Głogów: Uczeń przystawił nauczycielowi pistolet do głowy

Pistolet na kapiszony przystawił nauczycielowi do głowy uczeń jednej z głogowskich szkół policealnych. Ku uciesze całej klasy drwił w ten sposób z pedagoga, który – jego zdaniem – wystawił mu za niską ocenę. Film z incydentu został nagrany i wrzucony do internetu, ale szybko go usunięto. 

To bulwersujące zdarzenie miało miejsce w czwartek w Zespole Szkół Policealnych w Głogowie (woj. dolnośląskie) na jednej z lekcji w jednej z trzecich klas. Jak informuje lokalny portal myglogow.pl, jeden z uczniów wstał i zaczął chodzić po klasie.

Pistolet przy głowie nauczyciela

Po chwili podszedł do nauczyciela i drwiącym głosem krzyknął: – Słyszałem, że miała być piąteczka. Następnie wyciągnął z kieszeni atrapę pistoletu i wycelował nią w pedagoga. Nie reagował na żadne wezwania i ku uciesze kolegów wystrzelił w sufit. Nikomu nic się nie  stało, ponieważ był to niegroźny pistolet na kapiszony. 

Jeden z uczniów nagrał film z tego zdarzenia i wrzucił do internetu. Nagranie krążyło po sieci, ale wkrótce zostało usunięte. Sprawą zainteresowała się już dyrekcja szkoły.

Do szkoły od razu zostali wezwani rodzice tego ucznia. Okazał skruchę, przepraszał. Tłumaczył się, że to był tylko głupi żart. Wcześniej nie było z nim problemów wychowawczych. Został ukarany naganą dyrektora” – PAWEŁ KORZEŃ, DYREKTOR ZSP W GŁOGOWIE

W klasie odbyła się specjalna lekcja wychowawcza na ten temat, jednak to nie wszystko. Jak bowiem informuje polsatnews.pl, sprawę weryfikuje także miejscowa policja. Na razie nie ma jednak informacji na temat ew. działań podjętych przez mundurowych. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gorzów: Zatrzymano sprawców brutalnej napaści

Policjanci z Gorzowa zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 24 i 25 lat podejrzanych o napad na 56-latkę. Agresorzy bili ją i kopali, a kiedy upadła wyrwali torebkę i uciekli. Do przestępstwa doszło w piątkowy wieczór, na przystanku autobusowym przy ul. Żwirowej w Gorzowie. Czekająca tam na autobus 56-latka zauważyła dwóch mężczyzn w kapturach siedzących na ławce. Po chwili wstali, odeszli nieco dalej, ale nadal obserwowali kobietę.

W pewnym momencie jeden z nich podbiegł do 56-latki i uderzył ją w twarz. Chwilę później dołączył do niego kolega i razem zaczęli bić i kopać kobietę. Próbowała się jeszcze bronić, ale po kilku ciosach upadła na chodnik. Mężczyźni wyrwali jej torebkę i uciekli. Oszołomiona kobieta pobiegła do swoich bliskich, by powiadomić służby – zrelacjonował Grzegorz Jaroszewicz z zespołu prasowego lubuskiej policji.

Kobieta trafiła pod opiekę załogi karetki pogotowia, a policjanci rozpoczęli poszukiwania napastników. Na jednym z przystanków zauważyli dwóch mężczyzn, którzy odpowiadali ustalonym rysopisom i ich zatrzymali. Byli wulgarni i agresywni. Znaleziono przy nich skradzioną torebkę i dokumenty.

Obaj byli nietrzeźwi – starszy miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie, młodszy – prawie promil. Noc spędzili w gorzowskiej komendzie. Po wytrzeźwieniu i przesłuchaniu, usłyszą prawdopodobnie zarzut rozboju, za który grozi do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ruszył proces ws. „gangu przebierańców”

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces tzw. gangu przebierańców – dowiedziała się PAP. Na ławie oskarżonych zasiada 14 osób, w tym były minister sprawiedliwości Andrzej K.

Gang przebierańców – jak media określiły grupę przestępczą – działał od 2015 r. do końca 2017 r. Według ustaleń śledztwa, jej członkowie kontaktowali się z różnymi firmami z branży paliwowej i farmaceutycznej, a następnie, w zamian za korzyści majątkowe, deklarowali załatwienie różnych spraw. Mieli zapewniać, że wobec podmiotów, które nawiążą z nimi współpracę, nie zostaną wszczęte przez organy skarbowe postępowania kontrolne i karne.

Jak przekazywała Prokuratura Regionalna w Katowicach, śledztwo dotyczyło „powoływania się na wpływy, wywoływanie przekonania o istnieniu takich wpływów oraz utwierdzaniu w przekonaniu o istnieniu takich wpływów” w wielu instytucjach państwowych w zamian za korzyści majątkowe i osobiste oraz ich obietnice.

Członkowie grupy mieli podawać się m.in. za agentów służb specjalnych i wyłudzać pieniądze w zamian za obietnicę roztoczenia parasola ochronnego nad firmami.

Zdaniem prokuratury – mieli też pomagać w załatwianiu różnych spraw (np. ochronić przed działaniami kontrolnymi urzędów skarbowych i czynnościami śledczymi policji) oraz powoływać się na wpływy w różnych instytucjach – m.in. w ABW, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego i innych służbach specjalnych, instytucjach skarbowych, policji, Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym, a także w resortach: finansów, sprawiedliwości i zdrowia.

„W tym śledztwie zarzuty przedstawiono łącznie 14 osobom, przy czym dwóm z tych osób zarzucono założenie oraz kierowanie grupą” – informowała prokuratura.

Kto należał do grupy?

Według prokuratury, w grupie przestępczej uczestniczyć mieli również emerytowani funkcjonariusze służb specjalnych i prawnicy z jednej z warszawskich kancelarii.

Jedną z osób, które usłyszały w tej sprawie zarzuty jest były minister sprawiedliwości Andrzej K. Miał on powoływać się na wpływy w ABW i w Prokuraturze Krajowej i wprowadzać w błąd prezesa spółki farmaceutycznej co do możliwości stworzenia nad jego spółką parasola ochronnego służb.

Jak podawała Prokuratura Krajowa, działając w ten sposób K. wprowadził do spółki dwóch podejrzanych, a ta wypłaciła im wynagrodzenie w łącznej wysokości co najmniej 204 tys. zł. Firma traciła też dodatkowo co najmniej 140 tys. zł – pieniądze te zostały wypłacone z tytułu realizacji pozornej umowy zlecenia o świadczenie pomocy prawnej. Zdaniem śledczych, Andrzej K. wprowadził również w błąd prezesa spółki farmaceutycznej co do możliwości pozytywnego załatwienia dotyczącej jej sprawy prowadzonej przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie.

Jak dowiedziała się PAP, przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczy się już proces w tej sprawie.
Źródło info i foto: interia.pl

Tak zatrzymano zabójców 20-latka z Płocka

20-letni dostawca pizzy został związany, wywieziony w bagażniku za miasto, a następnie zamordowany. Według śledczych, była to zaplanowana egzekucja. Jego znajomi wpadli, bo narzędzia zbrodni: łopaty, sznur i wapno kupili w jednym sklepie. Prokuratura nie ma wątpliwości, że brutalne morderstwo 20-latka z Płocka zostało szczegółowo zaplanowane. Podejrzani go znali, wiedzieli, że pracował jako dostawca pizzy.

Wrzucili go do bagażnika

Jak powiedziała Polsat News Iwona Śmigielska-Kowalska z Prokuratury Okręgowej w Płocku, oprawcy zwabili ofiarę zamawiając pizzę, którą zjedli wspólnie w mieszkaniu na obrzeżach miasta. Następnie obezwładnili chłopaka przy użyciu taśmy klejącej oraz plastikowych zacisków. Następnie na kilka godzin zamknęli mężczyznę w bagażniku.

W tym czasie mężczyźni poruszając się bocznymi drogami przejechali kilkadziesiąt kilometrów do lasu w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie już wszystko było przygotowane. Tam doszło do zabójstwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl