie.

Zdarzało się też, że przesłuchiwane osoby w ogóle nie korzystały ze świadczeń wykazanych przez lekarkę Narodowego Funduszu Zdrowia. Wartość strat śląskiego oddziału Funduszu wyliczono na kwotę przeszło 26 tys. złotych, pacjenci zostali oszukani na blisko 10 tys. złotych.

Ostatni przedstawiony jej zarzut dotyczył czynu, do którego doszło w listopadzie 2017 roku. W sumie usłyszała 492 zarzuty. Do żadnego z nich się nie przyznała. Grozi jej nawet do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

Gwiazdor Gerard Depardieu przesłuchany w śledztwie ws. gwałtów i agresji seksualnej

Słynny francuski aktor Gerard Depardieu został we wtorek przesłuchany przez policję w ramach śledztwa w sprawie gwałtów i agresji seksualnej – poinformowały w środę źródła policyjne. Dodały, że aktora nie aresztowano. Śledztwo jest wynikiem złożenia w sierpniu br. skargi do prokuratury w Aix-en-Provence na południu kraju przez 22-letnią aktorkę. Oskarżyła ona 69-letniego Depardieu o gwałty i agresję seksualną.

Prokuratura w Aix-en-Provence wszczęła śledztwo i następnie przekazała je prokuraturze w Paryżu.

Aktor zaprzecza

Młoda aktorka i tancerka złożyła doniesienie na Depardieu, zeznając, że „była dwukrotnie wykorzystana seksualnie przez aktora w trakcie nieformalnej próby do przygotowywanego przedstawienia teatralnego”. Miało do tego dojść w paryskiej rezydencji Depardieu w VI dzielnicy 7 i 13 sierpnia – podawały francuskie media.

– Gerard Depardieu zaprzecza wszelkiej agresji i nie popełnił żadnego gwałtu – powiedział wtedy jego prawnik Herve Temime.

– Żałuję publicznego charakteru tej procedury, która powoduje poważny uszczerbek dla Gerarda Depardieu, co do którego jestem przekonany, że jego niewinność zostanie udowodniona – oświadczył Temime, wzywając do „maksymalnego umiaru w odniesieniu do praw wszystkich stron”.

Francuz, Rosjanin, Algierczyk?

Depardieu, aktor teatralny i filmowy, opuścił w 2012 roku Francję, by nie płacić 75-procentowego podatku dla osób bardzo zamożnych. Prezydent Rosji Władimir Putin, który nazywa go swoim przyjacielem, na początku stycznia 2013 roku wydał dekret nadający aktorowi rosyjskie obywatelstwo. Aktor uzyskał oficjalny meldunek w Sarańsku w Mordowii w europejskiej części Rosji. Jednakże pod koniec lutego br. ogłosił, że przeniesie się wkrótce do Algieru w Algierii.

Skarga przeciwko Depardieu wpisuje się w cykl spraw o gwałty i inne nadużycia seksualne w przemyśle filmowym. Rozpoczęły się one w październiku ubiegłego roku oskarżeniami ponad 70 kobiet pod adresem potentata amerykańskiej branży filmowej Harveya Weinsteina, dając początek społecznemu ruchowi #MeToo. Ruch ten skierowany był przeciw sprawcom seksualnego wykorzystywania kobiet, w tym przede wszystkim osobom zajmującym eksponowane stanowiska w branży rozrywkowej oraz w świecie polityki i biznesu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były szef KNF trafił do aresztu na 2 miesiące

Podejrzany o przekroczenie uprawnień b. szef Komisji Nadzoru Finansowego Marek Ch. został aresztowany na dwa miesiące – Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w nocy uwzględnił złożony kilka godzin wcześniej wniosek w tej sprawie. Ch. usłyszał zarzut w związku z marcową rozmową z właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim, na którym omawiano przebieg postępowania Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie programu naprawczego Getin Noble Banku.

„Wówczas Marek Ch. zaproponował Leszkowi Czarneckiemu zatrudnienie Grzegorza Kowalczyka w charakterze prawnika w Getin Noble Bank S.A. na okres 3 lat oraz przekazał Leszkowi Czarneckiemu informację, że zatrudnienie to będzie skutkować przychylnością Komisji Nadzoru Finansowego w czasie realizacji programu naprawczego Getin Noble Bank S.A” – podała PK.

Były już szef KNF został zatrzymany przedwczoraj rano w Warszawie przez CBA, a następnie przewieziony do śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Katowicach. Tego dnia był tam przesłuchiwany przez ponad 9 godzin. Ze względu na późną porę czynności z udziałem podejrzanego kontynuowano dzisiaj – przez kolejnych pięć godzin. Podczas przesłuchania nie przyznał się do winy.

Zarzuty dla Marka Ch.

Przedwczoraj w katowickiej prokuraturze b. szef KNF usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – przewodniczącego KNF – w celu osiągnięcia korzyści osobistej i majątkowej przez inną osobę. Jak wyjaśnił Tadla, chodzi o złamanie bardzo wyraźnych zakazów z uchwały Komisji, która regulowała zachowanie przewodniczącego.

Jak wyjaśniła PK, zgodnie z uchwałą, przewodniczący Komisji był zobowiązany „do powstrzymania się od prowadzenia jakichkolwiek spraw osobistych, które mogłyby kolidować lub wskazywać na konflikt z wypełnianiem przez niego obowiązków członka Komisji Nadzoru Finansowego oraz do powstrzymania się od podejmowania działań, które mogłyby narazić Komisję Nadzoru Finansowego na utratę zaufania”.

Pytany, czy w śledztwie mogą zostać przedstawione kolejne zarzuty, prokurator Tadla odpowiedział, że nie może mówić o kierunkach postępowania. Podkreślił, że aby poczynić ustalenia, które stały się podstawą przedstawionego zarzutu, prokuratura musiała wykonać bardzo wiele czynności. – Musieliśmy kilka razy powoływać biegłych, przesłuchano kilkunastu świadków, uzyskaliśmy bardzo szczegółowe ekspertyzy fonoskopijne; dopiero te wszystkie dowody były podstawą tych ustaleń – wyliczał.

Prokurator ocenił, że w ciągu dwóch miesięcy śledczy będą mogli wykonać wszystkie czynności niezbędne do weryfikacji linii obrony podejrzanego i zweryfikować materiał dowodowy w taki sposób, aby można było dokonywać kolejnych ustaleń. – Można powiedzieć, że aby wyjaśnić tę sprawę, na chwilę obecną konieczne jest przeprowadzenie jeszcze kilkudziesięciu czynności dowodowych, tym niemniej udało nam się w ciągu kilkunastu dni od wszczęcia śledztwa przeprowadzić ogromną ilość czynności dowodowych, zgromadzić bardzo obszerny materiał dowodowy, który pozwolił na to aby sfinalizować ten etap postępowania (…) – mówił Tadla.

Marek Ch. mógł wynieść dokumenty z KNF?

Prokurator był pytany czy prokuratura jest pewna, że Ch. nie wyniósł żadnych dokumentów z KNF już po tym, kiedy sprawa wyszła na jaw. Prokurator zapewnił, że nie ma takich obaw – te okoliczności także były badane, a wszystkie niezbędne zostały zabezpieczone. – Czynności, które były wykonane w pierwszych godzinach, dniach postępowania, pozwoliły wykluczyć taką okoliczność, aby doszło do jakiegokolwiek usunięcia dowodów w sposób fizyczny, w tym okresie, o którym pan mówi – stwierdził.

„Gazeta Wyborcza” napisała 13 listopada, że w marcu 2018 roku ówczesny przewodniczący KNF zaoferował właścicielowi m.in. Getin Noble Banku Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Czarnecki nagrał rozmowę, jednak w nagraniu nie znalazła się wypowiedź Ch. o tej kwocie. Według biznesmena, Ch. miał mu pokazać kartkę, na której zapisał 1 proc., co według „Wyborczej” miało stanowić część wartości Getin Noble Banku „powiązaną z wynikiem banku”.

Adwokat Czarneckiego mec. Roman Giertych przyznał, że słynnej kartki z jednym procentem nie ma, ale – jak przekonywał – jest inny sposób na udowodnienie tego, że istniała. Oświadczył, że jego klient jest gotowy poddać się badaniu wariograficznemu.

Z nagrania, którego stenogram Czarnecki przekazał prokuraturze wraz z zawiadomieniem o przestępstwie, wynika, że Chrzanowski miał proponować mu następujące przysługi: usunięcie z KNF Zdzisława Sokala – przedstawiciela prezydenta w Komisji i szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego – bo jest on zwolennikiem przejęcia banków Czarneckiego (Getin Noble Banku i Idea Banku) przez państwo; złagodzenie skutków finansowych zwiększenia tzw. stopy podwyższonego ryzyka (kosztowało to bank ok. 1 mld zł) oraz życzliwe podejście KNF i NBP do planów restrukturyzacji banków Czarneckiego.

Mec. Giertych informował, że pierwsze złożone w prokuraturze zawiadomienie, z 7 listopada, dotyczy korupcyjnej propozycji, złożonej przez szefa KNF Czarneckiemu, natomiast w drugim, z 13 listopada jest mowa o nadużyciu uprawnień oraz możliwości „istnienia zorganizowanej grupy przestępczej, której celem było doprowadzenie do przejęcia banku Leszka Czarneckiego”.

Ile rozmów ma prokuratura?
Tadla potwierdził, że przedmiotem sprawy zawiadomienia o przestępstwie. Zaznaczył, że materia śledztwa jest bardzo skomplikowana, dotyczy m.in. także regulacji i decyzji KNF „względem uczestników postępowania”.

Pytany ile zarejestrowanych rozmów dostarczył Czernecki śledczym, prok. Tadla odpowiedział, że śledczy mają na razie ekspertyzę, która dotyczy rozmowy z 28 marca. Potwierdziła ona przebieg rozmowy Czarneckiego z Ch. oraz autentyczność urządzenia, na którym ją zarejestrowano.

Nie chciał mówić o materiale dowodowym dotyczącym innych rozmów, bo ciągle nie ma wyników kolejnych opinii.
Źródło info i foto: onet.pl

Anglia: 19-letni Polak spał przy ciele swojej dziewczyny

Historia, która wydarzyła się w Leicester w Anglii jest jednocześnie tragiczna i przerażająca. Jak donosi brytyjska prasa, 19-letni Polak przez kilka dni ukrywał fakt, iż jego dziewczyna nie żyje i spał obok jej ciała. Koszmarnego odkrycia dokonali współlokatorzy pary, którzy powiadomili policję. Śledczym nie udało się ustalić, co było przyczyną śmierci 20-letniej Polki. Wiadomo jedynie, że kobieta od dziecka zmagała się z chorobą serca.

O tragedii polskiej pary napisał między innymi brytyjski dziennik The Sun. Walentyna K.-M. († 20 l.) wraz ze swoim chłopakiem Karolem L. (19 l.) wyjechała z rodzinnej Piły do Anglii 18 marca br. Para wynajmowała mieszkanie w Leicester wraz z kilkoma innymi współlokatorami. To właśnie tam rozegrał się dramat.

Pod koniec maja br. mieszkańcy domu zaczęli odczuwać nieprzyjemny zapach, dobiegający z pokoju polskiej pary. Potęgowała go fala upałów, która w tym czasie panowała w całej Anglii. 27 maja zaniepokojeni lokatorzy weszli do sypialni Walentyny i Karola. Tam dokonali makabrycznego odkrycia. Na podłodze leżało ciało 20-latki. Zwłoki były przykryte kołdrą i znajdowały się w stanie daleko posuniętego rozkładu. Na miejsce wezwano policję. Karol L. został zatrzymany i spędził w areszcie pięć miesięcy.

W tym czasie śledczy nie zdołali ustalić, co było przyczyną śmierci młodej Polki. Biegli nie stwierdzili żadnych obrażeń zewnętrznych ani wewnętrznych, które mogły przyczynić się do jej śmierci.

Śledztwo policyjne nie wykazało także żadnych podejrzanych okoliczności bezpośrednio związanych ze śmiercią kobiety. Ustalono jedynie, że Walentyna miała wrodzoną wadę serca i w dzieciństwie przechodziła poważną operację.

Podczas rozprawy sądowej, która odbyła się we wtorek 27 listopada, Karol L. przyznał, że zataił przed współlokatorami fakt, iż jego dziewczyna zmarła. Prawdopodobnie nie potrafił pogodzić z odejściem ukochanej, dlatego przez kilka dni spał obok jej ciała.

Brytyjski sąd skazał Polaka na cztery tygodnie więzienia w zawieszeniu na sześć miesięcy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Norwegia: Trwają poszukiwania zaginionej Polki. Zaginęła tydzień temu, odnaleziono tylko samochód

W Norwegii od ponad tygodnia trwają poszukiwania 25-letniej Polki Mai Justyny Herner. Z kobietą od 21 listopada nie ma kontaktu, w akcję odnalezienia jej zaangażowali się też okoliczni mieszkańcy. Norweska policja poszukuje Mai Justyny Herner, 25-letniej Polki. O jej zaginięciu lokalna policja poinformowała 21 listopada, od ponad tygodnia nie udaje się jej odnaleźć. Kobieta wyszła z domu około godz. 13.30 i od tamtego czasu nikt nie miał z nią kontaktu.

Policja z Norwegii wskazuje jedynie, że kobieta ma brązowe włosy, ubrana była tego dnia w czarne rajstopy i sweter z wełny o nieznanym kolorze. Zamieszczono też zdjęcie 25-letniej Herner.

Auto Mai Justyny Herner odnaleziono zaparkowane obok ścieżki prowadzącej na górę Saudehornet w Orsta – donosi portal mojanorwegia.pl. Dlatego też spekuluje się, że Polka mogła ruszyć na górską wyprawę.

W ostatni weekend zorganizowano akcję poszukiwawczą Polki w górach, w której wzięło udział blisko 300 osób, do pomocy wykorzystano helikoptery. Niestety nie natrafiono na żaden ślad 25-latki. Zgodnie z zapowiedziami policja nie przerywa akcji poszukiwawczej, ale zdaniem funkcjonariuszy Polki prawdopodobnie nie uda się odnaleźć żywej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl