Jest akt oskarżenia przeciwko rodzicom 4-tygodniowej dziewczynki. Są oskarżeni o usiłowanie pozbawienia życia dziecka

Jest akt oskarżenia przeciwko rodzicom 4-tygodniowej Luizy, która w lutym w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala w Malborku. Prokuratura Rejonowa w Malborku oskarżyła parę o usiłowanie pozbawienia życia dziecka. Akt oskarżenia przeciwko Klaudii F. oraz Marcinowi G. trafił do Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Prokurator zarzucił oskarżonym popełnienie wspólnie i w porozumieniu przestępstwa znęcania się fizycznego nad dziewczynką oraz spowodowanie u niej ciężkich obrażeń ciała, przez co usiłowali pozbawić ją życia, przy czym celu tego nie osiągnęli z uwagi na udzielenie pokrzywdzonej pomocy medycznej – mówi Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku

Jak ustalili śledczy, dziewczynka była szarpana i bita. Miała uraz głowy – złamaną kość ciemieniową i obrzęk mózgu, które spowodowały chorobę realnie zagrażającą życiu.

Luiza miała też złamane: trzon kości ramiennej, obojczyk, kość udową oraz liczne powierzchowne urazów głowy. Zimą 2020 r. przez półtora miesiąca była hospitalizowana – najpierw w szpitalu w Malborku, później w Gdańsku. Przez 11 dni przebywała na oddziale intensywnej terapii dziecięcej.

Za usiłowanie pozbawienia życia rodzicom grozi dożywocie. Para nie przyznała się do zarzutów. Czeka na proces w areszcie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poczta Polska informuje ABW o „wycieku wyborczym”

Kandydat na prezydenta Stanisław Żółtek twierdzi, że dotarł do oryginalnego pakietu wyborczego. Pokazał go w środę wieczorem na konferencji wyborczej. Jest już reakcja Poczty Polskiej. Stanisław Żółtek, kandydat na prezydenta RP, pokazał na konferencji prasowej w środę wieczorem pakiet wyborczy, który jego sztab wyborczy otrzymał od pracownika firmy, zajmującej się jego pakowaniem.

– To wcale nie Poczta Polska, ale podkrakowska firma od marketingu bezpośredniego. Ten człowiek dostarczył nam ją w poczuciu obywatelskiego obowiązku, gdy zobaczył, że karta do głosowania nie ma żadnych zabezpieczeń – powiedział Norbert Czarnek, szef sztabu wyborczego Żółtka.

Źółtek zwrócił uwagę, że karta do głosowania nie jest w żaden sposób zabezpieczona. Nie ma oryginalnego stempla, nie ma też żadnych innych zabezpieczeń w postaci np. znaku wodnego czy hologramu.

– Obejrzeliśmy dokładnie ten pakiet. Można go w całości skopiować na dowolnej kolorowej drukarce i kopia będzie nie do rozróżnienia z oryginałem. Z kopertami też nie będzie problemu, bo są typowe i można je kupić w każdym punkcie pocztowym – mówił Czarnek.

Zdjęcie zdobytych materiałów wyborczych zamieścił na swoim profilu na Facebooku.

Reporter RMF FM Patryk Michalski poinformował na swoim profilu na Twitterze, że Poczta Polska poinformowała już ABW o wycieku „pakietu wyborczego”.

W Senacie nadal trwają prace nad uchwaloną przez Sejm ustawą dotyczącą głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich. Nie ma nawet pewności, czy ustawa ta w ogóle wejdzie w życie. Trwa bowiem walka o głosy posłów partii Porozumienie Jarosława Gowina. Jeśli partii rządzącej nie uda się przekonać wystarczającej liczby polityków, ustawa zostanie odrzucona, ponieważ Gowin już zapowiedział, że jej nie poprze.

Nadzorujący Pocztę Polską wicepremier i minister aktywów państwowych, mimo braku ustawy, miał jednak zlecić druk kart wyborczych i przygotowanie pakietów wyborczych.
Źródło info i foto: wp.pl

Afera w Poczcie Polskiej. Chodzi o 20 mln złotych

Przestępczej szajce udało się autoryzować wpłatę blisko 20 milionów złotych w systemie informatycznym Poczty Polskiej. Choć w rzeczywistości kasa nie przyjęła nawet złotówki. Wirtualne miliony rozesłano następnie do siedmiu różnych banków, a jeden z nich wypłacił przestępcom 3 miliony złotych gotówce – wynika z informacji dziennikarzy tvn24.pl.

Agencja pocztowa na osiedlu Górna w Łodzi. Tutaj rozpoczęła się przestępcza operacja. Pierwszym etapem była fikcyjna wpłata 20 milionów złotych do kasy agencji pocztowej prowadzonej przez prywatną osobę, ajenta Poczty. Fortuna została zaksięgowana w systemie informatycznym poczty i już chwilę później przelana na siedem różnych rachunków bankowych w kilku bankach.

3 miliony na „słupa”

Bankowe konta zostały wcześniej założone. – W przypadku naszego banku okazało się, że właściciel konta jest klasycznym słupem, osobą do wynajęcia – mówi nam pracownik jednego z banków.

Po otworzeniu konta, „słup” poinformował, że spodziewa się dużego przelewu, który będzie chciał wypłacić w gotówce. Tymczasem wypłata milionowych kwot w każdym z banków jest obwarowana licznymi procedurami bezpieczeństwa – nie można tego zrobić z dnia na dzień. Banki wymagają uprzedzającej informacji, gdyż muszą oddelegować pracowników, zorganizować konwój, ochronę.

Ustaliliśmy, że „słup” odebrał z banku Pekao SA 3 miliony złotych w gotówce w piątek, 17 kwietnia.

– Nie będziemy w tej sprawie udzielać komentarza – powiedział nam jeden z rzeczników banku, Marcin Starkowski.

Z naszych informacji wynika, że w pozostałych bankach ten szwindel nie powiódł się. Choć przyszedł autoryzowany przelew z systemu pocztowego, to przestępcom nie udało się podjąć gotówki. Sygnał o podejrzanych operacjach przekazano także do łódzkiej policji, która rozpoczęła śledztwo razem z prokuraturą.

Prokuratura Regionalna w Łodzi informuje, że przestępcom skutecznie udało się także wypłacić 270 tysięcy złotych na szkodę Poczty Polskiej.

Czerpali chochlą

Z naszych rozmów z prokuratorami i policjantami wynika, że sam mechanizm przestępstwa nie jest nowością.

– Podobne oszustwa miały już miejsce wielokrotnie w całej Polsce. Tutaj uwagę zwraca skala przedsięwzięcia. Ktoś postanowił czerpać dużą łyżką, chochlą wręcz – komentuje łódzki karnista, mecenas Bronisław Muszyński. Według niego ta metoda działania oszustów nie wymaga przełamywania zabezpieczeń teleinformatycznych.

– Ktoś współpracujący z przestępcami zaświadcza w systemie przyjęcie środków, których de facto nie przyjął do kasy – komentuje mecenas Muszyński.

Poszukiwania mózgu kradzieży

Właśnie takie poświadczenie sprawiło, że ogromna kwota pojawiła się w systemach bankowych. Tym samym mogła następnie zostać przelana do innych banków. Ustalony przez nas mechanizm potwierdziliśmy w Prokuraturze Regionalnej w Łodzi, która od wtorku przejęła nadzór nad śledztwem.

– W tej sprawie zatrzymane zostały cztery osoby, które usłyszały zarzuty oszustwa oraz usiłowania oszustwa – mówi Krzysztof Bukowiecki, rzecznik prokuratury regionalnej.

Prokurator poinformował także, że zatrzymani byli powiązani z agencją pocztową na łódzkim osiedlu. Ustaliliśmy, że były to m.in osoby, które usiłowały wypłacić gotówkę z banków.

Ze względu na dobro sprawy nie będziemy informować, czy czterech zatrzymanych podejrzanych przyznało się do winy. Sprawa jest rozwojowa, spodziewamy się kolejnych zatrzymań

mówi rzecznik Prokuratury Regionalnej Krzysztof Bukowiecki

Dowiedzieliśmy się także, że wciąż nieuchwytna jest osoba, która rzekomo wpłaciła w agencji blisko 20 milionów złotych. – Szukamy mózgu przedsięwzięcia. Nie ma go wśród dotychczas zatrzymanych – usłyszeliśmy w Komendzie Głównej Policji.

„Wielka afera w Poczcie Polskiej”

Senator Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza w poniedziałek za pośrednictwem mediów społecznościowych alarmował o „wielkiej aferze w Poczcie Polskiej”.

Polityk napisał, że doszło do „przejęcia kodów wewnętrznych Poczty” umożliwiających przesyłanie pieniędzy. Wskazał, że Poczta Polska miała właśnie w ten sposób stracić 20 milionów złotych. Do wpisu Brejza załączył pismo skierowane do premiera Mateusza Morawieckiego.

W odpowiedzi na publikację senatora Poczta Polska wydała oświadczenie, w którym informowała, że do próby wyłudzenia 20 milionów złotych doszło, ale została ona „błyskawicznie udaremniona”.

W oświadczeniu spółki znalazła się wypowiedź jej wiceprezesa Grzegorza Kurdziela. Zapewnił on, że systemy bezpieczeństwa poczty nie zostały złamane: „Nie doszło do przejęcia żadnych kodów, o których wspomina senator Krzysztof Brejza, ani tym bardziej kwoty 20 mln złotych”.

Spółka chwaliła się, że powstrzymanie grupy przestępczej było możliwe „dzięki obowiązującym w Poczcie Polskiej sprawdzonym i skutecznym procedurom bezpieczeństwa obrotu pieniędzmi i przetwarzania danych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Śląskie: 40-latek umówił się z 13-latką. Został zatrzymany

Policja z Rudy Śląskiej zatrzymała 40-latka, który umówił się przez Internet z 13-latką. Składał jej seksualne propozycje i zapraszał do swojego domu. Usłyszał już prokuratorskie zarzuty. Zatrzymano mężczyznę za składanie seksualnych propozycji małoletniej poniżej 15 roku życia. 40-latek przez kilka dni był przekonany, że rozmawia przez Internet z 13-latką.

Kryminalnych o wszystkim powiadomiła osoba, która tropi pedofilię w sieci. Wraz z ekipą nawiązali kontakt z mężczyzną, który myśląc, że koresponduje z 13-latką zaczął składać jej seksualne propozycje. Namawiał też do spotkania w swoim domu.

Cała korespondencja była prowadzona pod nadzorem. Uważnie zbierano dowody w tej sprawie. Kryminalni zgodzili się na zaaranżowanie spotkania w Rudzie Śląskiej. Postanowili wykorzystać sytuację i zatrzymać podejrzanego. Na miejscu zjawiła się osoba odgrywająca 13-latkę oraz ekipa telewizyjna. Kiedy przybył także 40-latek, do akcji wkroczyła policja i zatrzymała go do wyjaśnienia.
Źródło info i foto: o2.pl

Martwy pies znaleziony w foliowym worku. Policja bada sprawę

Policja bada przyczynę i okoliczności śmierci młodego psa, którego znaleziono martwego w worku foliowym przy Wale Bernardyńskim – poinformowała w środę (29 kwietnia) rzecznik prasowa kaliskiej policji, Anna Jaworska-Wojnicz. Pracownicy kaliskiego Stowarzyszenia Pomocy Dla Zwierząt „Help Animals” zawiadomili policję o odnalezieniu truchła młodego psa w pobliżu Wału Bernardyńskiego przy rzece Prośnie.

Pies był włożony do worka, przykryty szmatkami i zakopany. Truchło najprawdopodobniej odkopały inne zwierzęta. Na miejsce udali się policjant i technik, zabezpieczyli zwłoki i przekazali biegłemu lekarzowi weterynarii, który ma wydać opinię na temat przyczyny śmierci zwierzęcia.

„Od tej decyzji będą uzależnione dalsze czynności. Na razie nie wykluczamy też takiej hipotezy, że zwierzę mogło umrzeć w domu i ktoś jej pochował w tym miejscu” – powiedziała rzecznik kaliskiej policji.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, właściciel powinien zutylizować zwłoki.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejny dzień poszukiwań zaginionego 3-latka. Ojciec został przesłuchany

Żołnierze, policjanci i strażacy od poniedziałku szukają małego Kacpra z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku. 3,5-letni chłopczyk bawił się w towarzystwie ojca, gdy nagle zniknął. Mężczyzna usłyszał już zarzut za niewłaściwy nadzór nad synem. Prokuratura przypuszcza, że dziecko mogło wpaść do rzeki.

34-letni Rafał B. – ojciec Kacpra – dopiero w środę mógł zostać przesłuchany. W chwili zatrzymania był pijany. Usłyszał zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu jego małoletniego syna.

Malec oddalił się od ojca

Przedstawiona przez mężczyznę wersja zdarzeń zgadza się z ustaleniami prokuratury.

– Chłopiec był pod jego opieką na ternie ogródka działkowego, a następnie w pewnym momencie mężczyzna przestał zwracać na niego uwagę – wyjaśnia Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Dziecko oddaliło się w nieznanym kierunku, prawdopodobne jest, że mogło wpaść do znajdującej się w pobliżu rzeki. To hipoteza, którą policja i prokuratura stawiają na razie na pierwszym miejscu. Z relacji świadków wynika, że mężczyzna na działce był z synem od kilku dni.

– Ten chłopak jeździł rowerkiem. 100 metrów pani słyszała plumknięcie. Myślała, że to bóbr, czy coś tam – mówi Paweł, znajomy rodziny.

– Biegał sobie, ruchliwy chłopczyk, jasne włosy. Ojciec go bardzo lubił, bo najmłodszy, to był oczko – dodaje Wacław Szepielak, który pomaga szukać chłopca.

Ojciec, kiedy zorientował się, że nie ma dziecka, od razu zaczął go szukać. Pomagali mu sąsiedzi.

Poszukiwania skupiają się na rzece

Akcja służb w środę skoncentrowała się na rzece. – W dzisiejszych działaniach wezmą udział policjanci kontrterroryści, wyspecjalizowana grupa w poszukiwaniach podwodnych, najlepsi policyjni płetwonurkowie – wyjaśniała rano asp. sztab. Anna Kublik- Rościszewska z policji w Bolesławcu.

Rzekę już wcześniej kilka razy przeszukali strażacy. Jak mówią: to wyjątkowo trudna akcja. – Rzeka ma zmienny charakter. Są miejsca płytkie, gdzie łódź trzeba przepychać, a w innych miejscach rzeka ma dwa metry – mówi bryg. Andrzej Śliwowski, komendant PSP w Bolesławcu.

Nie ustają też poszukiwania w terenie. Wczoraj przeszukano ponad 700 ha.

Pod uwagę brane są wszystkie hipotezy – policjanci zabezpieczyli samochód, który znajdował się na działce. Rafałowi B. grozi 5 lat więzienia. Ale trafi tam prawdopodobnie już w środę, bo był poszukiwany, miał odbywać karę więzienia i musi odbyć zasądzoną wcześniej karę za kradzież.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Funkcjonariusze CBŚP przejęli arsenał gangu handlującego bronią

Policjanci CBŚP, wspierani przez antyterrorystów BOA, uderzyli w gang handlarzy bronią, przejmując 45 karabinów, 13 pistoletów oraz trzy pistolety maszynowe i ok. 7 tys. sztuk amunicji. Zatrzymano pięciu podejrzanych. Grupa, do której należeli, działała od kilku lat, zaopatrując w broń zarówno przestępców, jak i kolekcjonerów czy zwykłych miłośników militariów.

Handlarzy bronią rozpracowują od kilku miesięcy funkcjonariusze CBŚP z Włocławka. Początkowo śledztwo nadzorowała lokalna okręgówka, ale po jakimś czasie przejął je Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Z informacji operacyjnych wynikało, że m.in. na terenie woj. kujawsko-pomorskiego działa prężny gang zajmujący się pozyskiwaniem i „uzdatnianiem” broni oraz materiałów wybuchowych i amunicji. Towar trafiał później do gangów lub miłośników broni. Proceder ten miał trwać kilka lat.

Mieli na składzie nawet pepeszę

Funkcjonariusze zebrali dowody i postanowili zatrzymać najbardziej aktywnych „zbrojmistrzów”. Wspierani przez antyterrorystów z BOA i pirotechników, wkroczyli jednocześnie do kilkunastu domów, mieszkań i lokali, wykorzystywanych przez rozpracowywaną grupę. Akcję przeprowadzono na terenie województw kujawsko-pomorskiego, łódzkiego i wielkopolskiego. Podczas przeszukań zabezpieczono: 45 karabinów, 13 pistoletów, 3 pistolety maszynowe, ok. 7 tys. sztuk amunicji różnego kalibru (do broni bojowej, myśliwskiej i sportowej), kilkadziesiąt elementów broni takich jak: lufy, magazynki, kolby zamki, mechanizmy spustowe, sprężyny i inne. Zabezpieczono ponad 100 zapalników elektrycznych różnego typu, znaczne ilości prochu czarnego oraz lont prochowy.

Zatrzymano pięć osób, które usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym oraz nielegalnego handlu bronią palną i amunicją. Sąd Rejonowy we Włocławku zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec wszystkich podejrzanych.

Policjanci i prokuratorzy zapowiadają kolejne zatrzymania, w tym klientów rozbitej grupy.
Źródło info i foto: TVP.info

Norwegia: Multimilioner Tom Hagen aresztowany pod zarzutem zabójstwa żony

Norweski multimilioner Tom Hagen został aresztowany jako podejrzany o zabójstwo żony Anne-Elisabeth Hagen, która zaginęła 18 miesięcy temu. Wcześniej Hagen utrzymywał, że kobieta została porwana. Informował nawet przez swojego prawnika, że porywacze zwrócili się do niego w sprawie okupu.

Policja zatrzymała milionera Toma Hagena. Jego prawnik zaprzecza, by potentat rynku nieruchomości i energii miał związek ze śmiercią żony. Podkreśla również, że jego klientowi nie przedstawiono zarzutów. Anne-Elisabeth Hagen zaginęła w październiku 2018 r. Sprawa przedostała się do mediów dopiero w styczniu 2019 r. Prawnik Hagena poinformował wówczas, że porywacze skontaktowali się z milionerem ws. okupu.

Teraz policja uważa, że Anne-Elisabeth Hagen została zabita, a nie uprowadzona. Twierdzi też, że ma wystarczające dowody, by podejrzewać o zabójstwo Toma Hagena. Podkreślono jednak, że śledztwo trwa i nadal jest kilka pytań bez odpowiedzi.

„Szczególnie ważne będzie wyjaśnienie roli, jaką odegrał Tom Hagen, by odnaleźć Anne-Elisabeth Hagen i ustalić, czy inne osoby były zaangażowane” – podaje norweska policja. Przyznaje, że początkowo sądzono, że kobieta została uprowadzona dla okupu, jednak w lipcu 2019 r. uznano, że żona milionera najprawdopodobniej została zabita.

„Uważamy teraz, że nie doszło do uprowadzenia i nigdy nie było żadnych prawdziwych negocjacji. Innymi słowy, podjęto jasną i dobrze zaplanowaną próbę wprowadzenia policji w błąd” – czytamy w oświadczeniu policji.

Norweski system prawny pozwala policji na przetrzymywanie podejrzanego zanim zostaną mu postawione formalne zarzuty.
Źródło info i foto: onet.pl

Okropna zbrodnia w stolicy Wielkiej Brytanii. Nie żyje roczna dziewczynka i 3-latek

Do potwornej zbrodni doszło we wschodnim Londynie. Roczna dziewczynka i trzyletni chłopiec zostali zadźgani nożem. Do szpitala trafił też ranny 40-letni mężczyzna. Na razie nie ma informacji na temat relacji łączących 40-latka z dziećmi. Wiadomo jedynie, że się znali. Policja bada przyczyny tragedii. Dramat rozegrał się w niedzielę około godz. 17:30 czasu lokalnego w domu przy Aldborough Road we wschodniej części Londynu. Policja otrzymała zgłoszenie o rannych dzieciach i mężczyźnie.

Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze zastali przerażający widok. Roczna dziewczynka i trzyletni chłopiec mieli ciężkie obrażenia ciała na skutek ciosów zadanych ostrym narzędziem. Na pomoc dziewczynce było już za późno. Chłopczyk walczył jeszcze o życie w szpitalu, ale lekarze nie zdołali go uratować.

Do szpitala trafił też w stanie krytycznym 40-letni mężczyzna. Jak podaje BBC, cała trójka się znała, ale na razie nie ma informacji czy 40-latek był ojcem dzieci.

78-letni Thomas Dodds, który mieszka w pobliżu miejsca tragedii, w rozmowie z BBC powiedział, że przed przyjazdem radiowozów i karetek pogotowia słyszał krzyk kobiety.

Policja wszczęła śledztwo w sprawie morderstwa. Przyczyny tragedii nie są znane. Wiadomo jedynie, że 40-letni mężczyzna był „znany policji”.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kontrole na granicach przedłużone do 13 maja

Minister Mariusz Kamiński poinformował o przedłużeniu kontroli na granicach do 13 maja. Ma to związek z epidemią koronawirusa. Resort spraw wewnętrznych i administracji poinformował w opublikowanym w środę komunikacie, o tym, że kontrola graniczna na granicy wewnętrznej z Niemcami, Litwą, Czechami i Słowacją zostaje przedłużona o kolejne 10 dni – od 4 do 13 maja br.

„Tak jak dotychczas granicę będzie można przekroczyć tylko w wyznaczonych miejscach. Kontrole będą też nadal prowadzone w portach morskich i na lotniskach” – czytamy w komunikacie MSWiA.

MSWiA przedłuża kontrole na granicy wewnętrznej.

Przypomnijmy, że rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 13 marca 2020 r. przywróciło tymczasowo kontrolę graniczną na okres od 15 do 24 marca. Nowelizacja przedłużała ten czas o kolejne 20 dni – od 25 marca do 13 kwietnia. Następna zmiana ponownie przedłużyła kontrolę o 20 dni – od 14 kwietnia br. do 3 maja br.

W środę minister Mariusz Kamiński podpisał kolejną nowelizację, na mocy której kontrola zostaje przedłużona na okres od 4 maja do 13 maja, czyli o 10 dni. Tak jak dotychczas kontrola graniczna będzie prowadzona przez Straż Graniczą, a jej działania wspierają policjanci, strażacy i żołnierze.

Jak tłumaczy resort, granicę wewnętrzną można przekraczać w 42 wyznaczonych miejscach na granicy lądowej: na granicy z Czechami – 18, ze Słowacją – 5, z Niemcami – 16, z Litwą – 3. Kontrola graniczna jest też prowadzona w 4 portach morskich oraz na 17 lotniskach.
Źródło info i foto: Gazeta.pl