Spalone zwłoki w starej drukarni. Policja bada sprawę

21.06.2019 – Gdynia, fatalne skutki ulewy, zapadnieta jezdnia na ul. Janka Wisniewskiego N/z tasma policja | Fot. Marcin Bruniecki/REPORTER

Jak donoszą lokalne media, do tragicznego odkrycia doszło w środę, na terenie województwa wielkopolskiego. W opuszczonym budynku dawnej drukarni znaleziono spalone, ludzkie zwłoki. Sprawę jako pierwszy opisał „Głos Wielkopolski”. Zwęglone zwłoki znaleziono we wtorek, w opustoszałym budynku starej drukarni przy ulicy Składowej w miejscowości Międzychód.

Policja bada sprawę

Sprawą zajęła się prokuratura. Na razie śledczy nie udzielają bliższych informacji na temat prowadzonego dochodzenia. Jak przekazał w rozmowie z dziennikarzami „Głosu Wielkopolskiego” rzecznik prasowy KPP w Międzychodzie, na miejscu dramatycznego zdarzenia wciąż pracują funkcjonariusze policji i prokuratorzy. Prowadzone są „czynności i oględziny miejsca tragedii”.

– Nie wiemy jeszcze, jakie były okoliczności tego zdarzenia. Będą one wyjaśniane i ustalane w najbliższych godzinach i dniach – oznajmił Przemysław Araszkiewicz.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rafał R. skazany za śmiertelne potrącenie trzyosobowej rodziny. 11 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów

11 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów – to kara, którą sąd w Nowym Sączu wymierzył Rafałowi R. Mężczyzna potrącił ze skutkiem śmiertelnym trzyosobową rodzinę, a następnie odjechał. Ofiary i sprawca znali się – tego samego wieczoru 10-letni Oskar i jego rodzice bawili się na imprezie, urządzanej przez R.

Sąd uznał R. za winnego spowodowania wypadku i nieudzielenia pomocy ofiarom. Wyrok w środę usłyszał też brat Rafała R., który pomagał mu zacierać ślady wypadku. Został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Na ten czas mężczyźnie zostanie wyznaczony kurator. Uzasadnienie wyroku jest niejawne. Obrona już zapowiedziała, że złoży apelację. – Najprawdopodobniej będziemy składać wniosek o uzasadnienie wyroku, skutkiem czego będzie złożenie apelacji. Mimo okoliczności zdarzenia uważamy, że wyrok jest zbyt surowy – mówi Sławomir Lewicki, obrońca Rafał R. Adwokat zaznaczył, że „ostateczną decyzję podejmie po konsultacji z klientem”.

Tragedia na drodze

Do tragedii doszło pod koniec stycznia zeszłego roku w małopolskim Świdniku. 10-letni Oskar i jego rodzice, Daniel i Roksana, opuścili dom 21-letniego wówczas Rafała R. Szli na autobus, który miał ich zawieźć do domu w Tęgoborzu. W tym czasie, jak ustaliła prokuratura, nietrzeźwy 21-latek wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku stacji benzynowej. – To był jakiś jego impuls, żeby tam pojechać – relacjonował krótko po rozpoczęciu śledztwa Leszek Karp, rzecznik prasowy nowosądeckiej prokuratury okręgowej. W drodze powrotnej ze stacji R. uderzył w idącą chodnikiem rodzinę.

– W miejscu, gdzie zaczyna się łuk na wzniesieniu, po prostu nie skręcił, wjechał prosto na chodnik – opisywał Karp.

Ciała za płotem

Cała trójka zginęła. Rafał R. pojechał dalej. Ofiary wypadku zauważył dopiero kilkanaście minut później inny kierowca. Mężczyzna spostrzegł wystającą ze śniegu na poboczu nogę 10-letniego Oskara.

– Prawdopodobnie to właśnie kierowca, który wypatrzył chłopca, pierwszy wezwał służby – mówiła krótko po zdarzeniu Anna Zbroja z zespołu prasowego policji. Pewności nie ma, bo zgłoszeń było znacznie więcej. W miejscu wypadku zatrzymywali się kolejni kierowcy, pojawili się okoliczni mieszkańcy. Ktoś wypatrzył kolejne ciała.

– Leżały za płotem, bo siła uderzenia była tak duża, że ich za płot przerzuciło – opowiadał jeden ze świadków. Niestety, ratownicy nie mieli już komu pomagać.

Oskarżeni bracia

Rafała R. zatrzymano kilkanaście godzin po zdarzeniu. Przyznał się do prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu i powiedział, że „był zbyt pijany, by pamiętać wypadek” – podała wówczas prokuratura. R. odpowiadał przed sądem za spowodowanie pod wpływem alkoholu wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz za nieudzielenie pomocy poszkodowanym. Za wypadek groziło mu do ośmiu lat więzienia, za nieudzielenie pomocy – do trzech lat.

Na ławie oskarżonych Rafałowi R. towarzyszył jego młodszy brat, oskarżony o utrudnianie śledztwa. Jak czytamy w oficjalnym komunikacie prokuratury, opublikowanym krótko po zatrzymaniu obu podejrzanych, „mężczyzna w trakcie przesłuchania w charakterze świadka zataił informacje dotyczące pojazdów użytkowanych przez sprawcę wypadku oraz dotyczące okoliczności powstania uszkodzeń na samochodzie osobowym marki Skoda, którym spowodowano wypadek”. Rzecznik poinformował także, że podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Młodszy z braci R. może trafić za kraty na pięć lat. Prokuratura nie ujawnia, jak wysokiej kary żądała dla oskarżonych.

– Ze względu na wyłączoną jawność procesu nie możemy udzielać żadnych informacji na temat przebiegu rozpraw ani wyjaśnień oskarżonych – tłumaczył przed w poniedziałek Paweł Mrozowski, zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Sączu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jutro zostanie zbadane ubranie ojca zaginionego 5-latka

Policyjny eksperci wciąż nie mogą przebadać ubrania ojca 5-letniego Dawida Żukowskiego. Stanie się to najwcześniej jutro. Tydzień temu mężczyzna zabrał dziecko z domu w Grodzisku Mazowieckim, a po kilku godzinach popełnił samobójstwo. Co stało się z Dawidem – do dziś nie wiadomo.

Jak usłyszał reporter RMF FM Krzysztof Berenda od osób zajmujących się sprawą, żeby przebadać ubranie ojca, musi ono całkowicie wyschnąć. I to samo z siebie. Nie można tego procesu przyspieszać. Dopiero wtedy będzie można szukać na nim śladów genetycznych dziecka, ustalić czy jest tam krew Dawida.

– Do tej pory przeprowadzenie tych badań nie było możliwe z uwagi na okoliczności zdarzenia, jak i na stan tego ubrania – mówi prokurator Łukasz Łapczyński. Podkreśla, że ponieważ ojciec dziecka rzucił się pod pociąg, to jego ubranie jest w bardzo złym stanie.

Z ustaleń prokuratorów wynika, że ojciec Dawida działał sam i w sposób zaplanowany. Świadczy o tym przede wszystkim jego zachowanie. Prokuratorzy już wiedzą, jak wyglądało samobójstwo ojca dziecka. – Mężczyzna za słupem oczekiwał na nadjeżdżający pociąg. Po czym, gdy ten pociąg się zbliżył do niego – rzucił się pod pociąg – mówił prokurator Łukasz Łapczyński. Po drugie o wyrachowanym działaniu ojca dziecka świadczy fakt, że do dzisiaj nie znaleziono chłopca.

– Osoba, która działa chaotycznie popełnia jakieś błędy. Na tym etapie, mimo kilku dni poszukiwań, nie udało się odnaleźć chłopca, a więc to wszystko pozwala zakładać, że to działanie było w jakiś sposób zaplanowane i przemyślane – dodaje Łapczyński.

Prokuratura potwierdziła znalezienie śladów biologicznych Dawida w samochodzie ojca. Ślady dziecka, jak krew, w rodzinnym samochodzie nie muszą być czymś dziwnym, bo przecież dziecko mogło się wcześniej czymś zranić.

– Trzeba po prostu ustalić charakter tych śladów. Jakiego rodzaju są też ślady i ewentualnie co one mogą zakładać – podkreślił.

Dawid poszukiwany jest od ubiegłej środy
Poszukiwania chłopca rozpoczęły się o północy w ubiegłą środę, kiedy utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina. 5-letni Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17 w środę. Według ustaleń policji, tego samego dnia przed godz. 21 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.

Policjanci i wspierające je służby przeszukiwali miejsca wytypowane przez funkcjonariuszy. Sprawdzany był m.in. obszar od punktu w dzielnicy Łąki w Grodzisku, gdzie ojciec 5-latka zostawił samochód, do wysokości A2.

W akcjach poszukiwawczych do tej pory uczestniczyły tysiące osób – zarówno grodziscy policjanci, stołeczne oddziały prewencji, funkcjonariusze pionu kryminalnego, żołnierze WOT, strażacy, druhowie, jak i chętni mieszkańcy. W poszukiwaniach wykorzystywane były policyjne drony i śmigłowce, a także przeszkolone psy tropiące.

Policja apeluje o pomoc

Służby nadal apelują o kontakt do tych, którzy Dawida, jego ojca lub szarą skodę fabię o numerze rejestracyjnym WGM 01K9, którą jeździł mężczyzna, widzieli w środę między godz. 17 a godz. 21 na trasie między Grodziskiem Mazowieckim a warszawskim Okęciem. Choć samochód znaleziono, istotna jest informacja, którędy jechał i gdzie się zatrzymywał.

Policja podkreśla, że informacje, które do nich docierają, potwierdzają wcześniejsze ustalenia funkcjonariuszy, i cały czas zachęca, aby przekazywać nowe. Pomóc może także przejrzenie nagrań z kamer samochodowych i monitoringu ze środy, właśnie pod kątem przejazdu ojca 5-letniego chłopca.

Wizerunek ojca i dziecka opublikowany jest na stronie warszawskiej policji. Jest także informacja, w co byli ubrani w środę. Mężczyzna miał czarną kurtkę, granatowe materiałowe spodnie, beżowe wsuwane buty i koszulę polo z jasnym kołnierzykiem. Chłopiec nosił szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie dżinsy i niebieskie trampki z logo Zygzaka McQueena – czerwonej wyścigówki z bajki „Auta”. Logo z tym samym bohaterem jest też na zasłonie przeciwsłonecznej na jednej z szyb samochodu.
Źródło info i foto: interia.pl

Podejrzany o zabicie 10-letniej Kristiny otrzymał w areszcie kategorię „N” – niebezpieczny

Jakub A., 22-latek, którego prokuratura oskarżyła o brutalne zamordowanie 10-letniej Kristiny w Mrowinach, otrzymał w areszcie kategorię „N” – niebezpieczny. Oznacza to, że mężczyzna jest całkowicie odizolowany od reszty osadzonych. A. domaga się przeniesienia do innej celi, a także dostępu do codziennej prasy i telewizji.

22-latek przebywa w areszcie w Wołowie. Tam otrzymał status więźnia niebezpiecznego; został przeniesiony do izolatki. Jak donoszą media, podejrzany o brutalne morderstwo 10-letniej dziewczynki zażądał, by codziennie dostarczano mu gazety, umożliwiono oglądanie telewizji i przeniesiono do celi, gdzie przebywa inny osadzony.

Do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, która postawiła zarzuty Jakubowi A., nie trafiły żadne oficjalne pisma od podejrzanego ws. warunków aresztu. – Do śledczych żadne pisma ani żądania od pana Jakuba A. nie wpłynęły. Osadzony nie zwrócił się do nas, a gdyby to zrobił, musielibyśmy odesłać jego prośby do zakładu karnego, w którym jest – mówi prokurator Tomasz Orepuk, cytowany przez wp.pl.

– To, w jakim zakładzie karnym czy areszcie śledczym jest Jakub A. nie było naszą decyzją – zaznacza prokurator.

10-letnia Kristina 13 czerwca około godz. 13 wyszła ze szkoły w centrum Mrowin, od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 m od miejsca zamieszkania. Jej ciało znaleziono tego samego dnia w lesie – 6 km od Mrowin.

Prokuratura w Świdnicy poinformowała 14 czerwca, że przyczyną śmierci były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Podejrzany o zabójstwo 22-letni Jakub A. został zatrzymany 16 czerwca po południu.

Został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy na przesłuchanie. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, ze znieważeniem zwłok oraz zarzut podżegania innej osoby do udziału w zabójstwie.

Według prokuratury podejrzany przyznał się do obu zarzutów. Sąd aresztował go na trzy miesiące. Mężczyzna ma trafić na obserwację psychiatryczną. W rodzinie Jakuba A. miało dochodzić do przypadków schizofrenii.
Źródło info i foto: TVP.info

Udaremniono przemyt blisko 15 mln sztuk papierosów w gdańskim porcie

Przemyt blisko 15 mln sztuk papierosów o wartości ok. 10 mln zł udaremniły w gdańskim porcie policja i służba celna. Towar nadany w Chinach miał trafić na Ukrainę. Z tytułu nieopłacenia cła, akcyzy oraz podatku VAT Skarb Państwa mógł stracić ponad 17 mln zł. O zatrzymanym transporcie nielegalnych papierosów poinformował zespół prasowy Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP).

Policjantom z Zarządu w Gdańsku CBŚP razem z funkcjonariuszami Pomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni udało się ustalić, że do portu w Gdańsku przypłynął statek z kontenerem, w którym może znajdować się nielegalny towar.

„Na początku lipca wytypowany wcześniej kontener, w którym jak wynikało z dokumentacji transportowej, miały znajdować się przybory i akcesoria AGD, został sprawdzony przy użyciu specjalistycznych urządzeń kontrolnych. Wtedy podejrzenia funkcjonariuszy zostały potwierdzone i po otwarciu kontenera, okazało się, że wewnątrz jest ładunek papierosów bez polskich znaków akcyzy skarbowej” – głosi komunikat CBŚP.

Straty dla skarbu państwa mogły wynieść 17 mln złotych

Ustalono, że towar został nadany w jednym z portów na terenie wschodnich Chin i docelowo miał trafić na południową Ukrainę do jednego z portów nad Morzem Czarnym.

„W wyniku wspólnej akcji służb przejęto łącznie blisko 15 milionów sztuk nielegalnych papierosów o szacunkowej wartości około 10 milionów złotych. Papierosy były zapakowane w pudełka oznaczone szyldem jednej z kaukaskich marek tytoniowych. Straty dla budżetu państwa z tytułu nieopłacenia podatku VAT, akcyzy oraz cła, mogłyby wynieść nawet ponad 17 milionów złotych. Kolejny raz współpraca CBŚP i KAS (Krajowa Administracja Skarbowa) pozwoliła zapobiec wprowadzeniu do obrotu nielegalnych, nieopodatkowanych papierosów i w ten sposób służby uniemożliwiły uszczuplenia podatkowe, wymierzone w budżet polskiego państwa” – podało CBŚP.

Postępowanie w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąsiedzi o rodzicach zaginionego 5-latka. „Kłócili się po nocach, aż matka uciekła z domu”

To było piekło. Sąsiadów regularnie zrywały ze snu odgłosy dzikich awantur dochodzące zza ściany. Twierdzą, że Paweł Ż. (+32 l.) od dawna pastwił się nad swoją rosyjską żoną, aż w końcu urządził jej taką awanturę, że kobieta spakowała manatki i uciekła. Prawdopodobnie właśnie to doprowadziło do tragedii: tydzień temu mężczyzna uprowadził synka Dawidka (5 l.), żonie powiedział, że nigdy już nie ujrzy dziecka, a potem rzucił się pod pociąg. Czy przed samobójczą śmiercią zabił także syna?

Niewielkie, czteropiętrowe bloki, na środku plac zabaw, a dookoła ogrodzenie i ochrona – na takim osiedlu przy ul. Żydowskiej w Grodzisku Mazowieckim wynajmowali mieszkanie Paweł Ż. (+32 l.) z żoną Julią i synkiem Dawidkiem.

– To był skryty człowiek, raczej z nikim się nie przyjaźnił. Tylko: dzień dobry, do widzenia. Często przesiadywał na krześle na balkonie. Teraz po nim to krzesło zostało… A ona? Miła, zadbana, ale coś ją gryzło. Miała zawsze spuszczoną głowę. Ich synek z kolei bawił się z innymi dziećmi na naszym placu zabaw. Za każdym razem był pod czyjąś opieką, ale rodzice nie nawiązywali z nami większych relacji – słyszymy anonimowo od mieszkańców osiedla.

Sąsiedzi przypominają sobie, że Paweł Ż. lubił hazard i alkohol. I zapewne ta mieszanka nałogów sprawiała, że mężczyzna regularnie wszczynał w domu awantury. – Zawsze krzyczeli po rosyjsku. A podczas kłótni na podłogę leciały talerze, a nawet meble – mówią otwarcie mieszkańcy klatki.

Trzy tygodnie temu Julia powiedziała: dość. Po kolejnej awanturze spakowała walizki i wyprowadziła się do Warszawy. Czy zamierzała zabrać Dawidka i wyjechać z Polski? Paweł Ż. mógł to podejrzewać, bo tak właśnie uczyniła jego pierwsza żona, która z 9-letnią córką uciekła od niego na Ukrainę. Czy pomny tych doświadczeń postanowił odegrać się teraz na Julii?

– Prawdopodobnie był w głębokiej depresji. Chciał ukarać żonę, a samobójcza śmierć miała wpędzić ją w poczucie winy. A jeżeli okaże się, że popełnił jeszcze zbrodnię, to znaczy, że potrzeba zemsty na żonie była silniejsza od uczucia miłości do syna – komentuje prof. Brunon Hołyst, ekspert w dziedzinie kryminalistyki.

Do tragedii doszło w środę 10 lipca. Paweł Ż. zabrał synka od dziadków, żonie powiedział przez telefon, że już nigdy nie zobaczy dziecka, a potem rzucił się pod pociąg. Co się stało z Dawidkiem? Od tygodnia szukają go zastępy policjantów. Jedna z wersji śledztwa zakłada, że przed samobójcza śmiercią ojciec zabił synka i ukrył jego ciało.
Źródło info i foto: se.pl

Warszawa: Zabójstwo na Ursynowie. Poszło o kobietę

W bloku przy ulicy Koncertowej na Ursynowie doszło do prawdziwej jatki. Dwóch młodych mężczyzn najpierw spotkało pod sklepem monopolowym dwie znajome kobiety, po czym pokłócili się, bo obaj chcieli spędzić miło czas z tą samą dziewczyną. I od tego zaczęła się jatka.

Zbigniew P. (25 l.) i Mateusz O. († 24 l.) świętowali urodziny i od rana pili alkohol. Gdy po spotkaniu z kobietami wrócili do domu, zaczęli o nich rozmawiać. Niestety, obaj mieli ochotę na figle z tą samą, i to spowodowało ich furię. Zbigniew popchnął Mateusza, przewrócił go i wbił mu nóż w szyję. Gdy zobaczył, co się stało, wybiegł z domu, a za nim jego ranna ofiara, zalewając klatkę schodową swoją krwią. Obaj wrócili do mieszkania, ale 26-latek wykrwawił się na śmierć. Śledczy potwierdzają rany kłute na ciele zmarłego. Jego kat przebrał się w czyste rzeczy, uciekł, ale dopadli go policjanci.

W mieszkaniu na Koncertowej ciągle były imprezy. – Oni balangowali tak głośno, że wzywaliśmy policję – mówi sąsiadka Danuta Grudowska (75 l.). Okazuje się, że zabity Mateusz był dobrze znany lokatorom, ale też kryminalnym – niedawno złamał szczękę pracownikowi sklepu, który w jego opinii zbyt wolno pakował zakupy. – Zatrzymany Zbigniew P. przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśniania – informuje Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej. Mordercy grozi nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe informacje o ojcu zaginionego Dawida. Ma jeszcze córkę

Dawid Żukowski jest poszukiwany już siódmą dobę. Na światło dzienne wychodzą nowe fakty o Pawle Ż. Jego pierwsza żona miała uciec od niego z córką na Ukrainę. On sam miał ponoć 200 tys. długu. Pojawiają się także szczegóły postoju na węźle Konotopa.

Dawid Żukowski zaginął w środę, dokładnie tydzień temu. Tego dnia ojciec zabrał syna z domu w Grodzisku Mazowieckim ok. godz. 17. Paweł Ż. miał go zawieźć do Warszawy do matki. Podróżował z chłopcem szarą skodą fabią o nr. rejestracyjnym WGM 01K9. Przed godz. 21 policjanci dostali zgłoszenie, że ojciec Dawida został śmiertelnie potrącony przez pociąg relacji Skierniewice-Warszawa. Miał popełnić samobójstwo. Maszynista pojazdu powiedział, że mężczyzna oczekiwał na przejazd pociągu i rzucił się pod niego. O północy matka Dawida zgłosiła zaginięcie syna.

Dawid Żukowski poszukiwany. Jego ojciec ma jeszcze córkę

Do nowych informacji dotarli dziennikarze programu „Uwaga” TVN. Paweł Ż. miał mieć 200 tysięcy złotych długu przez gry hazardowe. Poza tym miał jeszcze jedno dziecko – córkę – z pierwszego małżeństwa. Jego poprzednia żona miała od niego uciec na Ukrainę.

Policja ma także coraz więcej informacji o ostatniej drodze ojca z dzieckiem. Według śledczych Paweł Ż. wyjechał z Grodziska Mazowieckiego w stronę Warszawy o godzinie 17.28. Przyjechał w okolice lotniska Okęcie.

Jeszcze tuż przed godziną 18 Dawidowi nic się nie stało. Jak informuje TVN24, wtedy prawdopodobnie wjeżdżając do Warszawy, ojciec pozwolił synowi przez kilka minut porozmawiać z matką.

Wracał do Grodziska dwie godziny później. Najprawdopodobniej w samochodzie nie było już Dawidka.

Dawid Żukowski żyje? Dwa postoje na węźle Konotopa

Okazuje się, że tego dnia samochód Pawła Ż. zatrzymywał się dwa razy przy wyjściu ewakuacyjnym wzdłuż trasy A2 w okolicach węzła Konotopa. Po raz pierwszy aż na 40 minut, gdy jechał do Warszawy. Jak ustaliła „Uwaga” TVN, wówczas mężczyzna rozmawiał z matką Dawida. Miała mu powiedzieć, że chce rozwodu.

Drugi raz w tym miejscu (po przeciwnej stronie) samochód stanął na 15 minut, gdy wracał do Grodziska Mazowieckiego.

To tutaj śledczy skupiają swoją uwagę w trakcie poszukiwań Dawida. Sprawdzane są wszystkie studzienki, zbiorniki wodne i włazy w tej okolicy. Policja przeszukuje nawet okoliczne cmentarze, ponieważ pojawiają się hipotezy, że mężczyzna mógł chcieć pochować swoje dziecko.

Jak powiedział Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie okoliczności wskazują na to, że mężczyzna działał w sposób zaplanowany. Udało się ustalić, że tuż przed samobójstwem, Paweł Ż. modlił się w kościele, pod którym policja znalazła jego samochód.

Dawid Żukowski poszukiwany. Nowe nagranie

Jak nieoficjalnie ustalił „Super Express”, służby mają nowe nagranie z monitoringu na którym widać 32-letniego Pawła Ż. Z informacji gazety wynika, że widać na nim jak mężczyzna idzie chodnikiem – sam – bez Dawidka.

Wcześniej w sieci pojawiło się inne nagranie, na którym widać samochód ojca Dawidka Pawła Ż. Wirtualnej Polsce udostępniła je miejscowa firma Lajk Taxi. Na filmie widać auto dwukrotnie: gdy jechało w stronę Grodziska Mazowieckiego oraz gdy wracało z tego kierunku. Pojazd został uchwycony o 16:28 oraz 18:34.

Dawid Żukowski poszukiwany. Policja prosi o pomoc

Policja prosi o pomoc w tej sprawie. Wszelkie zgłoszenia, także anonimowe, są przyjmowane w Komendzie Powiatowej Policji w Grodzisku Mazowieckim tel. (22) 755 60 10 (-11,-12,-13). Można również telefonować do najbliższej jednostki Policji lub pod numer alarmowy 112.

Policjanci apelują także do wszystkich, którzy posiadają kamery monitoringu na trasie Grodzisk – Warszawa Włochy (Okęcie), aby przejrzały zapis ze środowego popołudnia. Być może na filmie została uchwycona wspomniana szara skoda.
Źródło info i foto: wp.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Dziś mija 9 lat od zaginięcia 19-latki

Historia Iwony Wieczorek, która zaginęła 17 lipca 2010 r., wracając do domu z sopockiego klubu Dream Club, mimo upływu 9 lat nadal interesuje dziennikarzy i porusza zwykłych ludzi. Ukazała się nawet książka „Co się stało z Iwoną Wieczorek?”, pióra Janusza Szostaka, reportera i prezesa Fundacji Na Tropie. Publikujemy jej fragment.

Od zaginięcia Iwony Wieczorek minęło 9 lat. 19-letnia dziewczyna w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku wyszła z jednego z sopockich klubów i zaginęła w drodze do domu. O poszukiwaniach nastolatki głośno było w mediach. Pomimo licznych przesłuchań, przeszukań, sprawdzania billingów i innych czynności operacyjnych, nadal nie ma przełomu w tej sprawie.

Autor twierdzi, że odpowiedź na pytanie, co stało się z nastoletnią mieszkanką Gdańska, znajduje się w pierwszym rozdziale tej wydanej nakładem Wydawnictwa Harde książki. Jest ona wynikiem jego reporterskiego śledztwa oraz analizy niemal 40 tomów policyjnych akt, rozmów z osobami związanymi z dramatem i funkcjonariuszami policji.

Śledztwo w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek prowadziła Komenda Wojewódzka Policji i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. W poszukiwania kobiety zaangażowani byli również „Łowcy cieni”, policjanci z Poznania specjalizujący się w tropieniu najbardziej niebezpiecznych przestępstw, detektywi, jasnowidze, radiesteci. Podczas śledztwa przesłuchano 300 świadków, a także przeszukiwano pas nadmorski i okolice, które mogły być związane z jej zaginięciem. Sprawdzono kilkanaście hipotez. Akta tej sprawy zostały poddane wielokrotnej analizie, przez niezależne od siebie zespoły, wszystkie wnioski zostały zweryfikowane.

We wrześniu 2018 roku akta dotyczące śledztwa trafiły do Prokuratury Krajowej w Warszawie, a w pierwszej połowie tego roku zostały przekazane do ,,Archiwum X”, będącego częścią Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Hiszpania: Policjanci zwrócili uwagę na dziwny kształt włosów Kolumbijczyka. Przemycał kokainę

Policjanci na lotnisku w Barcelonie zatrzymali obywatela Kolumbii, który próbował przemycić pół kilo kokainy. Podejrzenia wzbudziło jego nerwowe zachowanie oraz dziwny kształt włosów.

Niektóre loty do Hiszpanii nazywane są przez tamtejszych policjantów „gorącymi”. Chodzi o kraje, z których ludzie próbują przemycać narkotyki. Uwagę policjantów na lotnisku w Barcelonie zwrócił mężczyzna, który przyleciał z Bogoty. Kolumbijczyk zachowywał się bardzo nerwowo. Zainteresowanie pracowników lotniska wzbudził też ze względu na specyficzny kształt włosów.

Okazało się, że na głowie mężczyzny jest peruka, pod którą próbował przeszmuglować narkotyki. Gdy poproszono Kolumbijczyka o zdjęcie sztucznych włosów, oczom policjantów ukazała się półkilogramowa paczka kokainy. Paczka z 503 gramami narkotyków była przyklejona do jego głowy taśmą. Wartość kokainy wyceniono na ponad 30 tysięcy euro. 65-letni mężczyzna został aresztowany. Do aresztowania doszło pod koniec czerwca, lecz poinformowano o nim dopiero dziś.
Źródło info i foto: Gazeta.pl