Lublin: Zwłoki dziecka w hostelu. Wszystko wskazuje na zabójstwo

Policjanci oraz prokuratura ustalają szczegółowe okoliczności śmierci 10-letniego dziecka, które odkryto w centrum Lublina. Trwają też poszukiwania rodziców dziecka.

W piątek około godziny 14 policjanci zostali powiadomieni o zwłokach dziecka znalezionych w hostelu przy ul. Orlej w Lublinie. Jak nas poinformowano, ciało 10-latka znajdowało się w jednym z pokoi. Leżało przykryte na łóżku. Przeprowadzone na miejscu oględziny wstępnie wykazały, że dziecko mogło stracić życie w wyniku czynu przestępczego. Najprawdopodobniej zostało uduszone. Szczegółowe okoliczności jego śmierci będą jednak dokładnie określone po przeprowadzeniu sekcji zwłok.

Na miejscu pracują policjanci. Technicy zabezpieczają wszystkie ślady, przesłuchiwane są również osoby, które przebywały w budynku. Czynności nadzorowane są przez prokuraturę. Trwają też poszukiwania rodziców dziecka.
Źródło info i foto: lublin112.pl

Zwłoki dwóch osób znalezione w mieszkaniu w Bielsku-Białej

– Dwa ciała w bardzo daleko posuniętym rozkładzie znaleziono w mieszkaniu na peryferiach Bielska-Białej – poinformował w sobotę rzecznik bielskiej policji asp. szt. Roman Szybiak. Przyczyna śmierci nie jest znana. Zostanie przeprowadzona sekcja zwłok.

– W piątek po południu administrator bloku zawiadomił, że z jednego z mieszkań wydobywa się nieprzyjemny zapach. Na miejsce przyjechali policjanci i strażacy. Mieszkanie było zamknięte. Funkcjonariusze weszli przez okno. Wewnątrz znaleźli dwa ciała w bardzo daleko posuniętym rozkładzie. Policjanci z udziałem prokuratora przeprowadzili oględziny kryminalistyczne – powiedział Szybiak.

Właścicielka mieszkania i jej znajomy

Rzecznik bielskich policjantów dodał, że prokurator zarządził sekcję zwłok. Przyczyna śmierci nie jest znana. – Do czasu jej wykonania nawet sama identyfikacja zmarłych nie została przeprowadzona – zaznaczył.

Według nieoficjalnych informacji martwe osoby to blisko 60-letnia właścicielka mieszkania oraz jej nieco młodszy znajomy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Atak nożownika na London Bridge. Nie żyją dwie osoby

London Bridge, London, GBR, 2019_11_29, An attack has occured at London bridge and Borough market. A van driver witnessed the man with a knife attacking people in fron of his van. The metropolitan police has locked down the area.. ? Pierre Alozie / eyevine

Dwie przypadkowe osoby zginęły, a trzy zostały ranne w ataku terrorystycznym, do którego doszło w piątek wczesnym popołudniem na Moście Londyńskim (London Bridge). Sprawca, który uzbrojony był w nóż i miał atrapy ładunków wybuchowych, został zastrzelony przez policję.

W dalszym ciągu nie wiadomo, w jakich okolicznościach zabite zostały te dwie osoby ani kim one są. Kilka minut przed wydarzeniami na moście sprawca prawdopodobnie dokonał ataku w jednym z pobliskich budynków, jednak szczegóły tego na razie nie zostały podane.

O tym, co stało się na samym moście, wiadomo znacznie więcej, bo zostało to uchwycone na nagraniach wideo, zarejestrowanych przez przypadkowe osoby. Wygląda, że sprawca próbował zaatakować sporej wielkości nożem przypadkowych przechodniów, którzy jednak korzystając z przedmiotów, jakie akurat mieli pod ręką – parasola, kija czy gaśnicy samochodowej – powalili go na ziemię i wyrwali z ręki nóż. Chwilę później przybyli na miejsce funkcjonariusze – obawiając się, że może on zdetonować ładunki wybuchowe, zastrzelili sprawcę.

Nie jest jasne, czy jego ofiary zmarły w trakcie pierwszej części ataku, czy też może zostały śmiertelnie ugodzone przez terrorystę podczas szamotaniny z nim na moście.

Nie jest jasne też na razie, czy ciężarówka, która na przekazywanych obrazach wideo stała w poprzek mostu i została otoczona przez uzbrojoną policję, miała jakikolwiek związek z atakiem. Bohaterstwo przypadkowych przechodniów, którzy ryzykując własnym życiem rzucili się, aby obezwładnić uzbrojonego terrorystę, spotkało się z powszechnym uznaniem polityków ze wszystkich opcji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. Mariana Banasia

Szef NIK Marian Banaś będzie musiał wytłumaczyć się przed śledczymi ze swoich oświadczeń majątkowych. CBA doszukało się w nich nieprawidłowości. Lista zarzutów jest długa. CBA podejrzewa szefa NIK o złożenie nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz nieudokumentowanych źródeł dochodu.

„28 listopada 2019 roku CBA zakończyło procedurę kontroli oświadczeń majątkowych Mariana Banasia, składanych przez niego w latach 2015-2019. Kontrola wykazała nieprawidłowości, które – w ocenie CBA – uzasadniają skierowanie sprawy do prokuratury” – czytamy w komunikacie biura.

Jak dodano: „W toku czynności pokontrolnych opisanych w art. 45 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym kontrolowany Marian Banaś złożył 23 października 2019 roku zastrzeżenia do ustaleń CBA. Zastrzeżenia te zostały w całości odrzucone przez Biuro, o czym kontrolowany został poinformowany 28 listopada 2019 roku.”

Premier Mateusz Morawiecki zapytany o to, jakie działania podejmie PiS, jeśli Marian Banaś nie zdecyduje się ustąpić ze stanowiska szefa NIK zapewnił, że w tym przypadku zostanie zastosowany plan B.
Źródło info i foto: Money.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko 41-latkowi, który podejrzany jest o zgwałcenie 7-letniej dziewczynki

Prokuratura Rejonowa w Pułtusku skierowała do Sądu Okręgowego w Ostrołęce akt oskarżenia przeciwko Pawłowi P. 41-latek jest podejrzany o zgwałcenie 7-letniej dziewczynki.

„Mężczyzna w marcu 2019 r. przy użyciu przemocy polegającej na przytrzymywaniu dziewczynki, kilkukrotnie doprowadził ją do obcowania płciowego i innych czynności seksualnych” – poinformowała w piątek Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce.

Paweł P. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. „W złożonych wyjaśnieniach zaprzeczył, by kiedykolwiek dopuścił się zachowań seksualnych wobec małoletniej dziewczynki” – podała prokuratura.

41-latek trafił do aresztu. Grozi mu kara do 15 lat więzienia.
eŹródło info i foto: RMF24.pl

Handlowali dopalaczami w sieci. Towar przesyłali przez paczkomaty

Handlowali dopalaczami przez internet, a towar dostarczali do paczkomatów. Od 2017 roku sprzedali substancje za ponad 2,5 mln zł. Wpadli w ręce policji.

Policja w Szczecinie zatrzymała cztery osoby w śledztwie dotyczącym sprzedaży „dopalaczy” przez internet. Po doprowadzaniu do prokuratury zatrzymani usłyszeli zarzuty. Na wniosek prokuratora wobec czterech osób zastosowano tymczasowe aresztowanie.

W toku postępowania prokurator ustalił, że zorganizowana grupa przestępcza działała od początku 2017 roku. Jak informuje na swojej stronie Prokuratura Krajowa, członkowie grupy zajmowali się prowadzeniem strony pasjonat.ee, za pośrednictwem której użytkownicy mogli nabywać tzw. dopalacze. Do dystrybucji wykorzystywali paczkomaty, w których dopalacze miały być odbierane.

Ponadto grupa zajmowała się wykorzystywaniem rachunków bankowych założonych na tzw. słupy oraz rachunków w serwisach służących wymianie kryptowalut, celem legalizacji uzyskiwanych korzyści majątkowych, a następnie wypłacaniem ich. Działania te miały utrudniać stwierdzenie przestępczego pochodzenia tych środków.

Prokurator ustalił, że grupa sprzedała dopalacze o wartości ponad 2,5 miliona złotych. Środki te stwarzały zagrożenie dla życia lub zdrowia wielu osób.

Prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań w tej sprawie.

Usłyszeli zarzuty

Na polecenie prokuratora funkcjonariusze policji dokonali przeszukań w 13 miejscach zamieszkania jak i prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby zajmujące się obrotem dopalaczami. Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób kwalifikowane z art. 165 par. 1 pkt 2 kodeksu karnego, tzw. prania brudnych pieniędzy kwalifikowane z art. 299 par. 1 i 5 kk oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej kwalifikowane z art. 258 par. 1 kk.

Czyny zarzucane podejrzanym zagrożone są karą nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

6 pracowników Urzędu Skarbowego w Ostrowi Mazowieckiej oskarżonych o korupcję

Prokuratura w Ostrołęce oskarżyła sześć osób w związku z aferą korupcyjną w Urzędzie Skarbowym w Ostrowi Mazowieckiej. Wśród oskarżonych jest b. naczelnik urzędu skarbowego, jeden z pracowników oraz czterech przedsiębiorców z powiatu ostrowskiego.

Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do Sądu Rejonowego w Ostrowi Mazowieckiej – poinformowała PAP w czwartek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce Elżbieta Edyta Łukasiewicz.

Byłemu naczelnikowi Urzędu Skarbowego w Ostrowi Radosławowi J. zarzucono popełnienie w 2017 i 2018 r. dziesięciu przestępstw. Chodzi m.in. o przyjęcie korzyści majątkowych na kwotę ponad 200 tys. zł w zamian za pozytywne zakończenie kontroli skarbowych w kilku firmach w pow. ostrowskim.

Według śledczych b. naczelnik US miał też m.in. przekroczyć swoje uprawnienia oraz powoływać się na wpływy w Ministerstwie Finansów, żądając łapówek w łącznej kwocie 2 mln zł za załatwienie spraw. Prokuratura oskarżyła również b. pracownika działu egzekucji w ostrowskim US, Zygmunta P. Zarzucono mu przyjęcie korzyści majątkowych w kwocie 150 tys. zł. Według śledczych urzędnik miał też kilkukrotnie pomagać naczelnikowi urzędu skarbowego w przyjęciu łapówek.

Obaj funkcjonariusze zostali też oskarżeni o „udzielenie innej osobie i posiadanie amfetaminy”. Zygmunt P. miał ją przechowywać w budynku urzędu skarbowego.

Aktem oskarżenia objęto też czterech przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą w pow. ostrowskim. Prokuratura zarzuciła im popełnienie tzw. łapownictwa biernego. Przedsiębiorcy zostali oskarżeni o przekazanie korzyści majątkowych naczelnikowi urzędu skarbowego w kwocie nie mniejszej niż 70 tys. zł. Mieli też w ramach łapówki przeprowadzić na swój koszt prace remontowo-budowlane posesji należącej do naczelnika urzędu skarbowego.

Radosław J. i Zygmunt P. zostali w ub. roku zatrzymani na gorącym uczynku przez funkcjonariuszy CBA. Początkowo byli tymczasowo aresztowani. W toku śledztwa areszt został zamieniony na środki wolnościowe, tj. poręczenie majątkowe, zakaz opuszczania kraju oraz dozór policji.

B. naczelnikowi i b. pracownikowi urzędu skarbowego grozi do 10 lat więzienia, a przedsiębiorcom – do 8 lat pozbawienia wolności. Większość z oskarżonych nie przyznała się do zarzucanych im czynów.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Prezydent USA chce uznać meksykańskie kartele narkotykowe za organizacje terrorystyczne

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że meksykańskie kartele narkotykowe zostaną w USA uznane za organizacje terrorystyczne. O tym, że Meksyk „nigdy nie zaakceptuje” takiego kroku, mówił wcześniej prezydent tego kraju Andres Manuel Lopez Obrador.

Trump poinformował o decyzji w wyemitowanym we wtorek wywiadzie, który przeprowadził z nim konserwatywny dziennikarz Bill O’Reilly.

– Pracowałem nad tym przez ostatnie 90 dni – zastrzegł prezydent. Dodał, że proces uznania karteli za organizacje terrorystyczne „nie jest łatwy”, ale jest już na zaawansowanym etapie.

Przed deklaracją Trumpa prezydent Meksyku oświadczył w poniedziałek, że jego kraj „nigdy nie zaakceptuje” uznania przez USA karteli za organizacje terrorystyczne.

W taki krok władz USA powątpiewał szef MSZ Meksyku Marcelo Ebrard. – Nie wydaję mi się, że Stany Zjednoczone pójdą taką ścieżką, gdyż pracujemy razem i nie myślę, że (Stany Zjednoczone) chcą otworzyć dla Meksyku możliwość powoływania się na te same zasady prawne – mówił w poniedziałek.

Po masakrze dziewięciorga amerykańskich mormonów na północy Meksyku na początku listopada Trump napisał na Twitterze, że USA są gotowe udzielić Meksykowi pomocy wojskowej. Do masakry doszło w regionie, w którym walczą ze sobą kartele narkotykowe.

„Dla Meksyku to czas, by z pomocą USA wszcząć WOJNĘ z kartelami i zetrzeć je z powierzchni ziemi. Czekamy tylko na telefon prezydenta!” – wzywał wtedy Trump.

Zgodnie z amerykańskim prawem członkowie organizacji terrorystycznych nie mają prawa wjazdu na terytorium Stanów Zjednoczonych. Nielegalne jest też wspieranie takich grup przez obywateli USA. Finansowe instytucje w USA mają również obowiązek zamrażania środków osób powiązanych z organizacjami terrorystycznymi.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci CBŚP zatrzymali członków gangu podejrzanego o organizowanie nielegalnego hazardu

Ponad 200 automatów do gier, gotówkę i rewolwer zarekwirowali funkcjonariusze CBŚP z Kielc oraz świętokrzyskiej i podkarpackiej KAS, rozbijając zorganizowaną grupę przestępczą, której członkowie podejrzani są o organizowanie nielegalnego hazardu. Podczas akcji zatrzymano 12 osób. Z ustaleń śledczych wynika, że podejrzani mogli działać od 2015 roku.

Funkcjonariusze działający pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Krakowie, ustalili osoby podejrzane o przestępstwa skarbowe, głównie o organizowanie nielegalnego hazardu w kilku obiektach na terenie woj. świętokrzyskiego oraz podkarpackiego

Przeszukano 17 mieszkań podejrzanych i lokale z automatami

Czynności w śledztwie prowadzone są od wielu miesięcy. Podczas wspólnych działań Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Krajowej Administracji Skarbowej zabezpieczono na terenie podkarpacia ponad 60 automatów do gier oraz znajdujące się w nich pieniądze. Natomiast na terenie woj. świętokrzyskiego zabezpieczono 158 automatów do gier i przejęto gotówkę z maszyn.

Po zebraniu materiału dowodowego przygotowano akcję, podczas której zatrzymano 12 osób w wieku od 21 do 47 lat. Na terenie województw świętokrzyskiego, podkarpackiego i mazowieckiego przeszukano 17 miejsc zamieszkania podejrzanych oraz lokali z automatami, w których urządzano nielegalny hazard, zabezpieczając przy tym telefony komórkowe, rewolwer, automaty do gier hazardowych i dokumentację księgowo-finansową.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe fakty ws. noworodka porzuconego w ogródkach działkowych

Był czwartek, 7 listopada. Mężczyzna idąc ogródkami działkowymi na warszawskim Targówku usłyszał płacz dziecka. Po chwili znalazł nagiego noworodka w plastikowej reklamówce. Na miejsce przyjechała policja i pogotowie ratunkowe. Dziewczynka na szczęście jeszcze żyła. Najprawdopodobniej urodziła się zaledwie kilka godzin wcześniej. Wyziębione niemowlę natychmiast trafiło do szpitala, to tu personel dał jej na imię Zofia. Jej historia wstrząsnęła mieszkańcami Warszawy. Jak potoczyły się losy małej dziewczynki?
Źródło info i foto: Fakt.pl