Kibole Cracovii z zarzutami. Wśród oskarżonych poszukiwana Magdalena K.

Prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Krakowie akt oskarżenia przeciwko 20 osobom zarzucając im udział w zorganizowanej grupie przestępczej skupionej wokół środowiska pseudokibiców Cracovii. Grupa działała w latach 2015-2018. Akt oskarżenia przygotował Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

Jak podała PK w piątkowym komunikacie, 19 osób spośród oskarżonych przebywa w tymczasowym areszcie.

Jak ustalił prokurator zorganizowana grupa przestępcza działała w latach 2015-2018 na terenie Krakowa i innych miejscowości województwa małopolskiego, śląskiego, pomorskiego. Jej członkowie zajmowali się popełnianiem przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, mieniu, bezpieczeństwu publicznemu oraz wprowadzaniu do obrotu oraz obrotem substancjami psychotropowymi i środkami odurzającymi.

Magdalena K. dalej jest poszukiwana

Do grudnia 2017 roku grupą tą kierowali bracia Adrian i Mariusz Z (ps. „bracia zieloni”). W grupie brało udział co najmniej kilkadziesiąt osób. Od grudnia 2017 roku, w związku z zastrzeleniem Adriana Z. oraz tymczasowym aresztowaniem Mariusza Z., kierownictwo grupą przestępczą przejęła konkubina Mariusza Z. – Magdalena K. – współdziałając w tym zakresie z innymi członkami grupy przestępczej. Wobec Magdaleny K. nadal prowadzone są międzynarodowe poszukiwania.

Według prokuratury działalność gangu była podzielona na dwa piony: zbrojno-narkotykowy oraz ekonomiczny, związany z inwestowaniem i tzw. praniem pieniędzy pochodzących z przestępstw.

W Hiszpanii grupa pakowała narkotyki

W części zbrojnej oraz narkotykowej część z osób była delegowana do pracy w Hiszpanii przy pakowaniu i ładowaniu narkotyków, część osób była odpowiedzialna za przyjmowanie narkotyków w Polsce i ich wyładowanie oraz rozwiezienie do poszczególnych dilerów narkotykowych, inne osoby były odpowiedzialne za przywożenie narkotyków. Dodatkowo wykorzystywano także kierowców firm transportowych którzy nieświadomie uczestniczyli w przestępczym procederze.

Niektóre osoby były odpowiedzialne za wymianę pieniędzy na narkotyki oraz ich przewożenie dla zagranicznych dostawców, inni członkowie grupy odpowiadali za dalszy obrót narkotykami poprzez ich sprzedaż detaliczną lub jeszcze mniejszym dilerom narkotykowym.

Podejrzani uczestniczyli w obowiązkowych zbiórkach

Wszystkie osoby działające w ramach grupy przestępczej zobowiązane były do udziału w tzw. zbiórkach, czyli natychmiastowego zgłaszania się na wezwanie Adriana lub Mariusza Z. i udziału w zaplanowanych przez nich akcjach związanych np. z pobiciami kibiców innych drużyn oraz udziału w tzw. ustawkach. Do kolejnych obowiązków należało uiszczania składek na klub piłkarski oraz udzielania wsparcia finansowego osobom tymczasowo aresztowanych.

W skład „ekonomicznej” części grupy wchodzili m.in. przedstawiciel spółki deweloperskiej, osoba inwestująca nielegalne środki w spółki i nieruchomości czy podstawione osoby, na które nabywano nieruchomości.

Według prokuratury łączna wartość mienia poddanego procederowi prania brudnych pieniędzy wynosiła prawie 7 mln zł oraz ponad 55 tys. euro.

W toku postępowania prokurator zabezpieczył majątek podejrzanych oraz powiązanych z nimi osób i podmiotów gospodarczych w postaci pieniędzy, ruchomości i nieruchomości na łączną kwotę ponad 9,5 mln zł.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Strzelanina w niemieckim miasteczku Rot am See. 6 osób nie żyje

W miasteczku Rot Am See, niedaleko Stuttgartu, doszło do strzelaniny. Nie żyje co najmniej sześć osób – poinformował Focus Online, cytowany przez agencję Reutera. Policja z Aalen potwierdza, że w strzelaninie zginęło kilka osób, ale nie informuje o ich liczbie. Sprawca został ujęty. Według dziennika „Bild”, to 37-letni mężczyzna. Informację o strzelaninie potwierdziła lokalna policja. Przyznano również, że sprawca strzelaniny został ujęty.

Według gazety „Bild”, do strzelaniny doszło przed jedną z restauracji.

Policja podała wstępnie, że przyczyną strzelaniny były „pobudki osobiste”. Brak informacji o innych podejrzanych. Na Twitterze policja z Aalen informuje o „większej operacji służb” w liczącym ok. 5 tys. mieszkańców Rot Am See (Badenia-Wirtembergia).

Niemiecki dziennik „Bild” informuje, że zatrzymany ws. strzelaniny to mężczyzna urodzony w 1983 roku. Z kolei według „Südwest Presse” ofiary to członkowie rodziny. Operacja trwa od 12:45, po godz. 14:30 sytuacja miała być już pod kontrolą służb. Policja ma zabrać głos w sprawie podczas konferencji prasowej w ratuszu, którą zaplanowano na godz. 16:30.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Holandia: Zaginęła 14-letnia Julia Walicka. Apel policji

Nastolatka zaginęła we wtorek po południu. Ostatnio była widziana w miejscowości Drachten, gdzie mieszka. Julia Walicka poruszała się na niebieskim rowerze. Do tej pory nie skontaktowała się z rodziną. Julia Walicka ostatnio była widziana w holenderskim mieście Drachten, gdzie mieszka. Zaginęła we wtorek po godzinie 14. Od tego momentu nie zawiązała kontaktu z rodziną. Prawdopodobnie zabrała ze sobą dodatkowe ubrania.

14-latka poruszała się na niebieskim rowerze Batavus. Jak podaje profil na Facebooku „Zaginieni przed laty” dwukołowiec został odnaleziony. Istnieje zagrożenie dla życia i zdrowia nastolatki. Julia jest szczupłej budowy ciała, ma brązowe oczy i włosy w kolorze ciemny blond. W dniu zaginięcia nastolatka była ubrana w czarny kombinezon z pionowym paskiem wzdłuż nogi, białe sportowe buty i kremowy płaszcz typu „body”.

Jeśli ktokolwiek posiada informacje na temat nastolatki proszony jest o niezwłoczny kontakt z holenderską policją pod numerem 0900-8844 lub 0800-6070. Należy podać numer referencyjny 2020020377. Osoby spoza Holandii proszone są o wybranie numeru +31793459876.
Źródło info i foto: wp.pl

Aktorka oskarża Harveya Weinsteina o gwałt. Annabella Sciorra zeznała przed sądem w Nowym Jorku

Aktorka Annabella Sciorra, znana między innymi z serialu „Rodzina Soprano”, zeznała w czwartek przed nowojorskim sądem, że producent filmowy Harvey Weinstein miał przed ponad 25 laty zgwałcić ją w jej mieszkaniu w Nowym Jorku.

Od środy przed sądem w Nowym Jorku trwa rozprawa ws. przestępstw na tle seksualnym, jakich miał się dopuścić producent filmowy, laureat Oscara, Harvey Weinstein. Producent nie przyznaje się do winy.

Annabella Sciorra zeznała, że zimą 1993-1994 roku wpuściła Weinsteina do swego mieszkania na Manhattanie, po czym mężczyzna zaatakował ją, gdy zorientował się, że nikogo więcej nie ma w domu. Aktorka, jak zeznała, próbowała uciec do łazienki i walczyła z Weinsteinem, ale bez powodzenia. – Czułam się obezwładniona – wyjaśniła sędziom przysięgłym 59-letnia obecnie Sciorra, wskazując na posturę Weinsteina. – Żałowałam, że otworzyłem drzwi – powiedziała. Jak dodała o zdarzeniu nie powiadomiła nikogo, nie zgłosiła też sprawy na policji, nie poszła do lekarza.

Według zastępcy prokuratora okręgowego na Manhattanie Meghan Hast, Sciorra była w następstwie gwałtu pod wpływem szoku. Schudła, straciła beztroską osobowość, nadużywała alkoholu i wielokrotnie chciała się okaleczyć.

„To ma zostać między tobą a mną”

Aktorka zeznała, że w kilka tygodni po incydencie doszło do konfrontacji z producentem i jak oceniła jego odpowiedź zabrzmiała groźnie. – Tak (jak ty – red.) mówią wszystkie miłe katolickie dziewczyny (…). To ma zostać między tobą a mną – miał ją ostrzec hollywoodzki potentat.

Sciorra widziała go jeszcze kilkakrotnie m.in. w Londynie i Paryżu. Zagrała nawet w filmie produkcji jego firmy Miramax, z czego – jak zapewniła – nie zdawała sobie sprawy przed rozpoczęciem zdjęć. Jak podkreśliła, nie przypomina sobie, by Weinstein pojawił się wtedy na planie filmowym.

Jak wskazała agencja Reutera, oskarżenia dotyczące wydarzeń sprzed 25 lat uległy już przedawnieniu, w związku z czym Sciorra nie mogła wnieść osobnego aktu przeciw Weinsteinowi, natomiast jej zeznania mają pokazać do jakichś czynów zdolny był producent.

„Mam nadzieję, że Harvey ma dla mnie pracę”

Obrońcy Weinsteina zakwestionowali wiarygodność Sciorry. Odtworzyli m.in. nagranie programu telewizyjnego Davida Lettermana z roku 1997. Aktorka mówiła tam wówczas, że cieszy się „złą reputacją” w związku z kłamstwami, jakich dopuściła się w wywiadach prasowych. Jak przyznała zmyślała „różne historyjki”, gdy pytana o życie osobiste czuła się nieswojo.

Adwokatka Weinsteina Donna Rotunno podkreśliła, że aktorka zbyt często zasłania się niepamięcią. Jak mówiła, w sierpniu 2017 roku aktorka wyznała na swym koncie w Instagramie, że nie ma pieniędzy. „Mam nadzieję, że Harvey ma dla mnie pracę” – miała napisać wtedy Sciorra. Drugi obrońca producenta, Damon Cheronis zapowiedział wezwanie przed sąd przyjaciółki aktorki. Zrobiłam „szaloną rzecz i uprawiałam seks z Harveyem Weinsteinem” – miała wyznać swej przyjaciółce Sciorra, twierdząc, że seks był za obopólną zgodą.

Sprawa producenta zapalnikiem dla ruchu #MeToo

Annabella Sciorra po raz pierwszy o gwałcie, którego miała paść ofiarą, poinformowała w roku 2017 na łamach magazynu „New Yorker”. Od tamtego czasu ponad 80 kobiet, w tym kilka znanych aktorek, obwiniało Weinsteina o molestowanie seksualne. Sprawa będzie się jednak koncentrować na oskarżeniach dwóch kobiet. Pierwsze dotyczy oskarżenia o gwałt w hotelu na Manhattanie w 2013 roku – w tym przypadku domniemana ofiara pragnie zachować anonimowość. Drugim zarzutem jest wymuszenie w 2006 roku przez Weinsteina w jego apartamencie aktu seksualnego na swojej asystentce Mimi Haleyi.

Rozgłos wokół sprawy Weinstein doprowadził w 2017 roku do intensyfikacji ruchu #MeToo. Skierowany jest przeciw nadużyciom seksualnym w miejscu pracy ze strony wpływowych mężczyzn. Doprowadziło to do złamania wielu z nim kariery.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Podczas kłótni oblał 61-latka benzyną i podpalił. Grozi mu dożywocie

42-letni mężczyzna, który oblał benzyną, a następnie podpalił swojego 61-letniego kolegę, usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa – poinformowała w czwartek krakowska policja. Sprawca został tymczasowo aresztowany; grozi mu dożywocie.

Do zdarzenia doszło w sobotę w rejonie Swoszowic, gdzie policjanci z krakowskiej komendy miejskiej udali się po otrzymaniu zgłoszenia o tym, że w jednym z mieszkań doszło do podpalenia człowieka. Po przyjeździe na miejsce funkcjonariusze znaleźli mężczyznę z licznymi oparzeniami ciała, które powstały na skutek oblania łatwopalną substancją i podpalenia. Udzielili poszkodowanemu pomocy i przewieźli go do szpitala.

Jak ustalono, do zdarzenia doszło podczas kłótni między znajomymi, którzy spotkali się w mieszkaniu. W wyniku konfliktu 42-letni mężczyzna sięgnął po kanister z benzyną, oblał swojego 61-letniego kolegę, a następnie go podpalił. Służby ratunkowe zawiadomiły pozostałe przebywające w mieszkaniu osoby. Okazało się, że ofiara doznała poważnych obrażeń.

Z kolei napastnik, po złożeniu wyjaśnień, decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, za co grozi mu kara 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Bułgaria: Prokuratura zarzuciła trzem rosyjskim obywatelom próbę zabójstwa biznesmena. „Takie same objawy jak u Skripala”

Bułgarska prokuratura zarzuciła trzem rosyjskim obywatelom próbę zabójstwa biznesmena z branży zbrojeniowej Emiliana Gebrewa – poinformowała w czwartek służba prasowa tej instytucji. Wydano międzynarodowe nakazy aresztowania. Według komunikatu prokuratury w okresie od 28 kwietnia do 4 maja 2015 r. obywatele rosyjscy próbowali otruć za pomocą niezidentyfikowanych środków fosforoorganicznych Gebrewa, jego syna oraz partnera biznesowego.

W komunikacie nie zostały podane nazwiska Rosjan. Poinformowano, że oprócz nakazów aresztowania złożono podania o międzynarodowy list gończy z ekstradycją. Informację podano w systemie Schengen. Są oni poszukiwani czerwoną notą w systemie Interpolu. Wcześniej prokuratura podała, że chodzi o osoby związane z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

Dwa dni temu prokuratura udostępniła zdjęcia z kamer w garażu Gebrewa, na których widać mężczyznę zbliżającego się do samochodu biznesmena.

W kwietniu 2015 roku Gebrew po oficjalnej kolacji źle się poczuł i stracił przytomność. Mniej więcej w tym samym czasie podobne objawy zaobserwowano u jego syna. Następnego dnia Gebrew został przyjęty do szpitala, gdzie spędził 20 dni.

Po pojawieniu się w mediach wiadomości o próbie otrucia byłego agenta GRU Siergieja Skripala w angielskim Salisbury w 2018 r., Gebrew twierdził, że miał takie same objawy. W maju 2015 roku wszczęto w Bułgarii dochodzenie w tej sprawie, przesłuchano świadków i przeprowadzono rewizje w domach ofiar i w odwiedzanych przez nie restauracjach.

Dochodzenie umorzono w kwietniu 2016 roku z powodu niewykrycia sprawców, jednak wznowiono je w październiku 2018 roku po otrzymaniu przez prokuraturę listu Gebrewa, w którym biznesmen utrzymywał, że „ma podstawy uważać, iż (w 2015 r.) został otruty środkiem z grupy Nowiczok”.

Jednocześnie jesienią 2019 r. brytyjski portal Bellingcat podał, że w próbę otrucia paralityczno-drgawkowym środkiem bułgarskiego biznesmena, jego syna i kolegi było zamieszane GRU. Zdaniem portalu w sprawę było zamieszanych trzech rosyjskich agentów, których tożsamość udało się ustalić. Bułgarska prokuratura potwierdziła terminy pobytu Rosjan w Bułgarii, które zbiegają się z próbą zamachu na biznesmena.

Według Gebrewa, który jest właścicielem dużych zakładów zbrojeniowych Emko i Dunarit, przyczyną próby jego otrucia przez GRU mógł być eksport broni dla Ukrainy.
Źródło info i foto: TVP.info

Ilu skazanych ułaskawił obecny prezydent?

Jeszcze żaden prezydent nie korzystał z prawa łaski tak ostrożnie, jak obecny. Zrobił to tylko 83 razy – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”. Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, Aleksander Kwaśniewski w ciągu obu kadencji – 4288, Lech Kaczyński 201 osób, a Bronisław Komorowski 360 – podaje gazeta.

„Jan Śpiewak, który przyczynił się do ujawnienia afery reprywatyzacyjnej w stolicy, został skazany za zniesławienie jednej z jej rzekomych bohaterek. Stara się o ułaskawienie u Andrzeja Dudy, w Kancelarii Prezydenta trwają procedury w tej sprawie. Jeśli dojdzie do ułaskawienia, będzie to jeden z najgłośniejszych przypadków podczas prezydentury Dudy, jednak statystyk to znacząco nie zmieni. Kadencja Dudy powoli się skończy i już wiadomo, że będzie najmniej łaskawym z dotychczasowych prezydentów. Po prawo łaski sięgnął tylko 83 razy” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Jak pisze dziennik, takie wnioski płyną z przeprowadzonej przez „Rzeczpospolitą” analizy komunikatów w sprawie ułaskawień, które zamieszcza w sieci Kancelaria Prezydenta. „Obliczyliśmy nie tylko liczbę przypadków prawa łaski, ale również jego odmów. Było ich 482. To, jak surowym prezydentem jest Duda, widać, zestawiając go z poprzednikami. Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, a Aleksander Kwaśniewski w ciągu obu kadencji – 4288. O wiele wstrzemięźliwiej z prawa łaski korzystali kolejni prezydenci: Lech Kaczyński (201 przypadków) i Bronisław Komorowski (360)” – napisano.

„Rz” pisze, że z komunikatów na stronie prezydenta wynika, iż korzystając z prawa łaski, prezydent kieruje się najczęściej względami humanitarnymi, przykładowo pogorszeniem stanu zdrowia skazanego. „Nie zawsze ułaskawienie jest darowaniem kary w całości, lecz może przykładowo mieć postać jej warunkowego zawieszenia” – czytamy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

O tym napadzie na taksówkarza słyszała cała Polska. Zapadł wyrok

W sierpniu ubiegłego roku nagranie z brutalnego napadu na stołecznego taksówkarza wstrząsnęło całą Polską. Widać na nim, jak młody bandyta przykłada kierowcy nóż do szyi i żąda pieniędzy, które z uśmiechem odbiera jego koleżanka. 18-letni Kasper K. i jego dziewczyna Ewelina C. zostali szybko zatrzymani, a po sześciu miesiącach od tych traumatycznych zdarzeń sąd podjął decyzję o ich dalszym losie.

Do napadu doszło 14 sierpnia 2019 roku. Rozbójnicza para zamówiła kurs taksówką z Warszawy na dworzec w Pruszkowie. Mieli zapłacić 78 zł. Gdy dotarli na miejsce, chuligan wyjął nóż i przystawił taksówkarzowi do gardła. Gdy mu groził, dziewczyna szybko zabrała 320 zł z kasetki. Chwilę później oboje uciekli. Przestępcy wrócili do stolicy i udali się w kierunku odległych Katowic.

Ich ucieczka nie trwała jednak długo. Dwie godziny po napadzie policjanci zatrzymali ich w Opocznie. Młodociani przestępcy byli kompletnie zaskoczeni. – Urodziła mi się taka myśl, żeby zrobić rozbój. Nie miałem wtedy pieniędzy. Bardzo żałuję, byłem pijany – mówił później śledczym Kasper K.

Taksówkarz do dziś mierzy się z traumą

18-latek przyznał się do napadu na taksówkarza. Usłyszał zarzut rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Groziło mu do 15 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie warszawski sąd wymierzył mu karę zaledwie czterech lat więzienia. Dodatkowo ma wpłacić 20 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz taksówkarza i oddać skradzione 320 zł. Wątkiem 16-letniej dziewczyny i jej udziału w rozboju zajmuje się wydział rodzinny w sądzie rejonowym. Ewelina C. czeka na wyrok w poprawczaku.

Jak na decyzję sądu zapatrywali się pełnomocnicy pokrzywdzonego? – Zgodziliśmy się głównie dlatego, że pokrzywdzony musiałby podczas tego procesu jeszcze raz to przeżywać, odtwarzać tamto zdarzenie. Do dziś mierzy się z traumą, nie przyjmuje kursów w godzinach nocnych. Powrót do zawodu jest trudny – mówi cytowana przez „Gazetę Wyborczą” Ewelina Niemyjska, prawniczka taksówkarza.

Kara jest wystarczająca? Jak ten wyrok argumentował sąd? – Ta kara, w wymiarze czterech lat pozbawienia wolności wraz z nawiązką, jest wystarczająca, nawet biorąc pod uwagę przeszłość oskarżonego. Już dawno temu wszedł w konflikt z prawem, pogubił się życiowo – powiedziała sędzia Maria Turek.

– Wszystko zależy od skazanego, czy okres spędzony w zakładzie karnym będzie czasem straconym, czy nie. W więzieniu można uporządkować swoje życie, wszystko przemyśleć. Można się uczyć, podejmować pracę, odbywać terapię – dodała sędzia. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policjanci CBŚP zlikwidowali 19 agencji towarzyskich

Policjanci CBŚP zlikwidowali 19 agencji towarzyskich, tzw. „mieszkaniówek” działających na terenie pięciu województw. Podczas akcji zatrzymano siedem osób – powiedział w piątek PAP młodszy aspirant Paweł Żukiewicz z CBŚP.

Według śledczych, grupa której członkowie podejrzani są o czerpanie korzyści z nierządu innych osób mogła działać od dwóch lat na terenie 24 miast znajdujących się w obszarze pięciu województw, w tym podkarpackiego (w Rzeszowie, Krośnie, Dębicy, Stalowej Woli, Jarosławiu, Łańcucie, Mielcu, Tarnobrzegu, Sanoku, Jaśle), lubelskiego (w Zamościu, Biłgoraju, Chełmie), świętokrzyskiego (w Sandomierzu, Busku Zdroju, Kielcach, Starachowicach), małopolskiego (w Brzesku, Gorlicach, Oświęcimiu, Nowym Sączu), śląskiego (w Cieszynie, Czechowicach Dziedzicach).

Do zatrzymań doszło w miniony wtorek na polecenie prokuratora Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie przez policjantów CBŚP z Rzeszowa, wspartych przez funkcjonariuszy biura z zarządów w Katowicach, Krakowie, Kielcach, Wrocławiu i Lublinie, a także policjantów z Komendy Wojewódzkiej w Rzeszowie. W trakcie akcji zlikwidowano 19 agencji towarzyskich, tzw. mieszkaniówek. W działaniach wzięło udział prawie 150 policjantów. Funkcjonariusze zatrzymali siedem osób, w wieku od 28 do 48 lat – dodał.

Powiedział także, że podczas akcji funkcjonariusze zabezpieczyli sprzęt elektroniczny, zapiski i dokumenty rozliczeniowe oraz ponad 300 tysięcy złotych w gotówce na poczet przyszłych, ewentualnych kar.

Zatrzymani zostali doprowadzeni do prokuratury. Jak przekazała PAP rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik, prokurator przedstawił Andrzejowi N. (48 lat), Pawłowi W. (28 lat), Agnieszce P. (41 lat), Beacie L. (37 lat), Kindze B. (37 lat), Lilianie Ł. (36 lat) oraz Michalinie C. (29 lat) zarzuty popełniania przestępstw polegających między innymi na czerpaniu korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inne osoby w ramach zorganizowanej grupy przestępczej.

Prokurator zarzucił Andrzejowi N. i Pawłowi W. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, organizowanie, prowadzenie i nadzorowanie agencji towarzyskich tzw. „mieszkaniówek” – tłumaczyła Ewa Bialik.

Według śledczych Andrzej N i Paweł W. werbowali dziewczyny do pracy w charakterze prostytutek, poprzez umieszczanie na portalu internetowym ogłoszeń z ofertami pracy, oferując dobowe wynajęcie mieszkań. Ponadto wyszukiwali do wynajęcia lokale mieszkalne, w których świadczone były usługi seksualne – podała prokurator.

Jak ustalił prokurator, podejrzani analizowali ogłoszenia konkurencyjnych agencji towarzyskich oraz dziewczyn świadczących indywidualnie usługi seksualnie w miastach, w których grupa posiadała swoje „mieszkaniówki”, celem ustalenia stawek za dobowe wynajęcie pokoju kobietom świadczącym usługi seksualne. Ponadto podejrzani wyznaczali osoby odpowiedzialne za zebranie pieniędzy pochodzących z prostytucji, ustalali ceny dobowego wynajęcia poszczególnych mieszkań, w których świadczone były usługi seksualne, finansowali wynajmowanie lokali mieszkalnych, w których usługi te były świadczone oraz ogłoszenia towarzyskie zamieszczone na portalach internetowych – dodała rzeczniczka PK.

Decyzją Sądu Rejonowego w Rzeszowie Andrzej N. i Paweł W. zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. Za zarzucane im czyny może grozić nawet do 10 lat więzienia.

Natomiast Agnieszce P., Beacie L., Kindze B., Lilianie Ł. oraz Michalinie C. prokurator zarzucił branie udziału w zorganizowanej grupie przestępczej kierowanej przez Andrzeja N. i Pawła W. oraz popełnienie przestępstw sutenerstwa. Podejrzane, w zależności od czasu korzystania z mieszkania, pobierały od prostytutek pieniądze w kwotach stanowiących wielokrotność 150 zł tj. ustalonej ceny „dobowego” wynajęcia pokoju. Następnie pieniądze te przekazywały Andrzejowi N. i Pawłowi W. W tej cenie kobieta, która była zainteresowana taką formą współpracy miała opłacane ogłoszenia towarzyskie, uzyskiwała środki czystości oraz ochronę – tłumaczyła prokurator.

Agnieszce P., Beacie L., Kindze B., Lilianie Ł. oraz Michalinie C. za zarzucane im czyny może grozić do 5 lat więzienia. „Wobec podejrzanych: Agnieszki P., Beaty L., Kingi B., Liliany Ł. oraz Michaliny C. prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci zakazu opuszczania kraju, dozoru Policji oraz poręczenia majątkowego w kwotach po 30 tysięcy złotych” – podała prokurator.

Według śledczych dzienny zysk uzyskiwany przez podejrzanych z tego procederu mógł sięgać około 3 tysięcy złotych, miesięczny około 80 tysięcy złotych, a roczny mógł wynieść około miliona złotych.

Jak mówią śledczy, sprawa ma charakter rozwojowy i nie wykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd Apelacyjny uchylił wyrok uniewinniający Adama Z.

Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok sądu pierwszej instancji, który uniewinnił Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. Sprawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia. Decyzja sądu drugiej instancji jest prawomocna. – Sąd pierwszej instancji wydał niewłaściwy wyrok. Sąd Apelacyjny nie ma wątpliwości, że prokurator i oskarżyciele posiłkowi mają rację, stawiając zarzuty błędu w ustaleniach faktycznych – powiedział sędzia Marek Kordowiecki, uzasadniając decyzję o uchyleniu wyroku uniewinniającego Adama Z.

Sąd uchylił wyrok uniewinniający Adama Z. Pełnomocnicy: Mógł działać pod wpływem adrenaliny

Odwołanie od wyroku sądu pierwszej instancji złożyła poznańska prokuratura i pełnomocnicy rodziny Ewy Tylman. W swojej apelacji odnosili się do uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego. Ten stwierdził, że Adam Z. nie byłby w stanie w ciągu pięciu minut i ośmiu sekund dokonać zabójstwa Ewy Tylman, a następnie przeciągnąć jej zwłoki i wrzucić do Warty. To, że jest to niemożliwe, wykazał eksperyment procesowy. Pełnomocnicy rodziny Ewy Tylman stwierdzili jednak, że Adam Z. mógł to zrobić, jeśli działał pod wpływem adrenaliny.

– Adrenalina sprawia, że organizm człowieka przestawia się na specjalny tryb. Mięśnie lepiej pracują, człowiek zyskuje pod wpływem adrenaliny siłę. W chwilach zagrożenia potrafi podnieść ciężkie przedmioty i porusza się szybciej. Wyostrza się zdolność do podejmowania decyzji – powiedział mecenas Wojciech Wiza, którego słowa cytuje „Głos Wielkopolski”.

Mecenas Mariusz Paplaczyk, który wraz z Wojciechem Wizą reprezentuje rodzinę Ewy Tylman, stwierdził, że sąd powinien przemyśleć nie tylko uchylenie wyroku, ale zwrócenie sprawy do prokuratury po to, by mogła ona przeprowadzić dodatkowe postępowanie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl