Dariusz G. , ps. „Łoli”, powiesił się w celi

Fot. Bartosz Krupa/East News. Warszawa 14.05.216. Zwiedzanie Aresztu Sledczego Warszawa – Mokotow w ramach wydarzenia „Noc Muzeow 2016”.

Nie żyje Dariusz G., pseudonim „Łoli”. Słynny gangster i były żołnierz popełnił samobójstwo we wrocławskim areszcie – podaje lokalna „Gazeta Wrocławska”. Trafił za kraty kilka dni temu, był powiązany w sprawie szajki oszustów. Tragiczna śmierć w areszcie śledczym we Wrocławiu. Samobójstwo popełnił Dariusz G. ps. „Łoli”. Były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, był już karany za handel narkotykami, czy udział w zabójstwie.

Znany gangster był ścigany za niedawne porachunki z półświatka. Ciągnęły się za nim stare sprawy – w 1997 roku miał brać udział w wyroku śmierci na Marku Ł., ps. Łopuch. G. trafił do aresztu kilka dni temu – prokuratura zarzucała mu udział w grupie przestępczej i podatkowe oszustwa.

Czytamy, że jeszcze dwa dni temu nic nie zwiastowało tragedii. Jak podaje „Gazeta Wrocławska” „Łoli” powiesił się w dwuosobowej celi aresztu śledczego, 17 czerwca. Tuż przed północą wszczęto alarm, okazało się, że mężczyzna powiesił się na pętli zrobionej z koca. Pomoc strażników przyszła za późno, lekarz stwierdził zgon.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nie będzie postępowania ws. koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie

Nie będzie postępowania w sprawie koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie w czasie epidemii koronawirusa. Prokuratura Okręgowa w Płocku odmówiła jego wszczęcia – dowiedział się Onet. – Nie zostały spełnione przesłanki do uznania, iż doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne – mówi nam jej rzeczniczka.

Przypomnijmy, w sobotę, 2 maja, a więc już podczas stanu epidemii koronawirusa w Polsce, na ciechanowskim osiedlu „Aleksandrówka II” odbył się koncert Kasi Kowalskiej. Wydarzenie zostało zorganizowane w ramach projektu „Koncertowanie pod blokiem” i była to piąta impreza z tej serii. Założenie było takie, że mieszkańcy mają słuchać koncertów z okien lub balkonów. Organizatorzy apelowali o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa.

Na imprezie pojawiły się tłumy, mimo obowiązujących obostrzeń i wbrew zakazowi gromadzenia się. Nie wszyscy zachowywali zasady bezpieczeństwa, w tym 1,5-metrowe odstępy między osobami. Wywołało to falę oburzenia w sieci, a niektórzy zarzucili prezydentowi Ciechanowa hipokryzję, w związku z tym, że zezwolił na taki koncert, a nie zgadzał się na organizację 10 maja wyborów na prezydenta RP w Ciechanowie.

– Być może społeczeństwo dało się przekonać narracji, że walka z koronawirusem jest już wygrana, skoro rząd otwiera galerie handlowe i namawia do otwierania żłobków oraz przedszkoli. Ludzie najwyraźniej mają też już serdecznie dość tej nakazowo-zakazowej polityki – mówił wówczas Onetowi Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa.

– Wydarzenie trwało 40 minut. Przed nim kilkukrotnie mówiono o zachowaniu odległości. Co ważne, przez większość koncertu ludzie się do tego dostosowali. Jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli podczas ostatniego utworu, kiedy wokalistka poprosiła, żeby rozproszone po całym terenie osoby podeszły pod scenę i wspólnie zaśpiewały sto lat dla jej córki, która tego dnia obchodziła urodziny. To był błąd – dodawał prezydent.

Prokuratura: nie zostały spełnione przesłanki

Sprawą zajęła się policja i prokuratura, a także sanepid. Prokuratura Okręgowa w Płocku, do której trafiła sprawa, przez kilka tygodni prowadziła czynności sprawdzające w celu ustalenia, czy podczas koncertu doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne. tj. czy wypełnione zostały znamiona przestępstwa z art. 165 par. 1, pkt 1 kodeksu karnego. Śledczy analizowali nagrania z kamer policjantów z Ciechanowa i dokumentację związaną z organizacją cyklu „Koncertów pod balkonem”.

Jak dowiedział się Onet, postępowania jednak nie będzie. – Zapadła decyzja o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie, ponieważ nie stwierdzono znamion przestępstwa. Prokurator uznał, że nie zostały spełnione przesłanki do uznania, iż doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne – mówi Onetowi prok. Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Płocku.

– W tym przypadku do wszczęcia postępowania konieczne byłoby faktyczne zaistnienie przestępstwa. Tymczasem prokuratur ustalił, że sanepid nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić i nie ma na to żadnego dowodu, że w tych koncertach uczestniczyła osoba lub osoby zarażone COVID-19. W związku z tym do faktycznego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób nie było. Stąd taka decyzja prokuratora – tłumaczy rzeczniczka.

30 tys. zł kary od sanepidu

– Inna sprawa, że z zebranych materiałów wynika, że podczas dwóch z cyklu koncertów uczestniczyło w nich około 100 osób, podczas gdy przepisy dopuszczały wówczas organizowanie imprez do 50 osób. Poza tym nie wszyscy uczestnicy tych imprez zachowywali odpowiednią odległość i zakrywali usta i nos. Wyciąganie konsekwencji w związku z tymi wykroczeniami to już jednak zadanie dla innych służb – podkreśla Iwona Śmigielska-Kowalska.

Powiatowy Inspektor Sanitarny w Ciechanowie już 5 maja nałożył na Urząd Miasta karę administracyjną w wysokości 30 tys. zł, za nieprzestrzegania zakazu organizowania zgromadzeń w czasie epidemii koronawirusa. Miasto odwołało się od tej decyzji. Na razie nie zostało to uwzględnione.

– Postępowanie w tej sprawie wciąż trwa. Zgodnie z procedurami, odwołanie przekazaliśmy do Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Warszawie. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła – powiedziała dziś Onetowi Wiesława Krawczyk, szefowa sanepidu w Ciechanowie.

Policja: 16 wniosków do sądu o ukaranie

Natomiast postępowanie w sprawie koncertów w Ciechanowie prowadzi wciąż prowadzi policja. – Do sądu skierowanych zostało 16 wniosków o ukaranie. Siedem z nich dotyczy wykonawców i muzyków, sześć dotyczy prezydenta Ciechanowa – chodzi o sześć imprez zorganizowanych w ramach cyklu koncertów, dwa wnioski są skierowane przeciwko osobom z publiczności, a jeden dotyczy menedżera – wylicza podinsp. Katarzyna Kucharska, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu.

– Chodzi o łamanie art. 54. kodeksu wykroczeń, czyli naruszanie przepisów o zachowywaniu się w miejscach publicznych, a w tym przypadku łamania zasad bezpieczeństwa oraz o łamanie zakazu organizowania działalności twórczej, czyli z paragrafu 8., ust. 1, rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Postępowanie nie zostało jeszcze zakończone. Możliwe jest skierowanie kolejnych wniosków do sądu – dodaje Katarzyna Kucharska.
Źródło info i foto: onet.pl

Żyrardów: 31-latka zaatakowała policjantów nożami. Funkcjonariusz śmiertelnie postrzelił kobietę

Trwa wyjaśnianie okoliczności wieczornej interwencji policji w Żyrardowie na Mazowszu, w trakcie której funkcjonariusz śmiertelnie postrzelił kobietę. Wcześniej 31-latka poraniła nożami mężczyznę i zaatakowała policjantów.

W czwartek około 21:00 policjanci wezwani zostali do awantury domowej, w czasie której miało dojść do użycia noża. W mieszkaniu jednej z żyrardowskich kamienic znaleźli zakrwawionego mężczyznę, na podwórzu zaś zastali agresywną kobietę, trzymającą w rękach dwa noże.

Jak relacjonuje rzeczniczka mazowieckiej policji podinsp. Katarzyna Kucharska: „Po wejściu do mieszkania potwierdzono, że na podłodze leży zakrwawiony mężczyzna. Policjanci zaczęli udzielać mu pomocy, gdy usłyszeli krzyki dochodzące z podwórka. Na zewnątrz zobaczyli kobietę, która była agresywna”.

31-latka zachowywała się – jak podaje policja – irracjonalnie, atakowała policjantów, nie reagując ani na ich wezwania, ani na użycie gazu łzawiącego. Nie zadziałał także oddany w powietrze strzał ostrzegawczy.

Kolejny oddany został w jej kierunku – jak zaznacza podinsp. Kucharska: „w celu odparcia bezpośredniego zamachu na życie funkcjonariuszy”.

Rannej kobiecie policjanci natychmiast udzielili pomocy, którą kontynuowali wezwani na miejsce ratownicy medyczni. Mimo to 31-latka zmarła w szpitalu. Do szpitala trafił także zraniony przez nią mężczyzna. Wyjaśnieniem okoliczności sprawy zajmują się prokurator i policjanci m.in. z Biura Kontroli Komendy Głównej Policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

25 nowych spraw dotyczących molestowania seksualnego w polskim Kościele

25 nowych spraw dotyczących molestowania seksualnego w polskim Kościele skierowali do prawników członkowie inicjatywy „Zranieni w Kościele”. Od roku prowadzą oni telefon zaufania, w którym terapeuci pomagają osobom wykorzystanym seksualnie w pokonaniu przeżywanej traumy. Relacje najprawdopodobniej zaowocują pozwami sądowymi o zadośćuczynienie czy zgłoszeniami do prokuratury.

– Jest jeszcze wiele osób skrzywdzonych, które do dziś z trudem żyją z tą tajemnicą. Dwie najstarsze osoby, które się z nami skontaktowały, miały ponad 80 lat. Jedna z nich, 82-letnia kobieta, opowiedziała o swoich przeżyciach, gdy była nastolatką. Pierwszy raz zdecydowała się powiedzieć komuś o swojej krzywdzie – mówi Wirtualnej Polsce Zbigniew Nosowski, rzecznik Inicjatywy „Zranieni w Kościele” i katolicki publicysta magazynu „Więź”.

Uruchomiony w ubiegłym roku telefon wsparcia dla osób wykorzystanych seksualnie obsłużył ponad 150 połączeń. – Część pokrzywdzonych potrzebuje rady i wsparcia, wskazówek, gdzie uzyskać pomoc psychologa. Dopiero przy kolejnej rozmowie albo nawet po przejściu terapii psychologicznej dochodzą do wniosku, że chcą zgłosić przestępstwo do właściwych instytucji państwowych i kościelnych – dodaje Nosowski.

Efektem działania infolinii było skierowanie 25 spraw do konsultacji z prawnikami. Najprawdopodobniej zakończą się przygotowaniem pozwów sądowych o zadośćuczynienie ofiarom i doniesień do prokuratury.

Właśnie działalność telefonu zaufania była jednym z wątków ostrego sporu pomiędzy biskupem kaliskim Edwardem Janiakiem a prymasem Polski abp. Wojciechem Polakiem. Po skandalu wywołanym przez film „Zabawa w Chowanego” zagrożony odwołaniem biskup Janiak napisał list do innych biskupów. Pisał m.in. o wielkim zamieszaniu i zgorszeniu, jakie wywołały plakaty informujące o działaniu infolinii.

„Abp. Wojciech Polak (…) wydał pieniądze na plakaty, które w odbiorze społecznym zostały źle przyjęte przez wiernych, a na małych parafiach były zgorszeniem” – pisał bp. Edward Janiak.

Jak dowiaduje się WP, w maju plakaty trafiły do wszystkich parafii w Polsce. Jednocześnie abp Polak (jest delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży) w liście skierowanym do proboszczów zachęcał do wywieszenia ich w kościołach i poinformowaniu o infolinii w ogłoszeniach duszpasterskich. Plakaty nie zawierały kontrowersyjnych grafik. Na purpurowym tle znajdował się numer 800 280 900 wraz z dopiskiem „telefon wsparcia dla osób dotkniętych przemocą seksualną”.

Jednak Radio Maryja przekonywało: „taka akcja sugeruje, że w każdej polskiej parafii mamy przestępcę”. Jest „uderzeniem w autorytet kapłanów, a ostatecznie ma ludzi zniechęcić do Pana Boga”.

Nowe przypadki przestępstw seksualnych

Jak twierdzą przedstawiciele inicjatywy „Zranieni w Kościele”, uruchomienie telefonu zaufania okazało się niezwykle potrzebne. Około trzech czwartych zgłoszonych przypadków to nowe relacje. Przypomnijmy, że w marcu 2019 roku Episkopat poinformował o 382 duchownych, którzy wykorzystali 625 dzieci. Były to wszystkie zgłoszone od 1 stycznia 1990 r. przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich.

Zdaje się, że to nie koniec sprawy. Chociaż telefon czynny jest tylko we wtorki wieczorem, przez cały rok nie było dyżuru, podczas którego nikt nie zadzwonił.
Źródło info i foto: wp.pl

„Król dopalaczy” oskarżony o podżeganie do zabójstwa Zbigniewa Ziobry

Śledczy skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko znanemu handlarzowi dopalaczami Janowi S. – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa w Prokuraturze Krajowej. Mężczyzna jest oskarżony m.in. o podżeganie do zabójstwa Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy rozbili grupę handlującą dopalaczami.

Jan S., tzw. „król dopalaczy”, oprócz podżegania do zabójstwa został oskarżony także o nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia łapówek. W sumie usłyszał 14 zarzutów. Zarzucane mu czyny zagrożone są karą nawet dożywotniego więzienia. Akt oskarżenia w tej sprawie skierowany został do Sądu Okręgowego w Warszawie przez dolnośląski wydział Prokuratury Krajowej.

Oferował 100 tys. złotych

Jak przekazali PAP śledczy, za zabójstwo ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego Jan S. oferował 100 tys. zł. Według prokuratury, mężczyzna chciał w ten sposób doprowadzić do zaniechania prac nad zaostrzeniem kar za produkcję i handel dopalaczami, a samego Ziobrę oskarżał o to, że „zepsuł mu interes”.

Mężczyzna planował zabójstwo ministra przy użyciu m.in. materiału wybuchowego, trucizny albo pierwiastka radioaktywnego. Do przyjęcia zlecenia nakłaniał osobę, która, jego zdaniem, potrafiła skonstruować ładunek wybuchowy.

Z ustaleń śledczych wynika też, że Jan S. podżegał również do zabójstwa prokuratora, który prowadził przeciwko niemu postępowanie dotyczące handlu dopalaczami. Planował zabicie go przy użyciu broni palnej, substancji powodującej zawał serca i zapaść krążeniową albo zakażenie wirusem HIV. Nakłaniał przy tym do tworzenia fikcyjnych zdjęć i filmów, które miały służyć zdyskredytowaniu śledczego.

Jan S. jest też oskarżony o podżeganie do zabicia funkcjonariuszy z wydziału narkotykowego Komendy Stołecznej Policji, którzy rozpracowywali grupę przestępczą handlującą dopalaczami. Według prokuratury, miał też nakłaniać do nękania policjantów, podszywając się pod nich na portalach internetowych i zamieszczając w ich imieniu fikcyjne ogłoszenia.

Zatrzymany w styczniu

Mężczyzna był poszukiwany dwoma listami gończymi, dwoma europejskimi nakazami aresztowania i tzw. czerwoną notą Interpolu. Ostatecznie został zatrzymany na początku stycznia w Milanówku pod Warszawą.

Jak przekazała PAP prokuratura, już podczas pobytu w areszcie w Wołowie handlarz dopalaczami zaproponował strażnikowi więziennemu 20 tys. zł. w zamian za dostarczenie telefonu komórkowego. Z kolei w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce Jan S. chciał przekupić psychologa więziennego, w celu skierowania na konsultację psychiatryczną, umieszczenia w zakładzie psychiatrycznymi, a w konsekwencji uznania za niepoczytalnego.

Zmarło kilka osób

Przeciwko Janowi S. prowadzone jest też odrębne postępowanie przez prokuraturę rejonową. Mężczyzna usłyszał w nim zarzuty dotyczące kierowania zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się handlem dopalaczami i narkotykami oraz ich przemytem, prania brudnych pieniędzy, a także narażenia ponad 16 tys. osób na niebezpieczeństwo utraty życia poprzez wprowadzenie do obrotu szczególnie toksycznych dopalaczy.

Jak poinformował PK, substancje wprowadzane na rynek przez oskarżonego doprowadziły do śmierci kilka osób, w tym nieletnich. Grupa Jana S. działała co najmniej od 2015 r., oferując dopalacze za pośrednictwem sklepów internetowych. Tylko jeden sklep prowadzony przez tę grupę dał w ciągu 14 miesięcy przychód w wysokości prawie 17 mln zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Francja: 3 tys. ofiar księży pedofilów w latach 1950-70. Cząstkowy raport komisji

Komisja ds. pedofilii w Kościele zidentyfikowała na obecnym etapie prac 3 tys. ofiar. Większość przestępstw popełniono w latach 1950-70 przez 1,5 tys. księży – powiedział dziennikowi „Le Figaro” przewodniczący komisji Jean-Marc Sauve.

– Nigdy nie jest wystarczająco dużo, aby mówić o przemocy, jakiej doświadczyły dzieci w Kościele katolickim oraz we wszystkich innych kręgach francuskiego społeczeństwa; rodzinach, instytucjach publicznych i prywatnych – stwierdził Sauve na łamach czwartkowego dziennika „Le Figaro”.

Sauve przewodniczy Niezależnej Komisji ds. Seksualnego Wykorzystywania w Kościele (CIASE) od 2018 roku. Komisja rozpoczęła pracę w listopadzie 2018 roku, a zakończenie jej działania planowane jest na październik 2021 roku.

Komisja wystosowała apel o składanie zeznań ma temat przestępstw pedofilii. Od czasu powstania komisja zarejestrowała około 5,3 tys. skarg. Komisja zaprezentowała w środę w Zgromadzeniu Narodowym sprawozdanie z postępu swoich prac.

„Czas ujawnić ukrytą stronę naszego społeczeństwa ”

W sprawozdaniu zidentyfikowano 3 tys. ofiar pedofili oraz 1,5 tys. księży – pedofilów. 2/3 przestępstw popełniono w latach 1950-70. Około 5 proc. zeznań dotyczy lat 90-tych i późniejszych.

– Wykorzystywanie seksualne jest wszędzie – stwierdził Sauve, dodając, że „czas ujawnić ukrytą stronę naszego społeczeństwa i oddać sprawiedliwość cierpieniom wykorzystywanych dzieci”. Sauve opowiada się również za utworzeniem krajowej komisji ds. wykorzystywania seksualnego w rodzinach oraz w instytucjach prywatnych i publicznych.

Przewodniczący przyznał, że widział wiele rzeczy w swojej karierze, ale podczas prac nad raportem doznał „osobistego szoku” podczas słuchania bezpośrednich zeznań setek ofiar i skalą „zniszczeń spowodowanych wykorzystywaniem ofiar, w ich życiu”. Sauve uważa jednak, że „obserwujemy spadek, ale nie zanik tego zjawiska”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Atak hakerów na instytucje rządowe, przemysł i kluczową infrastrukturę Australii

„Działający na poziomie państwa nowoczesny czynnik” dokonuje od miesięcy hakerskich ataków na cały szereg australijskich podmiotów i organizacji, a ostatnio je nasilił – oświadczył premier Australii Scott Morrison. Morrison sprecyzował, że celem tych ataków są organizacje i instytucje z całego szeregu sektorów, w tym wszystkich szczebli rządu, a także przemysłu, organizacje polityczne, oświatowe, służba zdrowia, dostawcy kluczowych usług i operatorzy infrastruktury o krytycznym znaczeniu.

Zagrożenie ma charakter stały, ale „od wielu miesięcy działalność ta się nasila” – podkreślił premier.

Morrison nie wymienił żadnego konkretnego państwa, które mogłoby stać za tymi atakami, ale zaznaczył, że ich skala i charakter nie pozostawiają wątpliwości, że mają charakter państwowy.

– Niewiele jest czynników państwowych, które miałyby takie możliwości – ocenił.

Według informacji Agencji Reutera w marcu zeszłego roku rząd australijski ustalił, że Chiny stały za atakami hakerskimi na australijski parlament, chociaż oficjalnie ich nie oskarżył. Pekin zaprzeczył jakoby miał z nimi coś wspólnego.

Chiny są największym partnerem handlowym Australii, ale stosunki polityczne między nimi nie są najlepsze. Rząd w Canberze naraził się dodatkowo Pekinowi domagając się międzynarodowego śledztwa w celu ustalenia źródła wirusa COVID-19, który po raz pierwszy pojawił się w końcu zeszłego roku w chińskim mieście Wuhan.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawa zaginięcia Maddie McCann. Główny podejrzany zabrał głos

Od kilku tygodni świat znów żyje sprawą zaginięcia 3-letniej Madeleine McCann w 2007 r. Niemieccy śledczy twierdzą, że dziewczynkę porwał i zamordował Christian B., który w niemieckim więzieniu odsiaduje wyrok za gwałt. Nie przedstawiają jednak dowodów na jego winę. Tymczasem głos w sprawie zabrał właśnie sam podejrzany. Przez swoich prawników przekazał, że nie zabił małej Maddie McCann.

3-letnia Brytyjka Madeleine McCann zaginęła w maju 2007 roku, podczas rodzinnych wakacji w Portugalii. Dziewczynka w nocy z 3 na 4 maja po prostu zniknęła ze swojego łóżeczka w kurorcie Praia da Luz, a jedynym śladem, jaki po sobie zostawiła, było otwarte okno.

Choć poszukiwania były prowadzone na szeroką skalę, to w sprawie nigdy nie doszło do przełomu. Aż do teraz. Kilka tygodni temu niemieccy śledczy z Brunszwiku poinformowali, że mają głównego podejrzanego w sprawie. Ich zdaniem, za porwanie i zabójstwo Maddie McCann odpowiada 43-letni obecnie Christian B. Prokurator przekazał, że posiada dowody na jego winę, jednak nie są one jeszcze wystarczające do postawienia zarzutów mężczyźnie. Nie zdradził też szczegółów śledztwa.

Brytyjskie media podają właśnie informację, że w 2016 r. w kamperze, którym Niemiec miał podróżować między swoim krajem a Portugalią, znaleziono stroje kąpielowe i inne ubrania należące do kilkuletnich dzieci. Samochód był zaparkowany na działce kupionej przez B. sześć lat wcześniej. Na terenie posesji znaleziono także worek z pendrive’ami, na których znajdowało się ponad 8 tys. plików zawierających pornografię dziecięcą i molestowanie dzieci. Teren ten przeszukiwano w związku z zaginięciem w 2015 r. w Niemczech 5-letniej Ingi Gehricke. Dziewczynka była wówczas nazywana „Niemiecką Maddie”.

Do brytyjskiego „Mail on Sunday” zgłosił się mężczyzna o imieniu Dieter, którego córka znała się z Christianem B. Opowiedział, że B. zabrał go kiedyś na przejażdżkę swoim kamperem.

– Zajrzałem do środka i zapytałem go, czym się zajmuje w Portugalii, gdzie pracuje. Odpowiedział mi: „Mam pieniądze, ponieważ prowadzę specjalny biznes. Szmugluję w moim vanie trawkę”. Potem dodał: „Biorę 50 kg marihuany i rozwożę ją po Europie. Nikt tego nie widzi. Mogę przewozić dzieci. Mogę przewozić w tym vanie narkotyki i dzieci, bo to bezpieczna przestrzeń. Nikt ich nie znajdzie. Nikt cię nie złapie”. Wtedy myślałem, że żartuje – powiedział Dieter w rozmowie z „Mail on Sunday”.

Nie wiadomo, gdzie obecnie znajduje się kamper należący do Christiana B. Prokurator zapytany o to, czy znaleziono w nim kluczowe dowody na udział B. w zaginięciu Madeleine McCann, odpowiedział, że jest to możliwe, jednak nie może nic na ten temat powiedzieć.

Tymczasem po wypłynięciu na jaw tych informacji głos zabrał sam Christian B., który odsiaduje obecnie wyrok siedmiu lat więzienia. Jak przekazał jego obrońca, mężczyzna „zaprzecza, że miał jakikolwiek udział” w zaginięciu Madeleine McCann.

Christian Brückner, główny podejrzany w sprawie zaginięcia Madeleine McCann, był wielokrotnie karany, m.in. za pedofilię, posiadanie pornografii dziecięcej, gwałty, kradzieże, handel narkotykami. Obecnie odsiaduje w więzieniu karę 7 lat więzienia. Śledczy wiążą go z jeszcze czterema innymi zaginięciami nieletnich: Rene Hasee w 1996 r. w Algarve w Portugalii, Caroli Titze, której ciało znaleziono w czerwcu ’96 na plaży w Belgii, Joany Cipriano, która zaginęła w 2004 r. w Figueira w Portugalii oraz Ingi Gehricke, zaginionej w 2015 r. w Niemczech.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Danny Masterson, znany z serialu „Rózowe lata 70.”, oskarżony o zgwałcenie trzech kobiet

Danny Masterson (44 l.) znany z roli Stevena Hyde’ a w popularnym serialu „Rózowe lata 70.”, podejrzewany jest o gwałt na trzech kobietach. Został zatrzymany przez policję w Los Angeles. Aktor może opuścić areszt tylko po wpłaceniu kaucji w wysokości 3 milionów dolarów!

Sprawa gwałtów dotyczy okresu od 2001 do 2003, czyli czasu, kiedy Danny Masterson był sławny dzięki graniu w serialu „Rózowe lata 70.”. Aktor miał dopuścić się czynów lubieżnych wobec dwóch 23-latek i jednej 28-latki. Było to jeszcze zanim ożenił się z aktorką Bijou Phillips (40 l.), córką Johna Phillipsa (+65 l.), twórcy zespołu The Mamas & the Papas, z którą ma córkę Fianna Francis (9 l.).

Aktor nie przyznaje się do czynów. Prokuratura nie postawiła mu na razie zarzutów. – Mój klient jest niewinny, jesteśmy pewni, że zostanie oczyszczony z zarzutów, kiedy wszystkie dowody ujrzą światło dzienne a świadkowie będą mieli okazję złożyć zeznania. Pan Masterson i jego żona są w szoku, zważywszy na to, że nagle oskarżono go o domniemane czyny sprzed prawie 20 lat. Wiedzą jednak, że prawda wyjdzie na jaw – cytowała słowa prawnika Masterson telewizja CNN.

Przypomnijmy, że w 2017 roku Danny Masterson był posądzany o molestowanie seksualne swojej byłej dziewczyny i kilku innych kobiet. W obronę aktora miał włączyć się kościół scjentologiczny, którego Masterson jest wyznawcą. Miało dochodzić do nękania kobiet przez członków tej organizacji. Aktorowi grozi teraz do 45 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Gorzów Wielkopolski: 24-letni Maksymilian S. skazany na dożywocie za zabójstwo instruktorki na strzelnicy

Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim skazał na dożywocie 24-letniego Maksymiliana S. za zabójstwo instruktorki na strzelnicy w Nietoperku w województwie lubuskim i próbę zabójstwa jej męża.

– Oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Utrzymywał, że do zgonu kobiety doszło przypadkowo. Zaprzeczył też, by chciał zabić męża ofiary – powiedziała IAR rzecznik Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim Lidia Wieliczuk.

Gorzów Wielkopolski. Jest wyrok ws. zabicia instruktorki na strzelnicy

Za zabójstwo kobiety sąd wymierzył oskarżonemu karę dożywotniego pozbawienia wolności, a za usiłowanie zabójstwa jej męża – 15 lat pozbawienia wolności. – Sąd wymierzył karę łączną dożywotniego pozbawienia wolności – podsumowała rzecznik Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim.

– Mówiąc kolokwialnie, nastąpiła egzekucja. Oskarżony skierował broń w kierunku głowy pokrzywdzonej, oddał strzał, doszło do przestrzelenia głowy, natychmiastowego zgonu pokrzywdzonej – powiedział na rozprawie relacjonowanej przez TVN24 sędzia Rafał Kraciuk.
Źródło info i foto: Gazeta.pl