Księgowa ukradła 5 mln złotych. Chcą to ukryć podpaliła ośrodek dla niepełnosprawnych dzieci w Katowicach

Zagadka podpalenia ośrodka dla niepełnosprawnych dzieci w Katowicach sprzed ponad półtora roku została rozwiązana. Jak ustalili policjanci, pożar wywołała ówczesna księgowa placówki. A wszystko z powodu przywłaszczenia przez kobietę ponad 4 i pół miliona złotych. Akt oskarżenia w tej sprawie został już wysłany do sądu.

Zaczęło się od kontroli miejskich urzędników, którzy postanowili sprawdzić finanse w ośrodku. Ale główna księgowa zwlekała z przekazaniem odpowiedniej dokumentacji. I nagle latem 2018 roku w ośrodku spłonęły pomieszczenia, gdzie znajdowały się dokumenty i komputery.

Strażacy od razu mówili, że możliwe było podpalenie. Straty po pożarze oszacowano na prawie 800 tysięcy złotych.

Policjanci drobiazgowo zaczęli sprawdzać dokumentacje bankowe i przelewy. Wówczas okazało się, że przez 5 lat księgowa systematycznie kradła pieniądze. W sumie było to ponad 4 i pół miliona złotych. Według ustaleń policji, kobieta w ciągu miesiąca potrafiła robić np. dla siebie po kilka przelewów, zaznaczając, że to wynagrodzenie.

Trudno w to uwierzyć, ale kobieta wszystko wydała na swoje bieżące potrzeby i zachcianki. Teraz grozi jej do 10 lat więzienia.

W lipcu 2018 roku ogień zniszczył również mnóstwo sprzętu rehabilitacyjnego, zabawek i komputerów. Giszowiecki OREW to wyjątkowy, najstarszy tego typu obiekt w Polsce. Prowadzone są tam różnego rodzaju zajęcia dla niepełnosprawnych. Działa również punkt wczesnej interwencji, prowadzone są warsztaty terapii zajęciowej. Dzięki nim niepełnosprawni uczą się życia w społeczeństwie oraz samodzielności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sąd w Wielkiej Brytanii: Szejk odpowiedzialny za uprowadzenie córek

Szejk Mohammed bin Raszid al Maktum, władca Dubaju, a zarazem wiceprezydent i premier Zjednoczonych Emiratów Arabskich, zlecił uprowadzenie swoich dwóch córek, torturowanie jednej z nich, a także zastraszanie byłej żony – wynika z opublikowanych w czwartek ustaleń sądu w Londynie.

Rozstrzygnięcia w sądowej batalii, która toczyła się od lata ubiegłego roku, zapadły w grudniu i styczniu, ale szejk Mohammed próbował zablokować ich upublicznienie. W czwartek londyński sąd zdecydował, że w interesie publicznym jest podanie ustaleń sądowych do publicznej wiadomości.

Sprawa zaczęła się w lipcu zeszłego roku, gdy księżniczka Haja bint al-Husejn, już wówczas była żona Mohammeda, a dokładniej najmłodsza z jego sześciu żon, trzy miesiące po ucieczce do Londynu wraz z dwójką dzieci złożyła w sądzie wniosek o ochronę oraz ustanowienie kurateli nad niepełnoletnimi dziećmi.

Księżniczka Haja wyjaśniła, że od kilku miesięcy na zlecenie szejka zastraszano ją, co miało związek po części z romansem, jaki miała ze swoim ochroniarzem, a po części z tym, że nabierała podejrzeń, co do losu dwóch córek szejka z innego małżeństwa – Latify i Szamsy – których od dawna nie widziano i które rzekomo miały przebywać w bezpiecznym miejscu.

W toku wyjaśnień sądowych sędziowie ustalili, że w 2000 r. Szamsa uciekła od rodziny w czasie wakacji w Anglii, ale dwa miesiące później została schwytana przez agentów szejka, po czym podano jej środek usypiający i wywieziono ją poprzez Francję do Dubaju. Dwa lata później próbę ucieczki podjęła jej młodsza siostra Latifa. Po schwytaniu jej na granicy z Omanem przez trzy lata była więziona i torturowana. W 2018 r. jeszcze raz spróbowała uciec, również bez powodzenia. Od tego czasu pozostaje w zamknięciu. Udało jej się nagrać jednak 45-minutowe wideo, które nagłośniło sprawę i było wzięte pod uwagę przez sąd jako dowód na prawdziwość oskarżeń wobec szejka.

Sąd ustalił także, iż księżniczka Haya faktycznie była zastraszana m.in. groźbą uprowadzenia i porzucenia na pustyni, za pomocą odbezpieczonego pistoletu, który znalazła na poduszce czy wierszem autorstwa szejka, w którym znajdowała się jasna aluzja do jej śmierci. Na zlecenie szejka opublikowano także setki oczerniających ją artykułów prasowych, w tym utrzymujących, że jest ona agentką Hamasu i chce dokonać przewrotu w Jordanii, z której pochodzi.

W oświadczeniu wydanym po upublicznieniu przez sąd ustaleń szejk Mohammed napisał, że „jako szef rządu nie mógł brać udziału w procesie ustalania przez sąd faktów. Doprowadziło to do wydania orzeczenia >>ustalającego fakty<<, który nieuchronnie przedstawia tylko jedną stronę historii".

Publikacja ustaleń sądowych w bardzo niekorzystnym świetle stawia 70-letniego monarchę, jednego z najbogatszych ludzi świata, który ceniony jest na Bliskim Wschodzie za uczynienie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a zwłaszcza z Dubaju, liczącego się w świecie ośrodka finansowego, handlowego i turystycznego.
Źródło info i foto: onet.pl

Zapadł pierwszy wyrok w związku z aferą GetBack

Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał pierwszy wyrok w sprawie afery GetBack. Dotychczas zarzuty w śledztwie prowadzonym przez warszawską prokuraturę usłyszało 60 osób. Pierwotnie poznański sąd miał ogłosić wyrok w poniedziałek, ale ze względu na „skomplikowany charakter sprawy” przełożył to na 6 marca 2020 r.

Sąd uznał, że zawarta przez jedną z poszkodowanych osób umowa jest nieważna. Orzekł też, że za straty klientki odpowiada zarówno biuro maklerskie sprzedające obligacje GetBacku, jak i bank, którego pracownik je zaoferował.

– Jestem bardzo zadowolona z takiego rozstrzygnięcia. Moja klientka odzyskała wszystkie wpłacone pieniądze (red. około 100 tys. złotych) – mówi radca prawny Beata Strzyżowska, pełnomocniczka klientki GetBacku, cytowana przez „Głos Wielkopolski” po rozprawie.

Po wybuchu afery GetBack do sądów w całej Polsce trafiły pozwy cywilne poszkodowanych przeciw pośrednikom sprzedającym obligacje. Poszkodowanych w całym kraju jest kilkanaście tysięcy osób. Już na początku 2018 r. zaapelowali oni o utworzenie specjalnego funduszu, który miałby zabezpieczyć pieniądze na wypłaty przyszłych rekompensat.

Były już prezes spółki GetBack Konrad K. przebywa w areszcie.

O co chodzi w aferze GetBack?

GetBack to jedna z największych afer finansowych ostatnich lat. W połowie kwietnia 2018 roku spółka windykacyjna GetBack, kierowana wówczas przez Konrada K., poinformowała w komunikacie giełdowym o rzekomych rozmowach z Polskim Funduszem Rozwoju oraz PKO BP. Negocjacje miały dotyczyć wsparcia finansowego dla GetBacku o wartości do 250 mln zł. Obie instytucje natychmiast zdementowały te informacje, a Giełda Papierów Wartościowych zawiesiła obrót akcjami GetBacku. Do gry wkroczyła też Komisja Nadzoru Finansowego.

Niedługo potem aresztowano Konrada K., zarzucając mu popełnienie ośmiu przestępstw, m.in. usiłowanie oszustwa na kwotę 250 mln zł, wyrządzenie spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – co najmniej ponad 185 mln zł i podejmowanie działań zmierzających do utrudnienia postępowania karnego i uniknięcia odpowiedzialności karnej.

W kolejnych miesiącach na jaw wychodziły oszustwa, do jakich dochodziło w spółce windykacyjnej oraz firmach z nią współpracujących: fałszowanie sprawozdań finansowych, wyprowadzanie pieniędzy ze spółki, nieprawidłowości przy serwisowaniu funduszy wierzytelności, rolowanie portfeli długów, czy wreszcie misselling, który jest głównym argumentem poszkodowanych inwestorów w walce o odszkodowanie.

GetBack finansował bowiem swoją działalność poprzez emisję obligacji w ofertach prywatnych. Po wybuchu afery okazało się, że spółka ma ogromne problemy z płynnością i nie jest w stanie spłacić inwestorów.

Pokrzywdzonych obligatariuszy jest prawie 10 tys. w tym większość to osoby prywatne (instytucji jest 178). Stowarzyszenie Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack szacuje, że w skali kraju straty poniesione w aferze GetBack przez osoby fizyczne sięgają nawet 2,5 mld zł.

Obligatariusze GetBack starają się odzyskać całość środków zainwestowanych w obligacje, ale nie od GetBack, tylko od banków, które te instrumenty w nierzadko nieuczciwy sposób oferowały (m.in. od Idea Banku). Tym bardziej, że 25 stycznia 2019 roku Zgromadzenie wierzycieli GetBacku przyjęło układ dla spółki. W myśl układu, Obligatariusze, którzy stracili na obligacjach upadającej firmy, mają szanse odzyskać zaledwie jedną czwartą zainwestowanych pieniędzy.

Tymczasem w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie powstał specjalny zespół cywilny ds. GetBack, który ma walczyć o odszkodowania dla pokrzywdzonych. Śledczy przeanalizują kilkaset przypadków pod kątem m.in. możliwości unieważnienia umów lub wytoczenia pozwów o odszkodowanie od instytucji finansowych, które oferowały obligacje, zapewniając, że są pozbawione ryzyka.

W listopadzie 2018 roku Idea Bank został wpisany na listę ostrzeżeń publicznych KNF w związku z prowadzeniem działalności maklerskiej bez zezwolenia w zakresie oferowania instrumentów finansowych.

Z kolei Domowi Maklerskiemu Mercurius KNF cofnęła zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej w zakresie oferowania instrumentów finansowych i nałożyła na niego karę pieniężną w wysokości 430 tys. zł. To pokłosie współpracy z GetBackiem. Wcześniej podobną karę dostał Polski Dom Maklerski.

Dotychczas w aferze GetBack zarzuty usłyszało już kilkanaście osób, m.in. prezes Polskiego Domu Maklerskiego, któremu zarzuca się, że wspólnie z Konradem K. wyprowadzał pieniądze z GetBacku (poprzez łańuszek spółek).

Piotr B., wiceprezes Anna P., Marek P., Bożena S., jej brat Dariusz S. oraz Kinga M.-J. oskarżeni są z kolei m.in. o wyrządzenie GetBackowi szkody majątkowej wielkich rozmiarów, przywłaszczenia ponad 2 mln zł, próbę realizacji pozornej umowy na ponad 4 mln zł oraz posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami.

W związku z aferą GetBacku sąd aresztował także dwóch byłych członków zarządu Altus TFI: Piotra Osieckiego i Jakuba Rybę. Chodzi o EGB Investments, które GetBack kupił od Altusa za 207,6 mln zł w maju 2017 r. (oficjalne zamknięcie transakcji nastąpiło w sierpniu). Transakcja ta jest kwestionowana zarówno przez nowy zarząd windykatora, jak i KNF oraz prokuraturę. Śledczy twierdzą, że doszło do zmowy szefów firm, której efektem było zawyżenie ceny. Zdaniem prokuratury rzeczywista wartość EGB wynosiła 47 mln zł, z czego przedstawiciele Altusa i szef GetBacku mieli sobie doskonale zdawać sprawę.

W związku z tą transakcją Piotr Osiecki i Jakub Ryba mają postawione zarzuty wyrządzenia szkody GetBackowi wielkich rozmiarów. Dodatkowo, Altus TFI utracił licencję.
Źródło info i foto: businessinsider.com

28-latek wtargnął do domu w Brzydowie, zamordował kobietę i ranił jej córkę

Brutalny atak w Warmińsko-Mazurskiem. 28-latek wtargnął do jednego z domów i zaatakował młotkiem oraz nożem dwie kobiety. Do zbrodni doszło w miejscowości Brzydowo koło Ostródy. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Piotr Bułakowski, około godz. 7 rano do jednego z domów wtargnął 28-letni mężczyzna i zaatakował dwie kobiety.

43-latka została raniona młotkiem i nożem. Kobieta zginęła na miejscu. Ciężko ranna została jej 20-letnia córka, która otrzymała ciosy nożem w klatkę piersiową i udo. Została zabrana helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

28-latek zbiegł z miejsca zdarzenia, ale po krótkim pościgu został zatrzymany przez policję. Według nieoficjalnych informacji, 28-latek jest pijany i dopiero jak wytrzeźwieje zostanie przesłuchany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W czasie interwencji policjanci odkryli zwłoki starszego małżeństwa

Makabryczne odkrycie w jednym z domów jednorodzinnych w małopolskiej Ponikwi pod Wadowicami. Interweniujący policjanci znaleźli zwłoki starszego małżeństwa. Ciała małżonków nie miały śladów po ranach. Jak podaje serwis Wadowiceonline.pl do makabrycznego odkrycia doszło w środę, 4 marca.

„Po godzinie 11:00 policja została poinformowana, że w jednym z domów jednorodzinnych ujawniono zwłoki kobiety i mężczyzny w podeszłym wieku” – informowała w serwisie Agnieszka Petek, rzecznik prasowy KPP w Wadowicach.

Zwłoki zabezpieczono przed wykonaniem sekcji zwłok. Jak podaje z kolei „Gazeta Krakowska” zmarłymi okazali się 64-latek i 63-latka. Żona leżała martwa na progu, mężczyzna – w łóżku. Zaniepokojona losem pary była sąsiadka, która zauważyła, że kobieta, jak ma w zwyczaju, nie krząta się po podwórku. Psy małżonków biegały luzem, szczekając.

Szczegóły śmierci wyjaśniają policja i prokuratura.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Agenci CBA przeprowadzili akcję na Mazowszu. Chodzi o wyłudzanie świadczeń z PFRON i fałszywe faktury

CBA przeszukało i zabezpieczyło materiał dowodowy w kilku lokalizacjach na terenie Mazowsza. Akcja funkcjonariuszy biura ma związek ze śledztwem dotyczącym fałszywych faktur i unikania opodatkowania. Straty, na które narażono Skarb Państwa, liczone są w dziesiątkach milionów złotych – poinformował w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski.

Przeszukania przeprowadzili funkcjonariusze Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Warszawie, którzy wspólnie z Prokuraturą Krajową w Krakowie prowadzą postępowanie w sprawie wyłudzania nienależnych świadczeń z PFRON oraz podawania nieprawdy i wprowadzania w błąd organów podatkowych. Chodzi o wzajemne wystawianie nierzetelnych faktur kosztowych przez grupę kilkudziesięciu powiązanych spółek. – W związku z toczącym się śledztwem przeszukano i zabezpieczono materiał dowodowy w siedzibach podmiotów i osób, które były zaangażowane w proceder. Czynności przeprowadzono w dziesięciu miejscach na terenie Warszawy i okolic – powiedział Temistokles Brodowski. Jak zaznaczył rzecznik CBA, sprawa ma charakter rozwojowy.

Straty Skarbu Państwa z tytułu objętych śledztwem wyłudzeń i fałszywych faktur przekraczają 20 mln zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Włochy: Ksiądz znalazł martwą kobietę. To Polka

Ksiądz przechodzący jedną z ulic na obrzeżach Florencji zauważył leżącą na jezdni kobietę. Zawiadomił policję i pogotowie ratunkowe. Służby, po przybyciu na miejsce, stwierdziły zgon. Włoscy śledczy ustalili, że zmarła była Polką w wieku ok. 50-60 lat. Zwłoki kobiety znaleziono we wtorek ok. godz. 17:30 w pobliżu położonego na obrzeżach Florencji kościoła. Natknął się na nie ksiądz, który przechodził w pobliżu.

Na pomoc było za późno, kobieta nie żyła. Służby medyczne nie stwierdziły na jej ciele żadnych obrażeń. Koroner wstępnie ocenił, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych, z powodu choroby. Media nie informują, czy zostanie przeprowadzona sekcja zwłok. Śledczy ustalili, że zmarła była bezdomną Polką, miała ok. 50-60 lat. Lokalne media zauważają, że to drugi przypadek w ostatnim czasie odkrycia zwłok na ulicy w tej części miasta.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pedofil ze Szczekocin przez 5 lat gwałcił córkę i jej koleżankę. Opieka społeczna „nic nie zauważyła”

Ohydny zwyrodnialec wykorzystywał swoją córeczkę ponad pięć lat! Potrafił nawet zgwałcić koleżankę dziewczynki. Teraz dosięgła go sprawiedliwość i odpowie za swoje czyny. Po latach horroru 11-letnia dziewczynka opowiedziała o swoim dramacie pedagogowi szkolnemu.

– Zrobiłem to – wypowiedział beznamiętnie na przesłuchaniu zwyrodniały mieszkaniec Szczekocin. Przesłuchujący, którzy niejedno widzieli przecież w życiu, byli zdziwieni absolutnym brakiem skruchy czy żalu za to, co Mariusz M. zrobił własnej córce. – Dziewczynka i jej koleżanka natychmiast zostały przesłuchane, ich zeznania były wiarygodne – potwierdza Faktowi prok. Dariusz Bereza z myszkowskiej prokuratury.

O tym, że w rodzinie źle się dzieje, wiadomo było od mniej więcej trzech lat. Ze względu na nieustające libacje alkoholowe w ich domu przydzielono im kuratora. Jak to możliwe, że ani on, ani opieka społeczna, która regularnie – od 2017 roku – odwiedzała rodzinę, nie dostrzegła rozgrywającego się dramatu? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że kilka lat temu rodzinie została założona niebieska karta, ale – nie wiadomo czemu – została ona wycofana! – Będziemy szczegółowo sprawdzać, czemu tak się stało – dodaje prok. Bereza.

Zdaniem sąsiadów 41-letni Mariusz M. nie tylko krzywdził swoją córkę, ale też znęcał się nad całą rodziną. – Oni wszyscy mieszkali w jednym pokoju, matka nie wiedziała co jej mąż robi dziecku? Kochanki do domu sprowadzał, on spał ze zdzirami na wersalce, a żona na podłodze. Wieczne imprezy tam były! – rzucają oskarżenia inni sąsiedzi.

Z wstępnych ustaleń śledczych wiadomo tyle, że do gwałtów miało dochodzić podczas nieobecności reszty domowników. Chociaż prokurator przyznaje, że to również będzie podlegało dokładnemu sprawdzeniu. Teraz, gdy koszmar dzieci wyszedł na jaw wielu sąsiadów z ul. Żeromskiego, gdzie pedofil mieszkał twierdzi, że już nie raz zawiadamiali różne instytucje. – Kazali nam dowody gromadzić, by nie doszło do pomówień. Czy to my jesteśmy od tego, by śledczych wyręczać! – pytają sąsiedzi zwyrodnialca.

Udało nam się dotrzeć do byłych znajomych Mariusza M. Nie mają o nim dobrego zdania. – Ten człowiek kiedyś pracował z moim mężem, razem w jednej firmie jeździli na tirach. Pamiętam, jak parę lat temu próbował się do mnie dostawiać, wyrzuciliśmy go z domu – mówi Małgorzata Czapczyńska-Bartosz (48 l.). – To był agresor, wszyscy się go bali. Bił żonę, raz nam pokazywał pogrzebacz, który na niej wygiął. Myślę, że powinna przynajmniej się domyślać, że jej mąż może krzywdzić własne dziecko – dodaje.

Mariuszowi M. grozi od 3 do 15 lat więzienia. Śledczy badają również wątek matki, czy wiedziała, co dzieje się w domu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sopot: Policjanci szukali ciała Iwony Wieczorek. Nastolatka zaginęła 10 lat temu

W czwartek policjanci przeszukiwali tereny sopockich ogródków działkowych. Na zlecenie prokuratury wznowili czynności w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek. 19-latka zaginęła w lipcu 2010 roku. Rzeczniczka Prokuratury Krajowej w Warszawie Ewa Bialik przekazała, że „sprawę analizował małopolski wydział Prokuratury Krajowej w Krakowie”.

– Po to, żeby dokonać weryfikacji materiału dowodowego prokuratura wykonuje pewne czynności procesowe. Te czynności zostały rozpoczęte i trwają – dodała prokurator.

Kilkudziesięciu policjantów z komendy wojewódzkiej w Gdańsku przeszukiwało od czwartku rano ogródki działkowe w Sopocie. W policyjnej akcji brały udział psy tropiące. Funkcjonariusze mieli też do dyspozycji drony i georadar. Poszukiwania zakończyli po zapadnięciu zmroku.

Policja i prokuratura nie zdradzają wyników czwartkowych przeszukań na sopockich działkach. – Dziś nie będziemy wydawać komunikatu na temat działań w Sopocie – powiedziała prokurator Ewa Bialik.

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek jest prowadzona w tzw. Archiwum X, działającym w Małopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie. Trafiła tam z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

– W sprawach kierowanych do Archiwum X wykorzystywanie są nowe technologie oraz wiedza najbardziej doświadczonych polskich i zagranicznych biegłych oraz różnych instytucji badawczych, niestandardowy sposób badania dowodów i nieszablonowy sposób podejścia do ich oceny – poinformowała prokurator Bialik.

Zaginęła 10 lat temu

Iwona Wieczorek zaginęła 17 lipca 2010 roku. Tego dnia bawiła się ze znajomymi w sopockim Dream Clubie. Po wyjściu z imprezy miała się z nimi pokłócić i odłączyć od towarzystwa. Przed godziną 4 dzwoniła do jednej z koleżanek, później rozładowała się jej komórka.

Wiadomo, że szła alejką wzdłuż plaży, w kierunku swojego domu. Mijała wejście nr 63 na plażę w Jelitkowie. Miejski monitoring zarejestrował Iwonę o godzinie 4.12 przy końcu ulicy Piastowskiej. Do domu miała stamtąd dwa kilometry. Musiała tylko przejść przez tereny leśno-parkowe. Tam ślad po niej się urywa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wjechał w jeden z posągów na Wyspie Wielkanocnej. Są zarzuty

Media w wielu krajach informują o incydencie, do którego doszło w niedzielę na Wyspie Wielkanocnej. Chilijczyk uderzył pick-upem w jeden ze słynnych posągów moai, powodując spore zniszczenia. Mężczyzna został zatrzymany. Chilijczyk usłyszał zarzut zniszczenia narodowego pomnika – podaje gazeta „El Mercurio de Valparaiso”. Ze wstępnych informacji wynika, że przyczyną zdarzenia była awaria hamulców. Zdarzenie przyciągnęło uwagę mediów z całego świata.

– Coś takiego nie jest po prostu straszne, to obraza żywej kultury, która przez ostatnie lata walczyła o odzyskanie swojego historycznego i archeologicznego dziedzictwa – mówi Camilo Rapu, przewodniczący lokalnej społeczności Ma’u Henua, cytowany przez „The Guardian”.

– Wszyscy postanowili nie wprowadzać przepisów dotyczących ruchu pojazdów w świętych miejscach, ale my, jako rada, rozmawialiśmy o zagrożeniach i doskonale wiedzieliśmy, co może oznaczać wzrost liczby turystów i mieszkańców – komentował w „El Mercurio” burmistrz wyspy Pedro Edmunds Paoa.

Na Wyspie Wielkanocnej znajduje się ok. 900 posągów moai. Powstały w latach 1250-1500. Średnio mają ok. czterech metrów wysokości.
Źródło info i foto: Gazeta.pl