Atak nożownika w Hongkongu. Ranne 4 osoby

Nożownik ranił cztery osoby podczas kolejnego antyrządowego protestu w jednym z centrów handlowych w Hongkongu. Do zdarzenia doszło najprawdopodobniej na tle sporu politycznego – wskazują lokalne media.

Łącznie rannych zostało sześć osób: cztery poszkodowane przez nożownika, napastnik, którego pobił wściekły tłum, i mężczyzna, który próbował go ochronić – pisze gazeta „South China Morning Post”. Według miejscowego nadawcy RTHK wśród rannych jest prodemokratyczny przedstawiciel lokalnych władz Andrew Chiu Ka-yin, któremu odgryziono kawałek ucha.

Nożownik został aresztowany. Funkcjonariusze do rozpędzenia zgromadzonych użyli gazu łzawiącego.

„SCMP”, powołując się na słowa jednej z poszkodowanych, pisze, że napastnik wyjął nóż po kłótni. Według portalu Hong Kong Free Press mówił on po mandaryńsku i deklarował poparcie dla władz w Pekinie.

Do zdarzenia doszło w centrum handlowym Cityplaza, gdzie pokojowy początkowo protest, w ramach którego skandowano prodemokratyczne hasła i utworzono ludzki łańcuch, przerodził się w zamieszki. Policja zatrzymała kilka osób i poinformowała, że uczestnicy akcji zdemolowali jedną z restauracji.

Reuters relacjonuje, że jeden z mężczyzn był bity kijami przez protestujących, inny leżał w kałuży krwi na chodniku.

Do przepychanek i aktów wandalizmu doszło też w innych centrach handlowych w Nowych Terytoriach, w północnej części regionu. W jednym z centrów handlowych protestujący zablokowali wejście do galerii przy pomocy kabli i parasolek. Associated Press informuje, że w internecie wzywano do udziału w akcjach protestu w siedmiu miejscach.

To już 22. z rzędu weekend niepokojów w Hongkongu. Agencja Reutera ocenia, że do najpoważniejszych od miesięcy aktów przemocy doszło 2 listopada. Tego dnia protestujący zaatakowali miejscowy oddział chińskiej państwowej agencji prasowej Xinhua. W wydanym w niedzielę oświadczeniu agencja podkreśliła, że stanowczo potępia „barbarzyńskie działania tłumów”, które zdewastowały i podpaliły lobby redakcji. Stowarzyszenie Dziennikarzy Hongkongu również potępiło „wszelkie akty sabotażu przeciwko mediom” i wezwało do zakończenia przemocy wobec przedstawicieli tej branży.

W niedzielę biuro szefowej rządu Hongkongu Carrie Lam, która obecnie przebywa w Szanghaju, poinformowało, że we wtorek uda się ona do Pekinu, gdzie w środę będzie rozmawiać m.in. z wicepremierem Chin Hanem Zhengiem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

45-latek rzucił się z siekierą na policjantów

Groźny incydent w australijskim mieście Erina w stanie Nowa Południowa Walia. Policjantów interweniujących w jednym z domów próbował powstrzymać mężczyzna uzbrojony w siekierę. Padły strzały. Do incydentu doszło w piątek wieczorem. Patrol policji został wezwany w sprawie awantury sąsiedzkiej. Gdy dwaj funkcjonariusze przybyli na miejsce i chcieli wejść do jednego z domów, w którym dodatkowo się paliło, drogę zagrodził im mężczyzna z siekierą.

Gospodarz zachowywał się niebezpiecznie i jeden z funkcjonariuszy oddał w jego kierunku trzy strzały. Dwie kule dosięgły celu. Mężczyzna zmarł na miejscu.

Zastępca komisarza lokalnej policji Max Mitchell oświadczył, że 45-latek, do którego domu wezwano patrol, miał bogatą kartotekę kryminalną. Był podejrzany o przestępstwa narkotykowe, miał też problemy natury psychicznej. Mitchell ocenił, że mundurowi nie mieli wyjścia i musieli użyć broni. – Mogę sobie tylko wyobrazić, co czuli, gdy przyszli do tego domu, by pomóc mieszkańcom, a musieli zmierzyć się z osobą z siekierą przyjmującą wrogą pozycję. Nie mieli wyboru, musieli w ten sposób wkroczyć do akcji – przekonywał.

Dochodzenie w sprawie zdarzenia wszczął wydział zabójstw lokalnej policji.
Źródło info i foto: TVP.info

ISIS przyznało się do zamachu w Mali

Państwo Islamskie wzięło odpowiedzialność za piątkowy zamach w Mali, w którym zginęło 49 żołnierzy. W komunikacie opublikowanym w sobotę przez związaną z dżihadystami agencję Amak podano, że IS stoi też za eksplozją, w wyniku której zginął francuski żołnierz.

Do wybuchu miny doszło w sobotę na drodze w odległości 20 km od miasta Indelimane w regionie Menaka położonym na wschodnich krańcach Mali. Kierujący transporterem opancerzonym 24-letni kapral Ronan Pointeau zginął na miejscu.

W przeddzień w Indelimane doszło do ataku uzbrojonych grup na tamtejszą jednostkę wojskową. Zginęło 49 żołnierzy – twierdzą malijskie źródła wojskowe cytowane przez agencję France Presse. Agencja Reutera podawała wcześniej, że zabito co najmniej 53 osoby, w tym kilku cywilów.

„Żołnierze kalifatu wybrali sobie dziś za cel francuski konwój wojskowy przejeżdżający przez Indelimane. Doszło tam do zdetonowania ładunku wybuchowego” – poinformowała w sobotę wieczór regionalna grupa Państwa Islamskiego w Afryce Zachodniej za pośrednictwem darmowego komunikatora internetowego Telegram.

„Nie ma żadnego związku pomiędzy piątkowym zamachem w Indelimane a śmiercią francuskiego oficera” – zaznaczył jednakże w wypowiedzi dla AFP rzecznik francuskiego sztabu generalnego Frederic Barbry. Uściślił także, że do wybuchu doszło w pobliżu granicy z Nigrem, gdzie trwa operacja wymierzona w dżihadystów operujących na obszarze Mali, Nigru, a także Burkiny Faso.

Reakcje we Francji
Śmierć francuskiego żołnierza w trakcie służby pełnionej w ramach francuskiej misji wojskowej zyskała natychmiastowy odzew we Francji. Prezydent Emmanuel Macron złożył hołd poświęceniu, z jakim kapral Pointeau wypełniał swe obowiązki i skierował wyrazy solidarności do żołnierzy francuskiej misji wojskowej w Mali oraz „pozostających z nimi w braterstwie broni żołnierzy sił zbrojnych krajów Sahelu Tropikalnego, którzy dźwigają na swych barkach ogromny ciężar walki z terroryzmem”.

Francuska minister obrony Florence Parly poinformowała, że uda się w najbliższym czasie do Mali, aby przeprowadzić rozmowy z władzami malijskimi i sprawdzić, jak wygląda sytuacja w bazach misji francuskiej.

Francuskie media twierdzą, że rozwój sytuacji w Mali pokazuje, iż władze tego kraju nie są w stanie poradzić sobie z terroryzmem islamskim.

„W warunkach stale pogarszającego się stanu bezpieczeństwa w Mali, śmierć kaprala Pointeau pokazuje nam, że walka przeciwko grupom terrorystycznym, które trapią obszar rozciągający się wzdłuż południowych obrzeży Sahary, jest daleka od ukończenia i że nasza determinacja, by ją kontynuować pozostaje niezachwiana” – oświadczyła szefowa francuskiego resortu obrony.

Francuskie media przypominają, że 21 lutego zginęło dwóch innych żołnierzy z 1. Pułku Kawalerii Pancernej Spahis, którego macierzysta jednostka znajduje się we francuskim regionie Walencja. Żołnierze z tej elitarnej jednostki wykorzystywanej w czasach kolonialnych w Maroku są dziś cenionymi uczestnikami zagranicznych misji wojskowych prowadzonych przez Francję.

AFP zaznacza w komentarzu agencyjnym, że przypisywanie sobie przez Państwo Islamskie obydwu malijskich zamachów mogło mieć na celu stworzeniu wrażenia, iż mimo niedawnej śmierci przywódcy IS Abu Bakra al-Bagdadiego struktury Państwa Islamskiego są wciąż prężne, a ich wola walki bynajmniej nie osłabła.

Jeden z najbardziej krwawych ataków

Piątkowy zamach w Indelimane był jednym z najkrwawszych ataków, jakie dotknęły armię malijską w ostatnich latach. Wcześniej, 30 września i 1 października w podobnym atakach na południu kraju, w pobliżu granicy z Burkina Faso, zginęło 40 żołnierzy.

Północne rejony Mali zostały opanowane grupy dżihadystów związane z Al-Kaidą w marcu i kwietniu 2012 r. Islamiści zostali stamtąd wyparci w wyniku francuskiej interwencji zbrojnej, rozpoczętej w styczniu 2013 r. Jednak całe obszary kraju wciąż pozostają poza kontrolą sił malijskich, francuskich czy oenzetowskiej misji Minusma. Od 2015 roku akty przemocy na północnym wschodzie Mali są coraz częstsze.
Źródło info i foto: interia.pl

Policyjna obława we Wrocławiu. Zatrzymano 37-latka

We Wrocławiu samochód staranował jeden z przystanków autobusowych i ranił dwoje dzieci. Sprawca uciekł, a policjanci rozpoczęli poszukiwania. – Został zatrzymany. To 37-letni mieszkaniec Wrocławia – informuje Wirtualną Polskę sierż. szt. Przemysław Ratajczyk z KWP we Wrocławiu.

– W chwili zatrzymania mężczyzna był pijany – podkreśla w rozmowie z nami oficer prasowy z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Jak dodają media, 37-latek ma już na swoim koncie przypadki prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości, a także zakazy prowadzenia pojazdów.

Teraz 37-latek trzeźwieje pod okiem funkcjonariuszy. Gdy znów będzie w formie, ruszą z nim czynności procesowe. Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło przed południem przy ul. Zaporoskiej, tuż przy skrzyżowaniu z ul. Szczęśliwą – na Rondzie Żołnierzy Wyklętych.

– Niegroźnie poszkodowana została dwójka dzieci w wieku kilku lat. Była z nimi matka, której jednak nic się nie stało – zapewniał w rozmowie z Wirtualną Polską Dariusz Rajski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

– Z uwagi na młody wiek poszkodowanych wszyscy pojechali do szpitala na konsultację. Nic nie zagraża ich życiu i zdrowiu – dodawał.
Źródło info i foto: wp.pl