20 tys. może opuścić więzienia. Dostaną dozór elektroniczny

20 tys. więźniów może uniknąć pobytu w zakładzie karnym z powodu koronawirusa. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy o wypuszczeniu niektórych skazańców i objęciu ich dozorem elektronicznym. W Ministerstwie Sprawiedliwości opracowany został projekt noweli ustawy o zwalczaniu koronawirusa, która umożliwi działanie wymiaru sprawiedliwości w sytuacjach nadzwyczajnych, gdy np. z powodu kwarantanny dany sąd zostanie całkowicie zamknięty.

Projekt ten przewiduje także zmiany w Kodeksie karnym wykonawczym, które znacznie rozszerzają dotychczasowe zastosowanie dozoru elektronicznego. W praktyce oznacza to, że każdy więzień, który ma orzeczony wyrok nie wyższy niż półtora roku, będzie mógł starać się o przeniesienie na dozór elektroniczny, czyli trafi do domu z elektroniczną opaską na nodze. Ministerstwo Sprawiedliwości szacuje, że skorzysta z tego prawie 20 tys. skazańców.

Poza tym starsi więźniowie, o ile mają wyrok krótszy niż trzyletni, będą mogli poprosić o przerwę w odbywaniu kary na czas epidemii. Chodzi o zdrowie, koszty oraz o to, by nie doszło do więziennych buntów, które teraz obserwowane są na całym świecie.

Na czas epidemii wstrzymane mają zostać wszystkie rozprawy, które nie są pilne, czyli które nie dotyczą np. aresztów i dzieci. Nie będzie rozpraw o mandaty drogowe czy o majątek, także rozwody. Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje także zwieszenie biegu wszelkich terminów: o zasiedzenie, na odwołania i zażalenia.
Źródło info i foto: interia.pl

Oszukiwał duchownych na terenie całego kraju

Śledczy z wydziału kryminalnego bielskiej komendy, współpracując z prokuraturą, doprowadzili do postawienia w stan oskarżenia 38-letniego oszusta. Mężczyzna prawie 100 razy oszukał kilkanaście osób, głównie księży i zakonników. W ciągu kilku lat wyłudził od nich około 85 tys. złotych, a ze swojej przestępczej działalności uczynił sobie stałe źródło dochodu. Akt oskarżenia w trwającym od blisko roku dochodzeniu trafił do sądu na początku marca. Za popełnione przestępstwa podejrzany może spędzić w więzieniu nawet 12 lat.

Na trop oszusta kryminalni z bielskiej komendy natrafili pod koniec wakacji ubiegłego roku. Policjantów zaalarmowała pracownica oddziału jednego z banków mieszczących się w Bielsku-Białej. Jej uwagę zwrócił klient oddziału, który wypłacał ze swojego rachunku znaczne sumy gotówki. Kobieta podejrzewała, że klient może być ofiarą oszustwa, dlatego powiadomiła stróżów prawa. Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej przyjrzeli się sprawie. Okazało się, że przypuszczenia czujnej pracownicy banku były słuszne.

Klientem był 84-letni ksiądz jednej z parafii. Wyjawił on śledczym, że wypłacał pieniądze, które następnie pożyczał swojemu staremu znajomemu. Dopiero kiedy policjanci zaczęli dopytywać o tę znajomość oraz o to, czy rzekomy dawny znajomy zwracał udzielane pożyczki, ksiądz zorientował się, że padł ofiarą perfidnego oszusta. Okazało się, że 38-latek wyszukał go na stronie internetowej parafii, a następnie zjawił się u niego, twierdząc, że poznali się przed laty i przyjechał do niego w odwiedziny. Oszust tak prowadził rozmowę i wykorzystywał informacje przekazywane przez księdza, aby ten uwierzył, że rzeczywiście są starymi znajomymi. Początkowo wizyty miały charakter typowo koleżeński, a oszust starał się nawiązać jak najbardziej przyjacielskie relacje i powoli zdobywał zaufanie księdza. Kiedy już udało mu się je zdobyć, zaczął prosić o drobne pożyczki. Początkowo były to stosunkowo niewielkie kwoty – „znajomy”prosił o kilkaset złotych. Tłumaczył to swoją bardzo trudną, wręcz krytyczną sytuacją finansową i zdrowotną. Twierdził, że nie ma do kogo zwrócić się o pomoc i duchowny jest jego jedyną deską ratunku.

Później kwoty, o które prosił mężczyzna, były coraz większe i sięgały nawet kilku tysięcy złotych. W sumie oszust wyłudził od duchownego ponad 46 tys. złotych. Śledczy na podstawie zebranych przez siebie informacji ustalili tożsamość oszusta. Z ich informacji wynikało, że prowadzi on wędrowny tryb życia i porusza się po terenie całego kraju. Rozpoczęli jego poszukiwania, powiadamiając o nich inne jednostki Policji.

Taktyka policjantów okazał się skuteczna. We wrześniu ubiegłego roku 38-latek „wpadł” podczas legitymowania przez stołecznych mundurowych na terenie Warszawy. Stamtąd trafił do policyjnego aresztu w Bielsku-Białej, gdzie usłyszał pierwsze zarzuty. Śledczy na tym etapie postępowania podejrzewali, że więcej osób mogło zostać oszukanych w podobny sposób. Policjanci ujawnili, że podejrzewany o oszustwa 38-latek na bieżąco zacierał za sobą ślady popełnianych przestępstw. Zachodziła też obawa, że chcąc uniknąć wysokiej kary, będzie chciał bezprawnie wpływać na osoby, które wcześniej oszukał. Prokurator razem z policjantami wystąpili do sądu z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd podzielił zdanie śledczych i prokuratora, a podejrzany trafił do aresztu.

Policyjne dochodzenie prowadzone pod nadzorem prokuratury nabrało impetu. Policjanci dotarli do jeszcze 10 duchownych, którzy również padli ofiarami oszustw mieszkańca województwa pomorskiego. Według ich informacji 38-latek działał od około dwóch lat. Metoda oszustwa była zawsze bardzo podobna. Swoje ofiary wyszukiwał na stronach internetowych parafii. Czasami wybierał księży o takim samym jak on nazwisku, aby podawać się za dalekiego krewnego. Do duchownego – księdza lub zakonnika – dzwonił lub przyjeżdżał osobiście 38-latek. Mówił, że jest starym znajomym, poznali się dawno temu, a on chciałby odnowić znajomość. Kiedy wybrane przez niego ofiary nabierały dostatecznie dużo zaufania, zaczynał zaciągać pożyczki. Część z duchownych została oszukana jednokrotnie, natomiast od kilku innych pokrzywdzonych wyłudził pieniądze wielokrotnie. Jego ofiarą padły także 2 osoby świeckie, które przekazały oszustowi pieniądze na prośbę księdza, który sam nie miał dosyć środków finansowych, aby „pomóc” oszustowi.

Do tej pory kryminalni ustalili 11 oszukanych duchownych w wieku od 61 do 91 lat i 2 osoby świeckie. Oszust wyłudzi w sumie blisko 85 tys. złotych. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia. Mężczyzna usłyszał prawie 100 zarzutów. Za wszystkie przestępstwa, których się dopuścił, może spędzić za kratami nawet 12 lat, ponieważ z przestępczego procederu uczynił sobie stałe źródło utrzymania.
Źródło info i foto: Policja.pl

W Polsce w przeciągu doby zanotowano 318 przypadków naruszenia zasad kwarantanny

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali 79196 osób poddanych przymusowej kwarantannie. W 318 przypadkach stwierdzono uchybienia kwalifikujące się do ukarania – poinformował w poniedziałek rzecznik Komendanta Głównego Policji insp. Mariusz Ciarka.

Policjanci sprawdzili 79196 osób poddanych przymusowej kwarantannie. W 318 przypadkach, a więc nieco mniej, niż dzień wcześniej, stwierdziliśmy uchybienia, w naszej ocenie kwalifikujące się na wdrożenie czynności mających na celu pociągnięcie do odpowiedzialności prawnej, w związku z niestosowaniem się do obostrzeń określonych w kwarantannie – poinformował rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka.

Dodał, że policjanci otrzymali również ponad 180 próśb o pomoc w zakupie żywności, wyniesieniu śmieci z domu, czy wysłaniu przesyłki. W naszej ocenie wyjątkowo odpowiedzialnie i zdyscyplinowanie, poddani kwarantannie podchodzą do obecnej sytuacji, jednak te osoby, które naruszają prawo i unikają kwarantanny muszą liczyć się z surowymi konsekwencjami – ostrzegł policjant.

Kwarantanna nakładana jest na osoby zdrowe, które miały styczność z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Trwa 14 dni. W jej czasie nie wolno opuszczać miejsca zamieszkania.

W piątek rząd w związku z wprowadzeniem stanu epidemii podwyższył kary za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny z 5 do 30 tys. zł. Wprowadzono również mechanizm śledzenia, czy dana osoba przebywa w domu.

Aplikacja dla osób odbywających kwarantannę

W czwartek wieczorem Ministerstwo Cyfryzacji rozpoczęło proces udostępniania aplikacji „Kwarantanna domowa”. Można ją pobrać z App Store lub Google Play. SMS zachęcający do pobrania aplikacji do osób objętych kwarantanną wysyła resort cyfryzacji. Otrzymanie wiadomości oznacza, że dane osoby objęte kwarantanną są w bazie MC i że mogą rozpocząć korzystanie z aplikacji.

Aplikacja umożliwia potwierdzenie miejsca, w którym przebywa osoba objęta kwarantanną oraz podstawową ocenę stanu zdrowia. Daje również możliwość zgłoszenia się do lokalnych ośrodków pomocy społecznej, które w uzasadnionych sytuacjach, mogą dostarczać leki czy artykuły spożywcze.

Koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Podejrzewa się, że do zarażenia koronawirusem, który może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc, doszło w Chinach pod koniec 2019 r.
Źródło info i foto: RMF24.pl

17 policjantów zabitych w zasadzce komunistycznych rebeliantów w Indiach

Siedemnastu indyjskich policjantów zostało zabitych, a kolejnych czternastu rannych w ataku maoistowskich partyzantów. To element rebelii trwającej już od ponad pół wieku we wschodnich Indiach. Do ataku doszło w dystrykcie Sukma w środkowo-wschodniej części Indii. Policjanci, należący do jednostek walczących z maoistowską rebelią w stanie Chhattisgarh, zostali prawdopodobnie wciągnięci w pułapkę w sobotę po południu.

Jak mówi szef lokalnej policji, Shalbh Sinha, po operacji poszukiwawczej, odnaleziono ciała 17 policjantów Rebelianci zrabowali również broń należącą do zabitych funkcjonariuszy

Region, w którym działali policjanci, jest uznawany za jedną z twierdz maoistowskich powstańców, powołujących się na ideologię stworzoną przez twórcę komunistycznych Chin, Mao Zedonga.

Powstanie maoistowskie w Indiach

Powstanie maoistowskie w Indiach trwa, z przerwami, od 1967 roku. Obecnie na terenie kraju, zwłaszcza jego wschodniej części, operuje kilkanaście bojówek, które często angażują się w walki z policją. Powstańcy, zwani Naksalitami, sprzeciwiają się funkcjonującym w Indiach stosunkom gospodarczym, które uważają za przedłużenie systemu kastowego.

Występują głównie w imieniu wykluczonych, często skrajnie biednych wspólnot. Zwykle pozbawionych ziemi chłopów oraz mieszkańców slumsów. Sprzeciwia się też dzieleniu mieszkańców wrogie sobie grupy religijne. W ostatnich latach w wyniku powstania ginie rocznie kilkaset osób. Rząd Indii uważa maoistów za organizację terrorystyczną oraz często zarzuca Chinom udzielanie im wsparcia oraz schronienia.
Źródło info i foto: o2.pl

Sąd aresztował podejrzanych o brutalne zabójstwo w Lubaniu

Na trzy miesiące aresztował sąd trzech mężczyzn w wieku od 21 do 38 lat, podejrzanych o brutalne zabójstwo, do którego doszło w nocy z 15 na 16 marca w Lubaniu (woj. dolnośląskie) – poinformowała w poniedziałek Prokuratura Krajowa. Jak podała w komunikacie Prokuratura Krajowa, podejrzani o zbrodnię to Piotr M., Patryk M. i Paweł M. – mieszkańcy Lubania.

Mieli oni, zdaniem śledczych, brutalnie pobić mężczyznę – uderzać go m.in. metalowym prętem, a nożem zadać rany twarzy. „Następnie sprawcy pozostawili konającego pokrzywdzonego w mieszkaniu, gdzie na skutek odniesionych obrażeń zmarł” – podała prokuratura.

Podejrzani o tę zbrodnię usłyszeli zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Na wniosek prokuratury zostali aresztowani na trzy miesiące. Grozi im dożywocie.
Źródło info i foto: interia.pl

Polska: Agencja Wywiadu ostrzegała rząd przed zagrożeniem koronawirusem z Chin

W styczniu 2020 roku rząd dostał notatkę Agencji Wywiadu, że zagrożenie koronawirusem z Chin jest poważne i należy się przygotować na kryzys. Dlaczego ją zignorował? – czytamy w poniedziałkowej „Gazecie Wyborczej”. Według źródeł „GW” informacja o epidemii znalazła się w notatce Agencji Wywiadu (AW), dla której Chiny są jednym z najważniejszych kierunków działania.

Najpoważniej sprawę potraktowała Estonia

„Podobnie jak inne służby NATO badała ona, na ile doniesienia o koronawirusie mogą być wyolbrzymione i służyć prowadzeniu wojny informacyjnej oraz szerzenia paniki. Analizowano szczególnie trzy wątki pojawiające się w przekazach, które mogły być inspirowane przez służby m.in. Rosji, że koronawirus powstał w brytyjskich laboratoriach wojskowych, że za rozprzestrzenianiem go stoją USA, które prowadzą wojnę gospodarczą z Chinami oraz że wirus jest dostosowany tylko do chińskiego DNA, więc dla reszty świata jest bezpieczny” – podaje gazeta.

Zdaniem źródeł „GW” polski „wywiad wniósł cenny wkład w zawartość NATO-wskich analiz – jako pierwsi podkreślaliśmy powagę sytuacji i pisaliśmy, że to nie wojna propagandowa, ale rzeczywiste zagrożenie”. „Już w styczniu AW ostrzegała, że zagrożenie jest realne, trzeba się na nie przygotować, a epidemia na pewno nie ograniczy się tylko do Chin” – powiedział informator gazety, który miał dostęp do tej analizy Agencji.

Informacje z polskiego raportu miały znaleźć się w dwóch poufnych biuletynach informacyjnych NATO, które są „regularnie uzupełniane bieżącymi zapisami, a dostęp do nich mają służby w Sojuszu”. Według cytowanego przez „GW” informatora najpoważniej sprawę potraktowała Estonia – przygotowała odpowiednią ilość sprzętu ochronnego (maseczki, kombinezony, płyny odkażające), mobilne laboratoria itp.

Do komisji nie docierały żadne ostrzeżenia

„GW” przypomina, że część krajów, w tym Polska, bardzo długo trzymały się tezy, że skala zagrożenia jest wyolbrzymiana i wykorzystywana przez propagandę wrogą NATO i USA. Taką postawę przyjął też prezydent USA Donald Trump.

Posłowie Adam Szłapka (KO) i Marek Biernacki (PSL), czyli członkowie sejmowej komisji ds. służb specjalnych, powiedzieli „GW”, że do komisji nie docierały żadne ostrzeżenia o zbliżającej się epidemii. Ostatnie posiedzenie odbyło się 14 lutego, prawie miesiąc przed wprowadzeniem stanu epidemiologicznego. „Do końca zajmowaliśmy się tylko aferami w służbach” – powiedział gazecie Biernacki. Szłapka dodał, że bardzo wysoko ocenia pracę Agencji Wywiadu i „nie byłby zaskoczony, gdyby miała ważne informacje o sytuacji w Chinach”.

Dziennik zwraca uwagę, że notatka AW powinna zostać zaprezentowana na posiedzeniu Kolegium ds. Służb Specjalnych. Zasiadają w nim premier, minister spraw wewnętrznych czy szefowie służb, a w posiedzeniach może brać udział szef sejmowej speckomisji. Jest nim Waldemar Andzel (PiS). „GW” w niedzielę zapytała go, czy podczas posiedzenia Kolegium w styczniu przekazano ostrzeżenia polskich służb albo innych państw NATO o sytuacji epidemicznej w Chinach. „Poseł nie zaprzeczył, ale szybko zakończył rozmowę: – Posiedzenia Kolegium są niejawne” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelanina w centrum Katowic. Ranni bracia przewiezieni do szpitala

Dwaj mężczyźni zostali ranni w wyniku strzelaniny w centrum Katowic. – Ranni bracia zostali przewiezieni do szpitala, gdzie udzielono im pomocy medycznej. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – powiedziała w rozmowie z portalem tvp.info rzeczniczka katowickiej policji mł. asp. Agnieszka Żyłka. Rzeczniczka katowickiej policji mł. asp. Agnieszka Żyłka podała, że do strzelaniny doszło w sobotę ok. godz. 23:00 na ul. Wodnej w centrum miasta.

– Pomiędzy trójką mężczyzn w wieku 38, 34 i 54 lat doszło do bójki. 54-letni mężczyzna w trakcie tego zajścia użył broni palnej, w wyniku której 38-letni mężczyzna został ranny. Po całym zajściu 54-latek uciekł do jednego z mieszkań. Ranny 38-latek leżał na ulicy, gdzie zastali go katowiccy policjanci. Kiedy udzielali mu pierwszej pomocy, zostali zaatakowani przez jego 34-letniego brata – powiedziała mł. asp. Żyłka.

– Policjanci byli zmuszeni do użycia broni palnej wobec 34-latka, który został ranny. Ranni bracia zostali przewiezieni do szpitala, gdzie udzielono im pomocy medycznej. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Żaden policjant nie odniósł obrażeń – dodała.

W niedzielę rano policjanci, z udziałem antyterrorystów, zatrzymali mężczyznę, który schował się w budynku po postrzeleniu na parkingu. – To 54-latek. W jego piwnicy znaleziono broń typu colt, z której strzelał – powiedziała Żyłka.

Policja na razie nie zna bliższych okoliczności ani relacji łączących postrzelonych mężczyzn i zatrzymanego 54-latka. Szersze informacje powinny być znane w poniedziałek.
Źródło info i foto: TVP.info

Dzieciobójczyni z Sokolnik Małych ponownie przed sądem

Czy istnieje sprawiedliwa kara za takie okrucieństwo? Rozstrzygnie to sąd, który ponownie rozpatrzy sprawę dzieciobójczyni z Sokolnik Małych (woj. dolnośląskie). Marta S. (34 l.) zaszła w ciążę na jednej z licznych schadzek, na które się umawiała przez internet. Nie wiedziała, kto jest ojcem. W czerwcu 2016 r. urodziła dziecko w piwnicy. Chwilę później udusiła synka. Zarzuciła na niego stertę ubrań i dociskała, aż wydał ostatnie tchnienie. Następnego dnia spaliła zwłoki na podwórku. Zwęglone szczątki znalazła sąsiadka.

Rok po dokonaniu zbrodni kobieta została skazana przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu na 15 lat więzienia, ale jej obrona obniżyła wyrok w apelacji do 10 lat!

– To rażąco łagodna kara, niewspółmierna do winy – stwierdził prokurator generalny Zbigniew Ziobro (49 l.) i wniósł skuteczną kasację do Sądu Najwyższego.

Teraz sprawę ponownie rozpatrzy Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Wyrodna matka na nowy wyrok poczeka za kratami.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Konin: Pacjentka z podejrzeniem koronawirusa uciekła ze szpitala

W sobotę z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Koninie z Oddziału Zakaźnego uciekła 48-letnia mieszkanka powiatu tureckiego. Kobieta miała objawy zakażenia koronawirusem. W pogoń za pacjentką ruszyła policja!

W sobotę, 21 marca jednej z pacjentek z objawami choroby COVID-19 nie podobało się, że pierwszy dzień wiosny musi spędzić na Oddziale Zakaźnym Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Koninie. Kobieta trafiła tam 20 marca z powodu duszności, kaszlu i wysokiej temperatury ciała. Po pierwszej dobie, podczas nieuwagi personelu medycznego, postanowiła uciec ze szpitala i wrócić do swojego miejsca zamieszkania.

– Konińscy policjanci o samowolnym oddaleniu się kobiety, dowiedzieli się tuż po godzinie 17:00. Zostali poinformowani o tym przez służby sanitarne, które sygnał o ucieczce pacjentki otrzymały bezpośrednio od szpitala. Po około 30 minutach w miejscowości Kępina kobieta została odnaleziona przez funkcjonariuszy Wydziału Kryminalnego konińskiej policji. 48-latka oświadczyła, że nie chce przebywać w szpitalu i wraca do domu – wyjaśnia rzecznik policji.

Stróże prawa o fakcie odnalezienia kobiety powiadomili szpital. Po kilkunastu minutach przyjechała załoga pogotowia, która była przystosowana do przewożenia osób z objawami zarażenia koronawirusem. Kobietę przetransportowano z powrotem do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Koninie na Oddział Zakaźny.

Oczywiście to nie koniec sprawy, ponieważ kobieta będzie odpowiadać przed sądem z art.165 kk, czyli sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób. Za przestępstwo grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

47-latek próbował wprowadzić do obrotu fałszywki na sumę 42 tys. euro

W jednym z częstochowskich kantorów mężczyzna próbował wymienić imitację banknotów z gry planszowej. 47-latek próbował wprowadzić do obrotu 42 tys. euro. W środę 18 marca funkcjonariusze z Komisariatu I Policji w Częstochowie otrzymali zgłoszenie o próbie wprowadzenia do obrotu znacznej ilości fałszywych pieniędzy. W jednym z kantorów mężczyzna, licząc na naiwność pracownika, próbował wymienić 42 tysięcy euro w banknotach o nominale 500 euro. Jak się okazało, były to pieniądze wykorzystywane w grze planszowej.

Mężczyznom grozi do 10 lat wiezienia

Pracownik kantoru szybko zorientował się, że przyniesione pieniądze są nieprawdziwe i odmówił wymiany. Mężczyzna wyszedł, jednak policjantom szybko udało się namierzyć 47-latka, a także jego 45-letniego wspólnika. Przy obydwu znaleziono marihuanę i amfetaminę. Teraz grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl