Brutalny atak nożownika na posterunku policji w Paryżu. 4 osoby nie żyją

Według najnowszych informacji liczba ofiar ataku nożownika na posterunek policji w Paryżu wzrosła do czterech. Sam napastnik został zabity przez policjantów. Mężczyzna wszedł do budynku komendy głównej policji około godziny 13 i rzucił się na dwie pracujące tam w administracji kobiety i innych funkcjonariuszy. Policjanci odpowiedzieli strzałami z broni służbowej. Napastnik nie żyje.

Docierają sprzeczne informacje na temat innych poszkodowanych. Początkowo mówiło się jedynie o rannych, później a jednej ofierze śmiertelnej, a po godzinie 14:30 portal France Bleu podał, że nie żyją cztery zaatakowane osoby. Na razie nie wiadomo, jakie były motywy działania sprawcy. Z nieoficjalnych informacji francuskich mediów wynika, że mężczyzna był pracownikiem administracyjnym policji.

Na miejsce udał się minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner. Ze względów bezpieczeństwa czasowo zamknięta została pobliska stacja metra Cité z linii czwartej.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Policja podała listę najczęściej kradzionych aut w Polsce

Jakie samochody kradną złodzieje w Polsce? Policja od 2013 roku w swoich statystykach nie podawała marek i modeli aut. Teraz jednak mundurowi odkryli karty. Dziennik.pl zdobył najnowszą policyjną listę składająca się niemal z 10 tys. pozycji. Oto, jakie auta giną w poszczególnych województwach.

Złodzieje samochodów nie próżnują. Z danych, które dziennik.pl zdobył w Komendzie Głównej Policji wynika, że w 2018 roku zniknęło ponad 13,5 tys. pojazdów. To oznacza, że codziennie kradziono ok. 37 sztuk. Największą grupę stanowią auta osobowe (11 932 szt.). Kolejne pod względem atrakcyjności dla złodziei są samochody ciężarowe i ciągniki siodłowe (893 egz.) oraz dostawczaki i furgony (828 szt.). A gdzie złodzieje działają najaktywniej?

Najbardziej mogą martwić się kierowcy z Warszawy i okolic – tylko w 2018 roku policja ze stołecznego garnizonu zanotowała 3521 kradzieży pojazdów (osobówki, ciężarówki i dostawczaki). Przebojem wśród przestępców jest Toyota (786 sztuk; w tym najczęściej: Auris – 193 egz., Yaris – 158, Avensis – 105 i Corolla – 66).

Następnie Mazda (357 sztuk) i kolejno modele: 6 (129 egz.), 3 (89 szt.) i CX-5 (55 aut). Podium zamyka Honda z liczbą 288 skradzionych aut – najczęściej znikał CR-V (111 sztuk), następnie Civic (109) oraz Accord (45).

Zaskakiwać może popularność aut marki Hyundai (208 sztuk). Najczęściej ginął model i30 – 91 aut oraz i20 – 60 sztuk.

Drugie pod tym względem niechlubnych statystyk jest województwo śląskie – Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach w 2018 roku odnotowała 1474 utracone pojazdy. Tu złodzieje najbardziej „lubią” Audi (186 szt. w tym najczęściej modle: A4 – 62 egz. i A6 – 36 aut), Volkswageny (155) i BMW (145).

Trzecia lokata to Dolny Śląsk – KWP Wrocław zgłoszono 1432 kradzieże. Przestępcy lubują się w niemieckiej motoryzacji. Hity to kolejno: Audi (216 szt.; ulubiony model to A6 – 74 szt. i A4 – 50 egz.), VW (172), BMW (134) i Mercedes (118 skradzionych aut).

KWP Poznań – 1233 sztuki aut skradzionych w 2018 roku (liczba obejmuje osobówki, ciężarówki i dostawczaki)
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Agenci CBA zatrzymali 2 osoby podejrzane o korupcję w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej

Agenci warszawskiej delegatury CBA zatrzymali w czwartek 2 osoby. Są one podejrzane o korupcję w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Według śledczych przekazywano informacje o przetargach w zamian za łapówki. Jednym z zatrzymanych jest były wicedyrektor Agencji.

Zatrzymani to były zastępca dyrektora Biura Służb Technicznych ds. Łączności w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (obecnie szeregowy pracownik tej instytucji) oraz warszawski przedsiębiorca – potwierdził w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski.

„Mężczyźni zostaną przewiezieni do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie usłyszą zarzuty” – przekazało CBA w komunikacie. Według Biura zatrzymani brali udział w procederze korupcyjnym. Były dyrektor, w zamian za korzyści majątkowe w postaci sprzętu elektronicznego, mia przekazywać w 2018 r. informacje dotyczące przetargów firmie, „która później brała udział w prowadzonych zamówieniach”.

CBA poinformowało, że są to pierwsze zatrzymania w sprawie korupcji w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Śledczy nie wykluczają kolejnych działań.
Źródło info i foto: wp.pl

Węgier skazany na 8 lat więzienia. Strzelał do przechodniów z wiatrówki

Mieszkaniec Węgier został skazany na 8 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna strzelał z okien swojego domu do przechodniów po drugiej stronie ulicy. Z wiatrówki ranił 3 przypadkowe osoby, pozostałe oddane strzały były niecelne. Karę ośmiu lat więzienia wymierzył w środę sąd w Szekesfehervarze, na zachód od stolicy Węgier Budapesztu, mężczyźnie, który z okien swego mieszkania strzelał z wiatrówki do ludzi po przeciwnej stronie ulicy i zranił trzy osoby.

Do zdarzenia doszło w kwietniu tego roku. Skazany użył kupionej bez zezwolenia wiatrówki, która miała zamontowany celownik. Oddał pięć strzałów, celując do ludzi, którzy przemieszczali się na parkingu przed sklepami lub stali na przystanku autobusowym.

Jedna osoba została trafiona w udo, a dwóch nieletnich poszkodowanych w plecy i poniżej oka. Pozostałe strzały były niecelne. W przypadku wszystkich postrzelonych istniało ryzyko powstania poważniejszych ran.

Sąd uznał mężczyznę za winnego niewłaściwego wykorzystania broni, próby zranienia pięciu osób oraz chuligaństwa. Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Watykan: Zawieszono 5 pracowników za nieprawidłowości finansowe

Pięciu pracowników Watykanu, w tym osoby zajmujące kierownicze stanowiska, zawieszono w obowiązkach w związku z dochodzeniem w sprawie możliwych nieprawidłowości w Sekretariacie Stanu i Urzędzie Informacji Finansowej – podał w środę włoski tygodnik „L’Espresso”.

Dzień wcześniej Watykan poinformował oficjalnie, że na wniosek tamtejszego prokuratora zajęto dokumentację i urządzenia elektroniczne w niektórych urzędach pierwszej sekcji Sekretariatu Stanu i w Urzędzie Informacji Finansowej, sprawującym nadzór nad wszystkimi operacjami za Spiżową Bramą.

„L’Espresso” twierdzi, że w rezultacie wszczętego dochodzenia zawieszono w obowiązkach pięcioro pracowników – świeckich i duchownych – z urzędów Sekretariatu Stanu, administracji, biura informacji i dokumentacji, a także dyrektora Urzędu Informacji Finansowej Tommaso Di Ruzzę.

Śledztwo dotyczy dokonywanych operacji finansowych, m.in. w sprawie zakupu nieruchomości za granicą, w tym w Londynie, oraz udziału brytyjskich spółek w tych operacjach.

Prowadzący dochodzenie analizują transakcje na kontach, przez które przepływa świętopietrze, czyli datki ze świata na cele wyznaczone przez papieża, a także inne wpływy przekazywane w ramach wsparcia dla Kościoła i działalności dobroczynnej.

Sprawdzane jest to, czy na kontach, na których wpływy ze świętopietrza sięgają nawet 400 milionów euro, doszło do nieprawidłowości.
Źródło info i foto: interia.pl

Daniel M. z wyrokiem. Zamurował 20-latkę w piwnicy i udawał, że uciekła za granicę

W jednym z domów w pomorskim Debrznie odkryto zamurowane w podłodze piwnicy zwłoki kobiety. O zbrodnię od początku podejrzewany był jej mąż, choć on sam utrzymywał, że żona uciekła za granicę, na długie lata zostawiając go samego z córką. Po ponad dwóch latach od makabrycznego odkrycia w sprawie zapadł wyrok.

Wyrok w sprawie Daniela M. zapadł w środę przed południem – 21 lat po zabójstwie 20-letniej Angeliki Jakubowskiej (brat pokrzywdzonej, oskarżyciel posiłkowy wyraził zgodę na publikację danych osobowych). 44-latek oskarżony był też o wyłudzenie alimentów na córkę – łącznie ponad 14,8 tys. zł. Sprawę dokładniej opisywaliśmy w styczniu:

Sąd skazał Daniela M. za zabójstwo na 15 lat pozbawienia wolności, a za wyłudzenie alimentów na 2 lata. Sąd przyjął tu jednak, że z wyłudzenia oskarżony nie uczynił sobie źródła utrzymania i ostatecznie wymierzył mu łączną karę 15 lat pozbawienia wolności.

Co więcej, Daniel M. ma wypłacić 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz córki Angeliki, Magdaleny J. i 50 tys. zł na rzecz brata zamordowanej. Wyrok nie jest prawomocny.

Obie strony zapowiedziały wystąpienie o pisemne uzasadnienie orzeczenia i złożenie apelacji od wyroku. „Materiał dowodowy zebrany w tej sprawie nie pozwala na przyjęcie, by oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu” – ocenił obrońca Daniela M. Marek Kobyłecki. Z kolei prokurator Renata Szamiel podkreśliła, że samo uznanie winy i zamiaru bezpośredniego oskarżonego w procesie poszlakowym „to sukces prokuratury”. Natomiast kwestia kary „nie jest kwestią zakończoną”. Prokuratura zamierza wnieść apelację w zakresie wymiaru kary. A domagała się dożywocia.

Daniel M. nie przyznał się do zabójstwa Angeliki

Brat ofiary – oskarżyciel posiłkowy – w imieniu swoim i drugiego z braci wnosił o dożywocie dla Daniela M., możliwość ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 30 latach odbywania kary, odebranie praw obywatelskich na 10 lat, zakaz zbliżania się do córki zamordowanej na odległość mniejszą niż 50 m, zwrot kosztów pogrzebu siostry oraz zadośćuczynienie, nawiązkę i odszkodowanie w kwocie 5 mln zł. Obrona chciała natomiast uniewinnienia dla swojego klienta. On sam stwierdził, że jest niewinny. Podczas procesu nie przyznał się do zabójstwa.

„Sąd ostatecznie uznał, że wina i sprawstwo co do popełnienia dwóch czynów […] nie budzi wątpliwości” – powiedział w środę sędzia Turczyn. 

Wciąż jednak nie wiadomo, jak doszło do zabójstwa. „Nie ma bezpośredniego dowodu, że do zabójstwa doszło przy użyciu kabla elektrycznego” – powiedział sędzia, wskazując, że taka hipoteza pozostaje wersją przedstawioną przez prokuraturę.

Zbrodnia w Debrznie 

Angelika Jakubowska została zamordowana 2 października 1998 r. i – zdaniem sądu – była to zbrodnia zaplanowana. Daniel M. (przyjął nazwisko drugiej żony) po powrocie z pracy do domu miał udusić swoją żonę wcześniej przygotowanym kablem elektrycznym, zaprosić znajomych, ale tylko do kuchni, by nie budzić śpiącej córki, a zyskać dla siebie alibi.

Gdy poszli w przekonaniu, że Angelika wyjechała do rodziny do Piły, jej zwłoki umieścił w torbie podróżnej. Bez butów i bez biżuterii, z którą Angelika się nie rozstawała. Wieczorem torbę z ciałem zniósł do piwnicy, do nieużywanego pomieszczenia. Widziany przez sąsiadkę, późniejszą partnerkę, wyjaśnił, że idzie po węgiel. Zwłoki żony umieścił w pozostałościach średniowiecznej studni, wylał posadzkę, podłogę wyłożył cegłami. Zmienił kłódkę.

Daniel M. różnym osobom podawał różne wersje co do zniknięcia żony. Świadkowie zeznali, że jednym powiedział, że „wyszła jak stała”, innym, że wyjechała do rodziny do Piły, że pojechała do Niemiec i się „tam prostytuuje” lub że go okradła.

Zaginięcie żony zgłosił 18 października, a dzień później wystąpił do sądu z pozwem o rozwód, który ostatecznie został orzeczony, z jednoczesnym wnioskiem o zasądzenie alimentów od Angeliki J. na rzecz ich małoletniej córki. Potem wnioskował też skutecznie o ich podwyższenie. Łącznie Daniel M. niesłusznie pobrał z Funduszu Alimentacyjnego słupskiego oddziału ZUS kwotę ponad 14,8 tys. zł.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. prywatyzacji Fabryki Łożysk Tocznych. Kilkadziesiąt mln straty

CBA w Lublinie skierowało zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby odpowiedzialne za proces prywatyzacji Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku S.A – poinformował rzecznik Biura Temistokles Brodowski. Według „Magazynu Śledczego Anity Gargas” zawiadomienie dotyczy byłego prezesa Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Wojciecha D. i jego dwóch zastępców.

Jak informuje nas Brodowski, od 24 kwietnia do 9 września 2019 r. funkcjonariusze lubelskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzili kontrolę w Agencji Rozwoju Przemysłu Spółka Akcyjna dotyczącą sprzedaży akcji Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku S.A.

– W 2012 r. zarząd Agencji, pomimo trwającej w Fabryce restrukturyzacji i jej dofinansowaniu kwotą 20 mln zł zdecydował jednak o sprzedaży posiadanych przez siebie akcji fabryki – wskazał.

Zgłosiło się dwóch inwestorów – chiński i słowacki. – Kontrola CBA wykazała, że przeprowadzona sprzedaż akcji FŁT Kraśnik SA została zrealizowana z naruszeniem obowiązującej w ARP SA „Procedury zbywania akcji”. Akcje zostały sprzedane chińskiej korporacji za cenę niższą o blisko 39 mln zł od oferowanej przez słowackiego inwestora. Skutkiem tego wyrządzona została szkoda w majątku Agencji Rozwoju Przemysłu S.A – poinformował rzecznik.

W związku z tym CBA skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez odpowiedzialnych za prywatyzację spółki.
Źródło info i foto: TVP.info

23-latek chciał zabić siekierą policjanta na służbie. Grozi mu dożywocie

Nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności grozi 23-letniemu mieszkańcowi powiatu ropczycko-sędziszowskiego (woj. podkarpackie), podejrzanemu o usiłowanie zabójstwa siekierą policjanta i czynnej napaści na niego. Mężczyzna decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie prok. Artur Grabowski, do zdarzenia doszło 22 września w godzinach wieczornych na posesji w miejscowości Nawsie, w trakcie poszukiwań mężczyzny przez policję. Był on poszukiwany, ponieważ wcześniej samowolnie opuścił szpital psychiatryczny, gdzie przebywał na dobrowolnym leczeniu.

– Gdy policjanci weszli do pomieszczeń położonych na najniższej kondygnacji domu, w którym mieszka podejrzany, jeden z nich, po uchyleniu drzwi, został nagle zaatakowany przez sprawcę, który trzymał nad głową pokaźną siekierę i bez uprzedzenia zamachnął się, celując w okolice głowy – opowiadał prok. Grabowski.

Policjant zasłonił się rękami

Dodał, że zaatakowanemu funkcjonariuszowi udało się częściowo zneutralizować cios, gdy odruchowo zasłonił się rękoma, ale jednak został trafiony ostrzem siekiery w czoło. Później policjant wraz z kolegą z patrolu obezwładnili napastnika.

26-letni funkcjonariusz Komendy Powiatowej Policji w Ropczycach trafił do szpitala z pęknięciem kości czaszki oraz raną czoła po prawej stronie i w okolicy oczodołu. Lekarze oceniają jego stan jako niezagrażający życiu i zdrowiu.

Podejrzany usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa połączony z czynną napaścią na funkcjonariusza policji. Odmówił odniesienia się do treści zarzutów i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień i udzielenia odpowiedzi na pytania. Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt.

Za zarzucany czyn grozi mu kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat więzienia albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

40-latek zasztyletował córkę konkubiny. Mężczyzna przebywa w szpitalu psychiatrycznym

Dramatyczna historia z Jastrzębia Zdroju. Ważą się losy 40-latka z Jastrzębia Zdroju, który w minioną niedzielę zasztyletował 24-latkę w pobliżu ogrodów działkowych. Młoda kobieta szła z psem na spacer. Sprawca znał ją. Była córką jego byłej partnerki. Para rozstała się parę miesięcy temu. Ale 40-latek nie potrafił pogodzić się z tym i postanowił zemścić się na córce konkubiny.

Zabójca zaczaił się w krzakach w pobliżu ogrodów działkowych, gdzie 24-latka wychodziła na spacer z psem. Rzucił się na bezbronną kobietę, gdy mijała go. Zadał jej ciosy nożem prosto w serce. Gdy zorientował się, że córka jego byłej konkubiny nie żyje, pośpiesznie zaczął przeszukiwać internet w telefonie komórkowym szukając adresy do adwokatów.

Przypadkowo trafił na adwokata z Wodzisława Śląskiego. – Zadzwonił do niego i oznajmił, że chce popełnić samobójstwo, bo zabił młodą kobietę – relacjonuje Arkadiusz Kwapiński, zastępca prokuratora rejonowego w Jastrzębiu Zdroju.

Adwokat natychmiast skontaktował się z policją i powiadomił ją o niecodziennym telefonie niemalże w środku nocy. Na miejscu policjanci odnaleźli 40-latka. Wskazał funkcjonariuszom miejsce, gdzie leżała martwa 24-latka.

Obecnie 40-latek przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Tam odbędzie się posiedzenie sądu, który zdecyduje, czy 40-latek odpowie za zabójstwo i trafi do aresztu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Co naprawdę wydarzyło się na łódce Piotra Woźniaka-Staraka?

Kolejna zagadka związana ze śmiercią Piotra Woźniaka-Staraka (†39 l.) została rozwiązana. Do tej pory nie było wiadomo, czy motorówkę, z której wypadł milioner, prowadził on sam, czy tajemnicza Ewa O. (27 l.), która jako jedyna była obecna przy jego wypadku. Jak dowiedział się „Super Express”, kobieta nie usłyszała żadnych zarzutów, a Prokuratura Okręgowa w Olsztynie przesłuchała ją wyłącznie w charakterze świadka.

Piotr utonął w nocy 18 sierpnia na jeziorze Kisajno w pobliżu własnej posiadłości na Mazurach. Mąż Agnieszki Woźniak-Starak (41 l.) miał wypłynąć motorówką z 27-letnią kelnerką, którą poznał chwilę wcześniej w restauracji. Zaproponował, że odwiezie ją do domu.

To właśnie tajemnicza Ewa jako jedyna była obecna przy śmierci producenta filmowego. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie spowodowania wypadku na wodzie ze skutkiem śmiertelnym. Śledczy musieli dokładnie sprawdzić, kto prowadził motorówkę. Jak udało nam się ustalić, Ewa, której udało się dopłynąć do brzegu, nie usłyszała żadnych zarzutów. „W odpowiedzi na Pana mail informuję iż wskazana przez Pana osoba została przesłuchana wyłącznie w charakterze świadka” – poinformował nas Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Teraz jest jasne, że za sterami motorówki stał Piotr, który, jak się okazało, był pod wpływem alkoholu. – Badania chemiczne krwi zmarłego wykazały obecność 1,7 promila alkoholu etylowego, zaś badania chemiczne moczu wykazały obecność 2,4 promila alkoholu etylowego – poinformowano w specjalnym oświadczeniu. Milioner podczas wypadku uderzył głową o śrubę motorówki.
Źródło info i foto: se.pl