Na Śląsku zaginęły dwie nastoletnie siostry

Policjanci świętochłowickiej komendy prowadzą intensywne poszukiwania dwóch sióstr. 14- i 13-latka ostatni raz widziane były 15 kwietnia.

Kinga Kargol (starsza siostra) ma ok. 170 cm wzrostu, jest tęgiej budowy ciała. Ma ciemne włosy za ramię. W momencie zaginięcia ubrana była w ciemne spodnie z przetarciami z przodu i ciemne sportowe buty.

Kaja Kargol (13-latka) ma 165 cm wzrostu, jest szczupłej budowy ciała, ma brązowe włosy za ramiona. Ubrana była w ciemne spodnie z przetarciami z przodu, granatową kurtkę i ciemne sportowe buty.

„Wszelkie informacje mogące przyczynić się do ustalenia miejsca pobytu zaginionego prosimy kierować do Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Świętochłowicach, ul. Wojska Polskiego 16c, tel. całodobowy (32) 349 02 55 lub do najbliższej jednostki Policji tel. 997 i 112” – apeluje policja.
Źródło info i foto: interia.pl

Nieletnie osoby w rejestrze pedofilów? Po interwencji Rzecznika Praw Dziecka sąd wykreślił 15-latków

Sąd Rejonowy w Krakowie Nowej Hucie uznał argumenty rzecznika praw dziecka i nakazał wykreślenie dwóch 15-latków z rejestru pedofilów – poinformowało w środę biuro Rzecznika Praw Dziecka. Dzieci znalazły się w rejestrze, bo pokazały kolegom amatorski filmik z elementami pornografii.

Rejestr sprawców przestępstw na tle seksualnym, zawierający dane osób prawomocnie skazanych za przestępstwa przeciw wolności seksualnej, został utworzony na mocy uchwalonej w maju 2016 r. ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym. Rejestr składa się z dwóch części: z dostępem ograniczonym oraz publicznej, do której dostęp jest powszechny.

Dwóch 15-latków zostało wpisanych do rejestru pedofilów po tym, jak pokazały swym niepełnoletnim kolegom amatorski filmik z ich udziałem i z elementami pornografii. Sędzia zastosował wobec nich najłagodniejszą karę – upomnienia, jednak początkowo nie wstrzymał wpisu do rejestru.

Rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak przystąpił do tej sprawy, popierając wniosek obrony o wykreślenie nieletnich z rejestru. Rzecznik wskazał, że dwaj 14-letni chłopcy (tyle mieli lat w chwili popełnienia czynu) nie mieli świadomości konsekwencji swojego zachowania, był to jedynie incydent w ich młodym życiu, który wynikał z ich niedojrzałości emocjonalnej. Nie byli też nigdy karani, a jeden z nich sam zgłosił sprawę do szkolnego pedagoga.

W ocenie RPD wpisanie chłopców do rejestru pedofilów było zupełnie niewspółmierne do wagi popełnionego czynu, w sposób oczywisty naruszyło ich godność i stygmatyzowałoby ich na wiele lat. Rzecznik podkreślił, że umieszczenie danych małoletnich, w tym zdjęć, obok wizerunków patologicznych przestępców seksualnych, stoi w całkowitej sprzeczności z dobrem dziecka – z zasadą, którą powinny się kierować wszystkie urzędy czy sądy.

Sąd rejonowy w Krakowie Nowej Hucie uznał argumenty rzecznika i nakazał wykreślenie dwóch 15-latków z rejestru pedofilów.

W komunikacie RPD zaznaczono, że rzecznik nie podważa zasadności utworzenia rejestru sprawców przestępstw na tle seksualnym i publikowania w nim danych oraz wizerunków osób zagrażających dobru dzieci, ponieważ w tym zakresie rejestr spełnia swoją rolę ostrzegawczą. Jednocześnie zadeklarował, że „wszelkie przypadki naruszenia dóbr dzieci wywołane przez publikacje w rejestrze” spotkają się ze stanowczą reakcją RPD i bezpośrednią interwencją w celu natychmiastowego usunięcia takiego naruszenia.

Kwestia umieszczania w rejestrze przestępców seksualnych danych osób nieletnich była w ostatnim czasie również przedmiotem wystąpienia rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara do premiera Mateusza Morawieckiego.

Bodnar przywoływał przypadek nastolatki, której dane zamieszczono w części rejestru o ograniczonym dostępie.

Stało się to na mocy postanowienia sądu, który udzielił dziewczynce upomnienia za składanie małoletniemu poniżej lat 15., za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej, propozycji obcowania płciowego, poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej – przekazano. Udzielając upomnienia, sąd poinformował, że sprawa nie ma charakteru poważnego, a upomnienie to najłagodniejszy środek, jaki sąd może zastosować.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pełnomocniczka zatrzymanego Jarosława B. zabrała głos

Znany były piłkarz Jarosław B. został we wtorek zatrzymany w Sopocie. Zatrzymanie ma związek z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przeciwko wolności seksualnej. Głos w tej sprawie zabrała mecenas Olga Jędraszko, która jest pełnomocniczką byłego piłkarza. – Oskarżenia kierowane przeciwko niemu nie są oparte na prawdzie. Na tę chwilę nie zostały mu jeszcze postawione zarzuty, a postępowanie jest w sprawie, a nie przeciwko osobie – podkreśliła w rozmowie z „Faktem”.

Do zatrzymania doszło po tym, jak Jarosław B. sam zgłosił się na policję. Były piłkarz po przesłuchaniu został zwolniony z prokuratury i przewieziony do aresztu w Sopocie

Oskarżenia pod adresem Jarosława B. formułuje dwudziestokilkuletnia kobieta. Miała spotkać się z nim w jednym z sopockich hoteli. Nieoficjalnie wiadomo, że w sprawie zabezpieczono nagrania z hotelowego monitoringu. – Moja klientka jest w fatalnej kondycji psychicznej oraz fizycznej. Cały czas jest pod opieka osób bliskich i psychologa. Sąd w dniu wczorajszym przesłuchał pokrzywdzoną w obecności prokuratora i biegłego. Nie mam wiedzy, aby biegły miał zastrzeżenia do wiarygodności złożonych zeznań, jednak samo zatrzymanie sprawcy bezpośrednio po czynnościach, może sugerować jaka była jego opinia – RMF FM cytuje pełnomocnika kobiety Oskara Skibickiego. Kobieta przeszła badania lekarskie.

Wirtualna Polska, która także dotarła do Skibickiego opisuje kulisy sprawy. – Do tej pory zostały podjęte takie czynności jak obdukcja, pierwsza pomoc, opatrzenie, bo zgwałcenie miało walor brutalnego. Potem było posiedzenie sądu. Przy tego typu przestępstwach obowiązuje procedura, że ofiary gwałtu słucha się tylko raz, żeby ograniczyć ilość traumy, którą przeżywa ofiara – mówi pełnomocnik. Prawnik zaznacza, że kobieta mogła zostać otępiona przez oskarżonego.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Gangster Paweł M. ps. „Misiek” poszedł na współpracę z organami ścigania

Wtorkowe zatrzymania członków gangu pseudokibiców Wisły Kraków Sharks to efekt współpracy przywódcy kiboli Wisły, Pawła M. ps. „Misiek” z organami ścigania – twierdzi portal tvn24.pl.

„Twórca i absolutny lider gangu Sharksów od października przebywał w izolatce na oddziale dla niebezpiecznych przestępców jednego z zakładów karnych, na południu Polski. Śledczym udało się go przekonać do zostania tzw. małym świadkiem koronnym” – podaje portal.

Według dziennikarzy tvn24 „w zamian za wyjawienie informacji dotyczących popełnionych przestępstw +Misiek+ będzie mógł liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Śledczy przyznają, że na podstawie informacji udzielonych przez +Miśka+ są planowane już następne zatrzymania”.

Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymało we wtorek 16 osób związanych ze środowiskiem pseudokibiców Wisła Sharks – poinformowała Prokuratura Krajowa. Jak nieoficjalnie podają media, wśród zatrzymanych znalazł się były wiceprezes klubu Wisła Kraków, Damian D., któremu ma zostać postawiony zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą.

Z dotychczasowych ustaleń śledczych – zaprezentowanych w wydanym we wtorek komunikacie Prokuratury Krajowej – wynika, iż członkowie gangu Sharks mogli działać od 2007 do 2018 r., „dzieląc się przy tym korzyściami uzyskanymi z przestępstw według hierarchii ustalonej w gangu”. „W tym czasie prawdopodobnie wytwarzali amfetaminę, a następnie rozprowadzali ją, a także kokainę czy marihuanę na terenie niemal całego kraju. Pomimo hermetyczności grupy policjanci ustalili, że zatrzymani mogli wprowadzić na rynek ogromne ilości różnych narkotyków” – napisano w komunikacie.
aŹródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawa śmierci Ewy Tylman. Adam Z. uniewinniony

Poznański sąd okręgowy uznał, że Adam Z. nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura w mowach końcowych wnosiła o karę 15 lat pozbawienia wolności. Rodzina Ewy Tylman żądała dla oskarżonego dożywocia, zaś obrona – całkowitego uniewinnienia Adama Z.

Sąd uzasadnił swoją decyzję tym, że po pierwsze, podstawą do postawienia zarzutu były wyłącznie zeznania policjantów, którym oskarżony miał się przyznać do zepchnięcia koleżanki ze skarpy i wrzucenia jej do wody. Twierdził później, że do tych zeznań został zmuszony.

Po drugie, po analizie eksperymentu procesowego – w ocenie sądu niewiele ponad 5 minut to zbyt mało, by móc dokonać zabójstwa w taki sposób, jak opisano to w akcie oskarżenia. Prokuratura zapowiedziała apelację.

Jeżeli chodzi o materiał dowody, my go oceniamy zupełnie odmiennie, niż sąd. Nie można uważać, że czuł się coraz gorzej, zachowywał się coraz gorzej, że miał coraz większe luki w pamięci. Wręcz odwrotnie – powiedziała prokurator Magdalena Mazur-Prus.

Ogłoszeniu wyroku przysłuchiwał się też ojciec Ewy Tylman. To jest porażka tego kraju. Nie ma sprawiedliwości w Polsce – powiedział Andrzej Tylman.

Na sali był też oskarżony i jego obrońcy, którzy nie chcieli komentować wyroku. Opuścili budynek sądu bocznym wyjściem, unikając spotkania z dziennikarzami.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Lublin: Kontrola CBA w WORD. Jest doniesienie do prokuratury

Centralne Biuro Antykorupcyjne zarzuca byłemu szefowi Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego narażenie ośrodka na straty finansowe. Chodzi o wynajęcie terenu pod przyszły oddział terenowy w Kraśniku.

Kontrola CBA w lubelskim WORD zakończyła się niedawno. Agenci sprawdzali procedury dotyczące najmu nieruchomości przy ul. Urzędowskiej w Kraśniku. To tutaj były już szef ośrodka Krzysztof Babisz postanowił utworzyć terenowy oddział WORD. Chodziło o to, by przyszli kierowcy z Kraśnika i okolic nie musieli jeździć na egzaminy do Lublina, tylko zdawali je na miejscu.

Według CBA podpisana w sierpniu 2018 roku umowa nie była korzystna dla WORD-u. Po pierwsze nie poprzedził jej przetarg, a ten powinien się odbyć, bo nie chodziło o najem nieruchomości z gotowym budynkiem. Gmach jest dopiero budowany na zlecenie WORD.

Po drugie podpisana na 138 miesięcy umowa najmu opiewająca na ponad dwa miliony złotych według CBA nie była najkorzystniejszą z możliwości. Kontrolerzy informują, że ośrodek miał robocze wyliczenia wskazujące na to, że gdyby sam podjął się budowy, obiekt dałoby się postawić za 1,6 mln zł. Pieniądze były w kasie. Zarówno na zakup działki, jak i budowę oddziału. Co więcej, WORD miał do wyboru korzystniejszą od zawartej ofertę najmu opiewającą na 1,3 mln zł.

Agenci ustalili też, że na terenie nieruchomości nie ma pełnowymiarowego placu manewrowego do przeprowadzania egzaminów praktycznych na prawo jazdy kat. A1, A2 i A. „Było to niezgodne z treścią uchwały Sejmiku Wojewódzkiego oraz z treścią ustawy z dnia 5.01.2011 r. o kierujących pojazdami” – czytamy w komunikacie biura prasowego CBA.

W efekcie Biuro skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Chodzi o niegospodarność i wyrządzenie szkody w majątku lubelskiego WORD przez dyrektora Babisza. Odrębna informacja o naruszeniu dyscypliny finansów publicznych trafiła też do rzecznika dyscypliny finansów publicznych przy Regionalnej Izbie Obrachunkowej w Lublinie.

Były szef lubelskiego WORD Krzysztof Babisz nie chce komentować doniesień CBA. – Do mnie one nie trafiły. Mogę jedynie powiedzieć, że wszystkie decyzje, które podejmowałem, były konsultowane z radcami prawnymi, wicedyrektorami i inżynierem budowlanym specjalizującym się w podobnych inwestycjach. Mieliśmy trzy oferty, które oceniła komisja złożona z ekspertów i pracowników WORD. Uznała, że ta wybrana była najlepszą – przekonuje Babisz.
Źródło info i foto: lublin.wyborcza.pl

Kraków: Kolejne uderzenie CBŚP w pseudokibiców

Ogromne przedsięwzięcie, w których uczestniczyło ponad 170 funkcjonariuszy przygotowali dzisiaj policjanci z CBŚP i KWP w Krakowie. Funkcjonariuszy wsparli policjanci z Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji i antyterroryści z wielu komend. W trakcie działań zatrzymano 16 osób i zabezpieczono maczety, pałkę teleskopową, noże czy gazy pieprzowe. Śledztwo nadzoruje Małopolski Wydział Prokuratury Krajowej.

Śledztwo dotyczy zorganizowanej grupy, której członkowie podejrzani są o przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu oraz narkotykowe. Wśród podejrzanych w większości to osoby powiązane ze środowiskiem jednego z krakowskich klubów sportowych. Do tej pory w sprawie zatrzymano 18 podejrzanych.

Wszystko zaczęło się od powołania przez Komendanta Głównego Policji specjalnej grupy do rozwiązania tej sprawy. W skład specgrupy wchodzą policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji i Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. To ci policjanci wspólnie z prokuratorami, specjalizującymi się w przestępczości zorganizowanej, zbierali wszelkie informacje, dokładnie je analizując.

Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że członkowie grupy mogli działać od 2007 do 2018 roku, dzieląc się przy tym korzyściami uzyskanymi z przestępstw według hierarchii ustalonej w gangu. W tym czasie prawdopodobnie wytwarzali amfetaminę, a następnie rozprowadzali ją, a także kokainę czy marihuanę na terenie niemal całego kraju. Pomimo hermetyczności grupy policjanci ustalili, że zatrzymani mogli wprowadzić na rynek ogromne ilości różnych narkotyków.

W efekcie przeprowadzonych w maju 2018 roku działań, do sprawy zatrzymano 10 osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz jedną poszukiwaną do innej sprawy. Na terenie województwa małopolskiego przeszukano łącznie 13 miejsc, w tym także pomieszczenia jednego z klubów sportowych. Zabezpieczono różnego rodzaju niebezpieczne przedmioty, m.in.: maczety, pałki oraz gazy obezwładniające. Zatrzymani zostali doprowadzeni do Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej, gdzie przedstawiono im łącznie zarzuty popełnienia 31 czynów zabronionych. Dotyczą one m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz udziału w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających i substancji psychotropowych, tj.: marihuany, kokainy, amfetaminy.

Na tym śledztwo nie zakończyło się i funkcjonariusze nadal ustalali kolejne osoby mogące mieć związek z pseudokibicami. Policjanci ze specgrupy, pod nadzorem zamiejscowego wydziału Prokuratury Krajowej, przez wiele miesięcy ciężko pracowali zbierając materiał dowodowy. Na jego podstawie przygotowano kolejne działania, podczas których zatrzymano następnych podejrzanych.

Dzisiejsza akcja, w której udział wzięło ponad 170 funkcjonariuszy rozpoczęła się wczesnym rankiem. Policjantów z Centralnego Biura Śledczego Policji i Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie wsparli funkcjonariusze z Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji oraz antyterroryści z komend wojewódzkich z Rzeszowa, Wrocławia, Katowic, Lublina, Białegostoku, Radomia, Olsztyna i Bydgoszczy. Podczas działań zatrzymano 16 osób, które są sukcesywnie doprowadzane do Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie. W trakcie przeszukań kilkudziesięciu obiektów policjanci zabezpieczyli m.in. niebezpieczne narzędzia, tj.: maczety, gazy pieprzowe, noże czy pałkę teleskopową.
Źródło info i foto: Policja.pl

Katowice: Lekarz odkrył, że 4-miesięczny chłopiec mógł być maltretowany. Rodzice aresztowani

Rodzice przywieźli do szpitala w Katowicach swojego 4-miesięcznego synka z urazem ręki. Lekarz badający niemowlę stwierdził, że ma ono jeszcze inne poważniejsze obrażenia i wezwał policję. Kobieta i mężczyzna zostali aresztowani pod zarzutem znęcania się nad swoim dzieckiem. Zostali aresztowani. Nie przyznają się do winy.

Matka i ojciec chłopczyka w czwartek zgłosili się z dzieckiem do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Twierdzili, że ich synek ma uraz ręki.

– Dziecko trafiło na szpitalny oddział ratunkowy z rodzicami. W trakcie badań lekarz nabrał podejrzeń, że chłopczyk nawet wcześniej mógł być już maltretowany, dlatego powiadomił policję – powiedział reporterowi Polsat News Przemysławowi Białkowskiemu rzecznik prasowy centrum Wojciech Gumułka.

Według lekarzy, dziecko miało m.in. uszkodzenia klatki piersiowej i uraz głowy.

Prokuratura wszczęła śledztwo.

– Rodzicom postawiono zarzuty znęcania się nad synem ze szczególnym okrucieństwem i spowodowanie u niego obrażeń ciała, za co grozi od roku do 10 lat więzienia – poinformowała Anna Musiorska z Prokuratury Rejonowej Katowice Północ.

21-letnia matka i 27-letni ojciec chłopca nie przyznali się do zarzucanych im czynów i złożyli obszerne wyjaśnienia.

Chłopiec nadal jest w szpitalu, jego stan jest dobry.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymanie Jarosława B. Nowe informacje

Na jaw wychodzą nowe fakty w związku z zatrzymaniem Jarosława B. Były piłkarz jest oskarżany przez swoją znajomą o gwałt. Zawiadomienie złożyła dwudziestokilkuletnia kobieta, która miała spotkać się z Jarosławem B. w jednym ze znanych sopockich hoteli. Fakt24.pl rozmawiał z pełnomocnikami obu stron. Mecenas Olga Jędraszko, pełnomocnik byłego piłkarza, stwierdziła, że jest to sprawa podobna do skandalu, w którym ucierpiał kiedyś wizerunek zawodników Leicester City. Jaka jest prawda? Śledczy mają 48 godzin na ewentualne postawienie zarzutów Jarosławowi B. Mecenas Jędraszko także nie wyklucza złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa.

Jarosław B. został zatrzymany we wtorek w Sopocie po tym, jak sam zgłosił się na policję. Były piłkarz ma kłopoty, gdyż do organów ścigania wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa na tle seksualnym. Zawiadomienie złożyła dwudziestokilkuletnia kobieta. Miała zrobić obdukcję. Z jej zeznań wynika, że do gwałtu miało dojść w nocy z piątku na sobotę w hotelu przy ulicy Pułaskiego w Sopocie. Reprezentujący kobietę prawnicy informowali, że – według jej relacji – mogła zostać odurzona narkotykami. Jak dowiedział się Fakt24 to dobra znajoma Jarosława B. W sprawie zabezpieczono m.in. nagrania z hotelowego monitoringu.

Śledczy potwierdzają, że doszło do zatrzymania byłego piłkarza, ale nie chcą zdradzać żadnych szczegółów sprawy. – Potwierdzam, że doszło do zatrzymania w kontekście przestępstwa popełnionego w kierunku naruszenia wolności seksualnej. Trwają czynności z zatrzymanym. To wszystko co mam w tej chwili do przekazania – poinformowała w rozmowie z Fakt24.pl Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Jarosław B. został przesłuchany, po zwolnieniu z prokuratury przewieziono go do aresztu w Sopocie. Z naszych ustaleń wynika, że sprawa jest poważna. Sportowiec, który jest znany m.in. z tego, że był partnerem Anny Przybylskiej, (czyli wielkiej gwiazdy kina i telewizji, która zmarła w 2014 r.) pozostaje w izbie zatrzymań.

Kobieta twierdzi, że została brutalnie zgwałcona

Pełnomocnik kobiety oskarżającej Jarosława B. poinformował Fakt24.pl, że jego klientka twierdzi, iż została brutalnie zgwałcona. – Nasza klientka twierdzi, że została okrutnie zgwałcona i jest w fatalnym stanie psychicznym. Ponadto, po nagłośnieniu sprawy wylała się na nią fala hejtu, ponieważ oskarżyła o gwałt osobę znaną, celebrytę. W związku z tym pojawiły się sugestie, że robi to dla sławy. Nasza klientka jest obecnie pod opieką psychologa – powiedział nam mecenas Mateusz Dończyk z kancelarii Cogents w Sopocie.

– Moja klientka podejrzewa, że została odurzona narkotykami. W sobotę nad ranem wróciła do domu taksówką. Kiedy poczuła się lepiej, zgłosiła się do lekarza, który dokonał obdukcji, a następnie zgłosiła sprawę policji. W poniedziałek została przesłuchana przez sąd w obecności prokuratora oraz biegłego psychologa – dodaje mec. Dończyk.

Co na to pełnomocnik Jarosława B.?

– W pierwszej kolejności pragnę wskazać, ze Jarosław B. sam stawił się na komisariacie Policji w Sopocie, gdy dowiedział się o kierowanych przeciwko niemu zarzutach. Oskarżenia kierowane przeciwko niemu nie są oparte na prawdzie. Na tę chwilę nie zostały mu jeszcze postawione zarzuty, a postępowanie jest w sprawie, a nie przeciwko osobie. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że sprawa jest bardzo podobna do tej, która dotyczyła piłkarzy Leicester City – powiedziała w rozmowie z Fakt24 mec. Olga Jądraszko.

O co chodziło w tamtym skandalu? Trzech piłkarzy Leicester City zostało oskarżonych o gwałt, do którego miało rzekomo dojść na zgrupowaniu ich zespołu w hiszpańskiej La Mandze w 2004 roku. Cała trójka nawet trafiła za kraty do czasu wyjaśnienia sprawy. Oskarżenia wniosły trzy kobiety: bizneswoman z Frankfurtu, szefowa PR w prywatnej firmie, matka samotnie wychowująca dziecko. Próbki DNA niczego nie potwierdziły. Oskarżenia miały na celu wyłudzenie pieniędzy.

– Mamy szereg wniosków dowodowych, które zamierzamy złożyć w Prokuraturze. Po zbadaniu wszystkich aspektów sprawy nie wykluczamy też złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Najbliższe dni będą kluczowe, jednak istnieje możliwość, że cała sytuacja zmieni się diametralnie na korzyść mojego klienta. Z uwagi na ciężką sytuację rodzinną uprzejmie prosimy o uszanowanie prywatności i wstrzymywaniem się przed wydawaniem pochopnych osądów – dodała mec. Olga Jądraszko.

Kim jest Jarosław B.?

Jarosław B. to były piłkarz Lechii Gdańsk. Związany był również z takimi drużynami, jak Amica Wronki i Widzew Łódź. Prywatnie był partnerem Anny Przybylskiej, która zmarła w październiku 2014 roku. Ze związku z aktorką były piłkarz ma troje dzieci.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dwa napady na lombardy na warszawskiej Woli

W Warszawie we wtorek doszło do dwóch napadów na lombardy – oba znajdowały się w dzielnicy Wola, a między jednym a drugim napadem było zaledwie 15 minut przerwy. Policja podejrzewa, że to ci sami sprawcy. Trwa policyjna obława.

We wtorek w Warszawie doszło do dwóch napadów na lombardy. Policja poszukuje sprawców – podejrzewa, że w obu adresach pojawili się ci sami przestępcy. Trwa policyjna obława.

Warszawa. Policyjna obława po napadach na lombard

Jak podaje Tvnwarszawa.pl, do pierwszego napadu doszło około godziny 17 w lokalu przy ul. Okopowej na warszawskiej Woli. Do lombardu wszedł mężczyzna w kapturze i z twarzą zakrytą szalikiem, na zewnątrz czekał drugi mężczyzna. Pierwszy wyjął przedmiot przypominający broń i zaczął grozić ekspedientce, żądając wydania wartościowych przedmiotów. Kobieta uciekła i zamknęła się w przedsionku – mężczyźni spłoszyli się i uciekli nic nie zabierając.
Zaledwie 15 minut później doszło do kolejnego napadu na lombard, tym razem przy ul. Górczewskiej. Tam zdarzenie przebiegło bardzo podobnie – niezidentyfikowany, zamaskowany mężczyzna zagroził pracownikowi przedmiotem przypominającym broń i ukradł paletkę z biżuterią. Obaj mężczyźni zbiegli z miejsca zdarzenia.

Trwa policyjna obława, w której uczestniczą psy tropiące oraz policjanci z wydziału terroru kryminalnego i zabójstw.
Źródło info i foto: Gazeta.pl