Komisja ds. pedofilii. Psycholog Justyna Kotowska powołana przez prezydenta

Prezydent Andrzej Duda powołał psycholog Justynę Kotowską z Instytutu Psychiatrii i Neurologii Kliniki Psychiatrii Sądowej do państwowej komisji do spraw wyjaśnienia przypadków pedofilii – poinformował rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Komisję powołano w poprzedniej kadencji parlamentu, za czym głosowali politycy koalicji rządzącej i opozycji.

Ustawa o państwowej komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 weszła w życie 26 września 2019 r. Pierwszy raport powinien być opracowany w ciągu roku od tej daty.

Jak powiedział rzecznik Prezydenta, Justyna Kotowska ma „bardzo duże doświadczenie w pracy z osobami, które dopuściły się czynów zabronionych” i będzie świetnie uzupełniała przedstawicieli innych organów, którzy – jak spodziewa się Spychalski – będą powołani w najbliższym czasie.

– Stąd też apel pana prezydenta o to, żeby przedstawiciele Senatu, Sejmu, także przedstawiciel premiera Mateusza Morawieckiego byli powołani jak najszybciej. Tak, żeby komisja do spraw zbadania przypadków pedofilii mogła jak najszybciej rozpocząć prace – powiedział Błażej Spychalski.

Wcześniej w czwartek rzecznik rządu Piotr Müller dopytywany o to, kiedy komisja ta będzie mogła zacząć działać, odpowiedział, że informacja na ten temat „zostanie opublikowana jeszcze w tym tygodniu”. – I tutaj jest determinacja z naszej strony, aby już po tym okresie, kiedy w Polsce były bardzo trudne inne sytuacje, mówię tutaj o epidemii, żeby wreszcie ten organ mógł rozpocząć działalność i zmierzyć się z tym ogromnym problemem – podkreślił Müller.

– Dużym wyzwaniem jest znalezienie osób, które by podjęły się tego trudnego zadania, ponieważ narusza to ogromne interesy i porusza bardzo trudne sprawy, w związku z tym dobór tych osób jest bardzo istotny – mówił. Przypomniał też, że w komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii w Polsce będą przedstawiciele m.in. premiera, prezydenta, parlamentu.

Zgodnie z przepisami komisja ma być organem niezależnym od innych organów władzy państwowej. Ma się składać z siedmiu członków: trzech powołanych przez Sejm większością trzech piątych w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów; jednego powołanego przez Senat większością trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów, a także po jednym członku powołanym przez prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka.

W ostatnich dniach Rzecznik Praw Dziecka na stanowisko członka państwowej komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii powołał dr. hab. Błażeja Kmieciaka.
Źródło info i foto: TVP.info

„Przez rok nie udało się nawet powołać komisji do spraw pedofilii”

Rządząca partia dzisiaj nie ma interesu w tym, żeby rozliczać Kościół, bo Kościół jest jej w jakimś stopniu politycznym sojusznikiem – mówił w TVN24 Marek Sekielski, jeden z twórców filmu „Zabawa w chowanego” o pedofilii w polskim Kościele. Jego zdaniem przez rok od poprzedniego filmu na ten temat „politycy nie zrobili nic w tej sprawie”.

Film braci Tomasza i Marka Sekielskich „Zabawa w chowanego” miał premierę w sobotę 16 maja. 21 maja (czwartek) o godzinie 21.35 wyemituje go stacja TVN. To druga produkcja braci Sekielskich, która dotyczy pedofilii wśród księży. Film przedstawia historię trzech chłopców molestowanych przez księdza Arkadiusza H. Poruszono także kwestię przenoszenia księży, podejrzewanych o molestowanie seksualne nieletnich, do innych parafii.

„Zapowiedzi po poprzednim filmie były bardzo szumne”

W czwartek rano na antenie TVN24 o filmie opowiadał jeden z jego twórców, Marek Sekielski. Wspomniał o tym, że minął rok od powstania poprzedniego filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, a wciąż nie powstała zapowiadana przez polityków komisja do spraw pedofilii.

– To jest wstrząsające tak naprawdę, jak politycy w Polsce zamiast zajmować się realnymi i trudnymi problemami, a przypomnę, że tutaj nie chodzi o jakieś pospolite przestępstwo albo jakieś przekręty tylko o dramat najmłodszych, najbardziej niewinnych osób, o dramat dzieci gwałconych, molestowanych, i ci politycy nie zrobili nic. Zapowiedzi po poprzednim filmie były bardzo szumne, bardzo głośne, a przez rok nie udało się nawet powołać komisji, która miała powstać. Winię za to tutaj nie tylko rządzących obecnie, ale wszystkie inne ugrupowania, bo wszystkie ugrupowania ten temat brały na sztandary rok temu, a po kampanii wyborczej, po wyborach do europarlamentu, wszystkie solidarnie o tym temacie zapomniały – powiedział Sekielski.

Jego zdaniem „rządząca partia dzisiaj nie ma interesu w tym, żeby rozliczać Kościół, bo Kościół jest jej w jakimś stopniu politycznym sojusznikiem”. Ocenił, że to „się pewnie nie wydarzy dopóki nie zmieni się być może władza, która będzie miała na tyle odwagi, żeby po prostu wykonywać swoje obowiązki i po prostu traktować duchownych przestępców i świeckich przestępców na równi”.

„To było zawsze wszystko organizowane z zimną krwią”

Sekielski opowiadał na antenie, co można zobaczyć w filmie „Zabawa w chowanego”. – Pokazujemy w tych filmach kolejny raz, jak w pigułce, jak w Kościele wygląda ta taka chora, korporacyjna lojalność, która nakłania duchownych, i jak widać nie tylko księży, ale również siostry zakonne czy zakrystianki, do tego, żeby przede wszystkim słuchać się proboszcza, biskupa, a nie żyć w prawdzie przed Bogiem, do czego przecież Kościół nawołuje – powiedział.

Marek Sekielski mówił też, że bohaterowie filmu, którzy opowiedzieli w nim o swoich doświadczeniach molestowania, czują się po jego premierze doskonale. – Każdy na swój sposób sobie z tym radzi, natomiast są wszyscy zadowoleni, czują się szczęśliwi, że zrzucili to z siebie, że odważyli się stanąć jakby publicznie i opowiedzieć o swoich historiach – powiedział.

Sekielski zwrócił uwagę, że w rożnych przypadkach molestowania przez księży zawsze powtarzał się ten sam modus operandi – „ksiądz, który był oprawcą, wypracowywał sobie jakiś model postępowania właśnie, żeby się doskonale kryć, model łowienia też tych ofiar, wyciągania ich powoli, cierpliwie”. – To było zawsze wszystko organizowane z zimną krwią, to było przemyślane – dodał.

– Widać było, że ksiądz nabiera doświadczenia z każdą kolejną ofiarą – stwierdził Sekielski. – W zasadzie nigdy się nie dzieje tak, że jakaś osoba, która krzywdzi dzieci, krzywdzi jedną osobę. Na ogół to jest proces, który jak się zaczyna, to on już później nie ma końca. Jak ten ksiądz jest przenoszony z jednej parafii do drugiej, to robi to znowu od początku – wyjaśnił.

Dodał, że schemat przenoszenia księży pedofilów nie jest specyfiką polskiego Kościoła, a podobne historie dzieją się na całym świecie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Po premierze filmu „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Powstanie specjalny zespół, który zajmie się pedofilią w sopockich klubach.

Wiceminister sprawiedliwości zapowiada powołanie specjalnego zespołu, który zajmie się analizą wydarzeń przedstawionych na filmie „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Obraz opowiada o licznych przypadkach pedofilskich, do których miało dochodzić w sopockich klubach. W środę wieczorem TVP wyemitowała film „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Według zapowiedzi, dokument miał obnażyć mechanizmy działania pedofilów związanych z polskim show-biznesem.

W rzeczywistości obraz Latkowskiego skupił się na sprawie samobójstwa 14-letniej Anaid z Gdańska, która w 2015 roku rzuciła się pod pociąg po tym, jak wyznała koleżance, że została zgwałcona. Miała wpaść w sidła stręczycieli z sopockiego klubu „Zatoka Sztuki”. W lokalu nastolatki miały być wykorzystywane seksualne, którym podawano narkotyki i zastraszano je.

To była przykrywka do działań pedofilskich, stręczycielskich czy produkcji prostytutek – wypowiadał się w filmie prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

Wśród oskarżonych w sprawie przestępstw w sopockich klubach jest Krystian W., ps. „Krystek”, medialnie nazywany „łowcą nastolatek”. Sąd skazał go do tej pory jedynie na trzy lata więzienia za brutalne zgwałcenie 16-latki. Oskarżony jest jednak także o szereg przestępstw na 33 młodych dziewczynach. Miało do nich dojść między 2006 a 2015 rokiem, m.in. w Trójmieście, Pucku, Wejherowie i Władysławowie. „Krystkowi” przedstawiono także zarzut w związku z samobójstwem Anaid.

Razem z „Krystkiem” oskarżonych jest także czterech mężczyzn w tym Marcin T., ps. „Turek”, zarządca m.in. „Zatoki Sztuki”. Prokuratura zarzuciła mu popełnienie przestępstw seksualnych wobec pięciu nieletnich dziewczyn. Nie wnioskowano jednak o jego areszt ani nie dostał zakazu opuszczania kraju.

W filmie pokazane jest, że do klubów „Turka” przychodziły znane gwiazdy. Wśród gości lokali wskazano m.in. Kubę Wojewódzkiego z ówczesną partnerką Renatą Kaczoruk, Adama „Nergala” Darskiego, Krzysztofa Skibę, Piotra „Liroya” Marca, Natalię Siwiec czy Blankę Lipińską. Marcin T. miał niektórych znać, a nawet być „przyjacielem”. Nie przedstawiono jednak żadnych dowodów, że którakolwiek z wymienionych osób wiedziała, co dzieje się w lokalu.

Sylwester Latkowski oskarża

Po emisji filmu podczas dyskusji z dziennikarzami TVP Sylwester Latkowski zwrócił się do Borysa Szyca, Kuby Wojewódzkiego i Jarosława Majdana z apelem, by opowiedzieli, co naprawdę działo się w sopockich klubach.

Borys, może czas nie tłumaczyć się tak, jak mi się tłumaczyłeś, że byłeś pijany, że ćpałeś. Chcę, żebyś powiedział, czego byłeś świadkiem? Co robiłeś? Czego nie? Jesteś dobrym aktorem. Czas żebyś powiedział prawdę. Ta sama prośba do Majdana, Wojewódzkiego, do tych dziewczyn i pań, które mignęły w filmie. Co tam się działo? – pytał Latkowski.

Dziennikarz śledczy wymienił także nazwisko reżysera tzw. kina moralnego niepokoju Krzysztofa Zanussiego.

To nie może być tak, jak udało się Krzysztofowi Zanussiemu w 2005 roku, który wybrnął ze sprawy Dworca Centralnego – mówił Latkowski.

Sprawą zajmie się specjalny zespół śledczy

Jak poinformował wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, po emisji filmu zadzwonił do niego minister sprawiedliwości-prokurator generalny Zbigniew Ziobro i polecił powołanie zespołu w Prokuraturze Krajowej, który zajmie się sprawą pedofilii w sopockich klubach.

Taki zespół powstanie w Prokuraturze Krajowej, który przeanalizuje to, co znalazło się w filmie, jak również to co mówił pan po filmie – powiedział Wójcik.

Zapewnił także, że w tej sprawie nie będzie „zamiatania pod dywan”.

Za tej władzy rozpoczęliśmy walkę z pedofilią i w tej konkretnej sprawie zostały postawione zarzuty, skierowane akty oskarżenia i trwają sprawy. Natomiast jeśli gdziekolwiek było jakieś zaniechanie, to obiecuję, że nikt niczego zamiatać pod dywan nie będzie – mówił.

Kuba Wojewódzki zapowiada pozew

Prezenter Kuba Wojewódzki zabrał głos w sprawie emisji filmu. W poście na Facebooku napisał, że Latkowski „w sposób haniebny i kłamliwy” wmieszał go w aferę „Zatoki Sztuki”.

Próba przekonania świata, że bywając tam stawałem się uczestnikiem tamtejszych patologii, tudzież ich cichym wspólnikiem, to absurd i zwykłe przestępstwo. Przez lata bywałem też w budynkach TVP1, co nie czyni ze mnie waszego wspólnika, kłamcy, lokaja władzy i aferzysty – napisał.

Celebryta nazwał Latkowskiego „płatnym medialnym zabójcą” i zarzucił TVP odciąganie uwagi od filmów braci Sekielskich dot. pedofilii w Kościele. Wojewódzki zapowiedział także pozew. Postaram się wyrwać z 2 miliardów złotych dotacji dla tak zwanej telewizji publicznej tyle ile się da – napisał.

Celebryci komentują

Również Natalia Siwiec wydała oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby miała związek z wydarzeniami przedstawianymi w filmie. Użycie naszego wizerunku i sugerowanie nieprawdziwych i kłamliwych informacji na nasz temat ma na celu wywołanie kontrowersji i sensacji, co w konsekwencji ma na celu promocję dokumentu „Nie się nie stało” – podkreślono.

Celebrytka tłumaczy, że w klubie „Zatoka Sztuki” organizowały eventy znane marki, które ich tam zapraszały i udział „miał charakter komercyjny”.

Do oskarżeń odniósł się także były piłkarz Radosław Majdan, który zaprzeczył kontaktom z właścicielami „Zatoki Sztuki” lub osobami oskarżanymi powiązanymi z klubem.

„Co więcej, nie byłem bywalcem tego miejsca. Pan Sylwester Latkowski w sposób kłamliwy i bez żadnych podstaw wplątał mnie w tak bulwersującą sprawę. Zakładam, że wymienienie mojego nazwiska w trakcie łączenia na żywo po emisji filmu wynikało z rozemocjonowania i stanowiło oczywistą pomyłkę” – napisał Majdan.

„Zaznaczył, że oczekuje sprostowania. W innym razie kieruję sprawę na drogę sądową” – napisał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Schwytano przywódcę Państwa Islamskiego. Był typowany na następcę al-Baghdadiego

Władze Iraku ogłosiły schwytanie jednego z przywódców ISIS. Iracki wywiad uważa, że Abdulnasser al-Qirdash był następcą zabitego w październiku Abu Bakr al-Baghdadiego. W nalotach irackich służb na kryjówki ISIS miało zginąć „wielu” innych terrorystów.

Przywódca ISIS aresztowany w Iraku. Iracki wywiad triumfalnie ogłosił schwytanie jednej z najważniejszych postaci w Daesz po śmierci lidera organizacji, Abu Bakr al-Baghdadiego. W irackich nalotach na kryjówki ISIS zginęło ponoć „wielu” innych członków ISIS.

Dziś terrorysta o imieniu Abdulnasser al-Qirdash, kandydat na następcę przestępcy al-Baghdadiego, został aresztowany. Zatrzymanie nastąpiło po dokładnym wywiadzie – napisano w komunikacie Irackiej Narodowej Służby Wywiadowczej.

Irakijczycy nie podają szczegółów akcji. Nie wiadomo, gdzie ukrywał się Abdulnasser al-Qirdash, ani w jaki sposób irackie służby wpadły na jego trop. Do komunikatu wywiadu dołączono zdjęcia przedstawiające ponurego al-Qirdasha w kraciastej koszuli, a potem pokazano go w stroju więziennym.

Według arabskich mediów Al-Qirdash był szefem „komitetu negocjacyjnego” ISIS. Był ważną postacią w Al-Kaidzie jeszcze przed powstaniem tzw. Państwa Islamskiego. Dowodził islamistami w bitwie o Al-Baghuz Faukani w Syrii – ostatnią enklawę ISIS – w lutym 2019 roku.
Źródło info i foto: o2.pl

Łukasz Szumowski odpiera atak jakoby miał czerpać korzyści majątkowe z zakupu maseczek ochronnych

– To totalny absurd. (…) Nie czerpałem korzyści z żadnej transakcji – oświadczył minister zdrowia Łukasz Szumowski, pytany w Polsat News o to, czy czerpał korzyści z zakupu 5 milionów maseczek. Szumowski podkreślił, że na początku epidemii koronawirusa, gdy były problemy z zaopatrzeniem w sprzęt ochronny, „wiele osób, w tym politycy, wysyłali SMS-y do Ministerstwa Zdrowia. – Uważam, że robili to w dobrej wierze – dodał.

– To totalny absurd. (…) Nie czerpałem korzyści z żadnej transakcji – oświadczył minister zdrowia Łukasz Szumowski, pytany w Polsat News o to, czy czerpał korzyści z zakupu 5 mln maseczek.

– Gdybym nie kupił maseczek i poumieraliby medycy, natychmiast zostałbym oskarżony, że mam krew na rękach – mówił szef MZ.

Minister zapewniał, że przez objęciem stanowiska w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego poinformował ówczesnego ministra Jarosława Gowina o działalności swojego brata. – Nie dotykałem się żadnej sprawy związanej z NCBiR. (…) NCBiR nie leżał w moich kompetencjach – podkreślał.

„Awanturnictwo” posłów PO

Szumowski był też pytany o pojawienie się posłów PO na środowej konferencji wiceministra Cieszyńskiego. – Zadziwia mnie brak kultury. Takie zachowania posłów, wchodzenie na cudzą konferencję, blokowanie wejścia do ministerstwa to trochę jest awanturnictwo – powiedział minister zdrowia.

„Będą wybuchały ogniska koronawirusa”

Szumowski był też pytany o środowy wzrost nowych przypadków zakażeń koronawirusem. – Jeślibyśmy pominęli ognisko w kopalniach, to w pozostałych regionach epidemia zaczyna wygasać. (…) Jeśli zakończymy wymazywanie wśród górników, liczby spadną gwałtownie – powiedział minister.

Szumowski został też zapytany o wybuch ogniska zakażeń koronawirusem w zakładach meblarskich w powiecie kępińskim, w Wielkopolsce i o to, czy należy spodziewać się wybuchu kolejnych takich ognisk.

– Będą wybuchały ogniska i tak będzie nie tylko w najbliższych dniach, ale będzie tak w najbliższych miesiącach, dopóki nie zlikwidujemy koronawirusa. Te ogniska będą się pojawiały – odpowiedział minister.

„Biała księga epidemii COVID-19”

Szumowski w Polsat News został zapytany też o „białą księgę epidemii COVID-19″. Chodzi o deklarację prezydenta Warszawy i kandydata Koalicji Obywatelskiej Rafała Trzaskowskiego, który zapowiedział, że jeżeli zostanie prezydentem RP, to przeprowadzi niezależny audyt działań prowadzonych – m.in. przez rząd – w walce z epidemią koronawirusa.

Odpowiadając na pytanie, czy jako członek rządu i szef MZ, boi się wyników takiego raportu, Szumowski odpowiedział: – Skądże. Ja chętnie będę współpracował przy powstawaniu takiego raportu, bo myślę, że ten raport pokaże jedno (…) – taka księga powinna wyraźnie powiedzieć, że bardzo szybkie decyzje rządu, odważne decyzje premiera (…) doprowadziły do tego, że każdy pacjent chory na COVID-19 w Polsce ma prawo do leczenia, ma szanse na leczenie, ma czekający na niego respirator i nie ma możliwości, żeby komuś odmówiono”. „To są efekty tych działań” – dodał.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: 37-latek zamordował byłą partnerkę i jej córki

Tragedia w mieście St. Matthews w Południowej Karolinie (Stany Zjednoczone). Mężczyzna zastrzelił swoją byłą partnerkę i jej dwie córki. Powodem miała być zazdrość. Jak poinformowała lokalna policja, 37-latek dowiedziawszy się, że jego była partnerka wybrała się na plażę z innym mężczyzną, pojechał do jej domu. Zastał kobietę przed budynkiem i tam zaczął dusić.

Kiedy na pomoc matce rzuciła się jedna z jej czterech córek, mężczyzna wyciągnął broń i najpierw zastrzelił byłą partnerkę, a potem 12-latkę. Potem wycelował w 18-latkę, postrzelił ją w ramię, gdy uciekała do sąsiadów. Później 18-latka była świadkiem, jak mężczyzna ściga 15-letnią dziewczynę i wbiega za nią do ich domu.

Jak poinformowała policja, 15-latka została znaleziona martwa. W domu znaleziono też martwego napastnika, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo.
Źródło info i foto: TVP.info

10 tys. zł kary za happening artystów przed Sejmem. Sanepid odpuści ukaranym?

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje ws. dwóch uczestników happeningu przed Sejmem ws. wyborów 10 maja, którzy dostali po 10 tys. zł kary. Zdaniem RPO jest ona „rażąco surowa i niesprawiedliwa”. Jak dowiedział się polsatnews.pl, wniosków o ukaranie aktywistów było więcej. Inspektor sanitarna wstrzymała wydanie decyzji w ich sprawie i analizuje decyzje o już nałożonych karach. 6 maja, gdy Sejm zajmował się projektem ustawy ws. wyborów korespondencyjnych, ulicami Warszawy przeszła grupa artystów, która protestowała przeciwko głosowaniu 10 maja.

Ich działanie nawiązywało do akcji „List” Tadeusza Kantora z 1967 roku. Grupa dziesięciorga artystów sprzed gmachu Poczty Głównej przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie przeszła przed Sejm. Siedmioro z nich niosło 14-metrowy transparent wyglądający jak list. Był on opatrzony napisem „Żyć nie, umierać”.

– Starannie przygotowaliśmy się do tej akcji. Zachowywaliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa i dwumetrowe odstępy – powiedziała polsatnews.pl Marta Czyż, jedna z artystek.

„W notatce policyjnej było 2,36 m”

– Nam chciano dać mandaty po 100 zł za nielegalne zgromadzenie. Nie przyjęliśmy ich, bo byliśmy w pracy. Sprawa najpewniej wyląduje w sądzie – dodała.

Druga sprawa, to zachowanie odległości. Jak podkreśliła Czyż, w czasie happeningu policjanci zmierzyli odstępy pomiędzy uczestnikami zgromadzenia. Według jej relacji, w policyjnej notatce zapisano odległość 2,36 m.

Jednak w sobotę dwóch uczestników happeningu zostało ukaranych karą administracyjną w wysokości 10 tys. zł za „nieprzestrzeganie nakazu przemieszczania się w odległości nie mniejszej niż dwa metry od siebie”. Decyzję wydał sanepid na wniosek policji.

– W sobotę rano, przed godz. 10 usłyszałem dzwonienie i walenie policjantów do moich drzwi. Było dwóch funkcjonariuszy, przekazali mi pismo i poinformowali, że wszystko jest nagrywane – powiedział polsatnews.pl Paweł Żukowski. Jak dodał, z dokumentu dowiedział się, że został ukarany za nieprzestrzeganie dwumetrowego odstępu.

„Kara może zostać uznana za niezgodną z konstytucją”

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Jak zauważył, „z wszystkich relacji wynika, że uczestnicy akcji stosowali się do przepisów sanitarnych (obowiązek zachowania 2 metrów odstępu, obowiązek zasłaniania twarzy)”.

„Widać to też na opublikowanym przez dziennikarzy nagraniu. Tym bardziej sposób potraktowania tych obywateli przez przedstawicieli państwa musi budzić wątpliwości” – dodał.

RPO podkreślił, że „ma świadomość znaczenia wprowadzonego zakazu organizacji zgromadzeń oraz ograniczeń w przemieszczaniu się w związku z obowiązującym stanem epidemii”. Niemniej – zauważył – całkowity zakaz budzi wątpliwości, ponieważ może prowadzić w praktyce do naruszenia istoty konstytucyjnego prawa do zgromadzeń.

„Kara nałożona przez Sanepid wydaje się w opisanej sytuacji rażąco surowa i niesprawiedliwa, a tym samym może zostać uznana za niezgodną z konstytucyjnym standardem określonym w art. 31 ust. 3 Konstytucji w związku z jej nieproporcjonalnością” – podkreślił Rzecznik.

Interwencje zapowiadają także politycy Lewicy. – Złożymy interpelację, pismo do Głównego Inspektoratu Sanitarnego z prośbą o wyjaśnienie. Z filmów dostępnych w mediach społecznościowych widać, że uczestnicy zgromadzenia zachowywali odstęp – przekazała Magdalena Biejat z Partii Razem.

„Może je uchylić”

Jak dowiedział się polsatnews.pl, policjanci wystąpili o ukaranie nie dwóch, a kilku aktywistów protestujących z 6 maja. Powiatowa inspektor, Jadwiga Mędelewska, wstrzymała jednak decyzje ws. pozostałych wniosków – usłyszeliśmy od rzeczniczki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie Joanny Narożniak.

– Pani inspektor zajęła się osobiście wnioskami ws. ukaranych już osób. Może kary podtrzymać lub je uchylić – dodała Narożniak.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sprawę porwania sprzed 26 lat wyjaśnią badania DNA

Czy zagadka tajemniczego zniknięcia dziecka sprzed 26 lat w końcu zostanie rozwiązana? Wiele na to wskazuje! Za oceanem odnalazła się 27-letnia Amerykanka, która twierdzi, że może być zaginioną w latach 90. Moniką Bielawską z Legnicy (woj. dolnośląskie). Dziewczynka zniknęła wraz z wózkiem spod apteki, a za winnego uprowadzenia i sprzedaży dziecka uznano jej ojca. Robert B. (46 l.) odbywa karę 15 lat więzienia.

Kolejne lata życie mamy i babci Moniki przepełniała rozdzierająca serce tęsknota. I nadzieja, że Monika się znajdzie. Teraz okazuje się, że nigdy nie można jej tracić! Możliwe, że niebawem mama i babcia ucałują swoją Monisię!

Po raz ostatni widziały ją 16 lipca 1994 roku. Dziś to już dorosła kobieta, a w dodatku Amerykanka, która nie mówi po polsku. Kelly, bo takie imię otrzymała w drugim życiu, gdy tylko dowiedziała się, że jest adoptowana, postanowiła poznać swoją historię. Za pośrednictwem portali o osobach zaginionych, a potem dzięki międzynarodowej współpracy policji, trop doprowadził ją do Legnicy. Kelly mogła też porównać swoją twarz z portretem Moniki, wykonanym przez policyjnych ekspertów. W 2010 roku odtworzyli wygląd twarzy – wtedy 17-letniej zaginionej dziewczynki.

– Na razie ja, podobnie jak Magdalena (mama Moniki Bielawskiej – przyp. red.) chcemy zatrzymać szczegóły dla siebie – powiedziała Faktowi Kelly. Więcej będzie mogła wyjawić z pewnością dopiero po wynikach testów DNA, które napiszą zakończenie tej sensacyjnej historii. A ta nawet w części nie rozwinęłaby się do tego etapu, gdyby nie internet i wsparcie ludzi, zaangażowanych w poszukiwanie osób zaginionych.

Nieoceniona moc internetu

Jedną ze stron, która udostępniła historię zaginionej Moniki Bielawskiej był facebookowy fanepage „Zaginieni przed laty”. W zeszłym miesiącu do administratorów strony odezwała się Kelly, która prawdopodobnie jest porwaną dziewczynką. – Stare sprawy staramy się przypominać jak najczęściej. Dzięki internautom, którzy udostępniają takie wiadomości, może stać się cud. Te zdjęcia zaginionych trafiają do odbiorców na całym świecie – mówi Faktowi Iwona Modliborska, administratorka strony. – Właśnie w ten sposób Monika poznała siebie na fotografiach i ruszyła dalej sprawę przez międzynarodową organizację policjantów Interpol – dodaje pani Iwona.

Obecnie w kontakcie z Kelly są administratorzy profilu „Zaginęła/Zaginął Cała Polska”, których wsparcie okazało się nieocenione w poszukiwaniach. To właśnie za ich pośrednictwem Kelly teraz kontaktuje się z mediami.

Ojciec Moniki nadal jest w więzieniu

Monikę (1,5 r.) ostatnio widziano 16 lipca 1994 roku. Tego dnia ojciec dziewczynki, Robert B. (46 l.), poszedł do legnickiej apteki wspólnie z córeczką i teściami. W pewnym momencie mężczyzna i wnuczka zniknęli dziadkom z oczu. Robert B. przepadł jak kamień w wodę.

Wrócił po kilku dniach, ale bez Moniki. Później uciekł za granicę. W 1997 roku odbyła się jego ekstradycja do Polski z Wiednia. Podczas przesłuchań często zmieniał wersję wydarzeń. Mówił, że sprzedał córkę na targowisku, że zginęła w wypadku samochodowym, wreszcie – że wypadła mu z wózka i zmarła. W 1998 roku wyszedł z aresztu i miał odpowiadać z wolnej stopy, ale znów uciekł.

W 2008 roku skontaktował się z wymiarem sprawiedliwości przez swojego adwokata, chcąc wyjaśnić sprawę. Sąd Okręgowy w Legnicy nie dał wiary jego tłumaczeniom i uznał, że jest winny uprowadzenia i sprzedania Moniki. Roberta B. skazano na 15 lat więzienia. Zanim wyrok się uprawomocnił, znów uciekł z kraju. 12 września 2013 roku został wreszcie schwytany przez policję w Austrii. Siedzi w więzieniu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zatrzymano poszukiwanego pseudokibica. Ukrywał się 4 lata

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Pseudokibiców zatrzymali poszukiwanego 37-latka, który od 4 lat ukrywał się przed organami ścigania. Mężczyzna za chuligańskie pobicie ma spędzić w zakładzie karnym 2 lata i 10 miesięcy.

Policjanci od pewnego czasu „deptali po piętach” poszukiwanemu pseudokibicowi jednej z łódzkich drużyn piłkarskich, który ukrywał się przed organami ścigania. 37-latek w 2015 roku został prawomocnie skazany za pobicie o charakterze chuligańskim, do którego doszło w lutym 2011 roku. Od tego czasu mężczyzna zmieniał adresy zamieszkania, aby nie trafić za kratki.

W rezultacie funkcjonariusze ustalili, że może przebywać w domu jednorodzinnym w gminie Andrespol. – Funkcjonariusze poprzedzili akcję odpowiednim rozpoznaniem, zdając sobie sprawę, że poszukiwany będzie próbował uciekać. 20 lutego 2020 roku wczesnym rankiem, policjanci pojawili się pod drzwiami wytypowanej posesji. Drzwi otworzyła żona 37-latka, twierdząc że męża nie ma w domu. W tym czasie poszukiwany przez jedno z okien na I piętrze wyskoczył na dach garażu z zamysłem ucieczki na sąsiednią posesję. Nie spodziewał się jednak, że stoją tam policjanci z grupy realizacyjnej Wydziału Kryminalnego KWP w Łodzi. Poszukiwany widząc, że nie uniknie zatrzymania, szybko odstąpił od zamiaru ucieczki i wrócił do domu. Oddał się w ręce oczekujących funkcjonariuszy. Przyznał, że wizyta stróżów prawa jest dla niego kompletnym zaskoczeniem. Jak stwierdził od pewnego czasu jest bezrobotny – opisuje policja.

37-latek w przeszłości był wielokrotnie notowany między innymi za pobicia i udział w tzw. ustawkach, jak również w zorganizowanej grupie przestępczej. Bezpośrednio po zatrzymaniu trafił do celi aresztu śledczego. Za kratami może spędzić prawie 3 lata.
Źródło info i foto: se.pl

Donald Trump o „niekompetencji Chin” i „masowym zabójstwie”

Donald Trump po raz kolejny oskarża Chiny w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. – To „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie! – napisał na Twitterze prezydent USA. „The Washington Post” podkreśla, że polityk wykorzystuje koronawirusa w kampanii wyborczej. Donald Trump w środę po raz kolejny zaatakował Chiny w kontekście pandemii koronawirusa.

„Ktoś w Chinach wydał oświadczenie obwiniające wszystkich poza Chinami za wirusa, który zabił setki tysięcy ludzi. Proszę wytłumaczyć temu głupkowi, że to „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie!” – napisał na Twitterze amerykański prezydent.

To już kolejne mocne stwierdzenie Donalda Trumpa ws. sytuacji związanej z epidemią koronawirusa. We wtorek np. prezydent Stanów Zjednoczonych nazywał Światową Organizację Zdrowia (WHO) „marionetką Chin” i zagroził wycofaniem się z jej finansowania na stałe. USA to największy pojedynczy płatnik WHO, który zasila blisko 15 proc. jej budżetu. W 2019 roku było to ponad 400 milionów dolarów.

Jak podaje „The Washington Post”, również sekretarz stanu USA Mike Pompeo potępił Chiny jako „brutalny reżim autorytarny” i określił ich relacje z dyrektorem WHO jako „niepokojące”. Dziennik podkreśla jednak, że Trump wykorzystuje temat pandemii koronawirusa w swojej kampanii wyborczej.

Stany Zjednoczone twierdzą, że zarówno Chiny, jak i WHO zbyt późno informowały o wirusie. Z tego powodu prezydent Donald Trump zawiesił amerykańską składkę do WHO. Obecnie liczba zachorowań na COVID-19 na świecie przekroczyła już 5 milionów. Poinformowali o tym naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Maryland, którzy zajmują się monitorowaniem pandemii. Liczba ofiar na całym świecie to obecnie 326 tysięcy, a wyleczyć udało się niemal 2 miliony osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl