48-latka trafi do więzienia za atak z nożem na córkę

Na sześć lat więzienia skazał łódzki sąd okręgowy 48-letnią kobietę, która podczas rodzinnej awantury wbiła nóż w plecy swojej 19-letniej córce. Wyrok jest nieprawomocny – poinformował we wtorek rzecznik SO ds. karnych sędzia Damian Krakowiak.

Do zdarzenia doszło w lutym ub. roku w jednym z mieszkań przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi. Kobieta wraz ze swoim znajomym piła alkohol w mieszkaniu, gdzie także byli jej 13-letni syn i 19-letnia córka. Po wyjściu mężczyzny pomiędzy kobietami doszło do awantury, w trakcie której matka kazała nastolatce wyjść z mieszkania. Gdy ta odmówiła, matka złapała ją za włosy i uderzała pięściami po głowie i po plecach. Następnie chwyciła nóż myśliwski i wbiła go dziewczynie w plecy.

Nastolatka uciekła przez okno na ulicę, gdzie poprosiła przechodnia o wezwanie karetki. Po przewiezieniu 19-latki do szpitala okazało się, że doznała ona poważnych urazów. Matka dziewczyny została zatrzymana przez policję. Miała 1,5 promila alkoholu we krwi. Po wytrzeźwieniu usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa córki.

6 lat więzienia

Jak poinformował Krakowiak sąd uznał, że oskarżona działała z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia swojej córki. Zadała jej „cios nożem typu myśliwskiego w plecy, (…) powodując odmę opłucnową i krwiak, które to obrażenia ciała spowodowały u pokrzywdzonej chorobę realnie zagrażającą życiu”. Zamierzonego celu nie osiągnęła z uwagi na ucieczkę pokrzywdzonej i interwencję lekarską.

Sąd wymierzył oskarżonej karę sześciu lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjant obezwładnił 19-letniego nożownika

W niedzielę, w małej miejscowości pod Myślenicami 19-letni mężczyzna ranił nożem policjanta, który w czasie wolnym pomagał ojcu w prowadzeniu rodzinnego sklepiku. Ranny funkcjonariusz obezwładnił napastnika, choć ten miał przy sobie cztery noże i toporek.

Do zdarzenia doszło około godz. 21.40, niedługo po tym, jak sierż. szt. Paweł Hajdas (na co dzień policjant KWP w Krakowie) zastąpił swojego ojca za ladą rodzinnego sklepiku. Zmęczony całodniową sprzedażą 67-letni właściciel poprosił syna, by ten w dniu wolnym od służby przejął jego obowiązki w sklepie i zamknął lokal o godz. 22.00. Znając dalszy przebieg zdarzeń, można zaryzykować stwierdzenie, że prawdopodobnie to uratowało mu życie.

Niedługo przed zamknięciem, do sklepu wszedł znany policjantowi z widzenia 19-latek. Funkcjonariusz zaniepokoił się, gdy młody mężczyzna poprosił o sprzedaż m.in. kilkudziesięciu paczek papierosów i kilku butelek alkoholu wysokoprocentowego. Gdy policjant odwrócił się plecami do 19-latka i sięgał po towar, ten dźgnął go nożem powyżej łopatki. Siła uderzenia sprawiła, że ostrze zagłębiło się na kilka centymetrów w ciało. Funkcjonariusz nie zdając sobie jeszcze sprawy, że został raniony nożem, odwrócił się w stronę napastnika i wyrwał mu ostrze. Powalony na ziemię 19-latek wyciągnął drugi nóż, ale i tym razem policjant rozbroił napastnika.

W trakcie szamotaniny, z mieszkania mieszczącego się na piętrze, przybiegli członkowie rodziny policjanta. Widząc całą sytuację, natychmiast zadzwonili na policję. Funkcjonariusze z Myślenic na miejscu pojawili się już po kilku minutach. Przejęli obezwładnionego mężczyznę i zabezpieczyli znalezione przy nim niebezpieczne przedmioty, tj. cztery noże i mały toporek. W trakcie zatrzymania napastnik stwierdził, że planując rozbój, nie spodziewał się za ladą syna właściciela. Policyjni technicy przeprowadzili oględziny miejsca.

Sierż. szt. Paweł Hajdas z raną kłutą trafił do szpitala. Jego obrażenia nie zagrażają życiu ani zdrowiu. Zatrzymany mężczyzna odpowie za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, za co grozi mu kara od 3 do 12 lat więzienia (art. 280 par. 2 KK). Dziś zapadnie decyzja dotycząca środków zapobiegawczych.
Źródło info i foto: Policja.pl

Masowe ucieczki z więzień w Brazylii

W co najmniej czterech więzieniach w stanie Sao Paulo w Brazylii doszło do ucieczki osadzonych. Część z nich została już odnaleziona i z powrotem osadzona. Zdarzenia miały miejsce po tym, jak rząd wydał zarządzenie motywowane obawą przed koronawirusem.

Jak podaje „New York Post”, na wolności może przebywać nawet tysiąc więźniów. Pracownicy zakładów nie są w stanie precyzyjnie określić dokładnej liczby, ponieważ wciąż trwa liczenie brakujących osadzonych. Na razie służbom udało schwytać się zaledwie 174 uciekinierów z więzień w Mongaguá, Tremembé, Porto Feliz i Mirandópolis

Koronawirus. Dlaczego osadzeni zdecydowali się na ucieczkę z więzienia?

Więźniowie zdecydowali się na ucieczkę po tym, gdy rząd wprowadził dla nich ograniczenia. Żeby zapobiec rozprzestrzenianiu pandemii koronawirusa, anulowano przepustki dla osadzonych oraz możliwości odwiedzin przez bliskich.
Źródło info i foto: o2.pl

Udawali inspektorów badających obecność koronawirusa. Okradli dom

Trzej mężczyźni, którzy przedstawiali się jako „inspektorzy ds. koronawirusa”, pod pretekstem epidemii odwiedzili prywatny dom niedaleko Helsinek. Właściciel zgłosił, że w trakcie „inspekcji” skradziono mu gotówkę oraz kosztowności – poinformowała komenda policji.

Jak podano w komunikacie, zdarzenie miało miejsce w miejscowości Vihti (ok. 50 km na północny zachód od Helsinek), a „podejrzani mówiący po fińsku zapukali do okna mieszkania i poinformowali, że przystępują do inspekcji w związku z koronawirusem”. Jeden z „kontrolerów” rozmową „odwracał uwagę” właściciela, a dwaj pozostali w tym czasie „krążyli po mieszkaniu”.

Następnie – opisuje policja – po rzekomo przeprowadzonej inspekcji właściciel został poproszony o uiszczenie 10 euro opłaty przez urządzenie przypominające terminal płatniczy. Po tym, gdy mężczyźni wyszli z domu, właściciel zauważył, że skradziono mu m.in. 2 tys. euro w gotówce oraz wiele cennych przedmiotów.

To pierwszy taki zgłoszony na policję przypadek oszustwa dokonanego „na koronawirusa” – podkreśla policja, przestrzegając jednocześnie, aby w obecnej nadzwyczajnej sytuacji obywatele – a szczególnie osoby samotne i starsze – zachowali czujność i szczególną ostrożność.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

CBŚP rozbiło gang handlujący wirtualną kawą i olejem

Co najmniej 38 milionów złotych mógł stracić Skarb Państwa na działalności grupy zajmującej się wyłudzaniem VAT na handlu m.in. kawą i artykułami chemicznymi. Zdaniem śledczych z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu oszuści działali półtora roku. W ostatnich dniach funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 8 osób związanych z tym gangiem „vatsterów”.

Z ustaleń śledczych wynika, że szajka „vatsterów” zaczęła działać w kwietniu 2015 r. Oszuści znaleźli prosty sposób na wzbogacenie się kosztem państwa.

Poprzez sieć spółek w Polsce oraz Unii pozorowali tzw. wewnątrzwspólnotowy obrót olejem rzepakowym, kawą czy artykułami chemicznymi. W rzeczywistości przestępcy dokonali niewielkiej liczby transakcji, ale głównie dla zachowania pozorów legalnej działalności. A i tak, gdy nawet sprzedawano realny towar, to manipulowano kwotami na fakturach.

Według wstępnych szacunków działalność grupy mogła narazić Skarbu Państwa na uszczuplenia podatkowe w wysokości co najmniej 38 mln zł. Działalność tego gangu „vatsterów” udało się przerwać jesienią 2016 r., kiedy to policjanci przeszukali kilkadziesiąt mieszkań i firm na terenie województw: śląskiego, małopolskiego, wielkopolskiego oraz dolnośląskiego.

Do zatrzymań członków grupy doszło w ubiegłym tygodniu w południowej i południowo-wschodniej Polsce. W Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu ośmiu podejrzanych usłyszało zarzuty „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i popełnienia przestępstw karnoskarbowych”. Grozi za to do 10 lat więzienia. Jeden z podejrzanych trafił na trzy miesiące do aresztu.

Podczas akcji zabezpieczono gotówkę i samochody zatrzymanych o wartości 180 tys. zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Japonia: 30-letni Satoshi Uematsu skazany na śmierć za zabicie 19 niepełnosprawnych osób

30-letni Japończyk został skazany w poniedziałek na karę śmierci za zabicie nożem w lipcu 2016 roku 19 niepełnosprawnych intelektualnie osób. Było to jedno z najokrutniejszych zabójstw w powojennej Japonii.

Satoshi Uematsu przyznał się do zabicia wszystkich ofiar i ranienia pozostałych w ośrodku dla osób umysłowo chorych, położonym w Sagamiharze, ok. 50 km na południowy zachód od Tokio. Jak tłumaczył wielokrotnie podczas śledztwa i procesu, nie żałuje swego czynu, ponieważ próbował uratować świat od ludzi, którzy są ciężarem – podaje agencja AP.

Zostanie powieszony

Proces koncentrował się na stanie psychicznym podsądnego w czasie przestępstwa. Przewodniczący składu sędziowskiego Kiyoshi Aonuma odrzucił wnioski obrony o uniewinnienie w związku z niepoczytalnością z powodu przedawkowania marihuany. Prokuratura przez cały czas utrzymywała, że Uematsu był w pełni poczytalny i powinien odpowiedzieć za swoje zbrodnie.

Wyrok zostanie wykonany przez powieszenie.

Mężczyzna, który do lutego 2016 r. pracował w ośrodku w Sagamiharze, wdarł się do niego w nocy 26 lipca 2016 r. i w ciągu ok. 40 minut zabił przy użyciu noża 19 pacjentów i spowodował obrażenia u 24 innych, a także u dwóch opiekunów. W ośrodku przebywało wówczas 150 pacjentów.

Po ataku napastnik oddał się w ręce policji.

W lutym 2016 r. Uematsu próbował dostarczyć do przewodniczącego izby niższej japońskiego parlamentu list, w którym domagał się przeprowadzenia eutanazji wszystkich niepełnosprawnych ludzi. Przechwalał się, że byłby w stanie zabić 470 niepełnosprawnych i w ten sposób przeprowadzić „rewolucję”.

Masowe morderstwa w Japonii

Masowe morderstwa to rzadkość w Japonii, ale gdy do nich dochodzi, to zazwyczaj są wynikiem ataku nożownika. W Japonii obowiązują bowiem surowe przepisy dotyczące posiadania broni palnej.

W 2001 r. ośmioro dzieci zginęło z rąk nożownika, byłego woźnego w szkole w Osace. Siedem osób poniosło śmierć w 2008 r., gdy mężczyzna wjechał ciężarówką w tłum pieszych, a następnie wysiadł i zaczął na oślep atakować przechodniów koło stacji kolejowej Akihabara, w Tokio.

W 1995 r. pięciu członków sekty Aum Najwyższa Prawda rozpyliło gaz bojowy sarin w tokijskim metrze, zabijając 13 osób i powodując ciężkie zatrucie u ponad 6 tys. ludzi.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Biegli orzekli: Marek Falenta poczytalny

Biegli uznali, że w czasie popełniania zarzucanych czynów Marek Falenta był w pełni poczytalny – powiedział „Rzeczpospolitej” Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. We wtorkowym wydaniu „Rz” przypomina, że biznesmen cztery lata temu został skazany na 2,5 roku więzienia za zorganizowanie afery taśmowej – czyli zlecenie podsłuchów VIP-ów w warszawskich restauracjach.

„Już po zamknięciu głównego śledztwa na światło dzienne za sprawą prawicowych mediów i TVP wyszły nowe nagrania z potajemnie utrwalanych rozmów, które według prokuratury miał zlecać właśnie Falenta. Sprawę nazwano tzw. małą aferą taśmową, a dotyczące jej śledztwo jest bliskie końca” – wskazano w artykule.

Dziennik informuje, że niedawno do prokuratury wpłynęła przesądzająca opinia.

– Biegli uznali, że w czasie popełniania zarzucanych czynów (rzekomego zlecenia nagrywania polityków i VIP-ów – red.) Marek Falenta był w pełni poczytalny. Nie rozpoznano u niego choroby psychicznej ani innego stanu, który znosiłby albo ograniczał zdolność rozpoznania znaczenia czynów oraz pokierowania swoim postępowaniem – powiedział „Rz” Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, gdzie toczy się śledztwo w sprawie tzw. małej afery taśmowej.

– Podejrzany może brać udział w postępowaniu sądowym oraz prowadzić obronę w sposób samodzielny i rozsądny – zaznacza prokurator Saduś.
Źródło info i foto: onet.pl

25-letni Mariusz J. skazany za brutalne pobicie chłopaka na Marszu Równości

Nie ma zgody na brutalność i chuligańskie wybryki! Sąd w Białymstoku skazał Mariusza J. (25 l.) na karę bezwzględnego więzienia za to, że kopnął młodego chłopaka i złamał mu obojczyk. – Wszyscy byli brutalni, to i mi się udzieliło – tłumaczył w sądzie zadymiarz. Teraz za swój czyn spędzi 20 miesięcy za kratkami.

Pierwszy Marsz Równości w Białymstoku od początku budził wiele kontrowersji. Uczestnicy parady byli przez chuliganów wyzywani i opluwani, w ruch poszły kamienie i jajka. Pech chciał, że na trasie marszu znalazł się 18-letni Michał P.

– Słyszałem krzyki, było niebezpiecznie. Nagle podbiegł do mnie jakiś chłopak i kopnął w bark. Byłem w szoku. Na początku nie czułem, jak bardzo boli. Okazało się, że mam połamane kości. Wiele miesięcy spędziłem w gipsie – wyjaśnia zaatakowany chłopak.

W sądzie 25-letni chuligan, który go zaatakował, przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień i stwierdził tylko, że nie wie, dlaczego tak postąpił. – Inni też byli agresywni, to i mi się udzieliło – stwierdził.

Obrona Mariusza J. walczyła o nałożenie na mężczyznę tzw. kary mieszanej – najpierw trzech miesięcy pozbawienia wolności, a potem obowiązku odrobienia prac społecznych. Sąd jednak orzekł bezwzględne więzienie. – Oskarżony zaatakował przypadkową osobę, która niczym mu nie zawiniła, w żaden sposób nie sprowokowała. Nie da się go w żadnym wypadku usprawiedliwić – podkreślała w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Alina Dryl. – Nikt nie może czuć się bezkarny w tłumie – dodała.

Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Mimo zakazu impreza w Rudzie Śląskiej. Jest interwencja policji

W jednym z lokali w Bielszowicach w Rudzie Śląskiej właścicielka zlekceważyła zakaz ministra zdrowia dotyczący organizacji imprez. Policja interweniowała czterokrotnie, sprawą ma zająć się prokuratura.

„Mamy pierwszy przypadek złamania rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie zakazu organizowania imprez” – poinformował na Facebooku w niedzielę wiceprezydent Rudy Śląskiej Krzysztof Mejer.

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, właścicielka otworzyła dyskotekę mieszczącą się w dzielnicy Bielszowice, nie przejmując się jednocześnie zagrożeniem spowodowanym rosnącą liczbą zakażeń koronawirusem. Na miejscu miało bawić się 25 osób. Policja interweniowała czterokrotnie.

– Kobieta twierdziła, że prowadzi legalną działalność gospodarczą, i nie zastosowała się do nakazów policjantów – mówił w rozmowie z „GW” Arkadiusz Ciozak, rzecznik miejskiej policji.

„Lokal jest już zamknięty. Policja z prokuraturą prowadzą stosowne postępowanie” – poinformował na Facebooku Krzysztof Mejer.
Źródło info i foto: Gazeta.pl