Morderstwo we Wrocławiu. Mężczyzna pocięty maczetą. „Prawie cała noga odcięta”

Fot. Damian Klamka/East News Tasma policyjna.

Nie żyje mężczyzna, który w pierwszy styczniowy weekend został zaatakowany i brutalnie brutalnie pocięty maczetą. Oprócz niego ucierpiał także inny mężczyzna, ale jemu udało się uciec z miejsca, w które siłą zaciągnęli ich sprawcy. Ci ostatni – wedle nieoficjalnych doniesień – zostali już zatrzymani przez policję.  

Ta makabryczna historia, którą opisuje „Gazeta Wrocławska”, wydarzyła się w sobotę 4 stycznia. Dziennikarze poznali szczegóły sprawy dzięki anonimowemu informatorowi (nieznana jest jego dokładna rola w całej sytuacji).

Wrocław. Morderstwo nad rzeką

Wedle jego relacji, dwóch mężczyzn została zaatakowanych oraz wywiezionych nad Odrę (ok. ul. Łąka Mazurska) przez dwóch innych mężczyzn. Tam ofiary miały zostać pobite. Jednemu z poszkodowanych udało się wyswobodzić i uciec, drugi nie miał jednak tyle szczęścia – został pocięty maczetą.

– Prawie cała noga odcięta – tak komentował jego obrażenia informator „GWroc”. Pokrzywdzony miał bowiem najgorszą ranę przy nodze, w okolicach kolana. To doprowadziło do wykrwawienia i w konsekwencji do śmierci.

Policja zatrzymała dwóch mężczyzn

Następnego dnia, w niedzielę 5 stycznia, dwaj podejrzewani o uczestnictwo w zbrodni zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy policji przy ul. Drobnera. W momencie zatrzymania poruszali się po ulicach Wrocławia autem marki Porsche Cayenne. Policja ani prokuratura nie podają na razie oficjalnych informacji w tej sprawie, ograniczając się do komunikatów, że „akcja ma związek z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej a jej szczegóły są tajne” (cytat za: Gazeta Wrocławska).

Nieoficjalnie ustalenia gazety mówią natomiast, że zatrzymani to Kamil D. i Dawid P. Jeden z nich ma być bardzo ważną postacią na wrocławskim rynku dopalaczy. Również nieoficjalnie wiadomo, że do sądu trafił wniosek o areszt dla obydwu mężczyzn. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Odroczono proces ws. zabójstwa studentki Katarzyny Z.

Przed krakowskim sądem – po ponad 20 latach, jakie minęły od brutalnego zabójstwa studentki UJ Katarzyny Z. – ruszył proces mężczyzny oskarżonego o morderstwo. Sprawa nazywana była jedną z największych zagadek polskiej kryminalistyki. Robertowi J. grozi dożywocie.

Rozpoczęcie procesu to finał wieloletniego śledztwa prowadzonego m.in. przez policjantów z tzw. Archiwum X. W poszukiwanie zabójcy studentki UJ Katarzyny Z., której szczątki – fragmenty skóry i ciała – wyłowiono z Wisły 7 i 14 stycznia 1999 r., zaangażowanych było wielu polskich i zagranicznych ekspertów.

Po ponad 20 latach na ławie oskarżonych zasiadł Robert J., któremu zarzucono zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Według ustaleń, miał popełnić zbrodnię z powodu zaburzeń preferencji seksualnych o cechach sadystycznych i fetyszystycznych. Mężczyzna miał stosować przemoc, pozbawić ofiarę wolności, podawać określone związki chemiczne, m.in. leki przeciwpsychotyczne i przeciwlękowe.

Młodą kobietę więził, maltretował fizycznie i psychicznie. Tożsamość ofiary ustalono dzięki badaniom genetycznym.

Największa zagadka polskiej kryminalistyki

Akt oskarżenia w sprawie, nazywanej jedną z największych zagadek polskiej kryminalistyki, ma cztery tomy i liczy ok. 800 stron. Krakowski sąd wyznaczył już terminy rozpraw na kilka miesięcy tego roku. Planuje też przesłuchać ok. 200 świadków. Na razie są to osoby wskazane przez prokuratora – nie wiadomo, ilu świadków wskaże m.in. obrona. Sąd dysponuje także opiniami ok. 20 biegłych.

Za zamkniętymi drzwiami

Proces będzie toczył się za zamkniętymi drzwiami. Na środową rozprawę zaplanowano odczytanie aktu oskarżenia – wtedy mężczyzna będzie mógł złożyć wyjaśnienia. Jak zapowiedział po posiedzeniu organizacyjnym jego obrońca Łukasz Chojniak, oskarżony prawdopodobnie z tego prawa skorzysta. W rozmowie z dziennikarzami pełnomocnik ocenił, że jednoznacznych dowodów przeciwko Robertowi J. nie ma, a i te pośrednie są „wątpliwe”.

W 2000 r. ujawniono, że przy szczątkach Katarzyny Z. znaleziono ślady biologiczne, które nie pochodziły od ofiary. Wykorzystano je do weryfikacji osób, będących w kręgu podejrzeń. Nie przyniosło to jednak efektów i w październiku 2000 r. prokuratura umorzyła śledztwo.

Pod koniec 2011 r. krakowska policja poinformowała, że funkcjonariusze z tzw. Archiwum X ponownie analizowali materiały tego śledztwa i ustalali nowe dowody. Było to możliwe m.in. dzięki postępowi w dziedzinie badań kryminalistycznych i współpracy z ekspertami w różnych dziedzinach.

Na tej podstawie krakowska prokuratura w styczniu 2012 r. podjęła śledztwo na nowo i zleciła m.in. ekshumację szczątków. Jak podawała, w wyniku oględzin ujawniono szereg śladów kryminalistycznych i dowodów, które zostały zabezpieczone dla potrzeb śledztwa. Były to substancje, włosy, drobiny i włókna pozwalające – zdaniem śledczych – na podjęcie dodatkowych czynności.

Roberta J. zatrzymano w 2017 r. na krakowskim Kazimierzu; nie przyznał się on do winy. Jak podała Prokuratura Krajowa, mężczyzna złożył obszerne wyjaśnienia, ale odmówił odpowiedzi na niektóre pytania

Źródło: Polskiej Agencji Prasowej(PAP)

Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo 23-latka w noc sylwestrową. Zmieniono zarzut sprawcy

Nastolatek 1 stycznia pokłócił się z nieznanym mu 23-latkiem i dotkliwie go pobił. Poszkodowany trafił do szpitala, gdzie zmarł. Prokuratura zdecydowała się zmienić zarzut Jakubowi K. na zabójstwo. Do zdarzenia doszło w godzinach nocnych 1 stycznia w Szklarskiej Porębie (woj. dolnośląskie). Między Jakubem K. a Łukaszem F. najprawdopodobniej doszło do sprzeczki. Na razie nie wiadomo o co poszło. 18-latek pobił jednak dotkliwie 23-latka zadając mu ciosy pięścią w głowę. Poszkodowany turysta trafił do szpitala, gdzie ostatecznie zmarł na skutek licznych obrażeń.

Jakub K. został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze. Zarzucono mu spowodowanie u 23-latka ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu. Do sądu skierowano wniosek o tymczasowe aresztowanie 18-latka. Nastolatek został zwolniony po wpłaceniu kaucji w wysokości 40 tysięcy złotych.

Po tym jak Łukasz F. zmarł ponownie zajęto się sprawą. Zatrzymano Jakuba K. i doprowadzono go do Prokuratury. Tam usłyszał zarzut zabójstwa. Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze uwzględnił wniosek o tymczasowe aresztowanie nastolatka na trzy miesiące. W sprawie zabezpieczono nagranie z monitoringu z miejsca zdarzenia i przesłuchano świadków. Przeprowadzono również sekcję zwłok 23-latka. 18-latkowi grozi dożywocie.
Źródło info i foto: wp.pl

Policjanci CBŚP odzyskali pieniądze skradzione 94-letniej kobiecie

Funkcjonariuszom CBŚP udało się odzyskać ponad 90 tys. zł wyłudzone od mieszkanki Warszawy. – Kobieta była przekonana, że rozmawiała z córką, na prośbę której spakowała i oddała oszczędności całego życia – powiedziała dziś rzeczniczka CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz. Błyskawiczne działanie policjantów CBŚP pozwoliło jeszcze tego samego dnia odzyskać pieniądze. Policjanci CBŚP dotarli do adresata paczki, który został zatrzymany. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga w Warszawie.

Policjanci z Zarządu w Warszawie Centralnego Biura Śledczego Policji wykonując czynności służbowe, ustalili że do 94-letniej mieszkanki Warszawy zadzwoniła kobieta podająca się za jej córkę i poinformowała ją, że ma problemy, znajduje się w sądzie i pilnie potrzebuje pieniędzy na adwokatów. Oszustka, zdobywając zaufanie pokrzywdzonej, przekonała ją do przekazania pieniędzy, instruując jednocześnie jak je przygotować i komu oddać.

Czynności podjęte przez policjantów warszawskiego CBŚP, doprowadziły do ustalenia adresata paczki zawierającej wyłudzone pieniądze. Jak się okazało, przesyłka miała zostać dostarczona do 47-letniego mieszkańca województwa śląskiego. Błyskawiczne działania oraz współpraca z policjantami z Zarządu w Katowicach CBŚP doprowadziły do zatrzymania mężczyzny podczas odbioru paczki. Wówczas to również odzyskano pieniądze pokrzywdzonej. Podejrzany nie spodziewał się zatrzymania i był całkowicie zaskoczony akcją funkcjonariuszy.

Dzięki zdecydowanej i szybkiej reakcji policjantów CBŚP, oszczędności życia kobiety zostały uratowane, a podejrzany o przestępstwo zatrzymany. Aktualnie policjanci ustalają inne osoby mogące mieć związek z tym oszustwem, a także analizują zabezpieczone dowody. Śledztwo nadzorowane jest przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga w Warszawie.

Policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji przypominają, żeby zachować bardzo dużą ostrożność w trakcie rozmów telefonicznych z osobami podającymi się za krewnych lub funkcjonariuszy służb, co do których nie mamy całkowitej pewności, że są faktycznie tymi osobami, za które się podają. Należy pamiętać także, aby nigdy nie przekazywać pieniędzy osobom, których nie znamy, bez wcześniejszego dokładnego sprawdzenia.
Źródło info i foto: onet.pl

Policjanci skazani za pobicie 17-latka

Trzej policjanci z Gliwic w lutym 2016 r. pobili 17-latka, któremu kazali wejść do radiowozu – uznał gliwicki sąd rejonowy i wymierzył oskarżonym kary od sześciu miesięcy do roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. Mężczyźni nie przyznali się do winy. Informację o nieprawomocnym wyroku w tej sprawie, który zapadł przed gliwickim sądem rejonowym, przekazała w środę Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Akt oskarżenia został skierowany do sądu w czerwcu 2018 r., proces rozpoczął się rok temu.

Sąd Rejonowy w Gliwicach uznał oskarżonych za winnych przekroczenia swych uprawnień oraz pobicia nastolatka, czym narazili go na bezpośrednie niebezpieczeństwo naruszenia czynności narządów ciała i rozstroju zdrowia trwającego dłużej niż siedem dni. Mateusz C. został skazany na rok więzienia, Tomasz O. – na sześć miesięcy, a Piotr S. – na osiem miesięcy pozbawienia wolności. W przypadku wszystkich oskarżonych sąd zawiesił wykonanie kary na dwuletni okres próby.

Ustalenia prokuratury

Jak ustaliła gliwicka prokuratura, 7 lutego 2016 r. policjanci kazali nastolatkowi wsiąść do radiowozu. Pomimo wylegitymowania chłopaka i potwierdzenia jego tożsamości, policjanci wywieźli nastolatka na obrzeża miasta i pobili. Chłopak miał być uderzany rękami i kopany w trakcie jazdy radiowozem i później – gdy wyszedł już z samochodu. Doznał obrażeń głowy i twarzy.

Żaden z policjantów nie przyznał się do winy. Jak zaznaczyła prokuratura, zgromadzony w sprawie materiał dowodowy jest oparty nie tylko na zeznaniach pokrzywdzonego, przeprowadzonego z jego udziałem eksperymentu procesowego i zeznaniach świadków, ale też na opiniach biegłych i zapisach monitoringu. Jednym z kluczowych dowodów są ślady krwi nastolatka znalezione w radiowozie.

Rzecznik Komendy Miejskiej w Gliwicach podinspektor Marek Słomski powiedział, że oskarżeni w tej sprawie nadal pracują w policji. Jak zaznaczył, zostali skazani nieprawomocnie. „Decyzja będzie należała do komendanta wojewódzkiego policji” – zastrzegł.

Wydarzenia z 2016 roku

Jak informowała przed rokiem prasa, sprawa ma związek z wydarzeniami, jakie w nocy z 6 na 7 lutego 2016 r. rozegrały się w pubie przy gliwickim rynku. Nad ranem, kiedy impreza się kończyła, na rynku doszło do bijatyki między pseudokibicami. 17-latek, który jest kibicem Piasta Gliwice, wraz z kolegami wyszli przed lokal, aby obserwować zajście. Kiedy wrócili do środka, jeden z nich niechcący zderzył się z jakimś mężczyzną i oblał go piwem. Potem okazało się, że ten mężczyzna to policjant po służbie. Miał wezwać patrol, który zatrzymał wracającego z pubu nastolatka, gdy ten już rozstał się z kolegami.

„W pewnym momencie zatrzymali się i kazali mi podejść do auta. Byłem przekonany, że to za to, że przebiegłem przez ulicę. Kazali mi jednak wsiąść do radiowozu, po czym od razu jeden z policjantów uderzył mnie w głowę” – mówił przed ponad rokiem nastolatek dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”.
Źródło info i foto: interia.pl

Gigantyczny przemyt papierosów powstrzymany

– To jeden z największych przemytów papierosów zatrzymany w ostatnich miesiącach – mówi portalowi tvp.info Marzena Siemieniuk z Izby Administracji Skarbowej w Lublinie. 432,4 tys. paczek papierosów wartych ponad 6 mln złotych na granicy z Koroszczynie zatrzymali lubelscy celnicy.

Papierosy ukryto wśród legalnego towaru, który do kraju wwoziła z Białorusi polska ciężarówka. Przemytnicy zdecydowali się na przerzut w bardzo pracowitym dla celników świątecznym okresie. Zapewne licząc, że uda się z nim przemknąć. – Nie tym razem – mówi Marzena Siemieniuk.

Ciężarówka najpierw została prześwietlona na skanerze, a potem poddana wielogodzinnej, szczegółowej kontroli.

Żmudna praca funkcjonariuszy dała zaskakujący w swojej skali efekt. Spośród legalnego towaru, który mnaczepa była wyładowana, krok po kroku wyciągali kolejne nielegalne paczki papierosów. W sumie aż 432,4 tys. Wszystkie z białoruskimi znakami akcyzy.

Przeciwko polskiemu kierowcy wszczęto postępowanie karne skarbowe. Nie przyznał się do próby przemytu. Maszyna i towar zostały zarekwirowane. To drugi co do wielkości przemyt papierosów udaremniony w 2019 r. na granicy w województwie lubelskim i jeden z większych na terenie Polski.
Źródło info i foto: TVP.info

Częstochowa: Adrian Ś. skazany na 15 lat więzienia za brutalne zabójstwo sąsiadki

Na 15 lat więzienia skazał częstochowski sąd okręgowy Adriana Ś., oskarżonego o zabicie 2018 r. 75-letniej sąsiadki na tle rabunkowym. W chwili zbrodni Ś. miał 16 lat. Ofiara miała obrażenia głowy oraz związane ręce i nogi. Sprawca zabrał z domu pieniądze, kosztowności i dokumenty, a następnie podpalił ofiarę.

Prokuratura, która żądała dla oskarżonego 25 lat więzienia – czyli maksymalnej kary dla sprawcy w tym wieku – zapowiada apelację.

Obrażenia głowy oraz oparzenia

Do zbrodni doszło we wrześniu 2018 r. w dzielnicy Kiedrzyn w Częstochowie. Oficer dyżurny policji otrzymał zgłoszenie pożaru domu. Kiedy strażacy weszli do środka, w jednym z pomieszczeń odkryli nadpalone ciało kobiety. 75-latka miał związane ręce i nogi oraz uraz głowy. W domu widoczne były ślady plądrowania. Jak podawała policja, sprawca uderzył kobietę, skrępował, okradł, a następnie oblał benzyną i podpalił.

Adriana Ś., mieszkającego na sąsiedniej posesji, policjanci zatrzymali jeszcze tego samego dnia. W Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Północ usłyszał zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie oraz rozboju i kradzieży. Sąd rodzinny zgodził się, by odpowiadał jak dorosły. Został aresztowany.

Przyczyną śmierci kobiety były obrażenia głowy oraz oparzenia

Rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie Dominik Bogacz powiedział, że Ś. został skazany na 15 lat więzienia z zastrzeżeniem, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać najwcześniej po 10 latach.

Prokuratura złoży apelację

Z wyrokiem nie zgadza się oskarżenie. Jak powiedział Piotr Wróblewski w Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, zostanie złożony wniosek o pisemne uzasadnienie orzeczenia, a później apelacja.

Zgodnie z ogólnymi zasadami za przestępstwo nie odpowiada osoba, która nie ukończyła 17. roku życia, ale w wyjątkowych sytuacjach – np. zabójstwa, gwałtu zbiorowego lub porwania – do odpowiedzialności karnej może być pociągnięty już 15-latek. Decyduje o tym sąd rodzinny i dla nieletnich, biorąc pod uwagę m.in. okoliczności sprawy i stopień rozwoju sprawcy.

Zgodnie z Kodeksem karnym, wymierzając karę nieletniemu albo młodocianemu, sąd kieruje się przede wszystkim tym, aby sprawcę wychować. Wobec sprawcy, który w czasie popełnienia przestępstwa nie ukończył 18 lat, nie orzeka się kary dożywocia. Maksymalna kara dla takiej osoby to 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Seryjny morderca i pedofil Henryk Kukuła nie wyjdzie na wolność

Henryk Kukuła trafi do ośrodka dla „bestii” w Gostyninie. Ta decyzja to wielki sukces Faktu, który jako pierwszy przypomniał po latach zbrodnie zapomnianego groźnego mordercy. To dziennikarz Faktu, który nadał Kukule jego pseudonim, interweniował w Ministerstwie Sprawiedliwości, pytając o możliwość odizolowania go od społeczeństwa w Gostyninie. Po latach te starania zostały uwieńczone sukcesem. Bliscy pierwszej ofiary, którzy o wszystkim dowiedzieli się od nas, nie kryli wzruszenia.

– Henryk Kukuła to morderca, pedofil o odchyleniu sadystyczno-nekrofilskim i gwałciciel. Lekarze opisują go jako osobę, która już zawsze będzie zagrożeniem dla innych. Zabił czwórkę dzieci, troje z nich gwałcąc, wielokrotnie przejawiał agresję m.in. atakując za kratami więźniów, a nawet strażnika i chwalił się przestępstwami, za które go nie skazano. Pomimo tego, już niedługo może wyjść na wolność – tymi słowami zaczynał się reportaż Fakt24 z czerwca 2017 roku, który przybliżał sylwetkę czterokrotnego mordercy, Henryka Kukuły.

To właśnie w tym artykule Henryk Kukuła został określony mianem „Monstrum z Chorzowa”, które przylgnęło do niego, gdyż dokładnie opisywało jego osobę. Choć Kukuła starał się zablokować dziennikarskie śledztwo, m.in. zakazując strażnikom udzielania Maciejowi Molendzie informacji na jego temat, to nie udało mu się zablokować publikacji. Po pierwszej części materiału o Kukule pojawiła się druga, w której informowano o piśmie dziennikarze do Ministerstwa Sprawiedliwości, a także odpowiedzi, jaką ministerstwo udzieliło.

„Skazany Henryk K. odbywa karę 25 lat pozbawienia wolności. Z uwagi na zdiagnozowane zaburzenia odbywa ją w oddziale terapeutycznym. Koniec kary przypada na rok 2020. W ocenie psychologa po zakończeniu odbywania kary konieczne będzie prowadzenie wieloletnich, kompleksowych oddziaływań terapeutycznych, z uwzględnieniem psychoterapii oraz farmakoterapii (zgodnie z zaleceniami z opinii seksuologicznej) w stacjonarnej placówce leczniczej. Dyrektor zakładu karnego może wystąpić z wnioskiem do sądu o umieszczenie Henryka K. w ośrodku dopiero na 8 miesięcy przed przewidywanym końcem kary. Sąd po wydaniu opinii biegłych psychiatrów i seksuologa może skierować skazanego do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym lub orzec zastosowanie nadzoru prewencyjnego sprawowanego przez policję” – czytaliśmy w odpowiedzi ministerstwa na pismo Faktu.

Oto druga część reportażu o Henryku Kukule

Po latach okazało się, że ministerstwo przychyliło się do tej prośby i Henryk Kukuła zostanie odizolowany od społeczeństwa, trafiając do ośrodka w Gostyninie. Decyzję taką podjął Sąd Okręgowy w Rzeszowie na wniosek dyrektora zakładu, w którym przebywa Kukuła. W rozmowie z Fakt24, siostrzenica pierwszej ofiary nie kryła radości. „Bardzo dziękujemy. To naprawdę wspaniała wiadomość” – powiedziała w rozmowie z Faktem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Poszukiwani sprawcy, którzy wysadzili bankomat w Biedronce w Płotach

Siła wybuchu była ogromna! Uszkodzony został nie tylko sam bankomat, ale także przedsionek sklepu Biedronka w Płotach przy ulicy Grunwaldzkiej. W nocy z poniedziałku na wtorek nieznani sprawcy wysadzili urządzenie w powietrze ukradli z niego sporą sumę pieniędzy.

Do zdarzenia doszło między godziną 3:00 i 4:00. Eksplozja całkowicie zniszczyła bankomat. W przedsionku sklepu uszkodzone zostały szyby w oknach i sufit, w związku z czym zdecydowano się nie otwierać go dla klientów. Sprawców nie udało się odnaleźć, podobnie jak gotówki, która została wyciągnięta z wnętrza bankomatu. Według nieoficjalnych informacji mogło to być kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Obecnie policja prowadzi czynności mające na celu ustalenie sprawców kradzieży.
Źródło info i foto: se.pl

Iran ostrzelał dwie bazy wojskowe USA w Iraku

Iran ostrzelał dwie bazy wojskowe Stanów Zjednoczonych w Iraku. To odpowiedź na zabicie przez Amerykanów dowódcy irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej generała Kasima Sulejmaniego. Waszyngton zareagował na atak powściągliwie. Według resortu obrony USA Iran wystrzelił kilkanaście rakiet balistycznych, które spadły na bazy wojskowe Asad i w Irbilu. Jak dotąd nie ma doniesień o ofiarach wśród Amerykanów.

Według informacji MON, Polakom stacjonującym w bazie Al-Asad nic się nie stało. Tymczasem irańska telewizja podała, że w atakach na bazy zginęło 80 amerykańskich żołnierzy, zniszczone zostały samoloty oraz inny sprzęt wojskowy.

Donald Trump monitoruje sytuację

Pentagon szacuje straty. Rzeczniczka Białego Domu Stephanie Grisham poinformowała, że Donald Trump monitoruje sytuację. Prezydent USA spotkał się późnym wieczorem czasu lokalnego z doradcami do spraw bezpieczeństwa narodowego. Biały Dom poinformował jednak, że w najbliższych godzinach nie należy się spodziewać oświadczenia prezydenta.

O ataku zostali także poinformowani politycy Partii Demokratycznej, którzy spotykali się w parlamencie w sprawie procedury impeachmentu Donalda Trumpa. – Musimy się modlić – powiedziała obecna na spotkaniu członkini kongresu Debbie Dingell. Przewodnicząca Demokratów w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi oświadczyła, że Stany Zjednoczone i świat nie mogą pozwolić sobie na wojnę.
Źródło info i foto: Gazeta.pl