W rzece znaleziono ciało dziecka. To zaginiony Kacper?

W sobotę w rzece Kwisa w Nowogrodźcu znaleziono ciało chłopca. Jak informuje policja, najprawdopodobniej, to poszukiwany od dwóch tygodni 3,5-letni Kacperek. Poszukiwania zaginionego chłopca trwały od poniedziałku 27 kwietnia. Wtedy matka zgłosiła zaginięcie chłopca, który był pod opieką ojca. W sobotę w rzece odnaleziono ciało. Prawdopodobnie jest to ciało 3,5-letniego chłopca.

Funkcjonariusze prowadzili nieprzerwanie poszukiwania od dwóch tygodni – przeczesano łącznie 500 hektarów – tereny otwarte, leśne, przyrzeczne oraz kolejowe. Niemal każdego dnia sprawdzane są również tereny wodonośne – z łodzi i pontonów, jak i przez policyjnych nurków. W akcji brał udział m.in. policyjny śmigłowiec, drony, łodzie z sonarami, roboty podwodne oraz system trackerów gps umożliwiający bieżącą analizę sprawdzonego terenu.

Ciało chłopca zostało znalezione w Kwisie kilkaset metrów od miejsca, gdzie Kacper widziany był po raz ostatni – niedaleko działek między wiaduktem kolejowym i drogowym. Na miejscu pracuje prokurator, który musi potwierdzić tożsamość chłopca.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Bruksela: Plaga młodzieżowych gangów. „Policja jest bezsilna”

Napięcia między młodzieżowymi gangami a policją narastają w Brukseli – ostrzega Vincent Houssin, rzecznik związku zawodowego policjantów VSOA Politie na łamach „De Standaard”. – Policja jest bezsilna. Sytuacja w Brukseli może wymknąć się spod kontroli – mówi.

Jednym z przykładów przemocy na ulicach Brukseli były kwietniowe zamieszki, jakie wybuchły w jednej z dzielnic Brukseli po interwencji policji, podczas której zginął 19-latek. Ich bilans to dziesiątki aresztowanych, wzmocnione patrole i kilka zniszczonych radiowozów. Rozruchy miały miejsce w zamieszkanej w dużej części przez imigrantów dzielnicy Anderlecht.

– Gangi młodych próbują przejąć władzę na ulicach i czują, że są wspierane przez lokalnych polityków. (…) Siły policyjne mają coraz mniej do powiedzenia w niektórych dzielnicach. W ten sposób tworzymy strefy no-go – powiedział w rozmowie z belgijskim Radiem 1 cytowany przez „De Standaard” Houssin. Jak dodał, lokalne władze często oskarżają policję o niewłaściwe działania. – Młodzi ludzie tylko się z nas śmieją – mówi.

„Otoczyli funkcjonariuszy”

Zdaniem policjanta gangi wychodzą na ulice i rzucają wyzwanie służbom porządkowym. – W związku z kryzysem związanym z pandemią koronawirusa, w połączeniu z ramadanem, zjawisko narasta. Nie jest to nic nowego, co roku dochodzi do starć w okresie ramadanu lub incydentów po meczach piłki nożnej – przyznał.

Houssin nawiązał też do zamieszek w dzielnicy Sint-Gillis, o których donosiła telewizja RTL w tym tygodniu. Policja musiała interweniować, gdy na ulicy pojawiły się dziesiątki osób.

– Kilka osób otoczyło funkcjonariuszy – tłumaczył wtedy Denis Goeman, rzecznik prokuratury w Brukseli, cytowany przez „De Standaard”. – Rzucali różnymi przedmiotami i starli się z policją – dodał.

Wcześniej dochodziło także do podobnych zamieszek w brukselskich dzielnicach Molenbeek i Schaarbeek.

Program „zero tolerancji”

– Policja jest bezsilna. Sytuacja w Brukseli może wymknąć się spod kontroli. To nie agenci policji rzucają wyzwanie (gangom – red.). Na zdjęciach z wydarzeń wyraźnie widać, że policja próbuje łagodzić sytuację – mówi Houssin.

Jak podkreśla, jeśli chodzi o utrzymania porządku publicznego w Brukseli, leży to w gestii władz. Policjant krytykuje jednocześnie polityków za to, że stawiają na strategię podejmowania negocjacji z gromadzącymi się ludźmi, zamiast egzekwować tymczasowe przepisy dotyczące zakazu zgromadzeń w okresie pandemii. Wskazuje, że taka strategia negocjacyjna nie byłaby możliwa w innych dzielnicach, gdzie podejmowane byłyby przez policję zdecydowane działania i nakładane były grzywny.

Houssin opowiada się za strategią „zero tolerancji”. Tymczasem, jak mówi, władze skłaniają się do tego, by nie interweniować „zbyt mocno” w niektórych dzielnicach. – Nie ma tego na papierze, ale lokalne władze określają limit tolerancji – wskazuje.

To nie jest pierwszy raz, kiedy VSOA Politie zajmuje stanowisko w tej sprawie. Kilka tygodni temu związek zawodowy policjantów zareagował z konsternacją na oświadczenie Pascala Smeta (program One.Brussels-SP.A), sekretarza stanu Regionu Stołecznego Brukseli. Smet wyraził w nim zaniepokojenie działaniami policji podczas zamieszek w Anderlechcie. „Czy nie można było tego rozwiązać w inny sposób?” – zastanawiał się polityk.

Związek zawodowy policjantów był oburzony wypowiedzą Smeta. „Czy nie lepiej byłoby powstrzymać się od jakichkolwiek komentarzy?” – wskazał, dodając, że polityk powinien bronić policji, która stara się wykonywać swoją pracę i gwarantować przestrzeganie przepisów kontekście kryzysu związanego z pandemią koronawirusa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dwóch policjantów rannych po protestach przedsiębiorców w Warszawie

Dwóch policjantów interweniujących podczas piątkowego (8 maja) protestu przedsiębiorców w Warszawie zostało rannych od petard – poinformował rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak. „Policjanci – wbrew temu, co twierdzili uczestnicy dzisiejszego zgromadzenia – nie dali żadnych powodów, aby zachowywać się wobec nich agresywnie” – powiedział Marczak.

„Wiele można powiedzieć o dzisiejszym zgromadzeniu, ale na pewno nie to, że było ono pokojowe. W przypadku zgromadzenia pokojowego po stronie zatrzymanych jest „zero” i po stronie rannych również jest „zero”” – ocenił.

Rzucano butelkami i petardami

Tymczasem – jak podkreślił – rannych zostało dwóch policjantów. W kierunku funkcjonariuszy rzucano butelkami i petardami. „Policja zatrzymała więcej osób niż w czwartek” – dodał. Rzecznik nie podał jednak liczby zatrzymanych podczas piątkowego protestu. Marczak wyjaśnił, że zatrzymania miały charakter procesowy i prewencyjny. Według ustaleń PAP chodzi o czynną napaść i naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy.

Rzecznik poinformował, że wobec zatrzymanych prowadzone są czynności w związku z paragrafem 54 kodeksu wykroczeń. Mówi on o naruszaniu przepisów o zachowywaniu się w miejscach publicznych. Stanowi on, że „kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”.

Marczak poinformował ponadto, że w przypadku osób, które nie przestrzegały przepisów wprowadzonych w związku ze stanem epidemii, policja będzie kierowała wnioski o ukaranie do sanepidu.
Źródło info i foto: interia.pl