Mali: Al-Kaida atakuje bazy wojskowe

Rząd Mali poinformował, że co najmniej 25 osób zostało zabitych, a 60 jest zaginionych po tym jak grupy powiązane z Al-Kaidą zaatakowały dwie bazy wojskowe w tym kraju. Bazy znajdowało się niedaleko granicy z Burkina Faso.

Napastnicy zaatakowali batalion malijski w Boulikessi w nocy z niedzieli na poniedziałek. Byli wyposażeni w ciężką broń – informuje dowódca regionalnych Sił Sahelu (tworzą je żołnierze z Burkina Faso, Czadu, Mauretanii, Nigru i Mali), w skład których wchodził batalion. Gen. Oumarou Namatou Gazama obarczył odpowiedzialnością za atak grupę terrorystyczną Ansarul Islam powiązaną z Al-Kaidą.

Zaatakowany batalion odpowiedział ogniem i udało mu się wyprzeć terrorystów z Boulikessi. W walkach – jak podają władze Mali – zginęło co najmniej 15 ekstremistów, zniszczono też pięć pojazdów, którymi się poruszali.

Za napastnikami ruszyła grupa pościgowa złożona z żołnierzy z Mali i Burkina Faso – informują malijskie władze.

Atak na bazę, w której stacjonował batalion, spowodował „straty w sprzęcie i poważne zniszczenia infrastruktury” – poinformował rzecznik malijskiego rządu Yaya Sangaré. W czasie, gdy trwał atak na bazę w Boulikessi doszło do ataku uzbrojonych mężczyzn na obóz wojskowy w Mondoro.

W wyniku tego drugiego ataku zginęło co najmniej dwóch cywilów.

Z kolei w sąsiednim Burkina Faso w ciągu ostatnich dwóch tygodni zabito 30 osób, w tym 17 w ostatni weekend – poinformowały lokalne władze. Ataki na ludność cywilną doprowadziły do tego, że 19 tys. osób w ciągu ostatnich trzech dni opuściło swoje domy.

W ostatnich latach islamiści zdobyli silne przyczółki w Burkina Faso wyprowadzając z terytorium tego kraju ataki na cele w Mali i Nigrze.
Źródło info i foto: rp.pl

​Końcowy fragment wyroku w sprawie Amber Gold zostanie odczytany jeszcze przed wyborami?

​Końcowy fragment wyroku w sprawie Amber Gold może zostać odczytany jeszcze przed wyborami, a dokładnie w piątek – w ostatnim dniu kampanii wyborczej. To teoretyczne wyliczenia na podstawie informacji przekazanych nam przez Sąd Okręgowy w Gdańsku. Teoretyczne, bo wszystko zależy oczywiście od tempa czytania. Jak dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa, prowadzącej sprawę sędzi Lidii Jedynak zostało do odczytania dosłownie kilka kart z tomu nr 55, a poprzednie posiedzenie zakończyła na 1/3 tego tomu. To daje tempo około 2/3 tomu na rozprawę.

Kolejne terminy wyznaczono na 4, 7, 9 i 11 października. Jeśli więc sędzia to tempo utrzyma, to właśnie 11 października powinien być odczytywany ostatni tom wyroku – tom nr 59. To z jego treści mamy dowiedzieć się, na jakie kary sąd skaże Marcina P. i Katarzynę P. Prokuratura chce dla nich 25 lat więzienia.

Już 20 maja sąd ogłosił, że uznaje Marcina P. i Katarzynę P. winnymi głównych zarzutów, ale kar nie ogłosił, bo na kolejnych rozprawach musi odczytywać dane dotyczące klientów i ich umów. Warto odnotować też jednak, że terminy w tej sprawie wyznaczono również w powyborczym tygodniu – 14, 16 i 17 października.

Kilka tysięcy stron aktu oskarżenia

Przygotowany przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi akt oskarżenia liczy niemal 9 tysięcy stron. Wpłynął do gdańskiego sądu pod koniec czerwca 2015 roku. Według prokuratury, Marcin P. i jego żona Katarzyna P. w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali w sumie ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Oskarżenie dotyczyło też prowadzenia działalności parabankowej i prania brudnych pieniędzy. Według prokuratury Katarzyna P. i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Zrobili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Amber Gold na ławie oskarżonych

Proces w sprawie Marcina P. i jego żony ruszył przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w marcu 2016 r. W drugiej połowie kwietnia rozpoczęły się mowy końcowe. Prokurator domaga się kary 25 lat więzienia dla każdego z oskarżonych. Obrońcy Marcina P. i Katarzyny P. wnieśli o ich uniewinnienie.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 proc. do nawet 16,5 proc. w skali roku.

13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację. Tysiącom klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy ani odsetek.

Marcin P. przebywa w areszcie od sierpnia 2012 r., Katarzyna P. została aresztowana w połowie kwietnia 2013 r.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wciąż trwają poszukiwania 16-letniej Julii Pietrzak

Poszukiwania 16-letniej Julii wciąż nie przyniosły efektu. Dziewczyna zaginęła dwa miesiące temu we Wrocławiu, ale wiele wskazuje na to, że może się obecnie znajdować się na terenie Warszawy. O sprawie poinformowało Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych ITAKA.

Jak czytamy w udostępnionym komunikacie, Julia Pietrzak po raz ostatni była widziana we Wrocławiu 13 sierpnia 2019 roku. Dziewczyna ma 16 lat, 168 cm wzrostu i niebieskie oczy.

ITAKA podaje, że dziewczyna może znajdować się w Warszawie.

„Ktokolwiek widział zaginioną lub ma jakiekolwiek informacje o jej losie, proszony jest o kontakt z Fundacją ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych pod numerem 116 000” – pisze ITAKA.

Fundacja prowadzi poszukiwania na prośbę rodziny i we współpracy z policją. W tej sprawie można również napisać na adres itaka@zaginieni.pl.
Źródło info i foto: wp.pl

Śledztwo ws. reanimacji Pawła Adamowicza umorzone

Prokuratura umorzyła śledztwo, w którym sprawdzała, czy lekarze i ratownicy popełnili błędy podczas reanimacji prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – poinformował w środę rano portal Onet, który dotarł do uzasadnienia decyzji prokuratury.

Jak podał Onet, w uzasadnieniu decyzji szczegółowo opisano, co się stało 13 stycznia wieczorem na scenie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku. „Opis obrażeń prezydenta po ugodzeniu 14,5-centymetrowym nożem przez Stefana W. jest wstrząsający. I nie pozostawia złudzeń: szans na przeżycie praktycznie nie było. Dokument zawiera bardzo szczegółowy opis odniesionych przez Adamowicza ran” – wskazał Onet.

Portal przypomniał też, że kilka dni po zamachu do prokuratury zgłosił się specjalista patomorfolog, biegły sądowy Leonard Gross. „Zarzucił on lekarzom i ratownikom m.in., że popełnili błąd reanimując Adamowicza na scenie przez 40 min., a nie przewieźli go z miejsca do szpitala. Dowodził, że tak długa reanimacja przekreśliła szanse Adamowicza na przeżycie, nawet po późniejszych operacjach w szpitalu (…) Prokuratura potraktowała to zgłoszenie bardzo poważnie” – czytamy na stronie Onetu.

Zwrócono uwagę, że prokuratura powołała także biegłego – krajowego konsultanta w dziedzinie medycyny ratunkowej prof. Jerzego Roberta Ładnego. „Biegły ocenił, że medycy postąpili słusznie, decydując się na zastosowanie sprzętu do mechanicznego ucisku klatki piersiowej. Adamowiczowi podawano też adrenalinę, co biegły także uznał za prawidłowe” – napisał portal.

Z informacji Onetu wynika też, że biegły „podobnie ocenił inną decyzję medyków: że Adamowicza nie przewieziono do najbliższego szpitala, tylko do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego”.

„Biegły uznał podjęte podczas operacji czynności za prawidłowe. Jego zdaniem rany zadane przez Stefana W. były śmiertelne. Wskazał też, że obrażenia jakich doznał Paweł Adamowicz niemal zawsze kończą się śmiercią na miejscu. Zdaniem biegłego, Adamowicza udało się podtrzymać przy życiu i przetransportować do szpitala tylko dlatego, że prawidłowo udzielono mu pomocy zaraz po ataku nożownika. „Jednak to i tak było tylko kupowanie czasu” – podał Onet powołując się na ocenę biegłego.

„Dlatego prokuratura umorzyła ten wątek śledztwa. Uznała przy tym, że ‚czynności były prowadzone właściwie, przy narażeniu zdrowia i życia załogi medycznej udzielającej pomocy na scenie, podczas przebywania na niej napastnika Stefana W.'” – wskazał Onet.
Źródło info i foto: interia.pl

Floryda: Nauczyciele z bronią mogą reagować w przypadku strzelaniny

W amerykańskim stanie Floryda weszła w życie ustawa dająca nauczycielom prawo noszenia broni w czasie lekcji. Ma to zapewnić bezpieczeństwo uczniom, gdyby w szkole doszło do strzelaniny. W maju br. parlament amerykańskiego stanu Floryda przyjął ustawę dopuszczająca noszenie przez nauczycieli broni na terenie szkoły. Nowe prawo jest efektem ubiegłorocznej strzelaniny w liceum w Parkland, w której zginęło siedemnaścioro osób.

Teraz ustawa weszła w życie. Inicjatorzy przepisu podkreślają, że ma to zwiększyć bezpieczeństwo uczniów.

Jak na razie nie wiadomo, ilu nauczycieli będzie chodziło na zajęcia z ukrytą bronią. Dla własnego bezpieczeństwa, a także dla bezpieczeństwa uczniów, mają utrzymywać to w tajemnicy. Zanim nauczyciel będzie mógł wnieść do klasy broń, musi przejść 140 godzinny kurs, a także poddać się badaniu psychologicznemu.

Z udziału w programie wypisało się kilka szkolnych dystryktów, m.in. dystrykt Miami i Orlando. Decyzję argumentują tym, że w szkołach i tak znajdują się uzbrojeni strażnicy. Floryda jest dziewiątym stanem, który zezwala nauczycielom i innym pracownikom oświatowym na posiadanie broni na terenie szkoły.
Źródło info i foto: TVP.info

Bemowo. Policjanci zlikwidowali plantację marihuany

Zlikwidowana plantacja marihuany na warszawskim Bemowie oraz jedna osoba zatrzymana, to wynik ostatnich działań stołecznych policjantów – powiedział w środę rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak.

Jak przekazał Marczak na trop nielegalnego procederu, jaki prowadzony był na terenie Bemowa wpadli stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową. Według policjantów plantacja należąca do 32-letniego mężczyzny, znajdywała się w jednym z budynków mieszkalnych.

Zatrzymano 32-latka

Do akcji zatrzymania, w którą zostali zaangażowani stołeczni kontrterroryści, doszło w minionym tygodniu. Na miejscu funkcjonariusze zatrzymali 32-letniego mężczyznę.

– Na parterze w budynku umieszczono dwa namioty przeznaczone do uprawy roślin wewnątrz pomieszczeń typu „growbox”, w których stały doniczki z krzewami konopi w różnych fazach wzrostu – powiedział rzecznik i dodał, że plantacja wyposażona została w profesjonalne oświetlenie oraz filtry pochłaniające zapach. Podczas dalszych przeszukań policjanci znaleźli na pierwszym piętrze budynku kolejne trzy namioty z podobną zawartością, natomiast w piwnicy mieściła się suszarnia z kwiatostanami marihuany – tak zwane „topy” oraz dwa worki ze ściętymi roślinami.

84 doniczki z krzewami

Marczak podał, że w trakcie akcji „policjanci zabezpieczyli 84 doniczki z krzewami konopi innych niż włókniste, wagi elektroniczne, plastikowe worki do pakowania próżniowego oraz zgrzewarkę”. Funkcjonariusze przejęli także kilogram marihuany oraz prawie 9 kilogramów ziela konopi.

32-letni mężczyzna został doprowadzony do prokuratury na Woli, gdzie usłyszał zarzut uprawy krzewów konopi innych niż włókniste, z których można wytworzyć znaczną ilość środków odurzających oraz zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków.

Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 32-latka na okres trzech miesięcy.

Mężczyźnie grozi co najmniej 3 lata więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Agenci CBA zatrzymali lekarza. Wystawiał recepty na zmarłych

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało lekarza podejrzewanego o wystawianie fałszywych recept, m.in. na zmarłych. To jeden z elementów prowadzonego śledztwa w sprawie wyłudzeń z Narodowego Funduszu Zdrowia i czwarta osoba zatrzymana w tej sprawie.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski powiedział w środę PAP, że zatrzymany to lekarz-psychiatra pracujący w kieleckim Domu Pomocy Społecznej. Miał on współdziałać z aptekami, które dokumentowały fikcyjną sprzedaż leków i wyłudzały w ten sposób pieniądze z NFZ. Lekarz w latach 2011-15 miał wypisywać recepty na pacjentów DPS – część z nich wypisywał na osoby zmarłe – powiedział PAP Brodowski.

Według śledczych, grupa miała działać głównie na terenie Krakowa, składała się z lekarzy i farmaceutów i wyłudzała z NFZ pieniądze znacznej wartości. Zatrzymany przez funkcjonariuszy z krakowskiej delegatury CBA trafi do Prokuratury Regionalnej w Katowicach, gdzie ma usłyszeć zarzuty – zaznaczył naczelnik.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zatrzymano małżeństwo z Lublina. Planowali zamach na Marszu Równości?

Po Marszu Równości w Lublinie policja zatrzymała prawie 40 osób, które próbowały blokować trasę przemarszu. Wśród nich jest małżeństwo, które na wydarzenie przyniosło ładunki wybuchowe. Gdyby nie błyskawiczna reakcja policji, mogłoby dojść do tragedii.

Marsz Równości przeszedł w sobotę ulicami Lublina. Trasę przemarszu próbowała już na początku zablokować grupa kontrmanifestantów. Na miejscu musiała interweniować policja. Użyto miotaczy gazu i armatki wodnej. Łącznie zatrzymano 38 osób.

Jak przekazały służby, wśród zatrzymanych jest małżeństwo z Lublina, które na sobotni marsz przyniosło kilka ładunków wybuchowych – pojemników z gazem, do których przymocowane były petardy. Ich eksplozja, zdaniem biegłych, mogłyby doprowadzić nie tylko do wybuchu paniki, ale nawet do śmierci.

Para została zatrzymana przez policję jeszcze przed rozpoczęciem zgromadzenia. Oboje usłyszeli już zarzuty nielegalnego wytwarzania i posiadania urządzeń wybuchowych, które mogą sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób. Zarówno kobieta jak i mężczyzna zostali tymczasowo aresztowani. Grozi im do 8 lat więzienia.

Zatrzymania na Marszu Równości w Lublinie

Spośród wszystkich 38 zatrzymanych osób jeszcze w sobotę zwolniono pięć, w tym czworo nieletnich, których sprawy skierowano do sądu rodzinnego. 24 osoby doprowadzono do prokuratury z zarzutami dotyczącymi m.in. czynnego udziału w zbiegowisku publicznym, publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa, czy też naruszenia nietykalności funkcjonariusza. 

Policjanci będą teraz analizować nagrania z kamer i miejskiego monitoringu i ustalać tożsamość kolejnych osób, które tego dnia mogły naruszyć prawo.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Strażnik, który groził śmiercią posłance Katarzynie Lubnauer nie zamierza przepraszać

Włodzimierz D. (44 l.) splamił honor straży marszałkowskiej, a teraz, zamiast wyrazić skruchę, głupkowato się śmieje, wspominając swój skandaliczny wybryk sprzed kilku dni. Fakt zapytał go o groźby, które kierował wobec posłanki Katarzyny Lubnauer (50 l.). Włodzimierz D. oświadczył, że nie ma zamiaru przeprosić kobiety, której groził śmiercią!

„Ty kur…, szmato, dziwko, suko trzeba cię zabić, jak tego złodzieja Adamowicza” – napisał w mejlu rozwścieczony D. Wiadomość skierował do telewizji TVN, ale pracownicy stacji natychmiast zaalarmowali policję. Do tragedii nie doszło, bo policjanci zadzwonili do Lubnauer, a ta zabarykadowała się w pokoju sejmowym. Niedoszły napastnik wpadł w ręce policji, a w prokuraturze usłyszał zarzuty. Dlaczego to zrobił?

– Nie chcę rozmawiać o tej sprawie. Nie znałem pani Lubnauer. Napisałem, bo miałem chwilę słabości. Inaczej tego nie potrafię wyjaśnić – powiedział z uśmiechem na ustach.

– A może na naszych łamach chciałby pan przeprosić panią Lubnauer? – dopytujemy.

– Nie chcę i nie będę jej przepraszał – uciął rozmowę.

– Nie oczekuję przeprosin. Współczuję rodzinie tego pana, współczuję mojej rodzinie, bo wiadomo, że w takich sytuacjach rodziny się mocno niepokoją. Nie rozumiem jego motywu i mówiąc delikatnie, już mało mnie to interesuje, co on dalej z tym zrobi – odpowiada mu posłanka Lubnauer.

Za kierowanie gróźb pozbawienia życia i znieważenie strażnikowi grożą dwa lata więzienia. Poniósł już konsekwencje służbowe – po 19 latach służby wyrzucono go ze straży marszałkowskiej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Antyrządowy protest w Hongkongu. Policjant postrzelił 18-latka w klatkę piersiową z ostrej amunicji

W trakcie dużego antyrządowego protestu, który odbył się w Hongkongu w dniu 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej, policja postrzeliła nastolatka. Uczestnik demonstracji w stanie krytycznym trafił do szpitala. To pierwszy przypadek, kiedy policja użyła ostrej amunicji wobec protestujących.

We wtorek Chiny hucznie obchodziły 70. rocznicę utworzenia Chińskiej Republiki Ludowej. Gdy na Placu Tiananmen w Pekinie defilowały tysiące żołnierzy i prezentowano nowoczesną broń, w Hongkongu odbywał się kolejny antyrządowy protest. W trakcie trwających w kilkunastu dzielnicach demonstracji doszło do ostrych starć z policją.

Hongkong. Policja postrzeliła demonstranta w klatkę piersiową

Rannych zostało blisko 70 osób, jedną z nich jest 18-latek, którego policjant postrzelił w klatkę piersiową. Mężczyzna w stanie krytycznym trafił do szpitala, a media obiegło nagranie, na którym rzekomo widać moment wystrzału. Widać na nim starcie między policjantem a protestującym z metalową pałką. Strzał pada z bardzo bliskiej odległości. To pierwszy przypadek użycia wobec protestujących ostrej amunicji wobec protestujących w Hongkongu. Wcześniej jedynie oddawano strzały ostrzegawcze w powietrze.

Prodemokratyczna polityk z Hongkongu Claudia Mo oceniła na podstawie nagrania, że policjant niesłusznie użył pistoletu. – Rozsądną reakcją byłoby użycie policyjnej pałki lub gazu. Nie była to ekstremalna sytuacja – stwierdziła.

Szef policji: Odpowiednia reakcja

Szef hongkońskiej policji Stephen Lo jednak broni funkcjonariusza, twierdząc, że bał się on o swoje życie. – To napastnik zdecydował, by się zbliżyć. On (policjant) mógł tylko użyć takiej broni, jaką miał dostępną – stwierdził. Lo poinformował, że policjanci nie dostali rozkazu, by strzelać w razie zagrożenia, ale mogą użyć „właściwych” środków. Szef policji przekonuje, że uczestnicy protestów popełnili mnóstwo różnych przestępstw, od ataków na policjantów po niszczenie publicznego mienia.

W związku z postrzeleniem 18-latka inni młodzi aktywiści zorganizowali milczący protest. Setki ubranych na czarno osób zebrało się przed jego szkołą. Demonstrujący w geście solidarności trzymają dłonie na lewej części klatki piersiowej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl