Jest akt oskarżenia wobec Stanisława G. Chodzi o łapówki

Stanisław G. jako wiceminister środowiska w zamian za przychylność i pomoc przyjął pieniądze, drogie zegarki i nieruchomości w Chorwacji – wynika z informacji przekazanych PAP przez Prokuraturę Krajową. Śledczy oskarżyli go też o plagiat pracy doktorskiej i nakłanianie do wręczenia łapówki.

Jak podała prokuratura, obszernym aktem oskarżenia – liczącym ponad 1100 stron – objęto 32 osoby, które zostały oskarżone łącznie o 94 czyny. Wobec dziewięciu oskarżonych skierowano wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Z informacji przekazanych przez PK wynika, że akt oskarżenia dotyczy nieprawidłowości przy 26 inwestycjach realizowanych przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie.

„Prokurator Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia przeciwko posłowi na Sejm RP Stanisławowi G., jego żonie Renacie L.–G., członkom jego rodziny oraz innym osobom. Materiały w tym zakresie zostały wyłączone z postępowania dotyczącego tzw. afery melioracyjnej, które jest nadal prowadzone, aktualnie pozostaje w nim 42 podejrzanych” – podała prokuratura.

Jak dodała PK, „zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że w związku z pełnioną w rządach PO-PSL funkcją sekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska poseł Stanisław G. przyjął jako łapówki co najmniej 733 tys. zł w gotówce, a także dwa zegarki o łącznej wartości prawie 26 tys. zł oraz nieruchomości w Chorwacji”. „Ponadto zarzuty dotyczą nakłaniania do wręczenia łapówki w wysokości co najmniej 200 tys. zł oraz ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej. Prokuratura oskarżyła posła również o pranie brudnych pieniędzy” – przekazała PAP prokuratura.

Za przyjęcie łapówek Stanisławowi G. grozi do 12 lat więzienia.

Z informacji przekazanych PAP przez prokuraturę wynika, że Stanisław G. w okresie od stycznia 2011 roku do końca czerwca 2013 roku jako wiceminister środowiska w rządzie PO-PSL przyjął co najmniej 405 tys. zł łapówki w gotówce od przedsiębiorcy Krzysztofa B. „W zamian, wykorzystując swoją pozycję wiceministra, oferował przedsiębiorcy przychylność, poparcie oraz pomoc w zdobywaniu wielomilionowych kontraktów od Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie” – podała PK.

Jak podali śledczy, wiceminister miał nakłaniać także przedsiębiorcę do wręczenia dyrektorowi Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji co najmniej 200 tys. zł łapówki. „Argumentował, że to warunek, aby firma przedsiębiorcy funkcjonowała i utrzymała się na rynku. Pieniądze zostały przekazane, a dyrektor Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji Tomasz P. jest obecnie jednym z głównych podejrzanych w śledztwie dotyczącym tzw. afery melioracyjnej” – zaznaczyła prokuratura.

Śledczy przekazali także, że w 2011 r. Stanisław G. przyjął od Bogdana K. jako łapówkę 100 tys. zł oraz apartament w Chorwacji o wartości 48 tys 432 euro. „W zamian oferował on Bogdanowi K. przychylność, poparcie i pomoc w kontaktach w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, w tym w kontaktach z przedstawicielami Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie organizujących przetargi opiewające niejednokrotnie na dziesiątki milionów złotych” – podkreśliła PK.

Stanisław G. oskarżony jest też łapówki w postaci dwóch zegarków Tag Heuer wartych łącznie prawie 26 tys. zł. G. jako wiceminister środowiska otrzymał zegarki od zastępcy dyrektora do spraw Administracji, Informatyki, Marketingu i Współpracy z Zagranicą w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej Łukasza L. W zamian miał zadeklarować utrzymanie przez Łukasza L. stanowiska zastępcy dyrektora. Jak przekazała prokuratura, Łukasz L. miał otrzymać maila z konkretnymi modelami zegarków przeznaczonych na łapówkę.

W akcie oskarżenia poseł PO został oskarżony także o popełnienie plagiatu w pracy doktorskiej, którą obronił w 2011 r. w Społecznej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi. W konsekwencji G. uzyskał tytuł doktora nauk ekonomicznych. „Z zeznań świadków, a także z opinii biegłych wynika, że przygotowując pracę doktorską, przywłaszczył sobie autorstwo cudzych utworów” – wskazała prokuratura.

W sprawie oskarżona została również żona posła Renata G. Renata L. Prokuratura zarzuciła jej pranie brudnych pieniędzy, które miało polegać na działaniach zmierzających do utrudnienia stwierdzenia pochodzenia przyjętej wcześniej jako łapówki nieruchomości w Chorwacji.

Wśród oskarżonych w tej sprawie są również: były starosta koszaliński Roman Sz., były dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie Mieczysław O., byli pracownicy Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, przedstawiciele i właściciele firm realizujących inwestycje melioracyjne

Wobec oskarżonego posła PO zastosowano poręczenie majątkowe w kwocie 500 tys. zł dozór policji oraz zakazem kontaktowania się z innymi podejrzanymi w tej sprawie. „Wobec pozostałych oskarżonych stosowane są środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, zakazów opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu oraz dozorów Policji” – podała PK. Prokuratura dokonała też zabezpieczenia majątkowego na mieniu wszystkich oskarżonych na łączną kwotę blisko 2,6 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Śledczy badają nowy wątek w sprawie byłego rzecznika MON. Oferowanie pracy za seks?

Bartlomiej Misiewicz, assistant to Poland’s Defense Minister Antoni Macierewicz, speaks to the press prior to testifying before a party commission in Warsaw, Poland, Thursday, April 13, 2017. Misiewicz is at the center of a dispute between Jaroslaw Kaczynski, head of the ruling Law and Justice party, and Macierewicz, who has sparked the anger of the party chief by bestowing unusual privileges on his 27-year-old protege. (AP Photo/Alik Keplicz)

Wychodzą na jaw nowe wątki w sprawie Bartłomieja Misiewicza, nad którymi pochyla się prokuratura. Według środowej publikacji Gazety Wyborczej, śledczy badają wątek oferowania pracy za seks oraz niegospodarności przy zakupie Stoczni Marynarki Wojennej. Bartłomiej Misiewicz opuścił areszt tymczasowy w czwartek, po wpłaceniu 100 tysięcy złotych poręczenia majątkowego.

„Bardzo dziękuję za wszystkie wyrazy wsparcia i modlitwy. Jestem pewny, że udowodnię swoją niewinność przed Sądem. Tymczasem… carpe diem! Ps. Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz. A nie Bartłomiej M.” – napisał na Twitterze.

Były rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej i najbliższy współpracownik Antoniego Macierewicza miał działać na szkodę polskiej Grupy Zbrojeniowej. Usłyszał zarzuty, grozi mu do 8 lat więzienia.

„Zabawiali się, przyjmując do pracy kandydatki”

Jak nieoficjalnie podała Gazeta Wyborcza, działania Bartłomieja Misiewicza są prześwietlane przez śledczych również pod innym kątem.  Prokuratura bada okoliczności jego spotkania ze Sławomirem Z. – działaczem PiS i prezesem PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna . Miało do niego dojść w Bełchatowie, w 2016 lub 2017 roku. Anonimowe źródło dziennikarzy GW twierdzi, że obaj przeprowadzali wówczas rekrutację. Jak czytamy w dzienniku, to właśnie wtedy Misiewicz i Sławomir Z. mieli proponować jednej z rekrutowanych kobiet pracę za seks.

– Panowie byli po alkoholu i zabawiali się, przyjmując do pracy kandydatki. Jednej z nich zaproponowali, że dostanie pracę w zamian za to, co w kodeksie karnym nazywane jest „innymi czynnościami seksualnymi”. Dziewczyna odmówiła a na dodatek złożyła skargę do prezesa PiS – relacjonuje osoba, które według Wyborczej zna kulisy sprawy.

Zarzuty

Bartłomiej Misiewicz według prokuratury miał wraz z byłym posłem PiS Mariuszem Antonim K. „powoływać się wspólnie i w porozumieniu na wpływy w instytucji państwowej i pośredniczyć w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tysięcy złotych”. Ponadto były rzecznik MON oskarżony jest także o przekroczenie uprawnień jako funkcjonariusz publiczny. W sprawie działania na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej, usłyszał zarzut dotyczący wyrządzenia spółce szkody w wysokości 491 964 złotych.

Misiewicz został osadzony w areszcie tymczasowym 30 stycznia bieżącego roku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Molestowanie i gwałt nastolatek w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Są ustalenia kontroli

W Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku trzy nastolatki stały się ofiarami napaści seksualnych. Są wyniki pierwszego etapu kontroli.

Jak informuje Radio Gdańsk, zakończył się pierwszy etap kontroli Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym im. prof. Bilikiewicza w Gdańsku. Wszczęto ją po dramatycznych wydarzeniach, które miały tam miejsce w czerwcu tego roku.

Najpierw media obiegła wstrząsająca informacja o gwałcie na 15-letniej pacjentce. Potem okazało się, że ofiarami gwałtu były także dwie 13-latki. Z powodu braku miejsc nastolatki przebywały na oddziałach dla dorosłych.

Zdaniem prokuratury przestępstw dokonali dwaj inni pacjenci gdańskiego szpitala: 26-latek i 37-latek. Śledztwa w tych sprawach prowadzi Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz. Wobec 37-letniego mężczyzny zastosowano trzymiesięczny areszt. Przetransportowano go do Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Kontrola w szpitalu wykazała, że w ciągu ostatnich trzech lat znacząco wzrosła liczba pacjentów poniżej 18 roku życia, kierowanych do przyjęcia do szpitala. Jednocześnie podkreślono, że dyrekcja szpitala i lekarze działali w stanie wyższej konieczności, przyjmując „nadprogramowych” pacjentów.

Dramatyczną sytuację w szpitalu potwierdzają lekarze. Wielu z nich chce złożyć wypowiedzenie. – Ile było takich dyżurów, że byłem sam na niemal stu pacjentów? To musiało się skończyć dramatem – powiedział w rozmowie z reporterką Wirtualnej Polski Magdą Mieśnik lekarz z placówki w Gdańsku.

Mimo, że dyrektor wstrzymał umieszczanie nieletnich z dorosłymi, nie rozwiązuje to problemu w sytuacji, gdy dziecko wymaga pilnego leczenia, a nie ma dla niego miejsce na oddziale dziecięcym.

Jednym ze wstępnych ustaleń jest konieczność opracowania bardziej szczegółowej procedury postępowania wobec takiego problemu. W placówce ma się także odbyć audyt kliniczny oddziału dziecięcego przeprowadzony przez konsultanta z zakresu psychiatrii dzieci i młodzieży – infomruje Radio Gdańsk.
Źródło info i foto: wp.pl

Policjant oskarżony o współpracę z przestępcami. Trafił do aresztu na 3 miesiące

33-letniemu policjantowi z komisariatu w Iłowej podległego KPP w Żaganiu postawiono zarzuty o współpracę z przestępcami. Został aresztowany na 3 miesiące – poinformował prokurator Andrzej Stefanowski z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

„Mężczyzna usłyszał trzy zarzuty. Najpoważniejszy dotyczy niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Jest on zagrożony karą od roku do 10 lat więzienia. Dwa pozostałe wynikają z Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii – chodzi o posiadanie i nieodpłatne udzielanie narkotyków” – powiedział prok. Stefanowski.

Podejrzany funkcjonariusz jest jedną z kilku osób podejrzanych w sprawie dotyczącej działalności grupy przestępczej zajmującej się włamaniami do bankomatów. Dotychczas podczas tego śledztwa aresztowano pięć osób i prokuratura określa je jako „rozwojowe”.

„Na tym etapie postępowania nie możemy jeszcze ujawniać ustaleń dotyczących roli podejrzanego funkcjonariusza, gdyż nadal trwają intensywne czynności procesowe” – dodał prok. Stefanowski.

Śledztwo w opisanej sprawie prowadzi zielonogórska prokuratura okręgowa. Podstawą do objęcia policjanta zarzutami były materiały dowodowe zgromadzone przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Do zatrzymania mężczyzny doszło 28 czerwca br. na jednej z ulic w Gozdnicy (Lubuskie).

Jak poinformował Grzegorz Jaroszewicz z zespołu prasowego lubuskiej policji, prowadzący wewnętrzne postępowanie w tej sprawie Komendant Powiatowy Policji w Żaganiu wszczął już procedurę związaną z usunięciem funkcjonariusza z policji. Służył w niej od 2010 r.

Informację o zatrzymaniu policjanta podała we wtorek na swoim portalu „Gazeta Lubuska”, powołując się na swojego informatora.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest akt oskarżenia ws. wieloletnich gwałtów na trójce sióstr. Na ławie oskarżonych matka i dziadek

Prokuratura Rejonowa w Strzelcach Opolskich skierowała do sądu okręgowego akt oskarżenia w sprawie wielokrotnych gwałtów dokonywanych na trójce sióstr w wieku od 8 do 11 lat. Na ławie oskarżonych zasiądzie matka i dziadek pokrzywdzonych oraz partner matki.

Jak poinformowała Iwona Kanturska z Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Opolskich, do czynów opisanych w akcie oskarżenia miało dojść w okresie od 2012 do 2018 roku. Sprawa wyszła na jaw, gdy dzieci trafiły do rodziny zastępczej.

Zamieszczone w akcie oskarżenia zarzuty dotyczą szeroko rozumianej pedofilii i popełnionych ze szczególnym okrucieństwem czynów, jakich oskarżeni mieli dopuścić się wobec trzech dziewczynek.

Oskarżeni to 36-letnia matka pokrzywdzonych, Katarzyna K., ich dziadek – 62-letni Artur M. i 47-letni partner oskarżonej Janusz Cz. Cała trójka jest tymczasowo aresztowana. Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Sri Lanka: Areszt dla urzędników po zamachu wielkanocnym

Szef policji i sekretarz w ministerstwie obrony Sri Lanki zostali aresztowani w związku z zaniechaniami, które uniemożliwiły zapobieżenie zamachowi w Niedzielę Wielkanocną. Zdaniem prokuratora generalnego funkcjonariusze publiczni mieli m.in. zignorować informacje indyjskiego wywiadu.

Zawieszonego wcześniej w obowiązkach szefa policji Pujitha Jayasundera oraz byłego sekretarza w ministerstwie obrony Hemasiriego Fernando zatrzymano pod zarzutem zaniedbań podczas pełnienia stanowisk publicznych. Funkcjonariuszom nie udało się zapobiec zamachowi, w którym zginęły 258 osoby.

Ostatnie ostrzeżenie przed godz. 7 rano w dzień zamachu

Fernando i Jayasundera mieli m.in. zignorować informacje indyjskiego wywiadu o planowanym zamachu. Zdaniem przewodniczącego Konferencji Episkopatu Sri Lanki kard. Malcolma Ranjitha ostatnie ostrzeżenie miało miejsce przed godz. 7 rano w dzień zamachu. Kardynał stwierdził, że gdyby otrzymał ostrzeżenie, zamknąłby kościoły i zawrócił ludzi do domów.

Prokurator generalny Dappula de Livery nazwał postępowanie szefa policji i sekretarza „ciężkimi przestępstwami przeciw ludzkości”.

Prokurator wydał nakaz aresztowania już 27 czerwca, lecz policja prawie tydzień ociągała się z podjęciem działań wobec podejrzanych. Dopiero drugi list ponaglający z 1 lipca wymusił działania policji wobec byłego szefa policji i sekretarza. W momencie aresztowania obaj byli hospitalizowani ze względu na zły stan zdrowia.

Obaj funkcjonariusze byli wcześniej zawieszeni w obowiązkach służbowych przez prezydenta Maithripala Sirisena. Podczas zeznań przed komisją parlamentarną powołaną przez premiera Ranila Wickremesinghe sugerowali, że prezydent również dopuścił się zaniedbań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tunezyjska policja powstrzymała zamachowca-samobójcę

Mężczyzna, który miał na sobie pas szahida, próbował uciec przed tunezyjskimi agentami służb. Policja okrążyła go i zlikwidowała, zanim zdążył odpalić ładunek.

Okazało się, że mężczyzna to poszukiwany przez policję radykalny islamista Aymen Smiri. Policja otworzyła ogień, gdy Smiri zaczął stawiać opór – poinformował rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych. Dodał, że oprócz zamachowca-samobójcy nikt nie zginął.

Reuters pisze, że według świadków to nie służby specjalne zlikwidowały potencjalnego terrorystę, ale on sam targnął się na swe życie, gdy został otoczony przez funkcjonariuszy. W ocenie świadków eksplozja wywołana zdetonowaniem ładunku „była bardzo silna”. To kolejny z zamachów bombowych, do jakich doszło w ostatnich dnia w Tunisie. W czwartek miały miejsce dwa ataki na funkcjonariuszy policji, w których zginął jeden oficer i kilkanaście osób odniosło rany. Do obydwu ataków przyznało się Państwo Islamskie.

Tunezyjskie siły bezpieczeństwa są regularnym celem ugrupowań działających głównie w regionach górskich przy granicy z Algierią. Od 2011 r., gdy obalony został prezydent Zin el-Abidine Ben Ali i zakończyła się dyktatura, siły wojskowe i policja starają się zneutralizować zagrożenie terrorystyczne. Sytuacja poprawiła się po poważnych atakach terrorystycznych, do jakich doszło w 2015 roku, gdy podjęto działania na rzecz ochrony bezpieczeństwa. W zamachach tych zginęło 60 zagranicznych turystów i 13 funkcjonariuszy tunezyjskich służb.

Po trzech latach zamachowcy znowu przypomnieli o sobie. W październiku 2018 r. 30-letnia samobójczyni wysadziła się w powietrze przed wejściem do jednego z hoteli przy alei Habiba Burgiby, będącej główną arterią stolicy Tunezji. W zamachu obrażenia odniosło 15 osób, w tym – 10 policjantów.

Ten samobójczy zamach był „odosobnionym aktem” – podkreślały wówczas władze, zaniepokojone perspektywą omijania Tunezji przez turystów, którzy właśnie w 2018 r. zaczęli ponownie odwiedzać ten kraj. Dochody z turystyki są niezwykle ważne dla zmagającej się z kryzysem gospodarczym Tunezji. Najnowsza seria ataków wydaje się przeczyć tezie o odosobnionym charakterze tych ataków.
Źródło info i foto: onet.pl

Ruszył proces księdza, który podglądał dzieci w przebieralni

W Sądzie Rejonowym w Zamościu ruszył proces księdza Łukasza P. (30 l.), który podglądał dziewczynki w przebieralniach w galeriach handlowych. Robił to za pomocą kamerki szpiegowskiej przymocowanej do czubka buta. Wpadł podczas wakacji w Chorwacji, gdzie w jednym z centrów handlowych próbował nagrać przebierające się dzieci.

Ksiądz podglądał najczęściej małe dziewczynki. Udawał się do galerii handlowych, tam wchodził do przebieralni, obserwował, który boks zostanie zajęty przez dziewczynki i wchodził obok. Z torby wyjmował kamerkę i montował ją na czubku swojego buta, który potem wsuwał do pomieszczenia obok. Łukasz P. montował kamerki także w toaletach, szatniach czy pod prysznicami. Został złapany w Chorwacji. Jedno z podglądanych dzieci w galerii handlowej zauważyło but wystający spod drzwi i poinformowało po tym swoich rodziców. Księdza zatrzymała ochrona i przekazała policji.

Śledczy przeszukali mieszkanie księdza na plebanii w Wielączy, gdzie znaleźli filmy i zdjęcia dzieci o charakterze pornograficznym. Tłumaczył, że nie mógł znieść ciężkiej pracy z wymagającym proboszczem i w ten sposób starał się odstresować. Łukasz P. stawił się na wtorkowej rozprawie, ale sędzia postanowił wyłączyć jawność.

Po wybuchu afery ksiądz został odsunięty od posługi kapłańskiej i nauki religii w szkole. Grozi mu 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zabójca 9-miesięcznej Blanki z Olecka wciąż poszukiwany

To nie ojciec przyczynił się do śmierci maleńkiej Blanki. W poniedziałek Grzegorz W. odzyskał wolność, bo prokuratura uchyliła wobec niego tymczasowy areszt. Okazało się, że w skatowanie i zgwałcenie dziecka wrabiała go jego partnerka Anna W. Kto zatem jest autorem tej przerażającej zbrodni? Czy to ów tajemniczy mężczyzna, właściciel białego suv-a, którego wiele razy widzieli pod domem sąsiedzi?

To był sensacyjny zwrot w śledztwie. Poniedziałkowa konfrontacja Grzegorza W. i Anny W. w suwalskiej prokuraturze pozwoliła śledczym na ostateczne zweryfikowanie pierwotnej wersji zdarzeń. Wynikała ona z zeznań kobiety, która wskazała swego partnera jajko sprawcę zbrodni. Tymczasem zgromadzone przez śledczych dowody – zeznania świadków, wydruki połączeń telefonicznych i lokalizacja telefonu komórkowego Grzegorza W. – kłóciły się z oskarżeniami, bo wskazywały, że mężczyzny nie było na miejscu zbrodni. A gdy jeszcze badania DNA wykluczyły, że ślady biologiczne ujawnione na ciele Blanki pochodzą od jej ojca, stało się jasne, że Grzegorz W. nie jest sprawcą zarzucanych mu czynów.

„Wobec takich dowodów prokuratura nie miała innego wyjścia jak wypuścić pana Grzegorza. Obecnie jest pod opieką swojej rodziny. Po tym co go spotkało, potrzebuje pomocy psychologa” – mówi adwokat mężczyzny, mecenas Wojciech Stpiczyński.

Mimo zwolnienia z aresztu, prokuratura nie wycofała wobec Grzegorza W. postawionych mu zarzutów

„Musimy jeszcze wykonać pewne czynności i dopiero za jakiś czas będziemy rozważać taką ewentualność” – komentuje Ryszard Tomkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.

Tymczasem śledczy nie wykluczają udziału w zbrodni osób trzecich, nie wykluczają też kolejnych zatrzymań. I stanowczo dementują, aby ktokolwiek poza Anną W. i Grzegorzem W. został w związku z tą sprawą zatrzymany. Wniosek? Prawdziwy gwałciciel dziewięciomiesięcznej Blanki wciąż pozostaje na wolności. Czy jest nim tajemniczy mężczyzna, o którym wspominają sąsiedzi Anny W.? Podobno wiele razy pod dom podjeżdżał biały suv na suwalskich blachach. – Wysiadał z niego mężczyzna w wieku około 50 lat – mówią sąsiedzi.
Źródło info i foto: se.pl

Olecko: Zabójstwo 9-miesięcznej Blanki. Badania wykazały, że Grzegorz W. nie jest ojcem dziecka

Badania DNA miały według „Faktu” wykazać, że Grzegorz W., którego aresztowano ws. zabójstwa 9-miesięcznego dziecka w Olecku, a następnie zwolniono, nie jest ojcem dziewczynki. – Mój klient jest w rozsypce – mówi dziennikowi obrońca mężczyzny.

We wtorek Prokuratura Okręgowa w Suwałkach poinformowała, że Grzegorz W., jak wskazują zebrane przez śledczych dowody, nie zabił 9-miesięcznego dziecka z Olecka. Tymi dowodami są m.in. analizy logowań telefonu komórkowego mężczyzny, zeznania świadków, ale również wynik badania DNA. Teraz dziennik „Fakt” donosi, że ten ostatnio dowód dostarczył jeszcze jedną informację – Grzegorz W. według gazety nie jest ojcem Blanki. – Mój klient jest okropnym stanie psychicznym. Pamiętajmy, że był oskarżony o gwałt i zamordowanie własnej córki. Jest w rozsypce, bardzo przeżył pobyt w areszcie. Wymaga pomocy psychologa i psychiatry, żeby go postawili na nogi – mówi „Faktowi” Grzegorz Stipiczyński, adwokat mężczyzny.

Zabójstwo 9-miesięcznego dziecka w Olecku

22 czerwca policja z Olecka poinformowała o zabójstwie 9-miesięcznej dziewczynki, do którego doszło dzień wcześniej. Jak informowała prokuratura, sekcja zwłok wykazała, że dziecko zostało kilkukrotnie uderzone narzędziem twardokrawędzistym, m.in. w głowę i szyję, a także miało uszkodzone serce, co było efektem uderzeń w klatkę piersiową. Zarzuty postawiono matce dziecka oraz Grzegorzowi W., oboje trafili do aresztu, w poniedziałek mężczyzna został jednak zwolniony. Dziewczynka od listopada 2018 roku przebywała w rodzinie zastępczej, m.in. z powodu nadużywania środków psychoaktywnych przez matkę. W kwietniu br. wróciła do rodziny biologicznej.

W poniedziałek Polsat News poinformował, że w sprawie zatrzymano trzecią osobę, 50-letniego mężczyznę, znajomego matki dziewczynki, 35-letniej Anny W.
Źródło info i foto: Gazeta.pl