Kalifornia: Turpinowie przez lata torturowali dwanaścioro swoich dzieci. Para została skazana na dożywocie

Para z Kalifornii, która przyznała się do głodzenia, zaniedbywania, torturowania i maltretowania przez całe lata 12 z ich 13 dzieci, została w piątek skazana przez sąd w Riverside na karę dożywotniego więzienia, z możliwością warunkowego wyjścia na wolność po 25 latach.

Jak relacjonuje agencja Associated Press, David i Louise Turpin mieli łzy w oczach, kiedy kilkoro ich dzieci wygłaszało krótkie oświadczenia na sali sądowej. – Moi rodzice zabrali mi całe moje życie, ale teraz ja odbieram je z powrotem – mówiła szlochając jedna z córek. Ale niektóre z dzieci wyrażały przekonanie, że rodzice wciąż je kochają.

Wyrok zapadł nieco ponad rok po tym, gdy 17-letnia córka Turpinów wyskoczyła przez okno z zapuszczonego domu w Perris, ponad 100 km na wschód od Los Angeles, i zadzwoniła na numer alarmowy. Powiedziała wtedy m.in., że część jej rodzeństwa była przykuwana łańcuchami do łóżek i że ona sama nie mogła się wykąpać od miesięcy. Nie wiedziała, jaki był wtedy miesiąc, nie znała słowa „leczenie”.

Louise Turpin przepraszała w sądzie za wyrządzanie krzywdy dzieciom, a jednocześnie zapewniała, że je kocha i że chce dla nich wszystkiego, co najlepsze. Oświadczenie Davida Turpina odczytał jego obrońca. Turpin zapewniał w nim, że dyscyplinował dzieci, mając „dobre intencje”, i przepraszał, jeśli zrobił cokolwiek, co wyrządziło im krzywdę.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były agent CBA miał szukać haków na Pawła Wojtunika

Były agent CBA Wojciech J. twierdzi, że miał za zadanie poszukiwać haków na byłych szefów służb, a znalazł materiały obciążające jednego z najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Dziennikarze magazynu „Czarno na Białym” i portalu tvn24.pl podążyli śladami J., żeby zweryfikować jego relację.

Według byłego już funkcjonariusza Centralnego Biura Antykorupcyjnego jeden z jego tajnych współpracowników przekazał mu sekstaśmę. Nagranie z ukrytej kamery miało dokumentować spotkanie ważnego polityka PiS z nieletnią prostytutką pochodzącą z Ukrainy w jednej z podkarpackich agencji towarzyskich. Sprawę w połowie marca ujawniło Radio ZET. Przez kilka tygodni weryfikowaliśmy jej kolejne wątki. Nie możemy stwierdzić, czy taśma istnieje. Pewne za to jest, że Centralne Biuro Antykorupcyjne robiło wiele, żeby ją zdobyć.

„Nie był lubiany, ale nic by nie zmyślił”

Spotkaliśmy się z Wojciechem J., a z pomocą kilku byłych funkcjonariuszy ABW i CBA przeanalizowaliśmy wersję przez niego przedstawioną i dokumenty, które pomagają ocenić wiarygodność jego słów. Były oficer ABW: – Ludzie z CAT (Centrum Antyterrorystyczne ABW – red.) mówią, że (Wojciech J. – red.) to upierdliwiec i formalista. Nie był lubiany, ale niczego by nie zmyślił. To taki typ, który działa z podobnym zaangażowaniem, gdy odkryje zarówno kradzież długopisu, jak i grubą aferę. Jest mało elastyczny. A w każdej służbie czasem trzeba nagiąć procedury. W CAT Wojciech J. pracował w latach 2008-2010, w latach 2004-2008 i 2010-13 służył w Straży Granicznej. Jako ekspert uczestniczył w pracach nad stworzeniem projektu ustawy o Korpusie Ochrony Pogranicza, w którym poznał obecnego szefa CBA Ernesta Bejdę. Służbę w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym J. zaczął w maju 2016 roku. Nadzwyczajne uprawnienia

Wojciech J. został przyjęty na stanowisko agenta specjalnego z wyjątkowo szerokimi uprawnieniami. Wskazują na to wystawione przez Ernesta Bejdę dokumenty. Na ich podstawie mógł żądać informacji od delegatur Centralnego Biura Antykorupcyjnego, nawet bez zgody ich szefów i ściągać materiały z baz danych CBA. Uzyskał też dostęp do Centralnej Ewidencji Zainteresowań Operacyjnych Służb Specjalnych, czyli bazy danych o tajnych operacjach służb specjalnych.

Według kilku byłych oficerów CBA, którym pokazaliśmy te dokumenty, Wojciech J. został obdarzony wyjątkowym zaufaniem przez Ernesta Bejdę. – Takie uprawnienia mieli szefowie delegatur albo naczelnicy wydziałów. To wysokie stanowiska w CBA – wyjaśnia były oficer Biura. Inny z naszych rozmówców, wieloletni dyrektor w centrali tej służby, dodaje: – Może raz wcześniej widziałem takie plenipotencje, to niemal jak licencja 00 z filmów o Bondzie. Wtóruje mu kolejny były oficer. – Nie znam takiego drugiego przypadku. Mógł się zapoznać ze wszystkim, co robi delegatura bez zgody jej szefa – zauważa.

Ściganie Wojtunika

Z Wojciechem J. spotykamy się w mieście na północy Polski. Opowiada nam o swoich początkach w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. J.: – Szef CBA mnie wezwał i powiedział, że jednym z moich głównych zadań jest to, żeby rozpracowywać poprzednie kierownictwo Biura. To znaczy inspektora Pawła Wojtunika i byłych dyrektorów delegatur. Reporter: – To znaczy? J. – Prowadzić sprawę pod kątem ewentualnego popełnienia przez nich przestępstw. Dlatego – jak tłumaczy – trafił do Departamentu Analiz, a nie do zajmującego się pracą operacyjną. Chodziło – zdaniem byłego agenta – o to, żeby efekty jego dokonań nie trafiły do archiwum. Dzięki temu następni szefowie Biura mieli się nie dowiedzieć o jego „misji specjalnej”.

Byli funkcjonariusze służb oceniają, że umiejscowienie agenta zajmującego się pracą operacyjną w Departamencie Analiz jest nietypowe i mogło świadczyć o chęci ukrycia spraw, którymi się zajmował. Przyznaje to J. – Przy ewentualnej kontroli łatwo byłoby wtedy złapać, że czynności były podejmowane niezgodnie z procedurą – zauważa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo dziennikarki w Londonderry. Zatrzymano dwóch nastolatków

Północnoirlandzka policja zatrzymała dwóch nastoletnich mężczyzn podejrzanych o zabicie dziennikarki Lyry McKee w Derry. Przypuszcza się, że domniemani sprawcy mają związki z „Nową IRA”.

Jak podała policja, 18- i 19-latek zostali przetransportani na przesłuchanie.

Do śmierci McKee doszło w czwartek w nocy podczas zamieszek w Derry, jednym z tradycyjnych centrów działalności republikańskich terrorystów w Irlandii Północnej. Wybuchł po tym, jak policja przeprowadziła nalot na dom mężczyzny podejrzanego o przynależność do Nowej Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Domniemani członkowie organizacji zaczęli rzucać w radiowozy kamieniami i koktajlami mołotowa. W pewnym momencie otworzyli też w stronę policji ogień.

Pociski ugodziły 29-letnią dziennikarkę, która przyjechała na miejsce zdarzenia by relacjonować zamieszki. McKee była uznawana za wschodzącą gwiazdę dziennikarstwa śledczego na wyspie.
Źródło info i foto: wp.pl