Rosyjskie specsłużby odpowiedzialne za serię fałszywych alarmów bombowych w czasie zeszłorocznych matur

Za serią fałszywych alarmów bombowych podczas zeszłorocznych egzaminów maturalnych stoją rosyjskie specsłużby – informuje w poniedziałek portal RMF24.pl.

Jak pisze portal, pierwszoplanowe ustalenia polskich śledczych wskazują, że za serią fałszywych alarmów bombowych podczas zeszłorocznych egzaminów maturalnych stoją rosyjskie specsłużby. „Śledczy wskazują na Rosjan na podstawie szczegółowych analizy połączeń internetowych. Dokładnie badanie treści e-maili z fałszywymi informacjami naprowadziło naszych ekspertów na serwery usytuowane w Sankt Petersburgu” – czytamy w artykule.

„Ustalono, że były już w przeszłości wykorzystywane do rozsyłania różnych treści, które miały wywołać zamieszanie w różnych częściach świata. Udało się też ustalić autorów całej akcji – to osoby zalogowane na kontach wykorzystywanych przez GRU – rosyjski wywiad wojskowy” – pisze RMF24.pl.

Portal wskazuje, że na rosyjskich kontach, które miały być wykorzystane przez specsłużby, pojawiły się komunikaty z fałszywymi alarmami. „Moderator namawiał internautów do rozsyłania ich do poszczególnych szkół, w których miały się odbyć matury. Resztę wykonali już nieświadomi, że działają dla Rosjan internauci, którzy zainspirowani rozsyłali fałszywe informacje. Część alarmów wysyłanych było też z automatycznych kont” – podaje.

W rozmowie z portalem były szef Agencji Wywiadu Grzegorz Małecki ocenił, że cyberatak na zeszłoroczne matury, „wygląda na element działań hybrydowych Rosji przeciwko Polsce”. „Te działania możemy określić jako poligon doświadczalny pod kątem operacji militarnych, ale pamiętajmy też, że to, co nazywamy wojną hybrydową, czy działaniami hybrydowymi, to mieszanka wykorzystania różnego rodzaju instrumentów państwa. Mieszanka działań militarnych ze strukturami wywiadowczymi, politycznymi, czy też informacyjnymi” – stwierdził były szef AW.

„Ich istotą jest to, że one są realizowane poniżej progu wojny, progu konfliktu zbrojnego, w związku z tym nie możemy tego traktować w kategoriach agresji na państwo” – powiedział Małecki.
Źródło info i foto: forsal.pl

Po pół roku odnaleziono 17-letnią Wiktorię M. Wynajęła mieszkanie z 45-latkiem

Policja z Piaseczna odnalazła zaginioną 17-letnią Wiktorię M., która 19 listopada wyszła do szkoły i nie wróciła do domu. Nastolatka została umieszczona w policyjnej izbie dziecka, skąd trafi do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. W sprawie zatrzymano 45-letniego mężczyznę.

17-letnia Wiktoria zaginęła we wtorek 19 listopada. Dziewczyna wyszła rano do szkoły przy ul. Mirkowskiej w Konstancinie-Jeziornie, ale już do niej nie dotarła. Nie zabrała ze sobą żadnych rzeczy, które mogłyby wskazywać na chęć ucieczki.

„Wiktoria reaguje na imię Zuzia, bo tak mówiono na nią w domu. Ma około 160 cm wzrostu. Prawdopodobnie porusza się z Michałem M. Ma on także około 160 cm i około 50 lat. Oboje często farbują włosy. Zuzia nie wzięła ze sobą żadnych podstawowych rzeczy z domu, które mogłyby wskazywać, że ucieczka była planowana” – pisali bliscy zaginionej w grudniu 2019 roku.

Jak podaje portal piasecznonews.pl, babcia 17-latki zastanawiała się nad wynajęciem detektywa, który pomógłby w ustaleniu miejsca pobytu wnuczki. Na szczęście dziewczyna się odnalazła.

„17-letnią Wiktorię odnaleźli kryminalni z Piaseczna na terenie Warszawy” – poinformował Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie. Była w towarzystwie dorosłego mężczyzny.
Więcej: https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Warszawa/Warszawa.-Piaseczno.-Policja-odnalazla-17-letnia-Wiktorie-z-Lesznowoli

Wiktoria miała poznać Michała M. w wieku 16 lat, w ostatniej klasie gimnazjum. Jak informuje Super Express, dziewczyna odwiedzała jego córki. Mężczyzna omotał 17-latkę do tego stopnia, że znikała z lekcji, aby się z nim spotkać.

Rok temu M. miał tak upić nastolatkę, że trafiła do szpitala z 3 promilami alkoholu we krwi. Policjanci zastali dziewczynę w jego łóżku. Mimo tego wydarzenia dziewczyna nie zerwała kontaktu z M., a w listopadzie słuch o niej zaginął.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Trzej młodzi ludzie odpowiedzą za zabicie 62-letniego mężczyzny

Zarzut zabójstwa postawiono trzem młodym mężczyznom zatrzymanym ws. śmierci 62-latka z miejscowości Jodłówka-Wałki (woj. małopolskie). Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani. Grozi im kara nawet dożywotniego więzienia. Ciało 62-latka odkryto 4 maja. Jak relacjonuje policja, mężczyzna został przywiązany przewodami elektrycznymi do stołu warsztatowego z narzędziami w swoim mieszkaniu.

Ws. śmierci 62-latka zatrzymano trzech młodych mieszkańców powiatu tarnowskiego w wieku od 20 do 25 lat. Dwóch z nich było już notowanych za rozboje oraz kradzieże. Mężczyźni przyznali się do napadu. Jak relacjonowali w czasie przesłuchań, ok. północy przyszli do domu samotnie mieszkającego 62-latka. Kiedy mężczyzna otworzył im drzwi, dotkliwie go pobili oraz skopali. Później przywiązali go do stołu kablami elektrycznymi.

Mężczyźni ukradli z domu 62-latka m.in. monety okolicznościowe, narzędzia, sprzęt elektryczny, repliki broni, kosmetyki i alkohol. Swój łup ukryli w lesie. Pomocy w przewożeniu oraz sprzedaży łupów udzielał im 22-letni mężczyzna.

Trzej zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzut zabójstwa w związku z rozbojem (art. 148 par. 2 pkt. 2 kodeksu karnego). 22-latek, który im pomagał, odpowie za nieumyślne paserstwo (art. 292 kk).

Trzej młodzi ludzie decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące. Czwartego objęto dozorem policyjnym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były polityk Nowoczesnej Kamil Kurosz zatrzymany przez policję

Były polityk Nowoczesnej Kamil Kurosz został zatrzymany nad ranem przez policję – poinformował wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Wąsik. Mężczyzna ma usłyszeć w prokuraturze w Rzeszowie zarzuty karne – dodał.

– Sprawa zbulwersowała opinię publiczną. Zachowanie tego pana było karygodne, będzie musiał ponieść konsekwencje i – mam nadzieję – odpowiedzieć za to przed sądem – komentuje w rozmowie z portalem tvp.info Maciej Wąsik. Zatrzymany ma usłyszeć zarzuty z artykułu 255 kodeksu karnego, który mówi o publicznym nawoływaniu do przestępstwa. Grozi za to nawet do trzech lat więzienia.

O Kamilu Kuroszu, byłym liderze Nowoczesnej w Przemyślu, zrobiło się głośno po tym, jak w sieci zaczęły pojawiać się jego wpisy, w których nawoływał do „eksterminacji” i „gazowania” polityków PiS, a nawet do „fizycznego” usunięcia prezesa tej partii Jarosława Kaczyńskiego.

Meżczyzna startował do Sejmu z list Nowoczesnej w 2015 roku. W sieci pojawiły się jego zdjęcia, na których pozuje m.in. z Borysem Budką i Ryszardem Petru.

Europoseł PiS Dominik Tarczyński zapowiedział w rozmowie z portalem tvp.info, że w związku z nienawistnymi wpisami Kurosza złoży zawiadomienie do prokuratury. – To nawoływanie do morderstwa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, do gazowania senatorów PiS. Takie postawy będą piętnowane, on musi ponieść za to odpowiedzialność. To jest mowa nazistów, to skandal – wskazał Tarczyński.

Od wpisów Kurosza odcięła się firma, w której obecnie jest zatrudniony. „Informujemy, że nie identyfikujemy się z prywatnymi treściami prezentowanymi na profilu Kamila Kurosza. Jako firma, stanowczo potępiamy mowę nienawiści i jesteśmy bardzo mocno zaniepokojeni obecną sytuacją. Podjęliśmy natychmiastowe kroki prawne względem naszego pracownika” – napisało na Facebooku Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej DAS.
Źródło info i foto: TVP.info

Gniezno: Zaatakował policjantów. Złamał nogę jednemu z nich. Wylądował w areszcie

Sąd rejonowy w Gnieźnie (woj. wielkopolskie) aresztował na trzy miesiące 25-latka, który w nocy z czwartku na piątek zaatakował dwóch policjantów. Napastnik złamał nogę jednemu z funkcjonariuszy. Podejrzanemu grozi do pięciu lat więzienia.

W nocy z czwartku na piątek w Kiszkowie w powiecie gnieźnieńskim patrol policji interweniował w jednym z domów w sprawie nieporozumień dotyczących opieki nad psem.

Po zakończonej interwencji 25-letni mieszkaniec Gniezna zaczął wulgarnie zwracać się do policjantów. Gdy ci postanowili zatrzymać mężczyznę, wywiązała się szamotanina, w czasie której 25-latek złamał nogę jednemu z policjantów. Drugi z funkcjonariuszy trafił do szpitala na obserwację.

Mężczyzna był pod wpływem alkoholu

25-latek miał 0,6 promila alkoholu we krwi. Mężczyzna został zatrzymany przez policjantów wezwanych do wsparcia zaatakowanego patrolu. Ranny funkcjonariusz miał w piątek operowaną nogę. W sobotę 25-latkowi przedstawiono zarzuty. Gnieźnieński sąd rejonowy, na wniosek śledczych, tymczasowo aresztował mężczyznę na okres trzech miesięcy – przekazała prokurator rejonowa w Gnieźnie Małgorzata Rezulak-Kustosz.

Podejrzany usłyszał szereg zarzutów dotyczących m.in. znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. – Głównym czynem, za który będzie odpowiadał, jest przestępstwo zmuszenia przemocą i groźbą bezprawną funkcjonariuszy publicznych do zaniechania prawnej czynności służbowej – powiedziała prokurator.

Przyznał się tylko częściowo

– Podejrzany częściowo przyznał się do stawianych zarzutów. Generalnie potwierdził, że doszło między nim a policjantami do starcia, natomiast umniejszył skalę swojej agresji. Twierdził np. że nie złamał nogi policjantowi, a funkcjonariusz doznał urazu na skutek upadku – opisała prokurator.

Dodała, że 25-latek tłumaczył swoje zachowanie zdenerwowaniem spowodowanym rozstaniem ze swoją partnerką. – Generalnie umniejszył swoją rolę mówiąc, że przebieg zdarzenia był o wiele mniej burzliwy, niż przedstawiają to pokrzywdzeni – powiedziała.

25-latek nie był w przeszłości karany. Grozi mu od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Warszawa: 55-latek zaatakował nożem ratownika medycznego

Policjanci z warszawskich Bielan zatrzymali 55-letniego mężczyznę, który w karetce pogotowia zaatakował nożem i zranił w rękę ratownika medycznego – powiedziała w poniedziałek PAP asp. Kamila Szulc z Komendy Rejonowej Policji Warszawa V. Dodała, że 55-latek został tymczasowo aresztowany.

Do zdarzenia doszło kilka dni temu przy ulicy Gąbińskiej w Warszawie. – Z ustaleń policjantów wynikało, że załoga pogotowia została wezwana do leżącego na ulicy mężczyzny. 55-latek spokojny podczas wykonywanych badań, miał być przewieziony karetką do szpitala. W pewnym momencie jednak wyciągnął nóż, a następnie zranił nim w rękę ratownika – powiedziała asp. Kamila Szulc.

Podkreśliła, że medycy obezwładnili napastnika oraz o całym zdarzeniu powiadomili policję. – Na miejscu funkcjonariusze zatrzymali agresora, który jak się okazało miał ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie – podała.

Mężczyzna został zatrzymany i po wytrzeźwieniu doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na dwa miesiące.

– Pamiętajmy, że osoba udzielająca pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz podejmująca medyczne czynności ratunkowe korzysta z ochrony przewidzianej w kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych. Za napaść na funkcjonariusza publicznego grozi kara pozbawienia wolności do lat 10 – dodała.
Źródło info i foto: onet.pl

Krzysztof Rutkowski o poszukiwaniach zaginionego 3-latka. Szokujące kulisy

Ponad tydzień trwała akcja poszukiwawcza zaginionego 3,5-letniego Kacperka z Nowogrodźca. Niestety, potwierdziły się przypuszczenia policji oraz wizja jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego (56 l.) i w rzece Kwisa znaleziono ciało poszukiwanego chłopczyka. W sprawę zaangażowany był Krzysztof Rutkowski (60 l.), który postanowił zdradzić kulisy akcji poszukiwawczej.

Sprawą zaginionego 3,5-letniego Kacperka żyła cała Polska. Mimo że szanse na odnalezienie zdrowego chłopczyka były małe, to jednak wielu wierzyło w szczęśliwy finał poszukiwań. Tak jednak się nie stało.

W miniony weekend w rzece Kwisa znaleziono ciało chłopczyka. W akcję poszukiwawczą włączył się również najsłynniejszy polski detektyw, Krzysztof Rutkowski. To właśnie rodzina zwróciła się do niego o pomoc, licząc na to, że uda mu się szybko i sprawnie rozwiązać tajemnicze zniknięcie chłopca.

Słynny detektyw po odnalezieniu ciała Kacperka zdecydował się ujawnić kilka szczegółów związanych ze sprawą, przy której pracował.

„Ciałko odnaleziono około godziny 9 (w sobotę 9 maja, przypis.red.), około 1200 metrów od miejsca, w którym zaginął Kacper. Przypuszczaliśmy, że ciało odnajdzie się po takim czasie. Nie braliśmy innej wersji pod uwagę oprócz tej, że dziecko jest w rzece. To był nieszczęśliwy wypadek” – wyznał w rozmowie z „Faktem” Rutkowski.

Polsat News poinformował również, że Rutkowski oraz matka Kacperka apelują, by nie szykanować ojca i oczerniać w sieci ojca chłopczyka.
Źródło info i foto: pOmponik.pl

Udawał prokuratora. Wyłudził ponad 50 tys. złotych

Łódzcy kryminalni zatrzymali 25-latka, który uczestniczył w wyłudzeniu ponad 50 tys. zł od starszego mężczyzny. Trafił już za kraty – na razie na trzy miesiące.

8 maja policjanci patrolowali osiedle Teofilów. Prowadzili działania pod kątem oszustów wyłudzających od ludzi pieniądze metodą „na wnuczka” czy „na policjanta”. Po godz. 13 w rejonie ulicy Aleksandrowskiej zwrócili uwagę na mężczyznę, który zachowywał się dziwnie nerwowo. Rozmawiając przecz telefon obserwował balkony bloków.

W pewnym momencie zauważyli, że na jednym z balkonów pojawił się starszy mężczyzna. Wyrzucił na ziemię reklamówkę. Obserwowany młody człowiek podszedł i ją zabrał. Policjanci nie czekali już dalej. Postanowili go wylegitymować. 25-latek próbował się wyrwać i uciec, ale nie udało mu się. Został obezwładniony i zatrzymany. W torbie było 33 tys. złotych. Funkcjonariusze poszli do mieszkania, z którego ktoś wyrzucił pieniądze. Zastali tam 62-latka, który oświadczył, że pieniądze wyrzucił… na polecenie prokuratora, z którym był w stałym kontakcie telefonicznym! – Powiedział też, że godzinę wcześniej, również przez telefon, otrzymał polecenie wypłacenia z banku kwoty 19.500 zł i pozostawienia ich przy śmietniku. Mężczyzna wykonał to polecenie zgodnie z instrukcją – informuje Radosław Gwis z biura prasowego łódzkiej policji. Policjanci wytłumaczyli pokrzywdzonemu, że padł ofiarą oszustwa i powinien złożyć stosowne zawiadomienie.

19, 5 tys. zł, które mężczyzna zostawił przy śmietniku kryminalni także odzyskali. Były w samochodzie, którym przyjechał 25-latek. Zaparkował go kilka posesji dalej. Zebrane w sprawie dowody pozwoliły na przedstawienie mu zarzutu oszustwa. Grozi mu do ośmiu lat więzienia, a stróże prawa sprawdzają, czy nie ma na koncie innych podobnych przestępstw.

Pomimo licznych apeli nadal dochodzi do oszustw „pod legendą”. Podając się za członków rodziny, policjantów, agentów lub prokuratorów oszuści nakłaniają starsze osoby do przekazywania oszczędności całego życia. Nie dalej jak 8 maja do stojącego na ul. Żeligowskiego radiowozu drogówki w Łodzi podeszła starsza kobieta i oświadczyła, że ma pieniądze dla policjantów. Miała to być kwota 30 tys. złotych, które wypłaciła z banku na polecenie rzekomego prokuratora. Funkcjonariusze uświadomili seniorkę, że została oszukana i odprowadzili ją do banku, aby mogła wpłacić pieniądze z powrotem na konto.

Przestępcy, nieustannie modyfikują metody oszustw, wymyślają wciąż nowe. Podają się za policjantów z Centralnego Biura Śledczego lub komend Policji. Straszą potencjalne ofiary utratą oszczędności w przypadku gdy nie będą z nimi współpracować. Najczęściej wybierają osoby starsze, dzwoniąc na telefony stacjonarne. Przekonują o konieczności przekazania pieniędzy, obiecując, że za chwilę w nienaruszonym stanie zostaną zwrócone. Gdy to potrzebne, oszuści zdobywają adres pokrzywdzonego podając się za pracowników m.in. firm kurierskich i wmawiając seniorom, że mają dla nich przesyłkę, na której adres jest nieczytelny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Odnaleziono ciało zaginionego Kacpra. Poruszające wyznanie matki

Niestety, ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. 12 dni trwały poszukiwania 3,5-letniego Kacperka z Nowogrodźca (woj. dolnośląskie). Chłopczyk zaginął w poniedziałek, dwa tygodnie temu, kiedy oddalił się od swojego ojca, z którym był na działce. W sobotę ciało dziecka zostało znalezione w rzece.

Kilkuset policjantów, strażaków, detektyw Krzysztof Rutkowski i zwykli mieszkańcy. Malucha szukała prawdziwa armia ludzi, która codziennie penetrowała okoliczne tereny i rzekę Kwisę. Używano najnowocześniejszego sprzętu, korzystano z pomocy psów tropiących ściągniętych z Niemiec. To były dramatyczne dni.

Dopiero w sobotę rano ciało Kacperka zostało znalezione przez płetwonurka Marcela Korkusia. Chłopczyk wpadł do podwodnej jamy, w linii prostej ok. 600 metrów od miejsca, w którym zaginął. Ciało malucha zostało zakleszczone przez konary w taki sposób, że mogło nigdy nie wypłynąć na powierzchnię. – Gołym okiem go nie widziałem – mówi „Super Expressowi” Korkuś. – Dopiero w domu, gdy przeglądałem zapis kamery, którą miałem pod wodą, dostrzegłem dziecko – dodaje płetwonurek.

Tym samym sprawdził się najczarniejszy scenariusz, który od samego początku był uznawany za najbardziej prawdopodobny. Kacperek wpadł do rzeki i utonął. Mama chłopczyka, pani Joanna, mówi że jej partner Rafał tylko na chwilę stracił go z oczu, gdy razem byli na ogródku. – To był moment – zapewniała kobieta. – Przez ten cały czas, gdy trwały poszukiwania, żyłam nadzieją, że Kacperkowi nic się nie stało. Nie mogłam spać. Teraz w pewnym sensie czuję ulgę. Muszę zająć się trójką rodzeństwa Kacperka – mówiła zrozpaczona matka zaraz po tym, jak zidentyfikowała ciało synka.

Kobieta zaapelowała też, aby nie oczerniać ojca dziecka. Podkreślała że to dla niego ogromna trauma. Mężczyzna w chwili, gdy zaginął chłopczyk był pijany. Usłyszał zarzut narażenia życia Kacperka, za co mu grozi 5 lat więzienia. Mężczyzna już trafił za kratki, bo okazało się, że był poszukiwany przez policję za kradzieże.
Źródło info i foto: se.pl

Słowenia: Wstrzymano poszukiwania 23-letniego Polaka

Słoweńscy policjanci i ratownicy zawiesili w niedzielę poszukiwania polskiego studenta, który wpadł w sobotę do rzeki Socza na zachodzie kraju. Akcja ma zostać wznowiona w poniedziałek.

Słowenia. Polak wpadł do rzeki

Około godziny 17:00 znaleźli się nad kanionem rzeki. Polak, który podszedł do krawędzi kanionu, stracił równowagę i wpadł do wody. Świadkowie widzieli, jak 23-latek przepłynął kilkadziesiąt metrów, po czym zniknął im z oczu. Na miejsce wezwano policję i ratowników. Poszukiwania prowadzono do godz. 22 w sobotę i wznowiono je w niedzielę rano. Niestety, nie dały one żadnego rezultatu. Zostaną wznowione w poniedziałek.

Portal delo.si opisuje, że w poszukiwaniach brali udział policjanci z Bovec, a także z Novej Goricy i strażacy oraz ratownicy górscy. Oprócz tego użyto drona, a w akcję zaangażowano ponad 30 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl