Ząbki: 32-latek zatrzymany ws. zabójstwa

Podczas spotkania towarzyskiego 32-letni mężczyzna miał zadać cios nożem swojemu koledze. 35-latek zmarł w wyniku odniesionych ran, a sprawca trafił do aresztu. Grozi mu dożywocie. Dramat wydarzył się kilka dni temu w mieszkaniu w Ząbkach. Lokatorka bloku wielorodzinnego powiadomiła policjantów, że na klatce schodowej leży nieprzytomny mężczyzna z ciętą raną brzucha. 

Pokłócił się z kolegą i ugodził go nożem

Na miejscu kilka chwil później pojawili się mundurowi i ratownicy medyczni, którzy udzielili pomocy rannemu.

„Mężczyzna niemal natychmiast został przetransportowany do szpitala, gdzie mimo podjętych wszelkich starań personelu medycznego, zmarł” – poinformował asp. szt. Tomasz Sitek z wołomińskiej policji.

Na podstawie zebranych na miejscu śladów policjanci ustalili, że mogło dojść do przestępstwa. W bloku tego wieczoru odbywało się spotkanie towarzyskie u 32-latka. Funkcjonariusze podejrzewają, że w międzyczasie mogło dojść do kłótni pomiędzy gospodarzem a zmarłym 35-latkiem, która następnie „przeniosła się” na klatkę schodową. To tam agresor miał śmiertelnie ranić nożem swojego kolegę, a następnie wrócić do mieszkania.

32-latek został zatrzymany i umieszczony w policyjnej celi. Badanie stanu trzeźwości wykazało blisko 2,8 promila alkoholu w jego organizmie.

„Mężczyzna został przesłuchany, złożył też swoje wyjaśnienia. Prokurator Prokuratury Rejonowej w Wołominie przedstawił mu zarzut zabójstwa 35-latka” – przekazał policjant.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wszczęto śledztwo ws. przecieków maturalnych

Jest śledztwo w sprawie przecieków maturalnych – dowiedział się reporter RMF FM. Właśnie wszczęła je Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Chodzi o egzaminy dojrzałości z języka polskiego oraz matematyki.

Zawiadomienie złożyła Centralna Komisja Egzaminacyjna, która otrzymała kilkanaście zgłoszeń o możliwości ujawnienia arkuszy egzaminacyjnych nieuprawnionym osobom – mowa o egzaminie z polskiego w dniu 8 czerwca i matematyki dzień później.

Artykułem, na który wszczynając śledztwo powołała się prokuratura, jest przepis kodeksu karnego mówiący o „ujawnieniu informacji uzyskanej w związku z wykonywaną funkcją lub czynnościami służbowymi”. Wstępnie przyjęto więc, że źródłem przecieku może być urzędnik.

Postępowanie rozpoczęło się dopiero teraz, bo CKE zawiadomienie złożyło w zwykłym komisariacie. Stamtąd trafiło do komendy rejonowej, potem po kolei do dwóch rejonowych prokuratur. Następnie przejęcie sprawy zapowiedziała Prokuratura Okręgowa, do której dopiero przedwczoraj spłynęły brakujące dokumenty z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Podejrzane wyszukiwania o poranku

8 czerwca ok. godz. 6.30 w woj. podlaskim zanotowano wzrost wyszukiwań w Google frazy „wesele elementy fantastyczne”. Jak podał na Twitterze profil Emocje w sieci, analizujący nastroje internautów, ok. godz. 7.00 – dokładny temat tegorocznej matury z polskiego na poziomie podstawowym: Jak wprowadzenie elementów fantastycznych do utworu wpływa na przesłanie tego utworu? Rozważ problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do podanych fragmentów “Wesela”.

Zauważono, że działo się tak tylko w woj. podlaskim. Załączono przy tym wykresy z Google Trends pokazujące zainteresowanie wyszukiwanymi frazami w ujęciu czasowym. Między godz. 7.00 a 9.00 zanotowano też pojedyncze wyszukiwania frazy „Anna Kamieńska”.

Wyciek pytań maturalnych? „Nie będzie unieważnienia matur z polskiego w całym kraju”

Dzień później 9 czerwca w dniu egzaminu z matematyki w mediach społecznościowych – na Twitterze oraz Facebooku pojawiły się zdjęcia odpowiedzi na pytania zamknięte. Te odpowiedzi pokrywają się z tym, co znaleźć można w udostępnionych już przez CKE arkuszach.

Centralna Komisja Egzaminacyjna przyznaje, że dostała kilkadziesiąt sygnałów w tej sprawie, ale nie można na tę chwilę określić, gdzie mogło dojść do tego wycieku i czy rzeczywiście taki był jego przebieg. To ma wyjaśnić policja, do której trafi zawiadomienie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atlanta: Były policjant z 11 zarzutami. Strzelał do uciekającego Afroamerykanina

Zwolniony z pracy funkcjonariusz policji z Atlanty, który oddał trzy strzały w kierunku uciekającego Afroamerykanina Raysharda Brooksa, usłyszał 11 zarzutów. Towarzyszący mu w czasie tragicznie zakończonej interwencji policjant został łagodniej potraktowany, zgodził się bowiem zeznawać przeciwko koledze.

O zarzutach dla Garretta Rolfe’a, byłego już funkcjonariusza policji w Atlancie (stan Georgia), który pięć dni temu strzelał do uciekającego Raysharda Brooksa, poinformował na środowej konferencji prasowej Paul Howard, prokurator okręgowy w hrabstwie Fulton. Dwie kule trafiły 27-letniego mężczyznę w plecy, a jedna w pojazd, w którym znajdowały się trzy osoby. – Po oddaniu strzałów Garrett Rolfe nie udzielił mężczyźnie pierwszej pomocy, tylko powiedział „mam go”, a następnie kopnął Brooksa, gdy ten walczył o życie – relacjonował Howard.

Inaczej sytuację oceniają obrońcy policjanta. W oświadczeniu wskazano, że Rolfe oddał strzały po tym, jak Brooks użył paralizatora, który wyrwał funkcjonariuszom podczas szamotaniny. Policjant miał „obawiać się o bezpieczeństwo swoje i osób postronnych”. Według jego obrońców, bardzo szybko wezwał służby ratunkowe do postrzelonego mężczyzny.

Jeśli Rolfe zostanie uznany za winnego, może mu grozić nawet kara śmierci.

Devin Brosnan, drugi z biorących udział w interwencji policjantów, usłyszał dwa zarzuty. Zdecydował się zeznawać przeciwko koledze.

Bliscy Brooksa uważają, że policjanci zamiast strzelać z broni palnej powinni kontynuować pościg za 27-latkiem. – Poczułam wielki ból, gdy usłyszałam przez co przeszedł – powiedziała wdowa po Brooksie, Tomika Miller. – Zbliża się Dzień Ojca i jedyne, co mogę teraz zrobić, to myśleć, co by się działo, gdyby mój mąż dalej żył – dodała.

Śmierć i protesty

Pięć dni temu 27-letni Brooks zasnął w samochodzie na podjeździe drive-thru restauracji Wendy’s. Jej pracownicy wezwali policję, ponieważ auto blokowało innych klientów. Podejrzewali, że mężczyzna jest pod wpływem alkoholu. Jak poinformował Howard, po przyjeździe policji Brooks początkowo zachowywał się spokojnie. Interwencja trwała ponad 40 minut, a sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Mężczyzna zaczął stawiać opór, gdy policjanci chcieli założyć mu kajdanki. Doszło do szamotaniny.

W związku ze śmiercią Brooksa w sobotę po zmroku w Atlancie wybuchły zamieszki. Restauracja, przy której go zastrzelono, stanęła w ogniu. Lokal palił się przez ponad 45 minut, zanim na miejsce przyjechała straż pożarna. Inni demonstranci zablokowali główną autostradę w mieście.

Tego samego dnia burmistrz Keisha Lance Bottoms przekazała, że ​​przyjęła rezygnację szefowej policji Eriki Shields. – Oczywiście możemy debatować na temat tego, czy użycie tej śmiercionośnej siły było konieczne, czy nie. W mojej ocenie nic nie usprawiedliwia policjantów, którzy użyli broni w czasie tej interwencji. Z tego powodu zażądałam dymisji szefowej policji w Atlancie – powiedziała burmistrz.

Do śmierci Brooksa doszło po trwających już ponad dwa tygodnie demonstracjach wywołanych po śmierci George’a Floyda – 46-letniego Afroamerykanina, który 25 maja zmarł w Minneapolis po tym, gdy policjant przydusił go kolanem podczas interwencji. Protesty w tej sprawie przetoczyły się przez całe Stany Zjednoczone i wiele krajów na świecie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żurominie z zarzutem pobicia

Zarzut pobicia usłyszał policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żurominie na Mazowszu – dowiedział się reporter RMF FM. Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Mławie. Funkcjonariusz nie przyznał się do zarzutów. Złożył też wyjaśnienia, które będą teraz weryfikowane.

Śledczy nie ujawniają szczegółów. Wiadomo natomiast, że w tym pobiciu uczestniczył jeszcze jeden napastnik. Osoba poszkodowana, którą kopano i uderzano pięściami, nie ma poważniejszych obrażeń. To zdarzenie – jak dodaje prokuratura – miało podłoże obyczajowe i nie ma związku z pełnieniem przez policjanta służby. Zostało też zarejestrowane przez kamery miejskiego monitoringu.

Do tej pory udało się też przesłuchać świadków pobicia. Szefostwo policji wszczęło wobec funkcjonariusza wewnętrzne postępowanie. Zapadła też decyzja o zawieszeniu policjanta.
Źródło info i foto: interia.pl

Władze Berlina przez 30 lat przekazywał dzieci pedofilom. Szokujące doniesienia o pewnym „eksperymencie”

Władze Berlina przez 30 lat celowo przekazywały bezdomne dzieci pod opiekę pedofilom w ramach tzw. eksperymentu Kentlera – wynika z raportu dotyczącego działalności seksuologa Helmuta Kentlera, przygotowanego przez Uniwersytet w Hildesheim.

Kentler w latach 70. świadomie kierował dzieci do opiekunów zastępczych ze skłonnościami pedofilskimi. Był przekonany, że kontakty seksualne między dziećmi i dorosłymi nie są szkodliwe. Dlatego dzieci odebrane patologicznym rodzinom lub żyjące na ulicach Berlina Zachodniego często trafiały pod opiekę samotnych rodziców zastępczych, mających już za sobą wyroki za przestępstwa seksualne.

Pedofile nie musieli szukać nowych ofiar

Pozornie wydawało się, że problemy dzieci zostały rozwiązane przez Urząd ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) – nie mieszkały już na ulicy, nie trafiały do domów dziecka, a pedofile nie szukali nowych ofiar, ponieważ tolerowano fakt, że mogli znęcać się nad wychowankami w obrębie własnych domów – napisała gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dodała, że Kentler przekonał do swego projektu urzędników berlińskiego Senatu. Twierdził, że opieka pedofili nad małoletnimi „umożliwia ich społeczną integrację”.

Te tzw. domy zastępcze zostały założone pod koniec lat 60. XX wieku i funkcjonowały do ok. 2003 roku. Koncepcja Kentlera, oparta na „wspólnym mieszkaniu dziecka i pedofila”, została zatwierdzona przez urzędników Senatu i, z kilkoma wyjątkami, zaakceptowana także przez okręgowe Jugendamty. Kilka lat temu dwie ofiary zgłosiły się i opowiedziały swoją historię, od tego czasu badacze z Uniwersytetu w Hildesheim przeszukiwali akta i przeprowadzili wywiady – poinformował serwis Deutsche Welle, odnosząc się do zaprezentowanego w poniedziałek raportu.

Bezkarność twórcy patologicznego „eksperymentu”

DW dodał, że Kentler był w stałym kontakcie z dziećmi i ich przybranymi ojcami. Nigdy nie został postawiony w stan oskarżenia: zanim jego ofiary się zgłosiły, przestępstwa uległy przedawnieniu. Do tej pory ofiary nie otrzymały jakiegokolwiek odszkodowania.

Berlińska senator ds. młodzieży i dzieci Sandra Scheeres (SPD) nazwała odkrycia autorów raportu „szokującymi i przerażającymi”.

Liczba sprawców i ofiar nie została do dziś określona. Wiadomo, że jednym ze sprawców był Fritz H. Pod jego opieką w ciągu kilkunastu lat znajdowało się co najmniej dziesięcioro dzieci, w tym jedno z wieloma niepełnosprawnościami, które zmarło, przebywając pod jego pieczą. Trzy z jego ofiar złożyły później zeznania.

„FAZ”: Pedofile pod ochroną Berlina

Jak napisała „FAZ”, wcześniej przez lata urzędy do spraw młodzieży ignorowały sygnały o zagrożeniach, a ich pracownikom nawet zdarzało się bronić pedofila opiekującego się dziećmi. Także urzędy okręgowe nie reagowały na listy od ofiar, które zgłaszały przypadki nadużyć oraz pornografii dziecięcej.

Działalność Kentlera, który pracował także jako psycholog policyjny w berlińskim Senacie, nie byłaby możliwa bez współpracy władz Berlina, urzędów ds. młodzieży, ale także instytucji edukacyjnych i naukowych – wskazuje „FAZ”.
Źródło info i foto: TVP.info

CBA prześwietliło oświadczenie majątkowe Łukasza Szumowskiego

Centralne Biuro Antykorupcyjne prześwietliło oświadczenia majątkowe ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego – dowiedziało się RMF FM. Sprawdzenia oświadczenia majątkowego ministra domagali się tego między innymi posłowie Koalicji Obywatelskiej. Jak podaje RMF FM, według CBA wszystkie oświadczenia majątkowe Łukasza Szumowskiego są w całkowitym porządku. Nie ma żadnych podstaw, by poza przeprowadzeniem analizy tych dokumentów wszczynać kontrolę.

Według nowego oświadczenia ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego nie posiada on żadnego mieszkania.

Do dokumentacji wpisał 2720 złotych oszczędności, 3 działki o łącznej powierzchni prawie 4 tysięcy metrów kwadratowych, trzy samochody (Toyota Yaris z 2008, Land Cruiser z 2005 i Mercedes Benz z 1959), dwa zegarki, 15 obrazów i 500 książek.

Dodatkowo Szumowski zaciągnął kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich na 519 tysięcy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Czeczeni skazany za terroryzm. Sąd Najwyższy uchylił wyrok

Sąd Najwyższy uchylił w środę wyrok skazujący trójkę Czeczenów za m.in. wspierania terroryzmu i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku. Chodzi o głośną sprawę, w której prokuratura zarzuciła Czeczenom działalność w zorganizowanej grupie przestępczej. W jej ramach mieli m.im. gromadzić pieniądze na potrzeby Państwa Islamskiego.

Zarzuty, które usłyszeli Czeczeni, dotyczyły też organizowania i kupowania sprzętu paramilitarnego oraz rekrutowania bojowników na tzw. dżihad w rejonach konfliktu zbrojnego. W akcie oskarżenia pojawił się również wątek leczenia w Polsce Czeczena rannego w walkach w Syrii. Okres, gdy miało się to dziać, to 2014 r.

Czeczeni twierdzili, że pieniądze szły do Iczkerii

Oskarżeni, przez całe postępowanie przygotowawcze, a potem przed sądami pierwszej i drugiej instancji, nie przyznali się. Argumentowali, że co prawda pieniądze były zbierane i zostały przekazane, ale nie na potrzeby IS, lecz na działalność niepodległościową bojowników czeczeńskich walczących o Czeczeńską Republikę Iczkerii.

W sierpniu 2017 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał nieprawomocnie trójkę Czeczenów na kary po dwa lata i miesiąc więzienia; czwartego z oskarżonych uniewinnił. Skazanych uznał za winnych wspierania jednak działań nie IS, lecz tzw. Emiratu Kaukaskiego – prowadzącego działalność o charakterze terrorystycznym na terytorium Rosji – jak zaznaczył sąd w wyroku – „ukierunkowaną na utworzenie na Kaukazie Północnym fundamentalistycznego państwa islamistycznego, opartego na prawie szariatu”.

Apelacje od tego wyroku złożyły obie strony. Prokuratura chciała surowszych kar i skazania zgodnie z aktem oskarżenia, obrona – uniewinnienia całej czwórki Czeczenów. W czerwcu 2018 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku odwołania wszystkich stron uznał za bezzasadne i utrzymał zarówno wyroki skazujące, jak i uniewinniający.

Sąd Najwyższy przyznał rację obronie

Jesienią 2018 roku kasacje wobec wyroków skazujących złożyła obrona; do SN wpłynęły one na początku lutego 2019 roku. W ocenie adwokatów, sąd odwoławczy w ogóle nie odniósł się do zarzutów apelacyjnych; podnosili też zarzut wyjścia przez sąd poza granice oskarżenia, czyli skazanie trzech Czeczenów za czyny, które nie były objęte zarzutami prokuratury.

W środę SN uwzględnił kasacje w tym zakresie. Uchylił swoim wyrokiem zaskarżone orzeczenie i sprawę przekazał Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

Jak poinformował Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego Sądu Najwyższego, w ustnych motywach rozstrzygnięcia SN wskazał, że powodem uchylenia był pierwszy z zarzutów kasacyjnych, w którym podniesiono, iż sąd odwoławczy (apelacyjny w Białymstoku) nie dochował obowiązków, które na nim spoczywają, czyli odniesienia się do wszystkich zarzutów, które były podniesione w apelacji.

„To nie jest w 100 proc. satysfakcjonujące rozstrzygnięcie”

SN zwrócił też uwagę, że sprawa badana w postępowaniu odwoławczym była bardzo poważna i skomplikowana, zarówno ze względu na wagę zarzutów, ale też skomplikowaną sytuację na Kaukazie, wymagającą szczególnej wiedzy. Ocenił więc, że w tej sytuacji, wymagała szczególnej staranności nie tylko od sądu pierwszej instancji, ale także, a może nawet przede wszystkim, od sądu odwoławczego.

A ten – jak uzasadniał Sąd Najwyższy – nie odniósł się do bardzo konkretnych tez stawianych w apelacjach przez obrońców, opartych na konkretnych dowodach. Dlatego uchylając wyrok drugiej instancji SN zaznaczył, że w postępowaniu odwoławczym należy rozpoznać wszystkie zarzuty, które w tej sprawie pojawiły się i dopiero wtedy sformułować ostateczną ocenę.

– To nie jest w stu procentach satysfakcjonujące rozstrzygnięcie, bo chcieliśmy pełnego uniewinnienia, ale argumenty SN są przekonujące i uchylenie wyroku jest jak najbardziej słusznym rozwiązaniem – mec. Piotr Iwaniuk, powiedział obrońca w procesie Czeczenów, który był na rozprawie w Sądzie Najwyższym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Krosno: Atak nożownika na dworcu autobusowym. Trwa policyjna obława

Dramatyczne sceny rozegrały się na dworcu autobusowym w Krośnie na Podkarpaciu. Doszło do sprzeczki między pasażerem a kierowcą busa. Pasażer chwycił za nóż i ranił szofera. Napastnik uciekł. W mieście trwa obława.

Policja o zdarzeniu dowiedziała się w środę około godz. 19.40. Jak ustalił Fakt, do awantury doszło przy pasażerskim busie, który przyjechał z trasy i zakończył kurs. Wszyscy pasażerowie opuścili pojazd z wyjątkiem jednego, który uciął sobie drzemkę. Szofer zaczął budzić mężczyznę. Wtedy ten wpadł w szał. Wyciągnął nóż i zranił kierowcę.

Ofiara upadła na placu przed swoim busem i zalała się krwią. Do poszkodowanego dobiegli świadkowie i zaczęli udzielać pierwszej pomocy. Wkrótce na miejsce dotarła karetka, która zabrała rannego do szpitala.

– Mamy informację od lekarzy, że życiu pokrzywdzonego mężczyzny na szczęście nie zagraża niebezpieczeństwo. Sprawca oddali się. Trwają jego intensywne poszukiwania – powiedział dla Faktu aspirant sztabowy Paweł Buczyński, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Krośnie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Carlos Lehder wyszedł z więzienia. Współpracownik Pabla Escobara odsiedział 30 lat

Po 30 latach, Carlos Lehder, kumpel i bliski współpracownik króla narkotyków Pabla Escobara, wyszedł z więzienia. 70-latek został skazany w 1987 r. na karę dożywocia i dodatkowe 135 lat. Wyrok odsiadywał w Stanach Zjednoczonych, ale po wyjściu z więzienia przyjechał do Niemiec.

Lehdar, Kolumbijczyk pochodzenia niemieckiego, działał w kartelu narkotykowym utworzonym na początku lat 70. XX w. przez narkotykowego barona, Pabla Escobara. To on wymyślił m.in., by kokainę do Stanów Zjednoczonych przemycać awionetkami, a nie w walizkach. Oprócz tego był twórcą narkotykowego magazynu na Bahamach. Rok po powstaniu kartelu, Lehdar wpadł i trafił do więzienia. Został zatrzymany na jednej z farm w Kolumbii, a później przeniesiony do więzienia w USA. Usłyszał wyrok dożywocia i dodatkowych 135 lat więzienia.

Teraz jednak wyszedł z więzienia. O powodzie opowiedziała jego córka Monica kolumbijskiej gazecie „Semana”. Twierdzi w niej, że ojciec ma zdiagnozowanego raka i musi pojechać na leczenie do Niemiec. Lehder przyleciał regularnym lotem pasażerskim z Nowego Jorku do Frankfurtu. – Minęło 17 lat, odkąd go ostatnio widziałam. Jestem spokojna wiedząc, że jest zdrowy pomimo swojej choroby – dodała. Portal Spiegel Online poinformował, że Lehdara eskortowało dwóch urzędników amerykańskich i przekazano go urzędnikom niemieckim.

Pablo Escobar założył słynny kartel z Medellin na początku lat 70. Kartel działał na terenie Ameryki Środkowej, Stanów Zjednoczonych, Kanady i Europy i był odpowiedzialny nie tylko za handel narkotykami, ale też za zamachy, terroryzm, pranie brudnych pieniędzy, korupcję, porwania czy wymuszenia. W szczytowym momencie co tydzień przemycali tonę kokainy a ich zyski sięgały od 60 do 100 mln dolarów.
Źródło info i foto: se.pl

Francja: Brutalne zamieszki podczas protestów służby zdrowia

Protesty miały miejsce na ulicach francuskich miast. W Paryżu pokojowa manifestacja pracowników służby zdrowia została zakłócona przez „żółte kamizelki” i anarchistyczne ugrupowanie „black blocs”. Doszło do wielu starć z policją. W wyniku zamieszek zostało rannych kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Zatrzymano 25 osób.

We wtorek 16 czerwca w całej Francji doszło do masowych protestów pracowników służby zdrowia. Manifestanci domagali się zwiększenia swoich pensji oraz poprawy warunków pracy.

Największa manifestacja odbyła się w Paryżu, stolicy Francji. Szacuje się, że mogło w niej wziąć udział nawet 18 tysięcy osób. Protestujący domagali się zwiększenia finansowania służby zdrowia, co pozwoli na budowę większej ilości szpitali oraz stworzenia nowych miejsc pracy. Manifestacja wyruszyła spod gmachu Ministerstwa Zdrowia na Plac Inwalidów.

Po dotarciu na miejsce, do protestujących dołączyli się jednak członkowie tzw. „żółtych kamizelek”, ruchu, który od dwóch lat odpowiada za liczne antyrządowe protesty, oraz anarchistycznej organizacji „black blocs”.

Paryż. Protest zamienił się w uliczne zamieszki
W efekcie manifestacja bardzo szybko przerodziła się w uliczne burdy. Na celowniku protestujących znalazły się przypadkowe samochody, ale i autobusy turystyczne. Policja, próbująca zaprowadzić porządek, została obrzucona kamieniami. W odpowiedzi na atak funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego.

W swoich działaniach policja była niekiedy jednak bardzo brutalna. Na jednym z nagrań widać, jak młoda kobieta w białym fartuchu jest aresztowana przez kilku funkcjonariuszy. Jeden z nich ciągnie ją za włosy, aby umożliwić swoim kolegom zakucie jej w kajdanki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl