USA: Policjant zabity w Las Vegas. Czterech innych postrzelono w St. Louis

W Las Vegas – jak podaje agencja AP – zastrzelono policjanta podczas protestów. Kolejni funkcjonariusze zostali ranni, gdy ktoś otworzył do nich ogień w St. Louis. Jest pierwsza ofiara śmiertelna po stronie policji. Jak podaje agencja AP, w samym centrum Las Vegas został zastrzelony funkcjonariusz.

To nie jedyny przypadek, gdy podczas zamieszek protestujący otworzyli ogień do policji. W St. Louis podczas demonstracji, która zaczęła się pokojowo, a przerodziła w zamieszki, postrzelono czterech funkcjonariuszy. Trafili oni do szpitala, jednak rany nie zagrażają ich życiu.

Jak tłumaczy szef policji z St Louis, John Hayden, dwóch policjantów trafiono w nogę, jednego w stopę, a jednego w ramię, gdy stali w policyjnej linii, powstrzymującej protesty. Ktoś tchórzliwie strzelał – powiedział. Gdy z wami tu jestem, próbujemy przejąć kontrolę nad miastem, a wciąż słychać strzały. Nie wiem co powiedzieć. To okropne – dodał, jak twierdzi Fox News.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zatrzymano poszukiwanego czerwoną notą Interpolu

Sylwester G. wyszedł pięć lat temu z więzienia, ale miał do niego szybko wrócić – żeby odsiedzieć wyroki m.in. wyroki za rozboje z użyciem broni palnej. Mężczyzna rozpłynął się w powietrzu i był poszukiwany czerwoną notą przez Interpol. Dopiero teraz udało się go namierzyć w Bełchatowie (woj. łódzkie). W tym samym czasie wpadł też inny ścigany od lat przestępca – z Opola.

Nadkomisarz Iwona Jurkiewicz, rzecznik Komendanta Centralnego Biura Śledczego Policji, informuje, że ścigany od 2015 roku Sylwester G. działał pod parasolem ochronnym „łódzkiej ośmiornicy”, brutalnej grupy przestępczej, której szczyt aktywności przypadał na koniec lat 90.

Sylwester G. do 2015 roku odsiadywał zasądzoną mu karę. Wtedy to opuścił zakład karny, do którego jednak miał wrócić. Ale zamiast tego zaczął się ukrywać.

– Był poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności za takie przestępstwa jak: udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, usiłowanie zabójstwa, posiadanie broni palnej bez zezwolenia, rozboje, w tym z użyciem broni palnej, podrobienie dokumentu z zamiarem wykorzystania go jako autentyczny czy próby napadów z użyciem broni palnej – wylicza nadkom. Jurkiewicz.

Ustalenia funkcjonariuszy CBŚP były takie, że przestępca często zmieniał miejsce pobytu. Przebywał na zmianę w Niemczech i Polsce. Kiedy był w kraju, ukrywał się na terenie województwa świętokrzyskiego i łódzkiego.

– Nowo poznanym ludziom przedstawiał się jako mechanik samochodowy, pochodzący z powiatu bełchatowskiego – informuje nadkom. Iwona Jurkiewicz.

„Mechanik”
W tym czasie Sylwester G. był ścigany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania oraz czerwonej noty Interpolu, jako osoba mogąca posiadać broń palną. Policja – chociaż podążała śladem ściganego – przez lata była krok za nim. Do czasu.

W ubiegłym tygodniu mężczyzna został namierzony na jednym z osiedlowych parkingów w Bełchatowie. Z policyjnego rozpoznania wynikało, że okoliczni mieszkańcy mają go za mechanika samochodowego. Sam G. dbał o to, żeby przedstawiona legenda była możliwie wiarygodna.

– Ubierał się w roboczą odzież, żeby nie wzbudzać zainteresowania mieszkańców bloku. Liczył, że nieschludny wygląd oraz zasłanianie znacznej części twarzy maseczką higieniczną w związku z pandemią COVID-19 pozwoli mu skutecznie się ukrywać – mówi nadkom. Iwona Jurkiewicz.

Sylwester G. został zatrzymany na osiedlowym parkingu. Został już osadzony w areszcie, z którego zostanie przewieziony do więzienia – żeby odsiedział zasądzony mu wyrok.

Ścigany i niebezpieczny

W ostatnim czasie funkcjonariuszom CBŚP zatrzymali jeszcze jednego ściganego od lat mężczyznę: 37-latka z Opola. Ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości od kiedy został skazany na osiem lat pozbawienia wolności – m.in. za rozbój, kradzież z włamaniem, a także przestępstwo narkotykowe.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kalisz: Prezydent miasta o tuszowaniu pedofilii przez księży

Po filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” władze Kalisza zaapelowały o niezapraszanie biskupa Edwarda Janiaka na uroczystości miejskie. Pod petycją podpisało się już ponad tysiąc osób. Jak informuje Onet, prezydent Kalisza Krystian Kinastowski nie zamierza jednak narzucać diecezji, kto będzie ją reprezentował. Film braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” ujawnił, że biskup Edward Janiak wiedział o czynach pedofilskich, do jakich dochodziło w diecezji kaliskiej. Przez kilka lat biskup nie reagował na pojawiające się doniesienia, nie odniósł się do nich również po premierze filmu.

„Po premierze dokumentu braci Sekielskich było widać wzburzenie wśród mieszkańców Kalisza, to poruszało miasto. Nie zamierzamy tego tak zostawić. Poczuliśmy obowiązek, aby odnieść się do całej sprawy” – mówiła Onetowi Maria Dąbek, autorka petycji o niezapraszanie biskupa Janiaka na uroczystości miejskie.

Z podobnym wnioskiem zwróciła się do prezydenta miasta radna KO Barbara Oliwiecka. Prezydent Kalisza nie zamierza jednak podejmować w tej sprawie konkretnych kroków.

„To bardzo delikatna sprawa. Przedstawiona w nim sytuacja jest bardzo przykra i myślę, że diecezja, a nie miasto, musi się z nią uporać” – komentuje dla Onetu prezydent Kalisza. Dodaje jednocześnie, że Rada Miasta Kalisza nie powinna stanowić forum do dyskusji o takich sprawach.

„Uważam, że tego typu wnioski czy petycje niezupełnie wynikają z troski o ofiary, czy sam problem. Patrzę z podejrzeniem na tego typu inicjatywy, jeśli uczestniczą w nich przedstawiciele środowisk politycznych, a tak jest w tym przypadku” – uważa Kinastowski.

Prezydent Kalisza podkreślił, że na uroczystości miejskie zapraszani są przedstawiciele różnych instytucji, kościołów i związków wyznaniowych, a miasto nie może ingerować w to, kto będzie ich reprezentantem.

Jak informował Onet, tuszowanie pedofilii może dotyczyć nie tylko biskupa Edwarda Janiaka. Matka jednej z ofiar Arkadiusza H. w rozmowie z Onetem przyznała, że o wszystkim powiedziała także biskupowi Stanisławowi Napierale, o sprawie rozmawiała także z ks. Piotrem Bałoniakiem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nigeria: 22-letnia studentka zgwałcona w kościele

22-letnia nigeryjska studentka, Uwavera Omozuwa, jak podają tamtejsze media, na które powołują się m.in. CNN i BBC, została napadnięta i zgwałcona w kościele nieopodal domu. Trzy dni później zmarła w szpitalu. Rodzice dziewczyny i mieszkańcy kraju domagają się szybkiego zatrzymania i ukarania sprawców.

Do brutalnej napaści doszło w środę, 27 maja, w świątyni należącej do Odkupionego Chrześcijańskiego Kościoła Bożego (to chrześcijański wolny Kościół protestancki o charakterze ewangelikalnym nurtu zielonoświątkowego) w Beninie. Tam też Omozuwa mieszkała i studiowała. Do kościoła często przychodziła się uczyć.

Zakrwawioną studentkę, z rozdartą spódnicą i koszulą pokrytą krwią znalazł ochroniarz – podaje BBC. 22-latka została przewieziona do szpitala, jednak lekarzom nie udało jej się uratować. Zmarła w sobotę, 30 maja, trzy dni po napaści.

Nie wiadomo dokładnie, co wydarzyło się 27 maja w kościele. Lokalne media, na które powołuje się BBC, podają, że do kościoła weszła grupa mężczyzn, zgwałciła dziewczynę i biła ją gaśnicą. Te doniesienia nie zostały jednak potwierdzone.

Rzecznik policji w Nigerii opisał zdarzenie jako „brutalny atak” i zapewnił, że siły policji zrobią wszystko, by w jak najkrótszym czasie sprawcy czynu ponieśli jego konsekwencje. Sprawę funkcjonariusze traktują nie jako gwałt, a jako morderstwo.

W afrykańskim państwie popularność zyskuje hasztag #JusticeForUwa.

Rodzina ofiary apeluje o pomoc w wyśledzeniu zabójców. Domagają się tego również mieszkańcy, wstrząśnięci atakiem. Zwracają oni uwagę na problem, jakim są w kraju przestępstwa „warunkowane płcią”. Przypominają sprawę 16-latki, Tiny Ezekwe, która dzień przed napaścią w kościele, zginęła zastrzelona przez policjanta w dawnej stolicy Nigerii – Lagosie. Mężczyznę aresztowano.
Źródło info i foto: interia.pl

Ciało mężczyzny wyłowione z potoku. Policja ustala okoliczności zdarzenia

Fot. Damian Klamka/East News n/z tasma policyjna w lesie

Zwłoki mężczyzny zostały wyłowione przez strażaków z potoku w jednej z małopolskich wsi. Policja ustala tożsamość denata oraz okoliczności, w jakich jego ciało znalazło się zbiorniku wodnym. O sprawie informuje „Dziennik Polski”. Zwłoki wyłowiono z potoku we wsi Rybna (pow. krakowski, woj. małopolskie). Wcześniej prawdopodobnie znalazł je przechodzień, który zaalarmował służby. Na miejsce dotarły policja oraz straż pożarna. 

„Ustaliliśmy, że zwłoki należą do mężczyzny w wieku 57 lat. To mieszkaniec gminy Czernichów. Ustalamy okoliczności zdarzenia” – powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Polskim” podkom. Justyna Fil, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Krakowie. „DP” podaje, że wedle ratowników ciało nie znajdowało się w stanie zaawansowanego rozkładu. 

– „Nie wiemy jak długo zwłoki znajdowały się w wodzie, ale ustaliliśmy, że dwa dni temu mężczyzna ten był widziany przez matkę, z którą zamieszkiwał” – mówiła dziennikarzom rzeczniczka policji. 57-latka nie odnotowano wcześniej jako osoby zaginionej.

Teraz policja i prokuratura wyjaśniać dokładne okoliczności śmierci mężczyzny. Wiadomo, że przyczyną zgonu było utopienie, wstępne ustalenie wykluczyła także udział osób trzecich. Nieopodal znaleziono zaś rower, który mógł należeć do denata. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Biskup radomski tuszował pedofilię? Dziewięć osób pokrzywdzonych

Ordynariusz radomski bp Henryk Tomasik może być kolejnym hierarchą, którego działaniom w sprawie pedofilii przyjrzy się Stolica Apostolska. Wątpliwości budzi sprawa znanego duchownego – pisze wtorkowa „Rzeczpospolita”. Jak informuje dziennik, w prokuraturze w Zwoleniu od ubiegłego roku toczy się śledztwo w sprawie molestowania nieletnich przez ks. Stanisława S., legendę radomskiej Solidarności. Status poszkodowanych ma dziewięć osób. Miały być molestowane przez kapłana w latach 80. XX w. Śledztwo miało zakończyć się do końca kwietnia, ale jak ustaliła „Rzeczpospolita”, jest przedłużone.

„Doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożyła m.in. radomska kuria. Jednak o tym, że ksiądz mógł molestować małoletnich, władze kościelne wiedziały od jesieni 2013 r. Biskup radomski Henryk Tomasik spotkał się wówczas z jedną z ofiar ks. S. Mężczyzna złożył przed kanclerzem kurii zeznanie” – czytamy.

Nie zawiadomiono prokuratury

Według gazety prokuratury nie zawiadomiono, bo nie było to obligatoryjne (obowiązek taki istnieje od 2017 r.), nie wszczęto też postępowania kanonicznego, nie powiadomiono Kongregacji Nauki Wiary, choć od 2001 r. jest to obowiązkowe. Ograniczono się tylko do rozmowy z ks. S., który zaprzeczył oskarżeniom.

„Rz” pyta, dlaczego nie wszczęto postępowania kościelnego. Zdaniem cytowanego przez gazetę księdza, prawnika kanonisty, zaniedbanie po stronie księży z kurii jest ewidentne. „Wszystko obciąża biskupa i żeby to wyjaśnić, trzeba zgłosić sprawę do Watykanu, tak jak zrobił to w odniesieniu do biskupa Edwarda Janiaka po obejrzeniu filmu Sekielskich arcybiskup Wojciech Polak” – powiedział.

Poproszony o rozmowę na ten temat bp Henryk Tomasik odpowiada: „pedofilia to wielkie zło i trzeba z nim walczyć. To jest moja odpowiedź”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest akt oskarżenia ws. 55-letniego Jacka Ś. oskarżonego o gwałt na 3-latce

Akt oskarżenia, który właśnie skierowano do sądu, to obraz nieopisanego bestialstwa i zwyrodnienia. Wioskowy zbir Jacek Ś. (55 l.) w biały dzień porwał spod domu trzyletnią dziewczynkę, a potem wykorzystał ją seksualnie. Dla mieszkańców wioski pod Sztumem sprawiedliwy wyrok dla takiej potworności może być jeden: sprawca do końca swoich dni powinien pozostać w więzieniu. A na pewno nie zbliżać się do ich domów.

We wsi mówili na niego Jaca. Bali się go wszyscy. Gdy szedł ulicą, ludzie schodzili mu z drogi, opuszczali wzrok. Nigdy nie było wiadomo, kiedy wpadnie w furię.

– Nieraz walił ludziom w drzwi, skakał po samochodach. To że jest groźny, wiedzieliśmy od dawna, ale nikt nie spodziewał się, że skrzywdzi małe dziecko – mówią wstrząśnięci mieszkańcy miejscowości.

Do dramatu doszło wiosną zeszłego roku. Jaca zwabił do swojego domu bawiącą się nieopodal dziewczynkę. Posadził bezbronną małą na kolanach i zrealizował swój obrzydliwy plan. Matkę zaalarmował brat dziewczynki, który przybiegł do domu ze łzami w oczach. Kobieta natychmiast wezwała policję. Podczas zatrzymania mężczyzna próbował zaatakować policjantów. Szarpał się z nimi i wyzywał. Był kompletnie pijany.

Zwyrodnialec trafił do aresztu. Od tamtej pory siedzi w celi i czeka na wyrok, który może zapaść już niedługo. Prokuratura zakończyła bowiem śledztwo i skierowała do sądu akt oskarżenia. Jacy grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Żywiec: Biznesmeni zatrzymani „na gorącym uczynku”

Na „gorącym uczynku” funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali dwóch biznesmenów, którzy powoływali się na wpływy, m.in. w Urzędzie Miejskim w Żywcu. W zamian za łapówkę mieli ułatwić załatwienie pozytywnych decyzji administracyjnych – wyjaśnia w rozmowie z portalem tvp.info Temistokles Brodowski, rzecznik CBA.

W zamian za pośrednictwo i powoływanie się na wpływy w miejskim ratuszu, jeden z zatrzymanych mężczyzn przyjął 10 tys. zł łapówki.

– Wręczający pieniądze biznesmen planował zrealizować inwestycję budowlaną na terenie powiatu żywieckiego. Przyjmujący korzyść mężczyzna, powołując się na wpływy, podjął się załatwienia wydania, bądź też przyspieszenia wydania decyzji o pozwolenie na budowę – mówi nam rzecznik Biura.

Bezpośrednio po przyjęciu pieniędzy biznesmenów zatrzymali funkcjonariusze łódzkiej delegatury CBA. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Katowice-Południe.
Źródło info i foto: TVP.info

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA odnośnie spółek związanych z Łukaszem Szumowskim już w 2016 roku

Ciąg dalszy afery związanej z Łukaszem Szumowskim i związanymi z nim spółkami. Jarosław Gowin w kwietniu 2016 roku miał złożyć zawiadomienie do CBA w związku z podejrzeniem korupcji w spółkach ministra zdrowia – wynika z pisma, do którego dotarli posłowie PO.

Chodzi o pismo z 27 kwietnia 2016 roku, które opublikowali posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej. Parlamentarzyści od wybuchu afery prowadzą kontrolę poselską w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA

„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie, czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – czytamy w opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” fragmencie pisma Jarosława Gowina do szefa CBA. Szczególną uwagę zwraca data, którą zostało opatrzone pismo ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Pół roku później, 24 listopada 2016 roku powoła on Łukasza Szumowskiego na stanowisko wiceministra w resorcie nauki.

Z pisma Jarosława Gowina nie wynika, jakie spółki związane z Łukaszem Szumowskim mogły brać udział w procederze korupcyjnym. Były wicepremier wspomniał jednak o programach, w ramach których spółki te ubiegały się o granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Chodzi o BRIdge Classic i BRIdge Alfa.

W ramach programu BRIdge Classic do NCBiR złożono 74 wnioski. Grant trafił tylko do spółki Simplicardiac, w której udziały ma spółka Szumowski Investments. Ta należy obecnie do brata i żony Łukasza Szumowskiego.

Grant był formą pożyczki na realizację projektu pt. „Rozwój i komercjalizacja nowej, innowacyjnej opaski uciskowej stosowanej do zabiegów cewnikowania serca metodą przezpromieniową”. Jak wynika z pisma Jarosława Gowina do CBA, pożyczka wyniosła 1,3 miliona złotych, co różni się o 100 tys. złotych od kwoty zgłoszonej przez prezesa Simplicardiac.

Z kolei w programie BRIdge Alfa, którego założeniem było współfinansowanie projektów badawczo-rozwojowych, w 2014 roku spółka Life Science Innovation (LSI), gdzie udziałowcami również są Szumowscy, otrzymała 16 milionów złotych.

Oba programy zostały w 2015 roku poddane kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W przypadku BRIdge Classic głównym zarzutem okazał się brak transparentności i rzetelnej oceny złożonego wniosku. „Zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków” – alarmowali kontrolerzy z resortu nauki.

Chodzi o pismo z 27 kwietnia 2016 roku, które opublikowali posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej. Parlamentarzyści od wybuchu afery prowadzą kontrolę poselską w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA

„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie, czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – czytamy w opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” fragmencie pisma Jarosława Gowina do szefa CBA.

Szczególną uwagę zwraca data, którą zostało opatrzone pismo ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Pół roku później, 24 listopada 2016 roku powoła on Łukasza Szumowskiego na stanowisko wiceministra w resorcie nauki.

Zobacz także: Dymisja Szumowskiego? „Tak ohydne, że musi być wniosek”

Jarosław Gowin a kontrola spółek związanych z Łukaszem Szumowskim

Z pisma Jarosława Gowina nie wynika, jakie spółki związane z Łukaszem Szumowskim mogły brać udział w procederze korupcyjnym. Były wicepremier wspomniał jednak o programach, w ramach których spółki te ubiegały się o granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Chodzi o BRIdge Classic i BRIdge Alfa.

W ramach programu BRIdge Classic do NCBiR złożono 74 wnioski. Grant trafił tylko do spółki Simplicardiac, w której udziały ma spółka Szumowski Investments. Ta należy obecnie do brata i żony Łukasza Szumowskiego.

Grant był formą pożyczki na realizację projektu pt. „Rozwój i komercjalizacja nowej, innowacyjnej opaski uciskowej stosowanej do zabiegów cewnikowania serca metodą przezpromieniową”. Jak wynika z pisma Jarosława Gowina do CBA, pożyczka wyniosła 1,3 miliona złotych, co różni się o 100 tys. złotych od kwoty zgłoszonej przez prezesa Simplicardiac.

Z kolei w programie BRIdge Alfa, którego założeniem było współfinansowanie projektów badawczo-rozwojowych, w 2014 roku spółka Life Science Innovation (LSI), gdzie udziałowcami również są Szumowscy, otrzymała 16 milionów złotych.

Oba programy zostały w 2015 roku poddane kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W przypadku BRIdge Classic głównym zarzutem okazał się brak transparentności i rzetelnej oceny złożonego wniosku. „Zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków” – alarmowali kontrolerzy z resortu nauki.

W sprawie projektu „opaski uciskowej” okazało się też, że spółka Simplicardiac otrzymała na ten projekt dofinansowanie z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości już w 2013 roku. Dotacja wyniosła 266 tysięcy złotych.

Ocena projektu BRIdge Alfa wypadła niewiele lepiej. Problemem okazało się żonglowanie terminami składania wniosków. W październiku 2013 roku ogłoszono zawieszenie naboru ofert na czas nieokreślony. Ogłoszenie o tym, że wznowiono przyjmowanie wniosków, się nie ukazało. Z kolei 10 kwietnia 2014 r. NCBiR przyjął ofertę spółki, która, w opinii kontrolerów, oficjalnie nie istniała.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, chodzi właśnie o Life Science Innovation, w której udziałowcami byli wtedy bracia Szumowscy. Te została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym dopiero w czerwcu 2014 roku.

Jarosław Gowin i CBA nie komentują sprawy

W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami, Jarosław Gowin zawnioskował do CBA o wszczęcie śledztwa ws. możliwości popełniania korupcji. „Uwzględniając złożoność spraw i zakres stwierdzonych nieprawidłowości, a także fakt licznych powiązań osobowych występujących pomiędzy uczestnikami przedsięwzięć oraz ekspertami dokonującymi selekcji wniosków o przyznanie wsparcia, wątpliwości budzi, czy w ramach naboru, oceny i realizacji projektów nie doszło do zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – pisał w kwietniu 2016 roku lider Porozumienia.

Dziennikarze „GW” próbowali uzyskać w CBA informacje dotyczące prowadzonego postępowania. Do dnia publikacji artykułu odpowiedź nie nadeszła.

Komentarza w sprawie unika też Jarosław Gowin, który głos ws. Szumowskiego zabrał tylko raz. Były wicepremier bronił ministra zdrowia w innej aferze związanej z LSI i NCBiR.

Chodzi o grant, o który wnioskowała spółka w momencie, gdy Szumowski zastępował innego wiceministra, który sprawował nadzór nad Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Kilka miesięcy później LSI otrzymało dotację, o którą się ubiegało. Więcej o podwójnej roli Łukasza Szumowskiego pisaliśmy 29 maja.
Źródło info i foto: wp.pl

Wyniki autopsji George’a Floyda. Wskazano na „stały nacisk” na szyję

Niezależna autopsja wykazała, że przyczyną śmierci George’a Floyda było uduszenie wywołane przez „stały nacisk” – przekazał prawnik rodziny zmarłego mężczyzny. Jak dodał, mężczyzna był „w dobrym zdrowiu”, a jego śmierci nie spowodował żaden inny problem medyczny.

W poniedziałek prawnik George’a Floyda, od którego śmierci zaczęły się protesty w USA, przekazał wyniki niezależnej autopsji. – Autopsja wykazała, że przyczyną śmierci Floyda było uduszenie wywołane przez „stały nacisk” – powiedział Ben Crump.

Jak podaje CNN, obecna na konferencji doktor Allecia Wilson nazywała śmierć Floyda „zabójstwem”. Jak wskazała, żaden inny problem medyczny nie przyczynił się do śmierci mężczyzny. – Był w dobrym zdrowiu. (…) Gdyby Departament Policji w Minnesocie wprowadził obiecane reformy, George by żył – przekazał prawnik Floyda.

Protesty w USA. Rodzina zmarłego zaapelowała do manifestujących

W USA wciąż trwają protesty po śmierci 46-letniego George’a Floyda. W całych Stanach Zjednoczonych w stan gotowości postawiono około 66 700 żołnierzy i lotników Gwardii Narodowej – podaje CNN. W poniedziałek po południu w miejscu jego śmierci pojawił się jego brat, Terrence. Zwrócił się on z apelem do protestujących i w ostrych słowach potępił osoby, które plądrują sklepy i pod pretekstem protestów dewastują otoczenie. – Co robicie?! To wcale nie przywróci życia mojego brata. On by nie chciał, żebyście to robili – mówił, wzywając protestujących, by protestowali w pokojowy sposób. Zachęcił też, by w odpowiedni sposób zagłosowali w nadchodzących wyborach. – Wyciągnijcie wnioski i wiedzcie, na kogo głosujecie. W ten sposób w nich uderzymy, zmienimy to – mówił.

W niedzielę sprawa śmierci George’a Floyda została przekazana przez gubernatora Minnesoty innemu prokuratorowi. Wcześniej dochodzeniem miał się zajmować lokalny prokurator Mike Freeman – pojawiły się jednak wątpliwości, czy będzie bezstronny w sprawie. „Niestety, nasi wyborcy, zwłaszcza kolorowi, stracili wiarę w zdolność prokuratora hrabstwa Hennepin” – przekazała w liście Stanowa Izba Reprezentantów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl