Policyjny pościg na S8. Padły strzały

Pościg jak z filmu akcji na S8. 28-latek jechał pod prąd do Warszawy. Zatrzymały go dopiero strzały. Mężczyzna może mieć schizofrenię. Wszystko zaczęło się od tego, że 28-latek wjechał w Jeżewie Starym na drogę ekspresową pod prąd. Jak podaje RMF FM, mężczyzna poruszał się z bardzo dużą prędkością przez ponad 100 kilometrów. Interweniowała policja, która próbowała go zatrzymać. Udało się to dopiero w okolicy Wyszkowa, gdzie funkcjonariusze ustawili specjalną blokadę.

Jak wynika z nieoficjalnych informacji radia, 28-letni kierowca zatrzymał się dopiero wtedy, gdy oddano strzały. Mężczyzna próbował potrącić policjanta.

Na jaw wychodzą też nowe fakty. „28-latek może mieć schizofrenię. Mężczyźnie w tym tygodniu zabrano prawo jazdy, ponieważ nie zatrzymał się do kontroli drogowej” – podaje RMF FM.
Źródło info i foto: wp.pl

Holandia: 58-latek przez lata więził 7 osób na farmie

58-letni mężczyzna, zatrzymany na farmie w Holandii, gdzie siedem osób przez lata żyło w zamknięciu, stanie przed sądem oskarżony o bezprawne pozbawienie wolności oraz szkodzenie zdrowiu swych ofiar – poinformowała w środę holenderska prokuratura.

Nie ujawniono tożsamości mężczyzny, który został zatrzymany we wtorek, gdy wyszło na jaw, że sześć osób w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji w Ruinerwold w prowincji Drenthe na północy kraju.

Podejrzany stanie przed sądem już w czwartek – głosi komunikat prokuratury.

Młodzi ludzie, których przetrzymywał przez dziewięć lat, zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Policja otrzymała informację w sprawie sytuacji na farmie w ostatni weekend. Według lokalnych mediów jedno z rodzeństwa uciekło i poprosiło o pomoc w pobliskiej kawiarni. Jej pracownik powiedział telewizji RTV Drenthe, że zaniedbany, zdezorientowany 25-latek przyszedł do kawiarni i powiedział, że nie był na zewnątrz od dziewięciu lat.

„Widać było, że nie miał pojęcia, gdzie jest, ani co robić” – podkreślił szef lokalu Chris Westerbeek. „Powiedział, że uciekł i pilnie potrzebuje pomocy” – dodał.

Kanał telewizyjny RTV Drenthe poinformował we wtorek, że rodzina najprawdopodobniej mieszkała w piwnicy i żywiła się uprawianymi warzywami. Okoliczni mieszkańcy twierdzą, że widzieli mężczyznę kierującego starym samochodem. Utrzymują, że mówił on po niemiecku. W Ruinerwold mieszka około 4 tys. osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest akt oskarżenia ws. SK Banku w Wołominie

93 oskarżonych, 1,6 mld zł szkody majątkowej i 1256 przestępstw. Prokuratorzy skierowali do sądu akt oskarżenia w sprawie SK Banku w Wołominie – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Gazeta przypominała, że upadek Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa (SK Bank) w Wołominie to jedna z największych afer finansowych ostatnich lat.

Dziennikowi udało się ustalić, że po prawie czterech latach pracy śledczych z Prokuratury Regionalnej w Warszawie i funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego z Katowic podejrzani zasiądą na ławie oskarżonych.

„Do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga skierowano akt oskarżenia przeciwko 93 osobom, którym zarzuca się popełnienie łącznie 1256 przestępstw związanych z wyrządzeniem szkody majątkowej wielkich rozmiarów SK Bankowi” – potwierdziła prokurator Agnieszka Konopka-Zabłocka, rzeczniczka prasowa PR w Warszawie.

Strata największego banku spółdzielczego, który upadł w 2015 r., na przestępczym procederze wynosi co najmniej 1,6 mld zł. Tyle udało się prokuratorom ustalić w oparciu o materiał dowodowy.

Gazeta informuje, że oskarżonym grozi od roku do 10 lat więzienia i kara grzywny. Akt oskarżenia liczy aż 684 strony, a materiał dowodowy wypełnia 361 tomów akt.

Chociaż na ławie oskarżonych zasiądzie ponad 90 osób, to z ustaleń gazety wynika, że prokuratorzy wyodrębnili kilkuosobową grupę, która była mózgiem całego procederu. Wśród nich są byli: prezes banku Jan B., wiceprezes Elżbieta K. czy Sławomir D., założyciel firmy deweloperskiej Dolcan, która była beneficjentem kredytów udzielanych przez SK Bank.

Czynności w sprawie wołomińskiego SK Banku prowadzili funkcjonariusze katowickiej delegatury CBA.

– Śledztwo zostało wszczęte 28 kwietnia 2015 r. w skutek zawiadomienia złożonego przez Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Powodem złożenia zawiadomienia były wyniki kontroli prowadzonej przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, które uprawdopodobniały możliwość popełnienia przez Zarząd Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie. W kwietniu 2016 r. Prokuratura Regionalna w Warszawie powierzyła to śledztwo do prowadzenia w całości Delegaturze CBA w Katowicach – poinformował portal tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski.

Do akt toczącego się postępowania dołączono także zawiadomienie od zarządu komisarycznego Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie o możliwości popełnienia przestępstwa przez były zarząd Banku, a także materiały z postępowania prowadzonego przez katowicką delegaturę CBA w sprawie nieprawidłowości w Banku Spółdzielczym w Nadarzynie.

Brodowski przypomniał, że w toku prowadzonego postępowania przedstawiono zarzuty łącznie ponad 120 podejrzanym, z czego 110 zostało zatrzymanych przez funkcjonariuszy katowickiej Delegatury CBA. – Sądy zastosowały wobec 40 podejrzanych tymczasowe aresztowanie. Do teraz w areszcie przebywają były prezes zarządu SK Banku Jan B., były dyrektor jednego z oddziałów Wiesław W. oraz przedsiębiorca z branży deweloperskiej Sławomir D – wskazał.

Na poczet przyszłych kar i środków karnych w postaci obowiązku naprawienia szkody zabezpieczono majątek podejrzanych o wartości około 50 mln zł. –W toku całego śledztwa przedstawione zarzuty dotyczyły m.in. udzielenia kredytów o wartości ponad 2 mld zł. w sposób niegospodarny, w efekcie czego wyrządzono szkodę w majątku banku o wartości przekraczającej 1,75 mld zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Funkcjonariusze CBŚP i KAS zatrzymali 3 osoby ws. prania pieniędzy

Funkcjonariusze CBŚP i dolnośląskiej KAS zatrzymali trzy osoby i zabezpieczyli ponad 160 tys. zł. Podejrzani usłyszeli zarzuty m.in. prania pieniędzy. Zostali aresztowani. Akcja odbyła się w ramach śledztwa, w którym zatrzymano już 17 osób i łącznie przedstawiono 64 zarzuty.

W ramach rozpracowywania zorganizowanej grupy przestępczej policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji Zarządu we Wrocławiu i funkcjonariusze Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu, zatrzymali trzy osoby. Według śledczych, członkowie tej grupy zajmowali się oszustwami, praniem pieniędzy i wyłudzeniem podatku VAT. Jeden z zatrzymanych mężczyzn jest podejrzany o kierowanie grupą i nadzorowanie przestępczego procederu.

Duże straty Skarbu Państwa

Z ustaleń funkcjonariuszy Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu i policjantów z Centralnego Biura Śledczego Policji wynika, że członkowie grupy łamali prawo w zakresie wyłudzenia nienależnego zwrotu podatku od towarów i usług poprzez organizowanie fikcyjnego łańcucha transakcji w obrocie śrutą sojową, powodując straty Skarbu Państwa. Pieniądze pozyskiwane z przestępstw, lokowano w innych interesach. Funkcjonariusze dolnośląskiej KAS oszacowali, że członkowie grupy mogli „wyprać” ponad 37 mln zł.

Z ustaleń śledztwa wynika, że każdy z zatrzymanych w minionym tygodniu miał określoną rolę w grupie. Jacek B. ps. „Lelek”, według śledczych, był „głową zarządu” grupy oraz osobą, która prawdopodobnie finansowała cały proceder. Kamil B. miał czuwać nad sprawną działalnością grupy, natomiast Tomasz D. miał zapewniać bezpieczeństwo pozostałym członkom grupy oraz załatwiał wszelkie sprawy „wierzytelności”.

Podczas przeszukań miejsc zamieszkania i użytkowania podejrzanych zabezpieczono pieniądze w kwocie ponad 160 tys. zł oraz mienie ruchome na kwotę około 25 tys. zł.

Prokurator Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu, przedstawił zatrzymanym zarzuty dotyczące nie tylko udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, ale także prania pieniędzy oraz o charakterze karno-skarbowym. Na podstawie zebranego materiału dowodowego Sąd Rejonowy dla Wrocławia Śródmieścia zastosował tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy wobec wszystkich zatrzymanych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Seria tajemniczych zgonów w firmie kurierskiej

W ciągu jednej doby w centrum logistycznym firmy kurierskiej Hermes w miejscowości Haldensleben w Saksonii-Anhalt zmarło dwóch pracowników. Początkowo pojawiła się wersja, że śmierć mogła spowodować toksyczna substancja z jednej z przesyłek. Do pierwszego zgonu doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. 58-letni mężczyzna pracujący na nocnej zmianie nagle zasłabł i niedługo potem zmarł. Był on technikiem i nie miał kontaktu z paczkami.

Z kolei we wtorek po południu w jednym z samochodów transportowych na terenie centrum logistycznego znaleziono zwłoki 45-letniego mężczyzny.

Policja natychmiast zaczęła badać, czy dwa zgony mogą mieć ze sobą związek. Początkowo pojawiła się wersja, że śmierć została spowodowana przez toksyczną substancję w jednej z przesyłek. Zostało to jednak zdementowane. Podobnie jak plotka, że ofiary zatruły się gazem.

„W tym momencie nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jaka była przyczyna śmierci obu tych mężczyzn. Wszystko wskazuje jednak na to, że jest to nieszczęśliwy zbieg okoliczności i że w obu przypadkach nastąpiła ona z przyczyn naturalnych” – POWIEDZIAŁ RZECZNIK DYREKCJI OKRĘGOWEJ POLICJI W MAGDEBURGU, STOLICY SAKSONII-ANHALT

Jak dodał, do Haldensleben przybyli funkcjonariusze berlińskiej jednostki zajmujący się badaniem miejsc zbrodni. Poinformował też, że obaj zmarli byli obywatelami Niemiec.

Ciała zmarłych zostaną poddane sekcji. Jej ustalenia mają być znane w czwartek.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Podkarpacie: 35-latka zabiła nożem 2-letniego syna

Matka wzięła Wiktorka (†2 l.) na kolana, sięgnęła po nóż i zadała cios. Potem znowu i znowu… Osiem razy zatopiła ostrze w ciałku Chłopca, a potem wbiła je sobie w brzuch. Andrea P. (35 l.), mieszkająca w Śliwnicy na Podkarpaciu Brazylijka, nie miała litości dla własnego dziecka. Dlaczego to zrobiła? Śledczy nie wykluczają, że chciała w ten sposób odegrać się na… teściowej!

Andrea P. (35 l.) w Śliwnicy pojawiła się dwa lata temu. Z Brazylii przyjechała za pracą. Znalazła ją w znanej przemyskiej firmie produkującej galanterię skórzaną. Zakochała się w Piotrze (36 l.) i wkrótce na świecie pojawił się Wiktorek. Para pobrała się i zamieszkała w rodzinnym domu męża, razem z jego matką i siostrą.

Sielanka nie trwała długo

Wydawało się, że małżeństwo jest szczęśliwe. – Wspólnie chodzili na spacery, z troską zajmowali się dzieckiem – mówią sąsiedzi. Sielanka nie trwała długo. W rodzinie zaczęły pojawiać się konflikty, do których włączała się teściowa.

– Zarzucała młodej matce, że źle wychowuje jej wnuka i źle taktuje jej syna – mówiła na początku śledztwa prokurator Marta Pętkowska.

Babcia doniosła nawet na synową do opieki społecznej. Do tego doszła zazdrość. Brazylijka w nocy przed zabójstwem pokłóciła się z mężem. Kiedy ten pojechał na szkolenie wojsk obrony terytorialnej, postanowiła ich dziecko zabić. Zmasakrowała Wiktorka, a potem podpaliła garderobę i sama się lekko zraniła się w brzuch.

Dziecko i matkę z płonącego pokoju wyniósł z kolegą mąż kobiety, który właśnie wrócił do domu. – Ratujcie moje dziecko! – krzyczał do ratowników zrozpaczony ojciec.

Zbrodnia i kara

Chłopczyk trafił do szpitala w stanie agonalnym. Nie udało się go ocalić. Andrei P. nic poważnego się nie stało. Biegli uznali, że jest poczytalna. Prokuratura oskarżyła ją o zbrodnię z motywów zasługujących na szczególne potępienie.

Teraz ogłoszono wyrok. Sąd Okręgowy w Przemyślu nie miał wątpliwości, że Brazylijka zasłużyła na surową karę. Skazał ją na 25 lat więzienia.

– Andrea P. była oskarżona o zbrodnię z motywów zasługujących na szczególne potępienie. Ze względu na dobro rodziny dziecka oraz charakter sprawy proces toczył się z wyłączeniem jawności. Także niejawne pozostało uzasadnienie wyroku – mówi Małgorzata Reizer, rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gliwice: Ciało znalezione w rzece

W niedzielę policjanci z Zespołu ds. Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach prowadzili działania związane ze znalezieniem w rzece Kłodnica zwłok mężczyzny. Funkcjonariusze proszą o pomoc w rozpoznaniu denata.

Jak podają funkcjonariusze makabrycznego odkrycia dokonano w niedzielę (13 października) w Kłodnicy, na wysokości garażów przy ulicy Nadrzecznej w Gliwicach. Policjanci proszą o pomoc, by ustalić tożsamość zmarłego mężczyzny.

Rysopis: wiek z wyglądu 30-40 lat, wzrost 165-175 cm, waga ok. 70-90 kg, krępa budowa ciała, twarz okrągła, cera jasna, czoło wysokie cofnięte, głowa ogolona, uzębienie pełne.

Ubiór: wełniany sweter – ciemnoszary w jasne poprzeczne paski, sportowe, ciemne, długie spodnie z gumowym ściągaczem w pasie, ciemne skarpety do kostek, sznurowane sportowe obuwie koloru ciemnego z białą podeszwą oraz szarym wzorem w postaci łyżwy firmy „Kalenji”.

Policjanci proszą, aby informacje mogące przyczynić się do ustalenia tożsamości mężczyzny, kierować do Wydziału Kryminalnego KMP Gliwice, ul. Powstańców Warszawy 12, tel. 32 336 93 42, 32 336 93 09, 32 336 93 29, 32 336 92 99, całodobowy – 32 336 92 55 lub do najbliższej jednostki policji. Kontakt mailowy: kryminalny@gliwice.ka.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: se.pl

Seria pobić sędziów w najniższych ligach piłkarskich

– Pobicie to bandytyzm, który powinien być karany przez państwo. Apeluję, by sędziowie zgłaszali nawet drobne akty przemocy. Pomóc mogłoby uznanie sędziego funkcjonariuszem publicznym. Surowe kary odstraszyłyby tchórzy – opowiada Szymon Marciniak.

Skandaliczną sprawę pobicia młodego sędziego piłkarskiego opisaliśmy w poniedziałek na łamach WP SportoweFakty. Do zdarzenia doszło w Jarosławsku (powiat Choszczno) podczas meczu klasy B: Pomorzanka Jarosławsko – Zorza II Dobrzany. Podczas amatorskiego grania na najniższym poziomie ligowym w naszym kraju 17-letni, dopiero stawiający pierwsze kroki w sędziowskim fachu arbiter Szymon Pawłowski został uderzony głową w twarz przez jednego z gospodarzy. Inny gracz zespołu z Jarosławska chwilę później opluł arbitra.

Wszystko działo się w końcówce meczu. Sędzia na sekundy przed ostatnim gwizdkiem ukarał miejscowego zawodnika żółtą kartką za wulgarne zachowanie. A ten, w odwecie, rozpędził się i z pełnym impetem uderzył głową arbitra w twarz. Sędzia padł zamroczony na murawę. Sprawa trafiła do prokuratury. Z naszych informacji wynika, że 17-latek ma złamany nos.

W ostatnich miesiącach o podobnych zdarzeniach informowaliśmy już wielokrotnie. Nie ma weekendu z piłkarskimi rozgrywkami, w którym nie dochodzi do bardziej bądź mniej poważnych incydentów. W ostatnich dniach nagromadzenie tak skandalicznych zdarzeń było jednak wyjątkowe, w najniższych klasach rozgrywkowych pobitych zostało co najmniej kilku sędziów. Solidarność z kolegami z niższych klas rozgrywkowych wyraził Szymon Marciniak, aktualnie najlepszy polski arbiter, regularnie prowadzący mecze na poziomie Ligi Mistrzów.

– Przemoc jest absolutnie niedopuszczalna i nie mam tu na myśli tylko przemocy fizycznej. Pobicie to bandytyzm, który powinien być karany przez państwo. W tym aspekcie mogłoby pomóc uznanie sędziego piłkarskiego za funkcjonariusza publicznego. To rozwiązania stosowane już na świecie, chociażby we Francji. Surowe kary na pewno odstraszyłyby tchórzy. Nie waham się tak nazwać tych ludzi. Uderzenie młodego człowieka, dopiero uczącego się sędziowania, nie potrafiącego i nie mogącego się bronić to tchórzostwo! – mówi nam Marciniak. I za naszym pośrednictwem przekazuje swoim kolegom ważne słowa.

– Apeluję do sędziów, by zgłaszali wszystkie, nawet drobne przypadki przemocy. Oraz by wydziały dyscypliny lokalnych związków surowo traktowały agresorów – dodaje najlepszy polski sędzia. Słowa Marciniaka nie biorą się znikąd. Dotychczas bardzo często zdarzało się, że przerażeni, młodzi sędziowie, którzy doświadczyli na boisku przemocy, zastraszeni nie zgłaszali sprawy ani przełożonym, ani policji. Znane są niestety także przypadki, w których agresorzy karani byli żenująco niskimi karami.

Według Marciniaka osobnym aspektem jest przemoc psychiczna. – Wyzwiska, szyderstwa, zastraszanie, a jest to na stadionach normą – czy o to chodzi w sporcie? Niech każdy zastanowi się, dlaczego gra w piłkę i jakie emocje powinien budzić sport. Jakie postawy i zachowania budować. Jaki przykład chcemy dawać młodzieży? Przyzwolenie na traktowanie młodych sędziów jako obiektu drwin i osób, na których można się wyżyć za wszystkie prawdziwe i urojone krzywdy, musi się skończyć! Rugby, sport który jest dużo bardziej kontaktowy, nie ma tego typu problemu. Może czas na analizę, z czego to wynika? – zauważa Marciniak.

Problem agresji wobec sędziów znany jest w środowisku od zawsze. W ostatnich latach przybrał jednak na sile. Do tego stopnia, że arbitrzy z najniższych lig utworzyli przy facebookowej stronie „Zawód-Sędzia” specjalną grupę wsparcia.

– Nasz kolega Paweł Aptowicz z Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej jest sędzią piłkarskim, ale prywatnie także prawnikiem. Zdeklarował pomoc wszystkim sędziom, którzy doznali agresji i przemocy na boisku. Jest w stanie pomóc poprzez przygotowanie odpowiednich dokumentów i skierowanie do odpowiednich organów. Z kolei my jako prowadzący stronę zapewniamy wsparcie mentalne i chcemy nagłaśniać pozytywną ideę – mówi nam Tomasz Szpunar, sędzia prowadzący mecze na piątym poziomie rozgrywkowym w Polsce.

Idea to pozytywna i szczytna, ale czas, by sprawą poważnie zainteresował się także Polski Związek Piłki Nożnej.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Prokurator, który oskarżał Tomasza Komendę, został zawieszony za jazdę pod wpływem

Wrocławska policja zatrzymała w sobotę samochód, którego kierowca – jak podejrzewali funkcjonariusze – mógł prowadzić po wpływem alkoholu. Według nieoficjalnych informacji to prokurator, który był oskarżycielem Tomasza Komendy. Został zawieszony w obowiązkach.

Policjanci wrocławskiej drogówki zatrzymali kierowany przez mężczyznę samochód, ponieważ jego zachowanie wskazywało, że może być nietrzeźwy. Potwierdziło to badanie alkomatem, które wykazało, że ma 0,59 promila alkoholu w organizmie. Zgodnie z prawem kierowca mający we krwi więcej niż 0,5 promila popełnia przestępstwo i może grozić za to nawet więzienie.

Jak informuje „Gazeta Wrocławska”, kierowca to prokurator, który w 2001 roku wystosował akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi Komendzie. Komenda został skazany niesłusznie, jako okazało się po 18 latach odbywania przez niego wyroku więzienia.

Z kolei wedle informacji wrocławskiej „Gazety Wyborczej” prokurator został zawieszony. Prokuratura we Wrocławiu czeka na wyniki badań toksykologicznych krwi. Jeśli potwierdzą się podejrzenia, to – poza sprawą karną – może mu grozić wydalenie z zawodu.

Sprawa Tomasza Komendy

Komenda został aresztowany w 2000 roku. Postawiono mu zarzuty gwałtu i zabójstwa 15-latki w Miłoszycach na Dolnym Śląsku. Cztery lata później został skazany na karę 25 lat więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Po 18 latach, jego sprawa została ponownie rozpatrzona. Okazało się wówczas, że Komenda jest niewinny. Został uniewinniony przez Sąd Najwyższy w maju 2018 roku.

Tomasz Komenda domaga się od Skarbu Państwa rekordowo wysokiego zadośćuczynienia w wysokości 18 milionów złotych – po milionie za każdy rok spędzony w więzieniu, a także odszkodowania w wysokości ok. 812 tys. złotych – kwoty, którą mógłby zarobić, gdyby przez te lata pracował. Opolski Sąd Okręgowy we wrześniu przesłuchał dwóch więźniów, którzy odsiadywali karę w tych samych zakładach karnych, co Komenda, o czym Onet poinformował Zbigniew Ćwiąkalski, pełnomocnik niesłusznie skazanego. Teraz, powołani biegli mają ocenić, jak te 18 lat wpłynęło na zdrowie Komendy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl