Tragedia na Śląsku. Znaleziono zatopiony samochód. Nie żyje 60-latek

Tragedia nad zalewem Pogoria w Będzinie w Śląskiem. Rowerzysta zauważył tam rano zatopiony samochód. Wezwani na miejsce strażacy wyciągnęli z wody mężczyznę. 60-latka nie udało się uratować. Rano nad zalewem Pogoria w Będzinie rowerzysta zauważył zatopiony samochód. Na miejsce zostali wezwani strażacy, oni rozpoczęli akcje ratunkową. Niestety – nie udało się uratować 60-letniego mężczyzny.

Nie wiemy, jak doszło do tego zdarzenia. W tej chwili trudno ocenić, czy był to nieszczęśliwy wypadek czy np. celowe działanie samobójcze – powiedział PAP oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Będzinie kom. Paweł Łotocki.

Samochód znajdował się ok. 20 metrów od brzegu zbiornika, w pobliżu ścieżki przeznaczonej dla pieszych i rowerzystów, zamkniętej dla ruchu kołowego. Auto ma częściowo zgnieciony dach. Płetwonurkowie sprawdzali, czy ktoś jeszcze mógł znajdować się w zatopionym aucie. Na miejscu pracowało ok. 20 strażaków z siedmiu zastępów, a także policjanci i załoga pogotowia ratunkowego. Postępowanie w tej sprawie będzie prowadzone pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaatakował niedźwiedzia w warszawskim zoo. Dobrowolnie poddał się karze

Dwa lata ograniczenia wolności i 5 tys. złotych nawiązki – takim karom dobrowolnie poddał się mężczyzna, który 21 maja wtargnął na wybieg dla niedźwiedzi w warszawskim zoo – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Ograniczenie wolności będzie polegało na świadczeniu prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Nawiązka ma być wpłacona na cele związane z ochroną zwierząt. Mężczyzna zobowiązał się też do powstrzymania od picia alkoholu.

W piątek (22 maja) mężczyzna usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami – tak zinterpretowano podtapianie niedźwiedzicy. Drugi przedstawiony mu zarzut dotyczył naruszenia miru domowego. 23-latek nie miał maseczki, więc sanepid zdecyduje o karze finansowej, która może wynieść od 5 do 30 tysięcy złotych.

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna wtargnął na wybieg, a następnie wskoczył do znajdującej się tam fosy. Wtedy niedźwiedź także wskoczył do wody. 23-latek szarpał się ze zwierzęciem i podtapiał je. Okazało się, że mężczyzna miał około półtora promila alkoholu w organizmie.
Źródło info i foto: interia.pl

W filmie braci Sekielskich „zobaczył siebie”. Złoży zawiadomienie do prokuratury

Chce zachować anonimowość, ale nie zamierza dłużej milczeć. Obejrzał film dokumentalny „Zabawa w chowanego” i w tej historii dostrzegł własne doświadczenia. Około 40-letni mężczyzna twierdzi, że tak jak bohaterowie filmu braci Sekielskich, też jest ofiarą księdza Arkadiusza H.

Po głośnym filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” zgłosiła się kolejna osoba, która, jak twierdzi, również była ofiarą ks. Arkadiusza H. To około 40-letni mężczyzna, który chce zachować anonimowość. Nie jest mieszkańcem żadnej z miejscowości, których nazwy pojawiają się filmie Sekielskich.

Z relacji mężczyzny wynika, że do wykorzystywania seksualnego miało dojść w latach 90., gdy w jednej z parafii był ministrantem oraz członkiem młodzieżowej grupy kościelnej. Przez lata milczał, ale po obejrzeniu filmu i spotkaniu z jego bohaterami, uświadomił sobie, że to, co go spotkało w młodości, jest bardzo podobne do tego, o czym oni mówili.

– W trakcie tej rozmowy był bardzo poruszony. Mówił, że zobaczył siebie. Bardzo trudno było mu o tym mówić. Bardzo mocno się wstydził, ale Bartek i Jakub (bohaterowie filmu – przyp. red.) dali mu przykład o tym, że można o tym mówić po latach. I, że absolutnie nie jest jakimś negatywnym bohaterem tej sytuacji. Potrzebuje tego, żeby domknąć pewien rozdział w swoim życiu – mówi adwokat Artur Nowak, pełnomocnik pokrzywdzonego.

Jak poinformował Nowak, jeszcze dziś do Prokuratury Rejonowej w Pleszewie wpłynie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Arkadiusza H. Zarówno pełnomocnik jak i ofiara mają świadomość, że upływ czasu spowodował przedawnienie, ale to nie ma dla ofiary znaczenia. Mężczyzna chce przekazać prokuraturze wszystko, co wie.

Nowy film Sekielskich

W sobotę na YouTube miał premierę drugi film dokumentalny Tomasza i Marka Sekielskich o pedofilii wśród księży. „Zabawa w chowanego” skupia się na historii trzech molestowanych przez jednego księdza chłopców: braci Bartłomieja i Jakuba Pankowiaków oraz Andrzeja Hurnego.

W „Zabawie w chowanego” poruszono także kwestię przenoszenia księży, podejrzewanych o molestowanie seksualne nieletnich, do innych parafii – nie tylko Arkadiusza H. Jego sprawa toczy się w prokuraturze, a on sam pozostaje na wolności – z dnia na dzień został przeniesiony do pracy w szpitalu.

Film jest dostępny za darmo w internecie na oficjalnym kanale YouTube Tomasza Sekielskiego. Został on w całości sfinansowany za pieniądze pozyskane ze zbiórki.

Przenoszony z parafii do parafii

W sprawie ks. Arkadiusz H. głos zabrała Prokuratura Krajowa. W komunikacie z 16 maja, poinformowała, że Arkadiuszowi H. został we wrześniu 2019 roku postawiony zarzut dopuszczenia się wobec osoby małoletniej innych czynności seksualnych. Jest to przestępstwo z artykułu 200 par. 1 Kodeksu karnego, za które grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

„Postępowanie w sprawie Arkadiusza H. zostało zainicjowane zawiadomieniem, które wpłynęło do prokuratury w grudniu 2018 roku. Dotyczyło przestępstwa, do którego miało dojść 20 lat wcześniej. Prokuratura niezwłocznie, już po dwóch dniach, zwróciła się do Kurii Diecezjalnej w Kaliszu o udostępnienie akt personalnych Arkadiusza H. wraz z dokumentacją przebiegu i miejsc świadczenia posługi kapłańskiej” – czytamy w komunikacie.

Jak przekazała PK, w śledztwie przesłuchano 35 świadków, niektórych wielokrotnie, zgromadzono liczne opinie biegłych i materiał dowodowy w postaci nagrań obciążających duchownego. Efektem postępowania – podała prokuratura – jest również ujawnienie kolejnych sześciu osób, wobec których Arkadiusz H. miał się ponad 20 lat temu dopuścić przestępstw o charakterze seksualnym.

Prokuratura napisała w komunikacie, że „nieprawdą jest natomiast podana w filmie informacja jakoby jednostki prokuratury nie miały swobody w prowadzeniu postępowań dotyczących przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo w Nowym Dworze Gdańskim. Oprawca interesował się okultyzmem, kanibalizmem

23-letnia Paulina zginęła z rąk swojego byłego chłopaka. Patryk D. ściągnął ją do Nowego Dworu Gdańskiego i udusił, a następnie poćwiartował jej ciało i zakopał w różnych miejscach. Prawdę ukrywał przez dwa miesiące. – Ktoś mówił, że częściowo ściągnął z niej skórę, że pocięta była, że włożył w worki, gdzieś pozakopywał. Głowy nie mogli znaleźć – rozpacza matka Pauliny. Reportaż „Interwencji”.

Paulina Pianka miała 23 lata. Pochodziła z Balik – niewielkiej wsi koło Łomży w Podlaskiem. Wychowała się w rolniczej rodzinie, ale zawsze marzyła o tym, aby zamieszkać w mieście. Kilka lat temu przez internet poznała chłopaka z Pomorza, mieszkańca Nowego Dworu Gdańskiego – Patryka D.

– My już mieliśmy tyle tych telewizji, tyle wszystkiego, ja naprawdę nie mam ochoty rozmawiać. Proszę mnie nie kamerować – mówi ojciec Patryka D. reporterom „Interwencji”.

„Chciał do jakiegoś bractwa rycerskiego należeć”

– Przyjeżdżając tutaj był normalnym chłopakiem. Widać było, że byli zadowoleni, szczęśliwi, razem chodzili nad rzekę, na spacery… Zbierał jakieś takie te bronie, miecze, siekiery. Chciał do jakiegoś bractwa rycerskiego należeć. Jedną rzeczą, co powiedzmy tak odpychało Paulę od niego, to było, że chodząc na te spacery rozcinał żaby. Po prostu chlast i ta żaba się rozcinała. Nie robiło to na nim żadnego wrażenia – opowiada Ewa Pianka, matka zamordowanej Pauliny.

– To był chłopak taki, który stronił gdzieś tam od znajomości, który nie miał jakichś tam szczególnych kontaktów ze swoimi rówieśnikami. Jest jeszcze profil na Pintereście. Mamy tu takie „ciekawe” obrazki: wojowników, miecze, kryształy… Rzeczy związane z okultyzmem, kanibalizmem – mówi Edyta Kozakiewicz z portalu zulawytv.pl.

Świadkowie twierdzą, że Patryk starał się kontrolować Paulinę, nawet na odległość, ale ona zdawała sobie z tego sprawę.

– Bez przerwy było pisane, on wiedział wszystko. A czy najadłaś się, a czy się ubrałaś – wiedział wszystko. Wiedział dokładnie, gdzie jest i co robi – opowiada Ewa Pianka, matka Pauliny w rozmowie z „Interwencją”.

Nie pogodził się z odejściem Pauliny

Wiosną zeszłego roku Paulina zerwała z Patrykiem. Kilka miesięcy później wyprowadziła się też z rodzinnego domu. Wyjechała do Warszawy. Razem z koleżanką wynajęła mieszkanie na Białołęce. Patryk nigdy nie pogodził się jednak z tym, że dziewczyna postanowiła od niego odejść.

– Od czerwca radykalnie zmienił swoje zachowanie w stosunku do niej, chciał żeby ona mu znowu zaufała, żeby do niego wróciła – twierdzi Anita Suchińska Miszczuk, administratorka strony „Gdziekolwiek jesteś” na Facebooku.

– Ona próbowała sobie ułożyć życie w tej Warszawie, spotkała jakiegoś chłopaka, który ją zawiódł… i to było chyba na chwilę przed tym, jak ona tutaj przyjechała – relacjonuje Edyta Kozakiewicz z portalu zulawytv.pl.

– Uważam, że przyjechał po nią z Gdańska, zawiózł na wieś i zamordował tam. Tej samej nocy – dodaje Krzysztof Pianka, ojciec Pauliny.

Zniknęła po sprzeczce ze współlokatorką

Jest 7 marca tego roku. Wieczorem pomiędzy Pauliną a jej współlokatorką dochodzi do sprzeczki. Paulina pakuje kilka ubrań i w pośpiechu wychodzi z domu. Chwilę później… po prostu znika.

– Była widziana w Nowym Dworze Gdańskim, służby też ustaliły, że ona tutaj była… Szła z walizką w towarzystwie Patryka – mówi Edyta Kozakiewicz z portalu zulawytv.pl.

Ewa Pianka cytuje ostatniego SMS-a, którego otrzymała 8 marca tuż przed godziną 18.

„Mieszkanie mamy na teraz, chcę trochę czasu dla siebie. Byłabym wdzięczna za jakieś dwa miesiące bez kontaktu”.

Rodzice Pauliny uważają, że to nie ich córka wysłała tę wiadomość, a Patryk. Ten relacjonuje policji, że spotkał się z dziewczyną, ale rozstali się w lesie.

Morderca „pękł” po dwóch miesiącach

– Nie ma ciała, sprawca się nie przyznaje, więc podejrzewam, że policjanci nie mogą zrobić nic więcej. Mogą tylko czekać, mogą wyjaśniać jakieś tam okoliczności, czekać, aż popełni błąd albo ewentualnie coś gdzieś wypłynie – komentuje Edyta Kozakiewicz z portalu zulawytv.pl.

Poszukiwania Pauliny trwały dwa miesiące. 30 kwietnia w sprawie nastąpił nieoczekiwany przełom. W rozmowie z policjantami Patryk pękł. Przyznał się do zamordowania Pauliny. Pokazał też miejsce, w którym ukrył jej szczątki.

– Powiedzieli, że znaleźli zwłoki, prawdopodobnie naszej córki i nie będziemy mogli tego zobaczyć osobiście, za bardzo zmasakrowane. Były ukryte w promieniu jednego kilometra. Po prostu szedł, co jakiś czas wykopał dół i wkładał następną część. To miało być zabójstwo doskonałe. Tak powiedział policji – mówi Krzysztof Pianka, tata Pauliny.

– Udusił ją, ktoś mówił, że częściowo skórę z niej ściągnął, że pocięta była, że włożył w worki, gdzieś pozakopywał. Głowy nie mogli znaleźć – rozpacza mama Pauliny.

– Nie mogę tego w tej chwili potwierdzić ani zaprzeczyć temu, natomiast… Nie dementuję, ale… nie chcę powodować, że po mojej wypowiedzi pojawią się jakieś kolejne informacje – odpowiada Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

„Mógłby chcieć spróbować jeszcze raz”

– Być może nagrywał, bo chciał mieć z tego zabójstwa pamiątkę, która będzie mu potem służyła do przeżywania na nowo aktu morderstwa. Uważam, że gdyby pozostał na wolności, mógłby chcieć je powtórzyć za jakiś czas – komentuje Łukasz Wroński z Centrum Psychologii Kryminalnej.

Patryk D. został aresztowany na trzy miesiące. Za zamordowanie Pauliny grozi mu dożywocie. Wcześniej najprawdopodobniej trafi jednak na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Tam biegli zadecydują, czy dwudziestolatek kiedykolwiek odpowie za swoją zbrodnię.

– Sprawca, który popełnił tego typu zbrodnię i miało to związek z jego fantazjami, po wyjściu, nawet po 25 latach, może dalej popełniać tego typu zbrodnie – uważa Łukasz Wroński z Centrum Psychologii Kryminalnej.

– Jeżeli wyjdziesz stamtąd… pod jakimkolwiek pozorem… zrobię to samo, co ty z moją córką. Pamiętaj o tym – dodaje Krzysztof Pianka, ojciec zamordowanej Pauliny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Po premierze filmu braci Sekielskich biskup Edward Janiak odsunięty od uroczystości

Film braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” wywołał tysiące reakcji. Jednym z głównych bohaterów jest biskup Edward Janiak z Kalisza. Jeszcze wczoraj mówiło się o tym, że duchowny będzie dzisiaj (23 maja) udzielał święceń kapłańskich, co zbulwersowało między innymi mieszkańców Kalisza. Kuria najpierw nie miała nic przeciwko, by biskup Janiak udzielił święceń, wkrótce jednak biuro prasowe archidiecezji warszawskiej poinformowało o odsunięciu go od prowadzenia tej uroczystości.

W najbliższą sobotę (23 maja) o godz. 11:00 w katedrze w Kaliszu odbędą się święcenia kapłańskie. Udzielić ich miał biskup Edward Janiak, który jest jednym z bohaterów filmu „Zabawa w chowanego”.

Film braci Sekielskich pokazał, że biskup z Kalisza nie reagował na informacje o pedofilskich czynach księży. Sprawą zainteresował się abp Wojciech Polak, który zgłosił się z prośbą do Watykanu o wszczęcie postępowania dotyczącego zaniechania działania. Reporterowi „Super Expressu” udało się skontaktować z kurią w Kaliszu. Co usłyszeliśmy?

– Tak, biskup Edward Janiak będzie udzielał święceń kapłańskich w kaliskiej katedrze – powiedział lakonicznie Super Expressowi ks. kanonik mgr lic. Marcin Papuziński, rzecznik kaliskiej kurii.

Duchowny był wyraźnie niezadowolony z faktu, że informacja o obecności biskupa Janiaka przedostała się do mediów.

– Będzie to czynił jako biskup diecezjalny, który ma prawo do udzielania sakramentu święceń w stopniu prezbiteriatu diakonom należącym do diecezji kaliskiej – dodał ks. Papuziński

Mieszkańcy Kalisza są oburzeni sprawą biskupa Edwarda Janiaka. Już po premierze doszło do protestu i nie jest wykluczone, że będą się one powtarzać.

Tymczasem biuro prasowe archidiecezji warszawskiej poinformowało jedna, że biskup kaliski Edward Janiak nie będzie przewodniczył sobotnim uroczystościom święceń kapłańskich w katedrze w Kaliszu. Zastąpi go biskup senior tej diecezji, Stanisław Napierała.
Źródło info i foto: se.pl