30-latek odpowie za fałszywy alarm o ładunku wybuchowym w bloku

Kryminalni zatrzymali 30-latka, który telefonicznie przekazał policji, że jeden z mieszkańców gminy w Ożarowie Mazowieckiem chce wysadzić w powietrze blok mieszkalny – poinformowała w piątek podinsp. Ewelina Gromek-Oćwieja z Komendy Powiatowej Policji dla Powiatu Warszawskiego Zachodniego. Mężczyzna usłyszał zarzut fałszywego zawiadomienia o podłożeniu ładunku wybuchowego. Grozi mu kara do 8 lat więzienia.

Jak przekazała policjantka, w połowie marca do dyżurnego komisariatu w Ożarowie Mazowieckim wpłynęło zgłoszenie, że jeden z mieszkańców gminy chce wysadzić w powietrze blok mieszkalny. Funkcjonariuszy powiadomił mężczyzna, który twierdził, że rozmawiał z lokatorem tego budynku i ten mu powiedział o planach wysadzenia.

Na miejsce błyskawicznie udali się policjanci, którzy dowiedzieli się od strażaków, że mieszkaniec, który miał grozić podłożeniem ładunku wybuchowego, objęty jest kwarantanną domową, ponieważ kilka dni wcześniej wrócił z zagranicy.

Pirotechnicy ubrani w kombinezony ochronne sprawdzili budynek wraz z terenem do niego przyległym, jednak nie znaleźli ładunku wybuchowego. Nie potwierdziła się również informacja, aby 30-latek odbywał kwarantannę domową. Został zatrzymany do czasu wytrzeźwienia i wyjaśnienia jego udziału w sprawie fałszywego zawiadomienia o podłożeniu ładunku wybuchowego – poinformowała podinsp. Ewelina Gromek-Oćwieja. Badanie alkomatem wykazało u niego 2 promile alkoholu w organizmie.

W czwartek funkcjonariusze zatrzymali mieszkańca powiatu otwockiego, który zawiadomił policję. Mężczyzna w momencie przekazywania informacji o ładunku wiedział, że zagrożenie nie istnieje. Pomimo to swoim zachowaniem wywołał niepotrzebne czynności służb odpowiedzialnych za ochronę bezpieczeństwa i porządku publicznego mające na celu uchylenie tego zagrożenia – podała podinsp. Ewelina Gromek-Oćwieja.

30-latek usłyszał zarzut fałszywego zawiadomienia o podłożeniu ładunku wybuchowego. Grozi mu za to kara do 8 lat więzienia. Mężczyzna został objęty policyjnym dozorem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Turystyka nowym biznesem włoskiej mafii?

Turystyka może stać się nowym biznesem mafii w czasach pandemii i po nich – przewidują eksperci i prokuratura w Palermo. Według tej hipotezy właśnie w ten sektor, głęboko dotknięty przez obecny kryzys, zainwestują prawdopodobnie mafijne klany.

W kolejnym tygodniu walki z pandemią we Włoszech opublikowany został raport „Wpływ koronawirusa na przenikanie przestępczości zorganizowanej do biznesu”. Powstał on w międzyuniwersyteckim włoskim ośrodku badawczym Transcrime. Punktem wyjścia dokumentu są wyniki analiz wskazujące na to, że 10 procent firm w kraju zagrożonych jest bankructwem, jeśli obecny kryzys epidemiologiczny nie zakończy się w tym roku.

Zdaniem autorów raportu istnieje realne ryzyko, że mafijne klany mogą zwrócić uwagę na nowe obszary i sektory, w tym na ponoszącą obecnie ogromne straty turystykę oraz na cały krąg aktywności wokół niej: gastronomię, hotele, transport itp. Jak przypomniano, już są w nich od dawna obecne.

„Potrafią wyszukać każdą okazję”

Prokurator z Palermo Francesco Lo Voi zaakcentował, że mafie mają zdolność wyczuwania atrakcyjnych interesów i przenikania do legalnej gospodarki także dzięki olbrzymim sumom pieniędzy, jakimi dysponują.

Silniejsze organizacje mafijne potrafią wyszukać wszystkie okazje, w których można odnieść korzyści. I to jest coś, co może teraz dotyczyć nie tylko Włoch, ale także innych krajów europejskich pogrążonych w kryzysie, które potem będą musiały się z niego podnieść – stwierdził szef prokuratury w głównym mieście na Sycylii.

Jeden z badaczy i autorów raportu Andrea Carnì wyraził zaś opinię, że jednym z rezultatów obecnej kryzysowej sytuacji może być wzrost społecznego przyzwolenia dla mafii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Legnica: Ukrył narkotyki w jajku niespodziance

Policjanci z Legnicy zatrzymali mężczyznę, który ukrywał narkotyki w plastikowym opakowaniu po jajku niespodziance. Dodatkowo, w należącym do niego pomieszczeniu, znaleziono utracone dowody osobiste. Mężczyzna został zatrzymany. Grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności.

Podczas patrolu, około godz. 4:40, legniccy policjanci zauważyli nerwowo zachowującego się mężczyznę, który na ich widok zszedł do piwnicy jednego z budynków. Gdy funkcjonariusze weszli do pomieszczenia, usłyszeli rozmowę dwóch mężczyzn. Jeden z nich wrzucił do wiaderka ze śmieciami strunowy worek.

Jak czytamy na stronie policji – w piwnicy wyczuwalny był intensywny zapach marihuany. Z racji tego, że mężczyźni nie potrafili spójnie odpowiedzieć, co robią o takiej porze w piwnicy, funkcjonariusze zdecydowali o przeszukaniu pomieszczenia.

W leżącym na stole opakowaniu po jajku niespodziance znaleziono susz roślinny, a w wyrzuconym do wiaderka woreczku – metamfetaminę. Dodatkowo znaleziono także dowody osobiste, które nie należały do legitymowanych mężczyzn. Jak podaje policja – po sprawdzeniu ich w policyjnych systemach okazało się, że są one utracone.

30-letni mieszkaniec Legnicy przyznał się, że znalezione przedmioty należą do niego. Został zatrzymany i usłyszał zarzuty posiadania narkotyków oraz przywłaszczenia i ukrywania dokumentów tożsamości innych osób. Grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Polska: 600 przypadków naruszenia kwarantanny w ciągu doby

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali ponad 130 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie; w ok. 600 przypadkach stwierdzono uchybienia kwalifikujące się do ukarania – poinformował w piątek rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka.

Z informacji przekazanej przez KGP wynika, że ostatniej doby policjanci sprawdzili ponad 130 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie. Ciarka zaznaczył, że podczas kontroli w około 600 przypadkach policjanci stwierdzili uchybienia, które w ocenie funkcjonariuszy kwalifikują się do ukarania.

Przypomniał, że obecnie funkcjonariusze nie prowadzą już kontroli polegających na codziennym sprawdzaniu osób objętych kwarantanną, a tzw. kontrole wyrywkowe, co oznacza, że w niektórych przypadkach mogą sprawdzić te same osoby nawet kilka razy dziennie.

Wyrywkowe kontrole bez zapowiedzi

– Osoby poddane kwarantannie będziemy kontrolować w wybranych przez nas porach, bez zapowiedzi, nie tyle już codziennie każdą osobę, co wyrywkowo, ale nawet kilka razy dziennie te same rodziny – zaznaczył insp. Mariusz Ciarka.

Dodał, że policjanci ostatniej doby otrzymali również ponad 70 próśb o pomoc w sprawie zakupu żywności, wyniesienia śmieci z domu czy wysłania przesyłki.

Ostrzegł, że osoby, które naruszają prawo i unikają kwarantanny, muszą liczyć się z surowymi konsekwencjami, podobnie jak osoby gromadzące się w większej liczbie niż dwie, czy naruszające nakazy i zakazy w zakresie przemieszczania się.

Rzecznik dodał, że na ulicach można zobaczyć więcej policjantów pełniących służbę z funkcjonariuszami innych służb, „którzy bezwzględnie egzekwują przepisy dotyczące ograniczenia w przemieszczaniu się”.

– W rażących sytuacjach informujemy inspekcję sanitarną, której inspektorzy w trybie decyzji administracyjnej z rygorem natychmiastowej wykonalności nakładają grzywny od 5 do 30 tys. zł – podkreślił.

Kwarantanna nakładana jest na osoby zdrowe, które miały styczność z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Trwa 14 dni. W jej czasie nie wolno opuszczać miejsca zamieszkania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polska: 8580 żołnierzy pomaga w walce z koronawirusem

W walkę z koronawirusem zaangażowanych jest w piątek 8580 żołnierzy i pracowników wojska oraz 1071 jednostek sprzętu wojskowego – poinformował na Twitterze minister obrony Mariusz Błaszczak. 1060 żołnierzy wspiera Straż Graniczną w ochronie granic, a 2828 – policję.

Wojsko współpracuje z innymi służbami mundurowymi i z Ministerstwem Zdrowia w działaniach mających powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa; pomaga osobom starszym i objętym kwarantanną. Utrzymuje w gotowości 14 wojskowych szpitali i pięć ośrodków medycyny prewencyjnej.
Źródło info i foto: TVP.info

CBŚP zlikwidowało ogromną plantację marihuany

37-latka podejrzanego o udział w grupie przestępczej oraz produkcję i handel narkotykami zatrzymali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. Podczas akcji ubrani byli w kombinezony ochronne i maseczki. W piwnicy domu odkryli i zlikwidowali plantację konopi, na której rosło 330 krzewów.

Do zatrzymania 37-letniego Krzysztofa G. doszło w Krakowie. – Mężczyzna jest podejrzany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej powiązanej ze środowiskiem pseudokibiców jednego z klubów sportowych – informuje Iwona Jurkiewicz z Centralnego Biura Śledczego Policji.

Działania prowadzone były na polecenie małopolskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej.

Plantacja pod domem

Podczas przeszukania domu Krzysztofa G. okazało się, że w piwnicy znajduje się plantacja narkotyków. W sumie zabezpieczono tam 330 krzaków konopi. Do tego policjanci znaleźli ponad 460 sztuk tabletek.

– Po przeprowadzeniu wstępnych badań 250 z nich wykazuje obecność substancji psychotropowej o nazwie MDMA. Odnaleziono także półprodukty (wypełniacze) do produkcji tabletek oraz dwa urządzenia do ich wytwarzania tak zwane tabletkarki. Policjanci przejęli również inne przedmioty i substancje, które mogą być wykorzystywane do wytwarzania lub przerabiania substancji psychotropowych oraz sterydów anabolicznych – wymienia Jurkiewicz.

Prokurator przedstawił Krzysztofowi G. zarzuty związane z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, udziału w obrocie 18 kilogramów marihuany, 7 kilogramów mefedronu, uprawę konopi innych niż włókniste oraz wyprodukowanie znacznych ilości tabletek MDMA.

– Podejrzanemu grozić może kara do 20 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące – wyjaśnia Jurkiewicz.

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik, Krzysztof G. miał być członkiem zorganizowanej grupy przestępczej powiązanej z środowiskiem pseudokibiców klubu piłkarskiego Cracovia Kraków.

– Śledztwo, w toku którego zatrzymano Krzysztofa G., toczy się przeciwko Magdalenie K. (podejrzana o kierowanie grupą przestępczą związaną z kibolami Cracovii). Stanowi ono kolejny wątek i kontynuację postępowania zakończonego 24 grudnia 2019 roku skierowaniem do Sądu Okręgowego w Krakowie aktu oskarżenia przeciwko Mariuszowi Z. i dziewiętnastu innym podejrzanym – podała rzeczniczka PK.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Podlasie: Arkadiusz A. zamordował żonę. Domaga się niższego wyroku

Przez lata udawał pokrzywdzonego męża, którego opuściła zła żona. Arkadiusz A. (54 l.) wmawiał wszystkim, że bez słowa wyjechała za granicę. Ale policjanci Archiwum X mu nie odpuścili. Odkryli, że zamordował żonę z zimną krwią. Dwa lata temu został skazany na 15 lat więzienia, ale właśnie odwołał się od wyroku. Powód? Twierdzi, że 8 lat za kratkami to wystarczająca dla niego kara.

Krystyna A. (†41 l.) z Bielska Podlaskiego zaginęła w 2011 roku. Przez siedem lat jej mąż przekonywał najbliższych, że żona uciekła za granicę. Dla uwiarygodnienia swojej wersji złożył nawet w jej imieniu PIT i wziął zaocznie rozwód.

Rodzina jednak nie uwierzyła w nagłą ucieczkę kobiety. Bliscy Krystyny zeznali w sądzie, że nie opuściłaby rodziny bez słowa. I w końcu przerażająca prawda wyszła na jaw. Na zawinięte w dywan ciało Krystyny A. natknął się w lecie spacerowicz.

Wtedy Arkadiusz A. przyznał się do zabicia żony. Bronił się jednak, że zrobił to niechcący, podczas szarpaniny.

– Ona złapała za nóż, krzycząc, że mnie zarżnie. Wyrwałem go jej, ale złapała mnie za ubranie. Popchnąłem ją, lecz przewracając się, pociągnęła mnie za sobą. To był ułamek sekundy. Nagle zobaczyłem nóż wbity w jej bok – opowiadał w sądzie Arkadiusz A., twierdząc, że tragedia wydarzyła się przypadkowo.

Dlatego odwołał się od wyroku. Uważa, że powinien być sądzony za zbrodnię w afekcie, bo żona nadużywała alkoholu i się awanturowała.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Domowa impreza na Podlasiu. Przyjechali policjanci w kombinezonach. 6 osób i dziecko w kwarantannie

W Polsce z powodu COVID-19 niemal codziennie umierają ludzie. Tysiące osób, aby wykluczyć u nich obecność koronawirusa, jest objętych obowiązkową kwarantanną domową. Nie wszyscy podchodzą do tego zagrożenia odpowiedzialnie. Skrajnym brakiem rozsądku wykazał się 32-letni mieszkaniec powiatu monieckiego (woj. podlaskie). W swoim domu zorganizował imprezę. 7 osób zostało objętych kwarantanną. Policjanci prowadzą w tej sprawie czynności wyjaśniające.

W całej Polsce tysiące osób jest objętych obowiązkową kwarantanną domową. Są to ludzie, u których istnieje podejrzenie, że mogą być zarażeni koronawirusem. Chodzi o osoby, które wróciły z zagranicy lub miały styczność z kimś, kto jest chory lub może być chory. Jest to bardzo ważne, aby taka osoba była izolowana, aby wykluczyć możliwość ewentualnego rozprzestrzeniania się wirusa. W Polsce jest już prawie 3 tys. potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. 57 osób niestety zmarło.

Za złamanie zasad kwarantanny domowej grozi nawet 30 tys. złotych kary, ale konsekwencje zdrowotne mogą być znacznie poważniejsze. Okazuje się, że nie wszyscy poważnie traktują to śmiertelne zagrożenie (czytaj: Kwarantanna w Białymstoku. Za pięć minut flacha i pizza, bo inaczej będzie zarażał). Pewien 32-letni mieszkaniec powiatu monieckiego objętego obowiązkową kwarantanną postanowił zorganizować.. imprezę.

Działo się to we wtorek wieczorem. Policjanci z Moniek otrzymali w tej sprawie dwa telefony. Najpierw było zgłoszenie, że w domu mężczyzny objętego kwarantanną odbywa się huczna impreza. Zgłaszający dodał, że bawi się na niej kilka osób. Dosłownie chwilę później, do policjantów zadzwoniła zdenerwowana kobieta.

– Zgłaszająca powiedziała, że jej mąż wrócił z imprezy, którą zorganizował mężczyzna objęty kwarantanną. Dodała, że boi się o zdrowie swoje i dziecka – informuje oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Mońkach.
Źródło info i foto: se.pl

Poszukiwany 46-letni Tomasz Sienkiewicz. Zabił kobietę w ciąży

46-letni mężczyzna poszukiwany jest listem gończym w sprawie zabójstwa kobiety, która była w czwartym miesiącu bliźniaczej ciąży. Podejrzanemu Tomaszowi Sienkiewiczowi grozi dożywotnie pozbawienie wolności. Podejrzewany o zabójstwo mężczyzna do tej pory nie został złapany. Prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu mu zarzutu zabójstwa i wystąpiła do sądu o tymczasowe aresztowanie. Na stronie policji pojawił się także list gończy z rysopisem i zdjęciem podejrzanego.

Tomasz Sienkiewicz poszukiwany listem gończym w sprawie morderstwa 37-letniej kobiety

Tomasz Sienkiewicz jest średniej budowy ciała, waży ponad 90 kilogramów i ma około 190 cm wzrostu. Ma krótkie, proste włosy koloru ciemny blond oraz jasne oczy. Ma 46 lat. Do morderstwa doszło w mieszkaniu kobiety w Rumi w województwie pomorskim. Mężczyzna miał zadać jej kilka ciosów nożem.

Dziennikarze „Faktu” dotarli do brata zamordowanej kobiety. Według mężczyzny kobieta poznała Tomasza Sienkiewicza niespełna dwa lata temu. Rodzina zamordowanej nie miała o jej partnerze dobrego zdania – mężczyzna dużo pił, jednak nie przejawiał żadnej agresji względem 37-latki.

– Arleta nosiła pod sercem dwoje dzieciaczków, chłopczyka i dziewczynkę. Bardzo się cieszyła na ich narodziny, to miały być jej pierwsze, długo wyczekiwane dzieciątka – powiedział brat zamordowanej. Po zabójstwie mężczyzna miał zabrać z domu tylko swojego psa. – Mam nadzieję, że policja znajdzie go żywego, bo chciałbym, żeby odpowiedział przed sądem za to, co zrobił – dodaje.
Źródło info i foto: Gazeta.pl