Arnoldo Jimenez – nowy poszukiwany na liście FBI Most Wanted

Arnoldo Jimenez, poszukiwany za rzekome zamordowanie swojej żony niespełna 24 godziny po ślubie, został umieszczony na liście dziesięciu najbardziej poszukiwanych przestępców przez FBI. Jego żona, 26-letnia Estrella Carrera, została znaleziona martwa w wannie swojego domu w Burbank, Illinois, USA, wciąż miała na sobie suknię ślubną.

Nagroda w wysokości100 000 $ jest oferowana za informacje prowadzące do schwytania Jimeneza. Jimenez i Carrera wzięli ślub w ratuszu w piątek 11 maja 2012 r., A następnie wzięli udział w uroczystości z rodziną i przyjaciółmi. Policja Burbank i FBI wierzą, że Jimenez i jego narzeczona wdali się w kłótnię w czarnym Maserati Jimeneza, kiedy wracali z wesela we wczesnych godzinach porannych 12 maja 2012 roku.

„Uważamy, że została pchnięta nożem w aucie, a następnie wciągnięta z powrotem do pokoju, zakrwawioną ofiarę poszukiwany pozostawił w wannie” – powiedział agent specjalny Steve Barnard, który pracuje w biurze terenowym FBI w Chicago.

Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje dotyczące Arnoldo Jimeneza, zadzwoń + 1-800-CALL-FBI lub skontaktuj się z najbliższą ambasadą lub konsulatem amerykańskim.
Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Olkusz: Napad na właściciela kantoru. Skradziono walizkę z pieniędzmi

​Napad na właściciela kantoru w Olkuszu. Policja poszukuje sprawców, którzy pobili mężczyznę i ukradli mu walizkę z pieniędzmi. Do napadu doszło około godz. 08:20 przy ulicy Świętokrzyskiej. Zamaskowani sprawcy zaatakowali właściciela kantoru w momencie, kiedy wysiadał on z samochodu. Dotkliwie go pobili i zabrali walizkę z pieniędzmi.

Mężczyzna trafił do szpitala. Ze wstępnych informacji wynika, że w skradzionej walizce mogło być około 150 tys. złotych. Jak powiedziała rzeczniczka olkuskiej policji, sprawców było trzech: jeden siedział w aucie – w srebrnym bmw, którym cała trójka po napadzie uciekła.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rosja: Aleksandr Kokorin i Paweł Mamajew skazani na kolonię karną za pobicie urzędnika

Aleksandr Kokorin i Paweł Mamajew zostali skazani przez sąd w Moskwie za udział w bójce i wandalizm. Do chuligańskiego zajścia z udziałem byłych reprezentantów Rosji doszło w stolicy kraju 8 października 2018 roku. Kokorin otrzymał wyrok 18 miesięcy pobytu w kolonii karnej, a Mamajew – 17. Skazano także innych uczestników zajścia. Kirył Kokorin i Aleksander Protasowicz spędzą w kolonii karnej także – odpowiednio – 18 i 17 miesięcy. – Do uprawomocnienia się wyroku, wszyscy skazani pozostaną w areszcie – potwierdziła sędzia Jelena Abramowa, która przewodniczyła składowi orzekającemu i odczytała uzasadnienie.

Bójka i dochodzenie

W październiku 2018 roku Kokorin i Paweł Mamajew wszczęli bójkę w moskiewskiej kawiarni, poturbowali urzędników państwowych, a dochodzenie przeciwko nim wszczęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Piłkarze razem z bratem Kokorina byli pod wpływem alkoholu. Gdy jeden z klientów zwrócił im uwagę na głośne zachowanie, ci w odpowiedzi zaczęli go obrażać i bić. Incydent został zarejestrowany na nagraniu wideo, które pojawiło się w sieci. Poszkodowanym okazał się urzędnik Denis Pak, a jak wyjaśniło ministerstwo przemysłu – w bójce ucierpiał także drugi pracownik resortu. Obaj musieli zwrócić się po pomoc medyczną do szpitala. Pak miał wstrząśnienie mózgu, w wyniku uderzenia krzesłem w głowę, oraz połamane żebra. Poszkodowani zgłosili się na policję. Prawnik urzędnika przekazał, że jego klient został również znieważony na tle narodowościowym.

Przed bójką w kawiarni piłkarze mieli pobić także kierowcę prezenterki telewizyjnej Olgi Uszakowej. Zaś źródła w Rosyjskich Kolejach poinformowały, że sportowcy zachowywali się agresywnie w pociągu nocnym, którym jechali do Moskwy po niedzielnym meczu ich drużyn w Sankt Petersburgu.

Bogate kariery

28-letni Kokorin 48 razy zagrał w drużynie Sbornej. Zapewne wystąpiłby także na mundialu w Rosji, gdyby nie przeszkodziła mu kontuzja. 30-letni Mamajew w kadrze rozegrał 15 spotkań. Zapewne nigdy już nie wystąpią w reprezentacji. Mamajew grał ostatnio w FK Krasnodar, Kokorin – w Zenicie Sankt Petersburg. Oba kluby potępiły zachowanie swoich piłkarzy, przy czym Krasnodar zapowiedział rozwiązanie kontraktu z Mamajewem.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

Biskup Saad Sirop Hanna porwany przez Al-Kaidę. Opowiada swoja historię

Chrześcijanie na świecie są brutalnie prześladowani. W Nigerii, Pakistanie, Afganistanie, Syrii i w Iraku są zmuszani do opuszczenia swoich domów, porywani, a w kościołach organizowane są zamachy bombowe – powiedział PAP biskup Saad Sirop Hanna, Irakijczyk porwany i torturowany przez Al-Kaidę w 2006 r.

Biskup Saad Sirop Hanna został uprowadzony przez terrorystów z Al-Kaidy 15 sierpnia 2006 r. zaraz po tym, jak odprawił mszę św. w parafii, w której był wówczas proboszczem. Więzili go 28 dni. W 2017 r. napisał książkę „Porwany w Iraku”, która została przetłumaczona na angielski, szwedzki i polski.

Hierarcha podkreślił, że w czasie swojej niewoli czterokrotnie był nakłaniany przez porywaczy do porzucenia wiary i konwersji na islam. W tym czasie wielokrotnie był bity – także kijami – kopany i poniżany, ale udało mu się pozostać wiernym Chrystusowi.

– Siłę dała mi wiara. To ona trzymała mnie przy życiu przez te 28 trudnych dni, dawała nadzieję, że zostanę uwolniony. Wiara w Boga dała mi także siłę do tego, by dyskutować i spierać się z ludźmi, którzy mnie porwali – mówił. – Były momenty, że Bóg zdawał się odległy, ale nawet wtedy On tam ze mną był. Dawał mi to odczuć na wiele sposobów – zapewnił.

Bp Hanna przyznał, że nie do końca wie, dlaczego ostatecznie został uwolniony. Przez cały czas uwięzienia trwały negocjacje terrorystów ze zwierzchnikiem Kościoła chaldejskiego i jego rodziną, został za niego także zapłacony okup.

– Myślę jednak, że to nie był jedyny powód mojego uwolnienia. Przez ten czas coś się zmieniło w ludziach, którzy mnie uwięzili. Chyba zrozumieli, że porywając mnie, uczynili zło. Sądzę, że ocalenie zawdzięczam przede wszystkim Bożej Opatrzności – ocenił.

Jak zaznaczył bp Hanna, do porwania by nie doszło, gdyby sytuacja chrześcijan w Iraku nie zmieniła się diametralnie po obaleniu reżimu Saddama Husajna w 2003 r. – Rozpoczęła się wówczas wojna domowa o władzę w Iraku między szyitami i sunnitami, a kraj pogrążył się w chaosie – wyjaśnił.

Zdaniem hierarchy przed przewrotem chrześcijanie w Iraku pełnili w społeczeństwie istotną rolę, wielu miało wyższe wykształcenie i zajmowało kierownicze stanowiska.

– Żyliśmy wśród muzułmanów, ale mieliśmy z nimi dobre, sąsiedzkie relacje. Po upadku Husajna do Iraku przyjechało wielu ludzi, którzy nie znali chrześcijan i obawiali się nas. Do społeczeństwa przeniknęli fanatycy, którzy rozpoczęli prześladowania chrześcijan jako najsłabszej grupy, która stała się łatwym celem. Wielu chrześcijan zostało wyrzuconych z pracy, porwanych, zabitych lub wysiedlonych ze swoich domów. Ja także zostałem porwany właśnie dlatego, że byłem chrześcijaninem i księdzem – wyjaśnił.

Dodał, że pogarszająca się sytuacja skłoniła wielu chrześcijan do opuszczenia Iraku. – Przed 2003 r. w Iraku żyło ok. miliona chrześcijan, obecnie mieszka ich ok. 350 tys. Na początku wojny w rejonie Bagdadu, gdzie byłem proboszczem, pracowało 4 księży, a w każdej parafii mieszkało 500-600 chrześcijańskich rodzin. Niedawno musieliśmy zamknąć dwa kościoły, pozostał tylko jeden ksiądz, a liczba chrześcijańskich rodzin spadła z 4 tys. do 400 – poinformował bp Hanna.

Jego zdaniem „chrześcijanie na świecie są brutalnie prześladowani”. – W wielu regionach są zmuszani do opuszczenia swoich domów, porywani, w kościołach organizowane są zamachy bombowe. Przykład tego mieliśmy w ostatnich tygodniach na Sri Lance, ale chrześcijanie prześladowani są każdego dnia także w Nigerii, Pakistanie, Afganistanie i w Syrii – podkreślił.

Dodał, że szczególnie ważnym regionem dla chrześcijaństwa jest Bliski Wschód, ponieważ to tam narodził się Jezus Chrystus. – Chrześcijanie są tam od pierwszych wieków i przetrwanie chrześcijan w tym regionie jest bardzo ważne – ocenił. Jednak – jak podkreślił – postępująca w regionie islamizacja społeczeństwa i rozwój ekstremizmu zmuszają chrześcijan do emigracji. – Przetrwanie chrześcijan w krajach muzułmańskich zależy od siły prawa. Oni nie mają broni ani wojska, więc tam, gdzie rząd nie jest w stanie egzekwować prawa, chrześcijanie są prześladowani – stwierdził.

W opinii bpa Hanny prześladowanych chrześcijan można wesprzeć przez modlitwę w ich intencji, a także przez informowanie opinii publicznej na całym świecie o dramacie, który przeżywają. – To pomoże w ustanawianiu w krajach, gdzie trwają prześladowania, prawa, które będzie chroniło chrześcijan, i ogólnie prawa człowieka – zaznaczył.

Zdaniem hierarchy prześladowanym chrześcijanom należy pomagać zarówno w krajach, gdzie trwają prześladowania, aby umożliwić im pozostanie tam, jak i pomagać uchodźcom w osiedlaniu się w krajach Zachodu.

– Chrześcijanom, którzy zdecydowali się pozostać w swoich domach, musimy pomóc poprawić warunki życia. A tym, którzy z ważnych przyczyn wyjechali, powinniśmy pomóc w osiedleniu się tam, gdzie chcą dotrzeć – stwierdził bp Hanna.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest trop w sprawie alarmów bombowych w czasie matur

Od poniedziałku dyrektorzy szkół, w których odbywa się egzamin maturalny, otrzymują niepokojące e-maile. Autorów tych pism poszukuje policja. Na razie bezskutecznie. Okazuje się, że sprawcami zamieszania mogą być użytkownicy jednego z forów internetowych, którzy za cel obrali sobie nie maturzystów, lecz policjantów.

„Zdesperowany uczeń zbudował zasobnik z gazem bojowym fosgen. O godzinie 11 nastąpi detonacja. Bomba jest ukryta w sali, w której zdający piszą egzamin. Ratujcie się, będą ofiary” – takie e-maile, jak wynika z informacji „Gazety Wyborczej” otrzymali w nocy z niedzieli na poniedziałek dyrektorzy wielu szkół w Polsce. Podobne pisma wysłano również w nocy z poniedziałku na wtorek oraz z wtorku na środę. W wielu szkołach matury rozpoczęły się z opóźnieniem, w jednej egzamin się nie odbył – uczniowie napiszą go w terminie dodatkowym.

Na nogi postawiono policję w całym kraju, w nocy z wtorku na środę aż 11 tys. policjantów patrolowało okolice szkół. Dziesiątki funkcjonariuszy poszukują też żartownisiów, którzy rozsyłają e-maile z informacją o podłożonym w szkole ładunku wybuchowym. Na razie jednak bezskutecznie.

Jak wynika z informacji „Gazety Wyborczej” za alarmami bombowymi stoją użytkownicy jednego z internetowych forów już wcześniej znani z podobnych aktywności. To prawdopodobnie oni stali m.in. za atakiem na stronę Centralnej Komisji Egzaminacyjnej w 2012 r.

Dziennikarze „GW” dotarli do instrukcji dla „bojowników”, która powstała kilka dni przed maturami. Jest podpowiedź, gdzie się zalogować i do ilu szkół jednocześnie można napisać. Adresy szkół ponadgimnazjalnych zostały zebrane w jedną bazę.

Jaki jest cel tej akcji? Udowodnić, że z policji łatwo zrobić pośmiewisko – informuje „Gazeta Wyborcza”.

– Ludzie skrzykujący się w zapewniającej anonimowość sieci TOR czują się bezkarni. To poczucie wynika m.in. z tego, że do tej pory skuteczność polskiej policji w ściganiu tego typu przestępstw była niewielka – mówi „GW” Krzysztof Liedel z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, w przeszłości szef wydziału ds. terroryzmu w MSWiA. Jego zdaniem za fałszywymi alarmami stoi grupa kilku indywidualistów, którzy „chcą się popisać”. – A to, że wodzą za nos policję i jest o tym głośno w mediach, tylko ich nakręca – dodaje.
Źródło info i foto: wp.pl

CBA: Kolejne zatrzymania w sprawie domniemanej korupcji byłego senatora Józefa P.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało trzy osoby w nowym wątku śledztwa dotyczącego domniemanej korupcji byłego senatora Józefa P. i jego asystenta Jarosława W. – dowiedziała się PAP. Kolejni zatrzymani w tym śledztwie, to przedsiębiorcy z Dolnego i Górnego Śląska. Według śledczych wszyscy trzej zamieszani są w proceder korupcyjny dotyczący powoływania się na wpływy w instytucjach publicznych w zamian za korzyść majątkową w postaci różnych kwot pieniędzy.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził, że zatrzymań biznesmenów dokonali funkcjonariusze wrocławskiej delegatury CBA.

Nowy wątek w sprawie

„Jest to nowy watek toczącego się od 2015 roku śledztwa – tym razem chodzi o wręczenie korzyści majątkowych bądź też ich obietnicę przedkładaną Jarosławowi W., powołującemu się na wpływy we wrocławskich instytucjach publicznych, w zamian za jego ‚pomoc’ w załatwieniu różnych spraw prowadzonych w urzędach” – powiedział PAP Brodowski.

Wszyscy zatrzymani przez CBA zostaną przewiezieni do wielkopolskiego wydziału zamiejscowego departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu. Prokuratorzy mają im tam postawić zarzuty.

Brodowski przypomniał, że wcześniej w ramach tego śledztwa CBA zatrzymało czternaście osób. W połowie lutego przed wrocławskim sądem ruszył byłego senatora i jego asystenta oraz trzech osób, które miały dawać im łapówki. Proces został utajniony.
Źródło info i foto: interia.pl

W lesie znaleziono spalone auto. W środku dwa zwęglone ciała

Na leśnej drodze w gminie Pokój znaleziono spalony samochód, w którym były ciała dwóch osób – poinformował Paweł Chmielewski z Komendy Powiatowej Policji w Namysłowie.

O pożarze w lesie na terenie gminy Pokój policja otrzymała informację w środę po godzinie 15. Na miejsce pojechał patrol policji i jednostki straży pożarnej. Na miejscu znaleziono spalonego volkswagena, w którym znajdowały się zwęglone ciała dwóch osób. Według wstępnych ustaleń stojący na skrzyżowaniu leśnych dróg pojazd nie uderzył w drzewo.

Na miejscu pracuje prokurator z ekipą dochodzeniową policji, która ustala okoliczności zdarzenia, płeć i personalia zmarłych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nie żyje Szymon K., dawny boss gangu żoliborskiego

47-letni Szymon K. ps. „Szymon” z Łomianek, dawny boss gangu żoliborskiego, współpracownik prokuratury zginął od dwóch strzałów w pierś. Do postrzelenia doszło w mieszkaniu mężczyzny. Śledczy przekonują, że nie ma żadnych dowodów, że mogła to być mafijna egzekucja. Najprawdopodobniej były gangster popełnił samobójstwo.

Okoliczności tragicznej śmierci Szymona K. nie są do końca jasne. Według informacji portalu tvp.info do tragedii doszło 17 kwietnia około godz. 13 w mieszkaniu 47-latka na Śródmieściu. Mężczyzna miał dwukrotnie strzelić sobie w brzuch z legalnie posiadanej broni czarnoprochowej.

Poważnie rannego Szymona K. zabrano do szpitala bielańskiego. Wiadomo, że lekarzom udało się zoperować rany postrzałowe, jednak około godz. 20 pacjent umarł. Ponoć nie wytrzymało jego serce. Śródmiejska prokuratura zarządziła już sekcję zwłok mężczyzny. Biegli ustalą, czy K. przed śmiercią zażywał narkotyki lub pił alkohol.

Z informacji portalu tvp.info wynika, że Szymon K., zanim się postrzelił, zadzwonił dwa razy do swojej partnerki. Podczas jednej z rozmów miał prosić kobietę, aby ta wezwała pogotowie.

Sześćdziesiątka

Śmierć „Szymona z Łomianek” zaskoczyła policjantów i prokuratorów. Mężczyzna był tzw. sześćdziesiątką (od art. 60 KK, który mówi, że przestępca współpracujący z organami ścigania może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary). Zeznawał przeciwko Rafałowi S. ps. „Szkatuła”. Miała to być zemsta za to, że ludzie Szkatuły mieli grozić nożem jego dziecku i żonie. Szymon K. odgrażał się wielokrotnie, że zrobiłby wszystko, aby dopaść Rafała S.

Z ustaleń policji wynika, że na Szymona wyroki wydały dwa gangi: szkatułowy i mokotowski. – Śmierć Szymona K. to nie porachunki przestępcze, ale samobójstwo. Dlaczego do niego doszło? Może nie wytrzymał tego, że jest „sześćdziesiątką” i musiał zerwać z poprzednim życiem, w którym był kimś. Może bał się, że trafi za kraty, bo na wolności miał problemy z prawem. Na pewno zanim doszło do tragedii, Szymon nie dał żadnego sygnału, że ma myśli samobójcze – mówi oficer stołecznej policji.

Na wolności Szymon K. oficjalnie zajmował się odzyskiwaniem długów. W rozmowie z dziennikarzem portalu tvp.info na początku kwietnia przekonywał, że „odbił od gangsterki”. Tymczasem w ciągu ostatniego półrocza usłyszał kilka zarzutów, m.in. za przestępstwa gospodarcze i posiadanie narkotyków.

– Ludzie tacy jak ja zawsze już będą bandytami. Robiłem wiele złych rzeczy. Nigdy jednak nie posunąłem się do tego, by grozić czyjemuś dziecku. Tu szkatułowi przekroczyli granicę. Byłbym gotów zostać skazany na dożywocie, byleby dano mi szansę zostać sam na sam ze Szkatułą – mówił.

Arena wojny gangów

„Szymon z Łomianek” to legenda stołecznego półświatka i jeden z typowych watażków gangsterskich, którzy na początku XXI wieku walczyli o strefy wpływów w Warszawie i okolicach. W latach 90. był członkiem gangu Stefana K. ps. „Stefan” vel „Ślepak” vel „Ksiądz”. Kiedy stary boss trafił do aresztu, jego przyboczni zbuntowali się i założyli własne grupy, usiłując przejąć strefy wpływów „starych”. Jednym z liderów buntowników był Wojciech B. Współpracował z Piotrem W. ps. „Łańcuch”.

Po opuszczeniu więzienia „Stefan” został pobity przez „młodych”. To oznaczało wojnę. Lojaliści wydali wyrok na Wojciecha B. Zgodnie z ustaleniami warszawskich śledczych, zlikwidowali go Artur H. „Czacha” i Tomasz S. „Komandos”. Obaj trafili na trzy lata do aresztu, ale opuścili go i nigdy nie zostali skazani za zabójstwo. Nie dożyli końca procesu.

Do końca XX wieku zginęło kilku gangsterów, wybuchło kilka bomb, aż wreszcie w styczniu 2000 r. zastrzelono Stefana K., który z kompanami bawił się w swoim klubie na Żoliborzu. Co ciekawe, podczas przesłuchań większość świadków twierdziło, że akurat byli w toalecie i nie widzieli napastników.

Po 2000 r. doszło do przetasowań w stołecznym podziemiu kryminalnym. Wszystko za sprawą uderzenia policji i prokuratury w mafię pruszkowską. Z kraty trafiły dziesiątki gangsterów „Pruszkowa” w tym połowa zarządu gangu. Reszta musiała się ukrywać. Wtedy na ich tereny zaczęli „wchodzić” co bardziej odważni gangsterzy, którzy wcześniej musieli opłacać się „Pruszkowowi”.

Od połowy roku 2000 r. w stolicy pojawiały się coraz to nowsze gangi z krewkimi watażkami na czele. Najbardziej aktywny był wtedy gang mokotowski oraz koalicja gangów ze Śródmieścia i Żoliborza. Obie organizacje przestępcze rywalizowały o prymat w stolicy. Ta ostatnia grupa najpierw zarządzana była przez „Bandziorka”, po jego zatrzymaniu przez „Przeszczepa”, a gdy i ten trafił za kraty – przez Szkatułę. Ten były złodziej samochodów stworzył nowoczesny gang, który kilka lat później był jedną z największych grup przestępczych w centralnej Polsce. W 2002 r. Szymon był bossem większej części gangu żoliborskiego, dowodząc w imieniu gangu Szkatuły.

Druga wojna żoliborska

W 2002 r. Szymon K. pojawił się w kronikach kryminalnych. Dziennikarze donosili, że gangster walczy z niejakim Tomaszem S. ps. Komandos o wpływy na giełdzie Wolumen. Od połowy lat 90. była to prawdziwa żyła złota dla bandyckiego podziemia. Handlowano tam przemycanym alkoholem, kradzionym sprzętem np. radiami samochodowymi, zakazaną pornografią, a nawet narkotykami. Większość handlarzy musiała płacić nie tylko „placowe”, ale i za ochronę ze strony „miasta”.

Rok wcześniej Komandos wyszedł z aresztu. Razem ze swoim ogromnym kompanem – Arturem H. ps. Czacha, chciał odzyskać pozycję w półświatku. Komandos zwrócił się o pomoc do gangu mokotowskiego, który powoli zajmował miejsce Pruszkowa.

– Komandos chciał przejąć Wolumen, zniszczyć naszą grupę i przejąć wpływy. Nie raz strzelał do naszych, najeżdżał na nasze punkty, na agencje i przejmował też komisy samochodowe – zeznawał Piotr K. ps. „Kima”, członek gangu Szkatuły, który poszedł na współpracę z prokuraturą.

Według Kimy Szymon K. oraz Szkatuła i niejaki „Darek Bródnowski” zdecydowali, że Komandosa należy sprzątnąć. Pierwszym kilerem miał być Kima, który zastrzelił swoją narzeczoną i musiał się ukrywać. Z jego zeznań wynika, że załamany i zdesperowany zgodził się przyjąć zlecenie na Tomasza S. – Szkatuła powiedział, żebym za 8 tys. dolarów zabił Komandosa. Zgodziłem się, a Szkatuła miał go wystawić – mówił Kima.

Jeden z podwładnych Szkatuły przekazał mu nawet pistolet maszynowy, jednak Kima nie wykonał zlecenia. Przejął je prawdopodobnie Ahmatov Szarani, ps. „Szach”, Czeczen z kazachskim paszportem. Według policji mężczyzna był płatnym zabójcą na usługach polskich gangów z całej Polski.

Jak na strzelnicy

„O godz. 14.30 oficer dyżurny powiadomił wydział zabójstw o postrzeleniu trzech NN mężczyzn w budynku supermarketu Klif na I piętrze w barze Wiking. Śmierć na miejscu dwóch: Krzysztof B. – ze wstępnych oględzin zwłok wynika, iż denat posiada dwie rany postrzałowe: lewej okolicy skroniowej oraz prawej okolicy ciemieniowo-potylicznej, Artur M. ps. Budyń – denat posiada trzy rany postrzałowe: na tylnej powierzchni prawego ramienia i w okolicy czołowej prawej. Trzeci – ranny mężczyzna – Artur N. ps. Gruby vel Jogi – dwie rany postrzałowe prawego barku”.

Policjanci odnotowali jeszcze, że przed przyjazdem pogotowia Artur N. zjadł kartę SIM ze swojego telefonu – czytamy w policyjnie analizie zabójstwa w centrum handlowym Klif 31 maja 2002 r.

Szybko okazało się, że w chwili strzelaniny w barze Wiking siedziało czterech mężczyzn. Jeden z nich uciekł, gdy kompani zaczęli ginąć. Tym szczęśliwcem był – Tomasz S. To on był celem wyraźnie nieudanego zamachu. Wszystkie ofiary strzelaniny w Klifie miały bogatą kartotekę. Zabici byli związani z gangiem mokotowskim, który przejął pod swoje skrzydła „Komandosa”.

W kilka godzin po masakrze na przesłuchanie trafił Szymon K., typowany jako podejrzany o zlecenie zabójstwa w Klifie. Przyznał, że przed strzelaniną był w Klifie i spotkał się z Komandosem. Ale załatwili swoje interesy i się rozstali. Zdaniem policjantów Szymon chciał w ten sposób pokazać cel kilerowi, którym miał być „Czeczen kręcący się przy Szkatule”.

– Nie miałem interesu, by pokazać się w Klifie przed zabójstwem. Przecież to od razu kierowało na mnie podejrzenia. Byliśmy skonfliktowani z Komandosem, ale nie tak, żebym chciał go zabić. Ponadto, gdyby to był zamach na Tomasza S., to on byłby pierwszym do którego się strzela – przekonywał Szymon.

Egzekucja na stacji benzynowej

Komandos, który wiedział, że stał się łowną zwierzyną, zwiększył czujność, ale nie zmienił swoich starych nawyków. Okazało się, że po strzelaninie w Klifie nie może liczyć na taką pomoc „Mokotowa”, jakiej by chciał. Członkowie tej grupy nie zdecydowali się na wydanie wojny grupie Szkatuły. Jak dotąd gangi za bardzo nie wchodziły sobie w paradę i poza incydentami z łamaniem kości dilerów narkotyków zapędzających się na tereny konkurencyjnych gangów, panowało między nimi zawieszenie broni. Tym razem Mokotów ograniczył się do polowania na Szymona.

Jednak więcej szczęścia miał ten ostatni gangster. 13 sierpnia 2002 r., około godz. 22.15 na stację benzynową Statoil przy ul. Radzymińskiej 90 wjechało czarne bmw. Z samochodu wysiadł Komandos, który spokojnie zatankował i zrobił drobne zakupy na stacji. Następnie podjechał na stanowisko z odkurzaczem przyległym do budynku stacji.

„W trakcie sprzątania wnętrza pojazdu podszedł do niego NN mężczyzna i oddał w jego kierunku kilka strzałów z broni palnej, po czym oddalił się. Według pracownika ochrony w trakcie, gdy przebywał wewnątrz sklepu, usłyszał kilka odgłosów przypominających klaśnięcie w dłonie, dochodzących z zewnątrz obiektu. W chwili, gdy skierował się na zewnątrz budynku, podszedł do niego NN mężczyzna i wskazując na rejon, gdzie znajduje się stanowisko z odkurzaczem samochodowym, powiedział: tam leży zastrzelony człowiek, proszę zadzwonić na policję” – wskazano w policyjnym raporcie.

W czasie oględzin zwłok znaleziono dwie rany szyi i kilka klatki piersiowej oraz pleców. Komandos skonał na miejscu. Jego zabójca zamaskowany był tylko czapką bejsbolówką naciągniętą na oczy. Tak jak strzelec z Klifa. Według policji był to wspominany czeczeński kiler. Jednak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów zabójstwa w Klifie lub na stacji benzynowej.

Po śmierci Komandosa Szymon triumfował. Najpierw przygarnął Artura H. „Czachę”, potężnego współpracownika Komandosa. Później dołączył do niego jeden ze zbuntowanych członków gangu mokotowskiego. Według policjantów, to miało rozjuszyć bossa „Mokotowa” – Andrzeja H. ps. „Korek”. Z informacji operacyjnych policji wynikało, że gangster chciałby przejąć władzę nad stołecznym półświatkiem, wytyczając nowe strefy wpływów.

Strefy wpływów

W 2002 r. stołeczni policjanci zdobyli informacje, że rok wcześniej „Mokotów” wydał wyrok śmierci na Szymona. Ten jednak nie przejmował się tym, że stał się zwierzyną łowną. Mało tego, zaczął nawet wchodzić z interesami na teren konkurencyjnego gangu. Chodziło o „wstawienie” własnych dilerów narkotyków na osiedla podlegające konkurentom. Szymon wraz z przedstawicielami Szkatuły spotkali się z reprezentantami Korka w jednej z mokotowskich knajp. Ustalili wtedy, że linią graniczną terytoriów obu gangów będzie Trasa Łazienkowska. Szymon K. już po zakończeniu spotkania zapowiedział, że nie będzie respektował porozumienia. Gangster butnie oświadczył, że jeżeli któremuś z jego ludzi stanie się krzywda, to będą „łamać” przeciwników. Łamanie to w bandyckim slangu porywanie i katowanie.

Od drugiej połowy 2002 r. Szymon unikał pojawiania się w miejscach publicznych. Zapewne dlatego, że polowali na niego kilerzy z tzw. komanda Wojtasa, wykonującego wyroki dla „Mokotowa”. Wspominany Wojciech S. ps. „Wojtas” odpowiada teraz przed warszawskim sądem m.in. za zlecenie zabójstwa Szymona K.

Skruszony członek gangu mokotowskiego powiedział, że na polecenie Wojciecha S. obejrzał film ze ślubu Roberta B. Interesował go fragment, gdy jeden z gości składa życzenia młodej parze. To miał być Szymon z Łomianek. – Dostałem polecenie by pojechać na siłownię w Łomiankach, gdzie on ćwiczy i go dokładnie obserwować. Miałem zwracać uwagę, czy ćwiczy sam, czy z kolegami. O której wychodzi z siłowni. I czy jest sam, czy też ktoś mu towarzyszy – opowiadał Andrzej K.

Pytany, czy wiedział, czemu ma służyć inwigilacja, stwierdził: „To było po tym, jak strzelano do »Budyniów« i »Jogiego« z »Mokotowa«. Mogłem się domyślać, że chodzi o to, aby »Szymona« uprowadzić, albo zabić”.

Do ataku na Szymona nie doszło, ponieważ w 2003 r. zatrzymała go policja. Za udział w gangu, wymuszenia i podżeganie do zabójstwa Tomasza S. został skazany na siedem lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest śledztwo w sprawie śmierci wokalisty zespołu The Prodigy

Badania toksykologiczne wykazały, że w chwili śmierci Keith Flint miał we krwi kokainę, kodeinę i alkohol – donoszą angielskie media. Zajmująca się sprawą koroner oświadczyła, że nie dysponuje wystarczającym materiałem dowodowym, by stwierdzić, że wokalista grupy The Prodigy popełnił samobójstwo, czy też przyczyną śmierci był wypadek.

„Rozważałam samobójstwo za przyczynę jego śmierci, jednak musiałabym znaleźć dowody, potwierdzające celowe działanie pana Flinta, które doprowadziły do zgonu. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności czy samobójstwo. W związku z tym zamierzam ogłosić orzeczenie otwarte” – poinformowała koroner Caroline Beasley-Murray, cytowana przez BBC.

Badania toksykologiczne i sekcja zwłok wykazała, że Keith Flint w chwili śmierci miał we krwi kokainę, kodeinę i alkohol. „Nigdy nie dowiemy się jaki był stan jego psychiki tamtego dnia” – dodała Beasley-Murray. „Był niezwykle popularny i kochany przez rzesze fanów”.

4 marca Flint został znaleziony martwy w swoim domu w Dumnow w hrabstwie Essex. „Policja została wezwana po alarmach na temat stanu zdrowia mężczyzny, zamieszkałego przy Brook Hill” – poinformował media rzecznik prasowy policji w Essex. „Niestety, 49-letni mężczyzna został uznany za zmarłego. Zawiadomiliśmy jego bliskich. Jego śmierć nie jest traktowana jako podejrzana, trwa przygotowanie raportu dla koronera” – dodał. Muzyk miał 49 lat. Liam Howlett z The Prodigy potwierdził w mediach społecznościowych, że Flint odebrał sobie życie

The Prodigy, na którego czele stał Flint, uznawana jest dziś za jedną z najważniejszych grup lat 90., „ojców chrzestnych” muzyki rave. Flint do zespołu dołączył jako tancerz, nie wokalista. Od debiutu w 1992 r. zespół cieszył się sukcesem komercyjnym na Wyspach. Światowe media muzyczne zwróciły uwagę na brytyjską grupę dzięki albumowi „Music For the Jilted Generation”. Do największych przebojów The Prodigy należą utwory „Firestarter”, „Smack my Bitch Up” i „Breathe”. Album „The Fat of the Land” sprzedał się w nakładzie ponad 10 mln egzemplarzy na całym świecie.
Źródło info i foto: onet.pl

Londyn: Zwłoki dwóch kobiet w zamrażarce. Zidentyfikowano drugą ofiarę

Policja wie już, kim była druga kobieta, której ciało pod koniec kwietnia 2019 roku znaleziono w jednym z mieszkań w Canning Town w Londynie. Zwłoki były ukryte w zamrażarce. Policja poinformowała, że podobnie jak pierwsza ofiara, druga doznała równie rozległych obrażeń. Na razie nikt jednak nie usłyszał zarzutów morderstwa.

Zwłoki, które znaleziono w zamrażarce w jednym z londyńskich mieszkań należą do dwóch zaginionych kobiet – Mihrican Mustafy oraz obywatelki Węgier Henriett Szucs. Ciało tej ostatniej zidentyfikowano jako drugie.

Szucs przeniosła się do Londynu z Miszkolca. Wkrótce potem została okradziona ze wszystkich pieniędzy i dokumentów. Początkowo mieszkała z chłopakiem, ale gdy związek się rozpadł, trafiła na ulicę. Wyjść z bezdomności pomagała jej organizacja dobroczynna The Welcome Centre z Ilford. 34-latka po raz ostatni kontaktowała się z bliskimi w 2016 roku.

38-letnia Mihrican Mustafa zaginęła w maju ub. roku. Rodzina relacjonowała, że wyszła tylko do sklepu i nigdy już nie wróciła. Kobieta osierociła troje dzieci.

„MailOnline” poinformował, że poćwiartowane członki zmarłych kobiet, znajdywały się w tej samej zamrażarce. Obie ofiary były ubrane, a na ich ciałach znajdowało się wiele obrażeń.

Mieszkanie, w którym odkryto zwłoki należy do Zahida Younisa. 34-latek nie został jednak oskarżony o morderstwo, a o uniemożliwienie pochówku i aresztowany. Policja nie ujawniła w jaki sposób zmarły Mustafa i Szucs.
Źródło info i foto: Fakt.pl