Jest śledztwo ws. akcji policji w Koninie. Policjant zastrzelił 21-latka

Prokuratura Okręgowa w Koninie (Wielkopolskie) wszczęła śledztwo ws. śmiertelnego postrzelenia przez policjanta 21-letniego mężczyzny. Do zdarzenia doszło wczoraj przed południem w Koninie. Postępowanie dotyczy nieumyślnego nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i nieumyślnego spowodowania śmierci.

Wczoraj przed południem na jednym z konińskich osiedli patrol policji próbował wylegitymować 21-latka i dwóch 15-latków. Najstarszy mężczyzna zaczął uciekać. Według informacji policji 21-latek nie reagował na wezwania do zatrzymania. Goniący go funkcjonariusz użył broni. Policja utrzymuje, że był do tego zmuszony. Postrzelony 21-latek zmarł. Wiadomo, że śledczy dysponują m.in. nagraniem z monitoringu, na którym zarejestrowano przynajmniej część zdarzenia.

Policjanta, który użył broni, nie można na razie przesłuchać

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie prok. Aleksandra Marańda poinformowała, że w związku ze śmiertelnym postrzeleniem 21-latka wszczęte zostało śledztwo.

Wszczęte dziś postępowanie prowadzone jest w sprawie nieumyślnego przekroczenia uprawnień, skutkujących
wyrządzeniem istotnej szkody w interesie prywatnym, w trakcie wykonywania wobec ustalonej osoby czynności służbowych poprzez użycie wobec niej, w trakcie pościgu, służbowej broni palnej. W następstwie tego doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci tej osoby – podała rzeczniczka.

Przeprowadzono szczegółowe oględziny miejsca zdarzenia. W oględzinach brał udział biegły z dziedziny balistyki. Dziś przeprowadzana jest sekcja zwłok. Przesłuchano świadków – w tym jednego z funkcjonariuszy policji. Nie jest możliwe wykonanie jakichkolwiek czynności z udziałem policjanta, który oddał strzał z uwagi na jego stan zdrowia – podała rzeczniczka.

Przy ciele 21-latka znaleziono nożyczki i woreczek foliowy z białym proszkiem

Śledczy zabezpieczyli nagranie z monitoringu, na którym, jak podała rzeczniczka, przynajmniej częściowo zarejestrowano przebieg zdarzenia. Na razie prokuratura nie podaje szerszych informacji na temat szczegółów prowadzonego postępowania.

Przy ciele mężczyzny znaleziono nożyczki i woreczek foliowy z białym proszkiem. Nie wiadomo, czy 21-latek zaatakował goniącego go policjanta nożyczkami, bądź groził mu nimi. Na razie nie wiadomo też, jaką substancję miał przy sobie mężczyzna.

Konińska prokuratura zwraca się z prośbą o kontakt do wszystkich osób, które były świadkami zdarzenia, mają istotne informacje na temat jego przebiegu.

Wszystko rozegrało się w pobliżu przedszkola

Około godz. 10 usłyszałam głośny huk, to tak jakby zderzyły się dwa samochody – mówiła w rozmowie z PAP mieszkanka bloku przy Wyszyńskiego. Przyznała jednak, że nie widziała samego zdarzenia. Natomiast inna mieszkanka była świadkiem, jak zaraz po strzale do leżącego mężczyzny podbiegł policjant i zaczął go reanimować. Za chwilę przy tym człowieku pojawiło się dwóch innych policjantów, który na zmianę prowadzili reanimację – relacjonowała. Obie kobiety podkreślają, że na placu zabaw nie było dzieci z opiekunami.

Dyrektorka znajdującego się ok. 20 metrów od placu zabaw przedszkola Plastuś Ilona Hamela podkreśliła, że z powodu złej pogody przebywające tam dzieci nie wychodziły na zewnątrz. Przed południem przebywały w pomieszczeniach od strony południowej, nic nie słyszały i nie widziały – dodała.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zmarł abp Juliusz Paetz. Był oskarżany o molestowanie księży

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News. Warszawa 12.03.2015. Msza sw. dziekczynna za pierwszy rok pontyfikatu Ojca Swietego Franciszka pod przewodnictwem nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Celestino Migliore byla sprawowana z udzialem Episkopatu w bazylice Swietego Krzyza w Warszawie n/z: abp Juliusz Paetz

Arcybiskup Juliusz Paetz nie żyje – tę informację potwierdziła Archidiecezja Poznańska. Duchowny zmarł w piątek w wieku 84 lat. Arcybiskup Juliusz Paetz był metropolitą poznańskim w latach 1996-2002. Zrezygnował ze stanowiska po głośnych oskarżeniach o molestowanie kleryków w poznańskim seminarium duchownym. On sam nie przyznał się do zarzutów. 

Watykan zakazał mu natomiast udzielania święceń i bierzmowania, a także przewodniczenia kościelnym uroczystościom. Mimo to często pojawiał się na ważnych kościelnych uroczystościach. 

Gdy sprawa molestowana kleryków wyszła na jaw, ówczesny biskup, a obecnie metropolita krakowski, Marek Jędraszewski wystosował specjalne oświadczenie w obronie abp. Paetza i zbierał podpisy wśród księży dziekanów, którzy mieli uznać, że zarzuty względem Paetza są „oszczerstwami i atakami na Kościół”. 

Abp Juliusz Paetz nie żyje. W Poznaniu odbędzie się prywatny pogrzeb

Pogrzeb abp. Juliusza Paetza odbędzie się w katedrze poznańskiej. Jak podała kuria, ceremonia będzie miała charakter „ściśle prywatny”. „Miejsce pochówku, jak również forma pogrzebu, zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego, zostały ustalone w wyniku konsultacji ze Stolicą Apostolską i Nuncjaturą Apostolską w Polsce oraz Rodziną Zmarłego” – poinformowano na stronie internetowej kurii.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Izrael wznawia ataki lotnicze na „terrorystyczne cele” w Strefie Gazy

„Lotnictwo izraelskie atakuje z powietrza terrorystyczne cele zlokalizowane w Strefie Gazy” – poinformowało w piątek rano ministerstwo obrony Izraela za pośrednictwem WhatsApp. Ataki są reakcją na wystrzelenie ze Strefy Gazy pięciu pocisków w stronę Izraela.

Ataki izraelskiego lotnictwa zostały przeprowadzone mimo uzgodnionego wcześniej zawieszenia broni, które zaczęło obowiązywać od godz. 5:30 w czwartek rano czasu lokalnego (godz. 4:30 rano w Polsce). Zostało ono wynegocjowane przy aktywnym udziale specjalnego wysłannika ONZ ds. Bliskiego Wschodu Nikołaja Mładenowa i przedstawicieli dyplomacji egipskiej mającej dobre kontakty w Strefie Gazy, w tym – z przywódcami Hamasu.

Krótkotrwałe porozumienie

Porozumienie było przestrzegane w ciągu dnia. Zgodnie z jego postanowieniami palestyńskie organizacje i grupy polityczne zobowiązały się do „utrzymania pokojowego charakteru manifestacji przeciwko izraelskie blokadzie, jakie od wielu miesięcy organizowane są w Strefie Gazy” – powiedział AFP przedstawiciel egipskiego zespołu mediacyjnego.

Palestyńscy manifestanci domagają się jednocześnie umożliwienia powrotu uchodźców na terytoria kontrolowane obecnie przez Izrael. W ramach zawieszenia broni Izrael miał ze swej strony powstrzymać się od reakcji militarnej na marsze na rzecz powrotu mające jawnie antyizraelski charakter. Marsze te, odbywające się od wiosny 2018 r., mają ponownie wystartować w najbliższy piątek. Jak dotąd, często kończyły się one wystrzeleniem pocisków w stronę Izraela czy eksplozjami przy ogrodzeniu oddzielającym Strefę Gazy od Izraela. Ataki były zdecydowanie tłumione przez Izrael; od 2018 r. zginęło ponad 300 Palestyńczyków.

Od poniedziałku bojowcy Islamskiego Dżihadu odpalili łącznie 450 pocisków w stronę Izraela.

Agence France Presse wiąże palestyńskie ataki rakietowe w czwartek ze śmiercią ośmioosobowej rodziny palestyńskiej, która zginęła w nocy ze środy na czwartek w Deir al-Balah. Życie straciło m.in. pięcioro dzieci.

Śmierć Bahu Abu Al-Atty, odpowiedź bojowników i naloty, w których zginęli palestyńscy cywile
Rzecznik izraelskiej armii sprecyzował w czwartek, izraelskie siły zabiły w precyzyjnym ataku lotniczym w Strefie Gazy jednego z czołowych dowódców Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu Bahu Abu Al-Attę, który koordynował ataki rakietowe na Izrael. Spotkało się to z natychmiastową odpowiedzią bojowników, którzy wystrzelili w kierunku Izraela serię rakiet. Izrael przeprowadził w odpowiedzi dziesiątki nalotów, zabijając co najmniej 34 Palestyńczyków; co najmniej 60 osób zostało rannych.

Szef izraelskiego MSZ Israel Katz powiedział w czwartek na antenie rozgłośni izraelskiej armii, że jego kraj będzie kontynuował politykę tzw. selektywnej eliminacji, w tym atakowania bojowników w Strefie Gazy, mimo doniesień o zawieszeniu broni.

– Izrael skrzywdzi każdego, kto spróbuje go skrzywdzić – oświadczył minister spraw zagranicznych i ds. służb specjalnych Izraela.

Ostrzeżenie pojawiło się już po ogłoszeniu zawieszenia broni z Izraelem przez organizację bojową Palestyński Islamski Dżihad w celu zakończenia dwudniowej wymiany ognia na granicy Izraela i Strefy Gazy.
Źródło info i foto: onet.pl

Kalifornia: Zmarła kolejna osoba postrzelona w szkole

Dwie osoby zmarły na skutek strzelaniny, do której doszło w czwartek w szkole średniej w mieście Santa Clarita w południowej Kalifornii – poinformowały władze miejscowego szpitala. Napastnik postrzelił pięć osób oraz siebie. Ofiary śmiertelne to 16-letnia dziewczyna i 14-letni chłopiec. W dwóch miejscowych szpitalach przebywają jeszcze dwie dziewczyny w wieku 14 i 15 lat oraz drugi 14-latek.

Próba samobójcza?

Szeryf hrabstwa Los Angeles Alex Villanueva przekazał, że napastnik, który ma 16 lat, został schwytany i także przebywa w szpitalu. Jego stan jest ciężki, bowiem, jak piszą agencje, postrzelił się w głowę.

„Zatrzymany znajduje się w lokalnym szpitalu pod policyjnym nadzorem. W tej chwili jest tylko jeden podejrzany, ale prowadzimy dochodzenie i badamy wszystkie aspekty tej sprawy” – powiedział szeryf. Dodał, że policja znalazła i zabezpieczyła broń domniemanego napastnika – półautomatyczny pistolet kaliber 45 mm.

Według służb podejrzany, ubrany na czarno mężczyzna o azjatyckich rysach twarzy, był widziany na terenie szkoły.

Relacje uczennic

„Byłam bardzo przerażona. Trzęsłam się” – mówiła jedna z uczennic, której wypowiedź pokazała telewizja NBC. Jak dodała, widziała zakrwawioną osobę leżącą na ziemi. Wyjaśniła, że w pewnym momencie ludzie zaczęli w panice uciekać, a ona skryła się pod stołem, gdzie czekała na przyjazd policji.

Inna z uczennic powiedziała, że w szkole słychać było pięć strzałów, a kilku jej przyjaciół ukrywało się w szafie.

Do szkoły Saugus High School, położonej ok. 50 km na północny wschód od Los Angeles, uczęszcza ok. 2,3 tys. uczniów. Na terenie obiektu znajduje się kilkanaście budynków. Media informują, że do zdarzenia doszło kilka minut przed rozpoczęciem lekcji.
Źródło info i foto: interia.pl

Tomasz J. wysadził kamienicę, by zatrzeć ślady innej Zbrodni. zabił żonę i cztery inne osoby

„Musiałby mi łeb odrąbać i przyszyć nowy, bo ja już z nim nie chcę żyć, ani w ogóle nic” – napisała do nowego partnera Beata J. Jak ustaliła prokuratura, niedługo potem mąż kobiety Tomasz J. z zazdrości zmasakrował jej ciało. By zatrzeć ślady, wysadził w powietrze kamienicę, w której mieszkała. Zginęły cztery kolejne osoby. W piątek rusza proces mężczyzny. 44-latek jest oskarżony o zabójstwo pięciu osób i usiłowanie zabójstwa 34.

To pierwszy taki proces w Polsce. Do tej pory nikt nie odpowiadał przed sądem za usiłowanie zabójstwa tak wielu osób. Tomasz J. będzie siedział za kuloodporną szybą. Jednym ze świadków może być jego 14-letni syn Kacper, który wcześniej nieomal zginął w wypadku, do którego mężczyzna miał celowo doprowadzić.

Chłopiec przebywa pod opieką cioci. Kilka tygodni temu sąd pozbawił jego ojca praw rodzicielskich. – Sytuacja mojej klientki i chłopca jest bardzo ciężka z uwagi na to, że ta sprawa wiele ich kosztuje. W procesie będą oskarżycielami posiłkowymi, ale z powodów emocjonalnych raczej nie będą uczestniczyć w rozprawach – mówi mec. Katarzyna Golusińska, pełnomocnik ciotki 14-letniego Kacpra. Chłopiec cały czas jest pod opieką psychologa.

Sprawcę wskazali świadkowie

4 marca 2018 roku wszystkie media informowały o wybuchu w poznańskiej kamienicy przy ulicy 28 czerwca 1956 r. Służby wezwane na miejsce w gruzach znalazły pięć ciał. Jedno z nich miało obrażenia, które nie mogły powstać w wyniku katastrofy budowlanej. Potencjalnego sprawcę szybko wskazali świadkowie.

Mieszkańcy kamienicy opowiedzieli śledczym o mieszkającej pod numerem piątym Beacie J. Kobieta niedawno rozstała się z mężem. Tak się go bała, że wymieniła zamki w drzwiach. Tomasz J. miał się nad nią znęcać i nadużywać alkoholu. „Gdy dowiedział się o założeniu sprawy rozwodowej, groził Beacie samobójstwem i ‚pozbawieniem wszystkiego, co jest dla niej ważne”’ – przyznał sąsiad zamordowanej kobiety.

Beata J. wystąpiła o rozwód po wypadku samochodowym. Prokuratura ustaliła, że Tomasz J., jadąc 109 km/h na drodze, gdzie dopuszczalna prędkość wynosiła 60, celowo zjechał na pobocze i wjechał w drzewo. Jego 14-letni syn bardzo ucierpiał w wypadku. Z powodu obrażeń głowy długo był nieprzytomny. Miał zapadnięte płuco i bardzo skomplikowane złamania prawej nogi. Przeszedł kilka operacji i cały czas wymaga rehabilitacji.

Paradoksalnie, być może właśnie wypadek, a w konsekwencji rehabilitacja sprawiły, że jeszcze żyje. 3 marca 2018 r. Tomasz J. przyleciał do Poznania. Z lotniska odebrał go ojciec i zawiózł prosto do mieszkania żony, z którą był w separacji. Po 15 minutach Tomasz J. zadzwonił do ojca, że zostanie u kobiety dłużej. Ten pojechał do domu i położył się spać. Rano dowiedział się, że kamienica, do której zawiózł syna, wybuchła. 14-letniego Kacpra nie było w budynku, bo przebywał wówczas w szpitalu na rehabilitacji.

Chciał ukryć ślady

Jak wynika z aktu oskarżenia, do wybuchu doszło w chwili, gdy do mieszkania Beaty J. próbowali wejść jej znajomi. Przez kilka minut nie mogli otworzyć drzwi. Przebywający w środku Tomasz J. odkręcił rurę doprowadzającą gaz do kuchenki. Siła wybuchu była tak duża, że część kamienicy się zawaliła.

Prokuratura ustaliła, że Tomasz J. miał doprowadzić do wybuchu, bo bał się, że znajomi żony odkryją, co zrobił. Z postępowania wynika bowiem, że z zazdrości rzucił się na swoją żonę z nożem. Zadał jej 11 ciosów w klatkę piersiową. Gdy już nie żyła, zbezcześcił jej ciało, zadając wiele obrażeń ostrym narzędziem.

Poza zamordowaną Beatą J. w wyniku wybuchu gazu zginęły cztery osoby. Pod paznokciami Tomasza J. znaleziono ślady DNA jego żony. Na jego spodniach i butach była jej krew. Jego ślady DNA były na rurce doprowadzającej gaz. Tomasz J. odmówił składania wyjaśnień. Nie chciał się odnieść do tego, czy przyznaje się do winy.

Chciał, żeby mama była szczęśliwa

Przesłuchiwany przez śledczych 14-letni Kacper zeznał, że nie pamięta wypadku samochodowego. Przyznał, że rodzice nie darzyli się sympatią, ale w jego obecności starali się nie kłócić. Zdarzało się jednak, że po wypiciu piwa ojciec wulgarnie odnosił się do matki i awanturował się. Chłopiec wiedział o rozwodzie i chciał, by do niego doszło, bo zależało mu na tym, by mama była szczęśliwa.

W piątek o 9:30 rozpocznie się proces Tomasza J. Ma odpowiadać za umyślne spowodowanie wypadku, w którym ranny został jego syn, a także za zabójstwo żony i czterech innych osób przebywających w kamienicy oraz za usiłowanie zabójstwa kolejnych 34. Grozi za to dożywocie. Kamienica, w której doszło do wybuchu, ze względów bezpieczeństwa miała zostać rozebrana.
Źródło info i foto: wp.pl

Trójmiejski gang zarobił 10 mln zł na nielegalnych automatach. Operacja KAS

53 automaty do gier o wartości ponad 630 tys. zł znaleźli funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej podczas obławy na organizatorów nielegalnych kasyn na terenie Trójmiasta. Zatrzymano 11 osób zajmujących się tym procederem, w tych trzech liderów grupy. Z ustaleń śledztwa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku wynika, że zatrzymana ekipa mogła zarobić nawet ponad 10 mln zł. Działała jak profesjonalna firma, oferując serwis maszyn i dostarczanie nowych w razie przejęcia ich przez KAS.

Gang, rozpracowywany przez funkcjonariuszy Pomorski Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni i gdańską Prokuraturę Okręgowa, działał na terenie Trójmiasta od co najmniej dwóch lat. Przestępcy wyposażyli w automaty kilka wynajętych lokali, w których urządzili nielegalne kasyna. Te przynosiły im ogromne zyski. Z ustaleń śledczych wynika, że ekipa ta zarobiła co najmniej 10 mln zł.

Grupa działała jak dobrze prosperujące przedsiębiorstwo. Trzej liderzy zajmowali się m.in. załatwianiem automatów i rozdzielaniem zadań w gangu. Ekipa miała swoich inkasentów odpowiadających za uzupełnienie gotówki przeznaczonej na wygrane. Po jakimś czasie opróżniali maszyny z gotówki, którą przekazywali szefom.

Ekipa miała także „serwisantów”, którzy zajmowali się naprawą maszyn lub dostarczaniem ich do lokali, w przypadku, gdy zostały zarekwirowane przez służby.

Przestępcy regularnie rekrutowali pracowników do nielegalnych kasyn. Osoby te były pod stałym nadzorem przestępców. W punktach tych zainstalowano kamery. Lokale z automatami były wynajmowane na podstawione osoby i co jakiś czas zmieniane, aby zminimalizować ryzyko wpadki.

Po zebraniu mocnych dowodów i kilkumiesięcznej inwigilacji przestępców, funkcjonariusze KAS zorganizowali obławę na członków grupy. W Gdańsku i okolicach zatrzymano 11 osób, w tym trzech liderów; przeszukano 20 miejsc: mieszkań i lokali, w których organizowane były nielegalne gry. W quasikasynach zabezpieczono 53 automaty warte ponad 630 tys. zł. W maszynach znajdowało się ponad 63 tys. z w gotówce. Co gorsza, teraz organizatorzy nielegalnych gier będą musieli zapłacić karę – 100 tys. zł za każdą maszynę.

To niejedyne straty rozbitej ekipy. Funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. trzy samochody, laptopy, komputery, a nawet telefony oraz 300 tys. zł w gotówce. Śledczy zapowiadają, że pracują już na ustaleniem i zajęciem majątku gangu, zarobionego na nielegalnym hazardzie.

Trzej liderzy usłyszeli zarzuty kierowanie zorganizowaną grupą przestępcą. Siedem osób odpowie za udział w gangu. Podejrzani odpowiedzą ponadto za „nielegalne urządzanie gier na automatach w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Jeden z zatrzymanych usłyszał zarzut pomocnictwa w przestępstwie. Sąd aresztował trzech liderów grupy. Siedmiu ich podwładnych ma dozory policyjne i zakaz opuszczania kraju. Pięciu musi dodatkowo zapłacić kaucje w wysokości od 5 do 50 tys. zł.

– Śledztwo na charakter rozwojowy, prokurator nie wyklucza postawienia zarzutów także innym osobom biorącym udział w nielegalnym urządzaniu gier na automatach – poinformowała Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: TVP.info

Grudziądz: Zadłużony szpital szukał pieniędzy w parabanku. CBA bada sprawę

Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi czynności analityczno-śledcze w szpitalu w Grudziądzu (kujawsko-pomorskie). Kontrolujący sprawdzają umowę szpitala z parabankiem opiewającą na 150 mln zł.

Izabela Hirsch-Lewandowska z działu marketingu i promocji zdrowia szpitala powiedziała, że Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr Wł. Biegańskiego w Grudziądzu współpracuje z różnymi instytucjami, w ostatnim czasie również z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym.

– Współpraca z CBA polega na udzielaniu informacji będących przedmiotem zainteresowania w ramach prowadzonych przez tę instytucję działań – podała Hirsch-Lewandowska.

Funkcjonariusze wydziału postępowań kontrolnych bydgoskiej delegatury CBA prowadzą swoje czynności analityczno–informacyjne w szpitalu od połowy lipca.

Pożyczka w parabanku

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski powiedział w piątek, że agentów najbardziej interesują umowy kredytowe podpisane przez grudziądzki szpital. Z nieoficjalnych informacji wynika, że borykająca się z kłopotami finansowymi jednostka pożyczyła 150 mln zł z jednego z parabanków.

Brodowski stwierdził jedynie, że podczas działań agenci badają obecną sytuację ekonomiczną jednostki. – Trwa analiza przekazanej przez szpital części dokumentacji – powiedział naczelnik.

Hirsch-Lewandowska wyjaśniła, że szpital zmaga się z bardzo trudną sytuacją finansową i w związku z nią prowadzone są działania restrukturyzacyjne. Mają one poprawić sytuację ekonomiczną placówki, jednocześnie zapewniając bezpieczeństwo pacjentów szpitala – zapewniła.

Szpitalem od odwołania dyrektora we wrześniu zarządzali posiadający odpowiednie pełnomocnictwa zastępcy dyrektora. Od 14 listopada dyrektorem grudziądzkiego szpitala jest nowo wybrany na tę funkcję Maciej Hoppe. W konkursie na tę funkcję wybrano go spośród siedmiu kandydatów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe informacje dotyczące seryjnego mordercy z Kołobrzegu

Jakim trzeba być zimnym i wyrachowanym draniem, jak mocne trzeba mieć nerwy, żeby zamordować właścicielkę mieszkania, a potem przez lata w nim żyć, jakby nic się nie stało! Iwona K. (†31 l.) straciła życie, bo zawierzyła swojemu przyszłemu oprawcy – Mariuszowi G. (43 l.) z Kołobrzegu.

Fakt ustalił wstrząsające szczegóły ostatnich miesięcy życia Iwony K., prawdopodobnie pierwszej ofiary krwawego Tulipana z Kołobrzegu. Do mieszkania przy ul. Mariackiej sprowadziła się wraz ze swoim partnerem i córeczką w 2014 roku. Wcześniej mieszkała w Stolnie kolo Chełmna. – Tak, ta pani mieszkała w naszej klatce – wspomina pani Grażyna.

Sąsiedzi ponoć bardzo na Iwonę narzekali. To z powodu głośnych imprez w jej mieszkaniu. Któregoś razu po takiej imprezie Iwona zdemolowała skrzynkę na listy i wybiła szybę w drzwiach wejściowych do klatki. Odszedł od niej wieloletni partner, córeczką zajęli się dziadkowie, a wokół Iwony zaczął się kręcić Mariusz G., syn sąsiada z dołu. – Po tym, jak w styczniu 2016 roku spaliło się jej mieszkanie, to miała je sprzedać Mariuszowi G. Tak wszyscy myśleli. Później nikt z nas już jej nie widział – opowiada sąsiadka.

Fakt dowiedział się od urzędników, że Mariusz G. przy załatwianiu formalności w urzędach, gdzie była potrzebna obecność Iwony K., posługiwał się wystawionym przez nią notarialnym upoważnieniem. Zabójca wyremontował spalone mieszkanie i tam się wprowadził. Przez lata rodzina myślała, że Iwona gdzieś wyjechała. Dopiero po tym, jak śledczy wpadli na trop mordercy i go aresztowali, wyszło na jaw, że kobieta nie żyje. Zabójca zabił ją wiosną 2016 r. a zwłoki ukrył w lesie pod Charzynem.

„Nadzieja zawsze umiera ostatnia”

– Bałam się, że siostrę spotkało coś makabrycznego – zwierza się Faktowi Małgorzata (37 l.), starsza siostra zamordowanej Iwony († 31 l.). – Przeczucia mnie nie myliły, choć nadzieja umiera ostatnia – dodaje. Zapłakana siostra opowiada nam, że z Iwoną zawsze miały silną więź. W swoim życiu przeszły wiele: dom dziecka i adopcję. – Żyłyśmy ze sobą bardzo blisko. Wiedziałabym, gdyby coś było u niej nie tak – mówi pani Małgorzata.

– Nie wiadomo dlaczego w mieście mówiono, że Iwona zmienia partnerów jak rękawiczki. Ona miała wieloletniego partnera i małą córeczkę Madzię. Wyjechali do Kołobrzegu w poszukiwaniu lepszego życia. Ostatni raz widziałam ją tam na krótko przed zaginięciem. Kilka dni później ostałam od niej SMS-a, że zrywa kontakt i mamy jej nie szukać. Jestem pewna, że to nie ona to napisała. To nie w jej stylu. Szukaliśmy jej, ale bez rezultatów. O śmierci Iwonki dowiedziałam się od taty. Jestem załamana – mówi pani Małgorzata.

„Myślę, że to co się stało uratowało mojej siostrze życie”

– To, co się teraz dzieje, wydaje mi się jakimś strasznym snem – płacze Joanna G., siostra Doroty Ł. (35 l.), narzeczonej seryjnego mordercy z Kołobrzegu. Nie wiadomo jak drobna 35-letnia blondynka z Koszalina, prowadząca sklep z bibelotami, poznała Mariusza G. Nie chwaliła się rodzinie. – Dorota poznała go w marcu tego roku – wspomina Joanna G. – A już w czerwcu planowała wziąć z nim ślub w Kołobrzegu – dodaje.

Na rodzinie narzeczonej Mariusz G. już od pierwszego spotkania zrobił dobre wrażenie. – Był miły i uprzejmy. Przedstawił się nam jako marynarz po rozwodzie. Z poprzedniego związku miał mieć córkę. Ślub Mariusza i Doroty był planowany na 15 czerwca. Areszt pokrzyżował ten plan. Po zatrzymaniu prowadzonym przez nią sklepem zajęła się najbliżsi.

– Nie wierzę, żeby moja siostra miała coś wspólnego z tymi wszystkimi morderstwami – twierdzi Joanna G. – Ujawnienie tych zbrodni uratowało mojej siostrze życie – dodaje.

Kalendarium zbrodni

– Wiosna 2016 r. – zaginięcie Iwony K. (†31 l.). Do jej mieszkania wprowadza się Mariusz G.

– 10 października 2018 r. – zaginięcie Anety D. (†37 l.). Jej mieszkanie Mariusz G. sprzedał.

– 7 czerwca 2019 r. – policja wydaje komunikat, że w Kołobrzegu zaginęła 54-letnia Bogusława R.

– 12 czerwca 2019 r. – do aresztu trafia Mariusz G. oskarżony o zagarnięcie mienia osoby zaginionej i jego narzeczona Dorota Ł.

– Czerwiec-listopad 2019 r. – po aresztowaniach policjanci przeszukują lasy w okolicach miejscowości Obroty. Na terenie starej piaskarni odkrywają grób, a w nim ciało zaginionej w czerwcu Bogusławy R.

– 6 listopada 2019 r. – Mariusz G. usłyszał zarzut zabójstwa Bogusławy R.

– 8 listopada 2019 r. – prokuratura po odnalezieniu kolejnych leśnych grobów oskarżyła Mariusza G. o zabójstwo dwóch innych zaginionych kobiet, Iwony K. i Anety D.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Konin: Policjant zastrzelił 21-latka. Ojciec zabrał głos

Po tragedii w Koninie głos zabrał ojciec zastrzelonego 21-latka. Na Facebooku zamieścił wulgarny wpis. „Dzieciaka nie mogli dogonić, to go zastrzelili. Tylko dzieci mordować potrafią” – napisał.

Do tragedii doszło w czwartek około godz. 10 patrol policji chciał wylegitymować trzy osoby (dwóch piętnastolatków i 21-latka) przy ul. Wyszyńskiego w Koninie. Wówczas najstarszy z mężczyzn zaczął uciekać. Według policji funkcjonariusz był zmuszony do użycia broni. Według nieoficjalnych doniesień 21-letni Adam C. miał wyciągnąć nożyczki i zaatakować policjanta. Został postrzelony. Mimo reanimacji nie udało się go uratować. Znaleziono przy nim nożyczki oraz woreczek z białym proszkiem.

Znajomi i sąsiedzi są wstrząśnięci. Przed klatkę, gdzie mieszkał 21-latek, przynoszą znicze. Jedna z osób w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” pyta: „Drobny chłopiec, 50 kilogramów wagi. Policjanci by sobie z nim nie poradzili?” Mężczyzna, który stoi obok mówi, że „Adaś muchy by nie skrzywdził”. Inny twierdzi, że był na miejscu i widział obok ciała nożyczki. „Małe, czerwone, biurowe, takie do cięcia papieru. Zaokrąglone na końcu. Trzeba by się bardzo postarać, żeby komuś zrobić nimi krzywdę” – przekazuje.

Ojciec zastrzelonego mężczyzny zamieścił wulgarne wpisy na Facebooku. „(…) policjanci zastrzelili mi syna tylko dlatego, że uciekał. (…)”, „Dzieciaka nie mogli dogonić, to go zastrzelili. Tylko dzieci mordować potrafią” – napisał.

Jak informowaliśmy w WP Komendant Wojewódzki Policji w Poznaniu wysłał do Konina specjalną komisję. Wydział kontroli będzie badał zasadność użycia broni przez funkcjonariusza.

Konin. Co wiadomo o zastrzelonym 21-latku?

21-latek był znany policji. Analizowany jest również okoliczny monitoring. Funkcjonariusze przeczesywali pobliski plac zabaw, w poszukiwaniu rzeczy, które mężczyzna mógł wyrzucić przed pościgiem. Przy uciekinierze znaleziono woreczek z białym proszkiem. Borowiak powiedział WP, że 21-latek prawdopodobnie sprzedawał narkotyki.

Świadkowie w rozmowie z Wirtualną Polską relacjonują, że sytuacja była dynamiczna. Pracownicy zakładu fryzjerskiego, który znajduje się w okolicy zeznali, że kiedy zobaczyli policjantów i wyszli na zewnątrz, było już po strzelaninie.
Źródło info i foto: wp.pl

Strzelanina w szkole średniej w USA. Sprawca zatrzymany

Co najmniej pięć osób zostało rannych po tym, jak w szkole Santa Clarita padły strzały. Sprawca został już namierzony. Do strzelaniny doszło w szkole średniej w Santa Clarita w pobliżu Los Angeles w Stanach Zjednoczonych. Do strzelaniny doszło w szkole średniej w Santa Clarita w pobliżu Los Angeles w Stanach Zjednoczonych. Strzały padły około godz. 7.30 czasu lokalnego.

Łącznie postrzelonych zostało sześć osób. Dwie z nich zginęły – miały 16 i 14 lat. Ranne zostały cztery osoby, w tym napastnik. Podejrzany o otwarcie ognia 16-latek postrzelił się w głowę i w stanie krytycznym został przewieziony – jak inni ranni – do szpitala.
Źródło info i foto: Gazeta.pl