Katowice: 34-latek podejrzany o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki

Katowicka policja zatrzymała 34-letniego mężczyznę, podejrzanego o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki. Sąd zdecydował już o jego aresztowaniu. O podejrzeniu seksualnego wykorzystywania dziewczynek policję zawiadomiła matka – była partnerka podejrzanego. Kobieta nabrała podejrzeń po tym, jak przeczytała esemesy, jakie mężczyzna wysyłał do jednej z jej córek.

Z ustaleń policjantów wynika, że 34-letni mężczyzna przez cztery lata miał się dopuszczać wielokrotnie aktów pedofilii wobec córek swojej ówczesnej partnerki. Został zatrzymany w swoim domu. Był zaskoczony wizytą funkcjonariuszy.

Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu narkotyki.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił przedstawić mu łącznie pięć zarzutów: dwa dotyczą zgwałcenia osoby małoletniej poniżej lat 15 w czynie ciągłym z jednoczesnym znęcaniem się nad ofiarą, kolejne dwa – prezentowania treści pornograficznych osobie małoletniej w czynie ciągłym oraz ostatni – posiadania znacznej ilości narkotyków.

34-latek został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kuba: Ciało 52-letniej kobiety w walizce znalezione na śmietniku

Nathalie Fraser w grudniu ubiegłego roku sprzedała swój dom w Montrealu i przeprowadziła się do Matanzas na Kubie. Chciała tam rozpocząć nowe życie z młodszym o 13 lat muzykiem. W połowie stycznia kobieta zaginęła, a teraz znaleziono jej zwłoki. Kanadyjka prawdopodobnie zaginęła 18 stycznia – od tego czasu bliscy nie mieli z nią żadnego kontaktu. – Czułam, że stało się coś złego, kiedy mama zaginęła – powiedziała „La Presse” Marie-Eve Fraser, córka 52-latki.

Nathalie została brutalnie zamordowana. Jej zwłoki znaleziono w walizce porzuconej na śmietniku w Matanzas. – Dowiedzieliśmy się od służb, że wiele wycierpiała – wyznała lokalnym mediom siostra 52-latki. Głównym podejrzanym o zbrodnię stał się kochanek kobiety. Mężczyzna został aresztowany.

– Kiedy pojechałam odwiedzić ich na Kubie, przekonałam się, że partner mamy jest zaborczy, impulsywny i ją kontroluje. Mama powiedziała mi, że to z powodu zdenerwowania przed spotkaniem ze mną – przyznała w rozmowie z „La Presse” córka zamordowanej.
Źródło info i foto: onet.pl

Tajlandia: Nowe informacje dotyczące ataku żołnierza. Jego strzały były „bardzo precyzyjne”

– Ta sytuacja była przerażająca. Co chwilę słyszeliśmy wystrzały. Czekaliśmy bardzo długo, wiele godzin, aż przyjechała policja – relacjonował jeden z mężczyzn, który przeżył sobotni atak w centrum handlowym w Tajlandii. 32-letni żołnierz wziął zakładników, zabił 26 osób, a 57 ranił. – Musieliśmy doprowadzić do konfrontacji z napastnikiem. To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji – powiedział major generał Jirapob Puridet, który dowodził akcją.

Do ataku doszło w sobotę w Nakhon Ratchasima, jednym z największych miast Tajlandii, położonym około 250 km od Bangkoku.

Policja zidentyfikowała napastnika jako 32-letniego sierżanta Jakrapantha Thommę. Jego śmierć potwierdził w niedzielę minister zdrowia Tajlandii Anutin Charnvirakul.

Napastnik zastrzelił kilkoro żołnierzy w jednostce, później ukradł broń i wojskowy samochód. Strzelając po drodze do cywilów, pojechał do centrum handlowego, gdzie przez kilka godzin przetrzymywał zakładników – przekazał tajlandzki resort obrony. Premier Tajlandii Prayuth Chan-ocha poinformował, że w ataku zginęło 26 osób, a 57 zostało rannych.

„Co chwilę słyszeliśmy wystrzały”

Na czwartym piętrze galerii 33-letni Chanathip Somsakul zabarykadował się w łazience z kilkunastoma osobami. Jak relacjonował, wszyscy używali smartfonów, żeby zdobyć informacje o zamachu. Było ich jednak tak wiele, często ze sobą sprzecznych, że nikt nie wiedział, w co ma wierzyć.

– Wszyscy byli przerażeni. Jeden z mężczyzn, pracownik tego centrum handlowego, zadzwonił do swojego kolegi, który znajdował się w pokoju z podglądem kamer monitoringu. Przekazywał nam informacje, gdzie obecnie znajduje się zamachowiec – powiedział w rozmowie z agencją AFP.

Agencja Reutera cytuje jednego z zakładników, który twierdzi, że napastnik „celował ludziom w głowy”, a jego strzały były „bardzo precyzyjne”.

– Ta sytuacja była przerażająca. Co chwilę słyszeliśmy wystrzały. Czekaliśmy bardzo długo, wiele godzin, aż przyjechała policja – mówił w rozmowie z Reutersem 28-letni Suvanarat Jirattanasakul.

„To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji”
Major generał Jirapob Puridet, który dowodził akcją w centrum handlowym, relacjonował jej przebieg w rozmowie z CNN.

Początkowo służby chciały negocjować z napastnikiem. Do Nakhon Ratchasima ściągnięto jego matkę, jednak nie udało się jej wejść do środka galerii. Jej zdaniem i tak nie było większego sensu rozmawiać z jej synem, bo cierpiał na depresję i był bardzo wybuchowy.

– Musieliśmy doprowadzić do konfrontacji z napastnikiem. Ludzie uwięzieni w chłodni w centrum handlowym wysyłali do nas wiadomości, że poziom tlenu był bardzo niski i zaczynali się dusić. Musieliśmy spotkać się z nim twarzą w twarz, inaczej ludzie by umarli – powiedział Puridet.

W trakcie konfrontacji zginął jeden policjant, trzech zostało rannych. – To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji – dodał.

Facebook usunął konto napastnika

Podczas ataku zamachowiec umieszczał zdjęcia i wpisy w mediach społecznościowych. Napisał między innymi, że „śmierć jest nieunikniona dla każdego człowieka”. Facebook zdecydował o usunięciu jego konta.

„Na Facebooku nie ma miejsca dla ludzi, którzy dopuszczają się takiego okrucieństwa. Nie dopuścimy też do tego, żeby ludzie wspierali taki atak” – oświadczył przedstawiciel Facebooka.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kuria zabiera głos ws. oskarżeń o molestowanie pod adresem biskupa Jana Szkodonia

Monika twierdzi, że kiedy była nastolatką, biskup Jan Szkodoń z Krakowa ją molestował. Hierarcha zaprzecza oskarżeniom, prokuratura umorzyła sprawę, ale zajmuje się nią Kongregacja Nauki Wiary. Jest komentarz Archidiecezji Krakowskiej.

Jeszcze przed publikacją reportażu „Zły dotyk biskupa z Krakowa” w „Dużym Formacie” wiele osób zabrało głos w sprawie oskarżeń bp. Jana Szkodonia o molestowanie. Mowa między innymi o księdzu Tadeuszu Isakowiczu-Zaleski, jak i samym biskupie – „bohaterze” materiału. Po zapoznaniu się z tekstem do sprawy odniosła się kuria.

– Archidiecezja krakowska nie zna treści oskarżeń stawianych biskupowi Janowi Szkodoniowi. Wykonujemy wszystkie polecenia otrzymane z Watykanu. Ufamy w pełni procedurom wszczętym przez Kongregację Nauki Wiary i oczekujemy szybkiego poznania prawdy w duchu nauczania papieża Franciszka – poinformował „Gazetę Wyborczą” ks. Łukasz Michalczewski, szef biura prasowego archidiecezji krakowskiej.

Kuria nie podaje jednak, gdzie biskup będzie przebywał w czasie toczącego się przeciwko niemu postępowania przewidzianego prawem kanonicznym. Jednocześnie zapewnia, że w odosobnieniu. Wiadomo, że opuścił Kraków.

– Wysłali go zapewne do klasztoru. Odkąd pojawiły się zapowiedzi reportażu, w kurii było jak w mrowisku. Bp Szkodoń nie jest z opcji metropolity. Abp Jędraszewski traktuje go jako człowieka kard. Dziwisza, czyli kogoś wrogiego. Niewykluczone, że będzie chciał wykorzystać oskarżenia, by się mścić na kardynale – powiedział w rozmowie z gazetą duchowny z otoczenia kurii.

Dodał, ze nie wierzy w szybkie wyjaśnienie sprawy. – Praktyka podpowiada, że najlepszą strategią będzie przeciąganie aż sytuacja sama się rozwiąże – zaznaczył. Jak podaje dziennik, „Kraków jest w szoku po publikacji”. „Biskup Szkodoń to pierwszy w Polsce duchowny tak wysoki rangą, którego sprawą zajmuje się Kongregacja Nauki Wiary”.

Zły dotyk biskupa z Krakowa”

W reportażu „Dużego Formatu” przedstawiono historię Moniki, która jako nastolatka miała być molestowana przez bp. Szkodonia. Dopiero po latach zrozumiała, że ją krzywdził. Poszła do kina na film „Kler”. Po tym zaczęła chodzić do psychologa. Terapeuta powiedział, że jeśli ona nic nie zrobi, sam zawiadomi prokuraturę. W grudniu 2019 roku prokuratura umorzyła postępowanie ze względu na przedawnienie.
Źródło info i foto: wp.pl

Tajemnicza śmierć 11-latka w domu dziecka

Okoliczności śmierci 11-letniego chłopca w domu dziecka w Sosnowcu (Śląskie) wyjaśnia tamtejsza policja i prokuratura – poinformowała w sobotę rzeczniczka sosnowieckiej policji podkomisarz Sonia Kepper. Na razie wiadomo jedynie, że chłopiec w piątek po południu nagle zasłabł. Mimo podjętej reanimacji – najpierw przez pracowników ośrodka, a potem przez ratowników pogotowia – nie udało się go uratować.

Prokuratura zleciła już sekcję zwłok, by określić dokładnie przyczynę śmierci dziecka.
Źródło info i foto: interia.pl

Funkcjonariusze CBŚP wzięli udział w likwidacji 18 plantacji konopi

Policjanci z CBŚP przy wsparciu Europolu i Eurojustu pod nadzorem Prokuratury Krajowej zlikwidowali w Hiszpanii 18 plantacji konopi, gdzie rosło ponad 14,5 tys. krzewów, z których można uzyskać ok. 1,5 tony marihuany. Jednocześnie – w ramach operacji „Przebudzenie mocy” – przejęli 270 kg marihuany i 25 kg haszyszu – poinformowały Prokuratora Krajowa i Centralne Biuro Śledcze Policji. Zatrzymano 63 osoby.

Według śledczych grupa przestępcza działała co najmniej od czerwca 2018 roku do listopada 2019 roku w Hiszpanii, Niemczech, Francji, Polsce i innych krajach Unii Europejskiej.

– Jej członkowie zajmowali się przemytem i wprowadzaniem do obrotu hurtowych ilości marihuany, haszyszu i kokainy – podała rzecznik prasowa CBŚP nadkom. Iwona Jurkiewicz. – Z ustaleń policjantów wynikało, że w skład grupy wchodziły osoby pełniące rolę dostawców narkotyków, magazynierów, odbiorców oraz liderzy zajmujący się organizacją i dystrybucją narkotyków na terenie krajów europejskich – dodała policjantka.

Do pierwszych zatrzymań doszło w 2019 roku w Hiszpanii. Wówczas funkcjonariusze przejęli ponad 730 kg marihuany, haszyszu i kokainy. Zatrzymano 7 osób podejrzanych o przemyt narkotyków.

– Największe uderzenie przeprowadzono 3 i 4 lutego w Hiszpanii. W tej międzynarodowej operacji, koordynowanej przez Europol i Eurojust, udział wzięli funkcjonariusze olsztyńskiego Zarządu CBŚP oraz funkcjonariusze Guardia Civil z Hiszpanii – tłumaczyła Jurkiewicz.

W sumie ponad 500 funkcjonariuszy. W efekcie zatrzymano 63 osoby narodowości polskiej, hiszpańskiej, marokańskiej i litewskiej. Z kolei rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik powiedziała, że podczas akcji zlikwidowano w Hiszpanii 18 plantacji konopi, gdzie był 14,5 tys. krzewów, z których można by uzyskać ok. 1,5 tony marihuany o wartości ok. 45 milionów złotych.

– Ponadto dokonano przejęcia 270 kg marihuany, 25 kg haszyszu, kokainy, 7 jednostek broni palnej – podała prokurator.

– Podlaski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku skierował do Hiszpanii Europejski Nakaz Dochodzeniowy dotyczący zatrzymanych obywateli Polski – dodała Ewa Bialik.
Źródło info i foto: TVP.info

Łódź: 24-latek miał w składziku siedem kilo „masy plastycznej”

Łódzcy policjanci zatrzymali mężczyznę, który miał przy sobie kilogram marihuany. Funkcjonariusze uznali, że 24-latek może mieć więcej narkotyków. Po przeszukaniu śledczy dotarli do komórki lokatorskiej, która nie była przyporządkowana do numeru mieszkania podejrzanego. Po jej przeszukaniu znaleziono 7 kilogramów masy plastycznej zapakowanej w folię. Funkcjonariusze z Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Łodzi, zatrzymali 4 lutego mężczyznę podejrzanego o posiadanie blisko 1 kilograma marihuany.

Policjanci podejrzewali, że znalezione narkotyki to tylko część używek, które może mieć 24-latek. W czasie przeszukania mężczyzny śledczy znaleźli klucz. Następnie ustalili, że otwiera on drzwi do komórki lokatorskiej, która nie była przypisana do lokalu zajmowanego przez zatrzymanego.

Gdy funkcjonariusze 6 lutego dotarli do składziku, okazało się, że leżą w nim zapakowane w folie pakiety z „masą plastyczną” o nieznanym składzie. Narkotester wykazał, że były to najprawdopodobniej syntetyczne narkotyki, które mogą być warte na czarnym rynku 210 tys. zł.

Skład zabezpieczonej substancji muszą jeszcze potwierdzić specjalistyczne badania laboratoryjne. Za posiadanie znacznej ilości środka odurzającego grozić może mężczyźnie kara do 10 lat więzienia. Policja poinformowała o tej sprawie w niedzielę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wielka Brytania: Zakrwawione i półnagie ciało owinął w prześcieradło. 23-latek zabił dla przyjemności

Młody mężczyzna świetnie wiedział, że 89-latka jest sama i zupełnie bezbronna. Wiedział to, bo obserwował dom staruszki. To wtedy w jego głowie zrodził się szatański plan. 23-latek zgwałcił i zabił starszą kobietę. Był wobec niej wyjątkowo brutalny, jakby czerpał satysfakcję z tego, że sprawia komuś potworny ból.

Zakrwawione ciało 89-letniej Dorothy Woolmer znaleziono na początku sierpnia 2019 roku. Widok był makabryczny. Półnagie zwłoki starszej kobiety leżały zawinięte w prześcieradło w jej domu w Tottenham na północy Londynu. Przerażającego odkrycia dokonała rodzina 89-latki, która zaniepokoiła się brakiem kontaktu z kobietą.

Sprawą śmierci Brytyjki zajęli się śledczy. Okazało się, że kobieta została brutalnie zamordowana. Otrzymała kilkanaście ciosów w głowę. Potem zwyrodnialec zgwałcił 89-latkę. Brytyjka miała szereg rozległych obrażeń. Umierała w męczarniach.

Policja szybko powiązała brutalne zabójstwo z 23-letnim mężczyzną. Był nim 23-letni Reece Dempster. To jego uchwyciły kamery monitoringu, kiedy nad ranem wychodził z domu kobiety. 23-latek przed morderstwem obserwował dom 89-latki. Wiedział, że kobieta jest sama i bezbronna.

Napastnik zaplanował zbrodnię. Uzbrojony w pałkę 23-latek wszedł do domu starszej kobiety i zaatakował ją, kiedy siedziała w salonie. Potem brutalne ją zgwałcił. Jego łupem padły dwie butelki alkoholu i torebka, w której było 100 funtów. Później miał skarżyć się dziewczynie, że była to zbyt niska kwota i „nie była tego warta”.

W czasie potwornego ataku zwyrodnialec miał być pod wpływem narkotyków i alkoholu. Jego sprawstwo potwierdziły badania DNA. 23-latek przyznał się do zbrodni, choć początkowo zasłaniał się niepamięcią.

Wyrok dla bestii

Za napaść seksualną i brutalne zabójstwo Woolmer 23-latek został skazany na dożywocie. O przedterminowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać po 34 latach.

– Pani Woolmer była malutka i całkowicie bezbronna, a oskarżony o tym wiedział. Przez niego zginęła w przerażający sposób – powiedział sędzia Andrew Edis w czasie odczytywania wyroku. – Wydaje się, że oskarżony zabił ją dla przyjemności. Jesteś bardzo niebezpiecznym człowiekiem – dodał.

23-latek był już wcześniej karany za włamania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zaginął 70-letni Tadeusz Ślizak

Policjanci z Przysuchy nadal poszukują Tadeusza Ślizaka. 70-letni mieszkaniec gminy Wieniawa 10 października wyszedł domu do lasu na grzyby. Mężczyzna do chwili obecnej nie powrócił oraz nie nawiązał kontaktu z rodziną. Do poszukiwań wykorzystano psy tropiące, drony, a także śmigłowiec z kamerą termowizyjną. Przeszukano ponad 1000 hektarów powierzchni.

Komenda Powiatowa Policji w Przysusze 10 października otrzymała zgłoszenie o zaginięciu 70-letniego mieszkańca Korycisk, gm. Wieniawa. W rozmowie z żoną zaginionego ustalono, że około godziny 12.00 Tadeusz Ślizak wyszedł z domu do pobliskiego lasu na grzyby. Mężczyzna do chwili obecnej nie powrócił oraz nie nawiązał kontaktu z rodziną. Wspólnie ze strażakami z OSP Wieniawa, rodziną , a także mieszkańcami wsi rozpoczęto poszukiwania 70-latka. Do poszukiwań wykorzystano również psa tropiącego z komendy policji w Szydłowcu. Rozesłano telegramy do jednostek ościennych i szpitali, w celu ustalenia ewentualnego miejsca pobytu zaginionego. Prowadzone jednak w tym dniu działania, nie doprowadziły do odnalezienia 70-latka.
Źródło info i foto: se.pl

Biskup Jan Szkodoń opuścił Archidiecezję Krakowską. Chodzi o oskarżenia o molestowanie seksualne

Agencja KAI informuje, że biskup Jan Szkodoń opuścił Archidiecezję Krakowską. Ma to związek z reportażem, który w poniedziałek ukaże się w „Dużym Formacie”. Publikacja ma dotyczyć molestowania 15-latki. „W związku z oskarżeniami, jakie mają ukazać się w jutrzejszym wydaniu „Gazety Wyborczej” bp Jan Szkodoń opuścił Archidiecezję Krakowską” – poinformowała na Twitterze Agencja KAI.

W poniedziałek w „Dużym Formacie” pojawi się artykuł „Zły dotyk biskupa z Krakowa”. Na stronie „Wyborczej” dostępny jest już fragment reportażu, zapowiadający publikację.

Biskup Jan Szkodoń poza Archidiecezją Krakowską. Powodem „wysuwane oskarżenia”

Rzecznik prasowy krakowskiej kurii ks. Łukasz Michalczewski w depeszy PAP, publikowanej w Polsat News, przyznaje, że bp Szkodoń przebywa poza Archidiecezją Krakowską, czego powodem są „wysuwane wobec niego oskarżenia”. Postępowanie w tej sprawie prowadzi watykańska Kongregacja Nauki Wiary. – Ufamy w pełni podjętej przez Kongregację procedurze i oczekujemy szybkiego poznania prawdy w duchu nauczania papieża Franciszka – powiedział ks. Michalczewski.

Do sprawy odniósł się ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który, jak pisze na Facebooku, zna sprawę „z relacji ustnych”. „Sprawa jest b. szokująca. Zwłaszcza, że dotyczy urzędującego biskupa pomocniczego, który był ojcem duchownym i mentorem wielu pokoleń kapłanów” – pisze duchowny. Dalej stwierdza, że bohaterka reportażu w 2019 r. powiadomiła o wszystkim Nuncjusza Apostolskiego w Warszawie. „Było więc wystarczająco dużo czasu, aby podjąć odpowiednie działania” – pisze ks. Isakowicz-Zaleski.

Jak czytamy na stronie Archidiecezji Krakowskiej, bp Szkodoń urodził się 1946 r. Studiował ma Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w kurii jako sekretarz Synodu Archidiecezji Krakowskiej. W 1979 r. został mianowany ojcem duchownym w Krakowskim Seminarium Duchownym. „Napisał wiele książek poświęconych rodzinie, kapłaństwu i życiu rodzinnemu” – informuje kuria.
Źródło info i foto: Gazeta.pl