Szwecja: Lekarz zgwałcili i molestował seksualnie 56 dzieci. Został skazany na 10 lat więzienia oraz wydalenie z kraju

Dzisiaj skazany został obywatel Hiszpanii, 29-letni lekarz Cristian Carretero Sánchez, urodzony 17.08 1989 roku za cztery przypadki gwałtu na dzieciach oraz 46 przypadków wykorzystywania seksualnego. Młody lekarz pediatra leczył dzieci w całym kraju. W sumie został skazany za przestępstwa seksualne dokonane na 56 dzieciach – wyrok to dziesięć lat więzienia.

Mężczyzna, który urodził się w Hiszpanii, zostaje dożywotnio wydalony ze Szwecji oraz zapłaci odszkodowanie ofiarom w wysokości 3,5 mln koron szwedzkich. Pracował jako pediatra w szwedzkich miastach Skellefteå, Skövde, Jönköping i Sztokholmie.

Jest również skazany za siedem przypadków molestowania seksualnego dzieci, 15 przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich, 19 przypadków molestowania seksualnego, 15 przypadków przestępstw w związku z posiadaniem oraz rozpowszechnianiem pornografii dziecięcej.

Lekarz wielokrotnie wypierał się popełnionych przestępstw, twierdził, że badanie dzieci zawsze miały podstawy medyczne.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Sprawca napaści na działacza PiS nie trafi do aresztu

Nie będzie aresztu dla mężczyzny, który w minioną sobotę zaatakował działacza Prawa i Sprawiedliwości. Do zdarzenia doszło w ubiegłą sobotę. Działacz PiS i były radny Janusz Jagielski został zaatakowany przez mężczyznę podczas roznoszenia ulotek wyborczych Joachima Brudzińskiego.

Napastnik został zatrzymany, a sprawa szybko przybrała charakter polityczny. „Nawet największe polityczne zacietrzewienie nie może usprawiedliwiać agresji i nienawiści wobec kogokolwiek” – pisał minister Joachim Brudziński na Twitterze. Wtórowała mu wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek, która napisała, że to „kolejny brutalny atak na przedstawiciela PIS. Taktyka KE totalnej wojny przynosi tragiczne efekty”. Okazało się jednak, że był to chuligański wybryk, który z polityką miał niewiele wspólnego.

Prokuratura wnioskowała o tymczasowy areszt, ale jej wniosek uchylił dzisiaj Sąd Rejonowy w Szczecinie, który uznał że zebrano niezbędne dowody, a mężczyzna przyznał się do winy. Zgodził się również przeprosić i ponieść karę. Grozi mu do 7,5 roku pozbawienia wolności. Postanowienie nie jest prawomocne.
Źródło info i foto: Eska.pl

Nie żyje zaginiony 20-latek

Tragiczny finał poszukiwań zaginionego 20-latka. W poniedziałek płetwonurkowie wyłowili z rzeki Klimkówka ciało młodego mężczyzny. 

Zaginięcie 20-letniego mieszkańca Klimkówki w województwie małopolskim zgłoszono 4 maja. Młody mężczyzna kilka dni temu wyszedł z domu. Na jego biurku odnaleziono notatkę, która wyglądała na list pożegnalny. – Treść wskazywała, że chłopak ma myśli samobójcze – powiedział rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Gorlicach.

Poszukiwania 20-latka rozpoczęły się o godzinie 2 w nocy z niedzieli na poniedziałek. W akcję zaangażowali się policjanci, strażacy, ratownicy GOPR i WOPR oraz nurkowie ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wodno-Nurkowego z Tarnowa. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Afera Amber Gold. Obrońca Katarzyny P. wniosła o uniewinnienie

W mowie końcowej wygłoszonej w poniedziałek w procesie Amber Gold przed Sądem Okręgowym w Gdańsku obrońca współoskarżonej Katarzyny P. wniosła o jej uniewinnienie. Kiedy ogłoszony zostanie wyrok końcowy?

Mowa końcowa obrońcy oskarżonej Anny Żurawskiej zakończyła proces, który toczył się przed gdańskim sądem od marca 2016 r. 18 kwietnia podczas pierwszych mów końcowych w procesie prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcom i założycielom Amber Gold – Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. – kar po 25 lat więzienia. Kilka dni później obrońca Marcina P. Michał Komorowski wniósł w mowie końcowej o uniewinnienie oskarżonego.

– Mam świadomość, że sprawa oskarżonych wzbudziła duże zainteresowanie opinii publicznej. Za sprawą mediów była przedstawiana jako jedna z największych afer ostatnich lat. Sąd również nadawał jej takie znaczenie wypowiadając się w kolejnych decyzjach w przedmiocie tymczasowego aresztowania. Media przed procesem i w trakcie procesu epatowały opinię publiczną informacjami na temat oskarżonych odzierając ich niejednokrotnie z prywatności, a nawet godności. Wielokrotnie przytaczały również nieprzychylne dla nich oceny i stawiały tezy związane z zarzutami – mówiła obrońca Katarzyny P.

Podkreśliła, że sam fakt postawienia komukolwiek jakiegoś zarzutu „niczego jeszcze nie przesądza”.

– Żyjemy w tej części Europy i świata, gdzie każdy ma prawo do rzetelnego procesu. Rzetelnego procesu rozumianego jako sprawiedliwe rozpoznanie sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd. Prawo to zapewnia artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ratyfikowanej przez Polskę. Również konstytucja RP mówi, że każdy ma prawo do obrony i każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu – argumentowała.

Zaznaczyła, że prawo do rzetelnego procesu to nie jest „frazes” i „pustosłowie”.

– Rzetelny proces to jest przestrzeganie pewnych reguł związanych z prowadzeniem sprawy (…) O tym, do czego prowadzi jednostronność i tendencyjność prowadzonego postępowania przygotowawczego i brak pogłębionej refleksji i koniecznego obiektywizmu na etapie postępowania sądowego mogliśmy się przekonać niedawno na gruncie głośnej sprawy Tomasza Komendy, który spędził kilkanaście lat w więzieniu za czyn, którego nie popełnił – mówiła adwokatka.

Żurawska wyjaśniła, że oskarżona od początku procesu deklarowała gotowość bezpośredniego udziału w procesie. – Czy nie próbowano pozbawić jej tego prawa poprzez zaniechanie doprowadzania jej na rozprawę i organizowania tzw. wideokonferencji? (…) Czy na tym ma polegać prawo do rzetelnego procesu i prawo do obrony? – pytała adwokat.

W opinii adwokatki, „nieszczęściem” tej sprawy było także to, że równocześnie z procesem obradowała sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold. Żurawska oceniła, że przebieg obrad komisji, a zwłaszcza publiczne komentarze jej członków mogły wpływać na zeznania świadków przed sądem.

Obrońca przytoczyła zeznania kilkunastu świadków, według których wszystkie decyzje inwestycyjno-finansowe w Amber Gold podejmował Marcin P., a Katarzyna P. nie miała wiedzy merytorycznej nt. działalności spółki.

– Czym jako członek zarządu zajmowała się moja klientka? Zajmowała się wyposażeniem lokali, wystrojem wnętrz i ich umeblowaniem, strojami dla pracowników, umiejscowieniem ulotek i plakatów. Zwracała uwagę na czystość pomieszczeń biurowych i zajmowała się organizacją imprez dla pracowników (…) Można z sarkazmem powiedzieć, że obszar władzy i decyzyjności mojej klientki w spółce był faktycznie imponujący. Moja klientka ufała mężowi. Ufała, że stworzona przez niego spółka działa zgodnie z prawem i w granicach prawa – przekonywała obrońca.

Zaznaczyła jednocześnie, że nie jest jej „intencją przerzucanie odpowiedzialności na współoskarżonego Marcina P.”. – Bo podzielam w całości wszystkie tezy z wystąpienia mojego kolegi, obrońcy Marcina P. – nadmieniła.

Według prokuratury, Marcin P. i Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Śledczy uznali, że Katarzyna i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. KNF złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Odpowiedzialni za ataki terrorystyczne na Sri Lance są zatrzymani lub martwi

– Wszyscy bezpośrednio powiązani z wielkanocnymi atakami na kościoły są zatrzymani lub martwi – powiedział minister obrony Sri Lanki, Chandana Wickramaratne. W związku z zamachami zatrzymano ponad 150 podejrzanych.

W oświadczeniu wygłoszonym w poniedziałek, Chandana Wickramaratne, który pełni także rolę inspektora generalnego policji, powiedział że siły bezpieczeństwa skonfiskowały materiały do budowy kolejnych bomb. Władze Sri Lanki oskarżają o zamachy lokalną organizację islamistyczną o nazwie National Thowheeth Jama’ath (NTJ), ale wskazały, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. Nie wykluczono również, że ataki były zorganizowane z zagranicy. Odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie tak zwane Państwo Islamskie. Władze ogłosiły stan wyjątkowy, aby dać większą swobodę siłom bezpieczeństwa podczas ścigania podejrzanych o zamachy na luksusowe hotele i kościoły chrześcijańskie, w których zginęło ponad 250 osób.

Strach przed kolejnymi zamachami

Kościół katolicki na Sri Lance zrezygnował z wcześniejszych planów wznowienia już w najbliższą niedzielę odprawiania mszy. Decyzję podjęto ze względu na „konkretne zagrożenie” kolejnymi zamachami w co najmniej dwóch świątyniach. Szkoły publiczne, które zamknięto w ramach środków ostrożności, ponownie otwarto w poniedziałek, ale wciąż pozostają strzeżone.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kolejne alarmy bombowe w polskich szkołach

Kolejne alarmy bombowe w szkołach w całym kraju – informują lokalne media. O godz. 9 maturzyści przystąpią do egzaminu z matematyki. We wtorek rano informacje o możliwych ładunkach wybuchowych otrzymały szkoły m.in. w Tarnowie, Krakowie, Suchej Beskidzkiej, Zakopanem czy Rabce Zdrój – informuje profil „112Małopolska.pl”

W Krakowie prawdopodobnie chodzi o dwie placówki – informuje „Gazeta Krakowska”.

Z kolei portal epoznan.pl donosi o alarmach bombowych w szkołach na terenie Wielkopolski. Podobnie jest w Mławie na Mazowszu – podaje portal codziennikmlawski.pl. W województwie lubuskim alarmy ogłoszono w Zielonej Górze, Gorzowie, Żaganiu oraz Zbąszynku. Chodzi o pięć szkół – potwierdza w rozmowie z „Gazetą Lubuską” podinsp. Małgorzata Stanisławska, rzeczniczka zielonogórskiej policji.

W Tychach policjanci otrzymali pierwsze zawiadomienie o godz. 4.30. Sprawdzanie szkół rozpoczęło się zanim pojawili się w nich uczniowie, więc egzaminy nie są zagrożone – informuje „Dziennik Zachodni”.

W województwie świętokrzyskim maile o podłożonych ładunkach wybuchowych dotarły do kilkunastu szkół.

W Radomiu służby przeszukują sześć szkół – podaje „GW”.

Straż pożarna i policja weryfikują wszystkie zgłoszenia i sprawdzają budynki.

W poniedziałek rano informacje o rzekomych bombach w szkołach otrzymało kilkadziesiąt placówek w całym kraju. W związku z tym w kilku z nich matury rozpoczęły się z opóźnieniem. W jednej ze szkół we Wrocławiu egzamin został przerwany.

Wszystkie alarmy okazały się fałszywe.
Źródło info i foto: interia.pl

30 kg marihuany w aucie osobowym. Wśród zatrzymanych uczeń szkoły policyjnej

Uczeń szkoły policyjnej jest wśród dziesięciorga zatrzymanych w sprawie przejęcia dużej ilości suszu konopi indyjskich niedaleko Stuttgartu (Niemcy). Tamtejsza policja skontrolowała czarne auto, które zepsuło się w trasie. W środku były dziesiątki toreb z marihuaną. W sumie kierowca ukrył w pojeździe 30 kilogramów narkotyku w takich pakietach.

Zatrzymani przez funkcjonariuszy policji kryminalnej to dziewięciu mężczyzn w wieku od 22 do 27 lat i jedna kobieta, która ma 26 lat.

Policja była wcześniej na tropie szajki. Podejrzani o handel narkotykami obserwowani przez kryminalnych spodziewali się dostawy. Towar miał być dostarczony do sklepu w miejscowości Feuerbach niedaleko Stuttgartu. Jednak 23-letni kurier, który wiózł narkotyki miał awarię samochodu na autostradzie 81 niedaleko Ludwigsburga.

Gdy laweta przetransportowała uszkodzony pojazd na miejsce przeznaczenia czekała tam już policja. 30 kilo marihuany zostało zarekwirowane. W sklepie, do którego zmierzał kurier znaleziono 100 tys. euro. Miała to być prawdopodobnie zapłata za dostawę. Po dokładnych przeszukaniach śledczy znaleźli jeszcze kilogram kokainy.

Pięciu z zatrzymanych zostało aresztowanych. Są to dwaj 23-letni Niemcy, Dwaj 26-letni Włosi i 27-letni obywatel Kosowa. Trwa śledztwo prokuratury w Stuttgarcie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Agenci CBA zatrzymali Antoniego F.

Funkcjonariusze CBA zatrzymali Antoniego F., b. prezesa reaktywowanej warszawskiej spółki Lilpop, Rau i Loewenstein, założonej w 1866 r. Według śledczych chodzi o próbę wielomilionowego wyłudzenia w związku z realizacją roszczeń przysługujących spółce.

Zatrzymania dokonali funkcjonariusze warszawskiej delegatury Biura. Rzecznik CBA Temistokles Brodowski w rozmowie z portalem tvp.info potwierdził, że zatrzymano jednego mężczyznę w sprawie nieprawidłowości przy warszawskiej reprywatyzacji.

Jak informuje Brodowski, w toku śledztwa ustalono, iż spółka sprzedała na rzecz dwóch osób roszczenia do nieruchomości na stołecznym Powiślu. – Jak ustalono w toku śledztwa, zainkasowane w ten sposób środki – 175 tys. zł – przywłaszczył ówczesny prezes reaktywowanego przedsiębiorstwa – dodaje Brodowski.

Antoni F. zostanie po zakończeniu czynności przewieziony do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu. Tam zostaną mu postawione zarzuty.

Jako pierwsza informację o zatrzymaniu mężczyzny podała „Panorama” TVP2.

Nasz news: kolejny zatrzymany w aferze reprywatyzacyjnej. @CBAgovPL zatrzymało prezesa reaktywowanej warszawskiej spółki Lilpop, Rau i Loewenstein. Chodzi o próbę wielomilionowego wyłudzenia w związku z realizacją roszczeń przysługujących spółce.
Źródło info i foto: TVP.info

Dziś rozpocznie się proces ws. gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi. W sprawie niesłusznie skazany został Tomasz Komenda

O 9.30 przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu rozpocznie się proces ws. gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi z Jelcza-Laskowic. Do zbrodni doszło w Miłoszycach w noc sylwestrową 1997 roku. W 2003 roku to właśnie za tę zbrodnię niesłusznie został skazany Tomasz Komenda, który w więzieniu spędził 18 lat.

Przed laty to Tomasz Komenda został skazany za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach. Komenda do aresztu trafił w 2000 roku, a w 2003 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał go na 15 lat więzienia. Rok później sąd drugiej instancji zaostrzył karę do 25 lat, a sprawa otarła się jeszcze o SN, ale wyrok już się nie zmienił.

Po latach policjanci i prokuratorzy wrócili do śledztwa, bo pojawiły się nowe dowody. 15 marca 2018 r. wrocławski sąd penitencjarny warunkowo zwolnił Tomasza Komendę z dalszego odbywania kary, natomiast 16 maja 2018 r. Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich zarzutów. Teraz Komenda domaga się prawie 19 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania.

W ponownym procesie zbrodni miłoszyckiej na ławie oskarżonych zasiądą Ireneusz M. oraz Norbert Basiura (zgodził się na publikację swoich danych – przyp.red). To właśnie ich śledczy oskarżyli o gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi. Proces, który poprowadzi sędzia Marek Poteralski, rozpocznie się dziś o godz. 9.30.

Wiadomo, że sędzia chce, by odbywały się co najmniej trzy posiedzenia w miesiącu, a prokuratura zamierza przesłuchać ponad 130 świadków. Prawdopodobnie w morderstwo była zamieszana jeszcze jedna osoba – jej poszukiwania cały czas trwają.

Zbrodnia miłoszycka

Do zbrodni doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku. W jednej z dyskotek w Miłoszycach odbywała się wówczas zabawa sylwestrowa, na którą wybrała się pochodząca z Jelcza-Laskowic 15-letnia Małgosia. Wiadomo, że tuż po północy do dziewczyny, która stała na zewnątrz podszedł chłopak. Powiedział, że ma na imię Irek, jest jej bratem i odprowadzi ją do domu. 15-latka poszła z nim, mimo iż nie miała brata. Do domu nigdy nie wróciła.

Ciało dziewczyny znaleziono następnego dnia na podwórku jednej z posesji. Małgosia zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Kim są oskarżeni?

Ireneusza M. śledczy zatrzymali w czerwcu 2017 r., nie przyznał się do zabójstwa dziewczyny. Wiadomo, że mężczyzna został przez śledczych przesłuchany zaraz po zbrodni, bo był jednym z uczestników zabawy sylwestrowej. Ze szczegółami opisał wówczas skarpetki Małgosi – 15-latka miała je na sobie, gdy znalezioną jej ciało. Wówczas na podstawie badań DNA oraz odcisku szczęki wykluczono go jednak z grona podejrzanych.

Prokuratorzy, którzy badają sprawę, nie mają jednak wątpliwości, że M. jest jednym ze sprawców. Mówią o mocnych dowodach. Mężczyzna był już karany za gwałty, a za jeden z nich w 2015 r. sąd skazał go na sześć lat więzienia.

Drugi z oskarżonych – Norbert Basiura – został zatrzymany we wrześniu zeszłego roku, 21 latach od zbrodni w Miłoszycach. W chwili zabójstwa nastolatki miał 19 lat i pracował jako ochroniarz w dyskotece, w której bawiła się dziewczyna. Od 14 lat pracował jako strażak w Jelczu-Laskowicach. Przed laty on także został wykluczony z grona podejrzanych.

Teraz śledczy przekonują, że Basiura jest jednym ze sprawców. Podobnie jak M. usłyszał zarzut gwałtu ze szczególnym okrucieństwem oraz zabójstwa Małgosi, twierdzi jednak, że jest niewinny. Pod koniec stycznia Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił areszt wobec niego, uznając, że będąc na wolności nie będzie utrudniał postępowania. Obu oskarżonym grozi dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Koszmar zwierząt w państwowym instytucie badawczym w Falentach

Zagłodzone, brodzące w odchodach, odwodnione i zagłodzone. Tak przetrzymywano zwierzęta w państwowym instytucie badawczym w Falentach pod Warszawą. Skandal wyszedł na jaw dzięki ludziom, którzy widzieli cierpienie zwierząt.

– Warunki w jakich trzymane były zwierzęta są tragiczne! Zagłodzone i osłabione chorobami cielaki, że nie miały nawet siły wstać. Niektóre były pozbawione dostępu do wody – mówi Dawid Fabjański z Animal Rescue, straży ochrony zwierząt. Krowy i cielaki od tygodni brodziły w swoich odchodach, bo… zepsuł się traktor do wywożenia gnoju!

A wszystko to w Zakładzie Doświadczalnym Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego – instytucji, która powinna dawać przykład, jak należy traktować zwierzęta!

Zakład doświadczalny jest wprawdzie na obrzeżach Falent ale w końcu mieszkańcy zauważyli, co tam się dzieje. Powiadomili inspektorów Animal Rescue. Gdy ci weszli do zakładu, zamarli z przerażenia. Pod oborą leżał martwy cielak przykryty byle jak plandeką. Inny zamiast racicy miał wielką ropiejącą ranę. Trzeba było go uśpić, by skrócić mu cierpienia. Animalsi zabrali z Falent sześć cielaków, niestety po przewiezieniu do bezpiecznej obory dwa z nich padły!

– Dziesiątki zwierząt przetrzymywane są w dramatycznych warunkach. Są stłoczone i ślizgają się na własnych odchodach, które sięgają kostek. Prosiliśmy dyrektora Instytutu Wacława Strobla, żeby przeniósł zwierzęta do czystej i pustej obory obok, ale się nie zgodził i wyrzucił nas z terenu – opowiada Dawid Fabjański, aktywista z Animal Rescue.

Dyrektor ITP zaprzecza jakoby zwierzęta nie miały dostępu do wody i informuje, że zawieszony został dyrektor Zakładu Doświadczalnego w Falentach, w którym trwa teraz kontrola Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej. Postępowanie wszczęła też policja.
Źródło info i foto: Fakt.pl