Porwanie rodzicielskie w Stargardzie. Koniec poszukiwań dwóch dziewczynek.

Poszukiwane dziewczynki są już z matką. W niedzielę wieczorem ojciec odjechał z córkami ze stacji benzynowej. Później porzucił samochód. Zakończyły się poszukiwania dziewczynek, są już z matką. Jak donosił lokalny portal gs24.pl, w Stargardzie doszło do porwania rodzicielskiego. W rozmowie z Wirtualną Polską asp. Krzysztof Wojsznarowicz, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Stargardzie, potwierdził te informacje.

Policja szukała ojca i dwóch córek. O ich zaginięciu służby powiadomiła matka. Dzieci są w wieku 4 i 7 lat. – Mężczyzna ma prawo do widzeń z dziećmi, nie oddał ich jednak matce na czas. Mamy więc do czynienia z tzw. porwaniem rodzicielskim – powiedział Więckowski.

W niedzielę mężczyzna odjechał BMW ze stacji benzynowej. W aucie były dziewczynki. Świadkowie twierdzą, że był pijany. Później porzucił auto.
Źródło info i foto: wp.pl

Częstochowa: Zatrzymano poszukiwanego listem gończym

Częstochowska policja zatrzymała 27-letniego mężczyznę poszukiwanego listem gończym. Zanim doszło do zatrzymania padły policyjne strzały. Nikt nie został ranny. Pościg rozpoczął się w niedzielę około godziny 19 na ulicy Warszawskiej – jednej z głównych arterii miasta.

Policjanci zauważyli w samochodzie 27-letniego mężczyznę, który poszukiwany był listem gończym. Dlatego postanowili go zatrzymać. Mężczyzna zatrzymał samochód, którym jechał, ale w chwilę potem zaczął uciekać. Wtedy padło kilka policyjnych strzałów. Kierowca uciekał jednak dalej. Po kilkukilometrowym pościgu mężczyzna zjechał do rowu i uderzył w drzewo. Wówczas został zatrzymany.

W czasie całej akcji nikt nie został ranny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zwłoki noworodka w torbie. Jest akt oskarżenia przeciwko matce

Do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko 32-letniej kobiecie oskarżonej o znieważenie zwłok własnego dziecka i składanie fałszywych zeznań. To finał śledztwa dot. odnalezienia zwłok noworodka w Gubinie (Lubuskie).

Kobiecie zarzucono, że po urodzeniu martwego noworodka porzuciła jego zwłoki na terenie byłych zakładów obuwniczych w Gubinie, czym je znieważyła. Ponadto została oskarżona o składanie fałszywych zeznań i ukrywanie prawdy na temat tego zdarzenia.

Zarzuty związane ze składaniem fałszywych zeznań w tej sprawie usłyszał również partner 32-latki. Zgodnie z Kodeksem karnym, za składanie fałszywych zeznań grozi od 3 miesięcy do pięciu lat więzienia, natomiast za znieważenie zwłok kara grzywny, ograniczenia wolności lub jej pozbawienia do lat dwóch.

Zwłoki noworodka w byłych zakładach obuwniczych w Gubinie 

To finał śledztwa, które zostało wszczęte na początku marca br., po tym jak na terenie byłych zakładów obuwniczych w Gubinie znaleziono torbę, a w niej zwłoki noworodka. Biegli stwierdzili, że noworodek urodził się martwy i wątek dotyczący ew. dzieciobójstwa został umorzony.

Policjanci z Gubina nadal jednak próbowali wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy i ustalić matkę noworodka. Na jej ślad natrafili w sklepie, który oferował do sprzedaży torby, identyczne z tymi, w których znajdowały się zwłoki. Następnie na podstawie zabezpieczonego monitoringu dotarli do 32-latki.

„Podczas przesłuchań kobieta zaprzeczała, jakoby miało być to jej dziecko, jednak badania genetyczne wykazały, że jest biologiczną matką noworodka. Stały się one głównym dowodem w tej sprawie” – RZECZNIK LUBUSKIEJ POLICJI MARCIN MALUDY
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

38 osób zatrzymanych po II Marszu Równości

Podczas odbywającego się wczoraj II Marszu Równości doszło do prób zakłócenia przebiegu zgromadzenia przez uczestników nielegalnego zbiegowiska. Policjanci zatrzymali 38 osób, z czego 33 w dalszym ciągu przebywa w policyjnym areszcie. Teraz funkcjonariusze analizować będą materiał dowodowy, w tym nagrania z kamer oraz miejskiego monitoringu w celu identyfikacji wszystkich osób, które naruszyły prawo.

Wczoraj ulicami Lublina przeszedł II Marsz Równości. Podczas zabezpieczenia tego wydarzenia policjanci dbali o bezpieczeństwo zarówno uczestników zgromadzenia jak i mieszkańców Lublina niebiorących udziału w wydarzeniu. Policjanci na bieżąco monitorowali sytuację, zatrzymując osoby, które naruszały prawo. Wczoraj zatrzymanych zostało 38 osób z czego 33 osoby w dalszym ciągu przebywają w policyjnym areszcie. Zatrzymani odpowiadać mogą m.in. za czynny udział w zbiegowisku publicznym, publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa, czynną napaść na funkcjonariusza, czy też naruszenie nietykalności funkcjonariusza. Dodatkowo dwie osoby, po uzyskaniu opinii biegłego, mogą liczyć się z odpowiedzialnością za posiadanie niebezpiecznego przyrządu wybuchowego.

Teraz policjanci analizować będą zgromadzony materiał dowodowy. Cały przemarsz był dokumentowany. Wszystkie nagrania z policyjnych kamer oraz materiały z monitoringu miejskiego posłużą nam do identyfikacji wszystkich tych pozostałych osób, które naruszyły prawo.

Podczas wczorajszego wydarzenia żaden z uczestników marszu jak również policjantów nie odniósł obrażeń. Jedna z osób postronnych przed rozpoczęciem marszu została rzucona puszką w głowę. Sprawca został zatrzymany przez policjantów. Jest to 35-letni mężczyzna.
Źródło info i foto: Policja.pl

Niemcy: Policjanci podejrzani o przestępstwa na tle skrajnie prawicowym wydaleni ze służby

W ciągu ostatnich pięciu lat wobec 40 niemieckich policjantów wszczęto śledztwa w związku z podejrzeniem o przestępstwa na tle skrajnie prawicowym. Rzeczniczka prokuratury we Frankfurcie poinformowała, że zakres czynów sięgał od podżegania do nienawiści i gróźb, do używania symboli organizacji niezgodnych z niemiecką konstytucją.

Szef heskiego MSW Peter Beuth (CDU) wskazał, że najczęściej chodzi o propagowanie w internetowych grupach dyskusyjnych treści neonazistowskich oraz wizerunków o podłożu skrajnie prawicowym. Przyznał, że kilkanaście dochodzeń już zostało umorzonych.

W rozmowie z tygodnikiem „Der Spiegel” Beuth poinformował, że pięciu policjantów zostało zwolnionych z pracy. Minister zaznaczył, że jeżeli wobec funkcjonariusza pojawią się podejrzenia o popełnienie przestępstw na tle skrajnie prawicowym, natychmiast są podejmowane działania sprawdzające. – Dlatego też nie wykluczam, że w przyszłości będziemy się zajmować kolejnymi takimi sprawami – wyjaśnił.

Telewizja Deutsche Welle przypomina o głośnym przypadku z Frankfurtu nad Menem, gdzie czterech policjantów i jedna policjantka wysyłała anonimowe listy z groźbami m.in. Sedy Basay-Yildiz, mającej tureckie korzenie prawniczki reprezentującej jedną z ofiar neonazistowskiej bojówki NSU. Wszyscy zostali wydaleni ze służby.

Organizacja NSU, wobec której toczy się proces zamordowała w latach 2000-2007 dziewięciu imigrantów oraz policjantkę i dopuściła się 43 prób zabójstwa, trzech zamachów z użyciem ładunków wybuchowych oraz 15 napadów rabunkowych.
Źródło info i foto: TVP.info

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dwie osoby w związku z wystawianiem fikcyjnych faktur na 500 mln zł

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało w poniedziałek dwie osoby w związku z wyłudzeniami podatków i wystawianiem fikcyjnych faktur na blisko 500 mln zł. Wśród zatrzymanych są warszawski adwokat i organizator całego procederu.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski potwierdził w poniedziałek, że funkcjonariusze białostockiej delegatury Biura dokonali zatrzymań dwu osób. – Do zatrzymań doszło w śledztwie dotyczącym próby wyłudzenia nienależnego zwrotu podatku VAT na setki milionów złotych – podkreślił Brodowski.

Zaznaczył, że kwota 500 mln zł to straty wynikające z działań tylko w tej części śledztw, w której zatrzymano w poniedziałek te osoby. – Trwają czynności z zatrzymanymi przez CBA osobami – dodał.

Zatrzymany, który miał być organizatorem nielegalnego przedsięwzięcia i kierować działalnością grupy według śledczych sfinansował przejęcie spółki, która posiadała koncesję na obrót paliwami. Miał to zrobić by za jej pomocą wyłudzić wielomilionowy zwrot podatku VAT – wynika z informacji PAP. Według agentów CBA tylko w tym wątku śledztwa fikcyjne faktury opiewały na prawie pół miliarda złotych.

Brodowski zaznaczył, że faktury miały być przygotowywane przez wcześniej zatrzymane osoby i dokumentowały fikcyjny obrót setkami tysięcy telefonów komórkowych. Według śledczych adwokat czuwał nad przejęciem spółki paliwowej i działał dla legalizacji bezprawnych działań grupy przestępczej i otrzymywał za to wynagrodzenie.

Brodowski przypomniał, że pierwszych zatrzymań trzech osób w tej sprawie dokonano w maju 2017 r. Zabezpieczono wówczas fałszywe faktury na ponad 300 tys. telefonów komórkowych.

Śledztwo CBA prowadzone jest wspólnie z podlaskim wydziałem zamiejscowym departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku i tam trafią osoby zatrzymane. Mają usłyszeć zarzut m.in. działania w grupie przestępczej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Magdalenie Żuk przed śmiercią podano narkotyk? Nowe doniesienia w sprawie

Wokół tajemniczej śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie wciąż jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Bliscy kobiety nie ustają w wysiłkach, by dowiedzieć się, jak naprawdę zginęła. W tym celu udali się specjalnie do Egiptu, aby tam poszukać odpowiedzi na to pytanie. Na miejscu udało im się dotrzeć do szokującego raportu egipskich toksykologów, z którego wynika, że w tkankach Magdy były ślady narkotyku o nazwie khat. Polscy śledczy tych ustaleń jednak nie potwierdzają. Jak to możliwe?

Magdalena Żuk poleciała na wakacje do Marsa Alam 25 kwietnia 2017 roku. Sama, bo tuż przed wylotem okazało się, że jej partner nie ma ważnego paszportu. Podczas rozmów z rodziną Magda dziwnie się zachowywała. Kilka dni później wyskoczyła ze szpitalnego okna. Zmarła 30 kwietnia.

Rodzina nie wierzy, że piękna, pełna energii dziewczyna popełniła samobójstwo. Dlatego dwa lata później siostra i ojciec Magdy pojechali do Egiptu, żeby na miejscu poszukać odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę się wydarzyło. Ich ustalenia są szokujące.

Bliscy Magdy dotarli do raportu egipskich toksykologów, z którego wynika, że w tkankach Magdy były ślady narkotyku o nazwie khat. Czym jest ta substancja i jakie objawy wywołuje jej zażycie?

„Substancje narkotyczne i syntetyczne substancje pobudzające typu „khat”, znalezione w próbkach ciała zmarłej, to środki psychoaktywne znane też pod nazwą „ecstasy”, co jest powszechnie używaną nazwą dla tego typu substancji pobudzających, zwanych także jako „tabletki ekstazy”, które mogą wywołać stan maniakalny towarzyszący stanowi euforii i wiadome jest, że doprowadzają do nadaktywności ruchowej, zwiększonej częstotliwości uderzeń serca, wzrostu ciśnienia krwi, bezsenności, depresji i halucynacji, braku apetytu i zachowań agresywnych” – czytamy w raporcie, do którego dotarła rodzina kobiety.

Siostra Magdaleny Żuk twierdzi, że dokładnie takie zachowania przejawiała Magdalena przed śmiercią. – Miała takie stany, że była spokojna, a po chwili pełna energii. Biegała, później była osłabiona. Z opisu wynika też, że po tych substancjach pojawia się również chęć skoków – mówi Anna Cieślińska.

Przeczytaj też: Gorzkie słowa siostry Magdaleny Żuk: w złym kraju się urodziłyśmy, tu nikt nam nie pomoże

Kto i gdzie mógł podać kobiecie narkotyki? Pełnomocnik rodziny zakłada dwie hipotezy. Jedna z nich mówi o tym, że narkotyki mogły zostać podane Magdzie na statku, niedługo po przylocie do Egiptu (rodzina dotarła do informacji, z których wynika, że telefon Magdy logował się do sieci z morza, 20 km od brzegu, co oznacza, że kobieta mogła brać udział w rejsie po morzu – red.). Druga wersja natomiast dopuszcza możliwość, że „w kluczowej sytuacji wypchnięcia kobiety z okna szpitala upewniono się w ten sposób, że nie zdoła ona odzyskać już zdrowia ani życia” – twierdzi pełnomocnik rodziny.

Co na to polska prokuratura? Śledczy nie potwierdzają ustaleń rodziny. – W badaniach przeprowadzonych przez polskich toksykologów nie stwierdzono obecności w organizmie Magdaleny Ż. substancji o nazwie khat. Biegli z zakresu toksykologii będą wydawali kompleksową opinię po uzyskaniu raportu medycznego z badania materiału pobranego od pokrzywdzonej przeprowadzonego przez służby egipskie – wyjaśnia prokurator Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Polscy śledczy odrzucają również wersję mówiącą o tym, że Magdalena Żuk mogła przed śmiercią brać udział w rejsie po morzu. – Ujawnione dane lokalizacji stacji przekaźnikowych BTS, z którymi łączył się telefon pokrzywdzonej, potwierdzają ustalenia śledztwa co do jej miejsca pobytu na terenie Egiptu. Zgromadzone dowody, w tym zeznania przesłuchanych świadków wskazują, że Magdalena Ż. nie opuszczała wówczas terenu hotelu. Zasięg stacji BTS obejmował również akwen morza – wyjaśnia prokurator Tomasz Czułowski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Bydgoszcz: Kochankowie matki zabili 3-latka

Katarzyna F. (27 l.), poinformowała męża, że jedzie z ich starszym synem Jakubem (+3 l.) do bydgoskiego Centrum Onkologii. O tym, że planuje zatrzymać się u poznanego przez internet Daniela B., mężowi już nie powiedziała. Mały Kubuś, jakby przeczuwając niegodne czyny swej rodzicielki, płakał głośno w nocy. Kochankowie postanowili go uspokoić, podając mu – jak twierdzą – relanium. Nie wiadomo jeszcze, dlaczego dziecko zapadło w śpiączkę i po tygodniu zmarło.

Mama zmarłego dziecka na co dzień żyła z ojcem swoich dzieci, Szymonem M., w Lubawie (woj. warmińsko-mazurskie). Jako, że Kubuś chorował na raka, jego ojca nie zaskoczyła informacja o podróży ukochanej. Tymczasem kobieta wcześniej umówiła się, że przy okazji tej wizyty spotka się z poznanym w sieci Danielem B (35 l.).

– Po tym, jak kobieta weszła do jego mieszkania, jej dziecko było niespokojne. Płakało i krzyczało. Dlatego mężczyzna zawiózł kobietę do hotelu, gdzie spędziła dwie noce. Dziecku dwukrotnie podano coś na sen. Nie wykluczamy, że rzeczywiście było to relanium – zdradził nam Piotr Dunal, zastępca prokuratora rejonowego prokuratury rejonowej Bydgoszcz-Północ.

Śledczy muszą ustalić, co dokładnie kochankowie podali dziecku, bo podejrzewają że to na skutek tego „usypiania” chłopczyk zapadł w śpiączkę, a po tygodniu rozpaczliwej walki lekarzy zmarł.

– Zarówno kobieta jak i mężczyzna zostali tymczasowo aresztowani. Zostały postawione im zarzuty z art. 156 – dodaje Dunal. Chodzi o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Mieszkańcy Lubawy są w szoku. – Szymek, tata Kuby, jest bardzo wyrozumiały i nigdy nie był o nią chorobliwie zazdrosny. Jak Kaśka mówiła mu, że chce wyjść z koleżankami. to nie miał nigdy nic przeciwko temu – mówi nam jedna z jej koleżanek.

Jakby tego było mało, zatrzymana kobieta jest w ciąży. Wyznał nam to zrozpaczony ojciec zmarłego Kubusia. – Powinni ją wypuścić z aresztu, bo ona ma jeszcze jedno dziecko. W tej sytuacji wystarczyłaby jej bransoletka elektroniczna – mówi.

Mężczyzna nie wierzy w winę swojej żony. – Ona na to nie wpadła. To on jest za to odpowiedzialny i powinien za to spędzić nawet 25 lat za kratkami – powiedział nam Szymon M.
Źródło info i foto: se.pl

Imigranci podpalili ośrodek na wyspie Lesbos. Są ofiary

Tragedia w obozie dla migrantów na greckiej wyspie Lesbos – w pożarze zginęła tam co najmniej jedna osoba. Z relacji służb wynika, że pożar wzniecili migranci, chcąc zaprotestować przeciwko warunkom, w jakich przebywają.

Imigranci na greckiej wyspie Lesbos wzniecili w niedzielę pożar – podpalili gaj oliwny w pobliżu ośrodka dla uchodźców Moria, a później podłożyli ogień w ośrodku, starli się też z policją – donosi agencja AP. Według relacji miejscowych służb, w zdarzeniach z niedzieli zginęła co najmniej jedna osoba. „Spalone ciało zostało przewiezione do szpitala i krąży nieoficjalna informacja o jeszcze jednej ofierze” – opisuje AP.

Informację o tym, że w pożarze na Lesbos zginęła kobieta i dziecko podano na koncie greckiego UNHCR na Twitterze. Nie zostało to jednak potwierdzone przez służby.

Imigranci protestowali przeciwko przebywaniu w przeludnionym obozie, domagali się też przeniesienia z wyspy na teren kontynentalnej Grecji. Ogień w obozie rozprzestrzenił się na co najmniej sześć zamieszkiwanych przez migrantów kontenerów. Jak wskazuje AP, na Lesbos przebywa 12 tys. migrantów, gdy na wyspie miejsca jest właściwie dla zaledwie trzech tysięcy z nich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawa: Policja poszukuje mężczyzny ze zdjęcia. Miał skrzywdzić kobietę

Policjanci z warszawskiego Mokotowa szukają mężczyzny, który 25 sierpnia miał zmusić kobietę do innej czynności seksualnej. Opublikowali portret pamięciowy podejrzanego i proszą o kontakt wszystkich, którzy go rozpoznają. Jak podaje policja, mężczyzna ma 25-30 lat i 175 cm wzrostu. Pokrzywdzona kobieta przekazała, że napastnik miał wschodni akcent. Ubrany był w koszulę w kratę z podwiniętymi rękawami, ciemne krótkie spodnie do kolan.

Osoby, które mogą pomóc w odnalezieniu poszukiwanego, proszone są o kontakt osobisty lub telefoniczny z policjantami z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II. Informacje można przekazać dzwoniąc na numer tel. 22 603 25 03 (czynny całą dobę) lub w formie elektronicznej pisząc na adres: oficer.prasowy.krp2@ksp.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: RMF24.pl