Zakopane: Brutalny napad na ekspedientkę w jednym ze sklepów

Sceny grozy w sklepie spożywczym należącym do sieci „Żabka” w centrum Zakopanego. Zamaskowany napastnik wtargnął tam w późnych godzinach wieczornych i sterroryzował ekspedientkę przedmiotem przypominającym broń palną. Na miejsce natychmiast wezwano policję.

Do dramatycznego zdarzenia doszło późnym wieczorem we wtorek, 12 maja. Do sklepu spożywczego wtargnął zamaskowany napastnik i przedmiotem przypominającym broń palną sterroryzował ekspedientkę żądając od niej wydania pieniędzy. Zastraszona kobieta wydała napastnikowi gotówkę.

Mężczyzna uciekł w nieznanym kierunku. O sprawie natychmiast powiadomiono policjantów, ale po udzieleniu pierwszej pomocy pokrzywdzonej, nie udało się złapać zbira. Dopiero cztery dni później zidentyfikowano domniemanego sprawcę i w ręce kryminalnych wpadł kompletnie zaskoczony 22-latek. W niedzielę, 17 maja zakopiański sąd tymczasowo aresztował podejrzanego na dwa miesiące pod zarzutem rozboju. Za to przestępstwo grozi mu od 3 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe informacje ws. zabójstwa 16-latki

Kornelia S. została zamordowana przez 25-letniego Patryka B. oraz jej rówieśniczkę Martynę S. Ciało dziewczyny zostało odnalezione 26 kwietnia 2020 roku, jednak 16-latka zmarła 11 lutego. Z najnowszych informacji wynika, że ofiara została zakopana żywcem.

26 kwietnia 2020 roku przechodzień odkrył zwłoki na terenach leśno-łąkowych przy ulicy Mickiewicza w Konstancinie. Okazało się, że to ciało Kornelii S. 16-latka zaginęła 11 lutego 2020 roku. Po tym, jak dziewczyna nie wróciła na noc do domu, jej rodzina zawiadomiła policję. Portal „Super Expressu” poinformował, że prokuratura zakończyła sekcję zwłok 16-letniej Kornelii S. Ciało nastolatki wydane zostało rodzinie. Sąd ustali karę dla oprawców dziewczyny. 

Jak udało się ustalić reporterom tabloidu, morderstwo Kornelii było zaplanowane. Dzień wcześniej podejrzany Patryk B. wykopał grób dla dziewczyny. Następnie Martyna S. podstępem zwabiła 16-latkę do lasu. Tam 25-latek wyciągnął broń i oddał pierwszy strzał. Patryk B. zaczął też dusić Kornelię. Ofiara najprawdopodobniej próbowała się bronić. W trakcie szarpaniny podrapała Patryka B., jednak chwilę później opadła na ziemię. Wtedy został oddany drugi strzał. Tym razem strzeliła jej rówieśniczka.

Oprawcy na koniec wrzucili ciało do dołu. Patryk B. uderzył jeszcze Kornelię dwukrotnie łopatą. Razem z Martyną S. przysypali ciało ziemią i gałęziami. Jak twierdzą śledczy — ofiara najprawdopodobniej jeszcze żyła — przekazał „Super Express”. Istnieje możliwość, że Kornelia udusiła się pod ziemią, została zakopana żywcem. W trakcie przesłuchania Patryk B. zeznał, że nie sprawdził, czy Kornelia S. oddycha. Po dokonanej zbrodni wrócili do swoich domów.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

CBA wiedziało o zakupie bezwartościowych maseczek

Ministerstwo Zdrowia kupiło maseczki ochronne od górala Łukasza Guńki, któremu zapłacono 38 zł za sztukę. To ogromna przebitka, bo firmie 3M za dobry, a nie wadliwy produkt płacono ok. 4 zł za sztukę. CBA od początku miało wątpliwości.

Od marca resort zdrowia w ramach interwencyjnych zakupów maseczek ochronnych wydał 12,7 mln zł – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Ponad 40 proc. tej kwoty trafiło do podmiotów, dla których pośrednikiem był – jak ustaliła wcześniej „Wyborcza” – instruktor narciarski i znajomy ministra zdrowia Łukasz Guńka.

Już w piątek w money.pl minister zdrowia Łukasz Szumowski ujawnił informacje o nieudanym biznesie żony, dotacjach dla brata i zakupie maseczek. – Jestem gotowy na przesłuchanie. Chcę, żeby śledczy szybko przesłuchali mnie i mojego brata – zapewnił nas szef resortu zdrowia.

– Zabezpieczyliśmy się możliwie najlepiej. Powiedzieliśmy panu Guńce, że nie zapłacimy za towar, dopóki nie będzie go w Polsce. W praktyce nigdy nikomu nie dostarczyliśmy maseczek niespełniających norm FFP – powiedział „Dziennikowi Gazecie Prawnej” Łukasz Szumowski.

Łukasz Szumowski i jego zastępca Janusz Cieszyński tłumaczą, że w tym czasie zapotrzebowanie na maseczki wynosiło ponad milion sztuk tygodniowo, więc kupowano wszystko. Problem w tym, że podmiotom związanym z Guńką zapłacono znacznie więcej niż innym.

Dla porównania, firmie 3M Ministerstwo Zdrowia za maseczki FFP2 zapłaciło ok. 4 zł za sztukę (pozytywnie przeszły weryfikację), z kolei Łukaszowi Guńce resort zapłacił 38 zł i to za produkt, który ostatecznie okazał się wadliwy. Sam Guńka kupił prawdopodobnie maseczki w Chinach za około 1 mln zł, a państwu sprzedał je za 5 mln zł. O transakcji wiedziało CBA.

– CBA wskazało, że oferta budzi wątpliwości ze względu na niewielkie doświadczenie pana Guńki. W marcu nie było nic, żadnej innej oferty z płatnością po dostarczeniu towaru. Zwracam uwagę, że 3M dostarczyło towar miesiąc później. Kupowaliśmy wszystko, co się dało – powiedział z kolei wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.
Źródło info i foto: money.pl

Piraci zaatakowali tankowiec u wybrzeży Jemenu

Tankowiec Stolt Apal, pływający pod banderą Wielkiej Brytanii, został w niedzielę zaatakowany ok. 140 km od wybrzeży Jemenu – poinformował armator statku. Sześciu uzbrojonych piratów zbliżyło się do jednostki w dwóch szybkich łodziach motorowych i wywiązała się strzelanina.

„Po wielokrotnych strzałach ostrzegawczych ze strony ochrony Stolt Apal, załogi łodzi otworzyły ogień w kierunku statku” – przekazał Stolt Tankers, firma do której należy statek. „Ochrona odpowiedziała ogniem, unieszkodliwiając jedną z łodzi i kończąc w ten sposób piracki pościg” – dodał Stolt Tankers.

„Rejon mostku kapitańskiego został lekko uszkodzony pociskami, ale nikt nie odniósł żadnych obrażeń, nie doszło do skażenia, nie ucierpiał też ładunek. Stolt Apal powrócił na swoją trasę” – zapewnił przedstawiciel armatora.

Stolt Apal płynie z Al-Dżubajl na wschodzie Arabii Saudyjskiej, gdzie znajduje się filia saudyjskiego koncernu paliwowo-chemicznego Saudi Aramco, do Janbu na zachodzie królestwa. Ma niemal 33 tys. ton nośności. Firma zajmująca się bezpieczeństwem morskim Dryad Global przekazała, że był to dziewiąty zgłoszony incydent w Zatoce Adeńskiej w tym roku – podał dziennik „Arab News”.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejny akt oskarżenia przeciwko polsko-wietnamskiemu gangowi plantatorów konopi indyjskich

Kolejne 14 osób zostało oskarżonych przez podkarpackie „pezety” Prokuratury Krajowej w śledztwie dotyczącym polsko-wietnamskiego gangu prowadzącego plantacje konopi indyjskich. Według śledczych z roślin znalezionych w zlikwidowanych uprawach można było wyprodukować blisko 140 kg marihuany. Niewykluczone, że wcześniej gang zebrał kilka razy większe plony.

Śledztwo Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej dotyczy trzech zlikwidowanych plantacji konopi indyjskich. Upraw doglądali „ogrodnicy” w Wietnamu.

Dwie największe plantacje odkryto w Bienicach (woj. zachodniopomorskie) i Gołdapi (woj. warmińsko-mazurskie). Pierwszą funkcjonariusze CBŚP zlikwidowali 29 maja 2018 r. Na miejscu znaleźli 2735 krzewów konopi indyjskich. Przejęli także 13 kg gotowego suszu.

Trzy dni później, 1 czerwca „cebesie” wkroczyli na teren jednej z posesji w Gołdapi. Na poddaszu budynku mieszkalnego policjanci znaleźli 1139 roślin. W budynku znajdowało się ponadto 50 kg marihuany. Dotychczas podkarpackie „pezety” skierowały do sądów w Częstochowie i Szczecinie, dwa katy oskarżenia przeciwko dziewięciorgu osobom zamieszanych w produkcję marihuany. W postępowaniach zapadły już, nieprawomocne wyroki skazujące.

Tym razem oskarżono 14 osób. Osiem, w tych dwóch Wietnamczyków, odpowie za udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz uprawę konopi innych niż włókniste i wytwarzanie znacznej ilości marihuany.

Kolejnych sześć osób zostało oskarżonych o pomocnictwo w uprawie konopi i produkcję znacznej ilości narkotyków. Za „wytwarzanie środków odurzających” grozi do 15 lat więzienia i przepadek zysków osiągniętych w ten sposób.

Według prokuratury z zlikwidowanych upraw uzyskano by co najmniej 137 kg marihuany. Przyjmując, że średnia cena hurtowa kilograma marihuany wynosi 14 tys. zł, łączna wartość narkotyków wynosiła prawie 2 mln zł. W detalu ta suma byłaby nawet trzykrotnie wyższa.
Źródło info i foto: TVP.info

Pakistan: Dwie nastolatki zamordowane przez rodzinę. To kara za rozmowę z obcym mężczyzną

Dwie Pakistanki w wieku 16 i 18 lat, mieszkające w północno-zachodniej części kraju, zostały zastrzelone przez członków rodziny – poinformowała lokalna policja. Zabójstwo honorowe zostało popełnione, po tym, gdy w internecie opublikowano nagranie, na którym widać, jak dziewczyny spędzają czas w towarzystwie młodego mężczyzny. Do tragedii doszło w ostatni czwartek. Jako pierwsza informację o zdarzeniu odebrała policja w Razmak w Północnym Wazirstanie. Region ten zamieszkiwany jest głównie przez Pasztunów.

Policja ochrania pozostałą dwójkę

Jedną z nastolatek miał zastrzelić jej własny ojciec. „Sprawiedliwość” w przypadku drugiej ofiary miał wymierzyć jej brat. – Obydwaj mężczyźni przyznali się do zarzucanych czynów. Zostali aresztowani – przekazał pakistańskim mediom w niedzielę rzecznik policji Mohammad Nawaz.

Sami zatrzymani zapewniali, że dokonali „honorowych zabójstw”. Nastolatki miały zhańbić rodzinę, nagrywając 52-sekundowy film, który następnie zyskał popularność w internecie. Z policyjnych raportów wynika, że na nagraniu widać, jak trzy młode dziewczyny spędzają czas z młodym mężczyzną w „zacisznym miejscu”. Część mediów podaje, że jedynie rozmawiali, inne z kolei informują, że mężczyzna całował dziewczyny.

Policja informuje, że po śmierci nastolatek, służby próbują zapewnić bezpieczeństwo pozostałym osobom, które pojawiły się na tym nagraniu.

Tam prawa kobiet nie istnieją

Emiracka gazeta „Gulf News” podkreśla, że społeczności mieszkające nieopodal afgańskiej granicy stosują się do bardzo restrykcyjnych zasad plemiennych. Nie istnieją tam prawa kobiet. – W tych społecznościach nie ma miejsca dla dziewcząt i mężczyzn, którzy zniesławiają dobre imię rodziny – przekazał Mohammad Nawaz.

Organizacja Humans Rights Watch wyjaśnia, że zabójstw honorowych dokonuje się najczęściej, gdy kobieta nie zgodzi się na zaaranżowane małżeństwo, jest ofiarą napaści seksualnej bądź gwałtu, dopuściła się lub jest podejrzewana o pozamałżeńskie stosunki seksualne.

HRW wyjaśnia, że czasami motywacje kierujące zabójcami są bardziej trywialne. Kobieta może narazić się nieodpowiednim strojem, bądź nieposłuszeństwem względem rodziny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Porwali i torturowali nastolatkę. Potem doszło do gwałtu

Została porwana, wywieziona do lasu, a tam poddana okrutnym torturom. Śledczy nie mają wątpliwości, że za pobiciem i zgwałceniem 16-letniej dziewczyny stała rodzina z piekła rodem! Zatrzymano matkę i jej dwóch synów!

Gdy nastolatka spotykała się z Piotrem (18 l.), z pewnością nie wiedziała, do czego zdolna jest jego rodzina. Para rozstała się w zgodzie, ale po pewnym czasie jej chłopak znów o sobie przypomniał. Zadzwonił i poprosił o spotkanie. Dziewczyna ufnie udała się na parking w Chełmie (woj. lubelskie), gdzie czekał na nią były chłopak. Niestety nie był sam. W aucie siedziała cała upiorna rodzina: Piotr, jego starszy brat Kacper (23 l.) i ich matka Barbara K. (46 l.). Dziewczyna nie dostrzegła w ich twarzach wrogości i wsiadła do auta. To był wielki błąd.

Auto ruszyło z piskiem opon, a dziewczyna zrozumiała, że utknęła w śmiertelnej pułapce. – Już w samochodzie została pobita. Potem w lesie dali jej łopatę i kazali kopać sobie grób – opowiadają śledczy. Przerażona nastolatka posłusznie wykonywała polecenia. Gdy już upoili się przerażeniem dziewczyny, Kacper K. rzucił się na nią i ją brutalnie zgwałcił. A potem jak gdyby nigdy nic, odwieźli ją do domu i zakazali mówić o tym, co się stało.

Dziewczyna walczyła z traumą i strachem przez kilka dni, ale w końcu opowiedziała bliskim o swoim dramacie. Policja natychmiast zatrzymała Barbarę K. i jej synalków. Będą odpowiadać za pobicie i porwanie, a Kacper K. dodatkowo usłyszał zarzut gwałtu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

71,4% Polaków krytykuje działania rządu ws. pedofilii w Kościele

71,4 proc. Polaków uważa, że działania rządu ws. pedofilii w Kościele są niewystarczające. Jak wynika z najnowszego sondażu IBRiS, najmniej krytyczni są wyborcy Prawa i Sprawiedliwości oraz osoby wierzące i regularnie praktykujące. W sobotę swoją premierę miała „Zabawa w chowanego”, drugi film braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Wywołał on ponowną dyskusję na ten temat.

Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Onetu wynika, że 71,4 proc. badanych uważa, że działania rządu w kwestii pedofilii wśród księży są niewystarczające. Pozytywnie działania władz oceniło 11,1 proc. uczestników badania. 17,5 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.

Sondaż wskazał również, że ocena działań rządu ws. pedofilii w Kościele ma związek z poparciem danej partii politycznej. I tak 90 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-u i Konfederacji ocenia negatywnie pracę rządu w tym temacie. Wśród głosujących na Prawo i Sprawiedliwość 40 proc. twierdzi, że działania władz są niewystarczające, 24 proc. uważa je za wystarczające, a 36 proc. nie chce odpowiadać.

Niewierzący najbardziej krytyczni wobec działań rządu

Z badania wynika, że najmniej krytyczni wobec aktywności rządu dot. pedofilii wśród księży są osoby, które oglądają „Wiadomości” TVP, TVP Info, „Wydarzenia” Polsatu i słuchają radia. Najbardziej krytyczni są natomiast widzowie „Faktów” TVN, TVN24 i Polsat News.

Wśród osób wierzących i regularnie praktykujących 50 proc. uważa, że podejmowane działania są niewystraszające, a 23 proc., że są wystarczające. Najbardziej krytyczne są osoby niewierzące. Aż 96 proc. negatywnie ocenia działania rządu.

Badanie zostało zrealizowane w sobotę 16 maja 2020 roku metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na ogólnopolskiej próbie 1100 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowojorczycy masowo opuszczają miasto z powodu epidemii

Od początku marca do końca kwietnia Nowy Jork opuściło z powodu COVID-19 około 420 tys. osób, głównie zamożnych – poinformował dziennik „New York Times”. Jak podkreśla gazeta, najbogatsze dzielnice, w tym Upper East Side, West Village, SoHo na Manhattanie oraz Brooklyn Heights, opuściło ok. 40 proc. rezydentów. Chociaż byli pośród nich także studenci i uczniowie, którzy z powodu zamknięcia szkół wyjechali do domów, główną część stanowili zamożni ludzie.

Nie każdy może wyjechać. Uciekają głównie bogaci

Ponad połowa mieszkańców ma tam dochody w wysokości ponad 100 tys. dolarów na rodzinę. Prawie jedna na trzy zarabia rocznie ponad 200 tys. dolarów. Jak wynika z sondażu, są to przeważnie biali, prawdopodobnie po wyższych studiach. W okolicach, gdzie mieszkają, płaci się wyższe czynsze i niższe są wskaźniki ubóstwa.

„Im wyższe zarobki w okolicy, tym większe prawdopodobieństwo, że się ją opuści” – podkreśla gazeta, twierdząc, że z miasta wyjechało stosunkowo niewiele osób o średnich dochodach ok. 90 tys. rocznie lub mniej.

„Wszyscy jesteśmy razem”? Nie do końca…

„NYT” wylicza, że zamożni ludzie przenoszą się do okolicznych hrabstw – na wschód do Nassau i Suffolk na Long Island, na zachód do Monroe w Pensylwanii, na południe do Monmouth w New Jersey, na północ do Westchester, a na północny wschód do Fairfield w Connecticut. Chętnie udają się też do Palm Beach na Florydzie.

„Takie kryzysy mają różny wpływ na ludzi w zależności od klasy społecznej. (…) Chociaż istnieje silna retoryka, że „wszyscy jesteśmy razem”, w istocie tak nie jest” – zauważył cytowany przez gazetę profesor historii na New York University (NYU) Kim Phillips-Fein, autor książki o tym, jak Nowy Jork zmienił się podczas kryzysu finansowego w latach 70.
Źródło info i foto: onet.pl