Nożownik zaatakował dwie kobiety w Wadowicach

Atak nożownika w Wadowicach w Małopolsce. Mężczyzna rzucił się na dwie osoby w budynku przychodni przy ulicy Wojtyłów w centrum miasta. Informację dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Zaatakowane to dwie kobiety. Mężczyzna zadał im kilka ciosów nożem. Obie zostały przewiezione do szpitala. Stan jednej z nich jest poważny.

Napastnika udało się zatrzymać.

Na miejscu pracują policjanci oraz prokurator.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci ze Śląska odzyskali części samochodowe o wartości miliona złotych

Silniki, skrzynie biegów, elementy karoserii – te i inne części pochodzące ze skradzionych w Europie samochodów, odzyskali kryminalni z KWP w Katowicach zajmujący się zwalczaniem przestępczości samochodowej. W wyniku wspólnych działań przeprowadzonych z funkcjonariuszami straży granicznej, a wymierzonych w paserów zajmujących się handlem kradzionymi częściami, do aresztu trafili także dwaj zatrzymani przez policjantów mężczyźni. Wartość zabezpieczonego mienia to około 1 milion złotych.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, którzy zajmują się zwalczaniem przestępczości samochodowej, mają za soba kolejną, poważną realizację. Kryminalni prowadzili działania wymierzone w paserów, którzy zajmują się handlem częściami pochodzącymi ze skradzionych samochodów. Wspólnie z funkcjonariuszami Nadburzańskiego Oddziału Straży Granicznej policjanci weszli do wytypowanych wcześniej firm mieszczących się w Bielsku-Białej, Bytomiu i Chorzowie oraz na terenie giełdy samochodowej w Gliwicach. Stróże prawa przeszukali również miejsca zamieszkania osób podejrzewanych o paserstwo. W czynnościach uczestniczyli również stróże prawa z grup dochodzeniowo-śledczych z komend policji w Bielsku-Białej, Bytomiu i Gliwicach oraz policjanci z katowickiego oddziału prewencji. W przeszukaniach brał także udział przewodnik psa służbowego z katowickiej komendy miejskiej wraz ze swoim czworonożnym podopiecznym specjalizującym się w wyszukiwaniu narkotyków. Policjanci oraz pogranicznicy z placówki w Hrebennem skontrolowali setki części pojazdów oraz całych samochodów.

W efekcie tych działań mundurowi odnaleźli i zabezpieczyli duże ilości części samochodowych, które pochodziły z pojazdów skradzionych na terenie Polski, innych państw Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii. Stróże prawa odzyskali m.in.: 25 silników, 107 skrzyni biegów, a także osie pojazdów oraz elementy karoserii. Wartość odzyskanego i zabezpieczonego mienia oszacowano na około 1 milion złotych.

Policjanci zatrzymali dwóch mieszkańców powiatu tarnogórskiego w wieku 44 i 45 lat. Sąd Rejonowy w Bytomiu, na wniosek Prokuratury Rejonowej w Bytomiu, zastosował wobec zatrzymanych mężczyzn 3-miesięczny areszt. Dalsze postępowania w sprawie prowadzą wydziały kryminalne z Bielska-Białej, Bytomia i Gliwic.
Źródło info i foto: Policja.pl

Włochy: Bunty w więzieniach. Zdemolowane budynki, wzniecane pożary

W 27 więzieniach we Włoszech trwają bunty z powodu ograniczeń, wprowadzonych w ramach prewencji w związku z epidemią koronawirusa – podały w poniedziałek media. Z zakładu karnego w Foggii w Apulii uciekło 20 więźniów, w Rzymie osadzeni wzniecili pożar. Głównym powodem protestów jest zawieszenie odwiedzin w więzieniach. Bunty wybuchły m.in. w mediolańskim San Vittore, w Salerno, Neapolu, Frosinone, Vercelli, Alessandrii i Pawii.

Do najdramatyczniejszej sytuacji doszło w zakładzie w Modenie, gdzie więźniowie wdarli się podczas wywołanych przez siebie zamieszek do ambulatorium, z którego zabrali silne medyczne środki odurzające. Sześciu z nich zmarło z przedawkowania. Z więzienia w Foggii uciekło około 50 więźniów; 30 z nich zostało od razu zatrzymanych przez policję, która otoczyła cały rejon.

W rzymskiej Rebibbii więźniowie podpalili materace. W wielu zakładach karnych osadzeni weszli na dachy z transparentami z hasłem „Ułaskawienie”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd skrócił czas odsiadki dla „Szkatuły”

Aż o cztery lata złagodził Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrok Rafała S. ps. Szkatuła w sprawie próby porwania oraz podżegania do zabójstwa. Tym samym zamiast na 15 lat więzienia, boss jednej z największych stołecznych grup przestępczych został prawomocnie skazany na 11.

W grudniu 2017 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Rafała S. na karę 15 lat więzienia za próbę porwania złodzieja samochodów Ireneusza T. w 2002 roku, podżeganie do zabójstwa Piotra D. ps. Pietia w 2010 i 2011 roku oraz nielegalne posiadanie broni. Sędzia Andrzej Krasnodębski uznał, że za pierwsze przestępstwo „Szkatuła” zasłużył na 8 lat, za drugie również na 8, a za trzecie na 3 lata pozbawienia wolności.

Sąd Apelacyjny, który rozpatrywał sprawę, uznał w przypadku dwóch ostatnich przestępstw, sąd I instancji wydał słuszny werdykt. Oceniono jednak, że w sprawie próby porwania trzeba wziąć pod uwagę fakt, że 8 lat to zbyt surowy wyrok, tym bardziej, że za udział w tym samym zdarzeniu brat przyrodni bossa – Marcin K. ps. Belmondziak został skazany na 3 lata. Obniżono więc karę o trzy lata.

Ku zaskoczeniu prokuratury Sąd Apelacyjny złagodził też wyrok łączny. I to aż o cztery lata. Wyrok jest już prawomocny.

„Zrobienie Irka”

Ireneusz T. ps. Irek był dawnym znajomym „Szkatuły”, z czasów, gdy ten kradł jeszcze samochody. Stąd Rafał S. miał wiedzieć, że „Irek” jest wyjątkowy oszczędny jak na przestępcę i zgromadził małą fortunę. W 2002 roku Rafał S. miał wpaść na pomysł „zrobienia Irka”, czyli uprowadzenia go i zwolnienia po zapłacie 100 tysięcy złotych.

Ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował. Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „Irek”, zapewne dobrze znając gangsterskie obyczaje, bardzo się pilnował.

Podczas drugiej próby napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. I ta próba zakończyła się fiaskiem, gdyż w pewnym momencie zrejterować miał „Belmondziak”. Reszta kompanii też musiała zrezygnować.

Ireneusz T. w czasie śledztwa oraz przed sądem zaprzeczał, aby ktokolwiek chciałby go uprowadzić. Nie potrafił jednak przekonująco wyjaśnić skąd ma dwie blizny na nogach w miejscach wskazanych przez jednego ze skruszonych bandytów.

Zdrada

Rafała S. pogrążyli przede wszystkim dwaj gangsterzy z Konstancina: Rafał B. ps. Bukaciak i Łukasz A. ps. Łuki. Ta „zdrada” musiała być wyjątkowo bolesna dla „Szkatuły”, gdyż ten w czasie ukrywania się przed policją namaścił pierwszego na swojego zastępcę, a nawet sukcesora w razie zatrzymania.

„Bukaciak” i „Łuki” opisali, jak w okresie od końca 2010 roku do 11 maja 2011 roku (dnia zatrzymania „Szkatuły”) na polecenie bossa mieli złożyć Piotrowi D. ps. Pietia „propozycję nie do odrzucenia”. Gangsterzy pojechali na umówione spotkanie i przekazali „Pieti”, „aby się określił, czy jest z nimi na śmierć i życie”. Ten zaś przekonywał posłańców, że szanuje Rafała S., ale – jak to ujął – „nie spieszy się do więzienia”. Odmowa ponoć rozeźliła „Szkatułę”, który wedle skruszonych przestępców miał stwierdzić: „Rusek musi się przewrócić”. Życie „Pieti” wycenił na 60 tysięcy złotych.

Do realizacji zlecenia jednak nie doszło, choć dwaj gangsterzy obserwowali już dom, w którym miał mieszkać „Pietia”. Piotr D. przekonywał przed sądem, że nie zna Rafała S. i nie sądzi, aby ktokolwiek miałby mu zagrażać.
Źródło info i foto: TVP.info

Funkcjonariusze policji sprzedają informacje gangom

Już tylko co czwarte przestępstwo policjantów dotyczy korupcji. Jest większy problem: sprzedaż informacji gangom – zwraca uwagę wtorkowa „Rzeczpospolita”.

„Rz” podała, że „policjanci popełniają mniej przestępstw, w tym rzadziej biorą łapówki”. „Niepokoi jednak zdrada służbowych tajemnic i wynoszenie ich do świata przestępczego. W ubiegłym roku zarzuty za to dostało 40 funkcjonariuszy – wskazuje raport Biura Spraw Wewnętrznych Policji, które ściga nieuczciwych mundurowych w formacji” – napisano.

Zarzuty dla policjantów

Z danych gazety wynika, że „w ubiegłym roku 271 policjantów (o 13 mniej niż w poprzednim) dostało zarzuty popełnienia 625 przestępstw (to o blisko 200 mniej niż w 2018 r.)”. Poinformowano, że „najwięcej czarnych owiec złapano na Śląsku, Dolnym Śląsku oraz w regionie stołecznym”. „Większość, bo 66 proc. podejrzanych, służyła w prewencji – to mniej niż rok wcześniej, gdy stanowili 75 proc. Za to częściej zarzuty stawiano policjantom z pionów kryminalnych – dotyczyło to 75 funkcjonariuszy – o 17 więcej” – dodano.

Jak napisano, „wniosek: co czwarty policjant, który dostał zarzuty, pracował w newralgicznym pionie do ścigania przestępstw”. „Na łamaniu prawa złapano też cztery osoby ze służby kontrterrorystycznej, rok wcześniej nikogo. Mundurowi dopuszczali się najczęściej czynów przeciwko działalności instytucji państwowych i samorządowych oraz przeciwko dokumentom” – pisze „Rz”.

Współpraca policjantów z zorganizowanymi gangami

Gazeta zwraca uwagę, że „na sile przybiera wynoszenie tajnej wiedzy do przestępców”. „W ubiegłym roku 40 policjantom (o dwóch więcej niż w 2018 r.) postawiono 95 zarzutów dokonania przestępstw związanych z pozyskaniem lub ujawnieniem informacji czy materiałów służbowych. Rok wcześniej zarzutów było co prawda dwukrotnie więcej, ale podejrzanych mniej” – napisano.

„Współpraca policjantów z zorganizowanymi gangami jest dużo bardziej groźna niż korupcja związana z tym, że ktoś np. weźmie łapówkę i przymknie oko na wykroczenie kierowcy” – ocenił dr Krzysztof Liedel, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Jak mówił, „przekazanie informacji o metodach pracy policyjnej, które są niejawne, i o planowanych operacjach pozwala przestępcom unikać wpadek i odpowiedzialności”. „Niepokoi, że do takich sytuacji wciąż dochodzi, zwłaszcza że mamy podwójne zabezpieczenie: BSW ścigające takie przypadki oraz cały pion ochrony informacji niejawnych. Policjanci dostają certyfikaty przyznające im dostęp do informacji niejawnych. Może się okazać, że mamy do czynienia z pewną fikcją” – dodał.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pijany 28-latek zaatakował młotkiem dwie kobiety. Jedna z nich nie żyje. Nowe szczegóły brutalnej zbrodni

Ten koszmar rozegrał się rankiem 6 marca w Brzydowie pod Ostródą (woj. warmińsko-mazurskie). Pijany 28-latek wtargnął do domu sąsiadek: 43-letniej matki i 20-letniej córki. Najpierw zaatakował młotkiem i nożem starszą, a potem młodszą, która pospieszyła z pomocą matce. 43-latka zmarła, a jej córka trafiła do szpitala. Prokuratura ujawniła nowe informacje dotyczące tej krwawej zbrodni.

Kobiety napadnięto w ich domu w Brzydowie pod Ostródą. Jak podała „Gazeta Ostródzka” 28-latek mieszkał w tej samej wsi. Znał obie kobiety, ale nie utrzymywał z nimi kontaktu. Bliscy wykluczyli, by chodziło o zawód miłosny.

43-latka i jej córka mieszkały same. Budynek obok ich domu, zajmował brat zamordowanej. W chwili tragedii był w pracy. Pogotowie i policję wezwali pozostali członkowie rodziny.

28-latek zaatakował około godziny 7. Wtargnął do środka i rzucił się na starszą kobietę. Katował ją młotkiem i dźgał nożem. Kiedy córka usłyszała krzyki matki, pobiegła jej na pomóc. Próbowała powstrzymać mordercę, przez co sama została ranna. Jej stan był tak ciężki, że musiano ją reanimować. Zdołała jednak wskazać sprawcę.

Nie trwało długo, a podejrzany wpadł w ręce policji. Ponieważ był pijany (miał około 2,5 promila), nie można go było przesłuchać. Po wytrzeźwieniu przyznał się do winy. Sąd zdecyduje czy trafi do aresztu. Śledczy nie podają, jakie były motywy napaści i zabójstwa.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Pobicie kucharza z Chin we Wrocławiu

We Wrocławiu miało dojść do dotkliwego pobicia Chenshenga Li – obywatela Polski chińskiego pochodzenia, znanego w stolicy Dolnego Śląska kucharza. – Mąż był uderzany prosto w twarz i mocno krwawił – powiedziała portalowi gazetawroclawska.pl żona mężczyzny. Jak opisuje gazetawroclawska.pl do zdarzenia doszło w niedzielę ok. godz. 19.30. Chensheng Li wyszedł z restauracji Kuchnia Marche, w której pracuje. Szedł ulicą Świdnicką w stronę Powstańców Śląskich. Portal informuje, że na wysokości przejścia pod wiaduktem kolejowym zaczepiła go grupa młodych osób.

Najpierw napluli mu w twarz, później pobili, a następnie uciekli. – Na całe szczęście do leżącego na ziemi męża szybko podbiegł przypadkowy przechodzień i zaczął mu udzielać pomocy, angażując w to kolejne znajdujące się w pobliżu osoby. Mąż był uderzany prosto w twarz i mocno krwawił, dobrze że znaleźli się ludzie, którzy od razu mu pomogli – mówi portalowi żona kucharza, który po pobiciu trafił do szpitala.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Poznań: Śmiertelne pobicie zapaśnika Dominika Sikory. Policja publikuje zdjęcie sprzed klubu

Poznańska policja szuka świadków pobicia Dominika Sikory. W styczniu zapaśnik upadł po ciosie, po kilku dniach zmarł w szpitalu w wyniku obrażeń głowy. Opublikowano zdjęcie, na którym widać kilka osób stojących przed klubem. Do pobicia poznańskiego zapaśnika Dominika Sikory doszło w nocy z 25 na 26 stycznia, tuż po tym, jak opuścił on jeden z lokali na Starym Rynku.

Na nagraniu z monitoringu, które widział dziennikarz tvn24.pl, widać, że Sikora w towarzystwie kilku osób rozmawia z kobietą stojącą przed wejściem do klubu. Obok stoi elegancko ubrany mężczyzna. Kobieta szarpie Sikorę, w pewnym momencie uderza go otwartą dłonią. Po kilku sekundach Sikora zwraca się do mężczyzny w eleganckim stroju, ten wyprowadza prawą ręką cios. Trafia Dominika Sikorę w głowę, ten pada nieprzytomny na ziemię. Stojące obok kobiety układają go w bezpiecznej pozycji, po gestykulacji można wnieść, że wzywają pomoc.

Mężczyzna, który go uderzył, nie zwracając uwagi na leżącego na ulicy człowieka, odwraca się i wchodzi do klubu.

Poszukują Olgierda Michalskiego

Dominik Sikora zmarł pięć dni później w szpitalu w wyniku obrażeń głowy. Był znanym i cenionym zapaśnikiem stylu klasycznego klubu Sobieski Poznań. Policja początkowo informowała, że nie ma nagrań z samego momentu zdarzenia przed klubem. Po kilku dniach śledczy poinformowali, że osobą, która ma związek ze śmiertelnym pobiciem zapaśnika jest 42-letni Olgierd Michalski.

17 lutego wystawiono za nim list gończy. Mężczyzna prawdopodobnie wyjechał z Polski. 42-latek może ukrywać się w Szwajcarii. Jak dotąd nie udało się go zatrzymać.

Policja publikuje kadr z nagrania

Teraz poznańska policja zdecydowała się opublikować kadr z nagrania monitoringu, na którym widoczne są osoby, które mogły widzieć pobicie Sikory.

– Zwracamy się z prośbą do wszystkich świadków wyżej wymienionego zdarzenia, którzy byli w tym dniu w klubie Van Diesel i Bee Jays – a w szczególności widocznych na monitoringu, o kontakt z osobami prowadzącymi postępowanie – apeluje Marta Mróz z poznańskiej policji.

Osoby posiadające informacje na temat tego zdarzenia proszone są o kontakt z policjantami Wydziału Kryminalnego i Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego osobiście przy ulicy Szylinga 2, lub telefonicznie pod jednym z numerów telefonu: (061) 8413603, (061) 8413090 w godzinach od 7:00 do 15:00, lub pod czynnym całą dobę numerem 796 658 459.
Źródło info i foto: tvn24.pl

27-latek miał w domu 1000 porcji narkotyków, pieniądze i broń

27-letni mężczyzna miał w mieszkaniu prawdziwą hurtownię: śródmiejscy policjanci znaleźli tam ponad 1000 porcji różnych narkotyków. Trafił do aresztu, grozi mu do 10 lat więzienia. Policjanci ze śródmiejskiego wydziału operacyjno-rozpoznawczego namierzyli mężczyznę, który mógł mieć w mieszkaniu znaczne ilości narkotyków. Kiedy zapukali do drzwi, 27-latek był mocno zaskoczony.

W jego mieszkaniu policjanci znaleźli woreczki foliowe z mefedronem, kokainą, heroiną i amfetaminą. Poza tym znaleźli reklamówkę marihuany, wagę elektroniczną służącą do porcjowania środków odurzających, pieniądze mogące pochodzić z przestępstwa oraz przedmioty przypominające broń palną oraz pneumatyczną, które zostaną poddane badaniom przez biegłego – poinformował nadkom. Robert Szumiata ze śródmiejskiej KRP.
Źródło info i foto: se.pl