Zabójstwo w Komarnie na Dolnym Śląsku. Nowe ustalenia śledczych

W Komarnie na Dolnym Śląsku doszło do zabójstwa 59-letniej kobiety. Kobieta otrzymała strzał z broni w tył głowy. Sprawcą zabójstwa może być 70-letni mężczyzna, który najprawdopodobniej popełnił samobójstwo, również korzystając z broni. Dramat rozegrał się w sobotni wieczór w miejscowości Komarno, która jest oddalona o niespełna 15 kilometrów od Jeleniej Góry. Okoliczni mieszkańcy wezwali policję do jednego z domów, po tym jak usłyszeli strzały.

Policja znalazła na miejscu zdarzenia 59-letnią kobietę. Mimo wezwania pogotowia ratunkowego i podjęcia czynności reanimacyjnych, kobieta zmarła.

Dolny Śląsk. Strzelanina pod Jelenią Górą

Okoliczności zdarzenia wskazują na to, że przyczyną śmierci był postrzał w tył głowy. Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze ustaliła, że morderstwa mógł dokonać 70-letni mieszkaniec Komarna. Policjanci próbowali wejść do mieszkania 70-latka i udało im się to dopiero po sforsowaniu i wyważeniu drzwi. Wtedy okazało się, że starszy mężczyzna również nie żyje.

„Prawdopodobną przyczyną zgonu mężczyzny było samobójstwo, również na skutek postrzału w głowę z broni palnej” – informuje w specjalnym komunikacie Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze.
Źródło info i foto: wroclaw.wp.pl

Tragiczny finał poszukiwań 16-latka

Zakończyły się poszukiwań Piotra Nowarkiewicza. Ciało 16-latka wyłowiono ze stawu w Olimpinie w woj. kujawsko-pomorskim. Ciało 16-latka zauważył w sobotę przechodzień. Wyłowiło je ekipa płetwonurków. Z kolei w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” policja potwierdziła, że to zwłoki Piotra Nowarkiewicza. W poszukiwania chłopaka zaangażowanych było kilkaset osób.

2 czerwca przy brzegu zbiornika znaleziono ubrania i rzeczy chłopaka.

Jak przypomina Onet, 16-latek zaginął w ostatni weekend maja. Wiadomo, że nastolatek miał pojechać do Bydgoszczy i tam spędzić wieczór ze znajomymi, a następnie wrócić autobusem do domu. Prawdopodobnie miał wysiąść dwa przystani przed domem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Polacy uprawiali marihuanę pod Rzymem

Civitella San Paolo pod Rzymem: karabinierzy z komendy Fiano Romano aresztowali dwóch Polaków za nielegalną uprawę ponad 500 roślin marihuany.

Jak podają lokalne media rodzinnym biznesem 27 letniego mężczyzny i jego 40 letniego wuja była plantacja na wsi w pobliżu miejscowości Lisano prowadzona w sposób nadzwyczaj profesjonalny: odpowiednie naświetlenie, wentylacja, nawadnianie, idealny mikroklimat szklarni. Energia elektryczna była doprowadzana poprzez nielegalne podłączenie do słupów oświetlenia publicznego.

Obaj mężczyźni już od pewnego czasu byli pod ścisłą obserwacją służb śledczych, które podejrzewały ich powiązania z nielegalnym handlem narkotyków. Karabinierzy aresztowali Polaków pod zarzutem nielegalnej uprawy marihuany, a plantacja została zniszczona.
Źródło info i foto: polacywewloszech.com

Masowe protesty przeciwko rasizmowi w niemieckich miastach

W sobotę w wielu niemieckich miastach odbyły się pokojowe demonstracje przeciwko rasizmowi. W Berlinie i Hamburgu doszło do starć z policją. Według danych policji około 15 tys. ludzi zebrało się w sobotę 6 czerwca na Alexanderplatz w Berlinie, by demonstrować przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy. Z powodu dużej liczby uczestników policja musiała zamknąć dla ruchu okoliczne ulice. Jednocześnie chwaliła na Twitterze, że wielu demonstrantów starało się zachować odstęp i nosiło maseczki.

Liczna grupa demonstrantów ubrana była na czarno i raz po raz skandowała slogan „Black lives matter” („czarne życie ma znaczenie” – przyp. red.). Podczas symbolicznej ciszy, która trwała 8 minut 46 sekund (tyle czasu policjant trzymał kolano na szyi Afroamerykanina George’a Floyda, który zmarł w wyniku uduszenia), uczestnicy protestu siedzieli na ziemi.

Początkowo pokojowy charakter demonstracji w Berlinie zakłóciły pojedyncze ataki na policję przy użyciu kamieni i butelek. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych. Zatrzymano kilka osób.

Według danych policji około 15 tys. ludzi zebrało się w sobotę 6 czerwca na Alexanderplatz w Berlinie, by demonstrować przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy. Z powodu dużej liczby uczestników policja musiała zamknąć dla ruchu okoliczne ulice. Jednocześnie chwaliła na Twitterze, że wielu demonstrantów starało się zachować odstęp i nosiło maseczki.

Liczna grupa demonstrantów ubrana była na czarno i raz po raz skandowała slogan „Black lives matter” („czarne życie ma znaczenie” – przyp. red.). Podczas symbolicznej ciszy, która trwała 8 minut 46 sekund (tyle czasu policjant trzymał kolano na szyi Afroamerykanina George’a Floyda, który zmarł w wyniku uduszenia), uczestnicy protestu siedzieli na ziemi.

Początkowo pokojowy charakter demonstracji w Berlinie zakłóciły pojedyncze ataki na policję przy użyciu kamieni i butelek. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych. Zatrzymano kilka osób.

W Monachium do sobotnich protestów na Koenigsplatz zgłoszono oficjalnie 200 osób, ale przybyło ok. 25 tysięcy. Dlatego demonstranci przenieśli się też częściowo na sąsiedni plac. Według zapewnień policji, stale przypominała ona zebranym o zachowaniu odpowiedniego dystansu.

Demonstracje i marsze milczenia

Do protestów doszło także we Frankfurcie nad Menem, gdzie w centrum miasta zebrało się 8 tys. ludzi. Jak poinformował rzecznik policji, protesty przebiegały pokojowo przy jednoczesnym zachowaniu obowiązującego dystansu.

Około tysiąca osób wzięło udział w pokojowym marszu milczenia w Duesseldorfie. W Kolonii odbyły się dwie demonstracje, każda po tysiąc osób. Do milczących protestów doszło również w Muenster, Dortmundzie, Leverkusen i Bonn. Policja nie odnotowała żadnych zajść ani incydentów. Demonstranci zachowywali wymagany odstęp.

W Hamburgu zajścia

W Hamburgu na promenadzie Jungfernstieg oraz na Placu Ratuszowym zgromadziło się w ramach dwóch demonstracji ponad 14 tysięcy osób. Również w Hamburgu podobnie jak w Berlinie doszło do potyczek grupy demonstrantów z policją. Odpalone przez protestujących petardy doprowadziły do obrażeń ciała u trzech funkcjonariuszy Niektórzy zamaskowani mężczyźni nieśli banery z obraźliwymi napisami pod adresem policji. Ta użyła wobec nich armatek wodnych. Poleciały kamienie.

Socjaldemokrata i ekspert ds. zdrowia Karl Lauterbach skrytykował na Twitterze liczbę demonstrantów sobotnich protestów. „W pełni podzielam powód protestów. Jednak odstępy między demonstrantami są za małe. Niebezpieczeństwo pandemii jeszcze nie minęło. Rasizm należy zwalczać, ale bez niepotrzebnych ofiar śmiertelnych z powodu koronawirusa” – napisał.

Premier Nadrenii-Palatynatu Malu Dreyer stwierdziła, że rasizm zabija nie tylko w Ameryce. – Dziękuję tym wszystkim, którzy dziś się temu przeciwstawiają i na co dzień demonstrują, że godność ludzka jest nienaruszalna – powiedziała polityk SPD.
Źródło info i foto: wp.pl

Kolbuszowa: Śmierć na komendzie. Policjanci użyli paralizatora

W niedzielę w nocy (7 czerwca) do budynku komendy w Kolbuszowej wtargnął 42-letni mężczyzna i zaatakował jednego z policjantów. Po interwencji z użyciem paralizatora został obezwładniony. Podczas oczekiwania na pogotowie mężczyzna zasłabł. Pomimo reanimacji jego życia nie udało się uratować.

Jak wynika ze wstępnych ustaleń, do budynku kolbuszowskiej komendy w niedzielę około godziny 1.20 w nocy wszedł mężczyzna. Był bardzo pobudzony, krzyczał, kopał w drzwi – relacjonuje policja. Następnie 42-latek zaatakował policjanta krzesłem znajdującym się w poczekalni. W wyniku uderzenia funkcjonariusz doznał urazu twarzy i wstrząśnienia mózgu.

Mężczyznę próbowali obezwładnić dwaj policjanci przebywający w budynku komendy. Użycie siły fizycznej okazało się nieskuteczne, a w związku z realnym zagrożeniem zdrowia i życia policjantów wobec 42-latka krótkotrwale użyto paralizatora.

Z uwagi na zachowanie mężczyzny policjanci powiadomili pogotowie. W trakcie oczekiwania na przyjazd karetki mężczyzna zasłabł. Policjanci niezwłocznie podjęli resuscytację, którą kontynuowali po przyjeździe ratownicy medyczni. Niestety pomimo udzielanej pomocy ratownicy nie zdołali uratować 42-latka.

Przybyły na miejsce zdarzenia prokurator zabezpieczył m.in. urządzenie z systemem nagrywania oraz nagrania monitoringu. Jak ustalono, agresywny mężczyzna leczył się psychiatrycznie. Decyzją prokuratora jego ciało zabezpieczono do dalszych badań. W związku ze zdarzeniem policjantom udzielono pomocy. Jeden z nich przebywa w szpitalu w związku z obrażeniami głowy.
Źródło info i foto: interia.pl

Radni Minneapolis chcą zlikwidować policję w mieście. Co w zamian?

Dziewięciu radnych Minneapolis – tylu, ile potrzeba do odrzucenia ewentualnego weta burmistrza – zobowiązało się do likwidacji komendy policji w mieście, w którym pod koniec maja podczas brutalnego zatrzymania zmarł jeden z przedstawicieli czarnoskórej społeczności, George Floyd.

Radni, którzy ocenili, że istniejącej struktury policji w mieście nie da się zreformować, w obecności setek zgromadzonych mieszkańców podpisali zobowiązanie likwidacji obecnego departamentu policji.

Z punktu widzenia działaczy, którzy od wielu lat, nie zaś dopiero od śmierci Floyda, apelowali o zasadnicze zmiany w policji to punkt zwrotny, w którego efekcie może nastąpić całkowita transformacja systemu publicznego bezpieczeństwa w mieście.

– Nie powinno to kosztować ludzkich istnień. Bez uzbrojonych, nieodpowiedzialnych patroli wspieranych przez stan, który prowadzi nagonkę na czarnych będziemy bezpieczniejsi – mówiła podczas wiecu szefowa Black Vision, Kandace Montgomery.

Zobowiązanie podjęte przez radnych Minneapolis w 13 dni po śmierci Floyda wpisuje się w kontekst ogólnokrajowych apeli o refleksję nad pożądanym modelem funkcjonowania policji, w tym o ograniczenie funkcjonowania lub likwidację miejskich komend policji.

W niektórych samorządach – między innymi w Nowym Jorku – mówi się o przekazaniu niektórych zadań policji służbom socjalnym, ale żadne większe miasto nie poszło tak daleko, jak obiecali to radni Minneapolis.

Ci z kolei sami przyznali, że konkretnych pomysłów na funkcjonowanie alternatywnego bezpieczeństwa nie mają

Budżet policji uchwala rada miasta, ale komendant odpowiada przed burmistrzem, który może również zawetować uchwałę rady realizującą niedzielne zobowiązanie. Radni deklarują jednak, że mają odpowiednią większość do odrzucenia ewentualnego weta.
Źródło info i foto: TVP.info

Londyn: Protesty po śmierci George’a Floyda. Pomnik handlarza niewolnikami runął do rzeki

Dziesiątki tysięcy ludzi biorą udział w niedzielę w demonstracjach ruchu Black Lives Matter w kilku brytyjskich miastach. Główny protest, odbywający się przed ambasadą USA w Londynie, został przyćmiony przez obalenie pomnika handlarza niewolnikami w Bristolu. Podczas protestu w Bristolu, w którym brało udział około 10 tys. osób, demonstranci zrzucili z cokołu wykonany z brązu pomnik Edwarda Colstona, a następnie pomalowali go sprayem, przeciągnęli przez miasto i wrzucili do rzeki Avon.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lokalna policja, a minister spraw wewnętrznych Priti Patel – która sama wywodzi się z mniejszości etnicznej – nazwała to wydarzenie „całkowicie haniebnym”.

– Jestem pewna, że brytyjskie społeczeństwo zgodzi się ze mną, że to, co widzieliśmy, było całkowicie niewłaściwe, haniebne i, szczerze mówiąc, dlatego właśnie te protesty powinny się zakończyć, a nie trwać. Nie ma usprawiedliwienia dla tego rodzaju gwałtownych zachowań – powiedziała Patel. Obalenie pomnika pochwalił natomiast laburzystowski poseł Clive Lewis.

Colston to żyjący na przełomie XVII i XVIII w. kupiec, handlarz niewolnikami, poseł i filantrop. Był członkiem Królewskiej Kompanii Afrykańskiej, która wysłała ok. 80 tys. Afrykanów do Ameryki jako niewolników, ale zarazem był osobą bardzo zasłużoną dla Bristolu, gdzie fundował szkoły, szpitale i kościoły.

Tymczasem w Londynie demonstranci ponownie namalowali sprayem napisy na cokole stojącego na Parliament Square pomnika Winstona Churchilla, powszechnie uważanego za najwybitniejszego brytyjskiego premiera w XX w. Podobny taki incydent miał miejsce w sobotę.

Tłum w Londynie

Główna demonstracja w Londynie odbywa się jednak przed znajdującą się po przeciwnej stronie Tamizy ambasadą amerykańską. Jak na razie nie ma informacji, by doszło tam do jakichś incydentów, ale sobotnie demonstracje przez większość czasu również przebiegały spokojnie, natomiast na koniec doszło do zamieszek, gdy grupa 400-500 osób zaczęła rzucać w kierunku policji butelki i flary.

Jak informowała wcześniej w niedzielę londyńska policja metropolitalna, w czasie sobotnich demonstracji obrażenia odniosło 14 funkcjonariuszy i aresztowano dotąd 29 osób. Oprócz Londynu i Bristolu manifestacje popierające ruch Black Lives Matter odbywały się w niedzielę także m.in. w Manchesterze, Nottingham, Wolverhampton, Glasgow i Edynburgu. Wszystkie te protesty są niezgodne z prawem, bo przepisy wprowadzone w celu zatrzymania epidemii koronawirusa zabraniają zgromadzeń liczących więcej niż sześć osób. Brytyjski minister zdrowia Matt Hancock mówił w niedzielę rano, że nie ulega wątpliwości, że przyczynią się one do wzrostu liczby zakażonych.

Pierwotnym powodem odbywających się w wielu miastach świata demonstracji jest śmierć 46-letniego Afroamerykanina George’a Floyda, który pod koniec maja zmarł podczas brutalnego zatrzymania przez policję w Minneapolis. Uczestnicy manifestacji protestują jednak także przeciwko brutalności policji i nierównościom na tle rasowym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

34-latek poznawał swoje ofiary w internecie, rozkochiwał i okradał

Najpierw zdobył serce kobiety, a potem ograbił ją z majątku. Tak działał 34-letni amant polujący w internecie. Jego ofiara przejrzała na oczy, dopiero dzięki policjantom. Cwany złodziejaszek w sieci poznał 38-latkę z Kielc. Najpierw wymieniali wiadomości, a w końcu zaczęli się umawiać na randki. Amant wydawał się szarmancki i zakochany. Znajomość nabrała intymnego charakteru. Kobieta zaczęła go zapraszać do swojego mieszkania. Tam kochanek czujnie się rozglądał. Spodobała mu się zwłaszcza kolekcja złotej biżuterii.

Kobieta w końcu zorientowała się, że straciła drogocenne błyskotki. Straty oszacowała na 33 tys. zł. Była przekonana, że padła ofiarą pospolitych włamywaczy, ale śledczy nie znaleźli żadnych śladów. Wtedy pod lupę wzięli amanta i złapali go w Krakowie. – Będzie odpowiadał nie tylko za rabunek, ale i za wyłudzenie od kobiety 800 zł. Grozi mu do 8 lat więzienia – mówi sierż. szt. Karol Macek z kieleckiej policji. Mundurowi ustalają, czy oszust nie ma na sumieniu więcej ofiar.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Odwołano burmistrza oskarżonego o korupcję

Referendum w sprawie odwołania burmistrza Boguszowa-Gorców na Dolnym Śląsku jest ważne i Jacek C. stracił stanowisko – poinformowała przewodnicząca miejskiej komisji referendalnej Dorota Opalska . Jacek C. jest oskarżony o korupcję, od grudnia 2018 roku przebywa w areszcie i trwa jego proces.

Opalska po podliczeniu głosów poniedziałek w nocy poinformowała PAP, że w głosowaniu oddano 3991 głosów. By referendum było ważne, do urn wyborczych musiało pójść co najmniej 3089 osób. Jak podała, tylko 66 głosów była przeciwnych odwołaniu burmistrza, a pozostałe 3925 głosujących opowiedziało się za odwołaniem Jacka C. z tej funkcji.

W poprzednich wyborach samorządowych uczestniczyło w gminie Boguszów-Gorce 5145 wyborców. Obecnie, by referendum w sprawie odwołania było ważne, musi pójść do urn 3/5 tych wyborców, czyli co najmniej 3089 osób.

Teraz rząd wyznaczy komisarza dla Boguszowa-Gorców, który będzie tymczasowo zarządzał gminą i w ciągu 90 dni zorganizuje nowe wybory burmistrza.

Grupa inicjatywna, składająca wniosek o referendum miała zebranych około 3 tys. podpisów. Grupę tworzyli mieszkańcy i radni, którzy uważali, że z powodu korupcyjnych zarzutów i aresztowania burmistrza referendum jest konieczne. Wcześniej nie udało się radzie miejskiej przegłosować wniosku o konieczności przeprowadzenia referendum.

Pod koniec stycznia 2020 roku przed Sądem Okręgowym w Świdnicy ruszył proces Jacka C., burmistrza Boguszowa-Gorców, który jest oskarżony o korupcję m.in. przyjęcie 70 tys. zł łapówki. Na ławie oskarżonych zasiadła też radna Urszula M., której zarzucono kupowanie głosów wyborczych.

Burmistrz Boguszowa-Gorców został zatrzymany przez policję w grudniu 2018 roku. Po postawieniu zarzutów decyzją sądu został tymczasowo aresztowany i wciąż przebywa w areszcie. Jacek C. oskarżony jest o przyjęcie od jednego z przedsiębiorców korzyści majątkowej w kwocie 70 tys. zł. Zdaniem prokuratury w zamian za łapówkę samorządowiec miał zgodzić się na przedłużenie prac przy ulicznym oświetleniu.

Burmistrz został również oskarżony o przyjęcie 10 tys. zł łapówki, gdy był starostą wałbrzyskim. Korzyść majątkową przyjął w zamian za wydanie korzystnej decyzji administracyjnej dotyczącej przywrócenia uprawnień do kierowania pojazdami mechanicznymi.

Prokuratura zarzuciła burmistrzowi także powoływanie się na wpływy w Urzędzie Skarbowym w Wałbrzychu i Izbie Administracji Skarbowej we Wrocławiu. Zdaniem śledczych C. w zamian za łapówki deklarował, że załatwi sprawy w tych urzędach.

Samorządowiec jest również oskarżony o działanie na szkodę Gminy Boguszów-Gorce. Burmistrz miał, zdaniem prokuratury, bezpodstawnie odwołać przetarg na sprzedaż nieruchomości, czym wyrządził szkodę gminie na kwotę ponad 4 mln zł.

W trakcie śledztwa burmistrz nie przyznał się do zarzutów. Podczas procesu jego zeznania zostały utajnione.
Źródło info i foto: onet.pl

Tadeusz Rydzyk broni biskupa oskarżonego o tuszowanie pedofilii

Tadeusz Rydzyk towarzyszył bp. Edwardowi Janiakowi podczas czwartkowej mszy w Kaliszu. Redemptorysta mówił z ambony, że „nie wolno uderzać w biskupów”. – I to jest apel do ludzi mediów. Pytałbym, czy jesteście Polakami? Czy kochacie Polskę? Jeśli kochacie Polskę, to nie szkodźcie, nie atakujcie bezwzględnie nienawiścią ludzi Kościoła – domagał się Rydzyk.

W niedziele w parafiach diecezji kaliskiej odczytywany był list biskupa Edwarda Janiaka, który jest oskarżany o tuszowanie pedofilii w Kościele i ukrywanie dopuszczających się jej księży. W liście Janiak prosi o modlitwę „w tym czasie medialnej nagonki na jego osobę”, by „uświęcony niewidzialną mocą Ducha Świętego, mógł zawsze służyć Bogu Żywemu przez miłość i służbę ofiarną”.

Jak informuje Oko.press, Janiak podobne słowa wystosował do wiernych w czwartek podczas mszy w Narodowych Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Biskupi prosił o modlitwę w czasie „nagonki medialnej”, aby „to po prostu wytrwał”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl