Atak nożownika w Krakowie. 42-letni Mariusz F. z zarzutami

Zarzut śmiertelnego ugodzenia nożem usłyszał 42-letni Mariusz F., który w Krakowie zaatakował mężczyznę – poinformował w poniedziałek rzecznik prokuratury okręgowej Janusz Hnatko. Napastnikowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Jak informowali reporterzy RMF FM w czwartek, 40-latek z wieloma ranami kłutymi tułowia zdołał sam dotrzeć do przychodni przy ul. Teligi w Krakowie, zjawił się tam wczesnym popołudniem. W placówce stracił przytomność, próbowano go reanimować, przewieziono do szpitala. Niestety nie zdołano go uratować.

Policjanci zatrzymali już prawdopodobnego sprawcę ataku. Do napaści miało dojść w mieszkaniu przy Teligi: mężczyźni mieli tam pić razem alkohol. Zarówno w mieszkaniu, jak i na klatce schodowej znaleziono ślady krwi.

Jak poinformował w poniedziałek prok. Janusz Hnatko, śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Krakowie-Podgórzu. Policja przesłuchała kilkunastu świadków, przeprowadziła też czynności operacyjne i procesowe. Dodatkowo zabezpieczono i przeprowadzono oględziny kilku nośników z zapisami monitoringów, a także uzyskano wstępne opinie biegłych z zakresu badań genetycznych.

Działania te pozwoliły na przedstawienie zarzutu 42-letniemu Mariuszowi F., który zadał pokrzywdzonemu dwa ciosy nożem, w tym jeden w okolice serca – co było bezpośrednią przyczyną zgonu. Zarzuty w tej sprawie przedstawiono także 42-letniemu Maciejowi G., który nie udzielił pokrzywdzonemu pomocy, nie zawiadomił o popełnieniu przestępstwa organów ścigania, a także pomagał sprawcy w zacieraniu śladów. Obu mężczyzn – decyzją sądu – tymczasowo aresztowano na trzy miesiące.

Mariuszowi F. za ten czyn grozi kara nie mniejsza niż osiem lat, 25 lat lub kara dożywotniego pozbawienia wolności. Z kolei Maciejowi G. grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Prokuratura podała, że planowane są dalsze czynności, mające na celu ustalenie przebiegu zdarzenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kilkadziesiąt firm zamieszanych w wyłudzanie podatku VAT

Wspólne działania CBŚP, KAS i Prokuratury doprowadziły do rozbicia kolejnej zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie są podejrzani o nie odprowadzanie należnego podatku VAT. Podejrzani mogli działać w latach 2013 – 2016 i wówczas narazić Skarb Państwa na uszczuplenia wynoszące ponad 10 mln zł. Po zatrzymaniu 5 osób, 4 zostały tymczasowo aresztowane. Śledztwo jest rozwojowe i niewykluczone są kolejne zatrzymania.

Policjanci z Zarządu w Poznaniu Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Wielkopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Poznaniu, pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Poznaniu prowadzą śledztwo dotyczące narażenia na uszczuplenie oraz spowodowanie uszczuplenia należności publicznoprawnej wielkiej wartości. Według śledczych na przestrzeni kilku lat (od 2013 do 2016), nawet kilkadziesiąt współdziałających ze sobą podmiotów gospodarczych nie odprowadzało należnego podatku VAT. Ze zgromadzonego w sprawie materiału wynika, że podmioty gospodarcze, podawały nieprawdę w treści składanych organom podatkowym deklaracjach VAT i oświadczeniach oraz w sposób nierzetelny wystawiały faktury VAT podlegające rozliczeniu. Członkowie grupy działali na terenie województw wielkopolskiego i kujawsko-pomorskie.

W minionym tygodniu, policjanci z Zarządu w Poznaniu Centralnego Biura Śledczego Policji, wspólnie z funkcjonariuszami Wielkopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Poznaniu zatrzymali 5 osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. W wyniku przeszukań miejsc zamieszkania podejrzanych zabezpieczono telefony komórkowe, komputery, karty SIM oraz dokumentację, która jest poddawana dokładnej analizie. Działania te były poprzedzone długotrwałym, skrupulatnym gromadzeniem i weryfikowaniem materiału dowodowego przez policjantów CBŚP, funkcjonariuszy KAS oraz prokuratorów.

Pięcioro zatrzymanych w Prokuraturze Regionalnej w Poznaniu usłyszało zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i popełnienia przestępstw karno-skarbowych, w tym narażenia Skarbu Państwa na uszczuplenie podatku VAT w kwocie ok. 10 milionów złotych.

Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto w Poznaniu na wniosek prokuratora Prokuratury Regionalnej w Poznaniu, zastosował wobec czterech podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.

Sprawa jest rozwojowa i niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: Policja.pl

Aresztowano pomocnika Magdaleny K. Kobieta kierowała gangiem handlującym narkotykami

Andrzej R. został w niedzielę aresztowany na trzy miesiące przez krakowski sąd. Mężczyzna miał pomagać w ucieczce Magdalenie K., zatrzymanej w piątek domniemanej przywódczyni gangu związanego z kibolami Cracovii. Magdalena K. podejrzana jest o kierowanie grupą przestępczą handlującą na masową skalę narkotykami.

Magdalenę K. słowacka policja zatrzymała w piątek w miejscowości Zwoleń, około 20 kilometrów od Bańskiej Bystrzycy. K. była osobą najpilniej poszukiwaną przez polską policję. Została zatrzymana przed godziną 15 podczas dynamicznej akcji policji wkrótce po wjechaniu na Słowację z Węgier. Policjanci wybili szyby wypożyczonego samochodu, którym podróżowała kobieta. Po zatrzymaniu przewieźli ją na miejscową komendę.

Andrzej R. zatrzymany i aresztowany

Razem z nią Słowacy zatrzymali Andrzeja R. Według informacji tvn24.pl to on wywiózł Magdalenę K. z apartamentu w Budapeszcie, gdzie kobieta ukrywała się w ostatnim czasie. Śledzeni przez węgierską, a później słowacką policję dotarli do oddalonego o 70 kilometrów od granicy węgiersko-słowackiej Zwolenia. Tam czekała już na nich blokada przygotowana przez słowacką policję: kilka radiowozów, antyterroryści i znajdujący się w gotowości policyjny śmigłowiec. Podczas zatrzymania Andrzej R. zablokował drzwi w wypożyczonym samochodzie – dlatego Słowacy wybili dwie szyby i wyciągnęli Magdalenę K. oraz jej kierowcę na ziemię.

Po przewiezieniu na komendę Magdalena K. trafiła do aresztu ekstradycyjnego. Tymczasem Andrzej R. został zwolniony przez Słowaków i odkonwojowany do granicy w Chyżnem. Tam czekała już na niego polska policja. Mężczyzna został zatrzymany natychmiast po przekroczeniu granicy polsko-słowackiej i przewieziony do komendy wojewódzkiej w Krakowie. Tam postawiono mu zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz pomocy w ukrywaniu się Magdalenie K. W niedzielę po południu krakowski sąd aresztował mężczyznę na trzy miesiące.

Magdalena K. podejrzana o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą

Magdalena K. oraz Andrzej R. znali się dobrze od lat. K. jest podejrzana o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która handlowała na masową skalę narkotykami (zarzuty dotyczą sprowadzenia do Polski 5,5 tony marihuany wartej 88 milionów złotych oraz 120 kg kokainy o wartości 4,3 miliona euro). Kobieta miała także utrudniać postępowanie karne, składać fałszywe zeznania oraz nakłaniać do tego inne osoby.

Gang, którym miała kierować K., stworzyło trzech braci Z.: Adrian, Jakub i Mariusz. Magdalena K. jest konkubiną tego ostatniego. Mężczyźni byli kibolami Cracovii, zorganizowana grupa przestępcza powstała w oparciu o struktury pseudokibiców. Z kibolami Cracovii powiązany jest również Andrzej R. On też stworzył swoją grupę przestępczą z braćmi Arkadiuszem, Mateuszem i Pawłem. A część narkotyków, którymi handlowali pochodziła od grupy Magdaleny K. Pod koniec roku przed krakowskim sądem zapadł wyrok w sprawie grupy gangu rodziny R. Andrzej R. został, na razie nieprawomocnie, skazany na 6 lat i trzy miesiące więzienia. O tym, czy trafi za kraty, wkrótce zdecyduje sąd apelacyjny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Manila: Uzbrojony napastnik wziął zakładników w centrum handlowym

Uzbrojony napastnik wziął w poniedziałek jako zakładników około 30 osób w centrum handlowym stolicy Filipin, Manili – poinformował przedstawiciel filipińskich władz. Według niego jedna osoba została postrzelona. Do centrum handlowego wkroczyła policja.

Jak podaje agencja AFP, napastnikiem jest zwolniony ochroniarz. Burmistrz Francis Zamora z miasta San Juan w metropolii Manila miał powiedzieć wcześniej dziennikarzom, że ok. 30 osób jest przetrzymywanych w biurze administracyjnym. Ich dokładna liczba nie jest jednak znana.

Napastnik wkroczył do centrum handlowego ok. godz. 10 czasu miejscowego. Trwają negocjacje – informuje „The New York Times”. Zamora ujawnił, że napastnik próbował przekonać innych ochroniarzy, by do niego dołączyli, ale bezskutecznie. Sprawca zdarzenia ma mieć przy sobie broń palną. Pojawiły się również doniesienia jakoby napastnik miał też granat. Policja tego jednak nie potwierdza.

W wyniku incydentu ranna została jedna osoba – ochroniarz. Został on przewieziony do szpitala. Pozostali pracownicy i klienci centrum handlowego zdołali się ewakuować.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci zatrzymali poszukiwanego 29-latka i jego partnerkę. Mężczyzna trafił do aresztu

Policjanci z Koluszek (Łódzkie) namierzyli mężczyznę, który był poszukiwany przez 15 prokuratur z całego kraju. 29-latek został zatrzymany w Łodzi ze swoja partnerką, również poszukiwaną przez prokuratury w Szczecinku i Piasecznie. Mężczyzna trafił do aresztu.

Jak poinformowała Aneta Kotynia z Komendy Powiatowej Policji powiatu łódzkiego wschodniego, jej koledzy dotarli do jednego z łódzkich mieszkań, w którym ukrywało się małżeństwo 29-latków.

Mężczyzna był poszukiwany listem gończym wydanym w grudniu ubiegłego roku przez łódzką oraz 14 innych prokuratur – z Oświęcimia, Grodziska Mazowieckiego, Siedlec, Bielska-Białej, Piaseczna, Warszawy, Gorlic, Cieszyna, Skierniewic, Będzina, Rudy Śląskiej, Białegostoku, Tych, Nowego Sącza. Z kolei jego żona była poszukiwana przez prokuraturę w Szczecinku i Piasecznie.

Według policji, zatrzymanie przebiegło bez problemów – funkcjonariusze pojechali w ustalone miejsce i obserwowali je przez dłuższy czas. Gdy zapukali do drzwi wytypowanego mieszkania, otworzył je im poszukiwany; wewnątrz była też jego żona, której wystawiono wezwanie do stawiennictwa w stosownych urzędach. Natomiast 29-latek został od razu zatrzymany i doprowadzony do aresztu.
Źródło info i foto: TVP.info

Zwłoki trzech mężczyzn znalezione w Bytomiu

Prawdopodobnie zatrucie czadem było przyczyną śmierci trzech mężczyzn, których zwłoki znaleziono w niedzielę wieczorem w mieszkaniu w bytomskiej dzielnicy Rozbark. Postępowanie w tej sprawie prowadzi policja. Przyczynę śmierci potwierdzi sekcja zwłok. Według informacji Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach, zwłoki trzech mężczyzn znaleziono w niedzielę wieczorem w mieszkaniu na drugim piętrze wielorodzinnego budynku przy ul. Jaronia na Rozbarku w Bytomiu. Ofiary to osoby w wieku 55, 64 i 88 lat.

„Prawdopodobnie są to ofiary tlenku węgla” – podały służby kryzysowe. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi policja. Instalację grzewczą w mieszkaniu, gdzie znajdował się m.in. niewielki piecyk węglowy, zbada biegły.

Pomiary dokonane w mieszkaniu przez strażaków potwierdziły podwyższony poziom tlenku węgla. Stwierdzono też nieprawidłowości w wentylacji.

Jako pierwsze o zdarzeniu poinformowało radio RMF FM.

Bezwonny, bezbarwny, pozbawiony smaku…

Tlenek węgla jest gazem bezwonnym, bezbarwnym i pozbawionym smaku. W układzie oddechowym człowieka wiąże się z hemoglobiną 250 razy szybciej niż tlen, blokując dopływ tlenu do organizmu. Objawami lżejszego zatrucia są ból i zawroty głowy, osłabienie i nudności. Następstwem ostrego zatrucia – przy dużych stężeniach tego gazu – może być nieodwracalne uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, niewydolność wieńcowa i zawał lub nawet śmierć.

Czad powstaje podczas procesu niepełnego spalania materiałów palnych, które występuje przy niedostatku tlenu w otaczającej atmosferze. Ma silne własności toksyczne. Gromadzi się głównie pod sufitem, ponieważ ma nieco mniejszą gęstość od powietrza.

Główne źródło zatruć

Z informacji straży pożarnej wynika, że głównym źródłem zatruć w budynkach mieszkalnych jest niesprawność przewodów kominowych. Jak wskazują strażacy, wadliwe działanie przewodów może wynikać z ich nieszczelności, braku konserwacji i czyszczenia, wad konstrukcyjnych oraz niedostosowania systemu wentylacji do szczelności nowych okien i drzwi.

Aby uniknąć zaczadzenia, należy przeprowadzać kontrole, sprawdzać szczelność przewodów kominowych i systematycznie je czyścić. Trzeba też użytkować sprawne urządzenia, w których spalanie odbywa się zgodnie z instrukcją producenta. Nie należy zasłaniać, przykrywać urządzeń grzewczych oraz zaklejać kratek wentylacyjnych. Wskazane jest także, by często wietrzyć kuchnie i łazienki wyposażone w termy gazowe.

Dwa inne przypadki

Jak podało Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach, minionej doby w woj. śląskim doszło także do dwóch innych śmiertelnych wypadków – obydwa miały miejsce w Sarnowie w powiecie będzińskim. Krótko po północy w pożarze domu jednorodzinnego jedna osoba zginęła, a kolejna doznała obrażeń. W poniedziałek wcześnie rano w tej samej miejscowość doszło do wybuchu piecyka gazowego, co spowodowało pożar.

W trakcie akcji gaśniczej strażacy natrafili na zwłoki mężczyzny. Inna osoba bez obrażeń została przewieziona do szpitala.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Agenci CBA zatrzymali 3 osoby. Chodzi o łapówkę za pozytywne wyniki kontroli skarbowej

Agenci CBA zatrzymali na „gorącym uczynku” trzy osoby w sprawie łapówki w zamian za pozytywne wyniki kontroli skarbowej – poinformował w poniedziałek portal TVP Info. Zatrzymani to przedsiębiorca, jego syn i pośrednik. Fakt zatrzymania potwierdził w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski. Czynności w tej sprawie wykonywali agenci z delegatury w Warszawie.

Jak wyjaśnił Brodowski, zatrzymani to przedsiębiorca, jego syn oraz pośrednik powołujący się na wpływy w Urzędzie Celno-Skarbowym. Zostali zatrzymani w Warszawie, chwilę po przekazaniu drugiej transzy korzyści majątkowej w wysokości 40 tys. zł – wyjaśnił.

Według śledczych łapówka miała stanowić gratyfikację w zamian za pozytywne zakończeniem kontroli celno-skarbowej firm związanych z zatrzymanym przedsiębiorcą. Powołujący się na wpływy w urzędzie, zobowiązał się przekazać właściwemu naczelnikowi urzędu korzyść majątkową w łącznej kwocie 300 tys. zł.

Po zatrzymaniu przeszukano miejsca zamieszkania oraz podmioty powiązano z przedsiębiorcą. Zgromadzone w sprawie materiały trafiły do Prokuratury Okręgowej w Warszawie – wskazał Brodowski.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Porwanie 10-latka w Gdyni. Ojciec Ibrahima zabrał głos

– Zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem – powiedział w rozmowie z Polsat News Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima (10 l.). Zrozpaczona pani Karolina, mama 10-latka, nadal przebywa w Belgii, dokąd udał się jej były partner wraz z dzieckiem. – Azzedine dzwonił do mnie i kazał powiedzieć dziecku, że nigdy po niego nie przyjadę – przekazała Faktowi kobieta.

– Nie jestem przestępcą, zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem – powiedział w rozmowie z Polsat News mieszkający w Belgii Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima. Mężczyzna odebrał siłą chłopca matce i wywiózł go z Polski. Po tym zdarzeniu ogłoszono Child Alert, który dzień później odwołano. Chłopiec został odnaleziony w Belgii. Jest tam pod opieką ojca i nie zagraża mu żadne niebezpieczeństwo – podały wówczas belgijskie służby.

Walka o syna

W rozmowie z Polsat News Azzedine Oudriss przekonywał, że przez cały 2018 rok próbował wyjaśnić ze swoją byłą partnerką sprawę pobytu syna. Tłumaczył, że wyrok z sądu w Antwerpii z 15 października 2018 roku wskazywał, że Ibrahim ma pozostać na terytorium Belgii.

Z kolei matka chłopca, która wraz z synem wyjechała do Polski w lipcu 2018 roku, wyjaśniała nam, że o żadnym wyroku nie wiedziała i dysponowała wcześniejszym postanowieniem, według którego to ona miała pełnię władz rodzicielskich. – Ten kolejny wyrok miał zapaść w październiku 2018 roku, gdy byłam już w Polsce i żadna informacja na jego temat do mnie nie dotarła. Nie wiem tak naprawdę, jaka jest jego treść. Nawet gdyby taki wyrok rzeczywiście zapadł to nic nie usprawiedliwia pobicia mnie i porwania mojego syna – powiedziała Faktowi pani Karolina.

Ojciec Ibrahima zabrał głos

Ojciec 10-latka zarzucił byłej partnerce to, że wiedziała o późniejszym wyroku, lecz go nie respektowała. Azzedine Oudriss przyejchał do Polski, lecz pani Karolina miała zamykać przed nim drzwi. Mężczyzna miał też wzywać policję, lecz interwencje nie przynosiły żadnego skutku. Kontakt pomiędzy byłymi partnerami były utrudniony, nie potrafili się porozumieć. Ostatecznie mężczyzna zdecydował się na to, że porwie syna.

– Zabrałem dziecko z Polski w tak „twardy” sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem. W całym 2019 roku miałem może 2, 3 rozmowy telefoniczne z nim. Podszedłem do matki, ona próbowała zatrzymać dziecko, więc ją odepchnąłem i ona upadła na chodnik. Tak, w taki sposób zareagowałem, po czym zabrałem moje dziecko. Nie zrobiłem mu krzywdy, a ono wcale nie krzyczało. Matka twierdzi, że dziecko krzyczało, że odgrywał się dramat, ale to nie jest prawda. Dziecko próbowało trochę uciekać, odepchnąłem ją i tyle. I zabrałem dziecko ze sobą, bo nie zaproponowała mi innego wyjścia, innego rozwiązania – tłumaczył Oudriss w Polsat News.

– Prowadzę normalne życie, pracuję, nie jestem przestępcą. Każdy popełnia błędy w życiu, ja również w przeszłości mogłem je popełnić, jak każdy człowiek. Ale nie trzeba mnie karać przez całe życie za te błędy, które kiedyś popełniłem – tłumaczył Oudriss w rozmowie z Polsat News.

Chłopiec pytał o mamę

Ibrahim do tej pory przebywał pod opieką matki w Polsce. Teraz chłopczyk znajduje się z ojcem w obcym kraju. – Pierwsze cztery dni były dość trudne dla Ibrahima. Dobrze spał, ale nie jadł jak zawsze, pytał o matkę – co jest zrozumiałe, ale nie często. Najpierw pytał dwa razy dziennie – przez pierwsze cztery dni. Teraz jesteśmy już razem 10 dni i już o nią nie pyta – powiedział były partner pani Karoliny.

– Dużo mówi o Polsce. Gdy zabieram go do sklepu, żeby mu coś kupić, to mówi, że w Polsce w domu miał już taką grę czy zabawkę. Ale on czuje się dobrze. Aktywnie spędzamy czas, nie siedzimy w domu, chodzimy na basen, do parku, na plac zabaw, pograć w piłkę. Wziąłem urlop w pracy, żeby teraz spędzać z nim jak najwięcej czasu i myślę, że jest ze mną szczęśliwy. Mówi, że mnie kocha, ale również, że kocha swoją mamę, że kocha nas obydwoje – przyznał w rozmowie z Polsat News Marokańczyk.

Czy dojdzie do spotkania?

Ojciec Ibrahima w czasie wywiadu przyznał, że nie chce zgodzić się na spotkanie z byłą partnerką. – Obawiam się jej. Boję się, że przyjdzie z jakimiś ludźmi, odbiorą mi znowu dziecko i wywiozą z Belgii. Dziecko jest teraz ze mną i jest w stu procentach bezpieczne. Nie pozwolę na spotkanie dopóki nie zakończy się nowa procedura prawna. Gdy ta procedura się rozpocznie i po niej Karolina zamieszka w Belgii, to nie będę miał nic przeciwko temu, żeby widywała się z dzieckiem – tłumaczył w Polsat News.

– To jest jego matka, nie zamierzam pozbawiać go matki. Nie, nigdy tego nie zrobię. On ma prawo do ojca i do matki. Gdy byłem w sądzie 15 października 2018 roku na ogłoszeniu wyroku, miałem możliwość odebrania jej praw rodzicielskich, ale tego nie zrobiłem. Powiedziałem, że możemy mieć obydwoje prawa rodzicielskie. Ona może mieć prawa do dziecka i ja, i o tym jest mowa w wyroku. Chcę, by on miał matkę, by miał kontakt z matką, by prowadził normalne życie, chodził do szkoły, jak każde dziecko – wyjaśniał dziennikarce.

„Pobił mnie na oczach syna”

O komentarz do sprawy poprosiliśmy panią Karolinę. – Ten człowiek, który pobił mnie na oczach syna, a potem siłą wepchnął go do samochodu nie jest przestępcą? A kilka wyroków, za które siedział w więzieniu też czynią z niego przykładnego obywatela? Azzedine twierdzi, że rozmawiał z policjantami w Polsce. Skoro tak było i miał dokumenty, o których mówi, dlaczego nie złożył ich do sądu w Gdyni? I skoro ma w sobie tyle dobrej woli, dlaczego nie pozwolił mi do tej pory zobaczyć się z synem? Czy tak robi człowiek, który dba o dobro dziecka? – powiedziała Faktowi mama Ibrahima.

– Nie dość, że nie wiem gdzie jest Ibrahim, to Azzedine dzwonił do mnie i kazał powiedzieć dziecku, że nigdy po niego nie przyjadę. Oczywiście odmówiłam. Teraz będę walczyć o syna w sądzie. W najbliższym czasie sąd ponownie ma rozpatrzyć to, kto z nas ma opiekować się Ibrahimem. Mam nadzieję, że belgijska policja w końcu ustali też miejsce, w którym Azzedine przetrzymuje mojego syna – podkreśliła zrozpaczona kobieta, która obecnie przebywa w Belgii. – Dopóki nie zobaczę syna, nie będę spokojna – dodawała.

Uprowadzenie 10-letniego Ibrahima

Dramat rozegrał się 15 lutego w Gdyni. Gdy chłopiec wychodził z mamą od dziadków, Azzedine Oudriss uderzył swoją byłą partnerkę i wciągnął syna do samochodu i odjechał. Ojciec zabrał dziecko do Belgii.
Źródło info i foto: se.pl

Uwaga na fałszywe linki do płatności. Można stracić majątek

Pan Artur stracił kilka tysięcy oszczędności klikając w fałszywy link do płatności. Wystarczyła chwila nieuwagi, by dane do logowania na jego konto bankowe przechwycił oszust. Choć pan Artur, krakowianin, jest pilotem odrzutowców pasażerskich, od ponad dziesięciu lat pasjonuje się składaniem drewnianych modeli… żaglowców. Jak mówi, to dla niego relaks i odskocznia od służbowych stresów.

Kilka dni temu na OLX wypatrzył okazyjną ofertę na kanadyjski dwumasztowy szkuner z XX wieku. – To była niezwykła gratka. Piękny żaglowiec regatowy, za połowę ceny. Kilka tygodni cierpliwego składania, a potem zdobiłby moją pokazową kolekcję. Wystarczyło tylko kliknąć w link do płatności przesłany przez ogłoszeniodawcę – relacjonuje nam pilot z Krakowa.

Niestety zamiast chluby swojej pokazowej kolekcji, pan Artur dorobił się pustego konta w banku i ogromnego rozczarowania. Jak się okazało, klikając w link do płatności i logując się swoimi danymi do konta bankowego, udostępnił oszustowi swoje dane. – To zjawisko phishingu.

Mechanizm polega na tym, że ktoś wysyła nam link do płatności, który wymaga np. wprowadzenia danych do logowania w bankowości internetowej albo innych naszych danych osobowych – wyjaśnia ekspert serwisu OLX.

– Następnie posługując się tymi danymi czyści nasze konto bankowe albo na nasze dane bierze kredyt gotówkowy – dodaje.

Klikając w linki przesłane przez kogoś w internecie zawsze należy sprawdzać, czy adres strony jest zgodny z oficjalnym, czy sprzedawca nie wysyła nam linka z gotowym tytułem płatności (najczęściej ciągiem liczb lub cyfr). Często sprzedający prosi o wpłacenie małej kwoty zaliczki dla potwierdzenia numeru naszego konta i przesyła gotowy link do uiszczenia opłaty.

– Kiedy idzie o nasze dane czy finanse, należy zachować szczególną czujność, bo sfałszowane strony często do złudzenia przypominają oryginalne, różnią się tylko adresem czy jedną w nim literką – tłumaczy ekspert OLX.

Jeśli dojdziemy do wniosku, że otrzymaliśmy link do strony służącej oszustwom, nie bądźmy obojętni. Warto zgłaszać je niezwłocznie do cert.pl i pomoc.olx.pl.
Źródło info i foto: se.pl

To miało wyglądać na wypadek drogowy. Przewrócony rower i ciało 34-latka. Zatrzymano dwie osoby

Skarżyscy policjanci dostali sygnał, że na jednej z dróg w gminie Bliżyn obok roweru leży mężczyzna. Jak się okazało 34-latek już nie żył. Okoliczności wskazywały, iż w tym miejscu mogło dojść do śmiertelnego potrącenia. Jednak drobiazgowe dochodzenie doprowadziło do zatrzymania dwóch mężczyzn, którzy mogą mieć związek z zabójstwem.

Do zatrzymania 30 i 32-latka doszło w środę. Mieszkańcy powiatu skarżyskiego podejrzewani są o to, że przyczynili się do śmierci 34-latka. W piątek sąd w Skarżysku-Kamiennej zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na okres najbliższych trzech miesięcy.

Cała historia swój początek miała na początku lutego. Wówczas policjanci ze skarżyskiej jednostki otrzymali sygnał, że na jednej z dróg w gminie Bliżyn obok roweru leży mężczyzna. Natychmiast na miejsce zostali skierowani mundurowi oraz służby ratunkowe. Po chwili okazało się, że życia 34-latka nie dało się już uratować. Wtedy do dalszych działań wkroczyli policjanci ze Skarżyska-Kamiennej, prokurator oraz biegły lekarz. Okoliczności wskazywały, iż w tym miejscu mogło dojść do wypadku drogowego. Ciało mężczyzny zostało zabezpieczone do dalszych badań.

To nie był wypadek

Kolejne czynności oraz wyniki sekcji zwłok jednoznacznie wskazywały, że do śmierci 34-latka ktoś się przyczynił. Wszczęto drobiazgowe dochodzenie, które przyniosło oczekiwane efekty. Ostatecznie w środę kryminalni zatrzymali Adriana G. i Sebastiana G.. mieszkańców powiatu skarżyskiego. W sobotę usłyszeli oni zarzuty zabójstwa, a sąd zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na najbliższe 3 miesiące.

Za tego typu przestępstwo aresztowanym grozi 25-lat wiezienia lub dożywocie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl