Włochy: Przejęto mafijny majątek o wartości 20 milionów euro

Majątek wartości 20 milionów euro skonfiskowała we wtorek policja w ramach operacji przeciwko działającemu w Rzymie klanowi mafijnemu. Gang wielkiego i znanego wymiarowi sprawiedliwości klanu rodzinnego Casamonica praktycznie opanował część miasta.

Policyjna akcja z udziałem około 150 funkcjonariuszy odbyła się o świcie pod kryptonimem „Chronimy Rzym”. Wymierzona była w członków potężnego gangu, którego członkom zarzuca się działalność mafijną, wymuszenia i lichwę. Operacja jest ważna nie tylko ze względu na jej represyjny charakter, ale przede wszystkim dlatego, że uderzyliśmy w mafijną, znaną w Rzymie grupę Casamonica, która jakiś czas temu skolonizowała południowo-wschodnią część stolicy, a także jej okolice – powiedział szef policyjnego wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną w komendzie w Wiecznym Mieście Francesco Messina.

Wielu przedstawicieli tego lokalnego gangu zostało wcześniej aresztowanych i skazanych. Zwracano też uwagę na bezkarność klanu, który w 2015 roku urządził w kościele w Rzymie spektakularny i przyjęty z oburzeniem pogrzeb jednego ze swych sędziwych członków. W 2018 roku na polecenie władz miejskich zburzono nielegalnie zbudowane przez ten klan, pełne przepychu wille na peryferiach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest śledztwo policji. Chore krowy odkryte w ubojni. Miały zostać przerobione na produkty spożywcze

Chore krowy, które miały zostać przerobione na produkty spożywcze znaleźli w środę nad ranem policjanci oraz inspektorzy weterynaryjni w ubojni na terenie powiatu brzezińskiego. Do przeszukań doszło również w zakładzie na terenie powiatu zgierskiego. To efekt akcji policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Do zakładu w miejscowości Jaroszki kilkunastu policjantów, wspieranych przez inspektorów weterynaryjnych, weszło w środę o 6 rano. Z informacji śledczych wynikało, że w tym zakładzie może dochodzić do przerabiania tzw. „leżaków”. To krowy, które nie mogą się same poruszać. Najwięcej „leżaków” jest wśród krów ras mlecznych, które z powodu silnej eksploatacji szczególnie podatne są na choroby, a także urazy. Żeby oddać tego typu krowy do rzeźni, trzeba przejść procedury dużo bardziej skomplikowane i kosztowne niż w przypadku zdrowych krów.

Ale w Polsce kwitnie nielegalny handel „leżakami”. W styczniu 2019 r. reporterzy Superwizjera pokazali, że tego typu krowy bez żadnych badań i ze złamaniem wszelkich procedur są skupowane przez nielegalnych handlarzy. Później bydło, często chore, trafia do rzeźni, a w konsekwencji na nasze stoły.

O tego typu proceder śledczy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi podejrzewali dwa zakłady zlokalizowane nieopodal Łodzi. W środę rano w jednym z nich, w powiecie brzezińskim, znaleziono na samochodach kilka krów, które nie potrafiły samodzielnie wstać. Zwierzęta leżały całą noc, prawdopodobnie czekały na ubój i przerobienie na mięso. Weterynarze stwierdzili brak właściwych dokumentów, potwierdzających stan zdrowia krów. Zwierzęta zostały ubite przez rzeźnika, a próbki ich mięsa trafią teraz do badań.

Podobna akcja policji została przeprowadzona w środę w zakładzie na terenie powiatu zgierskiego. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Mazowieckim.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szykuje się nowe śledztwo dotyczące seksualnego wykorzystywania małoletnich w „Zatoce Sztuki”

Będzie nowe śledztwo dotyczące seksualnego wykorzystywania małoletnich w sopockim klubie „Zatoka Sztuki” i niewyjaśnionych dotąd wątków tej sprawy – poinformowała Prokuratura Krajowa. Dla zagwarantowania bezstronności poprowadzi je specjalny zespół śledczy prokuratorów w Prokuraturze Okręgowej w Łodzi, a więc jednostce prokuratury spoza regionu gdańskiego.

Jak ustalił Onet, grupa prokuratorów, która została powołana na polecenie Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro 21 maja, a więc dzień po emisji filmu Sylwestra Latkowskiego „Nic się nie stało”, wystąpiła do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku o nadesłanie akt wszystkich spraw związanych z problematyką poruszaną w filmie, w tym także klubu Zatoka Sztuki. Otrzymała akta będące w dyspozycji zarówno prokuratury, jak i akta główne spraw znajdujących się na etapie postępowania sądowego. Na ich podstawie już ustaliła, że nie wszystkie podejmowane w filmie wątki były przedmiotem postępowań karnych. „Koniecznym stało się więc przeprowadzenie odrębnego postępowania przygotowawczego dotyczącego „Zatoki sztuki”” – podkreśla prokuratura.

W maju TVP wyemitowała film Sylwestra Latkowskiego „Nic się nie stało”, w którym opisano kulisy przestępstw Krystiana W., ps. Krystek, działającego w Trójmieście. Mężczyzna był określany przez media mianem „łowcy nastolatek”. Latkowski przywołał zeznania dziewcząt, które opisywały gwałty i molestowanie.

PK przypomniała też, że zdarzenia przedstawione w filmie Latkowskiego, do których dochodziło od 2007 roku, były przedmiotem kilku postępowań latach 2010-2014. Zostały umorzone z powodu niewykrycia sprawcy albo – jak stwierdzano – wobec braku znamion czynu zabronionego.

Prokuratura podkreśliła, że do intensyfikacji działań doszło na polecenie Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro po reformie prokuratury w 2016 roku. Do sądu trafiła m.in. prowadzona od 2015 roku sprawa Krystiana W. i Marcina T., oskarżonych o popełnienie przestępstw związanych z wykorzystaniem seksualnym nieletnich.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wnuk Lecha Wałęsy trafi do więzienia. Chodzi m.in. o pobicie obywateli Szwecji i licealistów

Jest decyzja sądu ws. wnuk byłego prezydenta. Dominik W. ma trafić na rok do więzienia. Chodzi m.in. o pobicie obywateli Szwecji i licealistów. Wyrok nie jest prawomocny. Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał Bartłomieja W. na rok bezwzględnego więzienia za m.in. pobicie dwóch obywateli Szwecji oraz dwóch licealistów. Poza tym sąd orzekł nawiązki po 10 tys. złotych oraz wpłatę 2 tys. złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Przed sądem stanął nie tylko syn byłego prezydenta Polski. Damian M. usłyszał wyrok czterech lat i trzech miesięcy więzienia. Z kolei Oskar N. ma spędzić 30 dni w areszcie za kradzież turyście telefonu komórkowego.

Warto jednak zaznaczyć, że sąd zmienił kwalifikację karną czynu. Początkowo Bartłomiej W. wraz z dwoma współoskarżonymi mieli odpowiadać za rozbój na obywatelu Szwecji, za co grozi do 12 lat więzienia. Ostatecznie stwierdzono, że doszło do pobicia. Orzeczenie nie jest prawomocne. Niewykluczone, że prokuratura, która już wystąpiła o pisemne uzasadnienie wyroku, złoży apelację w tej sprawie.
Źródło info i foto: wp.pl

Meksyk: Wpłynął akt oskarżenia przeciwko polskiemu kapitanowi

Pod koniec lipca minie rok, od kiedy polski kapitan Andrzej Lasota został zatrzymany wraz dowodzoną przez siebie załogą przez meksykańskie służby. Dopiero po 10 miesiącach od tego momentu tamtejsza prokuratura wniosła do sądu akt oskarżenia przeciwko Polakowi.

Śledczy zarzucają mu nielegalne wprowadzenie kokainy na terytorium Meksyku. Nie biorą przy tym pod uwagę żadnych okoliczności łagodzących, nie mają też żadnych twardych dowodów. Nasz rodak odpowie przed sądem jako bezpośredni sprawca nielegalnego przemytu, wyłącznie na podstawie zeznań przesłuchanych do tej pory osób.

Podstawę aktu oskarżenia stanowi art. 194, cz. II Federalnego Kodeksu Karnego. Przepis ten traktuje oskarżonego jako bezpośredniego sprawcę przestępstwa, który działa w sposób umyślny. Jako główny dowód aktu oskarżenia, Biuro Prokuratora Generalnego przedstawia wyłącznie zeznania świadków potwierdzające, że na statku znaleziono narkotyki.

Frankowicze zszokowani kursem CHF

Według ustaleń RMF FM, śledczy nie biorą jednak pod uwagę, że większość z osób, które składały swoje zeznania – w tym ponad 20 członków załogi – podtrzymuje, że nielegalne substancje znalazły się na statku podczas załadunku kruszywa, bez wiedzy załogi.

Podstawą aktu oskarżenia jest zatem wyłącznie fakt, że narkotyki znajdowały się na pokładzie UBC Savannah. Śledztwo nie wyjaśniło jednak, w jaki sposób się tam znalazły. Meksykańska prokuratura, uznając, że to polski kapitan statku Andrzej Lastoa odpowiada za przemyt, wniosła do sądu o karę nie niższą niż 10 lat więzienia, karę grzywny oraz zawieszenie praw obywatelskich na czas odbywania kary.

Obrońca nie może spotkać się ze swoim klientem

Przed meksykańskim sądem formalnie rusza więc proces przeciwko osadzonemu w więzieniu w Tepic Polakowi. Jego obrońcy wynajęci przez firmę, która zarządza statkiem podtrzymują, że zarzuty stawiane kapitanowi są bezpodstawne.

Pierwszą rozprawę zaplanowano zdalnie, w formie wideokonferencji. W sądzie w Ciudad Victoria, przed którym ma się toczyć proces, zasiądą obrońcy oraz prokurator. Kapitan będzie łączył się z salą rozpraw z sądu w Tepic.

Z Ministerstwa Sprawiedliwości w Mexico City będą się łączyć natomiast przedstawiciele naszej ambasady. Prośba obrony, by podczas zeznań mecenasi mogli przebywać w Tepic wraz z kpt. Lasotą, została odrzucona. Władze więzienia tłumaczą to potencjalnym zagrożeniem COVID-19.

To kapitan Lasota wezwał meksykańską policję na statek

Do aresztowania załogi statku UBC Savannah doszło pod koniec lipca minionego roku, po kilkunastu dniach od kiedy pływająca pod cypryjską banderą UBC Savannah weszła do portu w meksykańskiej Altamirze.

Statek transportował z Branquilli w Kolumbii tzw. met-coke czyli koks metalurgiczny. To sypkie kruszywo zgromadzone w kilku ładowniach. Podczas rozładunku jednej z nich załoga zauważyła podejrzane pakunki. Marynarze najpierw zawiadomili o sprawie drugiego oficera, który wezwał na pokład kapitana. Andrzej Lasota natychmiast podjął wówczas decyzję o przerwaniu pracy, po czym zawiadomił kapitanat portu i miejscową policję.

Kilka godzin później na miejscu pracował już prokurator federalny.

Po zabezpieczeniu pakunków (okazało się, że znajduje się w nich ok. 200 kg kokainy) i przesłuchaniach załogi, zapadła decyzja o zatrzymaniu wszystkich 22 jej członków – 19 Filipińczyków i trzech Polaków.

Po kilkunastu dniach w meksykańskim areszcie, załogę zwolniono. Pozostał w nim tylko kapitan statku Andrzej Lasota.

Rodzina kapitana Lasoty apelowała o reakcję polskich władz

Jesienią ubiegłego roku bliscy kpt. Lasoty na zorganizowanej przez siebie konferencji, zaapelowali o stanowczą reakcję do polskich władz.

Do Kancelarii Prezydenta RP złożyli też petycję. W jej opisie można było przeczytać: Zwracamy się do Pana Prezydenta z gorącym apelem, aby Pan Prezydent dołożył wszelkich starań, aby nawiązać dialog z Prezydentem Republiki Meksyku, aby swoim programem objął również Kapitana Andrzeja Lasotę. Wszyscy głęboko wierzymy, iż Pan Prezydent mógłby wspomóc nasze starania, a zwłaszcza pomóc Kapitanowi w szczęśliwym powrocie do rodziny.(…)

Państwo Polskie powinno dołożyć wszelkich starań, aby jego obywatel, który nie dopuścił się żadnego przestępstwa, był godnie traktowany przez inne Państwo, z którym utrzymujemy stosunki dyplomatyczne. Wszyscy znający szczegóły tej sprawy zdają sobie sprawę, iż Kapitan Lasota został nieświadomie wciągnięty do brudnej gry, jest zupełnie niewinny, postępował zgodnie z procedurami, spędził na morzu w sumie kilkadziesiąt lat, wykształcił wielu oficerów, kapitanów, nigdy nie zaniedbywał swoich obowiązków, jest przykładem wspaniałych polskich, cenionych na całym świecie, wysoko wykwalifikowanych nawigatorów.

Po publikacji tych słów i nagłośnieniu sprawy przez media, szef gabinetu prezydenta RP Krzysztof Szczerski zapewniał na Twitterze: (…)współpracujemy ze służbami konsularnymi, sytuacja prawna jest trudna, działamy wielotorowo, będziemy informować o efektach.

Wiosną tego roku rodzina Polaka skierowała kolejny list do Kancelarii Prezydenta RP, z prośbą o zainteresowanie się sprawą i reakcję.

„Albo przemytnicy testują nowy sposób przerzutu narkotyków, albo meksykańskie służby próbują podnieść swoje statystki”

W ubiegłym roku na wschodnim wybrzeżu Meksyku identyczny los spotkał załogi w sumie trzech statków.

Oprócz podejrzanych pakunków na UBC Savannah ujawniono je także na UBC Tokyo oraz Delphi Ranger. We wszystkich trzech przypadkach statki były ładowane w tym samym porcie i płynęły do Altamiry.

Transportowały niemal identyczny sypki ładunek. O podejrzanych pakunkach załoga dowiadywała się w każdym przypadku na miejscu, podczas rozładunku. W biuletynie marynistycznym rozsyłanym do załóg statków na całym świecie już 8 września 2019, po zatrzymaniu UBC Tokyo pojawił się wiele mówiący o sprawie wpis: Albo przemytnicy próbują testować nowy sposób przerzutu narkotyków, albo meksykańskie służby próbują podnieść swoje statystki.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejne osoby zatrzymane przez ABW. Wydalenia z kraju, walka z terroryzmem

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w ostatnim czasie dokonali szeregu działań dotyczących cudzoziemców, którzy zagrażali bezpieczeństwu Polski i mieli związek z radykalnymi organizacjami terrorystycznymi. Według informacji portalu tvp.info, w maju ABW zatrzymało obywatela Indii i spowodowało wydalenie z kraju dwóch Rosjan narodowości czeczeńskiej.

Jak wynika z naszych ustaleń, śledczy z ABW na początku maja potwierdzili powiązania obywatela Federacji Rosyjskiej narodowości czeczeńskiej Adama B. z organizacjami terrorystycznymi.

Według agencji Adam B. był związany z osobami wspierającymi organizacje terrorystyczne – m.in. z tzw. Państwem Islamskim – oraz z cudzoziemcami zaangażowanymi w konflikt zbrojny na terenie Syrii. W sprawie operacyjnej prowadzonej wobec Adama B. szef ABW skierował wniosek do szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców o pozbawienie mężczyzny statusu uchodźcy.

Druga sprawa dotyczy obywatela Indii, który według Agencji stanowił zagrożenie o charakterze terrorystycznym.

Mężczyzna – służby nie chcą ujawniać jego imienia – został zatrzymany 22 maja przez Straż Graniczną na podstawie informacji przekazanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Obywatel Indii miał prezentować wysoki stopień radykalizacji oraz skłonność do przemocy; deklarować zdolność do podjęcia działań o charakterze terrorystycznym.

Zatrzymany przebywa obecnie w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców Straży Granicznej, gdzie oczekuje na wydalenie z kraju.

W połowie maja z terytorium Polski wydalony został obywatel Federacji Rosyjskiej narodowości czeczeńskiej. Bukhari K. utrzymywał kontakty z osobami mogącymi mieć związek z terroryzmem.

Na podstawie informacji przekazanych przez Agencję – na mocy ustawy o cudzoziemcach – komendant placówki Straży Granicznej w Łodzi wydał decyzję o zobowiązaniu Bukhariego K. do powrotu do kraju pochodzenia. Zakaz ten dotyczy również ponownego wjazdu na terytorium Polski i innych państw obszaru Schengen. Decyzja ta została wydana na pięć lat.

Bukhari K. został zatrzymany w listopadzie 2019 r. przez Straż Graniczną, następnie decyzją sądu został umieszczony w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców w Białymstoku. Z kolei w maju br. Rada do Spraw Uchodźców utrzymała w mocy decyzję szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców, który odmówił Rosjaninowi ochrony międzynarodowej na terytorium Polski.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: 23-letnia Polka upozorowała swoje porwanie

Niemiecka policja otrzymała wiadomość z Polski, że 23-letnia kobieta mogła zostać porwana. W piątek odbyło się przeszukanie domów w Nauen (Brandenburgia). Mundurowi przed jednym z budynków spotkali kobietę spacerującą z psem – jak się okazało była nią Polka, która sfingowała swoje zniknięcie – informuje serwis rbb24.

Polskie służby przekazały do Departamentu Policji Zachodniej Brandenburgii wiadomość, że 23-latka z Polski mogła paść ofiarą porwania. Poszukiwania zaczęto jeszcze w piątek.

„Porwana” spacerowała z psem

Z ustaleń wynikało, że kobieta może przebywać na terenie miasta Nauen. Zlokalizowano miejsce, gdzie rzekomo miała być przetrzymywana – poinformowała w poniedziałek niemiecka policja.

Tamtejsze służby wezwały nawet do przeszukania domów jednostkę Brandenburskiego Dowództwa Operacji Specjalnych (SEK). Funkcjonariusze nie odnaleźli jednak kobiety w budynku. Jak się okazało, 23-latka była nieopodal – na zewnątrz. Mundurowi spotkali Polkę w momencie, kiedy spacerowała z psem.

Upozorowała swoje porwanie

Niemieckie służby podejrzewały, że kobieta upozorowała swoje porwanie. 23-latka została tymczasowo aresztowana. W mieszkaniu, gdzie przebywała, odnaleziono dowody, które mają świadczyć o tym, że cały incydent był przez nią dokładnie przygotowany – jak podała rzeczniczka policji.

Co więcej, 23-latka podczas przesłuchania przyznała się do tego, że sama wymyśliła plan, związany ze swoim zniknięciem. Na polecenie prokuratora kobieta została zwolniona z aresztu. Funkcjonariusze nadal prowadzą dochodzenie ws. sfingowania przez nią porwania oraz próby wymuszenia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Norwegia: Odnaleziono ciało zaginionej Polki

Znalezione na początku czerwca w górach w okolicach miejscowości Orsta na zachodzie Norwegii szczątki ciała należą do zaginionej w 2018 roku 25-letniej Polki – podała we wtorek norweska policja. 25-letnia kobieta wybrała się na wycieczkę w pobliskie góry i nigdy z niej nie wróciła. W pobliżu miejsca jej zaginięcia odnaleziono but z fragmentami kości.

„Identyfikacja była możliwa dzięki badaniom DNA. O jej wynikach została powiadomiona rodzina oraz polska ambasada” – poinformowała w komunikacie policja regionu More oraz Romsdal.

Na but oraz szczątki ciała 5 czerwca natrafił mężczyzna podczas spaceru pod masywem górskim Nivane w okolicach miejscowości Orsta. Opis buta był zbieżny z tym, który należał do Polki.

Maja mieszkała w Orsta, niewielkim miasteczku w regionie Møre og Romsdal od zaledwie tygodnia. Pracowała w firmie sprzątającej. Czas wolny spędzała na łonie natury. Policja uważa, że feralnego dnia wybrała się na pieszą wędrówkę w okolice szczytu Saudehornet.

Poszła na wycieczkę, nie wróciła

25-letnią Maję Herner po raz ostatni widziano w centrum gminy, gdy około godziny 12.00 robiła zakupy w sklepie spożywczym. Około godziny 14.30 oświadczyła, że wybiera się na krótką wycieczkę. Gdy nie wróciła, natychmiast rozpoczęto jej poszukiwania. Jeszcze tego samego dnia policja znalazła na parkingu przed szlakiem samochód 25-latki. Jej samej nigdzie nie było.

Mai szukała policja, zmobilizowano funkcjonariuszy z psami tropiącymi, nad obszarem latano helikopterami i dronami – wyliczał nadawca publiczny Norsk Rikskringkasting. Nie przyniosło to żadnych rezultatów. W akcji od początku uczestniczy również miejscowy Czerwony Krzyż.

Mieszkańcy wątpią w wypadek

Jak dowiedziała się norweska stacja TV2, policja założyła, że Maja uległa wypadkowi, a jej ciało znajduje się gdzieś w górach. W taką hipotezę wątpiło jednak wielu mieszkańców Ørsta. – Jestem jedną z takich osób – powiedział w rozmowie z reporterami burmistrz miasta Stein Aam.

Jarle Bjørdal z Czerwonego Krzyża w Ørsta przekazał natomiast, że nigdy wcześniej nie miał do czynienia z sytuacją, w której osoba po wypadku w górach nie została odnaleziona. Podkreślił, że w poszukiwaniach brały udział setki osób, a środki, które wykorzystano w akcji były znaczne. Przyznał przy tym, że nie może zagwarantować, iż Polki tam nie ma.

Czy Kripos pomoże w rozwikłaniu zagadki?

Niektórzy w miasteczku spekulują, że sprawa ma charakter kryminalny. Plotki podsyca fakt, że miejscowa policja poprosiła o pomoc specjalną jednostkę do walki z przestępczością zorganizowaną i inną poważną przestępczością (Kripos).
Źródło info i foto: Fakt.pl

Funkcjonariusze z krakowskiego „Archiwum X” rozwiązują sprawę zabójstwa z 2000 roku

Policjanci z krakowskiego Archiwum X mają nowy trop w sprawie Joanny Matjaszek, która zaginęła w 2000 roku w miejscowości Niwka (gm. Radłów). Śledczy nie mają wątpliwości, że 18-letnia wówczas dziewczyna padła ofiarą zabójstwa, choć jej zwłok nigdy nie udało się odnaleźć. W rejonie podtarnowskich stawów, na granicy gmin: Wierzchosławice i Radłów, trwają poszukiwania istotnych dowodów w tej sprawie, a przede wszystkim ciała licealistki.

Pochodząca z Brzeska, 18-letnia wówczas Joanna Matjaszek zaginęła 3 listopada 2000 roku w podtarnowskiej miejscowości Niwka (gm. Radłów). Początkowo śledczy prowadzący sprawę zakładali różne scenariusze zdarzeń, między innymi ucieczkę dziewczyny, wstąpienie przez nią do sekty, czy nieszczęśliwy wypadek, lecz obecnie nie mają już wątpliwości, że padła ona ofiarą zabójstwa.

Zwłoki Joanny do tej pory nie zostały odnalezione, mimo szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej. Bezpośrednio po zniknięciu licealistki, za pomocą kamery termowizyjnej przeczesano między innymi 100 hektarów lasów oraz teren starej cegielni w pobliżu Radłowa, a także przesłuchiwano świadków. Niestety nie natrafiono na ślad dziewczyny.
Źródło info i foto: se.pl

Starcia na granicy indyjsko-chińskiej. Nie żyje co najmniej 20 żołnierzy

Rośnie napięcie na granicy chińsko-indyjskiej. We wtorek w starciach zginęło tam co najmniej 20 indyjskich żołnierzy, nie wiadomo na razie nic o ofiarach w chińskiej armii. Na granicy Chin i Indii w Dolinie Galwan doszło do starć żołnierzy obydwu państw. Indyjska armia początkowo informowała o śmierci trzech swoich żołnierzy, teraz bilans zwiększył się do 20 – donosi AP.

Co ważne, według strony hinduskiej nie było tam ani jednego wystrzału. Żołnierze Chin i Indii mieli walczyć na gołe pięści i kamienie – są to jednak szczątkowe, niepotwierdzone informacje.

Chiny na razie nie informowały o ofiarach, Pekin ograniczył się jedynie do oskarżenia hinduskich żołnierzy o przekroczenie granicy. Z kolei Hu Xijin, redaktor naczelny dziennika „Global Times”, który uznawany jest za propagandową tubę władz, napisał w jednym z mediów społecznościowych, że w starciach w Dolinie Galwan ucierpieli także Chińczycy.

Napięta sytuacja w tym regionie utrzymuje się już od kilku tygodni. Zarówno Chiny, jak i Indie skierowały na sporny obszar dodatkowe oddziały żołnierzy. Indie twierdzą, że Chińczycy zajęli część ich terytorium (około 38 tys. kilometrów). Chodzi o tereny Aksai Chin, terytorium, do którego prawa roszczą sobie Indie (jako część Kaszmiru), a które zaanektowała ChRL w 1962 roku. Od 1975 roku, mimo stałego napięcia, w regionie Ladakh nie było ofiar śmiertelnych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl