Incydent przy domu Jarosława Kaczyńskiego?

Interwencje stołecznej policji, którymi ta uzasadniała nadzwyczajną ochronę okolicy domu Jarosława Kaczyńskiego, dotyczą głównie happeningów i działalności dziennikarzy obywatelskich.

Zbadaliśmy listę przypadków łamania prawa, do których w ostatnich trzech miesiącach miało dojść w okolicy domu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Dane na ich temat przekazało nam biuro prasowe Komendy Stołecznej Policji, by uzasadnić konieczność skierowania właśnie w to miejsce większej liczby policjantów.

Jak ujawniliśmy na łamach tvn24.pl, było to nawet 18 policjantów każdej doby. Przez kilka tygodni – w różnych porach dnia i nocy – sprawdzaliśmy schemat działania mundurowych.

W każdej chwili dwóch umundurowanych funkcjonariuszy siedziało w radiowozie, mając oko na posesję prezesa PiS. Dwóch ich kolegów w tym czasie krążyło w bezpośredniej okolicy. Umundurowanym funkcjonariuszom towarzyszyła często dodatkowo para operacyjnych funkcjonariuszy, w cywilnych ubraniach. Każdej doby dochodziło do trzech zmian, po ośmiu godzinach służby, czyli nawet 18 funkcjonariuszy było zaangażowanych w pilnowanie okolicy domu Jarosława Kaczyńskiego. Rzecznik komendanta stołecznego policji Sylwester Marczak poinformował tvn24.pl, że działania te „nie mają nic wspólnego z pilnowaniem jakiejkolwiek posesji czy też osoby”. Na nasze pytanie o listę interwencji policji, rzecznik wysłał opisy siedmiu incydentów. Cytujemy je poniżej.

Siedem interwencji

Policyjny opis ewentualnego złamania prawa: „W dn. 28.03.2020 r. odnotowano zgromadzenie (pięciu osób). W związku z ujawnionymi czynami zabronionymi ustawą z dnia 20 maja 1971 r., Kodeks Wykroczeń (Dz. U. z 2019 r. poz. 821, 1238 z 2020 r. poz. 568) określonymi w treści: art. 54 Ustawy (naruszeniem przepisów porządkowych w związku z łamaniem zakazów i nakazów określonych w Rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii); art. 63a (nielegalne ogłoszenia); art. 65 (podanie fałszywych danych osobowych) – wobec uczestników podjęto określone prawem czynności służbowe”.

Tego dnia pod domem Jarosława Kaczyńskiego stanęło trzech mężczyzn i jedna kobieta. Protestowali przeciwko idei przeprowadzenia 10 maja wyborów prezydenckich. Trzymali transparent z napisem „Jarosławie K.!!! Nie chcemy kolejnej tragedii z powodu twojej żądzy władzy!”.

Przez megafon puszczali żałobny nokturn Chopina, na chodniku pod płotem posesji prezesa PiS ustawili znicze. Szybko pojawia się przy nich kilku policjantów. Jeden z funkcjonariuszy pyta: „kto jest organizatorem tego spontanicznego zgromadzenia?”.

Policjanci rozmawiają z uczestnikami pikiety, potem ich legitymują i odprowadzają mężczyzn do radiowozu. Jeden z nich krzyczy: „To jest państwo prawa? Panie pośle Kaczyński, rozliczymy pana z tego!”. Drugi mężczyzna jest przez dwóch policjantów ciągnięty po ziemi. Przez megafon krzyczy: „Zagrożenie epidemiologiczne nie może likwidować prawa do zgromadzeń!”.

Jednym z ukaranych jest Włodzimierz Ciejka, który przedstawiał się jako dziennikarz obywatelski. Taka forma jest zgodna z Prawem prasowym, które daje dziennikarzowi obywatelskiemu takie same prawa, jak zawodowemu dziennikarzowi.

Ciejka podkreśla w rozmowie z tvn24.pl, że został przewieziony na komisariat, na którym spędził około godziny.

– Spisali moje dane, dostałem protokół zatrzymania. Zostałem nie wylegitymowany, ale zatrzymany. Wielokrotnie tłumaczyłem, że nie byłem uczestnikiem pikiety, tylko dziennikarzem, który relacjonował to wydarzenie – podkreśla.
Policyjny opis: „W dniu 29.03.2020 r., odnotowano zgromadzenie (dziewięciu osób). W związku z ujawnionymi czynami zabronionymi ustawą z dnia 20 maja 1971 r., Kodeks Wykroczeń (Dz. U. z 2019 r. poz. 821, 1238 z 2020 r. poz. 568) określonymi w treści: art. 54 Ustawy (naruszeniem przepisów porządkowych w związku z łamaniem zakazów i nakazów określonych w Rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii); art. 63a (nielegalne ogłoszenia); art. 65 (podanie fałszywych danych osobowych) – wobec uczestników podjęto określone prawem czynności służbowe”.

Tego dnia dwóch aktywistów z Obywateli RP, stojąc blisko posesji Kaczyńskiego, rozwinęło baner z napisem „Pull up, idioto”. Ich pikietę dokumentowało dwóch fotoreporterów i ekipa TVP, a także reporter tvnwarszawa.pl Tomasz Zieliński. Aktywistów i przedstawicieli mediów spisuje policja. Wśród spisanych jest fotograf Wojciech Jakub Atys, pracujący dla redakcji „Gazety Wyborczej”.

24 kwietnia „Gazeta Wyborcza” informuje, że jej fotograf Wojciech Jakub Atys stanie przed sądem w związku z tym, że fotografował ten protest.

Atys zaznacza w rozmowie z nami, że został wysłany w tamtą okolicę przez redakcję, by sfotografować pikietę.

– Był kolega z PAP i telewizja państwowa. Jak obywatele zwinęli baner, to policjanci zaczęli wszystkich legitymować, dwóch fotoreporterów i ekipę TVP. Pokazywaliśmy legitymacje prasowe. Policjant sporządził wnioski o ukaranie do sądu – mówi.

Policyjny opis: „W dniu 10.04.2020 r. odnotowano zgromadzenie (czterech osób). W związku z ujawnionymi czynami zabronionymi ustawą z dnia 20 maja 1971 r., Kodeks Wykroczeń (Dz. U. z 2019 r. poz. 821, 1238 z 2020 r. poz. 568) określonymi w treści: art. 54 Ustawy (naruszeniem przepisów porządkowych w związku z łamaniem zakazów i nakazów określonych w Rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii); art. 63a (nielegalne ogłoszenia); art. 65 (podanie fałszywych danych osobowych) – wobec uczestników podjęto określone prawem czynności służbowe”.

W tym dniu na pl. Piłsudskiego w Warszawie delegacja na czele z Jarosławem Kaczyńskim złożyła kwiaty pod pomnikiem smoleńskim. Media obiegły zdjęcia polityków PiS stojących blisko siebie wbrew nakazowi zachowania 2 metrów dystansu, część z nich nie miała obowiązkowych maseczek.

Po południu pod willą szefa PiS pojawia się dwóch aktywistów, którzy prowadzą prześmiewczą wobec PiS stronę „Wolne Media”. Jednym z wylegitymowanych przez policjantów był również Robert Kuszyński, fotoreporter OKO.press. Na miejscu była także operatorka z tej redakcji.

Kuszyński zaznacza w rozmowie z nami, że dowiedział się o demonstracji, która ma się odbyć pod willą. – Dlatego tam się udałem, by zrobić zdjęcia. Zostałem wylegitymowany, podobnie jak operatorka OKO.press i dwóch panów z „Wolnych Mediów”. Na każde z nas przypadało po dwóch policjantów w mundurach, byli też tajniacy – relacjonuje.

Policyjny opis: „W dniu 15.04.2020 r. wylegitymowano dwie osoby. Wobec mężczyzn prowadzone są czynności wyjaśniające w kierunku wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń (naruszenie przepisów porządkowych)”.

Tego dnia para dziennikarzy obywatelskich publikujących swoje prześmiewcze materiały w internecie, jako „Wolne Media” odwiedziło dom Jarosława Kaczyńskiego. Zwrócili uwagę, że na płocie posesji prezesa Prawa i Sprawiedliwości nie ma obowiązkowej skrzynki pocztowej. Materiał wideo wolnych mediów przyniósł skutek – już w kilka dni później skrzynka pocztowa pojawiła się na ogrodzeniu.

Policyjny opis: „W dniu 02.05.2020 r. mężczyzna przerzucił przez płot posesji dyktę. Wobec mężczyzny wszczęto czynności wyjaśniające w kierunku wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń (naruszenie przepisów porządkowych) i art. 65 (podanie fałszywych danych osobowych). ”

Także duet dziennikarzy obywatelskich „Wolnych Mediów” odwiedziło dom Jarosława Kaczyńskiego. W swoim materiale wideo zwrócili uwagę, że skrzynka pocztowa już wisi na ogrodzeniu. Interwencja policji nastąpiła, gdy chcieli włożyć do niej list zaadresowany „Sz. Pan Prezes” z dwoma pytaniami:

„Czy był zamach?

Gdzie jest wrak?”.

Jeden z funkcjonariuszy, którzy podjęli interwencję wobec dziennikarzy obywatelskich, wytłumaczył, że „pilnuje skrzynki, bo to jego hobby”.

Policyjny opis: „W dniu 10.05.2020 r. odnotowano zgromadzenie osób, spośród których, wobec czterech osób została sporządzona dokumentacja w związku z popełnieniem wykroczenia z art. 54 kodeksu wykroczeń ( naruszenie przepisów porządkowych)”.

Tego dnia pod domem Jarosława Kaczyńskiego swój happening przeprowadził reżyser Grzegorz Jarzyna. Był to dzień w którym miały się odbyć tzw. wybory kopertowe. Reżyser chciał zorganizować kasłanie pod domem prezesa partii. Jak tłumaczył, happening miał pokazać, że rządząca partia dążyła do wyborów wbrew przestrogom epidemiologów.

Co do jednej z interwencji, o której poinformowała tvn24.pl policja – nie udzielając szczegółowych informacji na jej temat – nie mamy pewności, jakiego wydarzenia dotyczy. Rzecznik opisał ją w następujący sposób: „W dniu 15.04.2020 r. odnotowano zdarzenie z udziałem jednej kobiety, która na prywatnej posesji umieszczała plakaty. W toku czynności wyjaśniających ukarana została mandatem karnym kredytowym za wykroczenie z art. 54 kodeksu wykroczeń (naruszenie przepisów porządkowych) i art. 63a kodeksu wykroczeń (nielegalne ogłoszenia)”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wójt Żelazkowa Sylwiusz J. jadąc po alkoholu uderzył w słup energetyczny?

Lokalne media opisują wypadek, do którego doszło w niedzielę w Wielkopolsce. Kierowca samochodu uderzył w słup energetyczny, a kiedy na miejscu zjawiła się policja, nie zastała go. Auto należy do wójta Żelazkowa Sylwiusza J., który ma problemy z alkoholem.

Do wypadku doszło w niedzielę po godzinie 18:00 w miejscowości Podzborów, na drodze między Żelazkowem a Morawinem. Osobowy mercedes dachował w przydrożnym rowie. Kiedy policja zjawiła się na miejscu, kierowcy już tam nie było. Wypadek przypisuje się wójtowi Żelazkowa Sylwiuszowi J., który od lat ma problemy z alkoholem. Pierwszą wskazówką jest to, że samochód do niego należy, drugą, że na miejscu znaleziono pustą butelkę po wódce (tzw. „małpkę”).

Jeden z reporterów Polsatu chciał zapytać o sprawę samego wójta i w tym celu wybrał się do Urzędu Gminy w Żelazkowie. Okazało się jednak, Sylwiusz J. wziął urlop.

Sylwiusz J. i jego problemy alkoholem przysporzyły mu już wielu problemów. We wrześniu zatrzymano go w Kaliszu podczas marszu równości, gdzie mając 2 promile zaatakował policjanta. Wójt miał także udzielić ślubu pod wpływem alkoholu czy znieważać strażaków oraz znęcać się nad swoją rodziną.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Niemiecki prokurator ma dowody na to, że Madeleine McCann nie żyje

Niemiecki prokurator Hans Christian Wolters w liście do rodziców zaginionej w 2007 roku w Portugalii Madeleine McCann stwierdził, że dysponuje „konkretnymi dowodami” na to, że ich córka nie żyje. Portugalska policja przeszuka studnie, które znajdują się w pobliżu domu, w którym mieszkał mężczyzna podejrzewany o porwanie i zabójstwo dziewczynki.

W liście do Kate i Gerry’ego McCannów niemiecki prokurator Hans Christian Wolters stwierdził, że nie ma wątpliwości, że ich córka – Madeleine – nie żyje, ale nie wskazał, na jakiej podstawie doszedł do takiego przekonania. Prokurator wyjaśnił, że ujawnienie dowodów naraziłoby na niebezpieczeństwo prowadzone przez niego dochodzenie przeciwko Christianowi B. podejrzewanemu o porwanie i zabójstwo dziewczynki.

Wysoko postawione źródło w portugalskiej policji poinformowało BBC, że służby śledcze tego kraju zamierzają współpracować z niemiecką policją w dochodzeniu w sprawie zaginięcia Madeleine McCann w Portugalii w 2007 roku. Informator ten – który widział niemieckie dowody przeciwko podejrzanemu Christianowi B. – ocenił je jako „bardzo ważne” i „znaczące”.

W poniedziałek brytyjska telewizja Sky News poinformowała, że portugalska policja przygotowuje się do przeszukania studni znajdujących się niedaleko domu, w którym mieszkał Christian B. w czasie, w którym zaginęła dziewczynka.

Madeleine McCann miała prawie cztery lata, kiedy zniknęła z mieszkania w Praia da Luz w Portugalii w maju 2007 roku, gdzie jej rodzina spędzała wakacje. Była tam z młodszym rodzeństwem, podczas gdy ich rodzice byli w pobliżu na kolacji z przyjaciółmi.

Niemiecka policja poinformowała na początku czerwca tego roku, że wskazała w sprawie nowego podejrzanego, Christiana B., i prowadzi dochodzenie pod kątem popełnienia morderstwa. – Według wszystkich informacji, które dostaliśmy, Madeleine McCann nie żyje – mówił niemiecki prokurator Hans Christian Wolters.

Z krytyką pod adresem śledztwa prowadzonego w Portugalii, ocenionego jako „bardzo powolne”, mieli nieoficjalnie występować śledczy z Niemiec. Podobną opinię wyrażały w rozmowie z BBC osoby, które znały podejrzanego podczas jego pobytu w Portugalii. Ludzie ci opowiadali, że policja zaczęła zadawać pytania o Christiana B. dopiero w ciągu ostatniego roku lub dwóch.

Przedstawiciel portugalskiej policji w rozmowie z BBC odrzucił krytykę. Inny anonimowy informator zbliżony do dochodzenia, zapytany, czy policja portugalska badała wątki związane z Christianem B. i dotarła do jego wcześniejszych wyroków skazujących za przestępstwa seksualne z udziałem dzieci, zaapelował, aby nie oceniać przeszłości z perspektywy czasu i przekonywał, że systemy policyjne od tego czasu się zmieniły.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zamieszki w Dijon po zabójstwie chłopca przez gang narkotykowy

W ciągu minionego weekendu oraz w poniedziałek, francuskie miasto Dijon zostało opanowane przez grupę 150 Czeczenów, którzy szukali zemsty za śmierć swego rodaka, zabitego przez jednego z dilerów narkotykowych. W wyniku interwencji policji wywiązały się zamieszki

Jak donosi agencja AFP, do walk dochodziło głównie między przedstawicielami mniejszości Czeczeńskiej a członkami innych narodowości. Chodzi głównie o Marokańczyków i Algierczyków, zamieszkujących dzielnicę, w której doszło do zabójstwa 16-latka przez członka jednego z gangów narkotykowych.

Według policji około 150 Czeczenów urządzało od piątku tzw. najazdy karne na ulicach, gdzie mogli zamieszkiwać członkowie gangu. Przy okazji mężczyźni podpalali śmietniki i niszczyli sklepy. Wielu z nich miało kije bejsbolowe, niektórzy także broń palną, którą strzelali w przypadkowych kierunkach. W sobotę kilkudziesięciu z nich miało wkroczyć do nie cieszącej się najlepszą sławą dzielnicy Gresilles, gdzie między innymi zniszczyli pizzerię oraz postrzelili jej właściciela. Okolica ta, z której najprawdopodobniej pochodził zabójca chłopaka, stała się ofiarą jeszcze kilku napadów.

Apogeum zamieszek miało miejsce w poniedziałek, kiedy próbę zbiorowego samosądu ze strony społeczności czeczeńskiej postanowiła w zdecydowany sposób zatrzymać policja. W wyniku tego wywiązały się walki uliczne, spalono również samochód.
Źródło info i foto: o2.pl

Gotowe akty oskarżenia w sprawie wielomilionowej korupcji

Policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Katowicach zakończyli kilka wątków śledztwa, prowadzonego pod nadzorem Prokuratory Regionalnej w Łodzi, dotyczącego nieprawidłowości w branży górniczej. Efektem pracy śledczych jest skierowanie przez Prokuraturę Regionalną w Łodzi dwóch aktów oskarżenia do sądów. Straty, jakie spowodowali oskarżeni, sięgają prawie 14 mln zł.

Pierwszy z aktów oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Katowicach przeciwko dwóm osobom. Wątkiem wiodącym w tym śledztwie było postępowanie przetargowe, prowadzone w latach 2015-2016 w trybie przetargu nieograniczonego przez holding węglowy, dotyczące ochrony osób i mienia na terenie mysłowickiej kopalni. Wartość zamówienia opiewała na kwotę 12 mln 680 tys. zł. Dwaj członkowie zarządu, reprezentujący konsorcjum, które wygrało przetarg, działając wspólnie i w porozumieniu, przedłożyli zamawiającemu nierzetelną ofertę na świadczenie usług ochrony osób i mienia. Posłużyli się w niej podrobioną dokumentacją, zawierającą nieprawdziwe dane osób zatrudnionych na umowę o pracę, jak również poświadczyli nieprawdę w dokumentach o ich zatrudnieniu. Wskazali, że byli oni zatrudnieni na umowę o pracę, gdy faktycznie świadczyli pracę na podstawie umowy zlecenia.

Swoim działaniem usiłowali doprowadzić holding węglowy do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę nie mniejszą niż 12 mln 680 tys. zł. Jednocześnie, składając w ramach tego postępowania przetargowego nieprawdziwe dane co do dysponowania odpowiednią liczbą pracowników, wyrządzili kierowanemu przez nich konsorcjum szkodę majątkową w kwocie 1 mln 268 tys. zł.

Kolejny akt oskarżenia przeciwko czterem osobom, oskarżonym o popełnienie przestępstw, został skierowany do Sądu Rejonowego Katowice-Wschód. Osoby objęte aktem oskarżenia to m.in. dwaj górnicy zatrudnieni w mysłowickiej kopalni oraz lekarz. Jeden z górników został oskarżony o nakłonienie lekarz neurolog z województwa małopolskiego, do wystawienia mu na przełomie 2016 i 2017 roku kilku zwolnień lekarskich, poświadczających nieprawdę co do jego stanu zdrowia. Przedstawiając następnie pracodawcy zaświadczenia stwierdzających niezdolność do pracy, doprowadził Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz mysłowicką kopalnię do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie około 5 tys. zł.

W tej sprawie policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Katowicach przeprowadzili realizacje na terenie województwa śląskiego i małopolskiego, podczas której zatrzymali sześć osób. Po wykonaniu czynności procesowych z udziałem podejrzanych prokurator zastosował wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych na łączną kwotę 120 tys. zł, dozorów policji i zakazu opuszczania kraju.

Oskarżonym za popełnione przestępstwa grozi kara do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA oburzone skazaniem Paula Whelana za szpiegostwo w Rosji

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo wyraził w poniedziałek oburzenie skazaniem w Rosji na 16 lat więzienia Paula Whelana. Amerykanin usłyszał wyrok za szpiegostwo. Szef dyplomacji zażądał natychmiastowego wypuszczenia go na wolność.

„Stany Zjednoczone są oburzone dzisiejszą decyzją rosyjskiego sądu skazania obywatela USA Paula Whelana po tajnym procesie, z tajnymi dowodami i bez powołania świadków obrony. Żądamy jego niezwłocznego uwolnienia” – napisał w komunikacie szef dyplomacji USA.

„Mamy poważne obawy, że pan Whelan został pozbawiony rzetelnego procesu, choć Rosja jest do tego zobowiązana zgodnie z międzynarodowymi uzgodnieniami w zakresie praw człowieka” – dodał.

Whelan został zatrzymany 28 grudnia 2018 roku w pokoju hotelu „Metropol” w Moskwie przez funkcjonariuszy rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Oskarżono go o szpiegostwo; po procesie toczącym się za zamkniętymi drzwiami Moskiewski Sąd Miejski skazał go w poniedziałek na 16 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze za szpiegostwo przeciwko Rosji.

Amerykanin nie przyznał się do winy. Ambasador USA w Moskwie John Sullivan powiedział komentując wyrok, że wina Whelana nie została udowodniona i że sprawa ta zaszkodzi stosunkom amerykańsko-rosyjskim. 50-letni Whelan, dyrektor ds. bezpieczeństwa korporacyjnego i weteran piechoty morskiej, poza obywatelstwem USA ma też obywatelstwo Kanady, Wielkiej Brytanii i Irlandii. W grudniu 2018 roku przyleciał do Moskwy na ślub przyjaciela.

Whelan publicznie skarżył się na złe warunki w więzieniach w Rosji i powiedział, że jego życiu grozi niebezpieczeństwo. W maju przeszedł operację przepukliny.

Po ogłoszeniu wyroku obrońcy Whelana wyrazili przypuszczenie, że Amerykanin może zostać wymieniony na któregoś ze skazanych w USA obywateli Rosji – Wiktora Buta bądź Konstantina Jaroszenkę.

But, rosyjski handlarz bronią, odsiaduje w USA wyrok 25 lat więzienia za sprzedaż broni kolumbijskim rebeliantom. Jaroszenko, rosyjski pilot, odbywa 20-letni wyrok za przemyt kokainy do USA.
Źródło info i foto: TVP.info

Pedofilia w Kościele. Prymas Polak odpowiada na krytyczny list bp. Edwarda Janiaka

– Podjęte przeze mnie działanie jest wyrazem ewangelicznej troski o dobro osób pokrzywdzonych i o prawdziwe dobro Kościoła, a także realizacją misji ochrony dzieci i młodzieży, powierzonej mi przez Konferencję Episkopatu Polski – stwierdza abp Wojciech Polak, Prymas Polski, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. To odpowiedź na krytyczny list bp Edwarda Janiaka.

„Zgodnie z motu proprio papieża Franciszka »Vos estis lux mundi«, po otrzymaniu wiarygodnej informacji o »działaniach lub zaniechaniach mających na celu zakłócenie lub uniknięcie dochodzeń cywilnych lub kanonicznych« dotyczących wykorzystania seksualnego osoby małoletniej przez duchownego, każdy ksiądz jest zobowiązany do poinformowania o sprawie władzę kościelną” – pisze w swoim liście abp Polak.

Prymas przekonuje, że po zapoznaniu się „materiałem zawartym w filmie »Zabawa w chowanego«”, nie mógł milczeć lub „pozostać bezczynny wobec przedstawionych faktów”.

„Złożenie zawiadomienia nie rozstrzyga o winie i daje rzeczywistą szansę ks. bp. Edwardowi Janiakowi na przedstawienie argumentów w swojej obronie. Osądzenie sprawy jest wyłączną kompetencją Stolicy Apostolskiej” – podkreślił prymas.

Polak zapewnił jednocześnie, że podjęte przez niego działania są wyrazem „ewangelicznej troski o dobro osób pokrzywdzonych” i o „prawdziwe dobro Kościoła, a także realizacją misji ochrony dzieci i młodzieży, powierzonej mi przez Konferencję Episkopatu Polski”.

Janiak uderza w fundację i prymasa

W filmie „Zabawa w chowanego” braci Sekielskich pojawiło się oskarżenie pod adresem biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka, że tuszował czyny pedofilskie. Po jego emisji 16 maja delegat KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży abp Wojciech Polak wydał oświadczenie, w którym podkreślił, że „trzeba wyjaśnić wszystkie sprawy”. Zaznaczył, że „nikt w Kościele nie może uchylać się od odpowiedzialności”.

Bp Janiak 15 czerwca rozesłał do biskupów w kraju list, w którym skrytykował działania prymasa Wojciecha Polaka oraz poddał w wątpliwość wybór i działania Fundacji Św. Józefa KEP, której celem jest wspomaganie istniejących inicjatyw i podejmowanie nowych działań na rzecz różnorakiej pomocy osobom skrzywdzonym przez osoby duchowne.

Ordynariusz kaliski stwierdził w liście, że fundacja została powołana wbrew woli większości hierarchów Kościoła w Polsce i pod naciskiem. Oświadczył również, że swoją decyzją prymasa uderzył w niego wydając wyrok, mimo możliwości skonfrontowania informacji zawartych w filmie Sekielskich z krokami podjętymi przez diecezję kaliską. Wyraził równie z dezaprobatę wobec plakatów, które fundacja rozprowadziła po parafiach, a które jak stwierdził „w odbiorze społecznym zostały źle przyjęte przez wiernych, a na małych parafiach były zgorszeniem”.

Wcześniej bp Janiak wystosował także list skierowany do wiernych z prośbą „o modlitwę za niego w obliczu medialnej nagonki”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

36-letni Tomasz O. rzucił się z nożem na partnerkę

Miał pójść na zakupy, a wrócił znów pijany. Agata B. (38 l.) miała już dość! Gdy kazała mu spakować manatki, Tomasz O. (36 l.) wpadł w pijacką furię i chwycił za nóż… Tylko cudem matka z 10-letnią córką uniknęły makabrycznej śmierci. Tomasz O. miał szansę na szczęśliwe życie w rodzinnym gronie, ale wolał spędzać czas na zaglądaniu do kieliszka. Jego partnerka nie chciała już tak żyć i postanowiła wygnać pijaka z domu. Nie spodziewała się, że mężczyzna którego kiedyś kochała, zechce ją zabić.

Jak ustalił Fakt, kłótnia w mieszkaniu na kołobrzeskim osiedlu Bajkowym zaczęła się tuż po tym, jak Tomasz O. wrócił z zakupów pijany.

Gdy Agata B. zażądała, by mężczyzna się wyniósł, pijak złapał za nóż i zaatakował 10-letnią córeczkę. W jej obronie jak lwica stanęła mama, przyjmując na siebie pięć ciosów nożem. Dzięki niej dziewczynka miała czas na ucieczkę i wyskoczyła z balkonu na parterze.

Agata B. widząc, że córka jest bezpieczna, wyrwała się oprawcy i wybiegła z domu. Ale kat nie odpuszczał. Z zakrwawionym nożem ruszył w pościg za Agatą. Gdyby nie sąsiedzi, dorwałby kobietę i zabił. Obezwładnili nożownika i udzielili pomocy ofierze.

Niedoszły morderca od razu trafił za kraty. Prokuratura postawiła mu zarzut usiłowania zabójstwa. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policyjny pościg za 22-latkiem. Staranował radiowóz i rozbił swoje auto

Dramatyczny finał miała próba zatrzymania do kontroli 22-letniego kierowcy mercedesa w okolicach Ścinawy. 22-latek, usiłując za wszelką cenę uciec policjantom, najpierw staranował ich radiowóz, a gdy rozbił swój samochód na betonowym wiadukcie, kontynuował ucieczkę pieszo. Ostatecznie trafił jednak do aresztu. Jak się okazało, był pijany i nie miał prawa jazdy.

Policjanci ze Ścinawy, patrolując okoliczne miejscowości, zauważyli dobrze im znanego 22-letniego mieszkańca powiatu lubińskiego, jadącego osobowym mercedesem. Funkcjonariusze postanowili zatrzymać 22-latka do kontroli, ten jednak zignorował ich sygnały i zaczął uciekać. Policjanci ruszyli za nim w pościg.

Próbując zgubić policjantów, mężczyzna w pewnej chwili wjechał na pobliskie pole. Gdy funkcjonariusze zablokowali mu wyjazd z polnej drogi, uderzył w przód radiowozu, ominął policjantów i dalej kontynuował ucieczkę. Nie udało mu się już jednak wrócić na główną drogę. W pewnej chwili stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w betonowy wiadukt kolejowy, rozbijając swój samochód. Próbował jeszcze uciekać pieszo, ale został szybko zatrzymany i obezwładniony.

Jak się okazało, 22-latek był pijany i nie miał prawa jazdy. Badanie wykazało w jego organizmie ponad promil alkoholu. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu, a po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty.

22-latek odpowie teraz przed sądem za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości, niezatrzymanie się do kontroli drogowej oraz za staranowanie policyjnego radiowozu.
Źródło info i foto: se.pl

Włochy: Tajemnicza śmierć 32-letniej Polki

An armed Italian Carabinieri police officer, wearing a respiratory mask as part of precautionary measures against the spread of the new COVID-19 coronavirus, performs driving permission controls in Milan on March 10, 2020 as Italy imposed unprecedented national restrictions on its 60 million people on March 10 to control the deadly coronavirus. (Photo by Miguel MEDINA / AFP)

32-letnia Polka poszła opalać się na balkonie. Kiedy po chwili dołączyła do niej koleżanka, 32-latka już nie żyła. O sprawie informują lokalne media. Dramat we Włoszech, w Nardo na Półwyspie Salentyńskim. O sprawie informuje m.in. portal Polsatnews.pl, powołując się na zagraniczne media. Do tragedii miało dojść w niedzielę. 32-letnia obywatelka Polski wyszła na balkon żeby się opalać. Po chwili dołączyła do niej współlokatorka – również Polka – i dokonała przerażającego odkrycia.

Jej koleżanka leżała na balkonie martwa, nie dawała żadnych znaków życia. Kobieta natychmiast wezwała pogotowie. Niestety, nie udało się uratować życia jej znajomej.

32-letnia Polska poszła się opalać i zmarła

Obecni na miejscu ratownicy stwierdzili zgon 32-letniej Polki. Jak podaje Polsatnews.pl, ciało kobiety najprawdopodobniej decyzją prokuratura zostanie poddane sekcji zwłok. Jak przekazały włoskie media, śmierć najprawdopodobniej spowodowana była krwotokiem wewnętrznym. 32-latka mieszkała w Nardo, ale zameldowana było w Porto Cesareo, około 15 kilometrów od miejsca swojego zamieszkania.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl