Warszawa: 38-latek strzelał z kuszy w kierunku przedszkola. Został zatrzymany

​Policjanci zatrzymali 38-latka, który strzelał z kuszy. Bełty lądowały głównie na placu zabaw pobliskiego przedszkola. Jacek P. usłyszał zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – poinformowała nadkomisarz Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII.

Policjanci zostali wezwani do jednego z przedszkoli. Jego dyrektorka wskazała, że na podwórku, na którym bawią się dzieci są bełty prawdopodobnie od kuszy. Funkcjonariusze przeprowadzili rozmowę ze zgłaszającą i jedną z mam, która znajdowała takie przedmioty wcześniej – mówi nadkom. Joanna Węgrzyniak.

Patrolowcy szybko wytypowali mieszkanie, z którego prawdopodobnie były oddawane strzały. Niedługo potem zapukali do jego drzwi. Ponieważ właściciela nie było na miejscu poczekali na jego pojawienie się i zatrzymali go. W środku znaleźli i zabezpieczyli kuszę, cięciwy i bełty.

38-letni Jacek P. twierdził, że nie miał pojęcia o tym, że na taką broń należy posiadać pozwolenie, twierdził, że kupił ją na portalu za granicą, jednocześnie próbował zaprzeczać, by to on z niej strzelał – tłumaczy nadkom. Węgrzyniak.

Kryminalni i dochodzeniowcy przeprowadzili niezbędne czynności, a zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 38-latkowi zarzutu narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dodatkowo mężczyzna odpowie też za wykroczenie z ustawy o broni i amunicji. Decyzją sądu podejrzany został tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zapadł wyrok w sprawie Amber Gold. Marcin P. i Katarzyna P. winni

Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłasza wyrok w procesie ws. afery finansowej Amber Gold. W mowach końcowych prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcy i założycielowi Amber Gold Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. kar po 25 lat więzienia. Oskarżeni twierdzą, że nie zrobili nic złego, ale sąd uznał inaczej. – Winni – brzmi wyrok.

Trwa odczytywanie wyroku i wkrótce poznamy wysokość kary dla obojga oskarżonych.

Przygotowany przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi, liczący prawie 9 tys. stron, akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do gdańskiego sądu pod koniec czerwca 2015 r. Według prokuratury, Marcin P. i jego żona Katarzyna P. w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Oskarżenie dotyczyło także prowadzenia działalności parabankowej i prania brudnych pieniędzy.

Według prokuratury Katarzyna P. i Marcin P. uczynili sobie z tej działalności stałe źródło dochodu. W sumie Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Oskarżeni w trakcie śledztwa nie przyznali się do winy, odmawiali składania wyjaśnień, bądź – składając je – zaprzeczali prokuratorskim ustaleniom.

Jawny proces

Proces w ich sprawie ruszył przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w marca 2016 r. Toczył się on w sposób jawny, ale sąd zakazał upubliczniania treści wyjaśnień oskarżonych oraz zeznań świadków. Dziennikarze i publiczność mogli więc być obecni na sali rozpraw, nie mogli jednak relacjonować przebiegu procesu. Podejmując taką decyzję sędzia Lidia Jedynak argumentowała, że nie chce by świadkowie zeznający w tej sprawie znali zeznania osób wcześniej przesłuchiwanych.

W procesie odbyło się ponad 180 rozpraw, podczas których przesłuchano około 730 świadków i 10 biegłych. Część przesłuchań odbyło się za granicą, m.in. w USA, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii. Prowadziły je polskie ambasady lub konsulaty.

Czego chciała prokuratura?

Prokuratorzy wnioskowali o kary 25 lat więzienia dla każdego z oskarżonych. – Wydaje się, że kara wnioskowana przez prokuraturę jest surowa, wysoka i dolegliwa. Rzeczywiście tak jest. Ale biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, sumę wyłudzonych pieniędzy i liczbę pokrzywdzonych i oszukanych osób, jedynie taka kara jest w stanie spełnić swoją rolę w zakresie indywidualnego oddziaływania, jak i zakresie prewencji, a także zadośćuczyni społecznemu poczuciu sprawiedliwości – mówiła 18 kwietnia w sądzie prokurator Izabela Janeczek, podczas mowy końcowej.

– Amber Gold od samego początku istnienia jedynie stwarzał pozory legalnie prowadzonej działalności gospodarczej. Wszystkie dowody przeprowadzone przed sądem prowadzą do jedynie słusznego związku, że spółka ta funkcjonowała w sposób charakterystyczny dla piramidy finansowej. Jej istnienie oparte było na wprowadzaniu klientów w błąd odnośnie wielu aspektów jej działalności – mówił w swojej mowie końcowej prokurator Tomasz Janicki.

Kusili złotem

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 proc. do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy ani odsetek od nich.

Według prokuratury spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Katarzyna P. i Marcin P. pieniądze pozyskane z lokat wydawali na rozmaite cele – m.in. na finansowanie linii lotniczych OLT Express (nieistniejący już przewoźnik, w którym głównym inwestorem była Amber Gold) przeznaczono prawie 300 mln zł. Część dochodów szła też na wynagrodzenia. Ustalono, że z tego tytułu oskarżeni wypłacili sobie 18,8 mln zł.

Marcin P. przebywa w areszcie od sierpnia 2012 r., Katarzyna P. została aresztowana w połowie kwietnia 2013 r. Przebywając w więzieniu kobieta zaszła w ciążę i została matką: ojcem był jeden z funkcjonariuszy Służby Więziennej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest wniosek o areszt dla 33-letniego nożownika, który zaatakował policjanta

W niedzielę po południu 33-latek, który dzień wcześniej zaatakował nożem policjanta w Busku-Zdroju, usłyszał między innymi zarzut usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji i czynnej napaści na niego – przekazała prokuratura. W poniedziałek rano śledczy podjęli decyzję o złożeniu wniosku o areszt tymczasowy.

– 33-latek usłyszał dwa zarzuty. Pierwszy jest to zarzut związany z usiłowaniem zabójstwa funkcjonariusza policji, dokonania czynnej napaści na tego funkcjonariusza, wywierania wpływu na czynności służbowe oraz spowodowania u niego obrażeń ciała. Drugi zarzut związany jest ze znieważeniem innego funkcjonariusza podczas i w związku z pełnieniem czynności służbowych – powiedział rzecznik kieleckiej prokuratury Daniel Prokopowicz. – Podejrzany nie przyznał się i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań – dodał.

Jak podał prok. Prokopowicz, w związku z sobotnim atakiem na policjantów zarzuty postawione zostały również drugiemu z zatrzymanych mężczyzn. 37-latek jest podejrzany o kierowanie gróźb karalnych wobec „osoby innej niż pokrzywdzeni w przypadku pierwszego z podejrzanych”. Jak wynika z późniejszego komunikatu prokuratury w tej sprawie, chodzi o klientkę sklepu. Mężczyzna także nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

Wniosek o tymczasowy areszt

Prokuratura przeanalizuje materiał dowodowy i podejmie decyzję w sprawie środków zapobiegawczych wobec podejrzanych.

– Mając na uwadze charakter zarzutów postawionych 33-latkowi, należy się spodziewać, że prokurator złoży wniosek o tymczasowy areszt. Jest to w chwili obecnej przedmiotem analiz – przekazał w niedzielę Prokopowicz.

Poinformował także, że „jak dotąd przesłuchano w tej sprawie świadków, w tym pokrzywdzonych, dokonano oględzin materiału internetowego, który obrazował przebieg zajścia”. Pytany, jakie działania planuje prokuratura, stwierdził, że „mówimy tutaj o przesłuchaniach i pozyskaniu dokumentacji medycznej, celem określenia charakteru obrażeń i możliwych obrażeń doznanych przez jednego z funkcjonariuszy. Dodał, że „prokuratura musi także zweryfikować kwestie powstania obrażeń u drugiego z policjantów”. W poniedziałek zapadła decyzja o złożeniu wniosku o areszt. – Prokuratura wystąpiła o tymczasowy areszt wobec 33-latka z Buska-Zdroju, podejrzanego m. in. o usiłowanie zabójstwa policjanta, oraz 37-latka, podejrzanego o kierowanie gróźb – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz. Młodszy z podejrzanych zaatakował nożem funkcjonariusza przed jednym ze sklepów.

Atak na policjantów.

Dwaj policjanci z Buska-Zdroju (Świętokrzyskie) zostali zaatakowani podczas sobotniej interwencji przed jednym z miejscowych marketów. W trakcie szamotaniny jeden z policjantów dwukrotnie został dźgnięty nożem w plecy, a drugi doznał rozcięcia dłoni.

Sobotnia interwencja policji była związana ze zgłoszeniem o tym, że w sklepie ktoś grozi nożem klientom. Jak wyjaśniał oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju Tomasz Piwowarski, na miejsce pojechał policyjny patrol. Przed sklepem dwaj funkcjonariusze zastali 37-latka.

– Podczas legitymowania tego mężczyzny ze sklepu wyszedł drugi – 33-latek. Najpierw zaatakował słownie policjantów, później zaczął ich przepychać. W trakcie akcji obezwładniania tego mężczyzny, wyciągnął nóż i dwukrotnie dźgnął jednego z policjantów w plecy. Rany na szczęście były płytkie – uszkodziły jedynie skórę – relacjonował Piwowarski. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani.

33-latek to mieszkaniec Buska, a 37-latek jest z Kielc. Z informacji podanej przez policję wynika, że młodszy z mężczyzn był trzeźwy, a starszy miał 1,6 promila alkoholu we krwi. 33-latek to miejski radny. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności, a 37-latkowi – kara do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Krwawy bunt skazanych dżihadystów w więżeniu w Tadżykistanie

Trzech strażników i 29 więźniów zginęło w buncie, który wybuchł w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze w mieście Wahdat niedaleko od Duszanbe, stolicy Tadżykistanu – podaje Reuters. Strażników zabili skazani za przynależność do Państwa Islamskiego. Ministerstwo sprawiedliwości Tadżykistanu w wydanym w poniedziałek oświadczeniu poinformowało o trzech zabitych strażnikach i „wielu zabitych więźniach”.

Bunt wybuchł w niedzielę wieczorem, kiedy grupa ok. 30 więźniów odbywających kary za członkostwo w dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS) wzięła trzech strażników jako zakładników i zabiła ich – przekazał resort.

Radio Swoboda podaje, że więźniowie chcieli uciec z kolonii karnej. Mieli oni przy sobie noże i inne ostre przedmioty. Po zabiciu strażników wypuścili z celi izolacyjnej ośmiu szczególnie niebezpiecznych przestępców, skazanych za członkostwo w IS. Następnie buntownicy mieli zabić pięciu więźniów i ranić kilkudziesięciu innych na oczach osadzonych. Po tym podpalili szpital polowy, wzięli kolejnych zakładników i zażądali swojego uwolnienia.

Więźniowie biorący udział w zamieszkach zostali zabici, kiedy władze „podjęły zdecydowane kroki, by ustabilizować sytuację” – dodało ministerstwo.

Resort oznajmił, że sytuacja jest pod kontrolą, a w sprawie buntu wszczęto śledztwo.

W kolonii karnej, w której doszło do rozruchów, wyroki odbywają skazani za religijny ekstremizm.

W listopadzie ubiegłego roku Państwo Islamskie wzięło na siebie odpowiedzialność za bunt w jednym z tadżyckich więzień, w którym zginęło 27 osób. Kilka miesięcy wcześniej zwolennicy IS dokonali ataku na czterech zagranicznych turystów w południowej części kraju.
Źródło info i foto: interia.pl

Gorzów Wielkopolski: Zakneblowana 9-latka w wersalce

W jednym z mieszkań w Gorzowie Wlkp. odnaleziono w niedzielę 9-letnią dziewczynkę, która była skrępowana, zakneblowana i schowana w wersalce. Śledczy nie wykluczają, że mogła zostać skrzywdzona na tle seksualnym. Podejrzewanym w sprawie jest 24-letni znajomy matki dziecka – poinformował w poniedziałek rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

Maludy przekazał, że kilka godzin po odnalezieniu 9-latki policja zatrzymała 24-latka podejrzewanego o skrzywdzenie dziecka. To właśnie w jego mieszkaniu była uwięziona dziewczynka.

Okazało się, że mężczyzna jest bliskim znajomym kobiety, która w sobotę przekazała mu córkę pod opiekę. Z ustaleń policji wynika, że kiedy matka chciała odebrać dziecko od znajomego powiedział jej, że dziewczynka oddaliła się i nie wie, gdzie jest.

W te tłumaczenia nie uwierzył 14-letni brat dziewczynki i w niedzielę około godz. 22.00 wraz ze starszym kolegą poszli do mieszkania mężczyzny przy ul. Małopolskiej na gorzowskim Zwarciu. Było zamknięte i nikt nie otwierał. Przez drzwi usłyszeli jednak niepokojące odgłosy i natychmiast wezwali policję.

– Na miejsce szybko dojechało kilka patroli policji. Wezwano również strażaków, aby siłowo wejść do zamkniętego mieszkania. Tam w wersalce znaleziono skrępowaną i zakneblowaną 9-latkę. Dziecko z uwagi na zły stan zdrowia zostało przewiezione do szpitala – dodał rzecznik.

Policjanci około godz. 1.00, na pobliskiej ul. Śląskiej znaleźli 24-latka. Mężczyzna próbował uciekać, ale został szybko zatrzymany i przewieziony do Komendy Miejskiej Policji.

Trwają czynności procesowe, które nadzoruje prokurator.
Źródło info i foto: TVP.info

Brazylia: Zamaskowani napastnicy otworzyli ogień w jednym z barów w Belem

W trakcie strzelaniny, do jakiej doszło w niedzielę po południu 9 (czasu miejscowego) w jednym z barów w dzielnicy Guama w mieście Belem na północy Brazylii, zginęło 11 osób, a jedna osoba jest ranna. Wszystkie ofiary zostały postrzelone w głowę – podał portal informacyjny G1.

Do ataku doszło około godziny 16:00 czasu lokalnego (godz. 21:00 w Polsce) – podały służby policyjne. Wśród zabitych jest sześć kobiet i pięciu mężczyzn – podał szef resortu bezpieczeństwa publicznego w Belem, Ualme Machado.

W ocenie specjalistów z brygady antyterrorystycznej sprawców było siedmiu. Przyjechali na miejsce zbrodni na motocyklu i w trzech samochodach. Wszyscy mieli na głowach kaptury i byli zamaskowani. W barze było tłoczno, ale części osób udało się uciec – poinformował Machado.

Na filmiku, jaki pojawił się na serwisach społecznościowych, widać martwą kobietę, wsparta o ladę – czytamy na stronie portalu G1.

Stacja telewizyjna TV Liberal podała, że do godz. 20:00 czasu lokalnego (godz. 01:00 w Polsce) udało się ustalić tożsamość siedmiu ofiar, ale ich imiona i wiek nie zostały dotąd ujawnione.

Wydział zabójstw policji stanu Para przeprowadził kilka rewizji w ramach naprędce otworzonego śledztwa, ale – jak dotąd – nikt nie został zatrzymany. Rzecznik stanowego ministerstwa bezpieczeństwa publicznego zaznaczył w rozmowie z korespondentem AFP, że „śledczy próbują na obecnym etapie ustalić motywy napastników”.

Nic nie wiadomo o losach sprawców ataku i ewentualnym pościgu za nimi.

W niedzielę wieczorem w jednym z barów w mieście Belem, które jest stolicą położonego na północy Brazylii stanu Para, doszło do ataku z użyciem broni palnej, w wyniku którego zginęło 11 osób – podały władze. Policja poinformowała, że jedna osoba została ranna.

Strzelaninę w dwumilionowym Belem, potwierdziła bezpośrednio po zajściu rzeczniczka władz stanowych, Natalia Melo. Nie podała ona jednak żadnych szczegółów zajścia, powiedziała jedynie dziennikarzom, że „w stanie Para doszło do masakry”.
Źródło info i foto: onet.pl

Zapadł wyrok w sprawie Amber Gold. Ponad 18 tys. ludzi straciło w piramidzie 851 mln złotych

Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosi dziś wyrok w procesie ws. afery finansowej Amber Gold. W mowach końcowych prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcy i założycielowi Amber Gold Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. kar po 25 lat więzienia. Obrońcy obojga oskarżonych domagają się ich uniewinnienia.

Według prokuratury Marcin P. i Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. KNF złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pracownice socjalne nie wiedziały o koszmarze maltretowanych dzieci? Trwa proces

Dwaj mali chłopcy byli bici, oblewani wrzątkiem, zamykani w szafie i w bagażniku samochodu. Musieli zlizywać jogurt z podłogi, kąpać się w lodowatej wodzie i biegać nocą na zewnątrz mieszkania w budynku opieki społecznej w Drawsku Pomorskim. Wicedyrektorka Anna T. i pracownica socjalna Wioletta S. miały do pokonania tylko piętro, by sprawdzić, co się dzieje w lokalu, który stał się piekłem dzieci… Ale niczego nie zobaczyły, ani nie usłyszały!

We wtorek obie kobiety stanęły przed sądem, ale proces odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Sąd zasłania się dobrem dzieci. Początek tej wstrząsającej sprawy sięga 2016 r. Wówczas do mieszkania drawskiej opieki społecznej, trafiła z powodu przemocy domowej 26-letnia Katarzyna W. z dwoma synkami w wieku 7 i 9 lat. Wkrótce zamieszkał z nimi jej konkubent.

Opieka nad nimi była obowiązkiem Wioletty S. i Anny T. Wieczorami, po fajrancie, gdy pracownic socjalnych nie było w budynku, mieszkanie zmieniało się w katownię. W czasie maltretowania prześladowcy złamali rączkę młodszemu z chłopców. Matka wezwała karetkę.

W szpitalu okazało się, że dziecko ma na całym ciele ślady długotrwałego katowania. Za zadanie niewyobrażalnych cierpień dzieciom konkubent dostał 25 lat, a wyrodna matka 15 lat więzienia. Minister sprawiedliwości złożył apelacje, domagając się dla nich dożywocia.

W trakcie śledztwa okazało się, że można było zapobiec potwornym cierpieniom chłopców, gdyby opieka nad nimi była odpowiednio sprawowana. Ale nikt nie przyszedł im z pomocą.

– Pracownice ośrodka są oskarżone o zaniedbanie swoich obowiązków, za co grozi im do 3 lat więzienia – mówi prok. Zuzanna Ostrowska z Prokuratory Okręgowej w Koszalinie.

Pracownice opieki społecznej w 2016 r., gdy katorga dzieci wyszła na jaw, nie miały sobie nic do zarzucenia. – Takie rzeczy czasami się zdarzają, pomimo iż specjaliści zrobią wszystko – mówiła Anna T. wicedyrektorka Ośrodka Wspierania Dziecka i Rodziny w Drawsku Pomorskim.

Jej podwładna twierdziła, że nie zauważyła żadnej przemocy. – Byłam tam widziałam te dzieci i rozmawiałam z nimi. Gdyby były bite, to na pewno tej informacji nie pozostawiłabym bez dalszego toku – twierdziła Wioletta S.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Stanisław K. został skazany na 7 lat więzienia za wykorzystywanie seksualne córki

Stanisław K. (47 l.) z Ubieszyna (woj. podkarpackie) zgotował swojej córce piekło na ziemi! Gdy dziewczynka była jeszcze dzieckiem , zaczął ją gwałcić. Rzeszowski sąd skazał właśnie zwyrodniałego ojca na siedem lat więzienia.

Gdy policjanci wyciągnęli Stanisława K. z domu, sąsiedzi nie mieli pojęcia dlaczego został aresztowany. Dopiero jakiś czas później wieś obiegła informacja, że mężczyzna, który mieszkał z żoną i piątką dzieci miał dopuszczać się gwałtów na najstarszej córce.

– „To niemożliwe. Staszek do dobry chłop” – powątpiewali ludzie.

Dziewczyna przez siedem lat milczała. W końcu nie wytrzymała i zgłosiła się na policję. Śledczy natychmiast wszczęli dochodzenie, które potwierdziło jej słowa. Funkcjonariusze znaleźli niepodważalne dowody na to, że w domu rodziny K. dochodziło do dramatycznych scen, których dziecko nigdy nie powinno doświadczyć.

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia zarzucając Stanisławowi K., że od 2009 do października 2016 r. wielokrotni gwałcił na córkę. W 2018 r. mężczyzna został skazany zaledwie na pięć lat więzienia! Ten wyrok zaskarżył oskarżyciel, a teraz Sąd Apelacyjny w Rzeszowie zwiększył karę dla zwyrodnialca.Choć obrońca Stanisława K. również nie zgadzał się z karą i chciał mniejszego wyroku!

– Został skazany na siedem lat pozbawienia wolności, ma też zapłacić córce 30 tys. zł zadośćuczynienia i ma zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość nie mniejszą niż 50 m – informuje Piotr Moskwa, rzecznik Sądu Apelacyjnego.

– Alicja (imię zmienione) już tu nie mieszka. Wyprowadziła się. Mam nadzieję, że ułożyła sobie życie z dala od tego domu. To taka dobra dziewczyna była. Zawsze mówiła „Dzień dobry” i się kłaniała. Często ją widziałam, jak pracowała w ogródku. Dbała o to swoje rodzeństwo. Aż ciężko uwierzyć, co przeżywała, co tak długo ukrywała – mówi jedna z sąsiadek rodziny K.
Źródło info i foto: se.pl

Zarzut usiłowania zabójstwa dla nożownika z Buska-Zdroju. Grozi mu dożywocie

Mężczyzna, który wczoraj zaatakował policjantów w Busku-Zdroju, usłyszał zarzuty. Rzecznik prokuratury okręgowej w Kielcach prokurator Daniel Prokopowicz powiedział, że 32-latkowi postawiono zarzuty między innymi usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji, dokonania czynnej napaści na funkcjonariusza i znieważenia funkcjonariusza.

Policjant został raniony nożem podczas interwencji przed supermarketem w centrum miasta. Wczoraj przed południem dyżurny otrzymał zgłoszenie o mężczyźnie, który miał grozić nożem klientom sklepu. Na miejsce pojechał policyjny patrol. Przed sklepem funkcjonariusze wylegitymowali 37-letniego mieszkańca Kielc, który odpowiadał opisowi mężczyzny z nożem. W trakcie legitymowania mężczyzny ze sklepu wyszedł drugi.

Busko-Zdrój. Prokuratura postawiła zarzut radnemu, który zaatakował policjantów

„Później okazało się, że to był 32-letni mieszkaniec Buska-Zdroju. Ten drugi mężczyzna zaczął najpierw atakować słownie policjantów, zaczął im ubliżać, a następnie wszczął z nimi awanturę. Policjant zaczął go obezwładniać i został dwukrotnie raniony nożem w plecy. Na szczęście te obrażenia okazały się niezagrażające życiu, policjant był hospitalizowany, a, po udzieleniu pierwszej pomocy, opuścił szpital” – powiedział oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju Tomasz Piwowarski. „Decyzja w przedmiocie środków zapobiegawczych zapadnie w najbliższych godzinach. Łukaszowi Sz. grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności” – informuje kielecka prokuratura. 32-latkowi postawiono dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji i czynnej napaści na niego, drugi znieważenia innego funkcjonariusza podczas i w związku z wykonywanymi przez niego czynnościami służbowymi.

Podejrzany nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. Drugiemu z podejrzanych 37-letniemu Łukaszowi W., który groził ekspedientce w sklepie, grozi kara trzech lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl