Włodawa: Wywieźli 16-latkę do lasu i brutalnie pobili kijem golfowym

19-letni chłopak wywabił z mieszkania nastolatkę, którą następnie wywiózł do lasu w okolicach Włodawy (woj. lubelskie). Tam czekała 29-latka wraz z jeszcze jednym znajomym, która zaatakowała ofiarę kijem golfowym, bo – jak twierdziła – była winna jej pieniądze. Pod dom 16-latki w poniedziałek przyjechał jej 19-letni kolega i zabrał ją do lasu w okolice Włodawy. Tam czekała na dziewczynę jej 29-letnia znajoma z 23-latkiem z Chełma.

Nastolatka pobita kijem golfowym

Kobieta twierdziła, że nastolatka jest jej winna 1000 złotych. By wymusić oddanie długu najpierw szarpała 16-latkę za włosy, a później chwyciła za metalowy kij golfowy, którym ją pobiła. Następnie poleciła 19-latkowi odwieźć pobitą do domu. Matka 16-latki powiadomiła policję. Włodawscy policjanci jeszcze tego samego dnia zatrzymali dwie osoby: 29-latka z Włodawy i 19-latka z Chełma.

Zatrzymani z bogatą kartoteką

Śledczy przedstawili zatrzymanym zarzuty – kobieta jest podejrzana o stosowanie przemocy w celu wymuszenia wierzytelności oraz uszkodzenie ciała, natomiast jej 19-letni kolega o pomoc w tym przestępstwie. Z kolei 23-latek z Chełma zatrzymany przez chełmskich mundurowych został przesłuchany w charakterze świadka.

W środę Prokuratora Rejonowa we Włodawie zastosowała dozór wobec podejrzanych. Zarówno 29-latka jak i 19-latek, to osoby notowane. Kobieta ma na swoim koncie między innymi przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, natomiast 19-latek był już notowany za pobicie. Teraz grozi im nawet do 5 lat.

Inna 16-latka również wywieziona do lasu i pobita

W ubiegłym tygodniu do podobnego zdarzenia doszło w powiecie chełmskim. 16-latka wsiadła do samochodu swojego chłopaka. W aucie był też jego młodszy brat i matka. W czasie jazdy między nią a partnerem doszło do kłótni. W pewnej chwili chłopak zaatakował ją i pobił. Nastolatka została wywieziona do lasu, gdzie była bita. Później sprawcy odwieźli ją do domu.

Nastolatka po kilku dniach opowiedziała o zdarzeniu matce, a później obie powiadomiły policję. Zatrzymano 46-letnią kobietę i jej dwóch synów w wieku 17 i 22 lata. W środę całej trójce postawiono zarzuty. Sąd przychylił się do wniosku policji i prokuratury i zastosował wobec zatrzymanych tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Akcja CBŚP na Dolnym Śląsku. Przejęto ogromne ilości narkotyków

Niemal 28 kilogramów marihuany, a także amfetaminę, metamfetaminę, kokainę i tabletki MDMA znaleźli funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji podczas akcji na Dolnym Śląsku. Przeszukali dwie posesje i zatrzymali pięć osób.

– Członkowie grupy sprzedawali środki odurzające i psychotropowe, w tym między innymi amfetaminę, metamfetaminę czy marihuanę głównie na terenie województwa dolnośląskiego – informuje Iwona Jurkiewicz, rzecznik Centralnego Biura Śledczego Policji.

Dwie posesje, pięciu zatrzymanych

Dlatego policjanci z wrocławskiego CBŚP przeprowadzili akcję, po której zatrzymali pięć osób. – Na jednej z prywatnych posesji w powiecie jeleniogórskim funkcjonariusze zatrzymali dwie osoby. W pomieszczeniu gospodarczym i domu znaleźli prawie 0,4 kilograma amfetaminy, niemal dwa kilogramy marihuany, metamfetaminę, kokainę i tabletki MDMA – relacjonuje Jurkiewicz. I dodaje, że w tym samym miejscu zabezpieczono też papierosy, tytoń i alkohol bez akcyzy.

Na kolejnej z przeszukiwanych posesji zatrzymano trzy osoby. – Tam policjanci znaleźli w bagażniku opla walizkę i kilka toreb foliowych, w których znajdowały się pakiety foliowe z marihuaną. Prawie 26 kilogramów suszu wypełniało niemal w całości bagażnik auta kombi – przekazuje Jurkiewicz. Jak informuje CBŚP w domu jednego z zatrzymanych znaleziono też marihuanę gotową do sprzedaży i popakowaną w działki dilerskie.

Trzy osoby trafiły do aresztu

Zatrzymani zostali doprowadzeni do prokuratury. Tam trzy osoby usłyszały zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz udziału w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających i psychotropowych. – Dodatkowo jedna osoba usłyszała zarzut posiadania środków odurzających, a kolejna pomocnictwa do handlu znacznymi ilościami środków odurzających i psychotropowych – wymienia rzeczniczka CBŚP. Sąd zdecydował o aresztowaniu trzech osób.

Jak podkreśla CBŚP, śledztwo jest rozwojowe, a to oznacza, że policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań. Wyjaśniają też, skąd zatrzymane osoby miały narkotyki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sprawa zabójstwa Pauliny D. Biegli wydali decyzję ws. poczytalności Mamuki K.

Według psychiatrów Gruzin był poczytalny w momencie w momencie dokonywania zabójstwa na 28-letniej kobiecie w 2018 r. To oznacza, że mężczyzna będzie mógł odpowiadać za swoją zbrodnię. Grozi mu nawet dożywocie. Sprawa dotyczy zabójstwa Pauliny D. z Łodzi, do którego doszło w październiku 2018 r. 28-latka bawiła się przy ul. Piotrkowskiej. Rano wyszła z kolegą, a godzinę później kamery nagrały jak wchodzi z innym mężczyzną do mieszkania przy ul. Żeromskiego. Kilka dni później znaleziono zwłoki kobiety. Na ciele widoczne były ślady pobicia i rany kłute. Podejrzanym o gwałt i zabójstwo był Mamuka K.

Biegli psychiatrzy którzy zbadali mężczyznę uznali, że jest w pełni poczytalny – podaje se.pl. To oznacza, że 41-latek może stanąć przed sądem i odpowiadać za swoją zbrodnię. Prokuratura podkreśla, że ma już cały materiał dowodowy w sprawie. Śledztwo ma zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni. Na razie do sądu został skierowany wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec Gruzina.

Tuż po popełnieniu morderstwa Mamuka K. wyjechał z Łodzi, a następnie przekroczył granicę z Ukrainą i ukrywał się w Kijowie. Był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Ostatecznie mężczyzna trafił do polskiego aresztu, po tym jak nie było pewne, czy ukraińska strona wyda decyzję ws. ekstradycji. Gruzinowi grozi dożywocie.
Źródło info i foto: wp.pl

Policja zatrzymała 24-latka. Stworzył grę zachęcającą nastolatków do samobójstw

Policjanci z wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu (woj. wielkopolskie) zatrzymali autora internetowej gry, która miała nakłaniać nastolatków do samobójstw. Jak dowiedział się reporter RMF FM, Mateusz Chłystun, 24-latek wpadł na terenie woj. łódzkiego. Pochodzący z Ukrainy 24-latek założył internetową grupę, do której zapraszał mieszkające w Polsce, ale pochodzące z Europy Wschodniej nieletnie osoby. Wyznaczał im zadania polegające m.in. na okaleczaniu się, ale końcowy etap tej „gry” polegał na targnięciu się na swoje życie.

Policjanci z Poznania trafili na jego trop po sygnale swoich kolegów z Sankt Petersburga. Według ustaleń rosyjskich śledczych, mężczyzna działał właśnie w stolicy Wielkopolski. Ustalenie jego miejsca pobytu trwało niespełna cztery tygodnie.

Mundurowi namierzyli też dwie poszkodowane w tym procederze osoby: 14- i 15-latkę. Starsza z dziewcząt ma na ciele setki śladów po samookaleczeniu. 24-latek w czwartek wieczorem, 14 maja, został przewieziony do Poznania. Zostanie w piątek przesłuchany i najprawdopodobniej usłyszy zarzuty. Śledczy zamierzają też wnioskować o jego tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: interia.pl

Namysłów: Oszuści zarabiali na fałszywych aukcjach charytatywnych

Namysłowscy policjanci zatrzymali dwie osoby podejrzane o oszustwa. Para za pomocą aukcji internetowych miała wyłudzać od darczyńców m.in. kosmetyki, biżuterię i sprzęt RTV. Do przestępczej działalności wykorzystywała strony fundacji zbierającej fundusze na leczenie chorych dzieci. Pieniądze z aukcji nigdy nie trafiły na konto osób potrzebujących. Policjanci ustalają kolejnych poszkodowanych. Zatrzymanym grozi teraz do 8 lat więzienia.
Namysłowscy policjanci uzyskali informacje o osobach, które poprzez przestępczą działalność miały wyłudzać wartościowe przedmioty na aukcjach internetowych. Licytacje dotyczyły dzieci chorych na rdzeniowy zanik mięśni. Koszt leczenia każdego takiego przypadku to około 10 milionów złotych. Sprawa dotyczyła między innymi małego chłopca z Namysłowa.

W wyniku pracy operacyjnej, policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej zatrzymali 20-letnią mieszkankę Dąbrowy Górniczej i jej 20-letniego partnera. Para jest podejrzewana o liczne oszustwa i próby oszustw na tego typu aukcjach. Podejrzani, za pomocą fałszywych kont, mieli wyłudzić od osób zaangażowanych w pomoc chorym dzieciom przedmioty, których łączna wartość wstępnie przekracza 10 tysięcy złotych. W zainteresowaniu podejrzanych była biżuteria, sprzęt RTV, kosmetyki i perfumy. Po wygranej licytacji przedstawiali sfałszowane dowody wpłaty.

Z powodu ich przestępczej działalności pieniądze nigdy nie trafiły na konto chorych dzieci, a opiekunowie nie mieli środków na zakup leków ratujących życie. Zebrane przez śledczych dowody, pozwoliły na przedstawienie zatrzymanym zarzutów oszustwa. Policjanci ustalili do tej pory kilkanaście oszukanych osób z terenu całej Polski. Sprawa ma charakter rozwojowy. Wciąż zgłaszają się kolejni poszkodowani.

Osoby oszukane proszone są kontakt mailowy z policjantami z Namysłowa: komendant.na@op.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: Policja.pl

Facebook wypłaci 52 mln dolarów odszkodowania moderatorom treści

Facebook wypłaci 52 mln dolarów w ramach odszkodowania dla moderatorów zdjęć i nagrań publikowanych na portalu. Każdy z nich ma otrzymać po tysiąc dolarów. Ze względu na przeglądanie materiałów naruszających regulamin platformy narażeni są oni na problemy psychiczne. Jeśli pracownik udokumentuje wystąpienie u niego zespołu stresu pourazowego, będzie mógł otrzymać dodatkowe pieniądze, aby pokryć koszty leczenia.

Według umowy podpisanej przez amerykańską firmę, ponad 11 tys. moderatorów Facebooka – zarówno byłych, jak i aktualnych – pracujących w Stanach Zjednoczonych otrzyma przynajmniej tysiąc dolarów – każdy. W celu otrzymania kolejnej rekompensaty za szkody poniesione podczas pracy, muszą oni złożyć zaświadczenie o stwierdzeniu zespołu stresu pourazowego bądź podobnych schorzeń. Dodatkowe pieniądze miałyby pokryć koszty leczenia.

Jak zapewnia firma, w celu zagwarantowania pracownikom bezpieczeństwa – w trakcie wykonywania moderacji – dźwięk materiałów ma być wyciszony, a obraz czarno-biały.

Sprawa zaczęła się od przypadku rozpatrywanego we wrześniu 2018 roku przez sąd w Kalifornii. Rozprawa dotyczyła Seleny Scola, byłej moderatorki, która twierdziła, że po 9 miesiącach oglądania brutalnych scen stwierdzono u niej zespół stresu pourazowego. Oskarżyła wówczas firmę o niezapewnienie ochrony pracownikom, zajmującym się ocenianiem publikowanych treści. Jak wyjaśniała, w ramach swoich obowiązków musiała oglądać materiały przedstawiające zabójstwa, gwałty oraz innego rodzaju przemoc.

Jak podaje Facebook, sztuczna inteligencja co raz sprawniej podejmuje się moderacji treści publikowanych na tej platformie. Dzięki tej metodzie w I kwartale bieżącego roku zrealizowano działania względem 9,6 mln materiałów. Oznacza to wzrost o blisko połowę w porównaniu do ostatniego kwartału 2019 roku, kiedy to moderowano 5,7 mln treści.

Według danych firmy, algorytmy mogą nawet szybciej wykrywać niektóre naruszenia standardów portalu niż człowiek. 2 lata temu wykrywały one 96 proc. materiałów zawierające nagość zanim dotarł do nich pracownik. Algorytmy były też sw stanie wyśledzić 86 proc. zdjęć ukazujących przemoc.
Źródło info i foto: TVP.info

Para nastolatków zabiła sąsiada siekierą. Jest opinia biegłych

Jessica (17 l.) przyniosła do domu siekierę, podała ją koledze i wskazała na sąsiada. – Zabij go! – rozkazała. Sebastian (17 l.) bez wahania zadał aż 15 ciosów. Na koniec zwyrodnialcy załadowali zmasakrowane zwłoki na taczkę i pod osłoną nocy wyrzucili do rowu. Podłość i okrucieństwo tych młodych zwyrodnialców jest niewyobrażalna. Ale biegli są zgodni: zarówno nastolatka, jak i jej kolega działali z zimną krwią. Prokuratorzy właśnie otrzymali opinie biegłych na temat ich stanu psychicznego.

– Oboje mogą stanąć przed sądem. Nasze śledztwo właśnie dobiega końca – wyjaśnia Marta Pętkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Krwawy dramat rozegrał się w ubiegłym roku w podkarpackiej miejscowości Słonne. Dwoje nastolatków poznało się w ośrodku wychowawczym, z którego wspólnie uciekli. Ukryli się w domu matki dziewczyny. Odwiedził ich tam mieszkający w sąsiedztwie Wojciech P. (†38 l.). Kiedy zrobiło się późno, przy stole zostali tylko mordercy i ich ofiara. W pewnym momencie dziewczynie nie spodobało się to, w jaki sposób odzywa się do niej mężczyzna. Wspólnie z Sebastianem postanowili go zamordować. Zwłoki porzucili w pobliżu domu rodziców ofiary.

Teraz na Jessice ciążą poważne zarzuty. Za nakłanianie do zabójstwa i współudział w zbrodni grozi jej – tak samo jak Sebastianowi – do 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Atak na szpital położniczy w Afganistanie. Zginęły pielęgniarki, matki i noworodki

We wtorek rano doszło do zamachu na klinikę położniczą w Kabulu w stolicy Afganistanu. Wśród ofiar są matki, pielęgniarki oraz noworodki. We wtorek rano do szpitala położniczego w Afganistanie wtargnęli uzbrojeni napastnicy. Jak informuje BBC, w ataku zginęło dwoje dzieci oraz 12 pielęgniarek i matek, które przebywały w klinice w Kabulu. Rzecznik afgańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powiedział, że po ataku ewakuowanych zostało ponad sto osób, w tym trzech cudzoziemców, znajdujących się w szpitalu.

Według jednego z lekarzy w momencie ataku w szpitalu znajdowało się około 140 osób. – Napastnicy strzelali do każdego w tym szpitalu, bez żadnego powodu – mówił agencji Reuters sprzedawca, który widział początek strzelaniny. Napastnicy mieli być przebrani w mundury przypominające te noszone przez policjantów.

Wymiana ognia między przestępcami, a policją trwała kilka godzin. W tym czasie siły bezpieczeństwa pomogły ewakuować pacjentów i personel szpitala na zewnątrz budynku. Funkcjonariusze pomagali wynieść też niemowlęta owinięte w ręczniki i koce.

Klinika, w której doszło do ataku, prowadzona jest przez międzynarodową organizację humanitarną Lekarze Bez Granic. W tym samym czasie w prowincji na wschód od stolicy doszło do wybuchu podłożonej na targu bomby. Oskarżani przez władze talibowie nie przyznali się do żadnych z tych ataków.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Co z państwową komisją dotyczącą pedofilii w Kościele?

Choć od ośmiu miesięcy formalnie funkcjonuje państwowa komisja ds. wyjaśnienia przypadków molestowania nieletnich oraz urząd ją obsługujący, to do tej pory rząd nie powołał ani jednego członka. Politycy obozu rządzącego, którzy zapewniali, że zajmą się problemem pedofilii na poważnie, powołali komisję widmo i zamietli sprawę pod dywan. I trudno oczekiwać, że ten zespół zacznie kiedykolwiek działać.

Morawiecki: ani mundur, ani koloratka…

– Zdecydowaliśmy o powołaniu państwowej komisji do zbadania wszelkich przypadków pedofilii – mówił w maju ub.r., krótko po premierze filmu „Tylko nie mów nikomu” premier Mateusz Morawiecki, podkreślając, że nikt nie uniknie odpowiedzialności za czyny pedofilskie.

– Ani mundur, ani koloratka, ani fartuch lekarski, ani waciak, ani Nagroda Nobla, ani żadne inne tytuły, czy stroje nie mogą służyć jako zasłona dymna – zapewniał wówczas premier, wskazując, że pedofilia nie jest jedynie problemem Kościoła i osób duchownych, lecz całego społeczeństwa.

Jednak na szumnych zapowiedziach rządzących podjęcia skutecznej walki z molestowaniem nieletnich się skończyło.

PR-owe alibi dla rządzących

Co z tego, że zaostrzono przepisy karne i przyjęto ustawę powołującą specjalną państwową komisję do badania spraw pedofilii, skoro jej działania zostały ewidentnie storpedowane. Można odnieść wręcz wrażenie, że ta komisja nigdy nie miała rozpocząć swojego funkcjonowania. Miała być jedynie PR-owym alibi dla partii rządzącej, by nikt nie mógł powiedzieć, że nic w tej sprawie nie zrobiono.

Reakcja na film Sekielskich

Prace nad ustawą powołującą komisję ds. pedofilii rozpoczęły się w Kancelarii Premiera pod okiem wicepremiera Jacka Sasina w reakcji na gorącą dyskusję, jaką wywołał ubiegłoroczny film braci Sekielskich pt. „Tylko nie mów nikomu”.
Została ona uchwalona wręcz w błyskawicznym tempie, nie zważając na uwagi m.in. Sądu Najwyższego, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, czy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, które zwracały uwagę na niejasności uprawnień komisji, dublowanie kompetencji komisji i które zgłaszały zastrzeżenia konstytucyjne związane z umieszczaniem przez komisję podejrzanych w rejestrze przestępców seksualnych.

Duże uprawnienia komisji

Jak wskazano już na początkowym rządowym etapie tworzenia ustawy, celem państwowej komisji miało być wyjaśnienie przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich we wszystkich środowiskach społecznych. Do zadań komisji – według ustawodawcy – należeć ma m.in. wskazywanie zaniedbań i zaniechań instytucji państwowych, organizacji pozarządowych, podmiotów i instytucji prowadzących działalność kulturalną, wypoczynkową, wychowawczą, opiekuńczą oraz edukacyjną.

Ponadto komisja otrzymała uprawnienia do informowania organów śledczych o podejrzeniu popełnienie przestępstwa pedofilii, a także o możliwych przypadkach zaniechania lub zatajania tego rodzaju przestępstw. Członkowie komisji otrzymali także uprawnienia do wydawania postanowień o wpisie do państwowego rejestru sprawców na tle seksualnym.

Według uchwalonej ustawy Komisja miała liczyć siedem osób i być całkowicie niezależna od innych organów państwowych.

Nieposzlakowani członkowie

Jej członkowie powinni cieszyć się nieposzlakowaną opinią, nie być politykami, oraz posiadać w najwyższym stopniu wiedzę merytoryczną i bogate doświadczenie zawodowe.

Wśród podmiotów, które mogły zgłaszać kandydatów na członków Komisji, wskazano w ustawie: Naczelną Radę Adwokacką, Krajową Radę Radców Prawnych, Krajową Radę Sądownictwa, Krajową Radę Prokuratorów, Naczelną Izbę Lekarską, Krajową Izbę Psychologów oraz organizacje pozarządowe, których zadania statutowe przez co najmniej dwa lata obejmowały działania związane z prawami dzieci, w tym szczególnie związane z ochroną i przeciwdziałaniem przemocy seksualnej.

Członkowie komisji mieli zostać wybrani przez Sejm (trzech – większością 3/5 głosów), Senat (jeden – większością 3/5 głosów), prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka.

Dlaczego komisja nie działa? Państwo nie potrafi wyjaśnić

Dość szybko okazało się, że nie ma politycznej woli, aby tę procedurę przeprowadzić, a państwowe instytucje w korespondencji z Onetem nie potrafią wyjaśnić, dlaczego po upływie tylu miesięcy komisja wciąż nie może rozpocząć działalności.

„Do Kancelarii Sejmu jak dotąd nie wpłynęły formalne kandydatury do uczestnictwa w Komisji wskazanej w zapytaniu. Złożona została inicjatywa uchwałodawcza (druk 270) grupy posłów w celu zmiany regulaminu Sejmu, co jest niezbędne do powołania Komisji. Marszałek Sejmu nadała inicjatywie bieg i w marcu br. skierowała ją do I czytania w Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych. Obecnie ze względu na koronawirusa i aktualne priorytety działania Parlamentu, prace zostały wstrzymane” – odpowiedziała nam kancelaria Sejmu, w korespondencji datowanej na 14 maja.

Z tymi samymi pytaniami zwróciliśmy się także do Kancelarii Senatu, która w przesłanej odpowiedzi poinformowała, że do tej pory trzy podmioty zgłosiły kandydatów na członków Państwowej Komisji ds. wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej 15 lat. Uczyniły to: Naczelna Rada Adwokacka, Fundacja Opowiemy Wszystkim oraz Fundacja Arrow-Instytut Przywództwa. Jak podkreśla Kancelaria Senatu, „przeprowadzenie wyboru kandydata do przywołanej Komisji wymaga zmiany Regulaminu Senatu”.

Zmiana została zaproponowana w projekcie uchwały, który senackie komisje przyjęły w dniach 25 lutego i 10 marca. Projekt ten czeka obecnie na dopuszczenie pod obrady na posiedzeniu plenarnym Senatu. Dlaczego przez osiem miesięcy Senat nie był w stanie zmienić swojego regulaminu? To pytanie pozostaje, jak na razie bez odpowiedzi.

Kancelarie premiera i prezydenta milczą

Z kolei wody w usta nabrała Kancelaria Premiera, która w odpowiedzi na nadesłane pytania zacytowała nam treść ustawy, powołującej komisję. I przyznała jednocześnie, że 26 września ub.r. zarówno państwowa komisja, jak i obsługujący ją urząd zostały powołane i formalnie funkcjonują. Na pytania, ile osób zatem urząd zatrudnia, jakim dysponuje budżetem oraz gdzie się mieści siedziba urzędu, KPRM od tygodni milczy.

Na pytania Onetu nie odpowiedziała w ogóle Kancelaria Prezydenta.

Rzecznik Praw Dziecka prowadzi konsultacje

Z pytaniami zwróciliśmy się także do Rzecznika Praw Dziecka, czyli do instytucji powołanej w polskim porządku prawnym właśnie do ochrony praw nieletnich. W odpowiedzi czytamy, że Rzecznik Praw Dziecka wciąż prowadzi konsultacje w sprawie wyboru kandydata. „Jak tylko zostanie wyłoniony kandydat, Rzecznik Praw Dziecka poinformuje o tym opinię publiczną” – podkreślono.

Politycy władzy rozkładają ręce

Wielu polityków z kręgów władzy w rozmowach z Onetem bezradnie rozkładało ręce, wskazując na zapisy w ustawie, które nie określają żadnych terminów zgłaszania członków, czy ich powołania.

Autorzy jednak nie zapomnieli dość szczegółowo rozpisać założeń finansowych, według których roczne wynagrodzenie członków komisji kosztowałoby podatnika ok. 1 mln zł, a powołany specjalny urząd tylko w pierwszym roku otrzymał 8 mln zł na swoją działalność. Zatrudniać miałby on w sumie 44 pracowników: dyrektora, zastępcę, 32 pracowników merytorycznych, 4 pracowników administracji, 4 sekretarki i 2 kierowców.

Jak pisał dziennik „Rzeczpospolita”, wynagrodzenie dyrektora określono na 13 tys. zł brutto, zastępcy na 11 tys. zł, pracowników merytorycznych i administracyjnych oraz kierowców średnio na 9 tys. zł, a sekretarek na 5,5 tys. zł. Łącznie na wynagrodzenia przewidziano 4,6 mln zł oraz 1 mln zł na dodatki motywacyjne.

– Ta komisja powinna już dawno funkcjonować. Ta sprawa jeszcze przysporzy nam wielu kłopotów i będzie dużym wyrzutem sumienia dla całej Zjednoczonej Prawicy – mówi Onetowi jeden z liderów koalicji rządzącej.

Tego się nie da zamieść pod dywan

Mimo tej świadomości w obozie władzy, zarówno Sejm, jak i Senat, prezydent, premier i Rzecznik Praw Dziecka od miesięcy świadomie blokują prace komisji. A przecież deklarację współpracy z nią złożyli przedstawiciele Kościoła w Polsce, w tym m.in. prymas abp Wojciech Polak.

Dzieje się tak zapewne nie bez powodu, a dobro dzieci, które rok temu było na ustach wszystkich polityków dobrej zmiany, szybko przestało być politycznie potrzebne tak, jak uchwalone martwe prawo. Ale tego problemu, jakim jest pedofilia, której sprawcami są nie tylko duchowni, lecz i świeccy nie da się zwyczajnie zamieść pod dywan.
Źródło info i foto: onet.pl