Staranował samochód ambasadora Ukrainy. Policja zatrzymała mężczyznę

Ambasada Ukrainy w Wielkiej Brytanii poinformowała, że w zaparkowany przed placówką samochód ambasadora dwukrotnie uderzył inny pojazd. Brytyjska policja podała, że ostrzelała to drugie auto, a następnie aresztowała sprawcę.

W wydanym oświadczeniu ukraińska placówka przekazała, że pojazd celowo uderzył w pusty w chwili incydentu samochód ambasadora.

Natychmiast została wezwana policja, która zablokowała auto podejrzanego. Jednak mimo wysiłków funkcjonariuszy napastnik zdołał po raz kolejny wjechać w samochód ambasadora. Policja była zmuszona w odpowiedzi otworzyć ogień do pojazdu napastnika – wyjaśniono.

Ambasada zapewniła, że nikt z jej pracowników nie ucierpiał, a ujęty sprawca został przewieziony na komisariat.

Londyńska policja podała, że ok. godz. 9.50 (10.50 w Polsce – przyp. red.)) dostała zgłoszenie o samochodzie, który potrącił kilka innych pojazdów na ulicy. Wysłani na miejsce funkcjonariusze oddali strzały do samochodu, gdy ten zaczął jechać w ich kierunku.

Pojazd został zatrzymany i 40-kilkuletni mężczyzna został aresztowany – dodano. Podejrzanego na wszelki wypadek przewieziono do szpitala na badania, ale nie stwierdzono u niego obrażeń.

Policja nie podała tożsamości podejrzanego, poinformowała jedynie, że na razie nie zostały mu przedstawione zarzuty. Podkreślono, że incydent nie jest traktowany jako terrorystyczny.

Ambasada Ukrainy znajduje się w prestiżowej lokalizacji przy Holland Park, w zachodniej części Londynu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zgierz: Zwłoki noworodka zakopane w lesie. Zarzut zabójstwa dla matki

Zarzut zabójstwa swojego dziecka usłyszała 37-letnia kobieta. Grozi jej kara dożywotniego pozbawienia wolności – poinformował w piątek PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Zwłoki noworodka, zakopane w lesie pod Zgierzem, policja odnalazła w środę wieczorem. W związku z tą sprawą zatrzymano 37-letnią kobietą oraz jej rodziców.

Według biegłych do zgonu dziewczynki doszło już po jej narodzeniu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że noworodek był prawidłowo rozwinięty i zdolny do samodzielnego życia poza organizmem matki.

Kobieta przebywa obecnie w zgierskim szpitalu, gdzie została przesłuchana i gdzie usłyszała zarzut zabójstwa swojego dziecka. Jak poinformował Kopania, 37-latka formalnie nie przyznała się do przedstawionego jej zarzutu, choć w złożonych wyjaśnieniach potwierdziła popełnienie przestępstwa.

Z jej relacji wynika, że nie chciała mieć dziecka, ciążę ukrywała przed otoczeniem, w tym przed najbliższymi. Wszystko wskazuje na to, że zażywała także środki, które mogły doprowadzić do poronienia.

Umieściła córkę w foliowym worku i poszła do pobliskiego lasu

We wtorek, w przeddzień zatrzymania, od rana źle się czuła. Gdy jej rodzice poszli do pracy, urodziła. Potwierdziła, że dziecko przyszło na świat żywe. Po około godzinie od porodu umieściła córkę w foliowym worku i poszła do pobliskiego lasu, zabierając ze sobą szpadel. Zakopała noworodka. Następnie wróciła do domu i zajęła się sprzątaniem.
Źródło info i foto: interia.pl

Bandyci obezwładnili portiera i okradli firmę

Do napadu i kradzieży pieniędzy doszło w nocy z piątku na sobotę w wielkopolskim Grabowie nad Prosną w powiecie ostrzeszowskim – poinformowała w sobotę PAP rzecznik prasowy ostrzeszowskiej policji Ewa Jakubowska. Dwóch zamaskowanych mężczyzn weszło na teren firmy specjalizującej się w konstrukcjach, obezwładniło portiera i ukradło ponad 15 tysięcy euro.

„Sprawców szuka policja. Czynności są prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Ostrzeszowie” – poinformowała rzecznik prasowy ostrzeszowskiej policji Ewa Jakubowska.

Całe zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu zamontowane na terenie zakładu.

Dwóch zamaskowanych sprawców przywiązało portiera do krzesła, a następnie zabrało ponad 15 tysięcy euro. Pieniądze miały być przeznaczone na wypłaty dla pracowników i były już przygotowane w kopertach.

O zdarzeniu policję powiadomił portier, po tym, jak zdołał się uwolnić.
Źródło info i foto: interia.pl

Były żołnierz przyznał się do zabójstwa Jana Kuciaka

Mężczyzna oskarżony o zabójstwo słowackiego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka przyznał się do zarzucanych mu czynów – informuje Reuters powołując się na słowacką telewizję publiczną RTVS. Zabójstwo Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej w ubiegłym roku wywołało masowe protesty na Słowacji; do dymisji podał się premier Robert Fico.

Kuciak, współpracownik portalu Aktuality.sk, został zabity razem ze swoją narzeczoną Martiną Kušnírovą 21 lutego 2018 roku. We wrześniu 2018 roku zatrzymano i postawiono zarzuty podwójnego zabójstwa czterem osobom.

RTVS powołując się na źródła w policji poinformowała, że były żołnierz identyfikowany jako Miroslav M. przyznał się do winy po trwającym pięć godzin przesłuchaniu.

Milioner oskarżony o zlecenie zabójstwa

W połowie marca zarzuty usłyszał też Marian Kočner, milioner który miał zlecić zabójstwo. Policja na konferencji stwierdziła, że powodem śmierci Kuciaka była jego „działalność dziennikarska”.

Akta w sprawie zabójstwa Kuciaka mają 40 tomów – w sumie ponad 15 tys. stron. Przesłuchano 220 świadków i 17 podejrzanych.

Zabójstwo Kuciaka i jego narzeczonej wywołało na Słowacji największe demonstracje od upadku komunizmu w 1989 roku i doprowadziło do kryzysu politycznego. W konsekwencji z urzędu premiera zrezygnował Fico, którego zastąpił wiceprzewodniczący jego partii Kierunek-Socjalna Demokracja (Smer SD) Peter Pellegrini.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Marek Falenta chce uniknąć polskiego więzienia

Obrońca zatrzymanego w Hiszpanii biznesmena Marka Falenty twierdzi, że jego klientowi może grozić niebezpieczeństwo w polskim zakładzie karnym. Zanim Falenta zostanie wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, hiszpański sąd sprawdzi, czy obawy biznesmena są uzasadnione.

Przed tygodniem, po dwóch miesiącach unikania stawienia się w więzieniu, Marek Falenta został zatrzymany w Hiszpanii. Polskie władze od razu zapowiedziały, że zwrócą się o przekazanie Marka Falenty do Polski, aby mógł tutaj odbyć karę pozbawienia wolności.

– Nie ufa polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Otrzymaliśmy ewidentne ostrzeżenie, że grozi mu niebezpieczeństwo w zakładzie karnym – powiedział w rozmowie z dziennikiem adwokat Marek Małecki. Hiszpański sąd będzie teraz analizować, czy obawy Falenty są uzasadnione. Jeśli uzna, że tak, może wstrzymać wydanie biznesmena Polsce.

Zatrzymanie Marka Falenty

Marek Falenta został zatrzymany w Walencji 5 kwietnia. Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji mówił, że mężczyzna był zaskoczony pojawieniem się funkcjonariuszy.

– Miejsce jego pobytu wskazali polscy policjanci, którzy są na miejscu. Poprosiliśmy kolegów z policji hiszpańskiej, aby wraz z polskimi funkcjonariuszami dokonali zatrzymania – mówił rzecznik KGP.
Źródło info i foto: Gazeta.pl