Olecko: Są pierwsze zarzuty władz miasta wobec MOPS-u. Kto zawinił w sprawie 9-miesięcznej Blanki

Są pierwsze zarzuty władz Olecka w stosunku do działania Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Urząd wszczął kontrole w MOPS-ie po tragicznej śmierci 9-miesięcznej Blanki w rodzinie objętej monitoringiem tego ośrodka. Według władz Olecka, pracownik MOPS-u nie był na rozprawie, podczas której sąd decydował o zwrocie Blanki biologicznej matce, po skierowaniu dziecka do rodziny zastępczej. Ośrodek złożył w tej sprawie do akt negatywną opinię.

Po sądowej decyzji, że dziewczynka wróci do naturalnej rodziny, pomoc społeczna nie złożyła zażalenia na to postanowienie ani nie zwróciła się do sądu o uzasadnienie.

Jak mówił RMF FM burmistrz Olecka Karol Sobczak, kontrolerzy czekają teraz na wyjaśnienie tych wątpliwości. Przyznał, że kontrola jest utrudniona – dokumentację zabezpieczyła prokuratura, więc kontrolerzy opierają się na rozmowach. Właśnie zapadła decyzja o przedłużeniu ich działań do końca sierpnia.

Podkreślono jednak, że opiekun społeczny nie zaniedbywał rodziny. Opiekun społeczny z ramienia MOPS-u opiekował się dzieckiem i matką, i rodziną, można powiedzieć, od dnia narodzin rodzin – poinformował burmistrz Olecka. Jak dodał, z przeprowadzonego wywiadu wynika, że pracownik regularnie monitorował sytuację w rodzinie. Nie wychodzi nam obraz, że tutaj pracownik socjalny zaniedbywał swoje obowiązki – dodał.

2 listopada, gdy pracownicy MOPS dostali komunikat od mieszkańców, że coś złego dzieje się z matką, pracownicy MOPS wraz z policją podjęli działania w sposób natychmiastowy – powiedział, dodając, że było to działanie na tyle szybkie, że już 5 listopada sąd na wniosek MOPS-u „zabezpieczył dziecko w rodzinie zastępczej”. Jak mówił, podczas gdy dziecko przebywało w tzw. pogotowiu zastępczym, matka poddała się terapii, leczeniu i cały czas „podejmowała dobrą wolę do tego, by dziecko do niej wróciło”.

7 lutego tego roku nastąpiła sytuacja, że sąd zwrócił się z opinią do PCPR (Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie – PAP), jak PCPR ocenia taką możliwość, by dziecko wróciło do matki biologicznej. Opinia PCPR oraz naszego MOPS-u była negatywna i sąd nie przychylił się do tych próśb matki – powiedział.

Pracownik socjalny miał dziecko na rękach tydzień przed śmiercią i nie zauważył tam tego, co jest w obiegu opinii publicznej, że dziecko było katowane przez ileś miesięcy, że dziecko było obolałe, że na ciele były jakieś ślady – zaznaczył Sobczak.

9-miesięczna dziewczynka zmarła 22 czerwca wieczorem. Policja zatrzymała w związku ze śmiercią dziecka jej rodziców. Sekcja zwłok dziewczynki wykazała, że przyczyną jej śmierci był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. Dziewczynka miała obrażenia głowy, klatki piersiowej, uszkodzone płuco przebite złamanym żebrem. Dziecko było prawdopodobnie bite tępym narzędziem. Mogło także być uderzane o kant stołu. Dziewczynka została także wykorzystana seksualnie.

Kilka dni później rodzice zostali tymczasowo aresztowani. Wcześniej prokuratura przedstawiła im zarzuty zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem, znęcania się nad niemowlęciem i wykorzystania seksualnego dziewczynki. 36-latka i 44-latek nie przyznają się do zarzutów. Do zabójstwa dziewczynki doszło po trzech miesiącach od jej powrotu z rodziny zastępczej do biologicznych rodziców.

Grzegorz W., ojciec Blanki, został w poniedziałek zwolniony z aresztu, gdyż dowody uzyskane w toku prowadzanego postępowania wskazały, że mężczyzna nie jest sprawcą zarzucanych mu czynów.

Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Suwałkach, wyniki badań DNA dowodzą, że ślady biologiczne na ciele zmarłej dziewczynki nie należą do Grzegorza W. Z kolei wydruki połączeń telefonicznych oraz lokalizacja telefonu komórkowego podejrzanego wskazują, że w czasie zbrodni nie przebywał w mieszkaniu, gdzie jej dokonano. Także świadkowie potwierdzają, że był w tym czasie w innym miejscu.
Źródło info i foto: RMF24

Bydgoszcz: Policja poszukuje mężczyzny, który napastował seksualnie kobietę

Policjanci szukają mężczyzny, który napastował kobietę w Bydgoszczy. Podbiegł od tyłu, zaatakował; spłoszony uciekł w ślepą uliczkę. – Musiał się cofnąć, wtedy ofierze udało się zrobić zdjęcia – wyjaśnia portalowi tvp.info kom. Przemysław Słomski z KWP w Bydgoszczy.

Do napaści doszło w poniedziałek ok. godz. 13.20 w Bydgoszczy przy skrzyżowaniu ulic Wyzwolenia i Ciasnej. Mężczyzna podbiegł do ofiary od tyłu i zaatakował. Spłoszony uciekł, ale wbiegł w ślepą uliczkę.

– Kiedy się wycofywał, kobiecie udało się zrobić mu zdjęcia – wyjaśnia nam rzecznik KWP w Bydgoszczy. Widząc, że znalazł się w potrzasku, krzyczał, że pomylił ofiarę z koleżanką.

Policjanci pokazują te zdjęcia i szukają sprawcy. Jest krępej budowy ciała, ma około 180 cm. – Prowadzimy śledztwo w sprawie innej czynności seksualnej. Każdy, kto może mieć jakakolwiek wiedzę o tym przestępstwie lub rozpoznaje sprawcę, proszony jest o kontakt z najbliższą policją lub pod numerem telefonu 52-525-58-12, a także całodobowo pod numerami 52-525-58-59 lub 112.
Źródło info i foto: TVP.info

Olsztyn: Obywatel Indii oskarżony o podwójne zabójstwo

Do Sądu Okręgowego w Olsztynie wpłynął akt oskarżenia przeciwko obywatelowi Indii Jacobowi K. podejrzanemu o zabójstwo dwóch osób i usiłowanie zabójstwa trzeciej osoby – poinformował PAP w piątek rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie. Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie sędzia Olgierd Dąbrowski-Żegalski poinformował PAP, że termin procesu nie został jeszcze wyznaczony.

Jacob K. pod koniec 2018 r. uzyskał kontakt do agencji pośrednictwa pracy w Warszawie, która zaproponowała mu zatrudnienie w jednej z firm w Olsztynku. Razem z nim do Olsztynka przyjechali także inni pracownicy. Rzecznik sądu poinformował, iż z akt sprawy wynika, że agencja zakwaterowała obcokrajowców w gospodarstwie agroturystycznym w pobliżu Olsztynka.

Jacob K. 11 grudnia 2018 r. rozpoczął pracę w Olsztynku ale po kilku dniach go z niej zwolniono. Mimo to mężczyzna nadal przebywał w miejscu zakwaterowania.

Tymczasem pomiędzy Jacobem K. a współlokatorami narastał konflikt, którego powodem miało być m.in. wszczynanie przez niego awantur i kłótliwość. W dniu 22 grudnia 2019 r. Haitham E., pełniący z ramienia warszawskiej agencji pośrednictwa pracy funkcję nieformalnego brygadzisty, poinformował agencję o problemach z Jacobem K., po czym otrzymał od jej pracownika polecenie, aby następnego dnia umieścić go w autobusie do Warszawy – powiedział sędzia Dąbrowski-Żegalski.

Następnego dnia rano pomiędzy Jacobem K., a Haithamem E. doszło do kłótni. W pewnym momencie podejrzany zaatakował Haithama E., uderzając go z dużą siłą nożem w klatkę piersiową i powodując jego śmierć. Następnie Jacob K. co najmniej czterokrotnie uderzył Venkatesha P. nożem, mierząc w klatkę piersiową i powodując również jego zgon. Arunkumar T., widząc przebieg zdarzenia, próbował uciec. Jacob K. zastąpił mu drogę i uderzył go nożem, ale pokrzywdzony skutecznie osłonił się ręką. Arunkumar T. otrzymał jeszcze co najmniej trzy ciosy nożem. Jednak ostatecznie uciekł i znalazł bezpieczne schronienie – dodał rzecznik sądu.

Jacob K. jeszcze tego samego dnia został zatrzymany, a w kolejnym dniu sąd aresztował go. W śledztwie mężczyzna przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia.

Z aktu oskarżenia wynika, że w czasie popełnienia zbrodni Jakob K. miał ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do rozpoznania czynów oraz pokierowania swoim postępowaniem. Zgodnie z kodeksem karnym sąd może w takiej sytuacji zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sprawa Kajetana P. Dziś nie zapadnie wyrok. Wznowiono przewód sądowy

Sąd Okręgowy w Warszawie miał dziś wydać wyrok w sprawie Kajetana P., który umówił się na korepetycje i zabił nauczycielkę, odcinając jej głowę. Ciało przewiózł do swego mieszkania, a potem uciekł za granicę. Dziś wznowiono przewód sądowy w tej sprawie, kolejna rozprawa odbędzie się 4 października.

Dziś na godz. 10.30 Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył termin ogłoszenia orzeczenia w procesie Kajetana P. Odczytanie wyroku miało się odbyć przy zachowaniu nadzwyczajnych środków ostrożności w specjalnym budynku Sądu Okręgowego w Warszawie przeznaczonym do sądzenia najgroźniejszych przestępców.

Sąd jednak ponownie otworzył przewód sądowy w tym procesie z powodu nowych okoliczności dowodowych.
Źródło info i foto: onet.pl

Brazylia: Były gubernator Rio de Janeiro przyznał się do kupowania głosów w staraniach o igrzyska

Były gubernator brazylijskiego Rio de Janeiro Sergio Cabral po raz pierwszy potwierdził, że kupował głosy w staraniach miasta o organizację Igrzysk XXXI Olimpiady w 2016 roku. W czasie zeznań Sergio Cabral powiedział, że rozdysponował 2 mln dolarów, aby ściągnąć igrzyska do Rio de Janeiro.

Ze sprawą nie był związany ówczesny prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva, nie jest jednak wykluczone, że wiedział o całym procederze.

Wspólnikami Cabrala w procederze kupowania przychylności, tuż przed decydującym głosowaniem członków Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w 2009 roku nad kandydaturą do organizacji igrzysk, byli przewodniczący komitetu starającego się o organizację imprezy Carlos Arthur Nuzman oraz brazylijski przedsiębiorca Arthur Cesar Soares de Menezes Filho.

W kupowania głosów pomagali im m.in. prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i członek MKOl Senegalczyk Lamine Diack oraz jego syn Papa Massata Diack. Cabral, zamieszany w wiele afer korupcyjnych, pranie pieniędzy oraz stworzenie grupy przestępczej, został osądzony i skazany na łączną karę 198 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jaki wyrok usłyszy Kajetan P.?

Katarzyna J. była lektorką języka włoskiego. Jej owinięte w folię szczątki odnaleziono w pierwszych dniach lutego 2016 roku w mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu. Morderca przewiózł zwłoki 30-latki z jej mieszkania na Woli, w którym brutalnie zamordował swoją ofiarę. Jako sprawcę wskazano Kajetana P., wówczas 27-letniego bibliotekarza, który chciał być jak Hannibal Lecter. W piątek, po ponad trzech latach od tamtych wydarzeń, Kajetan P. usłyszy wyrok. Jednak sąd może nadzwyczajnie złagodzić karę! Jak to możliwe?

W pierwszych dniach lutego 2016 roku w jednym z mieszkań w bloku na warszawskim Żoliborzu wybuchł pożar. Po ugaszeniu ognia na miejscu odkryto pozbawione głowy ciało Katarzyny J. – lektorki i tłumaczki języka włoskiego. Ustalono, że 3 lutego kobieta miała lekcję z Kajetanem P., 30-letnim filologiem klasycznym, który pracował jako bibliotekarz, a wcześniej odbywał staż m.in. w tygodniku „Polityka”.

To właśnie jego wizerunek rozpoznano na kamerach monitoringu i wskazano jako możliwego sprawcę zabójstwa. Ustalono, że do zbrodni doszło w mieszkaniu lektorki na Woli, a ciało przewieziono na Żoliborz, gdzie Kajetan P. wynajmował mieszkanie wraz kilkoma innymi osobami. Pożar wzniecono dla zatarcia śladów.

Taksówkarz, który tego dnia wiózł Kajetana P., relacjonował później policjantom, że bibliotekarz wzbudził w nim podejrzenia m.in. przez torbę, z której ciekła krew. 30-latek miał tłumaczyć, że wiezie w niej tuszę dzika. Głowę lektorki wsadził do plecaka.

Kajetan P. trafił na listę najgroźniejszych, poszukiwanych przestępców

Po śmierci Katarzyny J. Kajetan P. uciekł z kraju. Wcześniej odwiedził jednak Poznań, skąd pochodził. Stamtąd udał się do Berlina, potem do Włoch, a następnie na Maltę. Prawdopodobnie zamierzał uciec do Afryki, gdzie jego schwytanie byłoby o wiele trudniejsze. 6 lutego za bibliotekarzem wydano Europejski Nakaz Aresztowania, a jedenaście dni później doszło do jego zatrzymania. Wpadł w ręce policjantów w stolicy kraju La Valletcie. 30-latek został zaskoczony przez funkcjonariuszy w momencie wysiadania z autobusu miejskiego.

Po aresztowaniu Kajetan P. trafił do Polski, gdzie usłyszał zarzuty i został przesłuchany. Przyznał się do zabicia Katarzyny, wyjawił także motyw. – Powiedział prokuratorom, że targały nim sprzeczne emocje, miał potrzebę samodoskonalenia i pozbywania się ludzkich słabości. Elementem samodoskonalenia były m.in. głodówki, intensywne ćwiczenia fizyczne, zerwanie wszelkich związków z rodziną. Na pewnym etapie tej ewolucji, jak sam mówił, uznał, że musi zabić jakąś osobę – relacjonował wówczas Przemysław Nowak z prokuratury okręgowej w Warszawie. 30-latek przyznał, że z Katarzyną J. nic go wcześniej nie łączyło. Wybrał jej ogłoszenie, ponieważ było do niego dołączone jej zdjęcie.

Fascynował się seryjnym mordercą

Kajetan P. był zafascynowany postacią Hannibala Lectera, inteligentnego, a zarazem socjopatycznego seryjnego mordercy, bohatera cyklu powieści Thomasa Harrisa oraz filmu „Milczenie Owiec”. Swego czasu napisał nawet wiersz o wymownym tytule „Uczta Hannibala Lectera”, w którym pisał o „ucztowaniu rzezi” i „wątróbkach z tanich pisarzy”. „Jedzcie, kochani – wasza miłość mnie umacnia. Do wielkiej sztuki popełnienia upragnionego morderstwa” – kończył swój poemat. Wiersz doczekał się nawet publikacji w periodyku Meander.

Po zatrzymaniu na Malcie, Kajetan P. przebywał w areszcie w Poznaniu, gdzie został poddany obserwacji psychiatrycznej. To właśnie wtedy miał dopuścić się kolejnej napaści. Tym razem jego ofiarą padła psycholog. Duszoną kobietę uratował strażnik, sam jednak został raniony przez Kajetana P. odłamkiem szkła. Innego ugryzł podczas konwoju. Po tych wydarzeniach 30-latek usłyszał kolejne zarzuty.

Proces ws. zabójstwa Katarzyny J. rozpoczął się w maju 2018 roku w Warszawie. Na wniosek rodziny lektorki został utajniony. Ponieważ eksperci z zakresu psychiatrii uznali, że w chwili popełnienia czynu sprawca był w stanie ograniczonej poczytalności, opinia publiczna obawia się, że Kajetan P. może usłyszeć zaskakująco niski wyrok, ponieważ sąd może, choć nie musi, nadzwyczajnie złagodzić karę. Tymczasem prokuratura wnosi o dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Krystian W. ps. „Krystek” z zarzutem w śledztwie dot. doprowadzenia do samobójstwa 14-latki z Gdańska

Krystian W. – znany jako Krystek – usłyszał zarzut w śledztwie dotyczącym doprowadzenia do targnięcia się na życie 14-letniej Anaid z Gdańska – dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM. Nie ma jednak dowodów na to, że to pod wpływem jego działania nastolatka zdecydowała się popełnić samobójstwo. Przedstawienie zarzutu to efekt wznowionego w marcu tego roku śledztwa.

Z nieoficjalnych informacji, do których dotarł nasz reporter wynika, że Krystian W. w czerwcu usłyszał zarzut zakazanego nawiązywania kontaktów w celu popełnienia przestępstwa o charakterze seksualnym. Anaid, gdy kontaktował się z nią prawie 40-letni wtedy Krystian W., nie miała jeszcze ukończonego 15. roku życia. Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, w jakim dziewczyna jest wieku. Kontakt z nią nawiązał przez internet. Wymiana korespondencji między nimi trwała przez miesiąc. Z treści ich rozmów wynikać ma, że Krystian W. wprowadzał Anaid w błąd, składając jej chociażby propozycje pracy, polegającej na sprzątaniu jego mieszkania. Zdaniem śledczych jednak w rzeczywistości zmierzał do popełnienia przestępstwa seksualnego, którego Anaid miałaby paść ofiarą.

Przedstawienie zarzutu było możliwe dzięki analizie rozmów między dziewczynką a Krystianem W., prowadzonych przez jeden z komunikatorów internetowych. Prokuratura otrzymała treść tych rozmów w odpowiedzi na pomoc prawną, o którą wystąpiła do USA. Wtedy też, w marcu tego roku, wznowione zostało zawieszone od wielu miesięcy śledztwo w sprawie samobójczej śmierci dziewczynki. Anaid – zanim popełniła samobójstwo – miała powiedzieć jednej z koleżanek: „On mnie zgwałcił”. Nie wskazała jednak sprawcy. To jej matka ustaliła, że Anaid kontaktowała się z Krystianem W. Wtedy też zaczęła szukać innych kobiet, które mogły mieć z nim kontakt. Dzięki nagłośnieniu przez nią tej sprawy, Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła śledztwo, w którym ostatecznie oskarżyła Krystiana W. o szereg przestępstw seksualnych. Od stycznia przed Sądem Rejonowym w Wejherowie, za zamkniętymi drzwiami, trwa proces, w którym Krystian W. odpowiada między innymi za 40 przestępstw seksualnych na ponad 30 młodych kobietach.

Według naszych nieoficjalnych informacji, śledczym nie udało się jednak znaleźć dowodów wskazujących na to, że także Anaid padła ofiarą molestowania lub innego przestępstwa seksualnego. Nie było więc także dowodów, na podstawie których można byłoby zarzucić Krystianowi W., że miał jakikolwiek związek lub wpływ na desperacką decyzję 14-latki. Innymi słowy, choć Krystian W. nawiązał kontakt z Anaid, to w prowadzonym przez prokuraturę śledztwie nie znaleziono dowodów na to, by mógł przyczynić się do jej samobójstwa.

We wspomnianym już, trwającym procesie Krystian W. odpowiada między innymi za gwałty, usiłowania gwałtów, usiłowania doprowadzenia pokrzywdzonych do stosunku seksualnego oraz za obcowanie płciowe z małoletnimi pokrzywdzonymi, w tym poniżej 15. roku życia. „Krystek” oskarżony został również o nakłanianie małoletnich pokrzywdzonych do prostytucji oraz czerpanie z tego procederu korzyści majątkowych. Przestępstwa seksualne to jednak nie jedyne, których zdaniem prokuratury mężczyzna się dopuścił. Akt oskarżenia obejmuje też ponad 20 innych przestępstw, w tym uporczywe nękanie pokrzywdzonych i zmuszanie ich do określonego zachowania oraz podawanie nastolatkom substancji psychoaktywnej. Krystian W. miał także wyłudzać kredyty, pożyczki, odszkodowania ubezpieczeniowe, a także nienależne świadczenia z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Mężczyznę oskarżono również o składanie fałszywych zeznań i ukrywanie dokumentów. Do wszystkich przestępstw miało dojść między 2006 a 2015 rokiem, między innymi w Trójmieście, Pucku, Wejherowie i Władysławowie. Krystian W. został zatrzymany w listopadzie 2015 roku i aresztowany. Nie przyznaje się do winy.

Już po aresztowaniu, prawomocnie został skazany za inne przestępstwa seksualne. Za zgwałcenie 17-letniej dziewczyny usłyszał wyrok 3 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe zatrzymania ws. ustawianej sprzedaży nieruchomości w Krakowie

Trzy osoby zostały zatrzymane przez CBA w aferze dotyczącej ustawiania przetargów na wynajem, lub zakup atrakcyjnych nieruchomości w Krakowie – informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Zatrzymani to lekarka, pracownik lokali gastronomicznych i przedsiębiorca – współwłaściciel jednego z najbardziej popularnych miejsc rozrywki w Krakowie.

Osoby te miały dawać pieniądze, lub obiecywać ich wręczanie w zamian za ustawianie postępowań na kupno i wynajem lokali użytkowych i mieszkalnych. Wręczane kwoty wahały się od 20 do 25 tysięcy złotych. Jedno z postępowań dotyczyło lokalu znajdującego się w Sukiennicach.

W sumie w aferze podejrzanych jest 15 osób. Wątpliwości dotyczą umów na 42 nieruchomości.
Źródło info i foto: interia.pl

Przemyśl: Agenci CBA w PWiK. Zabezpieczono liczne dokumenty

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego wkroczyli do Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Przemyślu oraz do domu byłego prezesa PWiK. Agenci zabezpieczyli różne dokumenty. Na razie nikt z Przemyśla nie został zatrzymany, nikomu nie zostały przedstawione zarzuty.

– Potwierdzam, że funkcjonariusze CBA weszli do siedziby PWiK w Przemyślu oraz domu byłego prezesa PWiK. Zabezpieczone zostały różne dokumenty – mówi Nowinom Temistokles Brodowski, rzecznik CBA.

Na razie CBA nie ujawnia szczegółów sprawy. Rzecznik podkreśla jedynie, że nikt nie został zatrzymany, ani nikomu nie postawiono zarzutów. Z nieoficjalnych informacji, do których dotarliśmy, wynika, że sprawa przemyska ma związek ze śledztwem prowadzonym przez CBA w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie. O niej CBA informuje już oficjalnie.

Agenci CBA zatrzymali dyrektora pionu wsparcia w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie oraz dwóch przedsiębiorców-wspólników spółki ze Śląska. Czynności przeprowadzono w związku z podejrzeniem przyjęcia co najmniej 50 tysięcy złotych przez zatrzymanego dyrektora. Chodzi o sprawę zamówień publicznych. Przeszukano siedzibę MPWiK, siedzibę śląskiej firmy oraz mieszkania zatrzymanych osób. Wczoraj zatrzymane zostały kolejne dwie osoby w tej sprawie z PWiK w Gliwicach. Obie są podejrzane o przyjęcie co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych łapówki.

– Sprawa jest rozwojowa – twierdzi CBA.
Źródło info i foto: nowiny24.pl

Sąd dziś wyda wyrok ws. Kajetana P. W lutym 2016 roku brutalnie zamordował Katarzynę J.

Sąd Okręgowy w Warszawie ma dziś (5.07) wydać wyrok w sprawie głośnego morderstwa. Kajetan P. jest oskarżony o brutalne zabójstwo nauczycielki języka włoskiego Katarzyny J. Do zabójstwa doszło w lutym 2016 roku, proces toczył się od maja 2018 roku. Na wniosek rodziny pokrzywdzonej był utajniony. Rozprawy odbywały się w sali dla najgroźniejszych przestępców w sądzie przy ul. Kocjana na warszawskim Bemowie.

Proces Kajetana P. W piątek sąd ogłosi wyrok

Kajetan P. miał status szczególnie niebezpiecznego. Jak ustaliła prokuratura, w lutym 2016 roku mężczyzna przyszedł do ofiary na lekcję. Miał ze sobą nóż, piłę i torbę. Zabił kobietę, ciało poćwiartował, fragmenty ukrył w torbie podróżnej, a głowę w plecaku. Następnie taksówką przewiózł do wynajmowanego w innej części miasta mieszkania. Gdy taksówkarz spostrzegł krew, Kajetan P. mówił, że przewozi tuszę dzika. Żeby zatrzeć ślady, podpalił mieszkanie, a następnie uciekł. Szukano go w całej Europie, tropieniem go zajmował się Zespół Poszukiwać Celowych z Poznania, tzw. „łowcy głów”.

Kajetana P. szukali „łowcy głów”

Po 14 dniach od morderstwa znaleziono go na Malcie. Mężczyzna przyznał się do winy. Grozi mu kara od 8 lat więzienia do dożywocia, ale ponieważ biegli uznali, że oskarżony w chwili popełnienia przestępstwa miał ograniczoną poczytalność, może dojść do nadzwyczajnego złagodzenia kary. Sentencja wyroku będzie jawna, ale jego uzasadnienie – tajne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl